czwartek, 20 lutego 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział IX

Godzinę później. Bar Granica.
Castiel słaniał się na nogach, a gdy weszliśmy potknął się o własne nogi i wpadł na stoliki przestawiając kilka.
Judith była nieprzytomna i bardzo blada, co cholernie mnie niepokoiło.
-Kosa, to tylko ja. Wyłaź- w ostatniej chwili szybkim ruchem odtrąciłem rękę karciarza, który ze mną przegrał. Choć stało się to niedawno, zdawało mi się, że od tej partyjki minęły całe wieki.
-Castiel, wstawaj- z trudem podniosłem wyższego od siebie i tęższego Anioła po czym powlokłem go ze sobą.
Kosa wyszedł z zaplecza.
-Ping-pong, na litość boską: co ci się stało??- Wypalił w głębokim zdumieniu.
-Powiedz jeszcze raz o Bogu, a rozpierdolę ci łeb- nadal rozmyślałem i obarczałem się winą za to wszystko.
Kurwa.
Jak mogłem dopuścić do tego, żeby ktoś JĄ skrzywdził? Zranił?
-A ten twój kumpel?- Zapytał zaskoczony.
-Simon nie wróci- odpowiedziałem zimno.- Idziemy.
-Chcę się odkuć- Karciarz złapał mnie za ramię. Obróciłem się na pięcie i wprowadziłem kopa. Odbił się od jednej z belek podtrzymujących strop, a jego dwaj kumple podbiegli sprawdzić, czy nic mu nie jest.
-Nie dziś, wynocha stąd- warknąłem lodowato.
-Lepiej to zróbcie, zanim całkiem się wkurwi- poradził "Harleyowiec".
-Dorwiemy cię- zagroził niższy z trójcy.
Delikatnie ułożyłem Judith na stole bilardowym i podszedłem do niego. Stanąłem tuż przed facetem i spojrzałem mu w oczy zdejmując czarną bluzę.
-Nie chcesz mnie drażnić, wierz mi- oznajmiłem z groźbą, nadal patrząc mu w twarz.
Chwycił mnie za podkoszulek i podniósł lekko w górę.
-Jesteś tylko cholernym gówniarzem!
Wtedy zapadła kompletna cisza. Ledwie słyszałem oddechy zgromadzonych w barze ludzi, jakby wszyscy na chwilę je wstrzymali.
-Powtórz to, ty żałosny, próżny, niemoralny, chciwy, pierdolony śmieciu- zasyczałem przez zaciśnięte zęby, na ułamek sekundy pokazując mu lazurowe, tygrysie ślepia mojego drugiego oblicza.
Puścił mnie i odsunął się ze strachem w oczach.

Na górze skierowałem się do łazienki i spojrzałem na swoje odbicie w przybrudzonym, małym lustrze nad umywalką.
Ślad zaschniętej krwi ciągnął się od grzbietu nosa po podbródek.
Uderzyłem obiema dłońmi w boki umywalki, próbując wstrzymać wrzask bezsilnej furii. Czułem się winny- BYŁEM WINNY tego, co się stało.
Powoli podniosłem lewą rękę i syknąłem dotykając nią złamanego nosa. Zaciskając zęby szybkim ruchem nastawiłem go sobie, choć podczas tej czynności zza moich warg wydostał się skowyt bólu.
-Ping-pong, wszystko gra?- Zapytał nieco zaniepokojony Kosa.
-Nic mi nie jest- odparłem po chwili i odkręciłem kran..
Zmywając z twarzy krew obserwowałem coraz bardziej widoczne sine kręgi pod oczami. Moc znów kłębiła się w moim ciele, nie mogąc znaleźć ujścia. Stawałem się tą paskudniejszą wersją siebie, którą rzadko pokazywałem światu.
Wytarłem twarz ręcznikiem i spojrzałem na swoje dłonie.
Pazury. Znów czarne.
Z wahaniem spojrzałem na swoje odbicie i wiedziałem, że to znów się stało. Moje prawdziwe oblicze ukazało się w pełnej krasie.
Z ust wyrwało się ciche przekleństwo. Nie mogłem nikomu pokazać się w takim stanie.
-Na pewno wszystko jest OK?- Zapytał zza drzwi Kosa.
-Wszystko gra- skłamałem.
}{
Następne kilka nocy spędziłem przy Judith i jej Strażniku.
Ochroniła go, choć nie do końca wiedziała, kim jest, a on.. Połamał skrzydła, chroniąc ją przed jeszcze większą krzywdą.
-To ja jestem jej krzywdą- powiedziałem półgłosem do swoich myśli i przechyliłem do ust kolejną butelkę whisky.
-Nieprawda, Demonie. Ona cię kocha- ten głos sprawił, że zakrztusiłem się trunkiem i wyrzuciłem z siebie oryginalną wiązankę przekleństw.
Castiel nadal był nieprzytomny, a ja- pierwszy raz od dawna- bałem się odwrócić i poznać twarz mówiącej do mnie kobiety.
Znów upiłem potężny łyk. Alkohol zapiekł w gardle dając chwilowe ciepło, które nijak nie ogrzewało i nie dawało ukojenia mojemu zrozpaczonemu sercu.
Wzory znowu zaczęły palić... 
-Magnus- poderwałem głowę słysząc ten słodki szept.
-Chciałbym, żeby to się nigdy nie wydarzyło- powiedziałem z goryczą pijąc dalej.
-Żałujesz...?- Zapytała nieznajoma.
-Nie tego, że ją poznałem. Żałuję tylko tego, że sprawiłem jej... Że do tego dopuściłem- byłem na siebie wściekły. Ten gniew doprowadzał mnie do szału: chciałem coś zniszczyć, kogoś rozszarpać. Wyładować się na czymkolwiek lub kimkolwiek, byle nie cierpieć. Nawet Wzory paliły bardziej, niż zwykle.
Kobieca postać przeszła obok i przysiadła przy śpiącym na brzuchu Castielu. Niemal wrzasnąłem widząc jej twarz.
Kobieta miała iberyjski typ urody. Lekko opaloną twarz o wąskim nosie, pełnych ustach i dużych, ciemnych oczach okalały długie do połowy pleców kakaowe loki.
Zerwałem się z krzesła wywracając je i cofnąłem się kilka kroków.
-Ra...pha...el- wyszeptałem głośno porażony niezmierzonym zdumieniem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz