Pod wpływem ciosu w pysk zamrugałem budząc się z letargu. Odruchowo podniosłem rękę, żeby mu oddać; ale kiedy nań spojrzałem opuściłem ją.
-Ona cię teraz potrzebuje, więc nie odpływaj...- powiedział podając Cally coś przeciwbólowego. Położył ją delikatnie, ale stanowczo.
-Powinnaś teraz odpoczywać- nakazał z troską.
-Dosyć już leżałam.. Muszę wrócić po tego chłopaka..- zaczęła protestować.
-Marius, o czym ona mówi?- Zwróciłem się doń zaniepokojony.
-Kiedy tam byłam... On.. Pomagał mi.. Muszę go ocalić..- Zaczęła cicho.
-Kto? Kim on jest?- Zapytałem z naciskiem.
-Ma na imię Hideyoshi i... To kitsune..- Widząc moją minę, chciała mnie przekonać.- On jest dobrym lisem.. Jego też tam zamknęli.. Pomagał mi..- mówiła chaotycznie.- Ja.. Obiecałam, że go stamtąd wyciągnę..
-Kitsune? Ty chyba zwa...- urwałem nagle, widząc przed oczami obraz chłopca o zielonożółtych oczach zmieniającego się w śnieżnobiałego lisa z dwoma ogonami...
Callisto Raven; postrach ogólniaka.
-Rozumiem- powiedział zupełnie innnym tonem, przysiadając na skraju łóżka, wziął mnie za rękę i ucałował lekko palce.
-Naprawdę??- Zdumiałam się splatając z nim dłoń, chciałam się podnieść, ale popchnął mnie lekko, prosząc żebym leżała.
-Ten chłopiec.. Ma żółtozielone oczy?- Zapytał dziwnie zamyślonym tonem.
-Skąd wiesz??- Zdumiona i zaniepokojona równocześnie musnęłam dłonią jego policzek. Marius wyszedł po coś, zostawiając nas samych.
-To może głupio zabrzmi, ale...- Michael był bardzo blady. Wziął głęboki oddech, żeby opanować drżenie głosu.- Widziałem go.. W wizji.. On, w pewnym sensie, powiedział mi, gdzie jesteś..- Wyznał cicho.- Poza tym..
-No, mów...- Wtrąciłam cicho.
-Tori, powiedziała; że w mieście jest koszmar. Krzyżanowski też był opętany przez akuma.
-Akuma?- Patrzyłam nań nie rozumiejąc.
-Tak się nazywają te rybo-ślimaki. Znalazłem kilka przydatnych informacji- odparł krótko.- Zajmę się wszystkim, ty wypoczywaj..- dodał całując mnie subtelnie.
-Jesteś bardzo blady- odpowiedziałam zmartwiona, zaglądając mu głęboko w oczy.
-To nic wielkiego, poradzę sobie- uśmiechnął się do mnie.
-Oddajesz mi za dużo- powiedziałam smutno, starając się ukryć złość na niego.
-Podjąłem tę decyzję z własnej woli- odparł cierpliwie.- Marius nic przede mną nie zataił. Wiem, że to niebezpieczne, znam tego konsekwencje...- usłyszałam, że jego serce przyspieszyło, na jego twarzy pojawił się lekki rumieniec, a zielone oczy stały się błyszczące. Jego dłoń była gorąca. Z trudem panował nad przechodzącymi go dreszczami.
Marius wrócił. Widząc zmianę w stanie Michaela wyciągnął z kieszeni saszetkę i wsypał proszek do parującego kubka.
-Wypij to- Wcisnął w palce zielonookiego naczynie.
Michael z wahaniem zaczął pić napój.
Oparł się o ścianę i odstawił kubek przymykając na moment oczy. Oddychał powoli i głęboko, a dreszcze zaczęły się uspokajać. Jego policzki nabierały normalnego koloru.
-Spodziewałeś się tego- zwrócił się do blondyna, nadal nie otwierając oczu.
-Tak, kiedy zbladłeś jak dziewczyna, którą kiedyś poznałem. Ma na imię Kostucha- odparł z ironią, a Michael nie otwierając oczu wybuchnął śmiechem.
-Taa, trudna z niej laska... Jak już kochać, to na zabój.. Zresztą, co ja o tym wiem? Przecież to ciebie rzuciła- zażartował dziwnie.
-Rzuciła; hmmm... To dobre określenie- przyznał z westchnieniem Marius.
-Przestańcie tak głupio sobie żartować- burknęłam zła.
-Spokojnie, Moje Kochanie- powiedział cicho, głaszcząc mnie po włosach.- Nie możesz się denerwować..- uniósł powieki i spojrzał na mnie ciepło.
-Jak mam się nie denerwować, gdy żartujecie sobie z takich rzeczy?- Zapytałam patrząc nań oburzona.
-Przepraszam, Szafirku- odparł cicho Wadera.
-Bardzo się zmieniłeś; Marius- odezwałam się trochę niepewnie.- Kiedyś byłeś..
-Podłym, zakochanym w sobie dupkiem?- Rzucił unosząc brew.
Skinęłam głową ponuro. Podniósł palcami moją głowę i spojrzał mi w twarz.
-To nie ja się zmieniłem, to ty wydoroślałaś; bachorku- powiedział odrobinę złośliwie.- Wypiękniałaś, nabrałaś kształtów tu i tam.. W porównaniu do tamtego rozwrzeszczanego kurdupla z dawnych lat, jesteś dobrą osobą...- zatonęłam w jego objęciu.
-Wcale nie jestem- szepnęłam z poczuciem winy.- Ciągle mnie przepraszasz, a to ja powinnam to zrobić.. Przepraszam, za to, co powiedziałam, że cię zraniłam..
-Nie powinnaś robić takich głupstw- zauważył odsuwając mnie na wyciągnięcie ręki.
-Co..?- Zdziwiłam się.
-Nie przeprasza się za to, że się coś czuje; Callisto Anabelle- odpowiedział spokojnie, ocierając jej łzy z oczu.- Prześpijcie się, to wam dobrze zrobi- Wstał i ruszył do drzwi.
-A ty?
Przeciągnął się i machając na pożegnanie zniknął za drzwiami, nie odpowiadając na moje pytanie.
Powoli zasypiałam z głową na piersi Michaela. Zamykały mi się oczy, a usta raz po raz rozwierało głośne ziewnięcie.
Jednak, gdy usłyszałam w pobliżu cichy kobiecy głos coś poderwało mnie z ramion Michaela.
-Daj spokój, Claude.. Sam wiesz, że nie potrafisz kontrolować tak olbrzymiej Mocy- mówiła starając się go przekonać.
-Tylko po to przyszłaś; Veronique?- Zapytał beznamiętnie.
-Ludzka krew może ci pomóc...- zaczęła z prośbą.
Podniosłam się lekko i nasłuchiwałam.
-Nigdy nie tknę ludzkiej krwii!- Odwarknął z nienawiścią.
-Jesteś wampirem. Jednym z nas. Ta walka jest bezcelowa, Claude. W końcu wpadniesz w amok i zaczniesz...
Ręka z pierścieniem z lazurytową wilczycą wystrzeliła do przodu łapiąc ją za gardło.
-Zapominasz, że nadal trzymam "Lady Mary"- odparł lodowato.
Zakryłam usta z trudem powstrzymując jęk.
-Jesteś szalony...- z jej ust wyszedł zdumiony szept.- Jeśli to zrobisz..
-Zrobię- Marius puścił pijawę, która cofnęła się o krok patrząc nań; jak na kompletnego szaleńca.
-Jesteś... Jesteś okrutny..- powiedziała sparaliżowana przerażeniem.
-I to mówi osoba, która własnoręcznie mordowała dzieci- odparł pogardliwie.- Swoją drogą, pamiętasz; jak próbowałaś mnie ułożyć, jak psa? Każdego dnia patrząc w lustro nie mogę przestać cię nienawidzić; obłudna suko.
-Z dwojga złego, powinieneś się cieszyć; że cię Wybrałam. Skończyłbyś gorzej, gdybyś trafił pod opiekę innego Klanu- odparła chłodno.
-Gorzej? Nie rozśmieszaj mnie!- Warknął.- Żałujesz, że nie zrobiłaś ze mnie swojej posłusznej maskotki..? Coś ty sobie myślała, ha? Bardzo mnie ciekawi, z jakiego powodu tak desperacko próbowałaś mnie złamać.. Dlaczego, wolałaś mnie; niż inne Worki Krwi.?
Obserwowałam zza szyby ich rozmowę.
Kobieta otworzyła usta w głębokim zdumieniu, wpatrując się w czarnookiego blondyna zszokowana.
-Po tylu latach, nadal chcesz wiedzieć?- Zapytała, jakby nie przypuszczała, że to pytanie kiedyś padnie.
-Gdybym nie chciał, nie pytałbym o to. Zresztą, gdziekolwiek zniknę, zaraz pojawiasz się za mną, jakbyś miała na moim punkcie jakąś obsesję- zauważył obojętnie, patrząc na ruchliwą ulicę.
Veronique zacisnęła usta w wąską linię, taksując go dziwnie pożądliwym spojrzeniem. Pożerała go wzrokiem, jakby chciała mieć go na własność. Jej oczy zapłonęły szkarłatem.
-Ja... Kocham cię, Claude.
Blondyn bardzo powoli odwrócił wzrok od sunących drogą samochodów i zmierzył ją spojrzeniem. Długą chwilę, w ciszy ją obserwował. Widząc w jej oczach szczerość oparł się o drzwi i osuwając się po nich na pierwszy stopień schodów, zaczął zwijać się ze śmiechu; jakby powiedziała najśmieszniejszy dowcip pod słońcem.
-Ty? Kogoś kochasz??- Zapytał nadal dusząc się ze śmiechu.
-Wybrałam cię, bo cię pokochałam- odparła nadal poważnie.
Ona naprawdę mówiła serio, ale Marius znów zaczął się śmiać.
-Nie rób z siebie pośmiewiska.. Jesteś żałosna, Veronique- nawet jego śmiejący się głos ociekał jadem.- Takie bestie, jak ty nie wiedzą, co to jest miłość...- powiedział patrząc na nią twardo.- Muszę ci przyznać, że masz zajebiste poczucie humoru.- Podniósł się i pchnął drzwi.- Jeśli jeszcze raz tu przyjdziesz; zabiję cię, przysięgam- usłyszałam jego kroki, w korytarzu znów zabrzmiał jego drwiący śmiech.
Jeśli "Lady Mary" jest tym, o czym myślę...
Wyskoczyłam z łóżka i otwierając drzwi wyszłam z pokoju. Stanęłam tuż za drzwiami połączonego z kuchnią salonu i obserwowałam blondyna. Stał oparty o ścianę przy oknie patrząc w zamyśleniu na trzymaną w dłoni ozdobną kryształową buteleczkę z pięciokątnym dnem i korkiem w kształcie czaszki, wypełnioną ciemnoniebieskim płynem.
To była właśnie ta "Lady Mary". Był to niezwykle rzadki i trudny do zdobycia, specjalny rodzaj narkotyku, który mógł prawie bezboleśnie zabić wampira.
Zrobiło mi się słabo, szybko zacisnęłam dłoń na krawędzi stolika i zmusiłam się, by dalej obserwować Mariusa.
-Miłość, ta?- Mruknął beznamiętnie, ukrywając przedmiot za pazuchą. O kostki otarł mi się kot, miałcząc wbił we mnie dziwnie pytające ślepia, jakby mówił: chyba oboje strasznie się o niego martwimy, co(?).
Poczułam ramiona oplatające moje żebra. Dłonie splotły się na moim brzuchu, a moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
-Powinnaś odpoczywać, Kochanie Moje- szepnął troskliwie, przesuwając wargami po pieczęci na mojej szyi. Ostrożnie wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju.
***
Chyba jeszcze się zdrzemnęłam, bo kiedy otworzyłam oczy siedział przy mnie Marius.
-Jesteś głodna?- I nie czekając na odpowiedź postawił mi na kolanach tacę pełną jedzenia.
-Z kim rozmawiałeś w nocy?- Zapytałam wprost.
Czarnooki znieruchomiał z kolejnym opakowaniem krwii w dłoni.
-Z nikim- odparł niezbyt przekonującym tonem, wracając do podpinania mi drugiego jedzenia.
-Widziałam, co masz przy sobie.. To nie jest dobre rozwiązanie, Marius...- zaczęłam z troską.
-Dosyć- przerwał mi chłodno, unikając moich oczu.- To nie twoja sprawa, więc odpuść..
-Nie mogę. Jesteś moim najlepszym przyjacielem- odparłam ostro.
-Musisz.. Jeśli znów będę przy tobie; zginiesz..- powiedział przez zaciśnięte zęby.- Oboje przeze mnie zginiecie, zrozum to w końcu! Wszyscy wokół mnie..- wreszcie spojrzał mi w twarz, a z jego oczu wyjrzało ogromne poczucie winy i cierpienie.
-Nie rób tego.. Marius, proszę.. Błagam, żyj...- wzięłam jego twarz w dłonie i zajrzałam głęboko w jego czarne tęczówki.- Potrzebuję cię..- szepnęłam rozpaczliwie.
-Nie. To jego potrzebujesz- przerwał mi znów chłodno.- Tylko jego kochasz..
-Ciebie też kocham...- Powiedziałam płaczliwie, przyciskając się do niego.- Żyj... Proszę...- Bez wahania zaczęłam go całować.
Odsunął mnie mocno.
-Nie mam powodu, żeby żyć- oznajmił cicho.
-A ja? Czy nie jestem wystarczająco dobrym powodem; Marius?- Zapytałam ze łzami w oczach.
-Ty.. Ty...- spuścił głowę, bym nie widziała jego wyrazu twarzy.- Wystarczająco długo.. Żyłem tylko po to, żeby zobaczyć, czy jesteś szczęśliwa. Tylko tego chciałem..
-Więc to utrzymaj.. Jeśli nie chcesz żyć dla siebie, zrób to dla mnie..- Nie chciałam go stracić drugi raz. To bolało..
-Szafirku... Ja...- Zerwał się z łóżka.- Nie mogę. Nie chcę tak żyć. Wybacz..- Z jego palców wysunęła się szklana buteleczka.. Ku mnie potoczył się korek-czaszka.
Dopadłam do niego zrzucając tacę.
-Coś ty zrobił.? Coś ty, do diabła, zrobił..?- Wyszeptałam przerażona.
Michael wszedł do sypialni. Woreczki z krwią wypadły mu z rąk, a on przyklęknął szybko przy nim.
Nie zawahał się ani chwili. Wyciągnął miecz i opierając rękę na ostrzu rozciął bliznę. Wyssał trochę krwi i pochylając się wtłoczył ją w rozchylone usta blondyna. Zacisnął mu szczękę, zmuszając Mariusa do wypicia tej krwi.
-Nie pozwolę ci jej skrzywdzić.. Ona już dosyć wycierpiała- zwrócił się do szarpiącego się blondyna ostrym tonem.- Żyj, oczadziały krwią kretynie..!- Warknął blokując nogami jego ręce.
-Za późno, Płomień- Marius uśmiechnął się drwiąco.. Krew wypłynęła kącikiem ust. Ostatnimi siłami zrzucił z siebie zielonookiego, drżąc.
Jego oczy błysnęły karmazynem, wyciągnął do mnie rękę i...
Strużka krwi wsiąkła w jego blade, prawie sine usta, barwiąc je lekkim różem, twarz odzyskała porcelanową barwę, a w szeroko otwartych oczach odbił się gniew. Zerwał się z podłogi i chwytając zielonookiego za gardło przycisnął go do ściany
-Myślałem, że wyraziłem się dość jasno- powiedział zimno, zaciskając mocniej dłoń.
-Marius, nie...- Zaczęłam z bólem.
Na twarzy Michaela zamajaczył lekki uśmiech.
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
-Niko.. mu nie poz..wolę jej skrzy...wdzić. Nawet tobie..- wydyszałem z trudem, patrząc przez łzy bólu w karmazynowe tęczówki. Płuca paliły, zaczynało brakować mi tchu. Ciemniało mi przed oczami i robiło mi się słabo.
Dłoń z obrączką, z lazurytową Wilczycą drgnęła, palce rozluźniły się, a ja wylądowałem na podłodze, kaszląc i krztusząc się powietrzem.
-Przysiągłeś, że tego nie zrobisz..- obejmując się ramionami, osunął się na kolana, a z jego ust wyrwał się jęk bólu.
-Nie mogłem dotrzymać tej obietnicy, bo, gdybym to zrobił nie mógłbym spojrzeć Callisto w oczy- odparłem cicho, podsuwając mu ranną rękę. Odtrącił ją mocno w odmownym geście. Powstrzymywał się, choć w jego oczach widać było palące pragnienie. Mimo, że wampirzy głód rozrywał go od środka, nadal brzydziła go myśl o wypiciu ludzkiej krwii. Obawiał się tego, że stanie się taki sam, jak ci, do których żywił ogromną nienawiść
Doszedłem do niego na kolanach i oparłem mu ręce na ramionach.
Callisto Raven; postrach ogólniaka.
-Nie jesteś jedną z tych bestii- powiedział poważnie patrząc w te oczy.
Skierował do niego te same słowa, co kiedyś do mnie
Blondyn bardzo wolno podniósł głowę i spojrzał mu w oczy ze strachem.
-To grzech- wyszeptał z przekonaniem.
-Przestań chrzanić- odparł zielonooki z iskrzącymi oczami.- Jestem... Ja..- Michael nie bardzo wiedział, jak to ująć.- Karmię Callisto swoją krwią.
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
Marius spojrzał przez ramię na Callisto, potem na mnie. W jego, zwykle pozbawionych uczuć, czarnych oczach pojawił się paniczny strach.
-Nie.. Nie mówisz poważnie..- zaczął ochrypłym półgłosem, patrząc na mnie oszołomiony tą informacją.
Wstał i chwiejnie odsunął się od nas o krok. Nie wierzył mi.
Wstając przygarnąłem ramieniem turkusowooką, która przytuliła się do mnie drżąc lekko.
-Jesteś człowiekiem.. Łowcą..- zaczął gapiąc się na mnie sparaliżowany zdumieniem.
Poczułem jej kły zatapiające się w mojej szyi..
-To jest, jak nałóg, Marius..- przymknąłem na chwilę oczy...
Claude Marius Wolf, herbu Wadera, ex-łowca.
Obserwowałem to z rosnącym przerażeniem. Ignorując płomień w żyłach zmusiłem się by patrzeć na tę straszną scenę.
Callisto. Piła ludzką krew. Wprost z jego żył.. A on...
On czerpał z tego przyjemność!
Nie mieściło mi się to w głowie. Z całych sił usiłowałem pojąć to, co widziałem; ale nie potrafiłem..
-Weź jeszcze..- szepnął do niej z prośbą.
-Nie mogę więcej.. Istnieje granica, której nie mogę przekroczyć- odszepnęła z przywiązaniem, odsuwając usta, zza których majaczyły wydłużone kły.- Której nie chcę przekraczać- uściśliła z uczuciem.
Cofnąłem się o kolejne dwa kroki. Moje plecy napotkały ścianę. W głowie miałem totalny chaos.
-Nie. To jego potrzebujesz- przerwał mi znów chłodno.- Tylko jego kochasz..
-Ciebie też kocham...- Powiedziałam płaczliwie, przyciskając się do niego.- Żyj... Proszę...- Bez wahania zaczęłam go całować.
Odsunął mnie mocno.
-Nie mam powodu, żeby żyć- oznajmił cicho.
-A ja? Czy nie jestem wystarczająco dobrym powodem; Marius?- Zapytałam ze łzami w oczach.
-Ty.. Ty...- spuścił głowę, bym nie widziała jego wyrazu twarzy.- Wystarczająco długo.. Żyłem tylko po to, żeby zobaczyć, czy jesteś szczęśliwa. Tylko tego chciałem..
-Więc to utrzymaj.. Jeśli nie chcesz żyć dla siebie, zrób to dla mnie..- Nie chciałam go stracić drugi raz. To bolało..
-Szafirku... Ja...- Zerwał się z łóżka.- Nie mogę. Nie chcę tak żyć. Wybacz..- Z jego palców wysunęła się szklana buteleczka.. Ku mnie potoczył się korek-czaszka.
Dopadłam do niego zrzucając tacę.
-Coś ty zrobił.? Coś ty, do diabła, zrobił..?- Wyszeptałam przerażona.
Michael wszedł do sypialni. Woreczki z krwią wypadły mu z rąk, a on przyklęknął szybko przy nim.
Nie zawahał się ani chwili. Wyciągnął miecz i opierając rękę na ostrzu rozciął bliznę. Wyssał trochę krwi i pochylając się wtłoczył ją w rozchylone usta blondyna. Zacisnął mu szczękę, zmuszając Mariusa do wypicia tej krwi.
-Nie pozwolę ci jej skrzywdzić.. Ona już dosyć wycierpiała- zwrócił się do szarpiącego się blondyna ostrym tonem.- Żyj, oczadziały krwią kretynie..!- Warknął blokując nogami jego ręce.
-Za późno, Płomień- Marius uśmiechnął się drwiąco.. Krew wypłynęła kącikiem ust. Ostatnimi siłami zrzucił z siebie zielonookiego, drżąc.
Jego oczy błysnęły karmazynem, wyciągnął do mnie rękę i...
Strużka krwi wsiąkła w jego blade, prawie sine usta, barwiąc je lekkim różem, twarz odzyskała porcelanową barwę, a w szeroko otwartych oczach odbił się gniew. Zerwał się z podłogi i chwytając zielonookiego za gardło przycisnął go do ściany
-Myślałem, że wyraziłem się dość jasno- powiedział zimno, zaciskając mocniej dłoń.
-Marius, nie...- Zaczęłam z bólem.
Na twarzy Michaela zamajaczył lekki uśmiech.
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
-Niko.. mu nie poz..wolę jej skrzy...wdzić. Nawet tobie..- wydyszałem z trudem, patrząc przez łzy bólu w karmazynowe tęczówki. Płuca paliły, zaczynało brakować mi tchu. Ciemniało mi przed oczami i robiło mi się słabo.
Dłoń z obrączką, z lazurytową Wilczycą drgnęła, palce rozluźniły się, a ja wylądowałem na podłodze, kaszląc i krztusząc się powietrzem.
-Przysiągłeś, że tego nie zrobisz..- obejmując się ramionami, osunął się na kolana, a z jego ust wyrwał się jęk bólu.
-Nie mogłem dotrzymać tej obietnicy, bo, gdybym to zrobił nie mógłbym spojrzeć Callisto w oczy- odparłem cicho, podsuwając mu ranną rękę. Odtrącił ją mocno w odmownym geście. Powstrzymywał się, choć w jego oczach widać było palące pragnienie. Mimo, że wampirzy głód rozrywał go od środka, nadal brzydziła go myśl o wypiciu ludzkiej krwii. Obawiał się tego, że stanie się taki sam, jak ci, do których żywił ogromną nienawiść
Doszedłem do niego na kolanach i oparłem mu ręce na ramionach.
Callisto Raven; postrach ogólniaka.
-Nie jesteś jedną z tych bestii- powiedział poważnie patrząc w te oczy.
Skierował do niego te same słowa, co kiedyś do mnie
Blondyn bardzo wolno podniósł głowę i spojrzał mu w oczy ze strachem.
-To grzech- wyszeptał z przekonaniem.
-Przestań chrzanić- odparł zielonooki z iskrzącymi oczami.- Jestem... Ja..- Michael nie bardzo wiedział, jak to ująć.- Karmię Callisto swoją krwią.
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
Marius spojrzał przez ramię na Callisto, potem na mnie. W jego, zwykle pozbawionych uczuć, czarnych oczach pojawił się paniczny strach.
-Nie.. Nie mówisz poważnie..- zaczął ochrypłym półgłosem, patrząc na mnie oszołomiony tą informacją.
Wstał i chwiejnie odsunął się od nas o krok. Nie wierzył mi.
Wstając przygarnąłem ramieniem turkusowooką, która przytuliła się do mnie drżąc lekko.
-Jesteś człowiekiem.. Łowcą..- zaczął gapiąc się na mnie sparaliżowany zdumieniem.
Poczułem jej kły zatapiające się w mojej szyi..
-To jest, jak nałóg, Marius..- przymknąłem na chwilę oczy...
Claude Marius Wolf, herbu Wadera, ex-łowca.
Obserwowałem to z rosnącym przerażeniem. Ignorując płomień w żyłach zmusiłem się by patrzeć na tę straszną scenę.
Callisto. Piła ludzką krew. Wprost z jego żył.. A on...
On czerpał z tego przyjemność!
Nie mieściło mi się to w głowie. Z całych sił usiłowałem pojąć to, co widziałem; ale nie potrafiłem..
-Weź jeszcze..- szepnął do niej z prośbą.
-Nie mogę więcej.. Istnieje granica, której nie mogę przekroczyć- odszepnęła z przywiązaniem, odsuwając usta, zza których majaczyły wydłużone kły.- Której nie chcę przekraczać- uściśliła z uczuciem.
Cofnąłem się o kolejne dwa kroki. Moje plecy napotkały ścianę. W głowie miałem totalny chaos.
Nie umiałem uwierzyć, w to, co było w zasięgu mojego wzroku. Chciałem zrozumieć, jak.. Z jakiego powodu on: nie tylko łowca, ale i człowiek- z bijącym w piersi sercem- z własnej, nieprzymuszonej woli karmi swoją krwią wampira..
Jak w ogóle może robić coś tak.. Tak okropnego. Obrzydliwego..
Nie przyjmowałem tego do wiadomości. Nie wiedziałem, co mam o tym myśleć..
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
Dostrzegłem, że Wadera bije się z myślami. W jego oczach była cała gama uczuć od obrzydzenia zaczynając, a na niedowierzaniu kończąc.
-Jak możesz robić coś tak ohydnego...? Ty... Człowiek i łowca wampirów..- powiedział łamiącym się głosem wpatrując się we mnie uważnie.- Dlaczego? Jaki jest w tym cel..?
-Naprawdę nie możesz, czy nie chcesz tego zrozumieć?- Zapytałem retorycznie. Jego wyraz twarzy pozostał bez najmniejszej zmiany- nadal widziałem w nim zagubienie, strach i brak zrozumienia tej sytuacji, jakby uważał mnie za szaleńca.
-To po prostu..- chciał znaleźć mniej okrutny opis tego, co czuł.- Obrzydliwe... Ohydne...
Wiedziałem. Spodziewałem się, że to powie. Miałem świadomość tego, że starał się znaleźć mniej raniące Ją słowa..
-Jak możesz tego chcieć..? Jak możesz czerpać przyjemność z czegoś takiego..?- Zapytał szeptem, starając się uspokoić. Wyciszyć. Patrząc mi w oczy błagalnie, czekał na jakieś sensowne wyjaśnienie.
Claude Marius Wolf, herbu Wadera, ex-łowca.
-Kocham ją- odpowiedział spokojnie.
-To nie jest żadne wytłumaczenie- przerwałem mu.
-Zamknij się i słuchaj, ty zamroczony krwią kretynie- odparł cicho, z naciskiem. Nie pozwolił Callisto wymknąć się z jego ramion, tuląc jej policzek do swojego ciepłego, pulsującego i tłoczącego krew serca, umiejscowionego w jego piersi.- Musisz zrozumieć jedną, prostą rzecz. Kocham obie jej strony: łowcę i wampira, którym jest- obsypał pocałunkami jej policzek.- Sam w głębi serca wiesz, że nie jesteś taki, jak Oni.. Byłeś człowiekiem. Łowcą wampirów. Masz szacunek do ludzkiego życia- powiedział mi prosto w twarz.- Możesz tego nie akceptować, wiem: masz własne zdanie, ale dla mnie... To, że ją karmię jest... Definicją mojej miłości do niej- dodał.
-Wampiry to mordercy- zasyczałem pogardliwie.
Nadal pozostawała we mnie jakaś niechęć i upór.
-To prawda- zdziwiło mnie, że tak łatwo przyznał mi rację, nawet więcej: zbiło mnie to z tropu.- Sam powiedziałeś, że to oni urządzili ci piekło na ziemi. Kogo za to winisz? Siebie? Kogoś, kto podzielił ten sam los? Kogo winisz?- Zapytał z naciskiem.
Patrzyłem na niego, próbując jakoś zebrać myśli. Odnaleźć sens tego, co chciał mi uświadomić. Zamilkłem, pogrążając się w myślach i odpychając tamte straszne i bolesne wspomnienia.
Rządowi...
Klasztorni..
Ta Czystokrwista suka...
Callisto Raven; postrach ogólniaka.
Oczy blondyna zabarwiły się głębokim szkarłatem, a jego anielskie rysy przybrały wyraz nieposkromionej nienawiści. Ręce opuszczone do boków zacisnęły się w pięści.
Znałam ten stan i zwałam go krótko. Furia.
-Idziemy... Idę zapolować- poprawił się twardym tonem, wychodząc z pokoju.
Kilka godzin później...
Michael włączył telewizor.
-Dobry wieczór, nadajemy specjalne wydanie wiadomości- Michael tłumaczył.- Z ostatniej chwili: na wschodzie Barcelony godzinę temu doszło do trzeciego masowego morderstwa. Trzeciego w tym samym dniu. Na miejscu zabójstwa jest nasz specjalny korespondent. Słyszymy się, Vincent?
-Dobry wieczór. Świetnie, jak zawsze- potwierdził.- Z dotychczas ustalonych faktów wynika, że dom; który widzą państwo za mną był własnością rodu Cortez, jego przedstawicielka była wpływową prawniczką. Z policyjnych ustaleń wynika, że sprawcą był prawdopodobnie mężczyzna w wieku lat około siedemnastu. Policjanci są pewni, że te trzy sprawy są ze sobą ściśle związane; jednak nie ustalono jeszcze motywu sprawcy.
-Cortez... Następni będą Dark.- odezwałam się wolno.
-Skąd wiesz, że to na pewno on?- Zapytał zaskoczony.
-Marius zabija alfabetycznie, przyniesiesz popcorn?- Zapytała z nadzieją.
-Sam chętnie popatrzę na ten wyścig..- stwierdził.- Musisz zjeść coś treściwego- zganił mnie, wychodząc.
Wrócił kwadrans później z piramidą kanapek na talerzu.
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
-Na wszystkich kanałach są wiadomości. Marius rozrabia na całego- odezwała się turkusowooka.
Jak w ogóle może robić coś tak.. Tak okropnego. Obrzydliwego..
Nie przyjmowałem tego do wiadomości. Nie wiedziałem, co mam o tym myśleć..
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
Dostrzegłem, że Wadera bije się z myślami. W jego oczach była cała gama uczuć od obrzydzenia zaczynając, a na niedowierzaniu kończąc.
-Jak możesz robić coś tak ohydnego...? Ty... Człowiek i łowca wampirów..- powiedział łamiącym się głosem wpatrując się we mnie uważnie.- Dlaczego? Jaki jest w tym cel..?
-Naprawdę nie możesz, czy nie chcesz tego zrozumieć?- Zapytałem retorycznie. Jego wyraz twarzy pozostał bez najmniejszej zmiany- nadal widziałem w nim zagubienie, strach i brak zrozumienia tej sytuacji, jakby uważał mnie za szaleńca.
-To po prostu..- chciał znaleźć mniej okrutny opis tego, co czuł.- Obrzydliwe... Ohydne...
Wiedziałem. Spodziewałem się, że to powie. Miałem świadomość tego, że starał się znaleźć mniej raniące Ją słowa..
-Jak możesz tego chcieć..? Jak możesz czerpać przyjemność z czegoś takiego..?- Zapytał szeptem, starając się uspokoić. Wyciszyć. Patrząc mi w oczy błagalnie, czekał na jakieś sensowne wyjaśnienie.
Claude Marius Wolf, herbu Wadera, ex-łowca.
-Kocham ją- odpowiedział spokojnie.
-To nie jest żadne wytłumaczenie- przerwałem mu.
-Zamknij się i słuchaj, ty zamroczony krwią kretynie- odparł cicho, z naciskiem. Nie pozwolił Callisto wymknąć się z jego ramion, tuląc jej policzek do swojego ciepłego, pulsującego i tłoczącego krew serca, umiejscowionego w jego piersi.- Musisz zrozumieć jedną, prostą rzecz. Kocham obie jej strony: łowcę i wampira, którym jest- obsypał pocałunkami jej policzek.- Sam w głębi serca wiesz, że nie jesteś taki, jak Oni.. Byłeś człowiekiem. Łowcą wampirów. Masz szacunek do ludzkiego życia- powiedział mi prosto w twarz.- Możesz tego nie akceptować, wiem: masz własne zdanie, ale dla mnie... To, że ją karmię jest... Definicją mojej miłości do niej- dodał.
-Wampiry to mordercy- zasyczałem pogardliwie.
Nadal pozostawała we mnie jakaś niechęć i upór.
-To prawda- zdziwiło mnie, że tak łatwo przyznał mi rację, nawet więcej: zbiło mnie to z tropu.- Sam powiedziałeś, że to oni urządzili ci piekło na ziemi. Kogo za to winisz? Siebie? Kogoś, kto podzielił ten sam los? Kogo winisz?- Zapytał z naciskiem.
Patrzyłem na niego, próbując jakoś zebrać myśli. Odnaleźć sens tego, co chciał mi uświadomić. Zamilkłem, pogrążając się w myślach i odpychając tamte straszne i bolesne wspomnienia.
Rządowi...
Klasztorni..
Ta Czystokrwista suka...
Callisto Raven; postrach ogólniaka.
Oczy blondyna zabarwiły się głębokim szkarłatem, a jego anielskie rysy przybrały wyraz nieposkromionej nienawiści. Ręce opuszczone do boków zacisnęły się w pięści.
Znałam ten stan i zwałam go krótko. Furia.
-Idziemy... Idę zapolować- poprawił się twardym tonem, wychodząc z pokoju.
Kilka godzin później...
Michael włączył telewizor.
-Dobry wieczór, nadajemy specjalne wydanie wiadomości- Michael tłumaczył.- Z ostatniej chwili: na wschodzie Barcelony godzinę temu doszło do trzeciego masowego morderstwa. Trzeciego w tym samym dniu. Na miejscu zabójstwa jest nasz specjalny korespondent. Słyszymy się, Vincent?
-Dobry wieczór. Świetnie, jak zawsze- potwierdził.- Z dotychczas ustalonych faktów wynika, że dom; który widzą państwo za mną był własnością rodu Cortez, jego przedstawicielka była wpływową prawniczką. Z policyjnych ustaleń wynika, że sprawcą był prawdopodobnie mężczyzna w wieku lat około siedemnastu. Policjanci są pewni, że te trzy sprawy są ze sobą ściśle związane; jednak nie ustalono jeszcze motywu sprawcy.
-Cortez... Następni będą Dark.- odezwałam się wolno.
-Skąd wiesz, że to na pewno on?- Zapytał zaskoczony.
-Marius zabija alfabetycznie, przyniesiesz popcorn?- Zapytała z nadzieją.
-Sam chętnie popatrzę na ten wyścig..- stwierdził.- Musisz zjeść coś treściwego- zganił mnie, wychodząc.
Wrócił kwadrans później z piramidą kanapek na talerzu.
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
-Na wszystkich kanałach są wiadomości. Marius rozrabia na całego- odezwała się turkusowooka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz