sobota, 8 lutego 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział V (cz 3)

Autumn na rozerwanie uczniów kazał podzielić się na drużyny i zdecydował, że Magnus i Kenneth będą kapitanami.
-Skopię ci dupę, Night- rzucił czarnowłosy zuchwale.
-Nigdy dotąd ci się to nie udało- odparł blondyn.
Gwizdek i gra się rozpoczęła.

Judith stojąc na bramce w drużynie Magnusa obserwowała z uwagą. Czarnowłosy przejął piłkę od jednej z dziewczyn i...
Stracił ją.
-Rany! Błagam bez cudów!- Warknął z irytacją, wracając do obrony.

Kenneth znów przy piłce, Magnus zdecydował się pójść ślizgiem i odebrać mu piłkę, jednak jego taktyka nie odniosła skutku, a piłka pofrunęła w stronę bramki. Judith z zawziętością w oczach rzuciła się w stronę piłki i z trudem obroniła.
Było trzy do dwóch dla Kenny'ego i znów drużyna Demona w ofensywie.
}{
Kolejny klub plastyczny zapowiadał się całkiem zwyczajnie, gdyby nie czyiś śpiew na zajęciach chóru.
Angel drgnął i otworzył usta.
-Ciekawe kto się dopisał- skomentowała Judith.
-Tylko pedały uczestniczą w czymś takim- powiedział złośliwie.
-Jesteś zazdrosny?- Zaciekawiła się.
-Po prostu nie lubię chórów- wzruszył ramionami idąc.
-Jak można nie lubić chórów?- Zapytała zaskoczona blondynka.
Magnus padł na ławkę ze zmęczeniem i wzdychając spojrzał jej w oczy.
-Źle mi się kojarzą- skwitował rozsiadając się wygodnie.

Tematem przewodnim dzisiejszego rysunku było: "wspomnienie, które wywarło na tobie wrażenie". Magnus oparł się tyłem o stolik z materiałami do rysowania i wpatrując się w swoją sztalugę rozmyślał przez chwilę. Judith była już pogrążona w pracy.
Magnus w końcu wziął do ręki ołówek i zaczął rysować. Grafit sprawnie kreślił linie na kartce, a dziewczyny ukradkiem obserwowały pokryte czarnymi wzorami przedramiona chłopaka.
Tymczasem blondynka cieniowała już pierwszy fragment rysunku, a z powieszonych na szyi i wsuniętych w uszy słuchawek płynęła spokojna melodia.
Meredith wymamrotała coś do swojej przyjaciółki i strzeliła oczami na wzory na rękach Angel'a. Obie zachichotały z czegoś, ale kiedy na nie spojrzał śmiech zamarł im na wargach. Radcliff w ciszy obserwował pracę uczniów.
Czarnowłosy po chwili wziął inny ołówek i spojrzał uważnie na swoje dzieło, jakby coś oceniał. Przetarł palcami cień wokół postaci i zaczął nadawać rysunkowi kolejnych kształtów, a bezdenne, karmelowe oczy błysnęły lekko.
W tym samym momencie usłyszałem jego głos w głowie:
Judith grozi niebezpieczeństwo. Podsłuchałem wczoraj jak Cole rozmawiał z Razjel. 
O czym Archanioł chciałaby rozmawiać z podrzędnym demonem?- Zapytałem zaskoczony.
Chciała czegoś. Powiedziała Cole'owi, że jeśli nie odpuszczę sobie Judith to ma ją zabić. 
Anioł nie może ingerować w ludzkie życie!- Odpowiedziałem rozdrażnionym tonem.
Obaj znamy jednego, który może- przypomniał mi arogancko.
Nie wbrew Jego woli.- Zastopowałem.
Spojrzał ironicznie wprost na mnie, mówiąc:
Myślisz, że demonowi nie będzie trudno okłamać Azraela?. Chyba nie doceniasz Cole'a... Nie jest tak podrzędnym demonem, jak ci się zdaje. Poza tym Mika'el również nie zjawił się tu bez powodu. 
Ty chyba nie twierdzisz, że...- Zacząłem zdziwiony.
Nie twierdzę, wiem to- Przerwał mi chłodno.- Mika'ela rozpoznam wszędzie. Przez to, że służyłem w jego regimencie, Upadli mnie nienawidzą. Dam sobie głowę uciąć, że Kenneth to Mika'el... Dam sobie głowę uciąć- powtórzył pewnie.
Zastanawiałem się, czy mogę mu wierzyć i, co się wydarzy, jeśli Magnus ma jednak rację. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz