wtorek, 28 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział V (cz 2)

Czarnowłosy wrócił do pokoju z dwoma puszkami gazowanego napoju. Był niespokojny i zasępiony.
-Kim ona była?- Zapytała Judith dociekliwie, gdy podał jej puszkę.
-Archaniołem- odparł krótko.
-AR-CHA-NIO-ŁEM??- Wypaliła zdumiona Judith.
-Niestety- przytaknął siadając obok niej na łóżku.- Chciała, żebym cię zostawił. Zagroziła mi konsekwencjami.. Cholera- zaklął.
-Konsekwencjami? Czyli czym?
Angel podniósł wzrok i spojrzał na nią z zastanowieniem.
-Ty chyba lubisz igrać z ogniem- stwierdził przyglądając jej się uważnie.
}{
Dwa miesiące później w ich klasie pojawił się kolejny nowy. 
-A tego skąd przywlokło?- Zapytał Magnus wpatrując się nieprzychylnie w równie przystojnego jak on sam chłopaka o przenikliwie szarych oczach i krótkich blond włosach z błyszczącymi refleksami. Był on ubrany w modne ciuchy, w których zdecydowanie dominował lazurowy błękit. Na palcu lewej dłoni nosił srebrną obrączkę z grawerem płomienia, a na tym samym ramieniu widniał tatuaż przedstawiający smoka depczącego żmiję. Na biodrach miał zawiązaną zieloną bluzę z nadrukiem bomby. 
-Ale bajzel- skomentował na widok piszczących na jego widok dziewczyn, które tłoczyły się, aby mu się przyjrzeć. 
-No, no, no- Angel z gracją zeskoczył z ławki i podszedł do nowego- mam konkurencję yyy... 
-Kenneth Night. Ciebie już znam, jesteś Magnus Angel, prawda?- Zapytał niby swobodnym tonem, ale jego oczy pełne były podejrzeń. 
-Widzę, że moja seksowność przynosi mi sławę- odrzekł z promiennym uśmiechem Magnus, a Judith i reszta w ciszy obserwowali, czując napięcie między chłopcami. 
-Seksowność- Kenneth zaśmiał się cicho.- Jeśli chodzi o te wygibasy na ławce, to całkiem nieźle sobie radzisz. Jak na kłodę- zakpił. 
Reszta męskiej braci spojrzała na Magnusa, zaciekawiona jak ten wybrnie z niezręcznego położenia. 
-Serio? Kłodę?- Karmelowooki uniósł brwi udając zaskoczenie.- Mógłbyś się bardziej postarać, jeśli już chcesz mi dopiec, lalusiowata ofermo- czarnowłosy uśmiechnął się z wyższością.- Dam ci radę: nie próbuj iść i żuć gumy równocześnie, bo zrobisz sobie krzywdę- dodał taksując Kenneth'a zimnym spojrzeniem. 
-Spróbuję zapamiętać, chyba że wcześniej padnę przez twój smród- stwierdził wyluzowanym tonem, a wszyscy zawyli z wrażenia. 
-Och, doprawdy?- Karmelowe oczy zwęziły się w szparki.- Dobrze ujadasz, jak na cuchnącego kundla, Kenny. Tak z ciekawości: potrafisz aportować?- Zapytał uprzejmie Angel, a reszta facetów w sali aż zawyła z podziwu. 
Na wąskiej twarzy nowego odbiła się z trudem skrywana furia. 
-Oooo, chyba zabolało- skomentował Magnus.- Szkoda, bo chciałem być miły dla zwierzątek- rzucił odwracając się, by odejść i zająć swoje miejsce. Całkowicie nie przejmując się szumem szeptów otworzył zeszyt i udawał, że powtarza materiał z ostatnich zajęć.

Środek szkolnego dnia. 
Kenneth siedząc przy ostatnim w szeregu stoliku przez cały dzień bardzo uważnie obserwował Magnusa, w którego Judith rzuciła papierkiem. 
Podniósł go i rozwijając przebiegł oczami po treści, po czym odpisał i odrzucił spowrotem do dziewczyny. 
Blondynka rozprostowała karteczkę, na której było napisane jej charakterem pisma:
Za co nie znosisz tego nowego?
Odpowiedź Magnusa:
Bo to jeden z Archaniołów. Nie zbliżaj się do niego. 
Judith odwróciła się w stronę Angela, a gdy ten wychwycił jej spojrzenie uniosła brwi jakby pytając: dlaczego?. 
Poruszył wargami, z których wyczytałem: bo to Ona go na mnie nasłała. 
}{
Pan Autumn, nauczyciel wychowania fizycznego obecnie spadł na trzecie miejsce podium w rankingu Potencjalnych Ciach w szkole. Większość dziewczyn wzdychała albo do Magnusa, albo do Kenneth'a, więc utworzyły się w szkole trzy oficjalne fankluby.
Magnus nie przejmując się nadskakującymi mu dziewczynami szedł rozmawiając z Judith o wszystkim i niczym.
Rozstali się dopiero przy szatniach. 

Na hali sportowej Magnus rozwalił się na ławce ubrany w czarny podkoszulek i dresowe spodnie z niebieskimi lampasami. Kenneth w szarym t-shircie i granatowym dresie rozciągał się ku uciesze żeńskiej części klasy. Judith patrzyła tylko na czarnowłosego, który obserwował spod oka poczynania wroga.
-Mówiłem już o gumie i chodzeniu?- Zagadnął Magnus swobodnym tonem.
-I co z tego?- Zapytał obojętnie blondyn.
-Kieruje mną troska o dobro kolegi, Kenny- odparł uprzejmie i zarazem złośliwie czarnowłosy.
-Taaa, jakbyś mógł to utopiłbyś mnie w łyżce wody- zarechotał Kenneth.
-Skąd! Nawet zaczynam cię lubić- czarnowłosy wykonał swój standardowy półuśmiech i mrugnął szelmowsko.
Ty przeklęty Upadły..!- Rozwścieczył się Anioł.
-Do usług- zadrwił karmelowooki.
-W dwuszeregu zbiórka. Baczność- rzucił w tej samej chwili wuefista, a wszyscy wykonali komendę. Magnus i Kenneth równocześnie stuknęli butami.
-Panowie Angel i Night widzę z wojskowych rodzin, bo dobrze wyszkoleni- zauważył.
-Ojciec to emerytowany żołnierz- skłamał swobodnie Magnus.
-Och, serio? Mój też. Może jesteśmy braćmi- zasugerował nowy.
-Prędzej Piekło skuje lód- odpowiedział czarnowłosy na zaczepkę, a wokół rozbrzmiały śmiechy.
-Podobno w Piekle i tak piździ- stwierdził Kenny.
-Piździ to pojęcie względne, jeśli w ogóle tam kiedyś byłeś- mruknął czarnowłosy o karmelowych tęczówkach uśmiechając się delikatnie. 

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział V

Czarnowłosy odsunął grzywkę z oczu.
-Im mniej wiesz, tym jesteś bezpieczniejsza- powiedział cicho.
-Bezpieczniejsza. Ciekawe przed kim tak chcesz mnie chronić-zauważyła mierząc go wzrokiem.
Magnus powoli usiadł i spojrzał na nią smutno. W tym momencie Dzwonek na szyi Judith wydał z siebie dźwięk i zaczął pulsować światłem.
Magnus wstał i po sekundzie znalazł się tuż przy oknie. Dyskretnie wyjrzał przez szybę, a z jego ust wyrwało się ciche przekleństwo.
-Jeszcze ciebie brakowało mi do pełni szczęścia- mruknął z rozdrażnieniem.
Przybysz zaczął atakować dzwonek przy frontowych  drzwiach.
-Kto...?- Zaczęła Judith, ale Magnus przyłożył palec do warg w wymownym geście.
-Nixon! Wiem, że tam jesteś: wyłaź!- Odezwał się zza okna kobiecy głos. Judith stała zdezorientowana i patrzyła z wyrzutem na chłopaka, który westchnął ciężko.
-Czego ta cholerna Archanioł znów chce ode mnie?- Jęknął z irytacją.- Przepraszam. Muszę z nią pogadać, bo inaczej nie odpuści i będzie tu sterczeć do nocy.
Kroki po schodach. Drzwi musiały się otworzyć, bo głos Demona znów przerwał ciszę:
-Nie noszę już imienia, które mi Nadał, czego chcesz; Razjel?- Zapytał chłodno.
-Wiesz czego- odwarknęła ostro.
-Przespać się ze mną?- Zakpił.
-Ani by mi to przez myśl nie przeszło- fuknęła rozgniewana.
Stukot kroków. Razjel musiała wejść do środka.
-No, więc co cię przywiało?- Zapytał z wyjątkową niechęcią.
-Dziewczyna- oznajmiła krótko.- Trzymaj się od niej z daleka.
-Bo co mi zrobisz? Drugi raz nie możesz odrąbać mi skrzydeł- odciął się.
Głośny trzask sprawił, że Judith aż podskoczyła.
-Nie wiesz, co robisz; Razjel-  odrzekł lodowato Magnus.
-Chcesz wojny?- Zapytała równie zimno.- Jeśli nie, odstąp jej.
Kroki w stronę drzwi.
-Nie jestem tchórzem- powiedział z opanowaniem Magnus- więc nie ugnę się przed jakąś Archanioł- dodał, gdy trzasnęły cicho drzwi.

sobota, 25 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział IV (cz 4)

Judith odłożyła szmatkę i zmierzyła matkę spojrzeniem.
-O co ci chodzi?- Zapytała grając niczego nieświadomą licealistkę.
-No, nie mów, że nie wiesz!.- Żachnęła się kobieta.- Magnus to miły chłopak.
-No i?- Zapytała bez entuzjazmu Judith.
Kobieta wyjrzała przez okno, by sprawdzić czy ktoś nie podsłuchuje.
-I jest przystojny- dodała ściszając głos.
-Mamo!.- Wybuchnęła z wyrzutem dziewczyna.
-No, sama przyznaj, że jest czarujący- zauważyła z iskrzącymi oczami Agnes Church.
-Kto jest czarujący?- Zapytał nagle głos Magnusa, a Judith oparła czoło o szafkę wzdychając teatralnie.
-Nikt ważny- skwitowała lekceważąco matka mojej Podopiecznej.- Kawy?
-Bardzo chętnie- przytaknął czarnowłosy uprzejmie, gdy Judith mierzyła go wściekłym wzrokiem zrobił minę typu: o co ci chodzi?.

Agnes zarzucała Magnusa różnymi pytaniami. Starał się odpowiadać swobodnie, albo się nie roześmiać. Tymczasem Judith za wszelką cenę usiłowała ukryć to, że czuje się wyjątkowo niezręcznie.
Judith w końcu zaproponowała mu spacer po miasteczku.
-Fajna ta twoja mama- stwierdził Angel z trudem zachowując powagę.
-To zacznij z nią chodzić- odburknęła. Jednak po chwili zrozumiała niedorzeczność własnej wypowiedzi, lecz Magnus już sikał ze śmiechu.
-Co w tym zabawnego?- Zdziwiła się siadając na jakiejś ławce.
-Nic, nic.. Po prostu ta powaga, z którą to powiedziałaś mnie rozbawiła.
-Powiedział pan Demon- prychnęła.
Magnus zamilkł. Przez jakiś czas w zupełnej ciszy wpatrywał się w dal.
-Nie wierzysz mi- odezwał się nagle cicho.
-Trudno uwierzyć w coś tak pokręconego- odezwała się.
-Pokręconego, hm?- Mruknął.
Znów zapadła pomiędzy nimi cisza, podczas której Magnus bawił się brelokiem z kluczami, a Judith obserwowała go zastanawiając się nad czymś.
-Mogę cię zapytać o coś bardzo prywatnego?- Zaczęła w końcu.
Odwrócił wzrok od drzewa, na które patrzył i skinął głową.
-Jakie miałeś imię jako archanioł?
Magnus drgnął i spojrzał na nią zaskoczony.
-Nie musimy o tym gadać jak nie chcesz- zaczęła szybko.
-Nixon- powiedział w końcu.
-Co?- Zdziwiła się.
-Miałem na imię Nixon- powtórzył, a ja cofnąłem się o krok.- Porzuciłem je po Buncie. Lucyfer to jeden z moich braci...
-Quis ut Deus...
Magnus spojrzał na nią, a na jego twarzy odbiło się zdumienie. Jednak po chwili ludzkie oczy w barwie palonego karmelu zastąpiły szafirowe, tygrysie ślepia, w których odbiły się gniew i nienawiść.
-Mika'el.. Mój archanielski brat- zasyczał wściekle, przybierając nagle swój demoniczny wygląd.
-Magnus... Hej, wszystko gra?- Zapytała potrząsając nim.
Zwierzęce ślepia spojrzały na nią zimno i okrutnie.
-Nigdy... Nigdy więcej tego nie mów- zagroził lodowato odchodząc.
-Magnus- zawołała za nim. Jeszcze nie miałem pojęcia jaka będzie nieroztropna narażając się na jego wściekłość.- Nixon!.
Demon przystanął jakby wryło go w ścieżkę. Jego postać o długich, kruczych włosach drżała z furii, jednak... Kiedy się do niej odwrócił, twarz na powrót przybrała te łagodne, ludzkie rysy.
Zrobił się blady jak ściana i mocno zachwiał się na nogach. Judith doszła doń i zarzuciła sobie rękę chłopaka na ramię po czym wyciągnęła z jego kieszeni portfel i znajdując szkolny identyfikator przeczytała na odwrocie jego adres.

-Kogo tam cholera niesie?- Zaklął zza drzwi znajomy mi głos. Po kilku chwilach drzwi uchylił niski, muskularny Demon o imieniu Cole.
-Czego?- Zapytał opryskliwie. Zauważył Magnusa.- Na wszystkie dziewięć kręgów Piekieł... Znowuś zachlał??- Zapytał. Nagle zilustrował spojrzeniem Judith i dojrzał Dzwonek.- To chyba nie twoje- sięgnął dłonią po kryształ.
Magnus nagle ocknął się ze swojego stanu i wyprowadził cios, ale tamten zdążył uskoczyć, robiąc unik.
-Dotknij jej tymi brudnymi łapami, a pożałujesz, Cole- zagroził zimno czarnowłosy.
-Zakochałeś się w tym marnym Pyle, braciszku?- Zapytał wyginając szerokie wargi w drwiącym grymasie.
-Nie twoja sprawa!- Warknął wściekły Angel wciągając Judith.
-Hola, hola! Nie chcę Stróżów w swojej chacie!- Zastopował Cole.
-Stróżów??- Zdziwiła się blondynka.
-Możesz mi nagwizdać. Właź i się nie przejmuj- Judith nie za bardzo wiedziała do kogo Magnus mówi.
-Będę musiał znów wietrzyć- skomentował Cole ze złością.
-Przyzwyczaj się. W Piekle bardziej piździ i jakoś nie narzekasz- skwitował Angel prowadząc nas na górę.

-Rozgość się- Magnus bezceremonialnie padł na łóżko.
-Jak ty żyjesz, koleś..?- Zaczęła zdumiona, rozglądając się po surowym wnętrzu o ciemno szarych ścianach.
Pokój był urządzony w iście spartańskich warunkach. Jedna, mała i wysoka szafa, biurko z krzesłem, wspomniane jednoosobowe łóżko i szafka z nocną lampką oraz zwykły żyrandol na suficie.
-Ciasne, ale własne- stwierdził z zamkniętymi oczami.
Judith przysiadła na łóżku.
-O co mu chodziło z tym wietrzeniem?- Zdziwiła się.
-To złośliwość. Cole był kiedyś Stróżem i twierdzi, że każdy z nich cuchnie. Nie ubliżając niektórym-rzucił w moją stronę.
-Z kim gadasz?- Zniecierpliwiła się.
Otworzył oczy przeciągając się.
-No, tak... Zapomniałem, że nie może Ci się pokazać- zauważył spokojnie.
-Kto?- Zapytała podejrzliwie.
-Nie chcesz wiedzieć nic o niewidzialnym kimś, kto łazi za tobą krok w krok i zachowuje się jak zboczeniec.
-Zamknij się- zasyczałem wrogo.
-Zaraz... Nazwałes anioła zbokiem??- Wypaliła z niemałym zaskoczeniem.
-Wypraszam sobie! 
-Właśnie powiedział, że wcale nie jest zbokiem- stwierdził przewracając oczami.
-E tam... Wkręcasz mnie- powiedziała nagle niechętnie.
-Wcale nie. To, że go nie widzisz; nie znaczy, że go tu nie ma- zauważył Magnus nadal patrząc w sufit.
-Taaa. A ty możesz sobie się na niego gapić w każdej chwili. Bo go widzisz- prychnęła obrażona.
Magnus otworzył oczy i usiadł. Wziął ją za ręce i przysunął ku sobie.
-Mówię ci za dużo- zauważył z lekkim niepokojem.
-Boisz się, że wygadam?- Nadal była obrażona.
Pokręcił głową z ponurą miną.
-Nie o to chodzi- zaczął cicho i nadzwyczaj spokojnie.
-Więc niby o co?

środa, 22 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział IV (cz 3)

Magnus zwrócił się przodem do niej. Teraz siedzieli twarzą w twarz, lecz ona obserwowała wzory na jego klatce piersiowej i brzuchu.
-Czyli muszę opowiedzieć ci wszystko po kolei- odezwał się cicho.
***
Czarnowłosy opowiadał, a Judith słuchała z uwagą niekiedy zadając pytania.
Po godzinie jednak przerwała mu opowieść i poszła o krok dalej, biorąc jego twarz w swoje dłonie przysunęła się bardzo blisko i spojrzała mu w oczy lekko rozchylając wargi.
-Judith.?- Zapytał nadal tym kuszącym szeptem.
-Cicho- blondynka wplotła palce w jego potargane, czarne włosy i pochyliła się dając mu namiętnego całusa.
Sam poczułem falę zalewającej mnie zazdrości. Pragnąłem teraz być na miejscu tego Demona!.
Chłopak przez chwilę był zaskoczony tym faktem. Po długiej chwili odwzajemnił jej gest, ale kiedy jej usta delikatnie sunęły po jego szyi spiął się i odsunął ją zdecydowanym ruchem.
-Judith... Nie- powiedział cicho, patrząc w te iskrzące orzechowe oczy.
-Dlaczego..?- Zapytała niezadowolona, siedząc okrakiem na jego kolanach próbowała się zbliżyć, ale oparł jej dłonie na biodrach i pokręcił głową w geście odmowy, z pełną powagi miną.
-Dlaczego nie?- Powtórzyła smutna.
-Nie mogę- powiedział z rezygnacją. Chciał dodać coś jeszcze, ale zamknęła mu usta kolejnym długim pocałunkiem.
-Ty po prostu nie chcesz- powiedziała zła, gdy położył się na chwilę.
-Mógłbym zrobić ci krzywdę- powiedział przez zaciśnięte zęby, odwracając wzrok.
-Niby jaką, skoro sama tego chcę?- Rozzłościła się.- No, jasne.. Żartowałeś sobie ze mnie- powiedziała z goryczą, próbując się odsunąć.
Magnus nie pozwolił jej na to. Objął ją w kibici i przysunął do siebie.
-Posłuchaj- zwrócił się do niej łagodnie.- Postaraj się mnie zrozumieć... Prowokujesz, ale muszę nad sobą panować, bo niechcący cię zranię, albo zabiję. Ja...- Zdjął ciemnofioletowy kryształ i założył go na jej szyję.- Chcę, żebyś go nosiła...
Żaden z nich nigdy nie powierzył nikomu swego klejnotu, a tym bardziej nie jakiemuś śmiertelnikowi.
Nie mogłem w to uwierzyć. Jakiś Demon interesował się nie samą duszą mojej Podopiecznej, ale nią całą. Mówił jej całą prawdę. I nie chciał jej zepsuć.
-Chcę, żebyś go nosiła- powtórzył zaglądając w jej oczy.- Będziesz...?- Zapytał obejmując delikatnie Judith.
-Będę- powiedziała odwracając oczy, ze wstydem.
-Jesteś, jak zawsze, prowokująca- nawet nie zauważyłem, kiedy Magnus założył spowrotem ubranie.- Powinnaś jeszcze spać- układając Judith na materacu, pogłaskał ją po policzku, po czym zarzucił na nią kołdrę okrywając szczelnie blondynkę.

Weekend minął Judith na rozmyślaniach i sprzątaniu.
-Widziałam dzisiaj twojego Magnusa- na dźwięk imienia blondynka podskoczyła i zachwiała się na drabince.
-Kurde!- W ostatniej chwili zeskoczyła na nogi.- To tylko kolega, mamo!- Rzuciła z wyrzutem.
-Tak, tak. Teraz to się tak nazywa- odparła wymowie kobieta, przecierając blat szafki.- On bardzo cię lubi- stwierdziła kobieta.

wtorek, 21 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział IV (cz 2)

Usiedli na łóżku. Judith oparła się wygodnie, a Magnus zacisnął dłoń na klejnocie.
-Moja przeszłość to bardzo długa i zagmatwana historia- odezwał się cicho.- Ten wisiorek ma pewną nazwę. Dzwonek, bo wydaje pewien specyficzny dźwięk- zaczął mówić, a ja nadal nie wierzyłem, że chciałby powierzyć jej tak wielką tajemnicę.
-Dźwięk? Nigdy nic nie słyszałam-szepnęła zaskoczona.
-Bo słyszą go tylko Demony. Wyprzedzę twoje następne pytania: Demony istnieją. Wiem to, bo sam jestem jednym z nich.
-Chciałabym w to uwierzyć, bo mówisz to tak poważnie i w ogóle, ale- zaczęła z wahaniem.
Magnus położył się na łóżku i spojrzał w sufit zamyślony.
-W porządku- odezwał się nagle podnosząc się spowrotem do pozycji siedzącej. Powoli zapalił nocną lampkę przy jej łóżku i zrzucając z ramion bluzę, zaczął zdejmować koszulkę.- Pokażę ci coś, dzięki czemu mi uwierzysz.
-Nie widziałam faceta, który rozbierałby się przed pierwszą randką- zauważyła, chcąc rozładować tę tajemniczą atmosferę.
-Bądź przez chwilę poważna, Judith- na chwilę odwrócił się ku niej i przesunął palcami po jej twarzy, po czym zdjął ciuchy i odwrócił się do niej plecami.
Na obu rękach od szyi do nadgarstków miał podobne do tatuażu piękne, czarne wzory o subtelnych, jakby malowanych pędzlem łukach, zawijasach i liniach, które z karku przeniosły się na barki i plecy tworząc różnorakie esy-floresy: jedne grubsze, inne cieńsze. O gładkich lub poszarpanych brzegach.
-Wygląda jak tatuaż- zaczęła blondi bardzo zaciekawiona.- A to dziwne, podzielone M?- Zapytała nagle.
-Wzory są wypalone. To M, o które pytasz to blizny po skrzydłach-wyjaśnił.
-Wzory? Blizny po skrzydłach?- Wyszeptała oszołomiona.
Magnus zaśmiał się z goryczą.
-Nie domyślasz się? Kiedyś... Bardzo dawno temu byłem Archaniołem- oznajmił.- Na własne oczy widziałem biblijne dzieje i wszystkie wydarzenia historyczne do teraz. Od stworzenia swiata, poprzez Sodomę i Gomorę aż do ostatniego konfliktu na świecie. Jedne jako anioł, inne będąc już demonem- przerwał i zastanowił się przez moment. Chciał mówić dalej, ale nagle drgnął i wyprostował się szybko pod wpływem jej dotyku na plecach. Rysowała dwoma palcami po jednej ze wzorzystych linii. Magnus przymknął na chwilę oczy i próbując uspokoić przyspieszony z bólu oddech pozwolił jej na to.
-Wszystko gra?- Zapytała nagle cofając dłoń.- Nie wiedziałam, że to mogło cię...
-Jestem przyzwyczajony. Palą cały czas. To kara- oznajmił cicho, unosząc powieki, a spojrzenie, które wbijał w drzwiczki szafki pełne było udręki.
-Kara? Za co?
Magnus sięgnął do przepastnej kieszeni swojej bluzy i wyciągnął dwie puszki kawy mrożonej.
-Słyszałaś kiedyś o tym, jak niektórzy Aniołowie zbuntowali się przeciwko Bogu?- Zapytał nagle bez emocji, podając jej napój.
-Coś tam kojarzę, ale niewiele- odparła.

Demon, Ona i Ja: Rozdział IV

Pytanie przebrzmiało, ale Magnus w milczeniu założył wisiorek na szyję i odwrócił się chcąc odejść.
-Nie dosyć, że kłamca i złodziej, to jeszcze tchórz- burknęła za nim ukrywając smutek za pozornym rozdrażnieniem.
Magnus przystanął raptownie, a jego oczy błysnęły zmieniając się na sekundę w tygrysie ślepia.
-Nazwij mnie kłamcą jeszcze raz, a srogo tego pożałujesz- powiedział lodowato i groźnie nadal stojąc do niej plecami.
-A niby jak mam powiedzieć o kimś, kto wciska mi bujdy na resorach? Paskudny kłamca. Złodziej. I cuchnący tchórz- rozwścieczyła się.
Magnus zbladł i zacisnął pięści zamykając na chwilę oczy. Próbował się uspokoić, ale ten plan poległ. Odwrócił się na pięcie i podchodząc do Judith szybkim krokiem przybrał swoje drugie, demoniczne oblicze.
Blada twarz prawie się nie zmieniła. Czarne włosy stały się dłuższe: spływały za plecy opadając kaskadą na ramiona. Tygrysie oczy z pionowymi źrenicami posiadały zimną barwę szafiru. Był nieco wyższy, niż jeszcze chwilę temu, a jego dłonie posiadały idealnie spiłowane na półokrągło, połyskujące onyksową barwą paznokcie.
Chciałem chronić przed nim niczego nieświadomą Podopieczną, dlatego znalazłem się pomiędzy nimi.
-Z drogi, Psie Strażniczy- warknął telepatycznie.
Judith patrzyła na niego oniemiała z szoku. Bardzo powoli przeszła przeze mnie i stojąc tuż przed nim zaczęła go oglądać. Cofnął się o pół kroku, a zza rozchylonych ust odsłoniły się proste śnieżnobiałe zęby z lekko wydłużonymi górnymi kłami.
Wzięła w palce kosmyk jego włosów i przesunęła go między palcami pieszczotliwym ruchem. Nadal zszokowana dotknęła jego twarzy i patrzyła przez chwilę w te płonące wściekłością i okrucieństwem ślepia, splatając palce z jego.
-Nie można było powiedzieć od razu, jakim jesteś PC?- Zapytała łagodnie blondynka.
Jego wargi rozeszły się jeszcze szerzej. Zamrugał i spojrzał na nią.
-Naprawdę nie widzisz, jak wyglądam?- Zapytał tak samo przyjemnym głosem.
Judith roześmiała się zasłaniając usta drugą dłonią.
-Podobasz mi się taki- stwierdziła po prostu.
-Czyś ty zwariowała?? Nie widzisz, że mam pazury, kły i ślepia??- Zapytał zszokowanym tonem.
Obejrzała jego paznokcie jeszcze raz i uśmiechnęła się ledwo widocznie.
-Wyglądasz... Niecodziennie, ale naprawdę cool- oznajmiła z zaciekawieniem i aprobatą.
-Masz dziwny gust- powiedział bardzo ostrożnie, na powrót przybierając postać zwyczajnego nastolatka.
-Ten wisiorek na serio jest twój?- Zapytała nagle.
-Dziwne, że nie zaczynasz mnie wypytywać, że nie chcesz wiedzieć, Śmiertelna- zauważył.
-Pewnie że chcę wiedzieć, skoro "jestem twoją dziewczyną"- stwierdziła w odpowiedzi.
Drgnął, a oczy w kolorze palonego karmelu rozszerzyło zaskoczenie.
-Myślałem, że ci to przeszkadzało- zdziwił się.
-Eee, no... Dziewczyna zmienną jest- powiedziała cicho zakłopotana.

Demon, Ona i Ja Rozdział III (cz 4)

Tej nocy wszystko się zaczęło...
Judith zasnęła spokojnie, bez płaczu. Cieszyło mnie to, bo czasami nie mogłem już patrzeć na jej cierpienie.
Za firanką dostrzegłem majaczący na konarze drzewa cień ludzkiej sylwetki, więc podszedłem do okna, odsunąłem kotarę i instynktownie odskoczyłem jak oparzony.
Na wnęce po zewnętrznej stronie siedział w wyluzowanej pozie Magnus. Popijając mrożoną kawę z puszki pisał coś w lewitującym w powietrzu grubym, czarnym notesie.
-Witam Pana Aniołka- rzucił swobodnym tonem.
-Co tu robisz?- Syknąłem rozeźlony, ponieważ nie podobała mi się jego obecność w pobliżu Judith.
-Siedzę, jakiś problem?- Zapytał z tym swoim irytującym półuśmiechem. Zwinąłem mu notes sprzed nosa, a on z żądzą mordu w karmelowych oczach warknął- oddaj to!.
-Bo co mi zrobisz, Pasożycie?- Doskonale wiedziałem, że ta obelga doprowadza go do furii.
Wbiłem wzrok w kartę i zacząłem czytać.
"[...] jeszcze żadna z tych głupich istot nie potrafiła obudzić we mnie tamtych uczuć... Tamtego Ognia.
Od dnia Buntu żadne z nich nie było godne mojej uwagi, ale kilka dni temu to się zmieniło.
Ta blond istotka mnie zatrzymała. Sprawiła, że zrozumiałem iż idę zupełnie donikąd. 
Zacząłem także obawiać się swojej Mocy, a im mniej z niej korzystam tym gorzej czuję się fizycznie..
Zapytała ostatnio, czy nie jestem chory- to było bardzo miłe..."
W tym momencie wyrwał mi z rąk brulion z pełnym wściekłości wyrazem twarzy.
-No, no.. Demon pisze pamiętnik-zakpiłem.
Trzask. Chwycił mnie za ubranie i uderzył mną mocno o ścianę. Opierając mnie o nią zajrzał mi głęboko w oczy sycząc:
-Szczeknij komuś choć słowo na ten temat, a cię rozszarpię...!- Zagroził z płonącymi tęczówkami. Wiedziałem, że mówi zupełnie poważnie, więc wolałem go nie drażnić.
-W porządku, zgoda- odpowiedziałem próbując powstrzymać się od śmiechu. Jego gniew spowodowany taką błachostką bardzo mnie bawił. Jednak nie wytrzymałem i parsknąłem cicho, a on złapał mnie za poły bluzy i potrząsnął mną silnie, warcząc:
-Co cię tak śmieszy??.- Zapytał z naciskiem. 
-Czujesz coś do niej?- Odpowiedziałem pytaniem. 
Magnus puścił mnie i podniósł brulion z podłogi. Jego wyraz twarzy zmienił się z rozdrażnionego na zadziwiony. 
-Wiesz, że nie za bardzo wiem?- Zapytał cicho. 
-Więc czemu tu przyszedłeś?- Nie chciałem go przesłuchiwać; pytanie samo padło.
-W tej części miasteczka jest spokojniej, niż w mojej- odparł wzruszając ramionami.
-Choć raz powiedz prawdę, Demonie- zasyczałem.
-Mówię prawdę- odpowiedział krótko.
-Gdzie twój Dzwonek?- Tym razem to musiało zabrzmieć jak przesłuchanie.
-Zniszczyłem go- powiedział z ciemną nutą w głosie.
Kłamał. Żaden z nich nie odważyłby się zniszczyć swojej własności, którą dawno temu sprofanował. Jedni trzymali go z sentymentu, inni używali go jako symbolu władzy i potęgi, by zmuszać słabszych do posłuszeństwa wobec siebie.
-Uważaj, bo ci uwierzę- zauważyłem.
-W porządku, zgubiłem go gdzieś. Zadowolony?- Burknął szeptem.
Obaj usłyszeliśmy ruch od strony łóżka. Judith zbudziła się i rozejrzała się jeszcze niezbyt przytomna.
Nagle zobaczyła Magnusa. Zerwała się gwałtownie z łóżka mówiąc głośnym szeptem:
-Co tu robisz??- Zapytała starając się ukryć złość. Szybko okryła się szczelniej kołdrą.
-Śpisz nago?- Zaciekawił się, obserwując jej szamotaninę z puszystym przykryciem.
-Zapytałam pierwsza- zaakcentowała czerwieniąc się ze wstydu.
-Spodobało mi się twoje drzewo. Lubię drzewa- wzruszył ramionami.
-To dziwne, bo nie jesteś na drzewie tylko w moim pokoju- odcięła się świdrując go uważnym spojrzeniem.
-Spadłbym z gałęzi- skłamał- więc zdążyłem się złapać i wskoczyć tutaj. Nie chciałem cię obudzić.
-Nie masz co robić w nocy?- Zapytała z niezadowoleniem.
-Ja nie sypiam- po kilku sekundach zrozumiał, że mógł powiedzieć za dużo.- Znaczy się... Źle sypiam w nowym miejscu..
Było już za późno. Po wyrazie twarzy Judith obaj wyczytaliśmy, że skala jej podejrzliwości skoczyła poza normę.
-Ty coś tu kręcisz... Najpierw ten twój śmiały i bezczelny charakterek, rozlatujące się szyby, potem to, że bez pytania mnie o zdanie przy wszystkich określiłeś mnie swoją dziewczyną. To twoje nagłe wyzdrowienie... Teraz to, że nie musisz sypiać.. Co tu jest, cholera, grane?
Demon szybko ukrył dłoń za plecami. Wyleciały z niej iskry, które uformowały się w nikły płomień. Wtedy wisiorek spod poduszki wystrzelił wprost w Magnusa świecąc ciemnym fioletowym światłem.
Czarnowłosy w ostatniej chwili chwycił złoty łańcuszek i oparł długi kryształ na dłoni.
-Zgaśnij- odezwał się cicho, a kryształ przestał świecić.- Skąd to masz?- Zapytał zdumioną Judith.
-Znalazłam go, więc jest mój- burknęła ostro.
Magnus odłożył swój notes na parapet i podszedł do siedzącej na łóżku blondynki bardzo blisko. W jego oczach czaiło się coś podejrzanie złego.
-On nie należy do ciebie, Judith- powiedział z naciskiem, chłodnym głosem.
-Znalezione, niekradzione- rozzłościła się.
Czarnowłosy ruchem głowy odrzucił z czoła zasłaniającą oczy, potarganą grzywkę i spojrzał bardzo głęboko w oczy Judith.
-Ty nic nie rozumiesz, głuptasie- westchnął ciężko.
-Niby czego nie rozumiem? Jesteś bezczelnym kłamcą. Może jeszcze usłyszę, że wcale nie nazywasz się tak, jak mówiłeś?. Traktuj sobie kogoś innego jak głupka, ale nie mnie!.
Zmierzył ją marsowym spojrzeniem i przyciągając ją do siebie, zmusił dziewczynę, aby wstała.
-Niby kto ci powiedział, że zamierzam traktować cię jak głupią?- Zapytał ostro, gdy uderzyła lekko o jego tors.- Zamierzałem powiedzieć ci prawdę, ale bałem się, że jeśli się dowiesz- przerwał kręcąc głową z niedowierzaniem.
-Że jeśli się dowiem to, co?- Zapytała Judith zła.

niedziela, 19 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział III (cz 3)

***
Słońce powoli chowało się za horyzontem, a Judith odpoczywając na łóżku pisała coś w grubym fioletowym notesie.
Stanąłem za nią i zajrzałem do niego.

"[...] W szkole to samo, co zwykle, oprócz jednego szczegółu.
Szczerze mówiąc nie wiem, co mam myśleć na temat Magnusa: imponuje mi, ale jednocześnie czuję strach wobec jego tajemniczości.
Wczoraj znów narysowałam tego Anioła- identycznego, jak na kółku plastycznym i znów miał Jego twarz...
No i ten wisiorek, który znalazłam...

wtorek, 14 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział III (cz 2)

Magnus siedząc w klasie niedaleko Judith, kołysał się na krześle z oprawą wiecznego pióra w ustach. Na jego stoliku wylądowała zgnieciona zielona karteczka, zdążył ją złapać i odczytać treść, po czym rozejrzał się, gdzie patrzy nauczyciel, odpisał szybko i rzucił białą prosto w głowę Meredith, która odwróciła się w jego stronę z wściekłą miną. Właściciel karmelowych oczu pokazał jej środkowy palec i uśmiechnął się z wyższością, gdy podnosiła zwitek.
Zaraz dostał kolejną karteczkę- tym razem od Jonathana. Odczytał i odpisując zwinął obie karteczki: zieloną i białą w kulkę i odrzucił w jego stronę.
Judith obserwowała to w milczeniu, ale dałbym oskubać skrzydła do ostatniego pióra, że próbowała nie pokazać po sobie, że podejrzewa Magnusa o coś bardzo podłego.
Za chwilę w stronę chłopaka poleciała wystrzelona z linijki gumka. W ostatniej sekundzie zdążył się uchylić, a pocisk poleciał ku wyciągniętej dłoni nauczyciela muzyki, pana Radcliff'a.
-Który strzelał?- Wąsaty powiódł ostrym spojrzeniem po klasie. Przeszedł się po stolikach i zwinął z blatów Meredith i Jonathana liściki.
-Świetnie. Nasza klasowa para pisze sobie listy miłosne- oboje bladzi, Magnus trzęsący się z tłumionego śmiechu. Nauczyciel nagle przybrał zaskoczoną i nieco zgorszoną minę.- Czyje jest trzecie pismo?- Zapytał nagle, a Magnus z trudem spoważniał. Pod czujnym okiem Radcliff'a przekazał zwinięty liścik, rzucając cichym szeptem przez ramię.- Do Judith.
-Ktoś się przyzna, czy będę musiał zrobić kartkoweczkę?- Radcliff to jedyny nauczyciel, który nie lubił karać niesfornych uczniów. Dawał im na lekcji sporo luzu.
-Proszę pana, ja wiem...- Charlotte Adams zawsze wierna swojej królowej.- Merri rzuciła tę kartkę do Angel'a.
-Zamknij twarz, kablu- Syknął ostro Matt Brown w jej stronę.
-Jak się do tego odniesiesz, Angel?- Zapytał nauczyciel muzyki.
Tymczasem Judith rozwinęła pod ławką kartkę i wbiła w nią oczy.
Było na niej skrzydlate serduszko i napis: Twój Tajemniczy Wielbiciel. 
-Nijak- odparł spokojnie Magnus.- Napisałem to co napisałem, ale niech ta lafirynda odczepi się od mojej dziewczyny- powiedział śmiało karmelowooki.
Wszystkich zatkało, ja zastanawiałem się, co tu jest grane, a Judith wypaliła:
-COOO, PRZEPRASZAM?!!- Zszokowana blondynka otwarła szeroko orzechowe oczy. Teraz już wszyscy szeptali, a w klasie zrobił się szum, jak w ulu. Zakłopotany nauczyciel mrugając powiekami gapił się na Magnusa. Odchrząknął zaskoczony.
-Okej, dziś wam odpuszczę, ale następnym razem- przerwał mu dzwonek kończący lekcję i szum pakujących się uczniów.

Dogoniła go przy jednej z maszyn z gazowanymi napojami.
-Co ci odbiło, żeby powiedzieć coś tak głupiego przy wszystkich?- Zapytała go Judith ze złością, jednak wiedziałem, że czuła się mile połechtana i pełna podziwu dla jego odwagi i wrodzonej arogancji.
-Miłość nie jest głupia- odparł patrząc jej prosto w oczy. Kopnął w zacinający się sprzęt i wyciągnął kolorową puszkę.
-Niby co ty możesz o tym wiedzieć??- W jej oczach stanęły łzy bólu i rozpaczy.
Przyciągnął ją do siebie i objął mocno blondynkę. Nie odpowiedział, ale zaciskające się zęby zdradzały jego zgryzotę.

Demon, Ona i Ja: Rozdział III

Stopiłem się z tłem pokoju, ale Ona nie dała za wygraną. Chodząc po pokoju z dłońmi wyciągniętymi przed siebie zaczęła mnie szukać.
-Nie boję się ciebie, ale wiedz, że bardzo mi się to nie podoba...- powiedziała drżącym głosem.
Nie mogłem udzielić jej odpowiedzi. Jakikolwiek kontakt z podopiecznymi był dla nas, Strażników, zakazany i groziła za to bardzo surowa kara.
Dla niej musiałem pozostać niewidoczny.

Tydzień później...
Kolejny dzień powitał nas ciepłą i w miarę możliwości słoneczną pogodą. Judith wyjątkowo wstała wcześniej, niż zwykle i próbowała szybko i cicho wykraść się z domu.
-Judith, a śniadanie?- Matka dziewczyny, Agnes Church usłyszała wymykającą się nieudolnie córkę.
-Zjem coś w szkole, mamo- jęknęła niewyraźnie blondi.
-Wszystko z tobą w porządku?- Zapytała niska kobieta, przyglądając się uważnie swej latorośli. Jej oczy lekko się zwęziły, gdy Agnes uśmiechnęła się delikatnie do dziewczyny.- A może chodzi o tego chłopca? Zakochałaś się w nim, co?
-Rety, mamo! Nawet go nie znam!. - Jęknęła z wyrzutem Judith, ale jej wyraz twarzy...- Zresztą Magnus to bezczelny głupek...- Jej oczy mówiły zupełnie co innego, bo kiedy obserwowała Magnusa wydawała się nim w pewien sposób zainteresowana.
-Mnie wydawał się miły- stwierdziła jej matka.- Słyszałaś, że przeciwieństwa się przyciągają?- Spytała wesoło.
-Proszę cię...- westchnęła wywracając oczami.- Dobra, uciekam do szkoły; bo się spóźnię- i wybiegła z domu.
Codziennie ta sama monotonia. Poranna toaleta, pakowanie plecaka, szybkie śniadanie i wyjście wprost na autobus. Potem szkoła i zajęcia, widywanie tych samych ludzi, eks-przyjaciółki idiotki i słuchania jej podłych docinek, oraz zapatrzonego w nią dawnego chłopaka, który patrzył kiedyś tak samo na Judith.

-Cześć, Judith- Magnus, jakby nic się nie zdarzyło, spokojnie przywitał się z blondynką.
-Siema- odpowiedziała obojętnie i wróciła do surfowania po sieci.
Magnus obserwował ją, ale w końcu zdecydował się przerwać ciszę.
-Jesteś na mnie zła?- Zapytał w końcu.
-Obchodzi cię to?- Burknęła, ale kiedy na niego spojrzała jej twarz złagodniała.- Jesteś chory? Słabo wyglądasz...
-Przejdzie mi- zbył.- No, więc...?
Wsunęła telefon do kieszeni jasnoszarej bluzy.
-Po prostu nie lubię, jak ktoś się tak zachowuje- zauważyła.
-Tak, czyli jak?- Zapytał zaniepokojony, zaglądając jej głęboko w oczy.
-Jak frajer- wzruszyła ramionami.
-Przepraszam, nie chciałem być frajerem- zauważył, a ona spojrzała na niego uważnie. Po chwili nie wytrzymała jego powagi i wybuchnęła wesołym śmiechem.
Wszyscy odwrócili się i ostrzelali ich spojrzeniami.
-No, no... Panu Poważnemu udało się rozbawić Panią Ponurą- skomentowała złośliwie Meredith, a jej przyjaciółki zachichotały paskudnie.
-Zajęłabyś się swoim Romeo, chociaż widzę, że chyba macie kłopoty w raju- odparł Magnus z tym swoim półuśmiechem.- Chwila... Ciekawe, czyja to wina? - zastanowił się na głos.- Może ptaszki wyćwierkały, że Pani Plotkarska to w rzeczywistości Pani Puszczalska?- Zapytał niewinnie, a połowa autobusu aż zawyła ze zdumienia.
-Co powiedziałeś...?- Syknęła groźnie.
-To co słyszałaś. Krótszej kiecki nie było?- Wyzłośliwiał się dalej Magnus.- No fakt, gdyby wpuszczali do szkoły w samej bieliźnie, pewnie nawet byś się nie ubierała- skomentował lustrując ją taksującym spojrzeniem.
Kilku chłopaków z drużyny piłki nożnej zaczęło wymieniać po cichu uwagi, reszta szeptem komentowała zajście, a Meredith i jej psiapsiółki aż gotowały się z wściekłości, przy czym Meredith była czerwona jak burak z upokorzenia.
-Zapłacisz mi, za to...- Warknęła z groźbą.
-Ależ nie ma sprawy. Mam nadzieję, że pokażesz mi, co potrafisz, kociaku!- Magnus zagwizdał na palcach i bezczelnie rzucił w nią garścią monet.
-Magnus, odpuść. Ona nie da ci żyć- zauważył jeden z siedzących najbliżej chłopaków. Okularnik z ciemnymi włosami i jasnymi oczami.
-Zobaczymy, kto komu, Billy- odparł karmelowooki przewracając oczami.
-On ma rację, Magnus- zauważyła Judith zaniepokojona i zaskoczona tym, że stanął w jej obronie, odcinając się niekoronowanej Królowej szkolnej elity.

Już po kwadransie po całej szkole rozniosła się treść pyskówki pomiędzy Meredith i Magnusem. Gadali wszyscy, włącznie z pierwszoroczniakami, a cichli dopiero wówczas, gdy na horyzoncie pojawiali się aktorzy tej "sztuki konwersacji".
Magnus w wyluzowanej pozie stał przy automacie, z kawą w palcach i zapoznawał się z chłopakami z klasy. Judith wyraźnie znudzona rozglądała się prawie nie uczestnicząc w rozmowie na chłopięce tematy. Przybierał ją już od pierwszego dnia i tylko w towarzystwie Judith.
-Nudzisz się?- Spytał ją.
-Piłka mnie nie ciekawi- wzruszyła ramionami i upiła kolejny łyczek kawy.
-A co cię ciekawi?- Zapytał z zainteresowaniem.
-Babskie sprawy, nie ogarniesz- rzuciła nieco zawstydzona.
-Dziewczyny są inne. Gadają tylko o ciuchach, paznokietkach, fryzurach i w ogóle, co nie?- Rzucił Matt Brown do Judith.
-Facetów też obgadujemy, więc trochę mało wiesz- zauważyła blondynka.
-Ale cię podsumowała- zarechotał, jego kolega z drużyny, Josh Campbell i zaczęli się poszturchiwać.
-Wydawało mi się, że takie PC wiedzą dużo o chłopakach- stwierdził Magnus z zastanowieniem.
-PC?- Zdziwiła się reszts jego rozmówców.
-Potencjalne Ciacha- Magnus mówiąc to patrzył tylko na Judith.
-Niezły skrót- rzucił z aprobatą Matt.
Wiedziałem jednak, że Magnusowi nie chodziło tylko o młodzieżowy slang.

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział II (cz. 4)

Patrzyłem za nim chwilę, a potem wróciłem do Judith.
}{
Siedząc na obrotowym fotelu w jej pokoju i wsłuchując się w spokojny oddech niczego nieświadomej dziewczyny, rozmyślałem, a w moim umyśle kłębiło się sporo pytań.
Czy Magnus ma wobec niej dobre zamiary? Czy Demon naprawdę może chcieć kogoś chronić? Tym bardziej śmiertelną istotę? Ma jakieś powody ku temu, czy robi to tylko dla rozrywki?
Blondynka mruknęła coś przez sen i po chwili otworzyła oczy i mrugając spojrzała wprost na mnie..
-Kto tu jest?- Zapytała z mieszaniną zdziwienia i strachu, próbując coś dostrzec w ciemności.


piątek, 10 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział II (cz. 3)

Dzisiejsza noc była o wiele ciemniejsza, niż zwykle. Może to dlatego, że było pochmurno i wietrznie. Zdecydowanie miało się na burzę.
Okryłem Judith szczelniej kołdrą i wyszedłem z domu przechodząc przez ścianę jak duch, po czym ruszyłem spokojnie do parku.

Magnus stał pod drzewem dębu. Był bledszy, niż wczoraj i wyglądał na chorego.
-O czym chciałeś pogadać?- Zapytałem krótko.
-Raczej o kim- poprawił mnie.- Ona nie powinna wiedzieć, kim jestem, a jednak skądś wie- zauważył chłodno.
-Chodzi ci o ten rysunek? To jeszcze niczego nie dowodzi- odparłem spokojnie.
-Wie, że coś ukrywam i zagroziła, że się tego dowie. Dobrze wiesz, że jeśli to odkryje, może się znaleźć w niebezpieczeństwie...
-Od kiedy to obchodzą cię jacyś ludzie?- Przerwał em mu złośliwym tonem.
-Nie obchodzą mnie. Nie obchodzi mnie nikt, oprócz Judith- oznajmił lodowato, po czym odwrócił się na pięcie i zniknął między drzewami.

niedziela, 5 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja: Rozdział II (cz. 2)

-Jesteś walnięty- odparła przeczesując dłonią krótkie, blond włosy.
-Oj, prowokujesz mnie. Prowokujesz- odpowiedział tajemniczym półgłosem. Mijając dziewczynę, zwrócił twarz w jej stronę szepcząc jej wprost do ucha- jesteś kusząca, nie schrzań tego- zanim zdążyła go walnąć, on w tajemniczy sposób rozpłynął się w powietrzu.
-Rany, z kim ja się zadaję- westchnęła, teatralnie wznosząc wzrok ku sufitowi.

-Już jestem- Judith rzuciła buty i plecak pod szafkę w przedpokoju.
Usłyszeliśmy śmiechy i rozmowę.
Oboje rozpoznaliśmy ten głos.
Magnus!
Jak śmiesz nachodzić Ją w Jej własnym domu, ty obrzydliwy Pasożycie?!- Wiedziałem, że mnie usłyszy bo tak, jak ja nie należał ani do tego świata, ani do Piekła.
To się nazywa: RE-SO-CJA-LI-ZA-CJA, Aniołku. Co więcej, muszę przyznać; że byłem do tego nastawiony dość sceptycznie- zauważył- ale słuchaj: Judith jest Inna. Odporna na mój urok...
Wsadź sobie te swoje spostrzeżenia tam, gdzie słońce nie dochodzi- warknąłem rozwścieczony.
Nie unoś się tak.- Odparł telepatycznie.- Mówię całkiem serio. Cholera... Spotkajmy się dziś w nocy, na poświęconej ziemi. Zgoda? 
Zgoda, tylko nie próbuj wykręcić mi jakiegoś numeru.- Ostrzegłem i w odpowiedzi usłyszałem krótkie potwierdzenie. Po chwili Judith jakoś wyciągnęła go z domu.
-Śledzisz mnie?- Zapytała z lekkim rozdrażnieniem.
-Nie. Po prostu się zgubiłem- odpowiedział z zaskoczeniem.
-Tanie kłamstewko- prychnęła kpiąco.
Wzruszył ramionami.
-Nawet nie wiedziałem, że tu mieszkasz- obruszył się.
-Mniejsza z tym. Co ci dzisiaj odwaliło, żeby mnie pocałować??
Karmelowooki oparł się o ścianę i przez kilka minut wpatrywał się w swoje czarne, motocyklowe buty.
-Wiesz, że nie mam pojęcia?- Zapytał niepewnie.- Działasz na mnie po prostu. No, nie wiem jak to określić- popatrzył na nią z dziwnym wahaniem.
Demon nigdy się nie waha i o nic nie prosi. On zabiera to siłą lub podstępem... Jednak Magnus łamał tą regułę. Był demonem, ale zupełnie odmiennym, niż reszta.
-Dziwnie mówisz. Jakbyś był nie z tego stulecia- Judith uspokoiła się i przyjrzała się chłopakowi badawczo.
-Rany... Myślałem, że wymyślisz lepszy bajer, Judith- oznajmił z niedowierzaniem.
-Ty coś kręcisz. I wierz mi: dowiem się, co to jest. Narka- rzuciła znikając w domu.
-Cholera jasna: chyba pragnę cię jeszcze bardziej- powiedział szeptem, po czym odszedł.

sobota, 4 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja: Rozdział II

Magnus rysując swoim węglem niemal nie odrywał wzroku od Judith. Z kolei ona ze słuchawkami, z których płynęła ostra, rockowa melodia; w uszach, pogrążona w pracy wpatrywała się wyłącznie w swój arkusz papieru. W przeciwieństwie do Magnusa, rysowała naturalnym węglem i niekiedy sztabką, unikając materiału w ołówku. Jej jasnobrązowe oczy wpatrywały się w arkusz papieru, a wprawne ręce kreśliły, pokrywały kolorem i cieniowały rysunek wedle jej uznania.
Po jakichś dziesięciu minutach zamarła z dłonią trzymającą drugi z typów węgla, lekko uniesioną nad kartką i zastanowiła się przez chwilę. Meredith z niemałą zazdrością obserwowała niedokończone jeszcze dzieło krótkowłosej blondynki, która nagle wzięła węgiel w ołówku i zaczęła nadawać kształty pozornie przypadkowym jaśniejszym i ciemniejszym plamom.
Spod jej ręki wyszedł prześliczny portret. Był to, oczywiście, Magnus; lecz w zupełnie nieziemskiej interpretacji. Ujęcie ukazywało identyczną postać chłopaka, siedzącego wśród różnego rozmiaru skał, w samych spodniach i na bosaka, ale nie to najbardziej rzucało się w oczy. Istotą rysunku były sterczące z ramion namalowanej postaci połamane skrzydła i jego jednocześnie zrozpaczony i pełen pychy oraz wyniosłości wyraz twarzy. Z oczu skrzydlatego nastolatka bił ogień gniewu, a dłonie siedzącego zaciskały się w pięści. Magnus nie widział jeszcze dzieła, ale zastanawiało mnie, co się stanie, kiedy już je ujrzy i co poczuje. Przypuszczałem, że może być wyjątkowo wściekły...
Opiekun klubu spacerując między uczniami w milczeniu obserwował ich pracę, aż w końcu dotarł do pracujących niedaleko siebie Judith i Magnusa, którzy- jak wywnioskowałem po ich spokoju- wykonywali już ostatnie detale przy swoich dziełach. U dziewczyny, na rysunku: z lewej strony, w górze naprzeciw twarzy chłopaka, który patrzył w niebo w pewnej odległości widniała gwiazda zaranna.
-Magnificent- przemówił w głębokim oszołomieniu Radcliff wpatrzony w arkusz Judith. Wszyscy, włącznie z nowym, rozejrzeli się po sobie zdziwieni, lecz opiekun obserwował już rysunek Magnusa Angel.
-O, rany boskie- skomentował równie zdumiony mężczyzna obserwując nanoszone przez czarnowłosego ostatnie poprawki. Jego twarz była lekko umazana od substancji, którą pracował a wcześniej idealnie uczesana czupryna była w lekkim nieładzie.
-Wiem, kompletna tragedia- skomentował Magnus wcale niezrażony.
-Co ty wygadujesz...? Masz pewien talent- zaprzeczył z uznaniem nauczyciel.
Pod koniec klubu przyszedł czas na prezentację dzieł artystów amatorów. Rysunki przedstawiające Magnusa były różne, ale przedstawienie Judith sprawiło, że Demon ze zdumienia wybałuszył oczy i otworzył gębę; jakby uderzył w niego grom samego Boga. Wpatrywał się w obraz z otwartymi z przejęcia ustami, mrugając oczami pełnymi oszołomienia... Reszta była zaciekawiona, zaskoczona albo- jak w przypadku Meredith:, zwyczajnie wściekła.
-Czas na naszego świeżaka- zauważył wąsacz.
Chłopak wziął swój rysunek i wyszedł na forum klasy.
Ku mojemu zdziwieniu jego dzieło również było portretem. Prezentowało odzianą w jedwabną suknię dziewczynę przeglądającą się w dużym lustrze, lecz znajdujące się w nim odbicie było jeszcze piękniejsze, niż stojąca przed taflą postać. Owa wizja artystyczna miała duszę, a osóbka utrwalona na papierze wyglądała, jak "uwięziona" na karcie papieru Judith. Rysunek był zarówno piękny, jak i pełen wulgarności. Dekolt, makijaż i fryzura odsłaniały  kuszącą kobiecość postaci, ale i jej niewinność i delikatność. Wyglądało to, jakby ów obraz miał w swoim przekazie drugie dno, które mogą zrozumieć tylko nieliczni.
-Tytuł obrazu?- Spytał Radcliff.
-"Prowokująca"- oznajmił spokojnie Magnus.
Mina mojej Lilii, mimo próby zachowania względnego spokoju, wyrażała żądzę mordu.
***
Judith podeszła do Magnusa i szturchnęła go mocno pięścią w ramię, pytając ze złością:
-Co to miało być?
Przez jego twarz przemknął lekki uśmiech, ale oczy pozostały chłodne i bezdenne.
-Ty. Tak sobie cię wyobraziłem- odpowiedział wyjątkowo spokojnie.
-A kto ci pozwolił mnie w ogóle rysować, co?- Burknęła obrażona.
Westchnął ciężko i pokręcił głową z niedowierzaniem.- Właściwie, czemu akurat "Prowokująca"?- Zapytała że zdegustowaną miną.
To, co usłyszałem sprawiło, że zmieniłem o nim zdanie.
-Bo oślepiasz i prowokujesz swoją niewinnością.

piątek, 3 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział I (cz. 3)

Okna rozsypywały się w proch jedno po drugim. Magnus w ostatniej chwili szybkim i mocnym szarpnięciem powstrzymał Judith od podejścia do okien i przytulił ją mocno osłaniając jej twarz i dłonie przed wirującymi w powietrzu drobinkami szkła. Jego oczy stały się zimne, jak bryła lodu i znów zapłonął w nich karmazyn, a twarz zastygła w wyrazie głębokiej pogardy.
Ostatnia szyba rozsypała się tuż przed nimi. Szybko odwrócił się z Judith w ramionach i osłaniając ją sobą wycofał się w stronę najbliższego korytarza, by uniknąć większości ostrych odłamków. Przystanął w połowie korytarzyka do szatni wychowania fizycznego i wreszcie odsunął się od mojej Podopiecznej.
-Nic ci się nie stało?- Zapytał ukrywając szybko rozciętą część twarzy.
-Nic mi nie jest.. Co to było??- Zapytała w lekkim szoku.
-Sam chciałbym wiedzieć- skłamał, a ja zobaczyłem gojące się rozcięcie.
***
Zajęcia mijały Judith na rozmyślaniach, zapewne na temat nowego, który siedział z nią w ławce i w zastanowieniu stukał ołówkiem w piórnik. Sam musiał rozmyślać nad tym dziwnym zdarzeniem. 
-Komu się dziś nudzi na mojej lekcji?- Słysząc, że nauczyciel geografii, pan Burnett przerwał swój wykład, przestał stukać i podniósł ołówek, rzucając krótkie "przepraszam".
-Od kiedy Pan przychodzi na zajęcia, panie..?- łysy nauczyciel uważnie przyjrzał się chłopakowi. 
-Magnus Angel. To mój pierwszy dzień, jestem tu nowy- odpowiedział czarnowłosy o karmelowych oczach, a cała żeńska część klasy wlepiała w niego maślane oczy.
-Ach, no tak- westchnął nauczyciel i wrócił do lekcji.
Poza Judith, jakby dziewczyna od tego porannego incydentu bała się na niego spojrzeć.
Wtedy wziął ją lekko za rękę, a ona popatrzyła nań z zaskoczeniem.

Przez cały dzień wokół Magnusa panował niesamowity szum, bo dosłownie wszyscy byli zaciekawieni jego osobą.
Karmelowe kule prześlizgnęły się po ex przyjaciółce Judith, Meredith Grey, która zapytała Magnusa o to, czy lubi się umawiać z dziewczynami.
-Jak najbardziej, ale tylko z wolnymi- potwierdził, a wokół rozległy się śmiechy.
-Mogłabym cię bliżej poznać- zasugerowała uwodzicielskim tonem.
Magnus miękko zeskoczył ze stolika i pełnym gracji oraz tajemniczości, kocim krokiem podszedł tuż do Meredith.
-Jak blisko?- Zapytał z niezdrową ciekawością zaglądając jej głęboko w oczy.
-Blisko, blisko- zaszczebiotała szkolna podrywaczka, licząc na zaliczenie nowego chłopaka, a Jonathan przez chwilę aż zagotował się z zazdrości. Magnus uśmiechnął się unosząc lekko prawy kącik ust i odsunął się, a po chwili przyciągnął do siebie Judith i objął ją przyjacielsko ramieniem.
-Preferuję bardziej skromniejsze osóbki- zauważył.
-Wcale nie jestem nieśmiała- syknęła Judith ze złością.
-Przepraszam- odpowiedział ciszej, rzucając na nią okiem.
Prychnęła odtrącając jego rękę i chciała odejść, ale szybko pochwycił jej palce i przyciągając ją do siebie, oparł usta na jej i pocałował ją delikatnie w usta.
Zagotowało się we mnie!. Demon śmiał dotknąć ją tymi obmierzłymi łapskami.! Miałem ochotę rąbnąć go z całej siły, ale moja Podopieczna wręczyła mnie w tym, dając mu mocnego plaskacza wśród zszokowanych rówieśników. Jej twarz wyrażała złość.
-Całujesz jeszcze lepiej, niż bijesz- skomplementował ją wyjątkowo spokojnym tonem Magnus.
-Przestań mnie prowokować- odwarknęła z rozdrażnieniem.
-Powiedz jeszcze raz "prowokować": prowokująco seksownie układasz przy tym usta, Judith- ten skurczybyk zaczął ją podrywać??!
Dziewczyny zaczęły szeptać, a nastolatkowie aż zawyli ze zdumienia jego śmiałością i...
Szczerością.
Westchnęła z irytacją i wyszła na korytarz, a po kilku minutach wróciła z kieszeniami wypchanymi napojami.
-Udław się.- Trzymaną w dłoni puszką chlusnęła wprost w niego
Jako Stróż poznawałem, kiedy ktoś kłamie i ma złe zamiary.
Judith minęła go z wyższością w oczach i wyszła na korytarz.
-Jest naprawdę boska- powiedział do siebie Magnus patrząc za nią z poważnym wyrazem twarzy.

Po zajęciach Judith szła korytarzem na klub plastyczny. Uwielbiała rysować. Miała do tego olbrzymi talent. Kilka kroków od sali przystanęła, jak wryta; a ja po chwili zrozumiałem, co aż tak wytrąciło ją z równowagi.
Magnus.
Czarnowłosy rozmawiał właśnie z prowadzącym "klub" nauczycielem muzyki, panem Radcliff'em.
-O, jest nasza gwiazda- rzucił wąsaty jegomość uśmiechając się dobrodusznie do blondynki.
-Dzień dobry- wybąkała pod nosem Judith. Podchodząc nie zaszczyciła właściciela karmelowych oczu ani jednym spojrzeniem.
 Za to on, podczas zajęć, obserwował ją cały czas. Wręcz wlepiał w nią wzrok, nie skupiając się na swojej sztaludze. Dzisiejszy temat rysunków był dowolny, więc uczniowie mogli popuścić wodze fantazji. Poza tym większość tutaj stanowiły dziewczyny; więc nie trudno było mi się domyślić, kto zostanie dzisiejszym modelem.
Zastanawiałem się też, co narysuje Judith. 

środa, 1 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział I (cz. 2)

Jego głos był mi dziwnie znajomy, jakbym już wcześniej gdzieś go słyszał.
Z pełnych niepokoju rozważań wybudził mnie przystający przed szkołą pojazd.
-Nie powiedziałeś, jak masz na imię- Judith z zaciekawienia sama zdecydowała się nawiązać rozmowę.
Czarnowłosy zmierzył ją spojrzeniem i po chwili odparł:
-Jestem Magnus- te karmelowe oczy przez krótki moment błysnęły demonicznym karmazynem.- A ty?
Trzymaj się od mojej Podopiecznej z daleka!. 
-Judith- przedstawiła się blondynka.- Skąd się przeniosłeś?
-Też ładnie- skwitował, gdy Wysiadała z autobusu.- Wcześniej nie chodziłem do szkoły. Uczyłem się w domu. Mój ojciec jest trochę, jakby to powiedzieć...- zaczął z zastanowieniem.
-Wycofany?- Podsunęła niepewnie.
-O, właśnie- przytaknął, gdy szliśmy w stronę szkolnych murów.

Weszliśmy do środka. Jedna z nauczycielek, ucząca chemii pani Stein, niska brunetka o czarnych oczach wyłapała go wzrokiem i podeszła do nas.
-Nazywa się pan Magnus Angel?- Zapytała chłopaka.
-Tak..- potwierdził ostrożnie czarnowłosy o karmelowych oczach.
-Och, panna Church- kobieta wreszcie zauważyła Judith, która przywitała się spokojnie.- Może oprowadzisz kolegę po szkole..
-Jasne, prosz pani- odpowiedziała blondynka zdejmując kaptur bluzy.
-Miłej nauki w liceum imienia generała Custera- rzuciła odchodząc.
-Dziękuję bardzo- mruknął Magnus zamyślony nad czymś innym.

Po załatwieniu spraw w szkolnym sekretariacie, Judith rozpoczęła oprowadzanie Magnusa po szkole.
-Automaty z batonikami i napojami- wskazała stojące w korytarzu maszyny.- Stołówka- rzuciła ruchem dłoni wskazując otwarte drzwi, zza których napływały pomieszane zapachy różnorakich dań.
-Mają tu automat z kawą?- Ziewnął przeciągle.- Przepraszam, nie wyspałem się.
-Nie szkodzi. Też napiłabym się czegoś ciepłego- przyznała, gdy szli dalej.

-Jesteśmy, hala sportowa. To, co kawa?- Zaproponowała.
-O niczym innym nie marzę- przytaknął tłumiąc kolejne ziewnięcie.- Są tu jakieś ciekawe lekcje dodatkowe?
-Jaką kawę pijesz? To zależy, co by cię interesowało- powiedziała kulawo.
-Zwykłą, czarną. Bez cukru- odpowiedział.- Sam nie wiem- wrócił do tematu.
-Kółko chemiczne, klub poetycki, plastyczny, pani Griffith prowadzi chór- wyliczała podając mu plastikowy kubeczek, a on kręcił nosem z niechęcią.
-To dla dzieciaków- skomentował.
-Nie wiedziałam, że sztuka jest dla dzieciaków. Chyba będę musiała wypisać się z klubu plastycznego- zauważyła, a on prawie zakrztusił się kawą.
-Nie chciałem, żebyś tak to odebrała- powiedział szybko, wiedząc, że w pewnym stopniu mógł urazić Judith.
Parsknęła wesołym śmiechem, jakby chciała rozładować tą napiętą atmosferę i rzuciła wzywająco:
-Możesz mi nagwizdać, dzie-cia-ku- uśmiechnęła się szczerze.
-Serio?- Zapytał ironicznie. Nagle jednak zamarł na kilka sekund w bezruchu i obrócił się na pięcie patrząc w jedno z okien. Po chwili i ja poczułem falę niszczycielskiej mocy, która objawiła się w postaci samoistnie rozsypujących się w drobny mak szyb...