środa, 26 września 2018

Hunter III Curse Rozdział XXXII: Kurtyna w górę, czyli teatrzyk Raven.

-Kto cię tak urządził; Przewodniczący?- Spytała zmywając mi krew z facjaty.
-Sss..! Auu! Sekretarz na spółkę z tą pieprzoną Tower.. I jeszcze ten Woroszyłow- odpowiedziałem
 sycząc z bólu.- Niech ja tylko dorwę tą Tower!- Zastanowiłem się chwilę.- Kim on jest?- Strzeliłem oczami na bruneta.
-Salvator nie wspominał ci o nim w liscie?- Zdziwiła się, a ja pokręciłem odmownie głową.
-Dziwne..- Mruknęła jakby do siebie.
Callisto Raven; postrach ogólniaka. 
Dwa dni później, przed południem.
-Więc.. Mówisz, że jesteś w jakiś sposób zobowiązany- usłyszałam zza okna głos Jack'a.
Byłam w trakcie przygotowywania obiadu, a w domowej lodówce nie znalazłam zbyt wiele, zatem postanowiłam zrobić najprostsze spaghetti z sosem.
-Panicz Cristian zobowiązał mnie, bym po Jego śmierci zawarł Pakt z Jego synem- odparł glos lawendowookiego zza okna.
-Taaa! Wampiry, niemiłe wielkie psiska.. Co jeszcze jest w programie tego waszego Cyrku?- Prychnął zniecierpliwiony blondyn.
-Może lepiej nie mówić mu calec prawdy o tobie; Raven- zasugerował Undertaker, wyciągając z kieszeni słoiczek, odkręcił i wziął dawkę środków nasercowych.
-Ech, może..- westchnęłam ciężko.
-Mierzyłeś ciśnienie?- Zapytał tuz za nim Lucian.
-Serce mi wariuje przez tę cholerną pogodę- odburknął wyraźnie poirytowany Sebastian.
-Chyba zjesz z nami?- Zapytał zxa Luciana blondyn.
-Sam nie wiem..- Undertaker próbował się wymigać.
-Czyli zjesz- Jack postawił go przed faktem- Pomogę ci- rzucił do mnie.
|•••|
-Pierwszorzędne żarełko- wymruczał z półprzymkniętymi oczami Jack.
-Nie wiedziałem, że nauczyłeś ją gotować- zażartował Undertaker zwracając się do Luciana.
-Dzięki, Sebastian.. Naprawdę- prychnęłam urażona.
××××
Wieczorem wraz z Lucianem wziewam się za przygotowania.
Przesuwając ławę, druga dłonią sięgnęłam po oprawioną w szarą skórę księgę, Lucian zwijając dywan rzucił mi pliczek samoprzylepnych karteczek.
Jack L. Donovann, łowca herbu Kielich. 
Przyglądałem się z boku, co Callisto rysuje na tych karteczkach. Szczerze mówiąc rysunki nie przywoływały u mnie zbyt wielu skojarzeń. Moim zdaniem pierwszy z nich przypomniał mi kwiat lilii; drugi przywodził na myśl naszkicowane z profilu owalne lustro. Za trzecim (według moich wyobrażeń) kryły się kajdany, natomiast czwartym i ostatnim był ozdobny kielich.
Czarnowłosa nakleiła karteczki na podłodze pomiędzy dwoma okręgami rysunku, w miejscu czterech stron świata.
-Gotowe. Zapraszam do Kregu; Aniele- rzuciła, szybko pochwyciła fioletową Książkę, którą w nią rzucił i otworzyła ją w jednej trzeciej grubości.
Lucian doprowadził mnie do tego dziwnego rysunku wciskając mi w palce płonącą, grubą świecę w kolorze bladego błękitu.

Stanąłem obok Cally, która wskazała mi wersy, które miałem przeczytać.
-Jezu.. Co to za język?- Jęknąłem gapiąc się usilnie na słowa zapisane w tomie.
-Łacina- odparła ze wzruszeniem ramion, jakby dla niej było to całkowicie normalne.
Dzwony w oddali wybiły północ...
-Anioł wezwany: do Paktu skłaniany. 
Zostanie naznaczony, 
gdy północ wybiją dzwony. 
Zaprzysiężony zostaje 
i Pieczęć Kielicha dostaje.- z trudem dukałem z książki.
Płomień świecy, którą trzymałem strzelił delikatnie w górę.
-Jakże to? Kielich już pełen?
Będę Rodu przyjacielem. 
Przysięgę Twoja przyjmuję 
i do służby przystępuję, co Kielichem pieczętuję- świeca zgasła a właściciel lawendowych tęczówek ukląkł w kręgu.
W mojej głowie zupełnie znikąd pojawiło się jego imię.
Dámen. 
Potem ciemność...

Nazajutrz Kwatera Główna Związku Stowarzyszenia Łowców, Londyn.
Przebudzenie nie należało do przyjemności. Powoli uniosłem powieki, a moją głowę przeszył potworny, ostry ból.
Jęknąłem słabo, uchylając delikatnie powieki, a w ich szparkach zamajaczyła mi czyjaś rozmazana twarz.
-Nie uderzył się w głowę?- Zapytał kogoś oglądający mnie facet.
-Lucian zdążył go złapać- odparła Callisto.
-Rozumiem- poruszył moją prawą ręką, a druga odruchowo przygotowała się do ciosu i wykonała określony ruch.
-Nie trafiłeś, Przewodniczący- zażartował, po czym zwrócił się do reszty zgromadzonych- Prawdopodobnie ma złamaną rękę. Jest trochę poobijany. Wszystko będzie wiadomo po prześwietleniu- koleś zniknął mi z zasięgu wzroku.
-Nieźle oberwał- skomentował Deere.- Holy...
Cichy trzask drzwi i kroki, oraz rozmowa.
-Jack... Na Nieskończoną Cierpliwość Świętego Anioła..- ten cudny głos Clari i jej kroki- ...jak ty wyglądasz...(?)
-...Kochanie ty moje- dorzucił uwodzicielsko Czterooki i dostałem szturcha.
-Jestem stuprocentowym hetero- obrażony rzuciłem w Michaela puchatym jaśkiem.
-Gdybym był homo, potwierdziłbym, że jesteś przystojniejszy ode mnie- dramatyczna pauza, ale i tak wiedziałem, że mi dowali- ale niestety, nie jesteś taki seksowny jak ja- odciął się okularnik wesoło.
-Może i nie jestem, ale mój ponętny tyłeczek w pełni mi to rekompensuje- przekomarzałem się.
-Michael też ma seksowny tyłeczek- wypaliła nieprzemyślanie  Clarissa, a Callisto padła na jakieś łóżko i zaczęła się po nim turlać rechocząc.
-Czuję się doceniony- bąknął zielonooki zawstydzony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz