poniedziałek, 28 grudnia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział X cz 2

 Bar powoli zaczynał się wyludniać, gdy znad kolejnej whiskey zapytałem Kosę:

-Byłeś kiedyś w sytuacji, gdy nie wiedziałeś, czy możesz zaufać komuś, kogo kochasz i nie mówisz tej osobie wszystkiego, bo chcesz ją chronić?- Przełknąłem kolejną szklaneczkę, krzywiąc się.

-Wiele razy, a co?- Odpowiedział unosząc brwi.

-To cholernie ssie- stwierdziłem kwaśno, obracając na barze puste naczynie. 

-Całe życie jeszcze bardziej ssie- zauważył, jakby chciał mnie w jakiś sposób pocieszyć.

Wierz mi, coś o tym wiem- pomyślałem ponuro. 

-Ta dziewczyna, którą chcesz chronić wie?- Zapytał lejąc kolejnego.

Wie- nagle z zaskoczeniem podniosłem głowę i spojrzałem mu w oczy- zaraz, nie mówiłem, że chodzi o dziewczynę-- powiedziałem obronnym tonem.

Barman zaśmiał się cicho, przepraszająco i także nalał sobie drinka, mówiąc:

-Tak to już jest w młodym wieku, Magnus- pierwszy raz od lat zwrócił się do mnie po imieniu.- Sam miałem kiedyś siedemnaście lat- dorzucił wymownie.

-Chłopaki, nie uwierzycie- odezwał się zaaferowany Harleyowiec opierając się na kontuarze.

Spojrzałem nań przeczuwając kolejne kłopoty. 

-Zaraz... Dopiero co cię widziałem, Ping-pong- zauważył marszcząc czoło w zastanowieniu.

Chwyciłem go za kurtkę i potrząsnąłem nim mocno, pytajac ostro: 

-Gdzie to było??

-Co z tobą? Masz zaniki pamięci i nie wiesz, gdzie byłeś?- Zapytał zdezorientowany.

-Gadaj co się stało- wypaliłem rozzłoszczony.

-Jesteś we wszystkich wiadomościach. Człowieku, obrobiłeś bank- powiedział nieco starszy ode mnie chłopak.

Zerwałem się sprzed baru i długo wlepiałem w niego zdumiony wzrok.

-CO TAKIEGO??- Wychrypiałem z rozszerzonymi z zaskoczenia oczami, gdy Kosa włączył TV.

-Poszukiwany to ten młody mężczyzna. Metr siedemdziesiąt dwa wzrostu, ciemnobrązowe oczy i krótkie, czarne włosy. Szczupła, atletyczna budowa ciała. Spośród znaków szczególnych świadkowie wymienili tatuaż na obu rękach i szyi, oraz czarne paznokcie- mówił dziennikarz, a w tle odtwarzano nagranie z kamer przemysłowych banku.

-Niech to szlag... To naprawdę nie ja...- zacząłem.

-Siedzi tu od kilku ładnych godzin. Chyba nie myślisz, że można być w dwóch miejscach naraz- zauważył z rozdrażnieniem Kosa.

Pijąc wpatrywałem się w kolejne nagranie z kamer i wtedy mi zaświtało. Ostatnio nie miałem czasu zastanawiać się nad tym, co robi mój...

O, jasna cholera..!

-JEFF!- Warknąłem upuszczając szklankę.

Kosa i Harleyowiec wymienili zdziwione spojrzenia.

-Kim jest ten cały Jeff??- Zapytał ostrożnie ten ostatni. 

-To mój brat bliźniak- odpowiedziałem zakładając czarną kurtkę, szybko wypadłem z baru i zakładając kaptur czarnej bluzy ruszyłem szybkim krokiem chodnikiem. 

Od tamtego wieczoru, gdy Judith prawie przeze mnie nie zginęła, jedynym miejscem, gdzie potrafiłem w spokoju myśleć był cmentarz. Przeskoczyłem kutą bramę i wchodząc na teren nekropolii wsunąłem dłonie w kieszenie i ruszyłem na spacer. 

Wiedziałem, że skoro nie mówię jej zbyt wiele, może uwierzyć, że okradłem ten cholerny bank, a co gorsze (i o tym nie chciałem nawet myśleć) Jeff odbierze mi ją i skrzywdzi. 

-Ale jak mam dowieść swojej niewinności?- Zapytałem szeptem samego siebie. 

Rozsądek nakazywał mi szybką ucieczkę. Natomiast instynkt i wrodzona arogancja chciały walki o honor. Pomiędzy nimi pojawiła się mgła strachu, że nikt mi nie uwierzy. Mimo, że byłem popularny, nie trzymałem się z nikim z klasy, poza Judith. Nikt również nie wiedział, że mam brata bliźniaka, który łatwo może się mnie pozbyć, wrabiając mnie w jakiekolwiek przestępstwo... 

-Co mam uczynić, Ojcze..?- Szepnąłem z nadzieją patrząc w pogodne, rozgwieżdżone niebo; choć wiedziałem, że On mi nie odpowie. 

Judith Church, uczennica liceum.

Zakochana w demonie.

Przysiadł na jednym z grobów na odległym końcu cmentarza i biorąc w dłoń czerwony znicz z krzyżem wpatrywał się w płomień, który rzucając zza szkła przytłumiony czerwonawy blask na jego bladą twarz, jeszcze bardziej uwydatniał jego ostre, przystojne rysy, które nagle stały się jeszcze ostrzejsze. 

-Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę- mruknął do siebie, wpatrując się w znicz pogrążony w myślach.- Ale który z nas zbiera burzę..?- Szepnął z rozpaczą.- ONA nigdy mi nie zaufa.. Jestem demonem... 

Magnus Angel

ex-Serafin 

Demon szóstego Kręgu Piekieł zakochany w Śmiertelniczce 

Ojcze, jestem pieprzonym demonem. 

PRZEGRAŁEM. 

Przegrałem całe swe życie... 


I kogo mam błagać o miłosierdzie? O litość? 

O MIŁOŚĆ...? 

Jud, kochanie...

Dzięki Tobie poznałem nie tylko uczucie, którym mnie darzysz, ale i to, że zawsze walczysz.

Nie walcz o mnie. Nie zasłużyłem sobie na to, nie jako demon- jako ktokolwiek. 

Skarbie, błagam... Odpuść mi i pozwól...

ODDAĆ ZA CIEBIE ME DEMONICZNE ŻYCIE... 

Kocham

Magnus. 

PS. Wybacz mi to wszystko... 

Długo patrzyłem na liścik w swojej dłoni, zastanawiając się, czy powinienem tak to załatwiać... Zupełnie nagle dłoń, w której trzymałem karteczkę rozbłysła ogniem i patrzyłem jak ta powoli zmienia się w popiół. 


Przez następne dwa tygodnie było mi ciężko. Na każdym kroku czułem się osaczony, a każde napotkane przeze mnie na ulicach spojrzenie zdawało mi się oskarżycielskim. Poza tym czułem w sobie przeogromną pustkę, bo tęskniłem za Judith. 

Kolejny raz przystanąłem w ciemnej i obskurnej, bocznej uliczce i wyciągnąłem z kieszeni komórkę. Wciskając boczny przycisk, przesunąłem palcem po ekranie robiąc wzór, a wyświetlacz zajaśniał, obwieszczając mi: 

"Masz 15 nieodebranych połączeń" oraz "Masz 7 nowych wiadomości". 

Stuknąłem palcem w pierwsze powiadomienie. Wszystkie przychodzące połączenia były od Judith. Westchnąłem ciężko i przeszedłem do sms-ów. 

Trzy ostatnie brzmiały następująco: 


Wiem, że to nie ty, tylko Jeff okradł ten bank

 Tęsknię za tobą, zadzwoń

 

Magnus, chcę ci pomóc. Bardzo za tobą tęsknię i jest mi ciężko. Chcę cię zobaczyć. 

Nie chcę dawać ci dobrych rad, ale przestań uciekać, bo możesz sobie zaszkodzić. 

Chcę cię zobaczyć, martwię się; że coś ci się stało 


Magnus muszę cię natychmiast zobaczyć. Policja była u mnie przed chwilą. 

Wiedzą, gdzie jesteś. Ktoś zgłosił, że cię widział. Uciekaj, gdziekolwiek jesteś. 

Wiem, że myślisz; że ktoś niepowołany ma ten telefon, ale świnia gdacze

Spotkajmy się w dzielnicy magazynowej, na tyłach pod magazynem 444 za pół godziny, coś wymyślę. 


Świnia gdacze. Te dwa słowa wyjątkowo rzuciły mi się w oczy, bo było związane z nimi pewne wspomnienie. Wsuwając telefon do kieszeni czarnej bluzy zapiąłem ją na zamek i zakładając kaptur zawróciłem na pięcie. Prześlizgując się wzrokiem po ludziach dostrzegłem policjanta i starając się wyglądać jak najspokojniej ruszyłem szybkim krokiem spowrotem. 

-Proszę pana!- zawołał za mną policjant, a ja zakląłem cicho i jeszcze bardziej przyspieszyłem kroku.- Stój!- Puszczając się za mną w pościg rzucił coś do trzeszczącego urządzenia. 

-Teraz to dopiero się wpakowałem- mruknąłem wlatując w kolejną ciemną uliczkę. Wyczuwając, że stróż prawa jest coraz bliżej wlazłem na kontener i wskakując doń zakopałem się w workach pełnych śmieci, zostawiając maleńką dziurkę na powietrze i, żeby obserwować wydarzenia. Funkcjonariusz zajrzał uważnie do śmietnika i zatkał nos, przeklinając soczyście. 

-No, tu by raczej nie wlazł- kopnął ze złością w blachę a ja zacisnąłem zęby, czując wibracje całego kontenera. 

Po dwudziestu minutach, gdy kroki policjanta ucichły, wyskoczyłem ze śmietnika i rozglądając się, czy nikogo nie ma w pobliżu chciałem użyć mocy, by teleportować się w miejsce spotkania, gdy nagle jakiś głos przemówił tuż za mną: 

-Poratuj biedaka paroma groszami- powiedział błagalnie, siedzący pod kontenerem, a ja aż podskoczyłem z okrzykiem. 

Brudny, cuchnący i zarośnięty bezdomny spojrzał na mnie i cofnął rękę, którą trzymał mnie za rękaw. 

-Rany, człowieku... Aleś mnie wystraszył- wyszeptałem głośno, odwracając się ku niemu. 

-Ja.. Ja nie chciałem- zaczął przepraszająco wpatrując się we mnie z nadzieją. Sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem kilka banknotów, a oczy menela zapłonęły dziwną radością lecz zanim mu je podałem, powiedziałem: 

-Nie widziałeś mnie tutaj, jakby ktoś pytał. Forsę znalazłeś na ziemi, jasne?- Zastrzegłem patrząc mu prosto w oczy. 

-Tak było, Kierowniku- oznajmił ochoczo, a ja rzuciłem w niego zwitkiem i ruszyłem szybkim krokiem z dłońmi w kieszeniach. 

Po drodze minąłem jeszcze kilku śpiących bezdomnych, więc postanowiłem otworzyć jedno z pęknięć w czasoprzestrzeni, których w mieście było od cholery. 

Nie dostrzegłem jednak, że wśród bezdomnych był ów policjant, który wcześniej mnie gonił. 

-Hej, stój!- Nakazał, a ja odwracając głowę potknąłem się o coś i wpadłem do portalu. Zanim się zatrzasnął zobaczyłem zszokowany wyraz twarzy mundurowego i dwóch żuli, których obudził błysk mocy. 

}{ 

Wyrzuciło mnie tuż za Judith, na którą wpadłem zwalając ją z nóg. 

-Złaź ze mnie, pijusie, bo ci gazem po gałach jebnę- warknęła ostro i groźnie. 

-Taa, a świnia gdacze- odparłem, do swoich myśli. Poczułem, że spięła się mocno pode mną, jakby niedowierzała lub była przerażona, że ktoś mógł złamać nasz szyfr.

Zepchnęła mnie z siebie i blokując mi ręce i nogi zsunęła mi z głowy kaptur z nieufnym wyrazem twarzy. 

Judith Church, uczennica  liceum

Zakochana w demonie

Długo wpatrywałam się w tę bladą twarz o ostrych rysach i oczach w barwie przypalonego karmelu, starając się dociec, czy to naprawdę on, a nie Jeff. Serce waliło mi mocniej, a oddech tak strasznie przyspieszył, że zaczęło kręcić mi się w głowie. Nigdy czegoś takiego nie czułam, nawet wtedy; gdy jeszcze spotykałam się z Jonathanem. Wszystko w zasięgu wzroku wirowało jak dziecięcy wiatraczek podczas wiatru. 

-Spokojnie. Oddychaj głęboko- szepnął sadzając mnie pod ścianą magazynu. Oparł mnie troskliwie o siebie i zamknął moje dłonie w swoich, po czym podmuchał na nie kilka razy pocierając je swoimi.- Przy mnie nic ci nie grozi- uspokajał mnie szeptem. 


Kiedy już ochłonęłam, przesunęłam się lekko i przycisnęłam się do jego boku. Objął mnie czule i pocałował we włosy. 

-Wolę, gdy pachniesz pastelami- powiedział szeptem. 

-Ja też nie lubię, gdy cuchniesz gnijącymi śmieciami- odparłam pociągając nosem. 

Zaśmiał się cicho. 

-Policjant mnie gonił- wyjaśnił spoglądając na mnie smutno.- Tęskniłem za tobą- wyznał odwracając wzrok i już wiedziałam, że to naprawdę on. 

Magnus niezbyt często okazywał uczucia, ponieważ miał je od niedawna. Poza tym obawiał się, że ktoś inny mógłby wykorzystać je przeciwko niemu i ogromnie go zranić. Pomimo swojej mocy demona stał się o wiele bardziej ludzki, niż był w chwili, gdy go poznałam. Był ciepły i opiekuńczy. 

-Gdzie jest Castiel?- Zapytał nagle zaniepokojony, przypominając sobie o moim aniele stróżu. 

Magnus Angel

ex-Serafin

Demon szóstego Kręgu Piekieł zakochany w Śmiertelniczce

-Wymknęłam mu się- odpowiedziała z diabelskim uśmieszkiem. 

-No, raczej nie- powiedział tuż nad nami głos Castiela, a blondi zrobiła zdumioną minę. Sfrunął z dachu magazynu i podniósł mnie do pionu, po czym zarobiłem od niego mocny policzek.- Gdzie byłeś, do ciężkiej cholery?! Mogła przez ciebie wylądować w szpitalu. Wiesz, ile nocy przez ciebie przepłakała??- Warknął potrząsając mną z wściekłością w oczach. 

-Cas, ja nadal tu stoję- upomniała Jud lecz anioł nawet na nią nie spojrzał. Wpatrywał się we mnie, mrużąc oczy rozwścieczony. 

-Chciałem ją chronić. Dobrze wiesz, że Jeff chce...- zacząłem, ale przerwał mi, mówiąc: 

-I ZNISZCZY CIĘ POPRZEZ MOJĄ PODOPIECZNĄ- syknął z gniewem- A mnie razem z tobą, ty brudny Pasożycie- Oznajmił lodowato. 

-Cas, przestań!- Prychnęła rozgniewana Judith, nerwowo poprawiając czapkę. Nie lubiła stawać pomiędzy nami, bo wtedy czuła się bardzo rozdarta. 

-Liczyłem, że Jeff podąży za mną i da jej spokój- powiedziałem, czym chyba doprowadziłem Castiela do jeszcze większej furii, bo aż się zatrząsł. 

-On nie zawsze musi robić to, co sobie chce jaśnie pan Magnus. Narażasz moją Podopieczną na niebezpieczeństwo ze strony tobie podobnych plugawych Pasożytów- nawarczał na mnie, a Judith znów otworzyła usta z zamiarem upomnienia anioła. 

-Nie, Judith. On ma rację- powiedziałem cicho.- Jeff nie zawsze musi postępować tak, jak sobie zamarzę i przeze mnie mógłby cię skrzywdzić- oznajmiłem z goryczą wlepiając wzrok w popękaną, betonową nawierzchnię.- Anioły i demony szykują się do wojny i brakuje jeszcze, żeby Upadli się przyłączyli. 

-Sam jestem Upadłym, gdybyś nie pamiętał- odparł wyjątkowo niezadowolonym tonem. 

-Mnie chodziło o tych, którzy mają Lennika- oznajmiłem, czując jak Judith skacze po nas oczami próbując cokolwiek z tego zrozumieć.

Przez długie minuty piorunowaliśmy się wściekłymi spojrzeniami, gdy blondynka weszła pomiędzy, siłą rozdzielając nas obu, domagając się jakichkolwiek wyjaśnień. 

-Skarbie- zacząłem kręcąc odmownie głową. 

-Chcę wiedzieć- oznajmiła zdecydowanym tonem. 

Spojrzałem z nadzieją na Castiela, przekazując mu błagalnym wzrokiem, żeby spróbował przemówić jej do rozsądku. Obaj wiedzieliśmy, że każda wiedza związana z naszym światem może sprowadzić na nią niebezpieczeństwo. 

Jednakże nie miałem pojęcia, że powinienem przygotować się na najgorsze.  


 


czwartek, 16 lipca 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział X

Dzwonek jeszcze nigdy nie wydobywał z siebie tak czystego i pięknego dźwięku, ani nie pulsował światłem tak miarowo.
Odwróciłem się spowrotem ku blondynce. Klejnot, zamiast zwieszać się z szyi, unosił się na łańcuszku, a oświetlające tę twarz światło igrało w tych pełnych niewinności oczach, których rzęsy kładły cienie na policzkach dziewczyny.
-Zgaśnij- szepnąłem wpatrując się w klejnot, ale przedmiot przestał być mi posłuszny.
-Co się dzieje..?- Zapytała niepewnym i przestraszonym tonem.
-Nie wiem- sięgnąłem po Dzwonek. Błyskawica Mocy wystrzeliła z kryształu parząc mnie w dłoń, zanim zdążyłem cofnąć rękę.- Nie słucha mnie...
-Jak Dzwonek może nie słuchać Demona?- Wypaliła z rozszerzonymi ze zdumienia oczami Judith.
-Może, jeśli całkowicie go nie sprofanowałeś- odpowiedział znajomy głos zza okna.
Ruchem dłoni machnąłem w stronę zasłony, która ze zgrzytem odjechała na bok. Za otwartym oknem wisząc w próżni stał Jeff.
-Lucy namówił cię, żebyś mnie śledził?- Zapytałem nie ukrywając niechęci.
-Lucyfer o niczym nie wie. Poza tym wrócił do Piekła- odparł mój bliźniak. Na jego szyi wisiał identyczny Dzwonek z tym, że kryształ posiadał śliwkową, niekiedy niemal czarną barwę.
-Twój jest inny- zauważyła Judith zanim zdążyłem się odezwać.
Jeff zachichotał złośliwie.
-Nie jest mój. Jeszcze nie- odparł wesoło siadając w wyluzowanej pozie w powietrzu.
Dopadłem do okna warcząc z gniewem:
-Komu go ukradłeś?!.
-Źle kombinujesz. Zapytaj inaczej- rzucił z zagadkowym uśmiechem.
-Nie mam nastroju na zgadywanki- odciąłem się.
-Ale ja mam- odszczęknął się zimno. Wiedziałem, że lepiej zagrać w tę jego pieprzoną gierkę, zanim się wkurzy i zrobi coś okropnego.
Mój brat był nieobliczalnym i pozbawionym skrupułów ex Cherubinem, oraz "urodzonym" zabójcą służącym wcześniej pod komendą Azraela. Nie łączyła już nas żadna emocjonalna więź i mógł posunąć się do wszystkiego, by zrobić mi na złość, albo skrzywdzić kogoś, na kim by mi zależało. Nienawidził mnie, bo pierwotnie to on miał służyć w regimencie Mika'ela i sądził, że to wszystko moja wina, że doszło do dziwnego obrotu spraw.
-Kogo zabiłeś, żeby Go przejąć na własność?- Zadałem inne pytanie.
-Na razie nikogo. Próbuj dalej- zachichotał znowu Jeff.
Westchnąłem z pasją. Jeff był niezwykle irytujący. Przymknąłem na chwilę oczy, starając się skupić.
-Podtrułeś demona?- Zapytałem znów, idąc tym tropem.
-Blisko, blisko- rzucił z aprobatą.- Próbuj dalej, braciszku.
-Znam go?- Pytałem dalej, a Judith obserwowała nas obu, usiłując zrozumieć, o co tu chodzi.
-Mógłbym potwierdzić, ale zdaje mi się, że nie bardzo- odparł wymijająco.
Zastanowiłem się głębiej. Wiedziałem, że w pewnym sensie jestem blisko rozwiązania zagadki. Zaryzykować i zadać kolejne pytanie, czy odpuścić i spróbować odgadnąć imię posiadacza niemal czarnego Dzwonka...?
Wtedy coś sobie przypomniałem. Mieszkając z Cole'em nigdy nie widziałem, jaki kolor ma kryształ na jego wisiorze.
-Ale to niemożliwe- mruknąłem do siebie w zastanowieniu.
-Tik. Tak. Tik. Tak- drgnąłem słysząc niecierpliwy ton głosu Jeff'a.
-To musi być Dzwonek Cole'a- oznajmiłem udając pewny ton.
Skrzywił się. Czyżbym wygrał?
-Nie widziałeś klejnotu tego śmiecia- wyraził się pogardliwie o muskularnym brunecie.
-I co z tego?- Zakpiłem.
Wzruszył ramionami i rozpłynął się w powietrzu.
-Co to miało być? Czego on od ciebie właściwie chce, Magnus?- Zapytała nieco przestraszona Judith, a Dzwonek po chwili zgasł i przestał wydawać dźwięki.
-Obiecaj mi, że w żaden sposób nie zbliżysz się do Jeff'a- powiedziałem cicho.
-Dlaczego?? O co chodzi? Czemu nie chcesz mi nic powiedzieć???- Tym razem wpatrywała się we mnie autentycznie przerażona.
-Po prostu mi to obiecaj- odpowiedziałem z naciskiem biorąc Judith za ramiona.
-Nie, dopóki nie dowiem się, co jest grane, Magnus.!- Syknęła i wyrwała się z moich rąk.
Odwróciłem się i bez słowa wskoczyłem na zewnętrzny parapet okna. Byłem zły i czułem się przez nią zraniony, bo uważałem, że mi nie ufa.
-Magnus. Zaczekaj- zaczęła chwytając mnie za mankiet bluzy.
Przystanąłem na tym oknie i wbiłem wzrok w mrok nocy, stojąc z profilu na chwilę zwróciłem spojrzenie ku tym oczom, a potem zeskoczyłem z parapetu i pobiegłem w stronę drogi do centrum miasta.
}{
Czasami chciałbym zrozumieć, z jakiego powodu Judith jest tak uczuciowa..
Ja sam dopiero poznałem, czym są ludzkie uczucia i starałem się używać ich bardzo ostrożnie. Nie posiadałem ich jako demon, bo nie były mi do niczego potrzebne. Teraz jednak zaczynałem nie tyle się z nimi oswajać, co rozumieć jak umiejętnie i okrutnie mógłby je wykorzystać do swoich celów Jeff.
Zamyślony pchnąłem drzwi Granicy i chwilę potem siedziałem nad szklaneczką whisky, pogrążony w myślach.
-Wszystko gra, Ping-pong?- Zapytał powoli Kosa.
Spojrzałem na barmana niechętnie znad brzegu naczynia.
-Nie- odpowiedziałem krótko i zwięźle, nie mając ochoty rozwijać tematu upiłem kolejny łyk mocnego trunku.
-Chcesz o tym pogadać?- Kosa oderwał się na moment od wycierania kufli i spojrzał na mnie tak samo, jak ongiś w Niebie Ojciec patrzył na Lucy'ego.
-Sam nie wiem, czy chcę się komuś zwierzać- wzruszyłem ramionami niepewnym gestem.
-Spoko. Jak zmienisz zdanie, to wal jak w dym- rzucił krótko układając kufle i szkło pod kontuarem.
}{

piątek, 10 lipca 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział IX (cz 6)

Przez jakiś czas wpatrywałem się w Judith, zastanawiając się, czy naprawdę mówi to wszystko szczerze. Gdyby to mnie się to przytrafiło; byłbym wściekły na osobę, która tak mnie wystawiła. I ten ciążący mi na duszy żal...
-Nie powinienem się do ciebie zbliżać- zacząłem cicho.- Masz przeze mnie tylko kłopoty i w ogóle- odwróciłem się do niej plecami, żeby nie zobaczyła moich uczuć i już robiłem krok, by odejść, ale Ona...
Ona zupełnie niespodziewanie znalazła się przy mnie i oplotła mnie ramionami przyciskając się do moich pleców. Początkowo chciałem się wyrwać z jej rąk, ale potem zrozumiałem, że mógłbym ją tym jeszcze bardziej skrzywdzić.
Moje najdroższe Sacrum...
-Dlaczego taki jesteś...?- Zapytała na równi zdenerwowanym i płaczliwym tonem nie wypuszczając mnie z rąk.
-Jaki?- Ogromnie się starałem, żeby mój głos brzmiał obojętnie, ale z miernym skutkiem.
-Taki... Taki zimny i skryty!.- Wybuchnęła ze złością.
Wtedy usłyszałem dźwięk Dzwonka, a pokój oświetliło fioletowe światło.

środa, 26 lutego 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział IX (cz 5)

Zauważyłam, że Magnus przygląda się Jeff'owi nieufnie.
-Nie sądziłem, że kiedyś powiem coś takiego, ale miło mi poznać- Jeff uśmiechnął się czarująco.
-Lucyfer trochę mi opowiedział o tobie.
-To znaczy, co powiedział?- Zapytałam trochę zbyt szybko.
-Stwierdził, że Nixon jest zadurzony w tobie po uszy- stwierdził, a Magnus aż zadrżał ze złości. Zawsze się wkurzał, kiedy ktoś nazywał go dawnym imieniem.- Oby nie było kłopotów w raju- Jeff uśmiechnął się dziwnie.
Nawet nie dostrzegłam jak Magnus sięgnął po pustą kwadratową butelkę i zamachnął się mocno. Jeff oberwał, a Lucy wyparował złośliwym śmiechem.
-Stary, dobry Nixon- powiedział dusząc się z wesołości.
-Oddam ci!- Warknął Jeff. W porywie adrenaliny zerwałam się i zanim zdążył zrozumieć, co się dzieje dostał soczystą lufę w dziób, po której cofnął się chwiejnie, mrugając w oszołomieniu.
Raphael i Lucyfer aż gwizdnęli z podziwu, a mój chłopak gapił się zdumiony.
-Niezły strzał, Judith- pochwalił czarnowłosy Magnus.
-Dzięki- rzuciłam uśmiechając się jak aniołek.
-Rozszarpię cię- Jeff był wściekły. Odbiłam i zdejmując z haków kij bejsbolowy...
-Uuu... Uzbrojona, niebezpieczna i strasznie sexy!- Skomentował wysoki facet z tacą w rękach.
-Spadaj, Harleyowiec- odparował Magnus przewracając oczami.
-Nieładnie przerywać taką ładną bójkę- burknął Jeff.
-Na dziewczynę z łapami? Nie masz honoru, łajzo- oznajmił Harleyowiec, nie zaszczycając go spojrzeniem położył tacę na stoliku.
Zanim zdążyłam go ostrzec, trzydziestolatek wykorzystał jakiś chwyt i kilka chwil potem Jeff wylądował z hukiem na podłodze przygnieciony kolanem do podłoża i z ręką wykręconą w tył.
}{ 
Trzy tygodnie później. 
-Jak tam w więzieniu?- Zapytał Magnus Bezszelestnie wskakując przez okno.
-Ujdzie- odpowiedziałam odkładając na bok szkicownik i ołówek.- A tobie, jak idzie niańczenie brata?- Wiedziałam, że nie lubił, gdy poruszałam ten temat.
-Szkoda, że dowiedziałaś się w ten sposób..
-Słowo "przepraszam" byłoby zdecydowanie prostsze- odezwał się Castiel z pufa. 
A propos Castiela: byłam jedyną ludzką istotą, która widziała swojego Stróża. Poza mną nikt nie mógł go zobaczyć, bo jak sam wyjaśnił: to zachwiałoby równowagę między światami ludzi i Aniołów.
-Udław się, Aniołku- prychnął Magnus z tą swoją arogancją.- Jak twoje...- urwał.
Miałam wrażenie, że nadal winił się o wydarzenia tamtego wieczora.
-Prawie się zagoiły. Naprawdę wszystko jest ok- starałam się go pocieszyć, ale chyba odniosłam skutek odwrotny do zamierzonego, bo czarnowłosy skrzywił się jakby zjadł połówkę cytryny.
-Byłem cholernie nieostrożny. Przeze mnie... 
Magnus Angel. 
Demon Szóstego Kręgu Piekieł. 
Ex-Archanioł zakochany w Śmiertelniczce. 
-Gdybym miała zrobić to samo drugi raz, nie zawahałabym się, rozumiesz?- Przerwała mi zrywając się z łóżka. Podeszła i objęła mnie mocno.- Nie zawahałabym się- zapewniła całując mnie za uchem. Pachnąca kwiatem czarnego bzu zdawała się być jeszcze bardziej nieuchwytna, niż zwykle. Jak zbłąkany elf, którego nie można złapać.
Niepewnie podniosłem ręce i objąłem ją bardzo delikatnie, by nie urazić jej poranionych pleców.
-Mój słodki Aniele, dlaczego tak?- wyrwało mi się zza warg.
Odsunęła się lekko, a te dwie kule przypominające barwą łupiny laskowego orzecha, wbiły się w moje. Tę owalną twarz rozjaśnił lekki uśmiech.
-Bo mi na tobie zależy- czasami dziwiło mnie, jakim cudem ludzie tak zwyczajnie okazują uczucia.
-Dlaczego?- Nie potrafiłem tego zrozumieć. Tyle wycierpiała przeze mnie i nadal była taka sama, jak przy pierwszym spotkaniu. Pogodna i nieco beztroska.
Roześmiała się perliście, jakbym popełnił jakąś drobną gafę.
-Jesteś dla mnie ważny, głupolu- wyznała szczerze chichocząc. Dźwięk jej śmiechu sprawiał, że było mi trochę lżej.
-Przestanę przeszkadzać. Poszwendam się po mieście, czy coś- Castiel, jak zawsze swoje. Nadal mi nie ufał, więc przynajmniej jedną rzecz została po staremu.
-Castiel- rzuciłem za nim.
-Haa?- rzucił obracając głowę przez ramię.
-Nie wpadnij w kłopoty- w sumie nie wiem, czemu to powiedziałem.
-Dobry żart, Demonie- skwitował odchodząc, a po chwili rozpłynął się w powietrzu. 

Demon, Ona i Ja Rozdział IX (cz 4)

Judith obserwowała mnie zaskoczona. Z drżącymi wargami i otwartymi szeroko oczyma wydawała mi się jeszcze piękniejsza.
Czułem też zdziwienie Castiela, choć nie mógł spojrzeć w moim kierunku; a Raphael...
Raphael poruszała ustami jak ryba wyciągnięta z wody. Odstawiłem whisky i odwracając się w jej stronę spojrzałem spokojnie na anielską siostrę.
I wtedy zarobiłem od niej w twarz.
-Za co tym razem?- Zapytałem obojętnie, lecz zanim zdążyła udzielić mi jakiejkolwiek odpowiedzi do środka wszedł...
Lucyfer.
-Jeszcze jego tu brakuje- skomentowała słabym głosem blondynka.
Wyższy ode mnie, kasztanowowłosy spojrzał z rezerwą na Archanioł.
-Kogo tu mamy? Nasza siostrzyczka łaskawie zstąpiła z Niebios- zauważył drwiąco.- Zastępujesz Gabriela w roli dzieciaka na posyłki?- Rzucił z wytrącającym z równowagi uśmieszkiem na wargach.
-Racz się do mnie nie odzywać, jeśli łaska- odrzekła Raphael wyniośle nie zaszczycając Lucyfera ani jednym spojrzeniem.
-A ty racz pilnować swego młodszego brata, skoro już cię tu Przysłał- odciął się wyjątkowo złośliwie.
Raphael wydęła pełne usta, na których pojawił się ironiczny uśmiech.
-Powiedział ten, który nie potrafi zapanować nad swoim Placem Zabaw- skomentowała zgryźliwie Archanioł.
-O co chodzi, Lucy?- Postanowiłem przerwać rodzinne utarczki, zanim przerodzą się w bójkę.
Lucyfer odpuścił.
-Jesteś wyjątkowo zajęty swoją Śmiertelniczką, skoro nie wiesz, Magnus. W Piekle aż huczy. Nie tylko od plotek na twój temat.- Musiał nagle coś sobie przypomnieć bo zwrócił się do ciemnookiej- aha! Słyszałem, że kilku Stróżów zbuntowało się z jej powodu- ruchem głowy wskazał Judith, a Raphael aż zatrzęsła się z gniewu.
-Jak to z mojego powodu?- Zapytała na równi zaskoczona i zaciekawiona blondynka.
Judith Church, uczennica liceum. 
Zakochana w demonie. 
-Żaden człowiek nie jest zdolny zmienić Demona, a jednak tobie się to udało- odezwał się głos podobny do głosu Magnusa.
Zza Lucy'ego wyszła idealna kopia Magnusa o identycznych rysach i budowie ciała, lecz czarne włosy były odrobinę dłuższe, a karmel jego oczu o pół tonu jaśniejszy.
-Co jest grane?- Wypaliłam oszołomiona, upewniając się, czy Magnus stoi tam gdzie stał. Nie zmienił swojego położenia i sam wpatrywał się w swoje niemal lustrzane odbicie.
-Jeff. Wyjebali cię z Domu?- Zapytał Magnus.
Tamten prychnął ostentacyjnie.
-Sam odszedłem- oznajmił wyluzowanym tonem.
-Magnus, kim on jest?- Zapytałam z lekkim wyrzutem.
-No, powiedz swojej ulubienicy- zarechotał Jeff. Widziałam, że Lucyfer także wstrzymywał się od śmiechu.
-To Jeff, mój brat bliźniak- oznajmił niechętnie Magnus.

wtorek, 25 lutego 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział IX (cz 3)

Raphael przysiadła przy Judith i przesunęła palcami po jednej z ran wyżłobionych anielskimi ostrzami, lekko przypalonych na krańcach.
Judith gwałtownie otworzyła oczy, z których wyjrzał ból.
-Mogę uleczyć oboje, ale Ona zapomni o tym, że Magnus Angel kiedykolwiek istniał- oznajmiła Archanioł patrząc mi w oczy.
Otworzyłem kolejną butelkę i przechyliłem ją do ust.
-Nie mogę i nie będę decydował za Judith- odparłem wpatrując się w podłogę.
-Wiesz, że wypowiadasz nam wojnę? Jesteś tego świadom?- Zapytała niechętnie Raphael.
-Wiem, ale nie mogę inaczej. Zrozum to- delikatnie otarłem łzy bólu z tych oczu.
Ciemnooka w milczeniu obserwowała, jak zajmuję się ranami obojga.
-Magnus- podniosłem głowę znad pleców Judith i spojrzałem na jedną ze swych anielskich sióstr- czy ty...? Czy naprawdę czujesz coś wobec tej Śmiertelnej??- Zapytała nagle wstrząśnięta.
-Ona nie jest zwyczajną Śmiertelną- powiedziałem cicho- Judith jest moim Sacrum.
Raphael z rozdziawionymi ustami cofnęła się od nas, a jej oczy miały wyraz głębokiego szoku. Castiel ocknął się i jęknął zdumiony, a Judith nie potrafiła wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
-T-to nieprawda... Nieprawda- powiedziała Archanioł z przerażeniem.- Ty masz serce z kamienia. Żaden Demon nie jest zdolny do... TY KŁAMIESZ, NIXON!.
-Nie kłamię- oznajmiłem cicho i spokojnie.- Judith jest Moim Cudem. Gdyby tak nie było, nie pozwoliłbym jej nosić Dzwonka.- Dodałem prostując się.
-Ty chcesz tylko jej duszy. Niczego więcej- rozwścieczona i nakręcona zaczęła rzucać we mnie oskarżeniami.
Westchnąłem ciężko, próbując uspokoić nerwy. Nic z tego, doszedłem do niej i chwytając za ubranie potrząsnąłem mocno ciemnooką.
-Ona jest inna i dobrze o tym wiesz, Raphael!- Powiedziałem przez zaciśnięte zęby, odpychając ją od siebie.- Dzięki Judith... Zrozumiałem, że jako Demon idę donikąd. Wiesz w ogóle, co znaczy "donikąd"??- Zapytałem. Wpatrując się w odbicie w szybie szafki dostrzegłem, że znów przybrałem swoją demoniczną formę.- To znaczy, że bez niej jestem nikim- wyznałem zupełnie szczerze.
Judith zerwała się z łóżka i zaciskając zęby wczepiła się w spód łóżka i usiadła, a ja czułem na sobie Jej pełen niedowierzania wzrok.

sobota, 22 lutego 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział IX (cz 2)

Raphael.
Butelka wypadła mi z ręki, a ja w akompaniamencie tłuczonego szkła krzyknąłem z niedowierzania.
Szybkie kroki. W otwartych drzwiach stłoczyło się kilku bywalców Granicy, w tym sam właściciel.
-Wszystko gra, Ping-pong?- Zapytał blondyn o ksywie Petarda.
Raphael zaciekawiona do kogo młodzieniec mówi rozejrzała się.
-Spoko- oczami zapytałem, czy ją widzą. Potwierdziła.- Nie spodziewałem się znajomej po prostu- dodałem zaskoczony.
-Narobiłeś niezłego strachu, chłopie- rzucił Petarda, a reszta roześmiała się zgodnie.
Uśmiechnąłem się blado, a faceci odeszli.
-Ping-pong? Nie znają twojego imienia?- Zapytała zdegustowana ciemnooka.
-Znają, ale tutaj wszyscy mają jakieś przezwisko- wyjaśniłem wzruszając ramionami.- Czego chcesz?- Zapytałem przechodząc do sedna sprawy.

czwartek, 20 lutego 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział IX

Godzinę później. Bar Granica.
Castiel słaniał się na nogach, a gdy weszliśmy potknął się o własne nogi i wpadł na stoliki przestawiając kilka.
Judith była nieprzytomna i bardzo blada, co cholernie mnie niepokoiło.
-Kosa, to tylko ja. Wyłaź- w ostatniej chwili szybkim ruchem odtrąciłem rękę karciarza, który ze mną przegrał. Choć stało się to niedawno, zdawało mi się, że od tej partyjki minęły całe wieki.
-Castiel, wstawaj- z trudem podniosłem wyższego od siebie i tęższego Anioła po czym powlokłem go ze sobą.
Kosa wyszedł z zaplecza.
-Ping-pong, na litość boską: co ci się stało??- Wypalił w głębokim zdumieniu.
-Powiedz jeszcze raz o Bogu, a rozpierdolę ci łeb- nadal rozmyślałem i obarczałem się winą za to wszystko.
Kurwa.
Jak mogłem dopuścić do tego, żeby ktoś JĄ skrzywdził? Zranił?
-A ten twój kumpel?- Zapytał zaskoczony.
-Simon nie wróci- odpowiedziałem zimno.- Idziemy.
-Chcę się odkuć- Karciarz złapał mnie za ramię. Obróciłem się na pięcie i wprowadziłem kopa. Odbił się od jednej z belek podtrzymujących strop, a jego dwaj kumple podbiegli sprawdzić, czy nic mu nie jest.
-Nie dziś, wynocha stąd- warknąłem lodowato.
-Lepiej to zróbcie, zanim całkiem się wkurwi- poradził "Harleyowiec".
-Dorwiemy cię- zagroził niższy z trójcy.
Delikatnie ułożyłem Judith na stole bilardowym i podszedłem do niego. Stanąłem tuż przed facetem i spojrzałem mu w oczy zdejmując czarną bluzę.
-Nie chcesz mnie drażnić, wierz mi- oznajmiłem z groźbą, nadal patrząc mu w twarz.
Chwycił mnie za podkoszulek i podniósł lekko w górę.
-Jesteś tylko cholernym gówniarzem!
Wtedy zapadła kompletna cisza. Ledwie słyszałem oddechy zgromadzonych w barze ludzi, jakby wszyscy na chwilę je wstrzymali.
-Powtórz to, ty żałosny, próżny, niemoralny, chciwy, pierdolony śmieciu- zasyczałem przez zaciśnięte zęby, na ułamek sekundy pokazując mu lazurowe, tygrysie ślepia mojego drugiego oblicza.
Puścił mnie i odsunął się ze strachem w oczach.

Na górze skierowałem się do łazienki i spojrzałem na swoje odbicie w przybrudzonym, małym lustrze nad umywalką.
Ślad zaschniętej krwi ciągnął się od grzbietu nosa po podbródek.
Uderzyłem obiema dłońmi w boki umywalki, próbując wstrzymać wrzask bezsilnej furii. Czułem się winny- BYŁEM WINNY tego, co się stało.
Powoli podniosłem lewą rękę i syknąłem dotykając nią złamanego nosa. Zaciskając zęby szybkim ruchem nastawiłem go sobie, choć podczas tej czynności zza moich warg wydostał się skowyt bólu.
-Ping-pong, wszystko gra?- Zapytał nieco zaniepokojony Kosa.
-Nic mi nie jest- odparłem po chwili i odkręciłem kran..
Zmywając z twarzy krew obserwowałem coraz bardziej widoczne sine kręgi pod oczami. Moc znów kłębiła się w moim ciele, nie mogąc znaleźć ujścia. Stawałem się tą paskudniejszą wersją siebie, którą rzadko pokazywałem światu.
Wytarłem twarz ręcznikiem i spojrzałem na swoje dłonie.
Pazury. Znów czarne.
Z wahaniem spojrzałem na swoje odbicie i wiedziałem, że to znów się stało. Moje prawdziwe oblicze ukazało się w pełnej krasie.
Z ust wyrwało się ciche przekleństwo. Nie mogłem nikomu pokazać się w takim stanie.
-Na pewno wszystko jest OK?- Zapytał zza drzwi Kosa.
-Wszystko gra- skłamałem.
}{
Następne kilka nocy spędziłem przy Judith i jej Strażniku.
Ochroniła go, choć nie do końca wiedziała, kim jest, a on.. Połamał skrzydła, chroniąc ją przed jeszcze większą krzywdą.
-To ja jestem jej krzywdą- powiedziałem półgłosem do swoich myśli i przechyliłem do ust kolejną butelkę whisky.
-Nieprawda, Demonie. Ona cię kocha- ten głos sprawił, że zakrztusiłem się trunkiem i wyrzuciłem z siebie oryginalną wiązankę przekleństw.
Castiel nadal był nieprzytomny, a ja- pierwszy raz od dawna- bałem się odwrócić i poznać twarz mówiącej do mnie kobiety.
Znów upiłem potężny łyk. Alkohol zapiekł w gardle dając chwilowe ciepło, które nijak nie ogrzewało i nie dawało ukojenia mojemu zrozpaczonemu sercu.
Wzory znowu zaczęły palić... 
-Magnus- poderwałem głowę słysząc ten słodki szept.
-Chciałbym, żeby to się nigdy nie wydarzyło- powiedziałem z goryczą pijąc dalej.
-Żałujesz...?- Zapytała nieznajoma.
-Nie tego, że ją poznałem. Żałuję tylko tego, że sprawiłem jej... Że do tego dopuściłem- byłem na siebie wściekły. Ten gniew doprowadzał mnie do szału: chciałem coś zniszczyć, kogoś rozszarpać. Wyładować się na czymkolwiek lub kimkolwiek, byle nie cierpieć. Nawet Wzory paliły bardziej, niż zwykle.
Kobieca postać przeszła obok i przysiadła przy śpiącym na brzuchu Castielu. Niemal wrzasnąłem widząc jej twarz.
Kobieta miała iberyjski typ urody. Lekko opaloną twarz o wąskim nosie, pełnych ustach i dużych, ciemnych oczach okalały długie do połowy pleców kakaowe loki.
Zerwałem się z krzesła wywracając je i cofnąłem się kilka kroków.
-Ra...pha...el- wyszeptałem głośno porażony niezmierzonym zdumieniem. 

niedziela, 16 lutego 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział VIII (cz 4)

Upadając na twardy kamień usłyszałem kilka trzasków i odczułem rozrywający ból w łopatkach, a z moich ust wydostał się skowyt cierpienia.
Magnus zwrócił wzrok w naszą stronę... Ostatkiem sił zdołał odepchnąć Archanioła i pojawił się tuż przede mną.
-Masz połamane Skrzydła...- Zaczął z trwogą.
-Ona powinna cię obchodzić bardziej, niż jakiś tam Anioł- mimo trudnego położenia próbowałem mu się wyzłośliwiać.
Magnus odbijając atak, podciął Mikaelowi nogi i przywalił mu głownią w twarz.
-Nie jakiś tam, a Jej Strażnik- oznajmił patrząc z rozpaczą na jej zniszczoną kurtkę i koszulkę, a także pokryte głębokimi ranami plecy.
Drgnąłem. Ból mnie przytępiał. Sprawił, że stałem się odporny na działanie wszelkich bodźców z zewnątrz. Byłem tylko ja. I ból...
-Przestań chrzanić- po tych słowach chciałem dodać coś jeszcze, ale mi przerwał:
-Nie chrzanię- odparł ostro.
Lucyfer nadal nas obserwował. Podwładni Mika'ela rzucili się na Demona i wtedy do akcji wkroczył Cerber.
Trzy obślinione szczęki zaczęły gryźć i szarpać przeciwników, którzy nie rozumiejąc, co się dzieje podjęli próbę obrony przed bestią. Lucyfer wziął na siebie Razjel i Mika'ela, a Cole..
Cole usiłował zabrać Judith.
Magnus kopnął go w twarz uniemożliwiając mu ten zamiar.
-Zwiewamy!- Podniósł mnie i pchnął w kierunku bramy. Sam wziął moją Podopieczną na ręce i zaczęliśmy biec na złamanie karku.

Demon, Ona i Ja Rozdział VIII (cz 3)

Mikael zrobił unik przed wielkim psem, jednak nie zdążył osłonić się przed ostrzem w ręku długowłosego demona o ciemnobłękitnych, zwierzęcych ślepiach w przystojnej, ludzkiej twarzy.
-Drugi raz nie odrąbiesz mi skrzydeł- oznajmił zimno.
Blondyn o jasnoszarych oczach uśmiechnął się promiennie.
-Tobie nie, ale jemu... Wykonać- rzucił do swoich.
Jego wierne anioły podniosły broń... Ostatkiem sił rzuciłam się osłaniając sobą te lśniące cudowną bielą, pierzaste skrzydła i raniona ostrzami, objęłam ramionami jego szyję.
Jam jest ten, który będzie Jej strzegł. 
Do Jej ostatniego tchnienia i ostatecznego stuku serca.
Do dnia Jej Sądu. 
A moje imię: Castiel.
Ona...
Cierpi..
Bo zdecydowała się postawić na szali wszystko, żeby ochronić... 
Mnie. Anioła, który był już na skraju upadku. Który powinien upaść, bo od dawna kochał swą Podopieczną. Który czuł zazdrość.
Magnus walczył z Mika'elem. Cerber warczał i z boku atakował Archanioła, Cole i Razjel usiłowali wszystko ogarnąć, a Lucyfer...
Lucyfer stał, jakby z boku i przyglądał się, jak anioły Chóru Potęg pod bezpośrednim zwierzchnictwem Mika'ela miotają się w niepewności, nie wiedząc; co czynić.
Wtedy usłyszałem ten pełen bólu szept:
-Zawsze wiedziałam, że byłeś obok... Jakbyś był takim starszym kumplem.. Prowadziłeś mnie..- Z jej ust wyrwał się okropny wrzask udręki.- I zaprowadziłeś do kogoś... Kogo bardzo kocham- poczułem zazdrość i ukłucie ogromnego żalu.- Dziękuję...- zrozumiałem, że mówiąc to ostatkiem sił mdlała.
W sekundzie wyrwałem się i ślizgnąłem pod Judith. 
Runęła na mnie ciężka, bezwładna i taka...
Niewinna. 
Prowokująca...
Wtedy zrozumiałem, co miał na myśli ten cholerny Demon... 

Demon, Ona i Ja Rozdział VIII (cz 2)

Lucyfer nagle rozluźnił palce. Wylądowałem na podłożu i znów zaryłem twarzą w kostkę. Zabolało. Cholernie.
Judith podeszła do mnie na czworakach i odwracając mnie przytuliła do siebie mocno.

Byłem tak bardzo słaby i obolały. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułem... Judith oparła mnie o nagrobek i spojrzała na porzucony miecz. 
-Nie- chwyciłem jej palce, próbując nie pozwolić jej na głupstwo.
Judith wplotła mi palce we włosy i pocałowała mnie w czoło. Straciłem siły i wypuściłem ją.
Potem ogarnęła mnie ciemność..
Judith Church, uczennica liceum zakochana w demonie. 
 Cerber zagrodził mi drogę. Warczące trzy pary oczu wpatrywały się we mnie groźnie. Lucy był wyraźnie zaciekawiony, co chcę zrobić, a Kenneth, a raczej Mika'el rzucił do trzymających nieznanego mi lecz najprzystojniejszego anioła, jakiego widziałam:
-Odrąbcie mu skrzydła.
Poczułam oburzenie. Wewnętrzny bunt. Zdołałam ominąć Piekielnego Psa, porwać w ręce leżącą broń i rzucić się z nią na Mika'ela.
Miecz był ciężki. Rękojeść parzyła. Choć w oczach miałam łzy, zacisnęłam zęby i zaatakowałam Kenneth'a. Bez trudu odbił, ale nie poddawałam się i atakowałam go dalej. Lucy, jakby obudził się z letargu, Anioły zamarły, Cole wlepiał we mnie zdumiony wzrok, a Cerber...
Cerber, chyląc łby, zaczął warczeć jeszcze groźniej.
-Nigdy nie zrozumiem tych głupich ludzi- przemówił Lucyfer jakby do siebie.
Mika'el, choć byłam o krok, cofał się pod naporem ciosów.
-Walcz. Walcz, cholerny tchórzu!- Syknęłam. Nie wiem, dlaczego to powiedziałam.
-Te nędzne Istoty są jednak ciekawe...- zauważył Lucyfer.
I nagle ten słodki i jednocześnie chłodny głos:
-Nixon, do mnie- spojrzałam na ten nagrobek.
Magnus. Wstał. I wyciągnął rękę po swą broń. Ta, jakby słysząc głos Pana podleciała do jego ręki. Bez wahania zacisnął na niej rękę, mówiąc :
-Cerber, pójdziesz ze swym drugim Panem?- Zapytał. Demoniczny Pies zaszczekał, jakby radośnie i to słodkie, a jednocześnie bardzo wielkie i groźne bydle, podążyło za czarnowłosym Demonem.
Te lazurowe, tygrysie ślepia... Tak straszne, ale i kochane...
Nixon...
Magnus..
Nigdy nie przestanę Cię kochać..!

sobota, 15 lutego 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział VIII

Lucyfer spoglądał na Mika'ela z pełnym politowania uśmieszkiem. Podszedł do przytrzymywanej przez Razjel Judith i ujął lekko jej podbródek.
-Własność demona to własność demona i nie masz prawa jej tknąć- zwrócił się do Razjel.
-Ona nie jest niczyją własnością-warknęła rozgniewana.
-Skoro go kocha, to tak jakby była- oznajmił ze stoickim spokojem Lucy przyglądając się blondynce. Błękitne oczy błysnęły, a on pochylił się i pocałował ją namiętnie. Na ten widok z trudem zapanowałem nad sobą, jednak moja dłoń zacisnęła się mocniej na mieczu.
-Zostaw ją, Lucy- nie wytrzymałem, ale zanim zdążyłem przystawić sztych do jego gardła, Judith wyrwała się Razjel, a głowa Lucyfera odskoczyła lekko na bok. Judith wpatrzona w Lucyfera aż wrzała z wściekłości.
-Jestem jego dziewczyną, a nie twoją, padalcu- powiedziała bezczelnie.
-Padalcu? Serio?- Zapytał Lucy udając zdziwienie. Jego oczy zmieniły się w dwie czerwone kule. Nie lubił obelg, zwłaszcza, gdy lżyli go ludzie.
Jego dłoń sięgnęła w jej stronę. W ostatnim momencie odepchnąłem ją i poczułem stalowy uścisk na gardle.
Miecz wypadł mi z ręki i z trzaskiem wylądował na brukowanej alejce. Lucy był rozwścieczony do granic i przestał nad sobą panować. Archaniołowie milczeli, Castiel obserwował, Cerber skamląc ułożył się przy boku swojego pana, a Judith...
Judith szlochając prosiła, żeby Lucyfer przestał mnie dusić.

piątek, 14 lutego 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział VII (cz 4)

Blondyn uśmiechał się z kpiną.
-Gdzie twoje skrzydła, Archaniele Chóru Potęg?- Zadrwiłem z bronią we gotowości.
-Razjel, pozbądź się dziewczyny- nakazał.
W tym momencie Cerber ruszył na Razjel, a ja wskazałem ostrzem na Mika'ela.
Cole cofnął się o kolejny krok...
-Cerber, zostaw- odezwał się cichy głos.
Na jego dźwięk odwróciłem się i wbiłem oczy w idącą ku nam postać przystojnego mężczyzny o dłuższych, kasztanowych włosach i błękitnych jak lodowe dropsy oczach.
Trzygłowa bestia cofnęła się i pochyliła kufy na znak posłuszeństwa. Wyszedł z nich cichy pomruk.
-Magnus, kim on jest?- Zapytała schrypłym od krzyku głosem Judith.
-Nasz najstarszy braciszek raczył się zjawić- zauważyłem z sarkazmem.- Witaj, Lucyferze.
-Ledwo wyszedłeś na spacer, a już pakujesz się w bagno. Stary, dobry Nixon- zauważył uszczypliwie Lucy.

wtorek, 11 lutego 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział VII (cz 3)

}{
Castiel klęczał z karkiem przygiętym do ziemi trzymany przez trzech aniołów. Razjel trzymała wrzeszczącą i wyrywającą się Judith.
Kenneth nagle spojrzał na nas.
-No, no...  Wziąłeś go do pomocy, bo w pojedynkę nie dajesz sobie rady?- Zapytał z szerokim, pełnym szyderstwa uśmiechem.
-Zostaw ich, Mika'el- warknąłem.
Judith wpatrywała się w Castiela, który z rezygnacją wbijał wzrok w ziemię.
-Od kiedy to Demon kogoś broni?- Zakpił blondyn.
Nagły warkot przerwał jego wypowiedź. Castiel uniósł głowę, a Judith przestała krzyczeć i z szeroko otwartymi oczami i ustami wpatrywała się w prawdziwą formę Simona, który zmienił się w...
Olbrzymiego czarnego psa o trzech łbach i płonących szkarłatem sześciu parach ślepi. Wielkie pazury zaczęły drapać ziemię a obroże w formie łańcuchów na szyi podzwaniały upiornie. Ze wszystkich trzech kuf wydobył się mrożący krew w żyłach warkot.
-Nadawca ciemnej hańby i pies strzegący wrót Piekieł..- wyszeptała Razjel, a Cole cofnął się o pół kroku patrząc z trwożnym podziwem na Piekielnego Psa.
-Szkoda, że ktoś mnie ubiegł, bo sam pragnąłem rozkwasić ci pysk, Nixon- oznajmił blondyn zimno.
-Nie noszę już imienia, które mi Nadał; Mika'elu- odpowiedziałem lodowato poprawiając chwyt dłoni na mieczu. Powoli go uniosłem.
Byłem zdolny o nią walczyć...

poniedziałek, 10 lutego 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział VII (cz 2)

Z rozpędu przeskoczyłem kutą bramę nekropolii i szybkim krokiem podążałem jej główną alejką. Szukając wzrokiem Judith w panice omiatałem oczami teren cmentarza. Simon ruszył ku grobom za kaplicą, a mnie przed oczami przemykały wszystkie spędzone z nią chwile zamknięte w tych paru miesiącach.
Choć dla mnie, jako demona, to zaledwie krótki moment w niezmierzonym oceanie czasu, cieszyłem się; że ją poznałem. Słaniając się na nogach zacisnąłem zęby i uparcie parłem przed siebie potykając się i przeklinając pod nosem. Nie mogłem się poddać, choć Wzory na moim ciele odbierały mi trzeźwość umysłu i siły.
Z trudem dowlokłem się do jakiegoś drzewa i oparłem się o nie ciężko ramieniem.
Osunąłem się na kolana, a Moc utrzymująca mnie przy siłach zaczęła wariować. Ból był tak silny, że niemal zapierał mi dech w piersiach, które dodatkowo gniotło wzrastające z każdą sekundą uczucie niepokoju.

Oddychając ciężko podniosłem zmęczoną rękę i zacisnąłem palce na jednej z wyższych gałęzi. Spróbowałem wstać. Złamała się, a ja poleciałem jak kamień do przodu wprost na kostkę alejki. Usłyszałem trzask łamanego nosa i poczułem w ustach smak własnej krwi.
Nie mogę się poddać. 
Powoli podnoszę głowę i ocierając dłonią krew z twarzy, niezdarnie próbuję wstać. Nie po to zaszedłem tak daleko, by ktoś odebrał mi moje prywatne Niebo i...
Zrobię to. 
Wiele możnaby mi zarzucić, ale...
Dla Judith uczyniłbym wszystko, cokolwiek by rozkazała, więc...
Muszę to zrobić.
Dla Niej, bo to właśnie Ona pokazała mi Światło, którego kiedyś szukałem.
Tamto pozornie zwyczajne spotkanie w szkolnym autobusie. Możnaby powiedzieć, że pojazd i spotkanie jakich wiele- wcale nie- tamtego ciepłego dnia dosłownie wszystko stanęło na głowie i zatrzymało się w tej pozycji.
Była jedyną osobą, którą teraz mogłem bezpowrotnie utracić... Z wysiłkiem podniosłem się na nogi. Zachwiało mną mocno i oparłem się o pień drzewa z determinacją zapierając się sztywno nogami.
Nie mogłem znowu upaść, bo jeśli tak by się stało to kto by mnie podniósł?
Ja cię podniosę, przecież wiesz- zupełnie nagle moja podświadomość odtworzyła jej głos i słowa, które powiedziała podczas jednej z tych nocnych rozmów...
Z trudem stanąłem na nogi i z zaskoczeniem zarejestrowałem, że Wzory przestały palić. Byłem strasznie otumaniony, a w głowie dryfowała tylko jedna myśl.

Demon, Ona i Ja Rozdział VII

Zacisnąłem na niej dłoń, próbując uspokoić buzujące we krwi emocje.
Nawet nie wiem, kiedy przybrałem swoje demoniczne oblicze. Zrozumiałem to dopiero wtedy, gdy w bocznym lusterku dostrzegłem swoje lazurowe, tygrysie ślepia.
-Musisz być porządnie rozgniewany- stwierdził po długiej przerwie Simon wpadając w zakręt.
Zmierzyłem go spojrzeniem.
-Tak właściwie to co ty widzisz w tej dziewczynie?- Zapytał nagle zupełnie innym tonem.
-Ona jest... Cudem- odparłem w końcu, choć to określenie nie do końca gloryfikowało ją tak, jak na to zasłużyła.
-Nigdy o nikim w ten sposób nie mówiłeś- skomentował, a jego oczy zapłonęły szmaragdem. Znów skręcił i nagle zahamował gwałtownie.
Cmentarz.
Wyskoczyłem z auta, a w mojej dłoni natychmiast zmaterializował się płomień. Kiedy zgasł zacisnąłem dłoń na czarno czerwonym mieczu.
Ogarnąłem wzrokiem sytuację.

Demon, Ona i Ja Rozdział VI (cz 4)

Pół godziny i kilkanaście drinków później z kartami w dłoni zeskoczyłem z barowego stołka.
-Chyba twoi kumple też zagrają, hm?- Rzucił Jack zwany Harleyowcem.
-Ciekawe ile wygram- zastanowiłem się na głos siedząc na krześle z nogami na stole bilardowym tasowałem karty.- Kto co rzuca do puli?- Sam lekkim ruchem rzuciłem zwitek banknotów z prowokującym uśmieszkiem.
Facet, który wcześniej ze mnie kpił rzucił coś półgłosem do kompana, a sam rzucił na stół kluczyki i dokumenty od wozu.
Drugi z koleżków przesunął po stole trochę wartościowej biżuterii. Wysłany po coś facet wrócił z walizką, którą otworzył.
-Na pewno chcecie pójść z torbami?- Zapytałem. Rozdawałem karty starając się nie roześmiać.
-Zobaczymy kto kogo puści w skarpetkach- zauważył koleś z walizką.
Wziąłem swoje i spojrzałem na nie uważnie. Moje pierwsze rozdanie zawsze było niefartowne...

Partyjka trwała w najlepsze. Już miałem sprawdzać kiedy do baru z rozpędu wpadł Cerber, prawie ryjąc szczęką w podłodze.
Szybkim ruchem złożyłem w dłoniach swoje rozdanie i spojrzałem nań przez ramię.
-Niezłe wejście, Simon- rzuciłem rżąc złośliwie.
-Musimy pogadać i to szybko- odrzekł podenerwowany. Wstając z podłogi otrzepał ciuchy.
-Nie widzisz, ile szmalu mam w puli? Później- oznajmiłem chcąc wytrącić go z równowagi.
-Chodzi o twoją Judith- wyjątkowo twardo sprowadził mnie na ziemię.
Mów.- Nakazałem telepatycznie.
-Sprawdzam- rzuciłem głośniej rzucając karty na stół.
Cole za bardzo węszy wokół niej. Na moje trzy psie nosy czuję, że zgadał się z tymi cholernymi Aniołami.- odparł z namysłem.
Konfident pierdolony!- Zakląłem.- Spłonie. Rozerwę go na strzępy jeśli coś jej zrobi.
Spojrzeniem zlustrowałem karty. Jak zawsze wygrałem, a pozostali gracze z trudem skrywali wściekłość z tego powodu.
-Kosa, wrócę tu jeszcze na partyjkę. Przypilnuj kasy- mrugnąłem do niego, że dostanie coś extra za przysługę.- Idziemy, Simon- dodałem wstając.
Jeden z nich zacisnął dłoń na moim palącym z bólu nadgarstku, warcząc:
-Dokąd to? Chcę się odegrać. Wyrwałem się i odwarknąłem z sykiem:
-Dotknij mnie jeszcze raz, a oberwiesz- odciąłem się lodowato. Ruchem głowy wskazałem Cerberowi wyjście.
Białowłosy wyszedł, a ja zwinąłem z puli kluczyki i dokumenty wozu, mówiąc:
-Fajna bryka, chłopie- rzuciłem do zdumionego hazardzisty i zniknąłem za drewnianymi przeszklonymi drzwiami.
}{
Jadąc ciemną i krętą uliczką Simon zauważył:
-Nie podoba mi się to, co robisz; ale wiedz, że jestem po twojej stronie, Nixon- użył mojego dawnego imienia.
-Nie sądziłem, że trzygłowy pupilek Lucyfera zacznie myśleć w ten sposób- stwierdziłem spoglądając nań spod oka.
-Bo nie myślę, po prostu chcę się pozbyć Cole'a raz na zawsze- odpowiedział przerzucając bieg. 
Zapadła między nami cisza. Sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni bluzy i wyjąłem ten przedmiot. 
Zawieszkę wisiorka w kształcie małego złotego serduszka z oplatającymi je misternymi liśćmi. 

Demon, Ona i Ja Rozdział VI (cz 3)

Musiałem się zalać. Wzory na ciele znowu niemiłosiernie paliły, a ja miałem już tego serdecznie dosyć.
Siadając przy barze zamówiłem mocny trunek i obróciwszy się na barowym stołku obserwowałem, jak inni klienci grają w bilarda dla marnych kilku dyszek.
Okłamałem Castiela, bo w rzeczywistości czułem do Judith coś.
Coś czego sam nie pojmowałem.
Upiłem łyk ze szklaneczki. Trunek zapiekł w gardle, a w oczach pociemniało mi przez chwilę- ból narastał, a czarne smugi na rękach, torsie szyi i plecach przypominały stado pełzających ognistych węży, zadających niesamowity ból. Znosiłem to już od wieków- dzień w dzień- ale kara Ojca była bardzo dotkliwą torturą.
Upiłem kolejny łyk i skrzywiłem się mocno.
Ciągle wracając myślami do Judith.
Prowokującej mnie samym swoim istnieniem.
Ciągle usiłowałem pojąć czym jest, że sam jej widok, już od tego pierwszego dnia szkoły sprawił, że coś zatrzymało mnie w miejscu i zacząłem się wreszcie zastanawiać, czy życie Demona ma jakikolwiek sens.
Czy tym czymś były te oczy w kolorze łupiny laskowego orzecha i niewinnym nieco rozmarzonym wyrazie? A może oczarował mnie jej talent rysowniczy?
-Chyba, że rzuciła na mnie jakiś diabelski urok- mruknąłem w zastanowieniu i przechylając whisky do ust westchnąłem ciężko. Zaśmiałem się cicho do swoich myśli, uznając poprzednią myśl za kompletnie niedorzeczną, bo jak taka krucha, delikatna i niewinna osóbka mogłaby mieć coś wspólnego ze złymi mocami.?
-To samo- rzuciłem odwracając się w stronę barmana o przemiłej ksywce Kosa, który wyglądał jakby ktoś pociął mu twarz tarczą szlifierki kątowej z powodu tylu zmarszczek które zachodziły niemal jedna na drugą. Polał kolejnego, pytając z ironią:
-Nie wydaje ci się, że za dużo chlejesz, Ping-pong?- Spytał unosząc lekko brew.
W tym barze każdy stały bywalec miał określony przydomek. Uparli się na "Ping-ponga"; bo prawie ścinało mnie z nóg. Przy każdej nadarzającej się okazji piłem niemal do upadłego i wychodziłem z baru odbijając się jak piłeczka.
-Piję, bo trza korzystać z młodości--skłamałem wyluzowanym tonem podnosząc szklankę do ust.- Aha, jedna sprawa: przekimam u ciebie na tyłach, a gdyby Cole mnie szukał, powiedz, że baluje gdzie indziej- rzuciłem ciszej.
-Załatwione- odparł wiedząc, że zarobi kilka tych "zielonych papierków".
Dla mnie, jako demona, to co ludzie określali mianem pieniędzy było nic nie znaczącymi, bezwartościowymi kawałkami makulatury. W większości piłem, jadłem różne ludzkie żarcie i grałem w pokera. Dzięki mojemu kurewskiemu szczęściu bycia przeklętym oszustem, zamiast pozbywać się forsy, wygrywałem jej więcej. Starałem się być też bardzo ostrożny, bo już kilka razy miałem przez to kłopoty.
Nagle gwar rozmów i głośna muzyka ucichły jak ucięte nożem.
-Który z was to ten słynny karciarz Ping-pong?- Zapytał czyjś głos.
Rzuciłem barmanowi wymowne spojrzenie.
-Dzisiaj nie licz na partyjkę. Nie przychodzi w poniedziałki-oznajmił Kosa obojętnie.
-A ten dzieciak, który nawet nie odwróci tyłka w naszą stronę to kto?- Zapytał tamten.
Udając, że nie słyszałem piłem dalej swoje whisky. Nachalny hazardzista podszedł i usiłował złapać mnie za ramię, ale jeden z facetów brutalnie odtrącił rękę gościa.
Kątem oka dostrzegłem, że przybysz podnosi pięść do ciosu.
-Tknij go palcem, a sam połamię ci łapy- powiedziałem z groźbą nadal się nie odwracając.
-Ty? Możesz mi jedynie naskoczyć, gówniarzu- odparł kpiąco ów nieznajomy.
-Kosa, szykuj talię. Skoro chce, żebym go oskubał, to z miłą chęcią go oskubię. Jak chłopaki skończą rozgrywkę, jeszcze raz to samo- rzuciłem pewnym siebie tonem dopijając drugą szklaneczkę. Kosa polewając sięgnął pod bar i wyjął kartonik z kartami do pokera.
-Sekundujesz, czy jesteś początkującym oszustem?- Zapytał nieznajomy. Zdziwił się, gdy wokół nas rozbrzmiały złośliwe śmiechy.
Z alkoholem w palcach odwróciłem się na stołku w jego kierunku. Wszyscy zamilkli, a ja patrząc mu w oczy odparłem:
-To ja jestem Ping-pong- oznajmiłem spokojnie, pijąc bursztynowy płyn.

Demon, Ona i Ja Rozdział VI (cz 2)

Magnus znów wbił oczy w latarnię, a na jego twarzy odbiło się głębokie zamyślenie.
-Wiesz, Aniołku...? Chyba naprawdę padło mi na mózg, że 'kumpluję się' ze Śmiertelną istotą- zauważył przymykając na chwilę oczy. W ostatnim momencie, nadal z zamkniętymi oczami, zdołał zablokować moją pięść w swojej dłoni.
-Nie zasługujesz na nią, ty Pasożycie- warknąłem złością próbując zamaskować kłującą zazdrość.
Powoli uniósł powieki.
-Kto wie...? Może i masz  rację..?- Spytał leniwie się przeciagając. Zgniótł puste aluminium i trafił nim do oddalonego dwadzieścia metrów kosza na śmieci, po czym wstał i odszedł w stronę dzielnicy miasta pełnej hałaśliwych o tej porze klubów i barów...
}{
IRYTUJE MNIE TA NIEUDOLNOŚĆ I ŚWIĘTOSZKOWATOŚĆ  STRÓŻA JUDITH, CZYLI CASTIELA; DLATEGO ZDECYDOWAŁEM SIĘ  POCIĄGNĄĆ DALEJ TĘ HISTORIĘ... 
USIĄDŹCIE WYGODNIE I WEŹCIE SOBIE POPCORN (CZY CZYM WY SIĘ TAM OBŻERACIE), A PONIEWAŻ MAŁO MNIE TO W SUMIE OBCHODZI: Z GŁĘBOKIM POWAŻANIEM
Magnus Angel

Demon, Ona i Ja Rozdział VI

Magnus zjawił się w umówionym miejscu spóźniony o pięć minut.
-Musiałem zgubić Cole'a- wyjaśnił, gdy rzuciłem mu pytające spojrzenie.
-Czym jest to, o czym rozmawialiście z Cerberem?- Zapytałem krótko.
-Wiedziałem, że zapytasz- czarnowłosy nie był specjalnie zaskoczony.- Na pewno słyszałeś o "Grzechu Edenu".
-Każdy o tym słyszał i co z tego?- Zdziwiłem się.
-Znasz resztę tej historii?- Zapytał z niezdrowym zaciekawieniem, otwierając puszkę mrożonej kawy.
-Jaką "resztę"? O czym ty bredzisz?- Zacząłem z otwartymi szeroko oczami.
Pokręcił głową i zaśmiał się cicho z niedowierzaniem.
-Wiedziałem- zarechotał drwiąco.- Przypuszczałem, że niższe Anioły będą znać tylko tę mniej ważną część historii.
-O co ci chodzi, na Wszystkie Chóry?- Zniecierpliwiłem się.
Magnus rozejrzał się uważnie i po chwili gestem ręki przywołał mnie bliżej.
-Dawno temu, zanim jeszcze upadłem, pewien Stróż opowiedział tę historię Archaniołom. Była pełna bluźnierstw, co strasznie rozgniewało Mika'ela.- Oznajmił tonem przestrogi.- Nadal chcesz usłyszeć tę ważniejszą część?- Zapytał z powagą.
Usiadłem na niskim murku ogrodzenia parku i przez długi czas wbijałem wzrok w biały od lodu spowodowanego przymrozkiem grunt, rozmyślając, czy naprawdę chcę mieć coś z tym wspólnego.
-Czy Judith ma coś do tego?- Zapytałem bardzo ostrożnie podnosząc wzrok na Demona.
-Obawiam się, że niestety tak- oznajmił ponuro- bo widzisz... Druga część tej legendy odnosiła się do tego, że niewspomniany z imienia zbuntowany Archanioł pojmie za żonę Śmiertelniczkę i doprowadzi do kolejnej wojny pomiędzy nami.
-I niby twierdzisz, że możesz być tym Archaniołem- zauważyłem powątpiewająco.
-Niekoniecznie muszę to być akurat ja- jego odpowiedź mnie zaskoczyła.- Na pewno zdajesz sobie sprawę ilu Archaniołów zbuntowało się tamtego dnia...
-Kilkunastu jeśli nie kilkudziesięciu, ale do czego właściwie zmierzasz?- Ciągnąłem dalej tę dziwną rozmowę.
-Mika'el wie kim jest ta Śmiertelna. Od kiedy pojawił się tutaj nie obserwuje nikogo tak uważnie, jak Judith.
-Myślisz, że niby przez kogo tak jest?- Zapytałem z niemałym niezadowoleniem.
Magnus zakrztusił się napojem i kaszląc zaczął przeklinać.
-Tu wcale nie chodzi o mnie, do cholery!.- Warknął z rozdrażnieniem.- Ktokolwiek jest tym "eks Archaniołem"; na milion procent nie jestem to ja. Prędzej podejrzewałbym Lucyfera..
-Chyba cię całkowicie porąbało!- Wykrzyknąłem z przerażeniem.
-Obym się mylił, Aniołku; ale sam wiesz, jak czarujący jest Lucy- westchnął ciężko i skierował wzrok na najbliższą latarnię.
-Jest jeden problem: on nienawidzi Ludzi.
-Nie musi ich lubić. Po prostu zrobi wszystko, żeby dowieść swoich racji- oznajmił Magnus.

niedziela, 9 lutego 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział V (cz 5)

Magnus patrzył za Kenneth'em póki ten nie zniknął między drzewami.
-Ujadasz gorzej niż Cerber- mruknął z pogardą.
-Ktoś mnie wołał?- Rzucił zza ich ławki głos o szczekliwej barwie.
Judith obejrzała się w tył, a Magnus odparł:
-Cześć, Piesku- rzucił przyjaznym tonem.- Miseczki już puste?- Zarechotał wyjątkowo paskudnie.
Młodzieniec opierający się o drzewo za czarnowłosym był niskim, krępym i umięśnionym facetem przeciętnej urody o białych włosach i szmaragdowych tęczówkach ubranym w jeansy i zieloną bluzę. Na szyi nosił Dzwonek o tej samej ciemnofioletowej barwie, a jego lewy nadgarstek zdobiła grubsza, złota bransoleta z dużym okrągłym rubinem.
-Doprawdy dobry żart- odparł z ironią.- Skoro już tu jestem to zapytam o co chodzi.
-Mika'el chce mnie wkurzyć. Grozi mi- odparł enigmatycznie Magnus.
-Co nabroiłeś?- Zaciekawił się białowłosy.
-Przypadkiem zdradziłem komuś, kim jestem; wystarczy?- Spytał karmelowooki lekko.
Tamten spojrzał na Judith z namysłem.
-Wiesz, że ludzie nie powinni o nas wiedzieć- zasugerował wolno.
-Mają wolną wolę, Simon- powiedział wymownie Magnus.
-To nie ma znaczenia- odszczeknął się ów Simon.
-Zależy dla kogo- Magnus siedział niewzruszony.
Simon zaśmiał się kpiąco.
-Z Nieba już wyleciałeś, a teraz dążysz do tego, żeby i z Piekła cię wykopali?- Zapytał dusząc się ze śmiechu.
Judith obserwowała to jednego, to drugiego nie rozumiejąc o co chodzi.
-Okej, nie wnikam- Simon nie doczekawszy się odpowiedzi kontynuował- ciekawe tylko, po której ze stron opowie się jej Strażnik- ruchem głowy wskazał Judith.
-Trochę za dużo ujadasz- zauważył Magnus. Półleżąc na ławce odchylił głowę w tył i spojrzał na Simona.- Oni też nie mogą naginać zasad.
-Za to ty śmiało możesz je łamać, nie?- Rzucił Simon z sarkazmem.
-Nie złamałem zasad, to Im coś się pochrzaniło- stwierdził karmelowooki spokojnie patrząc w szmaragdowe oczy.
-Myślisz, że może chodzić o To?- Zapytał Simon nagle poważnie.
-O to?- Wtrąciła Judith.
Magnus usiadł prosto i wbijając chłodne spojrzenie w dal odparł:
-Jeśli rzeczywiście tak jest to nie pozwolę im tego zrobić- powiedział tonem obietnicy.
}{
Z pamiętnika Judith:
10. Listopada
Boję się, że Magnus nie mówi mi wszystkiego, bo mi nie ufa. 
Wydaje mi się także, że ten Simon jest bardzo dziwny i zastanawia mnie też, dlaczego Magnus nazwał go "Pieskiem". To dziwne, bo tamten nawet się o to nie wkurzył...
Ciekawi mnie jeszcze skąd Kenneth zna Magnusa i czego właściwie chce...
Czy mój Anioł Stróż, jeśli istnieje, zdecyduje się mnie chronić za wszelką cenę?
Szczerze mówiąc, drogi Pamiętniczku, bardzo martwię się o to wszystko, a zwłaszcza właśnie o Magnusa. Nie tylko dlatego, że znów wygląda, jakby był bardzo chory, ale dlatego, że czuję do niego coś, czego nie czułam... 
Czego nie czułam nawet do Jonathana. 
Sam byłem wściekły, bo ogromnie się bałem, że Magnus wpakuje Moją Podopieczną w jakieś problemy.
Judith szybkim ruchem zamknęła notes i wsunęła go pod łóżko, ale nadal słyszałem skrobanie pióra po papierze.
Dziewczyna szykowała się już do snu, a ja postanowiłem odwiedzić Demona i dociec, o co w tym wszystkim chodzi. 

Demon, Ona i Ja Rozdział V (cz 4)

Uczucie Judith do Magnusa w zastraszającym tempie nabrało rumieńców i sprawiło, że stali się niemal nierozłączni. Z jednej strony się tego obawiałem, bo mojej Podopiecznej mogło grozić niebezpieczeństwo, ale z drugiej Magnus, nawet jak na demona, zdawał się być dopełnieniem mojej Judith, przez co miałem mieszane uczucia: z jednej strony cieszyło mnie jej szczęście, a z drugiej zaś za każdym razem, gdy patrzyłem na Demona rozrywała mnie ogromna zazdrość.
Teraz spacerowali po parku rozmawiając i pijąc colę. Ich rozmowę niekiedy przerywał wspólny śmiech.
-Jak było w niebie?- Zapytała Judith z nagłym zaciekawieniem. Magnus spoważniał. Zrobił się bledszy, niż zwykle i zachwiał się na nogach. Szybko opadł na ławkę i spojrzał na nią z bólem.
-Nie powinnaś o to pytać- powiedział cicho przymykając na chwilę oczy.
-Dlaczego?- Odstawiła puszkę na drewno ławki i zamknęła jego prawą dłoń w swoich.
-Bo to zakazane. Nawet dla mnie- odezwał się cicho.
-Czemu nie mówisz mi wszystkiego?- Zapytała patrząc nań ze złością, spode łba.
Przyciągając, objął mocno blondynkę i przytulił do siebie, mówiąc:
-Bo już dość straciłem w ciągu tych wieków i nie chcę dopisywać cię jako kolejnej pozycji do listy- rozgniewał się, a jego oczy błysnęły groźnie. Oparł skroń o jej ramię, a z jego ust wyrwał się cichy, ledwie słyszalny jęk.
-Czasami czuję się winny, że dołączyłem do Buntu... Ale jakby spojrzeć na to z drugiej strony: jestem też po części szczęśliwy. Nie rozumiem własnych uczuć...- skomentował z zastanowieniem.
-Nie łapię. Jak można być smutnym i szczęśliwym jednocześnie?- Zapytała po długiej chwili zaskoczona Judith.
-Może to twoja zasługa?- Czyżbym usłyszał w jego tonie nieśmiałość i niepewność.?
-Moja?- Zdziwiła się Judith przyglądając mu się uważnie.
-Och, jak romantycznie. Nie sądziłem, że jeszcze tak potrafisz Magnusie- rzucił kpiacy ton z ławki naprzeciwko.
Zwróciłem wzrok w tamtym kierunku i zobaczyłem siedzącego na oparciu ławki Kenneth'a.
-Wreszcie jesteśmy sami, a ty jak zwykle wszystko psujesz. Zazdrośnik- Magnus uśmiechnął się zimno, ale ten uśmiech nie objął oczu. Te nadal pozostały lodowate i okrutne.
Kenneth obserwował przez chwilę Judith, która trzymała Magnusa za rękę. Dzwonek na jej szyi zaczął pulsować ciemnofioletowym światłem. Magnus drgnął, a w jego lewej dłoni pojawił się dość duży płomień.
-Tylko spróbuj skrzywdzić kogoś z jej rodziny- zagroził lodowatym tonem wstając.
Kenneth zeskoczył z ławki i podchodząc stanął tuż przed Magnusem. Obaj przez jakiś czas piorunowali się pełnym wściekłości wzrokiem.
-Myślisz, że możesz mnie pokonać?- Zapytał pewnym siebie tonem patrząc czarnowłosemu prosto w oczy.
-Chcesz wojny?- Odparł zuchwale Magnus, przybierając swój demoniczny wygląd.
Kenneth uśmiechnął się.
-Czy kiedykolwiek wcześniej ze mną wygrałeś?- Zapytał niewinnie odchodząc.

sobota, 8 lutego 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział V (cz 3)

Autumn na rozerwanie uczniów kazał podzielić się na drużyny i zdecydował, że Magnus i Kenneth będą kapitanami.
-Skopię ci dupę, Night- rzucił czarnowłosy zuchwale.
-Nigdy dotąd ci się to nie udało- odparł blondyn.
Gwizdek i gra się rozpoczęła.

Judith stojąc na bramce w drużynie Magnusa obserwowała z uwagą. Czarnowłosy przejął piłkę od jednej z dziewczyn i...
Stracił ją.
-Rany! Błagam bez cudów!- Warknął z irytacją, wracając do obrony.

Kenneth znów przy piłce, Magnus zdecydował się pójść ślizgiem i odebrać mu piłkę, jednak jego taktyka nie odniosła skutku, a piłka pofrunęła w stronę bramki. Judith z zawziętością w oczach rzuciła się w stronę piłki i z trudem obroniła.
Było trzy do dwóch dla Kenny'ego i znów drużyna Demona w ofensywie.
}{
Kolejny klub plastyczny zapowiadał się całkiem zwyczajnie, gdyby nie czyiś śpiew na zajęciach chóru.
Angel drgnął i otworzył usta.
-Ciekawe kto się dopisał- skomentowała Judith.
-Tylko pedały uczestniczą w czymś takim- powiedział złośliwie.
-Jesteś zazdrosny?- Zaciekawiła się.
-Po prostu nie lubię chórów- wzruszył ramionami idąc.
-Jak można nie lubić chórów?- Zapytała zaskoczona blondynka.
Magnus padł na ławkę ze zmęczeniem i wzdychając spojrzał jej w oczy.
-Źle mi się kojarzą- skwitował rozsiadając się wygodnie.

Tematem przewodnim dzisiejszego rysunku było: "wspomnienie, które wywarło na tobie wrażenie". Magnus oparł się tyłem o stolik z materiałami do rysowania i wpatrując się w swoją sztalugę rozmyślał przez chwilę. Judith była już pogrążona w pracy.
Magnus w końcu wziął do ręki ołówek i zaczął rysować. Grafit sprawnie kreślił linie na kartce, a dziewczyny ukradkiem obserwowały pokryte czarnymi wzorami przedramiona chłopaka.
Tymczasem blondynka cieniowała już pierwszy fragment rysunku, a z powieszonych na szyi i wsuniętych w uszy słuchawek płynęła spokojna melodia.
Meredith wymamrotała coś do swojej przyjaciółki i strzeliła oczami na wzory na rękach Angel'a. Obie zachichotały z czegoś, ale kiedy na nie spojrzał śmiech zamarł im na wargach. Radcliff w ciszy obserwował pracę uczniów.
Czarnowłosy po chwili wziął inny ołówek i spojrzał uważnie na swoje dzieło, jakby coś oceniał. Przetarł palcami cień wokół postaci i zaczął nadawać rysunkowi kolejnych kształtów, a bezdenne, karmelowe oczy błysnęły lekko.
W tym samym momencie usłyszałem jego głos w głowie:
Judith grozi niebezpieczeństwo. Podsłuchałem wczoraj jak Cole rozmawiał z Razjel. 
O czym Archanioł chciałaby rozmawiać z podrzędnym demonem?- Zapytałem zaskoczony.
Chciała czegoś. Powiedziała Cole'owi, że jeśli nie odpuszczę sobie Judith to ma ją zabić. 
Anioł nie może ingerować w ludzkie życie!- Odpowiedziałem rozdrażnionym tonem.
Obaj znamy jednego, który może- przypomniał mi arogancko.
Nie wbrew Jego woli.- Zastopowałem.
Spojrzał ironicznie wprost na mnie, mówiąc:
Myślisz, że demonowi nie będzie trudno okłamać Azraela?. Chyba nie doceniasz Cole'a... Nie jest tak podrzędnym demonem, jak ci się zdaje. Poza tym Mika'el również nie zjawił się tu bez powodu. 
Ty chyba nie twierdzisz, że...- Zacząłem zdziwiony.
Nie twierdzę, wiem to- Przerwał mi chłodno.- Mika'ela rozpoznam wszędzie. Przez to, że służyłem w jego regimencie, Upadli mnie nienawidzą. Dam sobie głowę uciąć, że Kenneth to Mika'el... Dam sobie głowę uciąć- powtórzył pewnie.
Zastanawiałem się, czy mogę mu wierzyć i, co się wydarzy, jeśli Magnus ma jednak rację. 

wtorek, 28 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział V (cz 2)

Czarnowłosy wrócił do pokoju z dwoma puszkami gazowanego napoju. Był niespokojny i zasępiony.
-Kim ona była?- Zapytała Judith dociekliwie, gdy podał jej puszkę.
-Archaniołem- odparł krótko.
-AR-CHA-NIO-ŁEM??- Wypaliła zdumiona Judith.
-Niestety- przytaknął siadając obok niej na łóżku.- Chciała, żebym cię zostawił. Zagroziła mi konsekwencjami.. Cholera- zaklął.
-Konsekwencjami? Czyli czym?
Angel podniósł wzrok i spojrzał na nią z zastanowieniem.
-Ty chyba lubisz igrać z ogniem- stwierdził przyglądając jej się uważnie.
}{
Dwa miesiące później w ich klasie pojawił się kolejny nowy. 
-A tego skąd przywlokło?- Zapytał Magnus wpatrując się nieprzychylnie w równie przystojnego jak on sam chłopaka o przenikliwie szarych oczach i krótkich blond włosach z błyszczącymi refleksami. Był on ubrany w modne ciuchy, w których zdecydowanie dominował lazurowy błękit. Na palcu lewej dłoni nosił srebrną obrączkę z grawerem płomienia, a na tym samym ramieniu widniał tatuaż przedstawiający smoka depczącego żmiję. Na biodrach miał zawiązaną zieloną bluzę z nadrukiem bomby. 
-Ale bajzel- skomentował na widok piszczących na jego widok dziewczyn, które tłoczyły się, aby mu się przyjrzeć. 
-No, no, no- Angel z gracją zeskoczył z ławki i podszedł do nowego- mam konkurencję yyy... 
-Kenneth Night. Ciebie już znam, jesteś Magnus Angel, prawda?- Zapytał niby swobodnym tonem, ale jego oczy pełne były podejrzeń. 
-Widzę, że moja seksowność przynosi mi sławę- odrzekł z promiennym uśmiechem Magnus, a Judith i reszta w ciszy obserwowali, czując napięcie między chłopcami. 
-Seksowność- Kenneth zaśmiał się cicho.- Jeśli chodzi o te wygibasy na ławce, to całkiem nieźle sobie radzisz. Jak na kłodę- zakpił. 
Reszta męskiej braci spojrzała na Magnusa, zaciekawiona jak ten wybrnie z niezręcznego położenia. 
-Serio? Kłodę?- Karmelowooki uniósł brwi udając zaskoczenie.- Mógłbyś się bardziej postarać, jeśli już chcesz mi dopiec, lalusiowata ofermo- czarnowłosy uśmiechnął się z wyższością.- Dam ci radę: nie próbuj iść i żuć gumy równocześnie, bo zrobisz sobie krzywdę- dodał taksując Kenneth'a zimnym spojrzeniem. 
-Spróbuję zapamiętać, chyba że wcześniej padnę przez twój smród- stwierdził wyluzowanym tonem, a wszyscy zawyli z wrażenia. 
-Och, doprawdy?- Karmelowe oczy zwęziły się w szparki.- Dobrze ujadasz, jak na cuchnącego kundla, Kenny. Tak z ciekawości: potrafisz aportować?- Zapytał uprzejmie Angel, a reszta facetów w sali aż zawyła z podziwu. 
Na wąskiej twarzy nowego odbiła się z trudem skrywana furia. 
-Oooo, chyba zabolało- skomentował Magnus.- Szkoda, bo chciałem być miły dla zwierzątek- rzucił odwracając się, by odejść i zająć swoje miejsce. Całkowicie nie przejmując się szumem szeptów otworzył zeszyt i udawał, że powtarza materiał z ostatnich zajęć.

Środek szkolnego dnia. 
Kenneth siedząc przy ostatnim w szeregu stoliku przez cały dzień bardzo uważnie obserwował Magnusa, w którego Judith rzuciła papierkiem. 
Podniósł go i rozwijając przebiegł oczami po treści, po czym odpisał i odrzucił spowrotem do dziewczyny. 
Blondynka rozprostowała karteczkę, na której było napisane jej charakterem pisma:
Za co nie znosisz tego nowego?
Odpowiedź Magnusa:
Bo to jeden z Archaniołów. Nie zbliżaj się do niego. 
Judith odwróciła się w stronę Angela, a gdy ten wychwycił jej spojrzenie uniosła brwi jakby pytając: dlaczego?. 
Poruszył wargami, z których wyczytałem: bo to Ona go na mnie nasłała. 
}{
Pan Autumn, nauczyciel wychowania fizycznego obecnie spadł na trzecie miejsce podium w rankingu Potencjalnych Ciach w szkole. Większość dziewczyn wzdychała albo do Magnusa, albo do Kenneth'a, więc utworzyły się w szkole trzy oficjalne fankluby.
Magnus nie przejmując się nadskakującymi mu dziewczynami szedł rozmawiając z Judith o wszystkim i niczym.
Rozstali się dopiero przy szatniach. 

Na hali sportowej Magnus rozwalił się na ławce ubrany w czarny podkoszulek i dresowe spodnie z niebieskimi lampasami. Kenneth w szarym t-shircie i granatowym dresie rozciągał się ku uciesze żeńskiej części klasy. Judith patrzyła tylko na czarnowłosego, który obserwował spod oka poczynania wroga.
-Mówiłem już o gumie i chodzeniu?- Zagadnął Magnus swobodnym tonem.
-I co z tego?- Zapytał obojętnie blondyn.
-Kieruje mną troska o dobro kolegi, Kenny- odparł uprzejmie i zarazem złośliwie czarnowłosy.
-Taaa, jakbyś mógł to utopiłbyś mnie w łyżce wody- zarechotał Kenneth.
-Skąd! Nawet zaczynam cię lubić- czarnowłosy wykonał swój standardowy półuśmiech i mrugnął szelmowsko.
Ty przeklęty Upadły..!- Rozwścieczył się Anioł.
-Do usług- zadrwił karmelowooki.
-W dwuszeregu zbiórka. Baczność- rzucił w tej samej chwili wuefista, a wszyscy wykonali komendę. Magnus i Kenneth równocześnie stuknęli butami.
-Panowie Angel i Night widzę z wojskowych rodzin, bo dobrze wyszkoleni- zauważył.
-Ojciec to emerytowany żołnierz- skłamał swobodnie Magnus.
-Och, serio? Mój też. Może jesteśmy braćmi- zasugerował nowy.
-Prędzej Piekło skuje lód- odpowiedział czarnowłosy na zaczepkę, a wokół rozbrzmiały śmiechy.
-Podobno w Piekle i tak piździ- stwierdził Kenny.
-Piździ to pojęcie względne, jeśli w ogóle tam kiedyś byłeś- mruknął czarnowłosy o karmelowych tęczówkach uśmiechając się delikatnie. 

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział V

Czarnowłosy odsunął grzywkę z oczu.
-Im mniej wiesz, tym jesteś bezpieczniejsza- powiedział cicho.
-Bezpieczniejsza. Ciekawe przed kim tak chcesz mnie chronić-zauważyła mierząc go wzrokiem.
Magnus powoli usiadł i spojrzał na nią smutno. W tym momencie Dzwonek na szyi Judith wydał z siebie dźwięk i zaczął pulsować światłem.
Magnus wstał i po sekundzie znalazł się tuż przy oknie. Dyskretnie wyjrzał przez szybę, a z jego ust wyrwało się ciche przekleństwo.
-Jeszcze ciebie brakowało mi do pełni szczęścia- mruknął z rozdrażnieniem.
Przybysz zaczął atakować dzwonek przy frontowych  drzwiach.
-Kto...?- Zaczęła Judith, ale Magnus przyłożył palec do warg w wymownym geście.
-Nixon! Wiem, że tam jesteś: wyłaź!- Odezwał się zza okna kobiecy głos. Judith stała zdezorientowana i patrzyła z wyrzutem na chłopaka, który westchnął ciężko.
-Czego ta cholerna Archanioł znów chce ode mnie?- Jęknął z irytacją.- Przepraszam. Muszę z nią pogadać, bo inaczej nie odpuści i będzie tu sterczeć do nocy.
Kroki po schodach. Drzwi musiały się otworzyć, bo głos Demona znów przerwał ciszę:
-Nie noszę już imienia, które mi Nadał, czego chcesz; Razjel?- Zapytał chłodno.
-Wiesz czego- odwarknęła ostro.
-Przespać się ze mną?- Zakpił.
-Ani by mi to przez myśl nie przeszło- fuknęła rozgniewana.
Stukot kroków. Razjel musiała wejść do środka.
-No, więc co cię przywiało?- Zapytał z wyjątkową niechęcią.
-Dziewczyna- oznajmiła krótko.- Trzymaj się od niej z daleka.
-Bo co mi zrobisz? Drugi raz nie możesz odrąbać mi skrzydeł- odciął się.
Głośny trzask sprawił, że Judith aż podskoczyła.
-Nie wiesz, co robisz; Razjel-  odrzekł lodowato Magnus.
-Chcesz wojny?- Zapytała równie zimno.- Jeśli nie, odstąp jej.
Kroki w stronę drzwi.
-Nie jestem tchórzem- powiedział z opanowaniem Magnus- więc nie ugnę się przed jakąś Archanioł- dodał, gdy trzasnęły cicho drzwi.

sobota, 25 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział IV (cz 4)

Judith odłożyła szmatkę i zmierzyła matkę spojrzeniem.
-O co ci chodzi?- Zapytała grając niczego nieświadomą licealistkę.
-No, nie mów, że nie wiesz!.- Żachnęła się kobieta.- Magnus to miły chłopak.
-No i?- Zapytała bez entuzjazmu Judith.
Kobieta wyjrzała przez okno, by sprawdzić czy ktoś nie podsłuchuje.
-I jest przystojny- dodała ściszając głos.
-Mamo!.- Wybuchnęła z wyrzutem dziewczyna.
-No, sama przyznaj, że jest czarujący- zauważyła z iskrzącymi oczami Agnes Church.
-Kto jest czarujący?- Zapytał nagle głos Magnusa, a Judith oparła czoło o szafkę wzdychając teatralnie.
-Nikt ważny- skwitowała lekceważąco matka mojej Podopiecznej.- Kawy?
-Bardzo chętnie- przytaknął czarnowłosy uprzejmie, gdy Judith mierzyła go wściekłym wzrokiem zrobił minę typu: o co ci chodzi?.

Agnes zarzucała Magnusa różnymi pytaniami. Starał się odpowiadać swobodnie, albo się nie roześmiać. Tymczasem Judith za wszelką cenę usiłowała ukryć to, że czuje się wyjątkowo niezręcznie.
Judith w końcu zaproponowała mu spacer po miasteczku.
-Fajna ta twoja mama- stwierdził Angel z trudem zachowując powagę.
-To zacznij z nią chodzić- odburknęła. Jednak po chwili zrozumiała niedorzeczność własnej wypowiedzi, lecz Magnus już sikał ze śmiechu.
-Co w tym zabawnego?- Zdziwiła się siadając na jakiejś ławce.
-Nic, nic.. Po prostu ta powaga, z którą to powiedziałaś mnie rozbawiła.
-Powiedział pan Demon- prychnęła.
Magnus zamilkł. Przez jakiś czas w zupełnej ciszy wpatrywał się w dal.
-Nie wierzysz mi- odezwał się nagle cicho.
-Trudno uwierzyć w coś tak pokręconego- odezwała się.
-Pokręconego, hm?- Mruknął.
Znów zapadła pomiędzy nimi cisza, podczas której Magnus bawił się brelokiem z kluczami, a Judith obserwowała go zastanawiając się nad czymś.
-Mogę cię zapytać o coś bardzo prywatnego?- Zaczęła w końcu.
Odwrócił wzrok od drzewa, na które patrzył i skinął głową.
-Jakie miałeś imię jako archanioł?
Magnus drgnął i spojrzał na nią zaskoczony.
-Nie musimy o tym gadać jak nie chcesz- zaczęła szybko.
-Nixon- powiedział w końcu.
-Co?- Zdziwiła się.
-Miałem na imię Nixon- powtórzył, a ja cofnąłem się o krok.- Porzuciłem je po Buncie. Lucyfer to jeden z moich braci...
-Quis ut Deus...
Magnus spojrzał na nią, a na jego twarzy odbiło się zdumienie. Jednak po chwili ludzkie oczy w barwie palonego karmelu zastąpiły szafirowe, tygrysie ślepia, w których odbiły się gniew i nienawiść.
-Mika'el.. Mój archanielski brat- zasyczał wściekle, przybierając nagle swój demoniczny wygląd.
-Magnus... Hej, wszystko gra?- Zapytała potrząsając nim.
Zwierzęce ślepia spojrzały na nią zimno i okrutnie.
-Nigdy... Nigdy więcej tego nie mów- zagroził lodowato odchodząc.
-Magnus- zawołała za nim. Jeszcze nie miałem pojęcia jaka będzie nieroztropna narażając się na jego wściekłość.- Nixon!.
Demon przystanął jakby wryło go w ścieżkę. Jego postać o długich, kruczych włosach drżała z furii, jednak... Kiedy się do niej odwrócił, twarz na powrót przybrała te łagodne, ludzkie rysy.
Zrobił się blady jak ściana i mocno zachwiał się na nogach. Judith doszła doń i zarzuciła sobie rękę chłopaka na ramię po czym wyciągnęła z jego kieszeni portfel i znajdując szkolny identyfikator przeczytała na odwrocie jego adres.

-Kogo tam cholera niesie?- Zaklął zza drzwi znajomy mi głos. Po kilku chwilach drzwi uchylił niski, muskularny Demon o imieniu Cole.
-Czego?- Zapytał opryskliwie. Zauważył Magnusa.- Na wszystkie dziewięć kręgów Piekieł... Znowuś zachlał??- Zapytał. Nagle zilustrował spojrzeniem Judith i dojrzał Dzwonek.- To chyba nie twoje- sięgnął dłonią po kryształ.
Magnus nagle ocknął się ze swojego stanu i wyprowadził cios, ale tamten zdążył uskoczyć, robiąc unik.
-Dotknij jej tymi brudnymi łapami, a pożałujesz, Cole- zagroził zimno czarnowłosy.
-Zakochałeś się w tym marnym Pyle, braciszku?- Zapytał wyginając szerokie wargi w drwiącym grymasie.
-Nie twoja sprawa!- Warknął wściekły Angel wciągając Judith.
-Hola, hola! Nie chcę Stróżów w swojej chacie!- Zastopował Cole.
-Stróżów??- Zdziwiła się blondynka.
-Możesz mi nagwizdać. Właź i się nie przejmuj- Judith nie za bardzo wiedziała do kogo Magnus mówi.
-Będę musiał znów wietrzyć- skomentował Cole ze złością.
-Przyzwyczaj się. W Piekle bardziej piździ i jakoś nie narzekasz- skwitował Angel prowadząc nas na górę.

-Rozgość się- Magnus bezceremonialnie padł na łóżko.
-Jak ty żyjesz, koleś..?- Zaczęła zdumiona, rozglądając się po surowym wnętrzu o ciemno szarych ścianach.
Pokój był urządzony w iście spartańskich warunkach. Jedna, mała i wysoka szafa, biurko z krzesłem, wspomniane jednoosobowe łóżko i szafka z nocną lampką oraz zwykły żyrandol na suficie.
-Ciasne, ale własne- stwierdził z zamkniętymi oczami.
Judith przysiadła na łóżku.
-O co mu chodziło z tym wietrzeniem?- Zdziwiła się.
-To złośliwość. Cole był kiedyś Stróżem i twierdzi, że każdy z nich cuchnie. Nie ubliżając niektórym-rzucił w moją stronę.
-Z kim gadasz?- Zniecierpliwiła się.
Otworzył oczy przeciągając się.
-No, tak... Zapomniałem, że nie może Ci się pokazać- zauważył spokojnie.
-Kto?- Zapytała podejrzliwie.
-Nie chcesz wiedzieć nic o niewidzialnym kimś, kto łazi za tobą krok w krok i zachowuje się jak zboczeniec.
-Zamknij się- zasyczałem wrogo.
-Zaraz... Nazwałes anioła zbokiem??- Wypaliła z niemałym zaskoczeniem.
-Wypraszam sobie! 
-Właśnie powiedział, że wcale nie jest zbokiem- stwierdził przewracając oczami.
-E tam... Wkręcasz mnie- powiedziała nagle niechętnie.
-Wcale nie. To, że go nie widzisz; nie znaczy, że go tu nie ma- zauważył Magnus nadal patrząc w sufit.
-Taaa. A ty możesz sobie się na niego gapić w każdej chwili. Bo go widzisz- prychnęła obrażona.
Magnus otworzył oczy i usiadł. Wziął ją za ręce i przysunął ku sobie.
-Mówię ci za dużo- zauważył z lekkim niepokojem.
-Boisz się, że wygadam?- Nadal była obrażona.
Pokręcił głową z ponurą miną.
-Nie o to chodzi- zaczął cicho i nadzwyczaj spokojnie.
-Więc niby o co?

środa, 22 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział IV (cz 3)

Magnus zwrócił się przodem do niej. Teraz siedzieli twarzą w twarz, lecz ona obserwowała wzory na jego klatce piersiowej i brzuchu.
-Czyli muszę opowiedzieć ci wszystko po kolei- odezwał się cicho.
***
Czarnowłosy opowiadał, a Judith słuchała z uwagą niekiedy zadając pytania.
Po godzinie jednak przerwała mu opowieść i poszła o krok dalej, biorąc jego twarz w swoje dłonie przysunęła się bardzo blisko i spojrzała mu w oczy lekko rozchylając wargi.
-Judith.?- Zapytał nadal tym kuszącym szeptem.
-Cicho- blondynka wplotła palce w jego potargane, czarne włosy i pochyliła się dając mu namiętnego całusa.
Sam poczułem falę zalewającej mnie zazdrości. Pragnąłem teraz być na miejscu tego Demona!.
Chłopak przez chwilę był zaskoczony tym faktem. Po długiej chwili odwzajemnił jej gest, ale kiedy jej usta delikatnie sunęły po jego szyi spiął się i odsunął ją zdecydowanym ruchem.
-Judith... Nie- powiedział cicho, patrząc w te iskrzące orzechowe oczy.
-Dlaczego..?- Zapytała niezadowolona, siedząc okrakiem na jego kolanach próbowała się zbliżyć, ale oparł jej dłonie na biodrach i pokręcił głową w geście odmowy, z pełną powagi miną.
-Dlaczego nie?- Powtórzyła smutna.
-Nie mogę- powiedział z rezygnacją. Chciał dodać coś jeszcze, ale zamknęła mu usta kolejnym długim pocałunkiem.
-Ty po prostu nie chcesz- powiedziała zła, gdy położył się na chwilę.
-Mógłbym zrobić ci krzywdę- powiedział przez zaciśnięte zęby, odwracając wzrok.
-Niby jaką, skoro sama tego chcę?- Rozzłościła się.- No, jasne.. Żartowałeś sobie ze mnie- powiedziała z goryczą, próbując się odsunąć.
Magnus nie pozwolił jej na to. Objął ją w kibici i przysunął do siebie.
-Posłuchaj- zwrócił się do niej łagodnie.- Postaraj się mnie zrozumieć... Prowokujesz, ale muszę nad sobą panować, bo niechcący cię zranię, albo zabiję. Ja...- Zdjął ciemnofioletowy kryształ i założył go na jej szyję.- Chcę, żebyś go nosiła...
Żaden z nich nigdy nie powierzył nikomu swego klejnotu, a tym bardziej nie jakiemuś śmiertelnikowi.
Nie mogłem w to uwierzyć. Jakiś Demon interesował się nie samą duszą mojej Podopiecznej, ale nią całą. Mówił jej całą prawdę. I nie chciał jej zepsuć.
-Chcę, żebyś go nosiła- powtórzył zaglądając w jej oczy.- Będziesz...?- Zapytał obejmując delikatnie Judith.
-Będę- powiedziała odwracając oczy, ze wstydem.
-Jesteś, jak zawsze, prowokująca- nawet nie zauważyłem, kiedy Magnus założył spowrotem ubranie.- Powinnaś jeszcze spać- układając Judith na materacu, pogłaskał ją po policzku, po czym zarzucił na nią kołdrę okrywając szczelnie blondynkę.

Weekend minął Judith na rozmyślaniach i sprzątaniu.
-Widziałam dzisiaj twojego Magnusa- na dźwięk imienia blondynka podskoczyła i zachwiała się na drabince.
-Kurde!- W ostatniej chwili zeskoczyła na nogi.- To tylko kolega, mamo!- Rzuciła z wyrzutem.
-Tak, tak. Teraz to się tak nazywa- odparła wymowie kobieta, przecierając blat szafki.- On bardzo cię lubi- stwierdziła kobieta.

wtorek, 21 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział IV (cz 2)

Usiedli na łóżku. Judith oparła się wygodnie, a Magnus zacisnął dłoń na klejnocie.
-Moja przeszłość to bardzo długa i zagmatwana historia- odezwał się cicho.- Ten wisiorek ma pewną nazwę. Dzwonek, bo wydaje pewien specyficzny dźwięk- zaczął mówić, a ja nadal nie wierzyłem, że chciałby powierzyć jej tak wielką tajemnicę.
-Dźwięk? Nigdy nic nie słyszałam-szepnęła zaskoczona.
-Bo słyszą go tylko Demony. Wyprzedzę twoje następne pytania: Demony istnieją. Wiem to, bo sam jestem jednym z nich.
-Chciałabym w to uwierzyć, bo mówisz to tak poważnie i w ogóle, ale- zaczęła z wahaniem.
Magnus położył się na łóżku i spojrzał w sufit zamyślony.
-W porządku- odezwał się nagle podnosząc się spowrotem do pozycji siedzącej. Powoli zapalił nocną lampkę przy jej łóżku i zrzucając z ramion bluzę, zaczął zdejmować koszulkę.- Pokażę ci coś, dzięki czemu mi uwierzysz.
-Nie widziałam faceta, który rozbierałby się przed pierwszą randką- zauważyła, chcąc rozładować tę tajemniczą atmosferę.
-Bądź przez chwilę poważna, Judith- na chwilę odwrócił się ku niej i przesunął palcami po jej twarzy, po czym zdjął ciuchy i odwrócił się do niej plecami.
Na obu rękach od szyi do nadgarstków miał podobne do tatuażu piękne, czarne wzory o subtelnych, jakby malowanych pędzlem łukach, zawijasach i liniach, które z karku przeniosły się na barki i plecy tworząc różnorakie esy-floresy: jedne grubsze, inne cieńsze. O gładkich lub poszarpanych brzegach.
-Wygląda jak tatuaż- zaczęła blondi bardzo zaciekawiona.- A to dziwne, podzielone M?- Zapytała nagle.
-Wzory są wypalone. To M, o które pytasz to blizny po skrzydłach-wyjaśnił.
-Wzory? Blizny po skrzydłach?- Wyszeptała oszołomiona.
Magnus zaśmiał się z goryczą.
-Nie domyślasz się? Kiedyś... Bardzo dawno temu byłem Archaniołem- oznajmił.- Na własne oczy widziałem biblijne dzieje i wszystkie wydarzenia historyczne do teraz. Od stworzenia swiata, poprzez Sodomę i Gomorę aż do ostatniego konfliktu na świecie. Jedne jako anioł, inne będąc już demonem- przerwał i zastanowił się przez moment. Chciał mówić dalej, ale nagle drgnął i wyprostował się szybko pod wpływem jej dotyku na plecach. Rysowała dwoma palcami po jednej ze wzorzystych linii. Magnus przymknął na chwilę oczy i próbując uspokoić przyspieszony z bólu oddech pozwolił jej na to.
-Wszystko gra?- Zapytała nagle cofając dłoń.- Nie wiedziałam, że to mogło cię...
-Jestem przyzwyczajony. Palą cały czas. To kara- oznajmił cicho, unosząc powieki, a spojrzenie, które wbijał w drzwiczki szafki pełne było udręki.
-Kara? Za co?
Magnus sięgnął do przepastnej kieszeni swojej bluzy i wyciągnął dwie puszki kawy mrożonej.
-Słyszałaś kiedyś o tym, jak niektórzy Aniołowie zbuntowali się przeciwko Bogu?- Zapytał nagle bez emocji, podając jej napój.
-Coś tam kojarzę, ale niewiele- odparła.

Demon, Ona i Ja: Rozdział IV

Pytanie przebrzmiało, ale Magnus w milczeniu założył wisiorek na szyję i odwrócił się chcąc odejść.
-Nie dosyć, że kłamca i złodziej, to jeszcze tchórz- burknęła za nim ukrywając smutek za pozornym rozdrażnieniem.
Magnus przystanął raptownie, a jego oczy błysnęły zmieniając się na sekundę w tygrysie ślepia.
-Nazwij mnie kłamcą jeszcze raz, a srogo tego pożałujesz- powiedział lodowato i groźnie nadal stojąc do niej plecami.
-A niby jak mam powiedzieć o kimś, kto wciska mi bujdy na resorach? Paskudny kłamca. Złodziej. I cuchnący tchórz- rozwścieczyła się.
Magnus zbladł i zacisnął pięści zamykając na chwilę oczy. Próbował się uspokoić, ale ten plan poległ. Odwrócił się na pięcie i podchodząc do Judith szybkim krokiem przybrał swoje drugie, demoniczne oblicze.
Blada twarz prawie się nie zmieniła. Czarne włosy stały się dłuższe: spływały za plecy opadając kaskadą na ramiona. Tygrysie oczy z pionowymi źrenicami posiadały zimną barwę szafiru. Był nieco wyższy, niż jeszcze chwilę temu, a jego dłonie posiadały idealnie spiłowane na półokrągło, połyskujące onyksową barwą paznokcie.
Chciałem chronić przed nim niczego nieświadomą Podopieczną, dlatego znalazłem się pomiędzy nimi.
-Z drogi, Psie Strażniczy- warknął telepatycznie.
Judith patrzyła na niego oniemiała z szoku. Bardzo powoli przeszła przeze mnie i stojąc tuż przed nim zaczęła go oglądać. Cofnął się o pół kroku, a zza rozchylonych ust odsłoniły się proste śnieżnobiałe zęby z lekko wydłużonymi górnymi kłami.
Wzięła w palce kosmyk jego włosów i przesunęła go między palcami pieszczotliwym ruchem. Nadal zszokowana dotknęła jego twarzy i patrzyła przez chwilę w te płonące wściekłością i okrucieństwem ślepia, splatając palce z jego.
-Nie można było powiedzieć od razu, jakim jesteś PC?- Zapytała łagodnie blondynka.
Jego wargi rozeszły się jeszcze szerzej. Zamrugał i spojrzał na nią.
-Naprawdę nie widzisz, jak wyglądam?- Zapytał tak samo przyjemnym głosem.
Judith roześmiała się zasłaniając usta drugą dłonią.
-Podobasz mi się taki- stwierdziła po prostu.
-Czyś ty zwariowała?? Nie widzisz, że mam pazury, kły i ślepia??- Zapytał zszokowanym tonem.
Obejrzała jego paznokcie jeszcze raz i uśmiechnęła się ledwo widocznie.
-Wyglądasz... Niecodziennie, ale naprawdę cool- oznajmiła z zaciekawieniem i aprobatą.
-Masz dziwny gust- powiedział bardzo ostrożnie, na powrót przybierając postać zwyczajnego nastolatka.
-Ten wisiorek na serio jest twój?- Zapytała nagle.
-Dziwne, że nie zaczynasz mnie wypytywać, że nie chcesz wiedzieć, Śmiertelna- zauważył.
-Pewnie że chcę wiedzieć, skoro "jestem twoją dziewczyną"- stwierdziła w odpowiedzi.
Drgnął, a oczy w kolorze palonego karmelu rozszerzyło zaskoczenie.
-Myślałem, że ci to przeszkadzało- zdziwił się.
-Eee, no... Dziewczyna zmienną jest- powiedziała cicho zakłopotana.

Demon, Ona i Ja Rozdział III (cz 4)

Tej nocy wszystko się zaczęło...
Judith zasnęła spokojnie, bez płaczu. Cieszyło mnie to, bo czasami nie mogłem już patrzeć na jej cierpienie.
Za firanką dostrzegłem majaczący na konarze drzewa cień ludzkiej sylwetki, więc podszedłem do okna, odsunąłem kotarę i instynktownie odskoczyłem jak oparzony.
Na wnęce po zewnętrznej stronie siedział w wyluzowanej pozie Magnus. Popijając mrożoną kawę z puszki pisał coś w lewitującym w powietrzu grubym, czarnym notesie.
-Witam Pana Aniołka- rzucił swobodnym tonem.
-Co tu robisz?- Syknąłem rozeźlony, ponieważ nie podobała mi się jego obecność w pobliżu Judith.
-Siedzę, jakiś problem?- Zapytał z tym swoim irytującym półuśmiechem. Zwinąłem mu notes sprzed nosa, a on z żądzą mordu w karmelowych oczach warknął- oddaj to!.
-Bo co mi zrobisz, Pasożycie?- Doskonale wiedziałem, że ta obelga doprowadza go do furii.
Wbiłem wzrok w kartę i zacząłem czytać.
"[...] jeszcze żadna z tych głupich istot nie potrafiła obudzić we mnie tamtych uczuć... Tamtego Ognia.
Od dnia Buntu żadne z nich nie było godne mojej uwagi, ale kilka dni temu to się zmieniło.
Ta blond istotka mnie zatrzymała. Sprawiła, że zrozumiałem iż idę zupełnie donikąd. 
Zacząłem także obawiać się swojej Mocy, a im mniej z niej korzystam tym gorzej czuję się fizycznie..
Zapytała ostatnio, czy nie jestem chory- to było bardzo miłe..."
W tym momencie wyrwał mi z rąk brulion z pełnym wściekłości wyrazem twarzy.
-No, no.. Demon pisze pamiętnik-zakpiłem.
Trzask. Chwycił mnie za ubranie i uderzył mną mocno o ścianę. Opierając mnie o nią zajrzał mi głęboko w oczy sycząc:
-Szczeknij komuś choć słowo na ten temat, a cię rozszarpię...!- Zagroził z płonącymi tęczówkami. Wiedziałem, że mówi zupełnie poważnie, więc wolałem go nie drażnić.
-W porządku, zgoda- odpowiedziałem próbując powstrzymać się od śmiechu. Jego gniew spowodowany taką błachostką bardzo mnie bawił. Jednak nie wytrzymałem i parsknąłem cicho, a on złapał mnie za poły bluzy i potrząsnął mną silnie, warcząc:
-Co cię tak śmieszy??.- Zapytał z naciskiem. 
-Czujesz coś do niej?- Odpowiedziałem pytaniem. 
Magnus puścił mnie i podniósł brulion z podłogi. Jego wyraz twarzy zmienił się z rozdrażnionego na zadziwiony. 
-Wiesz, że nie za bardzo wiem?- Zapytał cicho. 
-Więc czemu tu przyszedłeś?- Nie chciałem go przesłuchiwać; pytanie samo padło.
-W tej części miasteczka jest spokojniej, niż w mojej- odparł wzruszając ramionami.
-Choć raz powiedz prawdę, Demonie- zasyczałem.
-Mówię prawdę- odpowiedział krótko.
-Gdzie twój Dzwonek?- Tym razem to musiało zabrzmieć jak przesłuchanie.
-Zniszczyłem go- powiedział z ciemną nutą w głosie.
Kłamał. Żaden z nich nie odważyłby się zniszczyć swojej własności, którą dawno temu sprofanował. Jedni trzymali go z sentymentu, inni używali go jako symbolu władzy i potęgi, by zmuszać słabszych do posłuszeństwa wobec siebie.
-Uważaj, bo ci uwierzę- zauważyłem.
-W porządku, zgubiłem go gdzieś. Zadowolony?- Burknął szeptem.
Obaj usłyszeliśmy ruch od strony łóżka. Judith zbudziła się i rozejrzała się jeszcze niezbyt przytomna.
Nagle zobaczyła Magnusa. Zerwała się gwałtownie z łóżka mówiąc głośnym szeptem:
-Co tu robisz??- Zapytała starając się ukryć złość. Szybko okryła się szczelniej kołdrą.
-Śpisz nago?- Zaciekawił się, obserwując jej szamotaninę z puszystym przykryciem.
-Zapytałam pierwsza- zaakcentowała czerwieniąc się ze wstydu.
-Spodobało mi się twoje drzewo. Lubię drzewa- wzruszył ramionami.
-To dziwne, bo nie jesteś na drzewie tylko w moim pokoju- odcięła się świdrując go uważnym spojrzeniem.
-Spadłbym z gałęzi- skłamał- więc zdążyłem się złapać i wskoczyć tutaj. Nie chciałem cię obudzić.
-Nie masz co robić w nocy?- Zapytała z niezadowoleniem.
-Ja nie sypiam- po kilku sekundach zrozumiał, że mógł powiedzieć za dużo.- Znaczy się... Źle sypiam w nowym miejscu..
Było już za późno. Po wyrazie twarzy Judith obaj wyczytaliśmy, że skala jej podejrzliwości skoczyła poza normę.
-Ty coś tu kręcisz... Najpierw ten twój śmiały i bezczelny charakterek, rozlatujące się szyby, potem to, że bez pytania mnie o zdanie przy wszystkich określiłeś mnie swoją dziewczyną. To twoje nagłe wyzdrowienie... Teraz to, że nie musisz sypiać.. Co tu jest, cholera, grane?
Demon szybko ukrył dłoń za plecami. Wyleciały z niej iskry, które uformowały się w nikły płomień. Wtedy wisiorek spod poduszki wystrzelił wprost w Magnusa świecąc ciemnym fioletowym światłem.
Czarnowłosy w ostatniej chwili chwycił złoty łańcuszek i oparł długi kryształ na dłoni.
-Zgaśnij- odezwał się cicho, a kryształ przestał świecić.- Skąd to masz?- Zapytał zdumioną Judith.
-Znalazłam go, więc jest mój- burknęła ostro.
Magnus odłożył swój notes na parapet i podszedł do siedzącej na łóżku blondynki bardzo blisko. W jego oczach czaiło się coś podejrzanie złego.
-On nie należy do ciebie, Judith- powiedział z naciskiem, chłodnym głosem.
-Znalezione, niekradzione- rozzłościła się.
Czarnowłosy ruchem głowy odrzucił z czoła zasłaniającą oczy, potarganą grzywkę i spojrzał bardzo głęboko w oczy Judith.
-Ty nic nie rozumiesz, głuptasie- westchnął ciężko.
-Niby czego nie rozumiem? Jesteś bezczelnym kłamcą. Może jeszcze usłyszę, że wcale nie nazywasz się tak, jak mówiłeś?. Traktuj sobie kogoś innego jak głupka, ale nie mnie!.
Zmierzył ją marsowym spojrzeniem i przyciągając ją do siebie, zmusił dziewczynę, aby wstała.
-Niby kto ci powiedział, że zamierzam traktować cię jak głupią?- Zapytał ostro, gdy uderzyła lekko o jego tors.- Zamierzałem powiedzieć ci prawdę, ale bałem się, że jeśli się dowiesz- przerwał kręcąc głową z niedowierzaniem.
-Że jeśli się dowiem to, co?- Zapytała Judith zła.