Judith podeszła do mnie na czworakach i odwracając mnie przytuliła do siebie mocno.
Byłem tak bardzo słaby i obolały. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułem... Judith oparła mnie o nagrobek i spojrzała na porzucony miecz.
-Nie- chwyciłem jej palce, próbując nie pozwolić jej na głupstwo.
Judith wplotła mi palce we włosy i pocałowała mnie w czoło. Straciłem siły i wypuściłem ją.
Potem ogarnęła mnie ciemność..
Judith Church, uczennica liceum zakochana w demonie.
Cerber zagrodził mi drogę. Warczące trzy pary oczu wpatrywały się we mnie groźnie. Lucy był wyraźnie zaciekawiony, co chcę zrobić, a Kenneth, a raczej Mika'el rzucił do trzymających nieznanego mi lecz najprzystojniejszego anioła, jakiego widziałam:
-Odrąbcie mu skrzydła.
Poczułam oburzenie. Wewnętrzny bunt. Zdołałam ominąć Piekielnego Psa, porwać w ręce leżącą broń i rzucić się z nią na Mika'ela.
Miecz był ciężki. Rękojeść parzyła. Choć w oczach miałam łzy, zacisnęłam zęby i zaatakowałam Kenneth'a. Bez trudu odbił, ale nie poddawałam się i atakowałam go dalej. Lucy, jakby obudził się z letargu, Anioły zamarły, Cole wlepiał we mnie zdumiony wzrok, a Cerber...
Cerber, chyląc łby, zaczął warczeć jeszcze groźniej.
-Nigdy nie zrozumiem tych głupich ludzi- przemówił Lucyfer jakby do siebie.
Mika'el, choć byłam o krok, cofał się pod naporem ciosów.
-Walcz. Walcz, cholerny tchórzu!- Syknęłam. Nie wiem, dlaczego to powiedziałam.
-Te nędzne Istoty są jednak ciekawe...- zauważył Lucyfer.
I nagle ten słodki i jednocześnie chłodny głos:
-Nixon, do mnie- spojrzałam na ten nagrobek.
Magnus. Wstał. I wyciągnął rękę po swą broń. Ta, jakby słysząc głos Pana podleciała do jego ręki. Bez wahania zacisnął na niej rękę, mówiąc :
-Cerber, pójdziesz ze swym drugim Panem?- Zapytał. Demoniczny Pies zaszczekał, jakby radośnie i to słodkie, a jednocześnie bardzo wielkie i groźne bydle, podążyło za czarnowłosym Demonem.
Te lazurowe, tygrysie ślepia... Tak straszne, ale i kochane...
Nixon...
Magnus..
Nigdy nie przestanę Cię kochać..!
Cerber, chyląc łby, zaczął warczeć jeszcze groźniej.
-Nigdy nie zrozumiem tych głupich ludzi- przemówił Lucyfer jakby do siebie.
Mika'el, choć byłam o krok, cofał się pod naporem ciosów.
-Walcz. Walcz, cholerny tchórzu!- Syknęłam. Nie wiem, dlaczego to powiedziałam.
-Te nędzne Istoty są jednak ciekawe...- zauważył Lucyfer.
I nagle ten słodki i jednocześnie chłodny głos:
-Nixon, do mnie- spojrzałam na ten nagrobek.
Magnus. Wstał. I wyciągnął rękę po swą broń. Ta, jakby słysząc głos Pana podleciała do jego ręki. Bez wahania zacisnął na niej rękę, mówiąc :
-Cerber, pójdziesz ze swym drugim Panem?- Zapytał. Demoniczny Pies zaszczekał, jakby radośnie i to słodkie, a jednocześnie bardzo wielkie i groźne bydle, podążyło za czarnowłosym Demonem.
Te lazurowe, tygrysie ślepia... Tak straszne, ale i kochane...
Nixon...
Magnus..
Nigdy nie przestanę Cię kochać..!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz