Lucyfer spoglądał na Mika'ela z pełnym politowania uśmieszkiem. Podszedł do przytrzymywanej przez Razjel Judith i ujął lekko jej podbródek.
-Własność demona to własność demona i nie masz prawa jej tknąć- zwrócił się do Razjel.
-Ona nie jest niczyją własnością-warknęła rozgniewana.
-Skoro go kocha, to tak jakby była- oznajmił ze stoickim spokojem Lucy przyglądając się blondynce. Błękitne oczy błysnęły, a on pochylił się i pocałował ją namiętnie. Na ten widok z trudem zapanowałem nad sobą, jednak moja dłoń zacisnęła się mocniej na mieczu.
-Zostaw ją, Lucy- nie wytrzymałem, ale zanim zdążyłem przystawić sztych do jego gardła, Judith wyrwała się Razjel, a głowa Lucyfera odskoczyła lekko na bok. Judith wpatrzona w Lucyfera aż wrzała z wściekłości.
-Jestem jego dziewczyną, a nie twoją, padalcu- powiedziała bezczelnie.
-Padalcu? Serio?- Zapytał Lucy udając zdziwienie. Jego oczy zmieniły się w dwie czerwone kule. Nie lubił obelg, zwłaszcza, gdy lżyli go ludzie.
Jego dłoń sięgnęła w jej stronę. W ostatnim momencie odepchnąłem ją i poczułem stalowy uścisk na gardle.
Miecz wypadł mi z ręki i z trzaskiem wylądował na brukowanej alejce. Lucy był rozwścieczony do granic i przestał nad sobą panować. Archaniołowie milczeli, Castiel obserwował, Cerber skamląc ułożył się przy boku swojego pana, a Judith...
Judith szlochając prosiła, żeby Lucyfer przestał mnie dusić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz