Dzisiejsza noc była o wiele ciemniejsza, niż zwykle. Może to dlatego, że było pochmurno i wietrznie. Zdecydowanie miało się na burzę.
Okryłem Judith szczelniej kołdrą i wyszedłem z domu przechodząc przez ścianę jak duch, po czym ruszyłem spokojnie do parku.
Magnus stał pod drzewem dębu. Był bledszy, niż wczoraj i wyglądał na chorego.
-O czym chciałeś pogadać?- Zapytałem krótko.
-Raczej o kim- poprawił mnie.- Ona nie powinna wiedzieć, kim jestem, a jednak skądś wie- zauważył chłodno.
-Chodzi ci o ten rysunek? To jeszcze niczego nie dowodzi- odparłem spokojnie.
-Wie, że coś ukrywam i zagroziła, że się tego dowie. Dobrze wiesz, że jeśli to odkryje, może się znaleźć w niebezpieczeństwie...
-Od kiedy to obchodzą cię jacyś ludzie?- Przerwał em mu złośliwym tonem.
-Nie obchodzą mnie. Nie obchodzi mnie nikt, oprócz Judith- oznajmił lodowato, po czym odwrócił się na pięcie i zniknął między drzewami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz