-A znasz jakiegoś... Cholera, jak mu było...?- Zastanowił się przez chwilę.- Z.. Z.. A, mam!. Zetsubō- przypomniał sobie Marius.
-Zetsubō?? Pewnie, że kojarzę tego drania; ale co ma piernik do wiatraka?- prychnąłem.
-To chyba jego siostra bliźniaczka- zauważył z namysłem.
-No, normalnie cudownie. Jeszcze jednego kitsune potrzeba mi do szczęścia. Ja pierdolę; po prostu świetnie- westchnąłem z irytacją.
-Fallen ga ochiteiru.. Ochiteiru.. Ochiteiru...- Callisto zaczęła dziwnie wesoło nucić.- Jigoku wa futatabi tokeru.. My dear brother..
Przyciągnąłem ją za brudne strzępy ubrań, które miała na sobie i pocałowałem ją mocno.
Jeśli to coś ją opętało, ciebie usmażę, a twoje futro przerobię na buty, Zetsubō...
Powoli chciałem się odsunąć, ale w tym momencie to ona dociągnęła mnie, nie pozwalając mi się od siebie odkleić... Całowała łapczywie, jakby panicznie się bała, że zaraz zniknę, jak przebita bańka mydlana. Powoli ochłonęła i spojrzała na mnie dziwnie.
-Co się dzieje, Moje Kochanie..?- Zapytałem łagodnie, przyglądając jej się.- To przecież ja... Michael.. Twój Pyszczulek..- szepnąłem patrząc jej w oczy.
Długi czas wbijała we mnie nieruchome szkliste spojrzenie. Wyglądała żałośnie- brudna; pokaleczona, rozczochrana, wygłodniała.. W podartych ubraniach i bez butów..
-Callisto.. Powiedz coś- poprosiłem nadal cierpliwym tonem.- Proszę.. Cokolwiek, Moje Kochanie..
Chyba jednak coś do niej dotarło, albo przypomniała sobie, co się stało.. Chciałem znowu ją pocałować.. Objąć.. Nie ważne, że była brudna i wyglądała, jak zwykła żebraczka- nadal była moją ukochaną Cally...
-Chcę się wykąpać.. Nie pamiętam, kiedy ostatnio się kąpałam... Cuchnę wampirami- powiedziała słabym szeptem. To był pierwszy raz, kiedy usłyszałem od niej to słowo. Zawsze było tylko „pijawa”.
-Dobrze; Moje Kochanie...- zapewniłem przytulając ją.
-Będziesz brudny..- powiedziała, jakby to miało jakieś znaczenie.
-To nieistotne- odparłem czule.
-To twoja ulubiona koszulka...- upierała się.
Jakbym nie miał innych ciuchów.!
-Kupię sobie ładniejszą- odpowiedziałem z miłością.
-Ale ja.. Strasznie cuchnę..- powiedziała z uporem, jakby bała się, że od tego zaraz wykorkuję.
-Przygotuję kąpiel- rzucił Marius znikając w korytarzu.
-Kochanie.. Mój ty cudny klejnociku..- Pocałowałem ją delikatnie.- Nie jesteś głodna?- Zapytałem szeptem.- Co byś zjadła..?- Zajrzałem jej w oczy.
-Schrupałabym nawet lodówkę..- przyznała, gdy wziąłem ją na ręce.
-Wszystko gotowe- rzucił blondyn wychodząc z łazienki.
-Możesz coś jeszcze dla mnie zrobić?- Zapytałem cicho.
-Jasne- odparł krótko.
-Ugotujesz coś do jedzenia?
-Nie ma problemu- rzucił mijając mnie.
Callisto nagle wzięła jego twarz w swoje palce i przez dłuższy moment patrzyła mu w oczy.
-Wytłumacz się natychmiast, Wadera..- powiedziała z naciskiem.
-Później wszystko ci wyjaśnię, Szafirku..- odjął jej dłonie od swojej twarzy i zamknął je na kilka sekund w swoich.
Na jej lewej dłoni błysnęły sygnet i pierścionek.
Zamknąłem się z nią w łazience i bardzo ostrożnie zacząłem pomagać jej się rozebrać. Na parapecie leżał puszysty ciemny szlafrok, kilka dziewczęcych ciuchów i bielizna w rozmiarze Cally (byłem ciekaw, skąd- u diabła- je wytrzasnął!) oraz miękki ręcznik. Wsadziłem ją do wanny.
-Ciepło..- szepnęła z rozmarzeniem.
Wyglądała tak okropnie, że miałem ochotę dopaść Zetsubō i zakatować sukinsyna.
-Powinnam cię przeprosić...- zaczęła smutna.
-To ja cię przepraszam- odparłem odruchowo.
-Nie masz powodu, a ja...
-Nie martw się tym teraz- przerwałem cicho obchodząc się z nią, jak z jajkiem.
-Przecież się nie rozpadnę- powiedziała ostrożnie.
-Wiem, ale nie chcę zrobić wam krzywdy..- odparłem z troską.
Wzięła moją dłoń i położyła na swoim wielkim brzuchu. Ledwie czułem stukanie serduszka w środku. Trwałem tak, przez kilka minut przesuwając pieszczotliwie dłoń po tym tłuszczyku.
Najchętniej wyrwałbym ci serce, a reszte przerobiłbym na karmę dla psów, kitsune...
Jęknęła cicho.
-Kochanie?- Zapytałem zmartwiony.
-To tylko Mała... Przeciągnęła się..- odezwała się szeptem.
Pomogłem jej wstać i wycierając jej ciało rozmyślałem o torturach, którym poddam tego małego psychopatę, kiedy go wreszcie dorwę...
-Już jestem sucha, Michael...- zaczęła przyglądając mi się uważnie.
-Przepraszam..- włożyłem jej ręcznik na głowę i pomogłem zawinąć w turban. Poddała się i opuściła ręce. Choć chciała wszystko zrobić sama, na pierwszy rzut oka było widać po niej wyczerpanie.
Może lepiej, gdybym cię spalił na stosie, Zetsubō..? Nie, to zbyt litościwe.. Mogę wymyślić coś o wiele lepszego, więc lepiej zacznij się mnie bać...
-Znowu masz ten wzrok..- powiedziała z troską.
-Nic mi nie będzie...- odparłem cicho starając się wytrzymać jej zmartwione spojrzenie.- Tak bardzo za tobą tęskniłem... Tak strasznie was kocham...
Callisto oparła się na mnie i wciągnęła mój zapach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz