sobota, 4 stycznia 2020

Demon, Ona i Ja: Rozdział II

Magnus rysując swoim węglem niemal nie odrywał wzroku od Judith. Z kolei ona ze słuchawkami, z których płynęła ostra, rockowa melodia; w uszach, pogrążona w pracy wpatrywała się wyłącznie w swój arkusz papieru. W przeciwieństwie do Magnusa, rysowała naturalnym węglem i niekiedy sztabką, unikając materiału w ołówku. Jej jasnobrązowe oczy wpatrywały się w arkusz papieru, a wprawne ręce kreśliły, pokrywały kolorem i cieniowały rysunek wedle jej uznania.
Po jakichś dziesięciu minutach zamarła z dłonią trzymającą drugi z typów węgla, lekko uniesioną nad kartką i zastanowiła się przez chwilę. Meredith z niemałą zazdrością obserwowała niedokończone jeszcze dzieło krótkowłosej blondynki, która nagle wzięła węgiel w ołówku i zaczęła nadawać kształty pozornie przypadkowym jaśniejszym i ciemniejszym plamom.
Spod jej ręki wyszedł prześliczny portret. Był to, oczywiście, Magnus; lecz w zupełnie nieziemskiej interpretacji. Ujęcie ukazywało identyczną postać chłopaka, siedzącego wśród różnego rozmiaru skał, w samych spodniach i na bosaka, ale nie to najbardziej rzucało się w oczy. Istotą rysunku były sterczące z ramion namalowanej postaci połamane skrzydła i jego jednocześnie zrozpaczony i pełen pychy oraz wyniosłości wyraz twarzy. Z oczu skrzydlatego nastolatka bił ogień gniewu, a dłonie siedzącego zaciskały się w pięści. Magnus nie widział jeszcze dzieła, ale zastanawiało mnie, co się stanie, kiedy już je ujrzy i co poczuje. Przypuszczałem, że może być wyjątkowo wściekły...
Opiekun klubu spacerując między uczniami w milczeniu obserwował ich pracę, aż w końcu dotarł do pracujących niedaleko siebie Judith i Magnusa, którzy- jak wywnioskowałem po ich spokoju- wykonywali już ostatnie detale przy swoich dziełach. U dziewczyny, na rysunku: z lewej strony, w górze naprzeciw twarzy chłopaka, który patrzył w niebo w pewnej odległości widniała gwiazda zaranna.
-Magnificent- przemówił w głębokim oszołomieniu Radcliff wpatrzony w arkusz Judith. Wszyscy, włącznie z nowym, rozejrzeli się po sobie zdziwieni, lecz opiekun obserwował już rysunek Magnusa Angel.
-O, rany boskie- skomentował równie zdumiony mężczyzna obserwując nanoszone przez czarnowłosego ostatnie poprawki. Jego twarz była lekko umazana od substancji, którą pracował a wcześniej idealnie uczesana czupryna była w lekkim nieładzie.
-Wiem, kompletna tragedia- skomentował Magnus wcale niezrażony.
-Co ty wygadujesz...? Masz pewien talent- zaprzeczył z uznaniem nauczyciel.
Pod koniec klubu przyszedł czas na prezentację dzieł artystów amatorów. Rysunki przedstawiające Magnusa były różne, ale przedstawienie Judith sprawiło, że Demon ze zdumienia wybałuszył oczy i otworzył gębę; jakby uderzył w niego grom samego Boga. Wpatrywał się w obraz z otwartymi z przejęcia ustami, mrugając oczami pełnymi oszołomienia... Reszta była zaciekawiona, zaskoczona albo- jak w przypadku Meredith:, zwyczajnie wściekła.
-Czas na naszego świeżaka- zauważył wąsacz.
Chłopak wziął swój rysunek i wyszedł na forum klasy.
Ku mojemu zdziwieniu jego dzieło również było portretem. Prezentowało odzianą w jedwabną suknię dziewczynę przeglądającą się w dużym lustrze, lecz znajdujące się w nim odbicie było jeszcze piękniejsze, niż stojąca przed taflą postać. Owa wizja artystyczna miała duszę, a osóbka utrwalona na papierze wyglądała, jak "uwięziona" na karcie papieru Judith. Rysunek był zarówno piękny, jak i pełen wulgarności. Dekolt, makijaż i fryzura odsłaniały  kuszącą kobiecość postaci, ale i jej niewinność i delikatność. Wyglądało to, jakby ów obraz miał w swoim przekazie drugie dno, które mogą zrozumieć tylko nieliczni.
-Tytuł obrazu?- Spytał Radcliff.
-"Prowokująca"- oznajmił spokojnie Magnus.
Mina mojej Lilii, mimo próby zachowania względnego spokoju, wyrażała żądzę mordu.
***
Judith podeszła do Magnusa i szturchnęła go mocno pięścią w ramię, pytając ze złością:
-Co to miało być?
Przez jego twarz przemknął lekki uśmiech, ale oczy pozostały chłodne i bezdenne.
-Ty. Tak sobie cię wyobraziłem- odpowiedział wyjątkowo spokojnie.
-A kto ci pozwolił mnie w ogóle rysować, co?- Burknęła obrażona.
Westchnął ciężko i pokręcił głową z niedowierzaniem.- Właściwie, czemu akurat "Prowokująca"?- Zapytała że zdegustowaną miną.
To, co usłyszałem sprawiło, że zmieniłem o nim zdanie.
-Bo oślepiasz i prowokujesz swoją niewinnością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz