-Opuść broń, Cherub- nakazała cicho blada przybyszka.
-Ani myślę, Pijawo- syknął nieufnie młodszy z braci Angello.
-Kim jesteś Zapytałem zdziwiony, a Artie obserwował nas w ciszy.
-Przychodzę w pokojowych zamiarach, żeby was ostrzec- wytłumaczyła się niska wampirzyca- możesz mnie nie znać; więc się przedstawię: Jekaterina Woroszyłow, bratanica Caiusa. tak; tego Caiusa- dodała widząc moją minę.
Ruchem dłoni nakazałem Tyrone'owi opuścić szablę.
-Co cię tu sprowadza?- Zapytałem nieprzychylnie.
-Stryj chciał przybyć osobiście, ale Tower zaczęła go uważnie obserwować, więc przysłał mnie.
-Nie wierzę, że ta gnida tak łatwo zmieniłaby orientację polityczną- odezwał się tuż za nią Feu.
Tamta słysząc usypiający głos odwróciła się na pięcie i robiąc krok w tył ukłoniła się Starszemu.
-tryj chyba wreszcie zrozumiał swój błąd- odparła smutno.- Delegacja Senatu wybierze się do was. Chcą, żebyście podpisali akt kapitulacji.
Krzesło, na którym siedziałem zachwiało się niebezpiecznie i- dałbym głowę- wyjebałbym się; gdyby nie Feu.
-Kapitulacja? Zanim wszystko się rozpoczęło? Kto wymyślił coś tak...?
-Nie wiem, ale to tylko pretekst- odparła Jekaterina W.- Muszę iść, zanim się zorientują- wyszła szybko.
Zastanowiłem się. Tower myliła się, co do mnie: jeszcze nie miała pojęcia, jak bardzo zajdę jej za skórę. Wiedzieliśmy to od początku, ale panna W. utwierdziła nas w przekonaniu, że Senat chce zniszczyć Zrzeszenie.
-Co robimy?- Zaczął po długim milczeniu Tyrone.
-Plan B- rzuciłem wymownie, a on skinął i zniknął za drzwiami gabinetu.
niedziela, 25 sierpnia 2019
Notka
Kon'nichiwa minna!
Jeszcze trochę zostało do końca Hunter, ale jest tego pozytyw.
Apropo poprzedniej zapowiedzi skończona i nawet więcej :) zostanie wrzucona zaraz po zakończeniu w/w
arigatou za uwagę i oyasumi!
Jeszcze trochę zostało do końca Hunter, ale jest tego pozytyw.
Apropo poprzedniej zapowiedzi skończona i nawet więcej :) zostanie wrzucona zaraz po zakończeniu w/w
arigatou za uwagę i oyasumi!
wtorek, 6 sierpnia 2019
Hunter III Curse Rozdział XXXIV: "Najwyższa Więź" i inne życiowe przeboje..cz.2 tajemnica Feu i polityczne tańce Senatu
|***|
Godzinę później zadzwoniłem do znajomego księdza egzorcysty, z którym zaprzyjaźniłem się podczas wielu rozmów na temat wiary. jako ateista usiłowałem zrozumieć; skąd w innych ludziach bierze się ta wiara w istnienie Boga, zresztą ów duchowny szanując moje poglądy nawet nie próbował nawracać mnie na dobrą ścieżkę.
Każdy człowiek; nawet niewierzący ma sumienie i potrafi odróżnić dobro od zła. my, Katolicy nazywamy to sumieniem; wy po prostu etyką. Jesteś młody, Jack, ale zapewniam cię; że mimo braku wiary jesteś mądrym i sprawiedliwym człowiekiem. Kiedyś to zrozumiesz..- powiedział podczas jednej z naszych rozmów, klepiąc mnie po ramieniu.
-Rozumiem, Jack- rzucił ciepło; podałem mu adres.
-Bardzo dziękuję i przepraszam, że zawracam ci czymś takim głowę; Arthur- właściwie od samego początku naszej znajomości mówiliśmy sobie po imieniu.
-To nic takiego, serio. No, to do zobaczenia.
-Właśnie; do zobaczenia- pożegnałem się i odłożyłem słuchawkę.
W przerwie od pracy postanowiłem wyjść na podwórze kwatery głównej Zrzeszenia i pospacerować. Feu zaszył się w bibliotece szukając w tomach znaku ze sztyletu. Mistrz uczył młodych łowców, a Max po prostu gdzieś polazł, więc zostałem sam z własnymi myślami.
-Cholerna "Puszka Pandory"- mruknąłem wyjmując z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę. otworzyłem kartonik i wyciągając ustami jednego, zapaliłem zaciągając się głęboko.- Ciekawe, jakie jeszcze przewidujecie dla nas niespodzianki; Krwiopijcy- dodałem z zastanowieniem patrząc w dal. \
-Nic jeszcze dzisiaj nie zjadłeś, a już spacerujesz z petem w paszczy, przewodniczący- usłyszałem zza siebie głos Clarissy.
-Nie jestem głodny, Skarbie- objąłem ją ramieniem, opierając o swój tors.
-Jak twoja rana?- Zapytała z troską; przesuwając delikatnie palcami po wybrzuszeniu opatrunku.
-Jak na razie, w porządku- uśmiechnąłem się daając jej całusa.
-Kochana Popielniczka- zarechotała wesoło.
-Grzeczny Patyczak- odciąłem się pieszczotliwie, przyciskając ją mocniej do piersi.
Za każdym razem, gdy
była obok, moje serce biło odrobinę szybciej; jakby jakoś pewniej. Była moim centrum wszechświata i nie wyobrażałem sobie teraz życia bez tej wysokiej, długowłosej i patykowatej osóbki.
Nawet nie przypuszczałem, że niedługo sytuacja nakłoni mnie do podjęcia szalonej, a zarazem najlepszej decyzji mojego życia.
***
Wczesne popołudnie spędziłem na rozmowie z Artie'm . Przy filiżance kawy wyjaśniłem mu, z jakiego powodu go potrzebuję.
Jasnooki brunet upił ostrożnie łyk kawy i wbił we mnie uważne spojrzenie.
-Zdaje mi się, że z jakiegoś powodu nie mówisz mi całej prawdy; Jack- zauważył szczerze.
W tym momencie naszą rozmowę przerwał potężny huk wybuchu.
-Co tam się znowu odwala?- Jęknąłem wstając z obrotowego fotela. podszedłem do okna i wychyliłem się.
Zobaczyłem kłąb dymu; trzęsącego się ze śmiechu Lockwood'a i usłyszałem szydercze gwizdy kilku innych łowców. \
-Ale dałeś dupy; Falcon!- Zarechotał jeden.
Westchnąłem wracając do biurka.
-Wiem; że powinienem być wobec ciebie szczery, ale to nie takie proste..
-Zdaję sobie z tego sprawę- wpadł mi w słowo.- Idąc tutaj usłyszałem przypadkiem kilka rozmów.
-Rozmów?- Podchwyciłem niepewnie.
Artie upił kolejny łyk kawy.
-Nie owijajmy w bawełnę. słyszałem jak kilku facetów snuło domysły na temat wojny z jakimś Senatem. Poza tym dostrzegłem też, że liczna grupa młodych trzyma się trochę na dystans.
-To skomplikowane: taka cicha wojna z daleka od ludzi. a tak poza tym.. Kumple Jace'a to trochę nerwusy i...- wytłumaczyłem najlepiej; jak umiałem.
-Mam wrażenie, że boisz się powiedzieć za dużo- zaczął nieco urażony.
Podniosłem wzrok i spojrzałem mu w oczy z powagą.
-Czasami lepiej nie pytać- powiedziałem z wahaniem.- Po prostu nie chcę, żeby coś ci się stało, Arthur. Widzisz.. Ostatnio wszystkim, którzy mnie znają dzieje się coś złego i.. Chcę chronić osoby, na których mi zależy- pukanie. Rzuciłem krótkie zaproszenie.
-Pochwalony- rzucił Tyrone Angello, witając się z księdzem.
-Na wieki wieków- odparł spokojnie Artie.
-Słyszałem, że chłopaki robią trochę huku- zagadnąłem.
-Nasi rusznikarze prześcigają się w pomysłach na idiotę roku- kolejny potężny huk z zewnątrz- Sasza znowu zdetonował 'Kaczuszkę'- zauważył niechętnie, patrząc za okno.Położył na blacie stertę dokumentów i jakąś kopertę.
-Teraz nie wiadomo kto kogo goni. Lepiej być przygotowanym- zgodziłem się z namysłem.- Feu na coś wpadł?
-Widziałem, że kwadrans temu wychodził z biblioteki; więc może niebawem tu zajrzy- rzucił Cherub. Wychodząc wpadł na kogoś w progu.- Co, na Świętego Anioła?- Zaczął podejrzliwie i cofając się kilka kroków dobył szabli.
Godzinę później zadzwoniłem do znajomego księdza egzorcysty, z którym zaprzyjaźniłem się podczas wielu rozmów na temat wiary. jako ateista usiłowałem zrozumieć; skąd w innych ludziach bierze się ta wiara w istnienie Boga, zresztą ów duchowny szanując moje poglądy nawet nie próbował nawracać mnie na dobrą ścieżkę.
Każdy człowiek; nawet niewierzący ma sumienie i potrafi odróżnić dobro od zła. my, Katolicy nazywamy to sumieniem; wy po prostu etyką. Jesteś młody, Jack, ale zapewniam cię; że mimo braku wiary jesteś mądrym i sprawiedliwym człowiekiem. Kiedyś to zrozumiesz..- powiedział podczas jednej z naszych rozmów, klepiąc mnie po ramieniu.
-Rozumiem, Jack- rzucił ciepło; podałem mu adres.
-Bardzo dziękuję i przepraszam, że zawracam ci czymś takim głowę; Arthur- właściwie od samego początku naszej znajomości mówiliśmy sobie po imieniu.
-To nic takiego, serio. No, to do zobaczenia.
-Właśnie; do zobaczenia- pożegnałem się i odłożyłem słuchawkę.
W przerwie od pracy postanowiłem wyjść na podwórze kwatery głównej Zrzeszenia i pospacerować. Feu zaszył się w bibliotece szukając w tomach znaku ze sztyletu. Mistrz uczył młodych łowców, a Max po prostu gdzieś polazł, więc zostałem sam z własnymi myślami.
-Cholerna "Puszka Pandory"- mruknąłem wyjmując z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę. otworzyłem kartonik i wyciągając ustami jednego, zapaliłem zaciągając się głęboko.- Ciekawe, jakie jeszcze przewidujecie dla nas niespodzianki; Krwiopijcy- dodałem z zastanowieniem patrząc w dal. \
-Nic jeszcze dzisiaj nie zjadłeś, a już spacerujesz z petem w paszczy, przewodniczący- usłyszałem zza siebie głos Clarissy.
-Nie jestem głodny, Skarbie- objąłem ją ramieniem, opierając o swój tors.
-Jak twoja rana?- Zapytała z troską; przesuwając delikatnie palcami po wybrzuszeniu opatrunku.
-Jak na razie, w porządku- uśmiechnąłem się daając jej całusa.
-Kochana Popielniczka- zarechotała wesoło.
-Grzeczny Patyczak- odciąłem się pieszczotliwie, przyciskając ją mocniej do piersi.
Za każdym razem, gdy
była obok, moje serce biło odrobinę szybciej; jakby jakoś pewniej. Była moim centrum wszechświata i nie wyobrażałem sobie teraz życia bez tej wysokiej, długowłosej i patykowatej osóbki.
Nawet nie przypuszczałem, że niedługo sytuacja nakłoni mnie do podjęcia szalonej, a zarazem najlepszej decyzji mojego życia.
***
Wczesne popołudnie spędziłem na rozmowie z Artie'm . Przy filiżance kawy wyjaśniłem mu, z jakiego powodu go potrzebuję.
Jasnooki brunet upił ostrożnie łyk kawy i wbił we mnie uważne spojrzenie.
-Zdaje mi się, że z jakiegoś powodu nie mówisz mi całej prawdy; Jack- zauważył szczerze.
W tym momencie naszą rozmowę przerwał potężny huk wybuchu.
-Co tam się znowu odwala?- Jęknąłem wstając z obrotowego fotela. podszedłem do okna i wychyliłem się.
Zobaczyłem kłąb dymu; trzęsącego się ze śmiechu Lockwood'a i usłyszałem szydercze gwizdy kilku innych łowców. \
-Ale dałeś dupy; Falcon!- Zarechotał jeden.
Westchnąłem wracając do biurka.
-Wiem; że powinienem być wobec ciebie szczery, ale to nie takie proste..
-Zdaję sobie z tego sprawę- wpadł mi w słowo.- Idąc tutaj usłyszałem przypadkiem kilka rozmów.
-Rozmów?- Podchwyciłem niepewnie.
Artie upił kolejny łyk kawy.
-Nie owijajmy w bawełnę. słyszałem jak kilku facetów snuło domysły na temat wojny z jakimś Senatem. Poza tym dostrzegłem też, że liczna grupa młodych trzyma się trochę na dystans.
-To skomplikowane: taka cicha wojna z daleka od ludzi. a tak poza tym.. Kumple Jace'a to trochę nerwusy i...- wytłumaczyłem najlepiej; jak umiałem.
-Mam wrażenie, że boisz się powiedzieć za dużo- zaczął nieco urażony.
Podniosłem wzrok i spojrzałem mu w oczy z powagą.
-Czasami lepiej nie pytać- powiedziałem z wahaniem.- Po prostu nie chcę, żeby coś ci się stało, Arthur. Widzisz.. Ostatnio wszystkim, którzy mnie znają dzieje się coś złego i.. Chcę chronić osoby, na których mi zależy- pukanie. Rzuciłem krótkie zaproszenie.
-Pochwalony- rzucił Tyrone Angello, witając się z księdzem.
-Na wieki wieków- odparł spokojnie Artie.
-Słyszałem, że chłopaki robią trochę huku- zagadnąłem.
-Nasi rusznikarze prześcigają się w pomysłach na idiotę roku- kolejny potężny huk z zewnątrz- Sasza znowu zdetonował 'Kaczuszkę'- zauważył niechętnie, patrząc za okno.Położył na blacie stertę dokumentów i jakąś kopertę.
-Teraz nie wiadomo kto kogo goni. Lepiej być przygotowanym- zgodziłem się z namysłem.- Feu na coś wpadł?
-Widziałem, że kwadrans temu wychodził z biblioteki; więc może niebawem tu zajrzy- rzucił Cherub. Wychodząc wpadł na kogoś w progu.- Co, na Świętego Anioła?- Zaczął podejrzliwie i cofając się kilka kroków dobył szabli.
Subskrybuj:
Posty (Atom)