poniedziałek, 10 lutego 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział VI

Magnus zjawił się w umówionym miejscu spóźniony o pięć minut.
-Musiałem zgubić Cole'a- wyjaśnił, gdy rzuciłem mu pytające spojrzenie.
-Czym jest to, o czym rozmawialiście z Cerberem?- Zapytałem krótko.
-Wiedziałem, że zapytasz- czarnowłosy nie był specjalnie zaskoczony.- Na pewno słyszałeś o "Grzechu Edenu".
-Każdy o tym słyszał i co z tego?- Zdziwiłem się.
-Znasz resztę tej historii?- Zapytał z niezdrowym zaciekawieniem, otwierając puszkę mrożonej kawy.
-Jaką "resztę"? O czym ty bredzisz?- Zacząłem z otwartymi szeroko oczami.
Pokręcił głową i zaśmiał się cicho z niedowierzaniem.
-Wiedziałem- zarechotał drwiąco.- Przypuszczałem, że niższe Anioły będą znać tylko tę mniej ważną część historii.
-O co ci chodzi, na Wszystkie Chóry?- Zniecierpliwiłem się.
Magnus rozejrzał się uważnie i po chwili gestem ręki przywołał mnie bliżej.
-Dawno temu, zanim jeszcze upadłem, pewien Stróż opowiedział tę historię Archaniołom. Była pełna bluźnierstw, co strasznie rozgniewało Mika'ela.- Oznajmił tonem przestrogi.- Nadal chcesz usłyszeć tę ważniejszą część?- Zapytał z powagą.
Usiadłem na niskim murku ogrodzenia parku i przez długi czas wbijałem wzrok w biały od lodu spowodowanego przymrozkiem grunt, rozmyślając, czy naprawdę chcę mieć coś z tym wspólnego.
-Czy Judith ma coś do tego?- Zapytałem bardzo ostrożnie podnosząc wzrok na Demona.
-Obawiam się, że niestety tak- oznajmił ponuro- bo widzisz... Druga część tej legendy odnosiła się do tego, że niewspomniany z imienia zbuntowany Archanioł pojmie za żonę Śmiertelniczkę i doprowadzi do kolejnej wojny pomiędzy nami.
-I niby twierdzisz, że możesz być tym Archaniołem- zauważyłem powątpiewająco.
-Niekoniecznie muszę to być akurat ja- jego odpowiedź mnie zaskoczyła.- Na pewno zdajesz sobie sprawę ilu Archaniołów zbuntowało się tamtego dnia...
-Kilkunastu jeśli nie kilkudziesięciu, ale do czego właściwie zmierzasz?- Ciągnąłem dalej tę dziwną rozmowę.
-Mika'el wie kim jest ta Śmiertelna. Od kiedy pojawił się tutaj nie obserwuje nikogo tak uważnie, jak Judith.
-Myślisz, że niby przez kogo tak jest?- Zapytałem z niemałym niezadowoleniem.
Magnus zakrztusił się napojem i kaszląc zaczął przeklinać.
-Tu wcale nie chodzi o mnie, do cholery!.- Warknął z rozdrażnieniem.- Ktokolwiek jest tym "eks Archaniołem"; na milion procent nie jestem to ja. Prędzej podejrzewałbym Lucyfera..
-Chyba cię całkowicie porąbało!- Wykrzyknąłem z przerażeniem.
-Obym się mylił, Aniołku; ale sam wiesz, jak czarujący jest Lucy- westchnął ciężko i skierował wzrok na najbliższą latarnię.
-Jest jeden problem: on nienawidzi Ludzi.
-Nie musi ich lubić. Po prostu zrobi wszystko, żeby dowieść swoich racji- oznajmił Magnus.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz