Jego głos był mi dziwnie znajomy, jakbym już wcześniej gdzieś go słyszał.
Z pełnych niepokoju rozważań wybudził mnie przystający przed szkołą pojazd.
-Nie powiedziałeś, jak masz na imię- Judith z zaciekawienia sama zdecydowała się nawiązać rozmowę.
Czarnowłosy zmierzył ją spojrzeniem i po chwili odparł:
-Jestem Magnus- te karmelowe oczy przez krótki moment błysnęły demonicznym karmazynem.- A ty?
Trzymaj się od mojej Podopiecznej z daleka!.
-Judith- przedstawiła się blondynka.- Skąd się przeniosłeś?
-Też ładnie- skwitował, gdy Wysiadała z autobusu.- Wcześniej nie chodziłem do szkoły. Uczyłem się w domu. Mój ojciec jest trochę, jakby to powiedzieć...- zaczął z zastanowieniem.
-Wycofany?- Podsunęła niepewnie.
-O, właśnie- przytaknął, gdy szliśmy w stronę szkolnych murów.
Weszliśmy do środka. Jedna z nauczycielek, ucząca chemii pani Stein, niska brunetka o czarnych oczach wyłapała go wzrokiem i podeszła do nas.
-Nazywa się pan Magnus Angel?- Zapytała chłopaka.
-Tak..- potwierdził ostrożnie czarnowłosy o karmelowych oczach.
-Och, panna Church- kobieta wreszcie zauważyła Judith, która przywitała się spokojnie.- Może oprowadzisz kolegę po szkole..
-Jasne, prosz pani- odpowiedziała blondynka zdejmując kaptur bluzy.
-Miłej nauki w liceum imienia generała Custera- rzuciła odchodząc.
-Dziękuję bardzo- mruknął Magnus zamyślony nad czymś innym.
Po załatwieniu spraw w szkolnym sekretariacie, Judith rozpoczęła oprowadzanie Magnusa po szkole.
-Automaty z batonikami i napojami- wskazała stojące w korytarzu maszyny.- Stołówka- rzuciła ruchem dłoni wskazując otwarte drzwi, zza których napływały pomieszane zapachy różnorakich dań.
-Mają tu automat z kawą?- Ziewnął przeciągle.- Przepraszam, nie wyspałem się.
-Nie szkodzi. Też napiłabym się czegoś ciepłego- przyznała, gdy szli dalej.
-Jesteśmy, hala sportowa. To, co kawa?- Zaproponowała.
-O niczym innym nie marzę- przytaknął tłumiąc kolejne ziewnięcie.- Są tu jakieś ciekawe lekcje dodatkowe?
-Jaką kawę pijesz? To zależy, co by cię interesowało- powiedziała kulawo.
-Zwykłą, czarną. Bez cukru- odpowiedział.- Sam nie wiem- wrócił do tematu.
-Kółko chemiczne, klub poetycki, plastyczny, pani Griffith prowadzi chór- wyliczała podając mu plastikowy kubeczek, a on kręcił nosem z niechęcią.
-To dla dzieciaków- skomentował.
-Nie wiedziałam, że sztuka jest dla dzieciaków. Chyba będę musiała wypisać się z klubu plastycznego- zauważyła, a on prawie zakrztusił się kawą.
-Nie chciałem, żebyś tak to odebrała- powiedział szybko, wiedząc, że w pewnym stopniu mógł urazić Judith.
Parsknęła wesołym śmiechem, jakby chciała rozładować tą napiętą atmosferę i rzuciła wzywająco:
-Możesz mi nagwizdać, dzie-cia-ku- uśmiechnęła się szczerze.
-Serio?- Zapytał ironicznie. Nagle jednak zamarł na kilka sekund w bezruchu i obrócił się na pięcie patrząc w jedno z okien. Po chwili i ja poczułem falę niszczycielskiej mocy, która objawiła się w postaci samoistnie rozsypujących się w drobny mak szyb...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz