niedziela, 16 lutego 2020

Demon, Ona i Ja Rozdział VIII (cz 4)

Upadając na twardy kamień usłyszałem kilka trzasków i odczułem rozrywający ból w łopatkach, a z moich ust wydostał się skowyt cierpienia.
Magnus zwrócił wzrok w naszą stronę... Ostatkiem sił zdołał odepchnąć Archanioła i pojawił się tuż przede mną.
-Masz połamane Skrzydła...- Zaczął z trwogą.
-Ona powinna cię obchodzić bardziej, niż jakiś tam Anioł- mimo trudnego położenia próbowałem mu się wyzłośliwiać.
Magnus odbijając atak, podciął Mikaelowi nogi i przywalił mu głownią w twarz.
-Nie jakiś tam, a Jej Strażnik- oznajmił patrząc z rozpaczą na jej zniszczoną kurtkę i koszulkę, a także pokryte głębokimi ranami plecy.
Drgnąłem. Ból mnie przytępiał. Sprawił, że stałem się odporny na działanie wszelkich bodźców z zewnątrz. Byłem tylko ja. I ból...
-Przestań chrzanić- po tych słowach chciałem dodać coś jeszcze, ale mi przerwał:
-Nie chrzanię- odparł ostro.
Lucyfer nadal nas obserwował. Podwładni Mika'ela rzucili się na Demona i wtedy do akcji wkroczył Cerber.
Trzy obślinione szczęki zaczęły gryźć i szarpać przeciwników, którzy nie rozumiejąc, co się dzieje podjęli próbę obrony przed bestią. Lucyfer wziął na siebie Razjel i Mika'ela, a Cole..
Cole usiłował zabrać Judith.
Magnus kopnął go w twarz uniemożliwiając mu ten zamiar.
-Zwiewamy!- Podniósł mnie i pchnął w kierunku bramy. Sam wziął moją Podopieczną na ręce i zaczęliśmy biec na złamanie karku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz