niedziela, 9 lutego 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział V (cz 4)

Uczucie Judith do Magnusa w zastraszającym tempie nabrało rumieńców i sprawiło, że stali się niemal nierozłączni. Z jednej strony się tego obawiałem, bo mojej Podopiecznej mogło grozić niebezpieczeństwo, ale z drugiej Magnus, nawet jak na demona, zdawał się być dopełnieniem mojej Judith, przez co miałem mieszane uczucia: z jednej strony cieszyło mnie jej szczęście, a z drugiej zaś za każdym razem, gdy patrzyłem na Demona rozrywała mnie ogromna zazdrość.
Teraz spacerowali po parku rozmawiając i pijąc colę. Ich rozmowę niekiedy przerywał wspólny śmiech.
-Jak było w niebie?- Zapytała Judith z nagłym zaciekawieniem. Magnus spoważniał. Zrobił się bledszy, niż zwykle i zachwiał się na nogach. Szybko opadł na ławkę i spojrzał na nią z bólem.
-Nie powinnaś o to pytać- powiedział cicho przymykając na chwilę oczy.
-Dlaczego?- Odstawiła puszkę na drewno ławki i zamknęła jego prawą dłoń w swoich.
-Bo to zakazane. Nawet dla mnie- odezwał się cicho.
-Czemu nie mówisz mi wszystkiego?- Zapytała patrząc nań ze złością, spode łba.
Przyciągając, objął mocno blondynkę i przytulił do siebie, mówiąc:
-Bo już dość straciłem w ciągu tych wieków i nie chcę dopisywać cię jako kolejnej pozycji do listy- rozgniewał się, a jego oczy błysnęły groźnie. Oparł skroń o jej ramię, a z jego ust wyrwał się cichy, ledwie słyszalny jęk.
-Czasami czuję się winny, że dołączyłem do Buntu... Ale jakby spojrzeć na to z drugiej strony: jestem też po części szczęśliwy. Nie rozumiem własnych uczuć...- skomentował z zastanowieniem.
-Nie łapię. Jak można być smutnym i szczęśliwym jednocześnie?- Zapytała po długiej chwili zaskoczona Judith.
-Może to twoja zasługa?- Czyżbym usłyszał w jego tonie nieśmiałość i niepewność.?
-Moja?- Zdziwiła się Judith przyglądając mu się uważnie.
-Och, jak romantycznie. Nie sądziłem, że jeszcze tak potrafisz Magnusie- rzucił kpiacy ton z ławki naprzeciwko.
Zwróciłem wzrok w tamtym kierunku i zobaczyłem siedzącego na oparciu ławki Kenneth'a.
-Wreszcie jesteśmy sami, a ty jak zwykle wszystko psujesz. Zazdrośnik- Magnus uśmiechnął się zimno, ale ten uśmiech nie objął oczu. Te nadal pozostały lodowate i okrutne.
Kenneth obserwował przez chwilę Judith, która trzymała Magnusa za rękę. Dzwonek na jej szyi zaczął pulsować ciemnofioletowym światłem. Magnus drgnął, a w jego lewej dłoni pojawił się dość duży płomień.
-Tylko spróbuj skrzywdzić kogoś z jej rodziny- zagroził lodowatym tonem wstając.
Kenneth zeskoczył z ławki i podchodząc stanął tuż przed Magnusem. Obaj przez jakiś czas piorunowali się pełnym wściekłości wzrokiem.
-Myślisz, że możesz mnie pokonać?- Zapytał pewnym siebie tonem patrząc czarnowłosemu prosto w oczy.
-Chcesz wojny?- Odparł zuchwale Magnus, przybierając swój demoniczny wygląd.
Kenneth uśmiechnął się.
-Czy kiedykolwiek wcześniej ze mną wygrałeś?- Zapytał niewinnie odchodząc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz