sobota, 25 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział IV (cz 4)

Judith odłożyła szmatkę i zmierzyła matkę spojrzeniem.
-O co ci chodzi?- Zapytała grając niczego nieświadomą licealistkę.
-No, nie mów, że nie wiesz!.- Żachnęła się kobieta.- Magnus to miły chłopak.
-No i?- Zapytała bez entuzjazmu Judith.
Kobieta wyjrzała przez okno, by sprawdzić czy ktoś nie podsłuchuje.
-I jest przystojny- dodała ściszając głos.
-Mamo!.- Wybuchnęła z wyrzutem dziewczyna.
-No, sama przyznaj, że jest czarujący- zauważyła z iskrzącymi oczami Agnes Church.
-Kto jest czarujący?- Zapytał nagle głos Magnusa, a Judith oparła czoło o szafkę wzdychając teatralnie.
-Nikt ważny- skwitowała lekceważąco matka mojej Podopiecznej.- Kawy?
-Bardzo chętnie- przytaknął czarnowłosy uprzejmie, gdy Judith mierzyła go wściekłym wzrokiem zrobił minę typu: o co ci chodzi?.

Agnes zarzucała Magnusa różnymi pytaniami. Starał się odpowiadać swobodnie, albo się nie roześmiać. Tymczasem Judith za wszelką cenę usiłowała ukryć to, że czuje się wyjątkowo niezręcznie.
Judith w końcu zaproponowała mu spacer po miasteczku.
-Fajna ta twoja mama- stwierdził Angel z trudem zachowując powagę.
-To zacznij z nią chodzić- odburknęła. Jednak po chwili zrozumiała niedorzeczność własnej wypowiedzi, lecz Magnus już sikał ze śmiechu.
-Co w tym zabawnego?- Zdziwiła się siadając na jakiejś ławce.
-Nic, nic.. Po prostu ta powaga, z którą to powiedziałaś mnie rozbawiła.
-Powiedział pan Demon- prychnęła.
Magnus zamilkł. Przez jakiś czas w zupełnej ciszy wpatrywał się w dal.
-Nie wierzysz mi- odezwał się nagle cicho.
-Trudno uwierzyć w coś tak pokręconego- odezwała się.
-Pokręconego, hm?- Mruknął.
Znów zapadła pomiędzy nimi cisza, podczas której Magnus bawił się brelokiem z kluczami, a Judith obserwowała go zastanawiając się nad czymś.
-Mogę cię zapytać o coś bardzo prywatnego?- Zaczęła w końcu.
Odwrócił wzrok od drzewa, na które patrzył i skinął głową.
-Jakie miałeś imię jako archanioł?
Magnus drgnął i spojrzał na nią zaskoczony.
-Nie musimy o tym gadać jak nie chcesz- zaczęła szybko.
-Nixon- powiedział w końcu.
-Co?- Zdziwiła się.
-Miałem na imię Nixon- powtórzył, a ja cofnąłem się o krok.- Porzuciłem je po Buncie. Lucyfer to jeden z moich braci...
-Quis ut Deus...
Magnus spojrzał na nią, a na jego twarzy odbiło się zdumienie. Jednak po chwili ludzkie oczy w barwie palonego karmelu zastąpiły szafirowe, tygrysie ślepia, w których odbiły się gniew i nienawiść.
-Mika'el.. Mój archanielski brat- zasyczał wściekle, przybierając nagle swój demoniczny wygląd.
-Magnus... Hej, wszystko gra?- Zapytała potrząsając nim.
Zwierzęce ślepia spojrzały na nią zimno i okrutnie.
-Nigdy... Nigdy więcej tego nie mów- zagroził lodowato odchodząc.
-Magnus- zawołała za nim. Jeszcze nie miałem pojęcia jaka będzie nieroztropna narażając się na jego wściekłość.- Nixon!.
Demon przystanął jakby wryło go w ścieżkę. Jego postać o długich, kruczych włosach drżała z furii, jednak... Kiedy się do niej odwrócił, twarz na powrót przybrała te łagodne, ludzkie rysy.
Zrobił się blady jak ściana i mocno zachwiał się na nogach. Judith doszła doń i zarzuciła sobie rękę chłopaka na ramię po czym wyciągnęła z jego kieszeni portfel i znajdując szkolny identyfikator przeczytała na odwrocie jego adres.

-Kogo tam cholera niesie?- Zaklął zza drzwi znajomy mi głos. Po kilku chwilach drzwi uchylił niski, muskularny Demon o imieniu Cole.
-Czego?- Zapytał opryskliwie. Zauważył Magnusa.- Na wszystkie dziewięć kręgów Piekieł... Znowuś zachlał??- Zapytał. Nagle zilustrował spojrzeniem Judith i dojrzał Dzwonek.- To chyba nie twoje- sięgnął dłonią po kryształ.
Magnus nagle ocknął się ze swojego stanu i wyprowadził cios, ale tamten zdążył uskoczyć, robiąc unik.
-Dotknij jej tymi brudnymi łapami, a pożałujesz, Cole- zagroził zimno czarnowłosy.
-Zakochałeś się w tym marnym Pyle, braciszku?- Zapytał wyginając szerokie wargi w drwiącym grymasie.
-Nie twoja sprawa!- Warknął wściekły Angel wciągając Judith.
-Hola, hola! Nie chcę Stróżów w swojej chacie!- Zastopował Cole.
-Stróżów??- Zdziwiła się blondynka.
-Możesz mi nagwizdać. Właź i się nie przejmuj- Judith nie za bardzo wiedziała do kogo Magnus mówi.
-Będę musiał znów wietrzyć- skomentował Cole ze złością.
-Przyzwyczaj się. W Piekle bardziej piździ i jakoś nie narzekasz- skwitował Angel prowadząc nas na górę.

-Rozgość się- Magnus bezceremonialnie padł na łóżko.
-Jak ty żyjesz, koleś..?- Zaczęła zdumiona, rozglądając się po surowym wnętrzu o ciemno szarych ścianach.
Pokój był urządzony w iście spartańskich warunkach. Jedna, mała i wysoka szafa, biurko z krzesłem, wspomniane jednoosobowe łóżko i szafka z nocną lampką oraz zwykły żyrandol na suficie.
-Ciasne, ale własne- stwierdził z zamkniętymi oczami.
Judith przysiadła na łóżku.
-O co mu chodziło z tym wietrzeniem?- Zdziwiła się.
-To złośliwość. Cole był kiedyś Stróżem i twierdzi, że każdy z nich cuchnie. Nie ubliżając niektórym-rzucił w moją stronę.
-Z kim gadasz?- Zniecierpliwiła się.
Otworzył oczy przeciągając się.
-No, tak... Zapomniałem, że nie może Ci się pokazać- zauważył spokojnie.
-Kto?- Zapytała podejrzliwie.
-Nie chcesz wiedzieć nic o niewidzialnym kimś, kto łazi za tobą krok w krok i zachowuje się jak zboczeniec.
-Zamknij się- zasyczałem wrogo.
-Zaraz... Nazwałes anioła zbokiem??- Wypaliła z niemałym zaskoczeniem.
-Wypraszam sobie! 
-Właśnie powiedział, że wcale nie jest zbokiem- stwierdził przewracając oczami.
-E tam... Wkręcasz mnie- powiedziała nagle niechętnie.
-Wcale nie. To, że go nie widzisz; nie znaczy, że go tu nie ma- zauważył Magnus nadal patrząc w sufit.
-Taaa. A ty możesz sobie się na niego gapić w każdej chwili. Bo go widzisz- prychnęła obrażona.
Magnus otworzył oczy i usiadł. Wziął ją za ręce i przysunął ku sobie.
-Mówię ci za dużo- zauważył z lekkim niepokojem.
-Boisz się, że wygadam?- Nadal była obrażona.
Pokręcił głową z ponurą miną.
-Nie o to chodzi- zaczął cicho i nadzwyczaj spokojnie.
-Więc niby o co?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz