-Chyba twoi kumple też zagrają, hm?- Rzucił Jack zwany Harleyowcem.
-Ciekawe ile wygram- zastanowiłem się na głos siedząc na krześle z nogami na stole bilardowym tasowałem karty.- Kto co rzuca do puli?- Sam lekkim ruchem rzuciłem zwitek banknotów z prowokującym uśmieszkiem.
Facet, który wcześniej ze mnie kpił rzucił coś półgłosem do kompana, a sam rzucił na stół kluczyki i dokumenty od wozu.
Drugi z koleżków przesunął po stole trochę wartościowej biżuterii. Wysłany po coś facet wrócił z walizką, którą otworzył.
-Na pewno chcecie pójść z torbami?- Zapytałem. Rozdawałem karty starając się nie roześmiać.
-Zobaczymy kto kogo puści w skarpetkach- zauważył koleś z walizką.
Wziąłem swoje i spojrzałem na nie uważnie. Moje pierwsze rozdanie zawsze było niefartowne...
Partyjka trwała w najlepsze. Już miałem sprawdzać kiedy do baru z rozpędu wpadł Cerber, prawie ryjąc szczęką w podłodze.
Szybkim ruchem złożyłem w dłoniach swoje rozdanie i spojrzałem nań przez ramię.
-Niezłe wejście, Simon- rzuciłem rżąc złośliwie.
-Musimy pogadać i to szybko- odrzekł podenerwowany. Wstając z podłogi otrzepał ciuchy.
-Nie widzisz, ile szmalu mam w puli? Później- oznajmiłem chcąc wytrącić go z równowagi.
-Chodzi o twoją Judith- wyjątkowo twardo sprowadził mnie na ziemię.
Mów.- Nakazałem telepatycznie.
-Sprawdzam- rzuciłem głośniej rzucając karty na stół.
Cole za bardzo węszy wokół niej. Na moje trzy psie nosy czuję, że zgadał się z tymi cholernymi Aniołami.- odparł z namysłem.
Konfident pierdolony!- Zakląłem.- Spłonie. Rozerwę go na strzępy jeśli coś jej zrobi.
Spojrzeniem zlustrowałem karty. Jak zawsze wygrałem, a pozostali gracze z trudem skrywali wściekłość z tego powodu.
-Kosa, wrócę tu jeszcze na partyjkę. Przypilnuj kasy- mrugnąłem do niego, że dostanie coś extra za przysługę.- Idziemy, Simon- dodałem wstając.
Jeden z nich zacisnął dłoń na moim palącym z bólu nadgarstku, warcząc:
-Dokąd to? Chcę się odegrać. Wyrwałem się i odwarknąłem z sykiem:
-Dotknij mnie jeszcze raz, a oberwiesz- odciąłem się lodowato. Ruchem głowy wskazałem Cerberowi wyjście.
Białowłosy wyszedł, a ja zwinąłem z puli kluczyki i dokumenty wozu, mówiąc:
-Fajna bryka, chłopie- rzuciłem do zdumionego hazardzisty i zniknąłem za drewnianymi przeszklonymi drzwiami.
}{
Jadąc ciemną i krętą uliczką Simon zauważył:
-Nie podoba mi się to, co robisz; ale wiedz, że jestem po twojej stronie, Nixon- użył mojego dawnego imienia.
-Nie sądziłem, że trzygłowy pupilek Lucyfera zacznie myśleć w ten sposób- stwierdziłem spoglądając nań spod oka.
-Bo nie myślę, po prostu chcę się pozbyć Cole'a raz na zawsze- odpowiedział przerzucając bieg.
Zapadła między nami cisza. Sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni bluzy i wyjąłem ten przedmiot.
Zawieszkę wisiorka w kształcie małego złotego serduszka z oplatającymi je misternymi liśćmi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz