Odwróciłem się spowrotem ku blondynce. Klejnot, zamiast zwieszać się z szyi, unosił się na łańcuszku, a oświetlające tę twarz światło igrało w tych pełnych niewinności oczach, których rzęsy kładły cienie na policzkach dziewczyny.
-Zgaśnij- szepnąłem wpatrując się w klejnot, ale przedmiot przestał być mi posłuszny.
-Co się dzieje..?- Zapytała niepewnym i przestraszonym tonem.
-Nie wiem- sięgnąłem po Dzwonek. Błyskawica Mocy wystrzeliła z kryształu parząc mnie w dłoń, zanim zdążyłem cofnąć rękę.- Nie słucha mnie...
-Jak Dzwonek może nie słuchać Demona?- Wypaliła z rozszerzonymi ze zdumienia oczami Judith.
-Może, jeśli całkowicie go nie sprofanowałeś- odpowiedział znajomy głos zza okna.
Ruchem dłoni machnąłem w stronę zasłony, która ze zgrzytem odjechała na bok. Za otwartym oknem wisząc w próżni stał Jeff.
-Lucy namówił cię, żebyś mnie śledził?- Zapytałem nie ukrywając niechęci.
-Lucyfer o niczym nie wie. Poza tym wrócił do Piekła- odparł mój bliźniak. Na jego szyi wisiał identyczny Dzwonek z tym, że kryształ posiadał śliwkową, niekiedy niemal czarną barwę.
-Twój jest inny- zauważyła Judith zanim zdążyłem się odezwać.
Jeff zachichotał złośliwie.
-Nie jest mój. Jeszcze nie- odparł wesoło siadając w wyluzowanej pozie w powietrzu.
Dopadłem do okna warcząc z gniewem:
-Komu go ukradłeś?!.
-Źle kombinujesz. Zapytaj inaczej- rzucił z zagadkowym uśmiechem.
-Nie mam nastroju na zgadywanki- odciąłem się.
-Ale ja mam- odszczęknął się zimno. Wiedziałem, że lepiej zagrać w tę jego pieprzoną gierkę, zanim się wkurzy i zrobi coś okropnego.
Mój brat był nieobliczalnym i pozbawionym skrupułów ex Cherubinem, oraz "urodzonym" zabójcą służącym wcześniej pod komendą Azraela. Nie łączyła już nas żadna emocjonalna więź i mógł posunąć się do wszystkiego, by zrobić mi na złość, albo skrzywdzić kogoś, na kim by mi zależało. Nienawidził mnie, bo pierwotnie to on miał służyć w regimencie Mika'ela i sądził, że to wszystko moja wina, że doszło do dziwnego obrotu spraw.
-Kogo zabiłeś, żeby Go przejąć na własność?- Zadałem inne pytanie.
-Na razie nikogo. Próbuj dalej- zachichotał znowu Jeff.
Westchnąłem z pasją. Jeff był niezwykle irytujący. Przymknąłem na chwilę oczy, starając się skupić.
-Podtrułeś demona?- Zapytałem znów, idąc tym tropem.
-Blisko, blisko- rzucił z aprobatą.- Próbuj dalej, braciszku.
-Znam go?- Pytałem dalej, a Judith obserwowała nas obu, usiłując zrozumieć, o co tu chodzi.
-Mógłbym potwierdzić, ale zdaje mi się, że nie bardzo- odparł wymijająco.
Zastanowiłem się głębiej. Wiedziałem, że w pewnym sensie jestem blisko rozwiązania zagadki. Zaryzykować i zadać kolejne pytanie, czy odpuścić i spróbować odgadnąć imię posiadacza niemal czarnego Dzwonka...?
Wtedy coś sobie przypomniałem. Mieszkając z Cole'em nigdy nie widziałem, jaki kolor ma kryształ na jego wisiorze.
-Ale to niemożliwe- mruknąłem do siebie w zastanowieniu.
-Tik. Tak. Tik. Tak- drgnąłem słysząc niecierpliwy ton głosu Jeff'a.
-To musi być Dzwonek Cole'a- oznajmiłem udając pewny ton.
Skrzywił się. Czyżbym wygrał?
-Nie widziałeś klejnotu tego śmiecia- wyraził się pogardliwie o muskularnym brunecie.
-I co z tego?- Zakpiłem.
Wzruszył ramionami i rozpłynął się w powietrzu.
-Co to miało być? Czego on od ciebie właściwie chce, Magnus?- Zapytała nieco przestraszona Judith, a Dzwonek po chwili zgasł i przestał wydawać dźwięki.
-Obiecaj mi, że w żaden sposób nie zbliżysz się do Jeff'a- powiedziałem cicho.
-Dlaczego?? O co chodzi? Czemu nie chcesz mi nic powiedzieć???- Tym razem wpatrywała się we mnie autentycznie przerażona.
-Po prostu mi to obiecaj- odpowiedziałem z naciskiem biorąc Judith za ramiona.
-Nie, dopóki nie dowiem się, co jest grane, Magnus.!- Syknęła i wyrwała się z moich rąk.
Odwróciłem się i bez słowa wskoczyłem na zewnętrzny parapet okna. Byłem zły i czułem się przez nią zraniony, bo uważałem, że mi nie ufa.
-Magnus. Zaczekaj- zaczęła chwytając mnie za mankiet bluzy.
Przystanąłem na tym oknie i wbiłem wzrok w mrok nocy, stojąc z profilu na chwilę zwróciłem spojrzenie ku tym oczom, a potem zeskoczyłem z parapetu i pobiegłem w stronę drogi do centrum miasta.
}{
Czasami chciałbym zrozumieć, z jakiego powodu Judith jest tak uczuciowa..
Ja sam dopiero poznałem, czym są ludzkie uczucia i starałem się używać ich bardzo ostrożnie. Nie posiadałem ich jako demon, bo nie były mi do niczego potrzebne. Teraz jednak zaczynałem nie tyle się z nimi oswajać, co rozumieć jak umiejętnie i okrutnie mógłby je wykorzystać do swoich celów Jeff.
Zamyślony pchnąłem drzwi Granicy i chwilę potem siedziałem nad szklaneczką whisky, pogrążony w myślach.
-Wszystko gra, Ping-pong?- Zapytał powoli Kosa.
Spojrzałem na barmana niechętnie znad brzegu naczynia.
-Nie- odpowiedziałem krótko i zwięźle, nie mając ochoty rozwijać tematu upiłem kolejny łyk mocnego trunku.
-Chcesz o tym pogadać?- Kosa oderwał się na moment od wycierania kufli i spojrzał na mnie tak samo, jak ongiś w Niebie Ojciec patrzył na Lucy'ego.
-Sam nie wiem, czy chcę się komuś zwierzać- wzruszyłem ramionami niepewnym gestem.
-Spoko. Jak zmienisz zdanie, to wal jak w dym- rzucił krótko układając kufle i szkło pod kontuarem.
-Wszystko gra, Ping-pong?- Zapytał powoli Kosa.
Spojrzałem na barmana niechętnie znad brzegu naczynia.
-Nie- odpowiedziałem krótko i zwięźle, nie mając ochoty rozwijać tematu upiłem kolejny łyk mocnego trunku.
-Chcesz o tym pogadać?- Kosa oderwał się na moment od wycierania kufli i spojrzał na mnie tak samo, jak ongiś w Niebie Ojciec patrzył na Lucy'ego.
-Sam nie wiem, czy chcę się komuś zwierzać- wzruszyłem ramionami niepewnym gestem.
-Spoko. Jak zmienisz zdanie, to wal jak w dym- rzucił krótko układając kufle i szkło pod kontuarem.
}{