-Nie sądziłem, że kiedyś powiem coś takiego, ale miło mi poznać- Jeff uśmiechnął się czarująco.
-Lucyfer trochę mi opowiedział o tobie.
-To znaczy, co powiedział?- Zapytałam trochę zbyt szybko.
-Stwierdził, że Nixon jest zadurzony w tobie po uszy- stwierdził, a Magnus aż zadrżał ze złości. Zawsze się wkurzał, kiedy ktoś nazywał go dawnym imieniem.- Oby nie było kłopotów w raju- Jeff uśmiechnął się dziwnie.
Nawet nie dostrzegłam jak Magnus sięgnął po pustą kwadratową butelkę i zamachnął się mocno. Jeff oberwał, a Lucy wyparował złośliwym śmiechem.
-Stary, dobry Nixon- powiedział dusząc się z wesołości.
-Oddam ci!- Warknął Jeff. W porywie adrenaliny zerwałam się i zanim zdążył zrozumieć, co się dzieje dostał soczystą lufę w dziób, po której cofnął się chwiejnie, mrugając w oszołomieniu.
Raphael i Lucyfer aż gwizdnęli z podziwu, a mój chłopak gapił się zdumiony.
-Niezły strzał, Judith- pochwalił czarnowłosy Magnus.
-Dzięki- rzuciłam uśmiechając się jak aniołek.
-Rozszarpię cię- Jeff był wściekły. Odbiłam i zdejmując z haków kij bejsbolowy...
-Uuu... Uzbrojona, niebezpieczna i strasznie sexy!- Skomentował wysoki facet z tacą w rękach.
-Spadaj, Harleyowiec- odparował Magnus przewracając oczami.
-Nieładnie przerywać taką ładną bójkę- burknął Jeff.
-Na dziewczynę z łapami? Nie masz honoru, łajzo- oznajmił Harleyowiec, nie zaszczycając go spojrzeniem położył tacę na stoliku.
Zanim zdążyłam go ostrzec, trzydziestolatek wykorzystał jakiś chwyt i kilka chwil potem Jeff wylądował z hukiem na podłodze przygnieciony kolanem do podłoża i z ręką wykręconą w tył.
}{
Trzy tygodnie później.
-Jak tam w więzieniu?- Zapytał Magnus Bezszelestnie wskakując przez okno.
-Ujdzie- odpowiedziałam odkładając na bok szkicownik i ołówek.- A tobie, jak idzie niańczenie brata?- Wiedziałam, że nie lubił, gdy poruszałam ten temat.
-Szkoda, że dowiedziałaś się w ten sposób..
-Słowo "przepraszam" byłoby zdecydowanie prostsze- odezwał się Castiel z pufa.
A propos Castiela: byłam jedyną ludzką istotą, która widziała swojego Stróża. Poza mną nikt nie mógł go zobaczyć, bo jak sam wyjaśnił: to zachwiałoby równowagę między światami ludzi i Aniołów.
-Udław się, Aniołku- prychnął Magnus z tą swoją arogancją.- Jak twoje...- urwał.
Miałam wrażenie, że nadal winił się o wydarzenia tamtego wieczora.
-Prawie się zagoiły. Naprawdę wszystko jest ok- starałam się go pocieszyć, ale chyba odniosłam skutek odwrotny do zamierzonego, bo czarnowłosy skrzywił się jakby zjadł połówkę cytryny.
-Byłem cholernie nieostrożny. Przeze mnie...
Magnus Angel.
Demon Szóstego Kręgu Piekieł.
Ex-Archanioł zakochany w Śmiertelniczce.
-Gdybym miała zrobić to samo drugi raz, nie zawahałabym się, rozumiesz?- Przerwała mi zrywając się z łóżka. Podeszła i objęła mnie mocno.- Nie zawahałabym się- zapewniła całując mnie za uchem. Pachnąca kwiatem czarnego bzu zdawała się być jeszcze bardziej nieuchwytna, niż zwykle. Jak zbłąkany elf, którego nie można złapać.
Niepewnie podniosłem ręce i objąłem ją bardzo delikatnie, by nie urazić jej poranionych pleców.
-Mój słodki Aniele, dlaczego tak?- wyrwało mi się zza warg.
Odsunęła się lekko, a te dwie kule przypominające barwą łupiny laskowego orzecha, wbiły się w moje. Tę owalną twarz rozjaśnił lekki uśmiech.
-Bo mi na tobie zależy- czasami dziwiło mnie, jakim cudem ludzie tak zwyczajnie okazują uczucia.
-Dlaczego?- Nie potrafiłem tego zrozumieć. Tyle wycierpiała przeze mnie i nadal była taka sama, jak przy pierwszym spotkaniu. Pogodna i nieco beztroska.
Roześmiała się perliście, jakbym popełnił jakąś drobną gafę.
-Jesteś dla mnie ważny, głupolu- wyznała szczerze chichocząc. Dźwięk jej śmiechu sprawiał, że było mi trochę lżej.
-Przestanę przeszkadzać. Poszwendam się po mieście, czy coś- Castiel, jak zawsze swoje. Nadal mi nie ufał, więc przynajmniej jedną rzecz została po staremu.
-Castiel- rzuciłem za nim.
-Haa?- rzucił obracając głowę przez ramię.
-Nie wpadnij w kłopoty- w sumie nie wiem, czemu to powiedziałem.
-Dobry żart, Demonie- skwitował odchodząc, a po chwili rozpłynął się w powietrzu.