środa, 14 lutego 2018

Hunter III Curse Rozdział XVII: Zagadka, Katedra i inne miejskie historie

Godzinę później, letnia posiadłość Rodu Kruka...
Pchnęłam drzwi i poprowadziłam chłopaków za sobą, gdy na kogoś wpadłam. Młodzieniec w czerni przygarnął mnie ramieniem i objął lekko, patrząc na Michaela, który skinął głową.
Obaj po chwili wyszli z domu, a ja poprowadziłam Sebastiana do salonu.
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
-Rozumiem, że Układ jest nadal aktualny- zagadnął Mikaelis.
-Bardziej niż kiedykolwiek- potwierdziłem.- Jane też będzie ją chronić..
-A kto będzie ochraniać ciebie?- Zapytał rozsądnie, patrząc w dal na las.
-Teraz nikt nie potrzebuje ochrony bardziej, niż ona- odparłem spokojnie.- Nie chcę, by coś im się stało..
Czarnooki spojrzał na mnie z boku uważnie.
-Nasza umowa jest rzeczą drugorzędną, bo panienka nakazała mi chronić ciebie- odezwał się z niezadowoleniem.
-Coooo?- Warknąłem ostro
-Mam swoje obowiązki- odparł chłodno, patrząc mi prosto w oczy
-Chyba nie pozwolisz jej teraz na jakiekolwiek ryzyko??- warknąłem, łapiąc go za czarną koszulkę. Potrząsnąłem nim mocno.
-Nie mogę sprzeciwić się woli Mojej Panienki, bo złamałbym tym nasz Pakt- odwarknął ostro.- Lepiej zastanówmy się obaj, jak to wszystko pogodzić- zauważył, a ja opuściłem ręce.
-Masz jakiś pomysł?- Zapytałem po długiej chwili.
Czarnooki spojrzał na mnie z namysłem.
-Jest pewien sposób, ale...- zaczął z wahaniem.
-Jaki?- Zapytałem z naciskiem.
-To zakazane. Ryzykuję tym Skrzydła- odparł ostro.
-Czyli wolisz "Skrzydła"; niż swoją Panią...- zauważyłem lodowato.
-Jeśli je stracę, nie będę mógł jej chronić, Płomień!.- Odparował zimno, a jego oczy błysnęły gniewem.- Mamy wspólny interes, o którym Ona nie wie.. Obaj musimy szybko coś wymyślić, bo nie mogę zrobić nic, przez co grozi mi utrata Skrzydeł.
-Masz rację, obaj byśmy na tym stracili..
-Nie podoba mi się ten twój uśmieszek- stwierdził patrząc na mnie podejrzliwie.
-Wszystko jest na wyciągnięcie ręki, Mikaelis..- powiedziałem w zamyśleniu.
-Możesz mówić jaśniej?- Zapytał ostro.
-Ale ty jesteś ciemny; jeju..- jęknąłem z irytacją.- Możemy wykorzystać twój Pakt.
-Niby w jaki sposób?- Obruszył się.
-Każdy ułożony pies zjawia się na gwizd swego pana- odparłem tajemniczo.- To, że właściciel zagwiżdże, stanie się prędzej, czy później.
-O jakim psie mówisz; Michael?- Usłyszałem głos tuż za sobą.
Mikaelis nie dał po sobie nic poznać.
-Po prostu wydaje mi się, że Zetsubō jest tu tylko pionkiem- skłamałem z namysłem.- Nie jestem pewien, ale chyba jest jeszcze ktoś wyżej...- dodałem.
Wyraz twarzy Callisto złagodniał. Wiedziałem, że zapomniała już o tamtej sytuacji, gdy omal się nie wygadałem na temat układu z Mikaelisem. Poza tym musiała się zjawić ledwie chwilę temu.
-Coś w tym musi być- powiedział Lucian, gdy szliśmy w stronę domu.- Kitsune są potężne, ale wampiry są potężniejsze; więc musieliby użyć jakiejś dobrej pułapki.
-Nikt normalny nie dałby się złapać w prostą klatkę- zauważyła Callisto.
-Gdzieś w tym jest miejsce na te rybo-ślimaki..- zauważyłem wolno.

Było. I to pod samym czubkiem naszego nosa.

-No, więc tak...- Callisto otworzyła mały czarny notatnik- To moje dane ze spawy "Syndromu Anioła"- podała go Sebastianowi, który zaczął czytać w skupieniu.
-Kim jest "Yuri Hanayakana"?- Zapytał unosząc na chwilę wzrok znad kartek.
-To ta "moja azjatycka przyjaciółka"- wyjaśniłem z sarkazmem.
Callisto Raven; postrach ogólniaka.
-Pewnie też ma jakieś informacje na temat kitsune..- stwierdził zamyślony.
-Policja przez jakiś czas ją obserwowała; ale nic to nie dało, choć może masz rację- odparłam wolno.- A ty, Lucian? Odkryłeś coś?
-Te stworzenia w lesie to pasożyty- odparł czarnooki podrzucając jabłko.- Ugryzienie nic nie znaczy. To coś wnika w ciało zainfekowanego i przejmuje kontrolę nad układem nerwowym i zachowaniem danej osoby. Oczywiste jest też to, że ktoś tymi robalami kieruje, lecz nadal nie wiem, kto to robi.
-Zetsubō?- Zapytaliśmy wolno, z Michaelem.
-Raczej nie sądzę- odezwał się Undertaker.- Kitsune mogą sterować tylko roślinami. Wliczam w to też "spacerujące drzewa"; ale nie mają kontroli nad ludźmi, chyba; że...
-Chyba, że; co?- Zapytała Callisto.
-Chyba, że to zależy od ilości ogonów.
Callisto gapiła się nań z uniesionymi brwiami.
Undertaker wyciągnął z wewnętrznej kieszeni kieszonkową książkę i przesunął ją po blacie ku niej.
Turkusowooka otworzyła tomik i opadła jej szczęka.
-Mogą mieć nawet dziewięć i nikt tego nie widzi??- Zdumiała się.
-Nikt poza Istotami Cienia, lub osobami z nimi związanymi- uściślił Roberts.
Przerwał nam dzwonek mojej komórki.
-Paul..- odebrałam szybko.
-Włącz telewizor, mamy problem.. Kanał czwarty- oznajmił cicho.
Sięgnęłam po pilot i włączyłam tv.
-Tu kanał czwarty: nadajemy wiadomości- rzucił prezenter wyuczoną formułkę.- Dziś przysłano nam taśmę i list nakazujący odtworzyć ją dokładnie o czwartej czterdzieści cztery. Mamy czwartą czterdzieści trzy, proszę o nagranie.
Na ekranie ukazał się azjatycki napis i odezwał się głos przepuszczony przez syntezator mowy.
-Obserwuję was... To pierwsze ostrzeżenie. "Księżycowa" jeśli oglądasz to nagranie wyjrzyj przez północne okno posiadłości i patrz na las- w tym momencie słychać było śmiech.
Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam do sypialni wujostwa. Dopadłam do okna, wyjrzałam przez szybę i zaklęłam.
Tori z nieobecnym wyrazem twarzy właśnie zarzucała sznur na konar jesionu.
-Lucian! Las! Migiem..- Nie potrafiłam wydać bardziej sensownego rozkazu.
Lucian jednak zrozumiał, co chcę przekazać i chwilę później już go nie było.
-Dziewczyna którą widzisz powiesi się za trzy minuty- oznajmił głos z nagrania.- Przyjdź o północy na most za polaną. Masz być sama. Twój narzeczony trzyma...
-Tyler!- Undertaker. Odgłosy szamotaniny.
-Puszczaj, fałszywcu..- głos zielonookiego przypominał syk żmiji.
Wbiegłam spowrotem do salonu i zobaczyłam szamotających się. Sebastian próbował wyrwać zielonookiemu duże nożyczki.
-Czas ucieka, Księżycowa..- głos zaczął nucić coś wesoło.
Odepchnęłam Sebastiana.
-Przepraszam..- i uderzyłam Michaela mocno w twarz.
Zielonooki nagle oprzytomniał i rozluźnił palce spomiędzy których wypadły nożyce. Z trzaskiem wylądowały na podłodze; a Michael zamrugał, jakby dopiero się obudził.
-Co... Co ja...?- Zaczął.
Szybko uchylił się przed ciosem Undertakera.- Co ci, kurwa, odjebało??!- Warknął ostro.
-To przez to cholerne nagranie..- Sebastian spojrzał z pogardą na telewizor.
Poczułam coś dziwnego. Odsłaniając kły zaczęłam cofać się z sykiem od czarnego plecaka.
-Raven.. Co jest grane..?- Zapytał Undertaker podchodząc.
-Co jest w plecaku?- Zasyczałam wrogo.
Michael wyciągnął powoli gruby brulion i małą saszetkę z czymś okrągłym. Na widok tego ostatniego mój syk przeistoczył się w warkot.
Lucian wrócił niosąc nieprzytomną Tori.
-Panienko..?- Zapytał zaniepokojony moim zachowaniem. Szybko ułożył niską szatynkę na kanapie.
-Co...- Wtedy zauważył monetę, a w jego dłoni natychmiast pojawił się świecący błękitnym ogniem miecz.
-Skąd to masz??- Zapytał ostro. .
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
-Od dziadka Undertakera- odparłem nic z tego nie rozumiejąc.
-Wiesz, co to jest?- Zapytał z ogromną wściekłością. Czarne, jak węgiel oczy ciskały gromy.
-Nie, ale...- zacząłem.
-Callisto, gdzie Luca trzyma Święconą?- Zapytał nagle ostro.
-Pierwsza szafka od okna, na górze...- zasyczała tym samym tonem turkusowooka.
Czarnooki pobiegł do kuchni, a po chwili wrócił ze słoikiem, do którego wrzucił monetę. Dodatkowo otoczył słoik kręgiem solnym i mieczem naznaczył znak krzyża, mamrocząc coś śpiewnie po łacinie.
-O co tu chodzi, Mikaelis?- Zdumieliśmy się z Sebastianem.
Callisto się uspokoiła, miecz na powrót zmienił się w czarny klucz, a Lucian odetchnął z ulgą.
-Idioci...- burknął z irytacją, spoglądając na nas rozzłoszczony.- To Diabelska moneta- splunął z pogardą.
-Możesz najpierw wyjaśnić; a potem nas opierdalać?- Zapytałem ostrożnie, Undertaker nadal gapił się na Luciana. Zgłupiał jeszcze bardziej gdy spojrzał na słoik, w którym tuż nad powierzchnią...
-Jak...?- Szepnął niemal.
...wody unosiła się wirująca w saszetce moneta!
-To niemożliwe, przecież widziałem; jak wpadła do wody..- zawtórowałem Undertaker'owi.
-Nie wpadła- odparł spokojniej czarnooki. Callisto szepnęła mu coś do ucha.
-Nie, niemożliwe by panicz posiadał drugą monetę- odparł całując lekko jej palce.
-To jest ich więcej?- Zapytał Sebastian lekko wystraszony.
-Włącznie z tą tutaj, dziewięć- wytłumaczył Mikaelis patrząc nieufnie na słój.
-Dziewięć monet, dziewięć ogonów i... Wydaje mi się, że czegoś jeszcze musi być dziewięć...- powiedział z zastanowieniem Roberts.
-I słusznie ci się wydaje- odparł wolno czarnooki.
-Czuję się, jak w powieści Dan'a Browna. Zagadka goni zagadkę...- zauważyłem nieco przestraszony.
-Nie podoba mi się to wszystko- szepnął Sebastian nieufnie.
Tori ocknęła się mamrocząc coś pod nosem. Zerwała się i usiadła na kanapie.
-Cally... Co ja tu robię..?- Zapytała zaskoczona.
-Pamiętasz, jak się tu znalazłaś?- Zapytała z niepokojem Callisto.
-Nie bardzo...- Tori skrzywiła się z dłonią przy czole. Pokręciła powoli głową.
-Lucian...- Zaczęła Callisto z wahaniem.
-Oczywiście, panienko...- rzucił usłużnie.
|***|
Undertaker wjechał w drogę do parku za farą.
-Lucian musiał to zauważyć..- oznajmił otwierając dłoń, w której spoczywała saszetka z monetą.
-Jak...?- Zacząłem zaskoczony.
-Gdy wychodziliśmy z domu Raven pojawiła się w moich palcach. Lucian wrzucił ją spowrotem, ale.. Znów znalazła się u mnie- wzruszył ramionami.
Moneta nagle wzbiła się w powietrze i zaczęła obracać się w lewo.
-Ona nas dokądś prowadzi, czy co...?- Zdziwiłem się.
-Przejrzyj zapiski dziadka- Sebastian zatrzymał karawan.
Wyciągnąłem notes.
-12. VI A. D. 1990
W pobliżu kościoła Michała Archanioła moneta robi coś nieprawdopodobnego. Unosząc się w powietrzu, kręci się w lewo.- Odczytałem.
-Może to jakaś wskazówka...- Zasugerował szafirowooki ruszając samochód z miejsca. Skręcił, jak nakazywała moneta, a ta zamarła w locie.
***
W milczeniu jechaliśmy parkową ścieżką, gdy jakiś czas później sestercja znów wykonała obrót, lecz tym razem w prawo.
-Sądzisz, że możemy temu ufać?- Zapytałem wolno, gdy Sebastian wykonał manewr.
-Nie wiem, ale powinniśmy być ostrożni- oznajmił.- Co mamy dalej w notesie?
-Gdy wjechałem w tę trasę zamarła, a pół kilometra dalej w okolicy 'Krzyża Założycieli' zaczęła kręcić się wskazując prawą drogę- odczytałem zapisek.
-Wiem, gdzie to jest- Undertaker jechał dalej prosto.

-'Krzyż Założycieli'- rzucił ruchem głowy wskazując coś pomiędzy dwoma jesionami.
Przystanął obok i dostrzegłem cokół z krzyżem i płytą, na której wyryto napis:
"Wdzięczni Bogu za schronienie w czasach wojny: 
Założyciele miasta Fallen
A. D. 1334"
Moneta najpierw zaczęła się kręcić jak szalona, a po chwili wskazała drogę w prawo. Wjechaliśmy.
***
-Gdzie my jesteśmy, na Kulawe Aniołki?- Zapytałem zdziwiony.
-Jedziemy do Katedry, od drugiej strony- oznajmił Sebastian z namysłem.
Wyjechaliśmy zza drzew, a gdy na horyzoncie ukazały się zarysy murów, moneta zastygła w powietrzu i spadła na wyciągniętą dłoń Sebastiana. Chłopak przystanął za murami i zgasił silnik.
-Jest coś więcej?- Zapytał.
Podałem mu notes. Wertował go przez chwilę. Znów zaczął coś nucić. Sięgnął do schowka po małą latarkę. Zapalił ją i poświecił na kartkę.
-No, tak..- Mruknął.- Długopis z ultrafioletem- wywnioskował cicho.- W północne okno katedry, wejdzie Krukowi wierny.
Pogromca drugiego szczebla, gdy Anioły zagrają na werblach...- Sebastian przerwał na chwilę.- Myślałem, że Anioły trąbią- zauważył powoli.
-Czytaj dalej, może to ma jakiś sens- odmruknąłem zamyślony.
-Płomień oświetli dwie drogi: do prawdy i kłamstwa odnogi. Anioł go poprowadzi, a drugi przyjaciel mu nie zawadzi- doczytał.
-Dziwne..- odezwałem się, ciągnąc za klamkę.
-Na serio chcesz tam iść?- Zapytał nieco wystraszony Sebastian.
-Twój dziadek poprosił mnie, żebym doprowadził to do końca- przyznałem patrząc mu prosto w oczy.
-Rozumiem- nie wydawał się zaskoczony. Wyskoczył z wozu i spojrzał na posępne mury otoczone ogrodzeniem.
-Nie mów, że masz pietra- zachichotałem nerwowo.
-Chyba obaj mamy- Undertaker uśmiechnął się blado, wyciągając zza pazuchy setkę i dwa kieliszki.- Na odwagę nie zaszkodzi, co?- Zapytał niepewnie.
-Z reguły nie piję, ale.. Brr!- Otrząsnąłem się i zarzuciłem plecak na ramię.- Sam mam stracha, psia mać...
Undertaker polał.
-Na szczęście- stuknęliśmy się i strzeliliśmy. Sebastian wrzucił butelkę i kieliszki do auta i zamykając je odetchnął głęboko.- Chodźmy...- powiedział jakby śmielszym tonem.
Ruszyliśmy w stronę Katedry.
***
Przeskoczyliśmy ogrodzenie i ruszyliśmy w stronę murów.
-Twój wisiorek...- zaczął Undertaker zaskoczony.
Zawieszka z płomieniem zaczęła świecić. Z każdym krokiem ku katedrze płonęła coraz jaśniej.
W pewnej chwili musiałem zdjąć łańcuszek, bo nie widziałem dokąd idę.

Undertaker nagle przystanął.
-Na pewno wiesz, dokąd iść?- Przerwał milczenie.
-Co mówi moneta?- Odparłem pytaniem.
Sebastian otworzył dłoń, lecz sestercja nawet nie drgnęła.
-Czyli musimy zdać się na wisiorek..- westchnąłem ciężko.- Odpowiadając na twoje pytanie: nie mam pojęcia- wzruszyłem ramionami.
-Ale pociecha, nie ma co...- mruknął ponuro.
-Nie pękaj, koleś- zdzieliłem go mocno w plecy uśmiechając się z otuchą.- Damy radę- prychnąłem wskakując przez wnękę okienną. Blask z wisiorka oświetlił wąski korytarz ze schodami w dół.
Moneta wzbiła się w powietrze i wskazała drogę w prawo.
-Co robimy?- Zapytał Undertaker.
-Dawaj jeszcze raz ten wierszyk- rzuciłem.
-...Płomień oświetli dwie drogi: 
do prawdy i kłamstwa odnogi. 
Anioł go poprowadzi, 
a drugi przyjaciel mu nie zawadzi- odczytał znów. Przemyślał chwilę.- Idziemy za twoim wisiorkiem..- oznajmił krótko. Przeciął powietrze łapiąc sestercję i ruszył za mną.
-Naprawdę jesteś pewien?- Zapytałem z wahaniem.
-Poza bliźniaczym bratem nie mam nikogo. Nikogo, komu mogę ufać- oznajmił spokojnie.
-A dziadek i ten ksiądz?- Zacząłem.
-Obaj uznali mnie za zdrajcę. To, co robię.. Robię to tylko po to, żeby móc iść dokądkolwiek.. Jeśli naprawdę jest coś Po- roześmiał się smutno nucąc "Lacrimosę".- Już kiedyś wspominałem, czemu nie ufam ludziom- zakończył temat z niechęcią.- Dla innych mogę być zdrajcą, ale..- zaczął znów coś nucić.
Jakby pod wpływem jego słów zawieszka wisiorka zaczęła się obracać wokół własnej osi.
-Boję się ci zaufać; Undertaker...- Zacząłem przerażonym szeptem.
-Rób, co chcesz. Mogę stąd iść, jeśli chcesz, ale gdyby (nie daj Boże, bo- wierz mi- nie życzę ci źle) coś ci się stało; powiem wszystkim całą prawdę.. Jak było, do tego momentu...- Sebastian ruszył w stronę spiralnych schodów w górze..
Chwyciłem go za rękaw. Przystanął.
Szczerze mówiąc, nie chciałem zostać tam sam.
-Undertaker.. Sebastian, zaczekaj. To nie miało tak zabrzmieć..- Puściłem i oparłem się słabo o ścianę.
Przyskoczył, a gdy osuwałem się w dół, ściągnął mnie delikatnie na podłoże; gdzie mnie usadził.
-Masz siły iść dalej?- Zapytał tym charakterystycznym szepczącym półgłosem, a te ciemnoniebieskie tęczówki wwierciły się w moje.

Sebastian J. Roberts, Undertaker.
-Masz siły iść dalej?- Zapytałem potrząsając nim.
Od początku nie podobał mi się pomysł z Katedrą, ale złożyłem "Pakt Milczenia", więc nie mogłem odmówić pomocy żadnemu łowcy..
-Tyler.. Co ci jest??- Poczułem niczym nieuzasadniony niepokój.
-Słabo mi.. Źle się czuję..- szepnął z trudem zielonooki oddychając ciężko.
Moneta wzbiła się w powietrze i zaczęła się kręcić jak szalona wskazując bliżej nieokreślony kierunek.
-Głowa między kolana i oddychaj głęboko..- nakazałem cicho.
Przymknął na chwilę oczy, ale wykonał polecenie.
Rozejrzałem się po omszałych, wilgotnych murach.
-Powinniśmy zawrócić..- zauważyłem z niepokojem.
Tyler powoli podniósł głowę i spojrzał mi w oczy z prośbą.
-Nie..- powiedział ochrypłym półgłosem.- Za daleko.. zaszliśmy, żeby.. się teraz cofnąć- Bardzo ostrożnie wstał. Zachwiał się niebezpiecznie, przyskoczyłem i podtrzymałem go w pionie.
-Odpuść, wracajmy..- Starałem się go przekonać, ale zaczął kręcić odmownie głową.- Daj spokój, Michael..- Zdążyłem go złapać za ramię i zatrzymać. Odwróciłem go do siebie i potrząsnąłem nim mocno.- Przed zaledwie chwilą wyglądałeś, jak trup.. Teraz chcesz iść dalej...- Nic z tego nie rozumiałem, prócz tego, że muszę go jakoś powstrzymać.
-Musimy tam pójść- odpowiedział z naciskiem.
-Tam, czyli gdzie?- Zbaraniałem jeszcze bardziej. Jego cholerny upór zaczynał działać mi na nerwy. Wzruszył ramionami, jakby nie do końca wiedział, jak opisać to "Tam".
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
Roberts zdawał się rozdrażniony i zaskoczony równocześnie. Z jednej strony zdawałem sobie sprawę, że bredzę dziwne rzeczy, ale...
-Daa..- ten dziecinny głosik w mojej głowie.
-Do północy trzy godziny- zauważył Undertaker.
-To się, cholera, pospieszmy- rzuciłem ostro ruszając z miejsca.
Szafirowooki znów mnie powstrzymał i nim się obejrzałem dostałem od niego w mordę.
-Czemu wy wszyscy jesteście tak kurewsko uparci??!- Warknął wściekły. Powoli się cofnął i zablokował notesem mój cios, którym chciałem mu oddać.- Nie dość, że uparci; to po prostu głupi!- Starał się mnie sprowokować do bójki.- Kurwa mać..- zaklął z irytacją.
Zawieszka wisiorka znów błysnęła wirując delikatnie.
-Jak już stąd wyjdziemy, to po prostu cię zapierdolę- obiecał Undertaker.
-Spoko- uśmiechnąłem się rozbrajająco, wiedząc; że tego nie zrobi.
***
Po kilkudziesięciu metrach przystanąłem. W zasadzie sam nie wiedziałem, czy pniemy się w górę, czy jednak schodzimy w dół.
-No; prowadź, panie mądralo- zakpił Sebastian.
-Daj mi chwilę- odburknąłem, rozglądając się w przygasającym świetle wisiorka.
Blask powoli zamierał.
-Super, nie mamy prądu- wyzłośliwiał się Undertaker.
-Och, przymknij paszczę- prychnąłem z irytacją, wciskając mu w dłoń wyciągniętą wcześniej z plecaka latarkę.
Sebastian przesunął włącznik i jasne światło musnęło ściany zdobne w płaskorzeźby i jakieś stare znaki.
Nie docierało tu żadne światło z zewnątrz. Szafirowooki przeszukiwał notes, szukając jakichś informacji. Trzęsącymi się dłońmi dotarł do ostatniej zapisanej strony...
Zdążyłem złapać latarkę, zanim stracilibyśmy jedyne źródło światła w tych cholernych ciemnościach.
-Co...?- Zacząłem patrząc z boku na Sebastiana.
Był blady, jak kostucha; a ciemnobłekitne oczy wpatrywały się tępo w notes.
Potrząsnąłem nim. Bez słowa podał mi zeszyt.
Doszedłem do ściany i sunąc po niej dłonią obszedłem dookoła komnatę.
-Katedra nie jest na planie koła- zauważyłem z wahaniem.
Wtedy blask padł na ornament wielkości dłoni.
-Ignis, sanguis et angelorum psallentium chori- odczytałem zdanie w Róży.
-Nie możecie iść dalej- oznajmił chłodny ton głosu stojącego w cieniu kolumny mężczyzny. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz