-Kim jesteś?- Zapytał nieufnie Undertaker, próbując dostrzec twarz postaci ukrytej za kolumną.
-Czemu nie możemy?- Zapytałem lekko drżącym głosem.
-Och, Michael... Michael..- westchnął z lekkim zawodem.- Za szybko zszedłeś ze sceny- powiedział mężczyzna wychodząc zza kolumny, wraz z odgłosem kroków zapłonął olej w umieszczonych pod ścianą korytach oswietlając postać...
Cristophera Johna Raven. Jego granatowe tęczówki błysnęły odbijając ogień.
-Nie rozumiem- zacząłem z niepokojem.
Ojciec Callisto powoli opuścił dłoń, w której dostrzegłem laurys. Na jednym ostrzu wytłoczona była Księżycowa Róża, a na naprzeciwległym herb Ravenów- lecący z kluczem w szponach Kruk.
-Callisto...- Zachwiałem się. Sebastian mnie podtrzymał. Zacisnąłem dłoń na wisiorku; a spomiędzy palców popłynęła krew, ostra krawędź zawieszki rozcięła mi dłoń, ale byłem w takim szoku; że nawet nie poczułem bólu.
Usłyszałem stłumione bicie dzwonów.
Północ wybiła.
Jane... Mikaelis... Chrońcie Callisto.
Sięgnąłem do lewego rękawa i zacisnąłem palce na rękojeści miecza.
Jeśli będę musiał wybierać między jego...
Nie było czasu na rozmyślania. Zapierając się nogami z trudem zablokowałem ostrze topora, lecz po sekundzie odepchnięty przez przeciwnika uderzyłem z impetem w płonące koryto, o które omal się nie potknąłem.
Uniknąłem następnego ciosu i przez kilka minut tylko się broniłem.
-Co ty robisz?- Zapytał Undertaker przerażony nie na żarty.- Czemu walczycie? Raven..!- Dodał ostro.
Starałem się go pokonać. Z łatwością odbił serię moich ataków, a gdy nie zdążyłem się osłonić mocnym kopniakiem posłał mnie pod postać gryfa. Szorując po podłodze wylądowałem między potężnymi łapami posągowego zwierzęcia i jęknąłem słabo.
-Jeszcze nie zszedł ze sceny; Cristian...- odezwał się szorstki głos. Z trudem uniosłem lekko głowę.
-Nie pozwól mu wstać- pouczył Undertaker'a.
Te czarne, jak otchłań oczy i poszarpana blizna na twarzy.
Victor Bergmann.
-Co pan...?- Zacząłem słabo.
-Miałem cię na oku, Raven- oznajmił z niechęcią; a w jego palcach błysnęły dwa miecze.
-Jeśli jeszcze raz tak mnie nazwiesz; utnę ci ten szczekliwy język- warknął z nienawiścią granatowooki.
-Raven- rzucił Bergmann patrząc mu prosto w oczy z szerokim uśmiechem.
Tamten rzucił się na Bergmanna atakując zawzięcie z żądzą mordu w granatowych oczach. Nauczyciel historii odbił cofając się i ponownie skrzyżował broń z przeciwnikiem.
-Nie wyłamałeś się z rodziny- rzucił tonem aprobaty Bergmann.- Walczysz tak samo dobrze, jak twoje rodzeństwo; Raven..
-Ty...!- Warknął lodowato...
Zerwałem się, ale Sebastian położył mnie spowrotem na podłodze.
Wszystko zrozumiałem..
-Swan...- szepnąłem słabo.
-Uderzyłeś się w głowę.. Leż spokojnie- zacząłem wyrywać się Sebastianowi.
-Po cholerę się wtrącasz!?- Zamknąłem oczy, słyszałem tylko słowa przeplatane szczękiem stali.
-Niedobrze mi...- wybełkotałem słabo. Ostatnimi siłami przy pomocy Undertaker'a podniosłem się na chwilę i zwymiotowałem. Ból i zawroty głowy były coraz silniejsze.
Undertaker położył moją głowę na płasko.
-Dość mocno oberwałeś..- skomentował.
-Zamierzasz nadal mi się wyzłośliwiać, Undertaker?- Mimo kiepskiej sytuacji zdobyłem się na delikatny uśmiech.
-To w końcu przez ciebie siedzimy w tym szambie po uszy- Sebastian odwzajemnił uśmiech nieco opornie.
-Masz rację, mogłem cię posłuchać, a nie być taki uparty..
-Jak stąd wyjdziemy to naprawdę cię zapierdolę- zapewnił przyglądając mi się.
Sebastian J. Roberts; Undertaker.
-Po jaką cholerę się wtrącasz; Damonie.?
-Popełniasz błąd, Cristian!- nie zrozumiałem, dlaczego nazwał Bergmanna innym imieniem.
Zwariował? Kim jest, jeśli nie ojcem Callisto? Z jakiego powodu tak się wściekł słysząc nazwisko Raven..? I kim naprawdę jest Bergmann??
Callisto Raven; postrach ogólniaka.
Biegiem minęłam polanę słysząc bicie dzwonów aż w końcu dotarłam do niszczejącego mostu na jeziorze.
-Zwyciężyłem- szepnął Zetsubō w pobliżu.
W tym momencie gałąź najbliższego jesionu wystrzeliła w moją stronę, przebijając mi płuco. Inne gałęzie oplotły się wokół moich nadgarstków i kostek przyciągając mnie do pnia.
-Nie bądź tego taki pewien- oznajmił kobiecy głos. Zobaczyłam karmazynową suknię i sterczące z ramion skrzydła zasłaniające jej twarz. W ręku trzymała miecz.
-Tak mówisz..?- Zapytał drwiąco kitsune.
-Mówimy- poprawił znajomy głos, lecz nie rozpoznałam idącej postaci.
Rozwiane falowane włosy w kolorze czerni. Błyszczące gniewem czarne oczy w rzymskiej twarzy o ostrych rysach. Młodzieniec odziany był w ciemne spodnie i koszulę, oraz wysokie buty. Nosił na sobie półzbroję i posiadał większe, i o wiele piękniejsze skrzydła, niż kobieta.
-Puść moją Panią- oznajmił rozwścieczony Anioł.
-Lucian...?- Szepnęłam samymi wargami próbując się uwolnić.
-Ale zabawa- zachichotała dziewczyna zeskakując z drzewa.
-Angel- rzucił ten miękki głos; który tak kochałam.
Jednak szczerze wątpiłam, by osoba; która teraz mnie chroniła była Nim, moim najdroższym- Aniołem Rodu- Lucianem Mikaelisem.
Karmazynowa suknia przemknęła obok i pochwyciła dziewczynkę z rudymi końcówkami długich za ramiona włosów, przykładając sztych do gardła Azjatki.
-Ostatni raz proszę, byś Ją puścił- Warknął lodowato Anioł.
-A jeśli nie posłucham?- Zapytał pogodnie fioletowooki dzieciak.
Dziewczynka zmieniła się w lisa z pięcioma ogonami i wyrwała się, Angel brutalnie złapała lisicę za ogon z białym pędzlem i przyciskając wyrywającą się do ziemi podniosła miecz i skierowała go w stronę ogonów warczącej i popiskującej lisicy.
-Angel- czarnooki skinął głową, udzielając niemego pozwolenia. Anielica opuściła miecz, a kitsune; którą trzymała zaczęła kląć i grozić.
Odcięty ogon zniknął zmieniając się w smużkę dymu. Zetsubō cofnął się przezornie.
-Odetnij drugi- rzucił zimno Anioł.
-Nie!- Zetsubō zaatakował młodzieńca, który bez trudu odrzucił go od siebie kopniakiem, raniąc lisa ostrzem broni.
Zetsubō pisnął odskakując i wrócił do ludzkiej postaci.
-Zettai yurusenai! Nie wybaczę ci tego!- Warknął z dłonią przy policzku.
-Odetnij drugi; Angel- powtórzył młodzieniec spokojnie.
Lisica zaczęła wierzgać, próbując się uwolnić, wydając z siebie szczeknięcia i piski.
-Możemy się dogadać, Archaniele- oznajmił z diabelskim uśmiechem kitsune.
-Nie układam się z demonami- odparł młodzieniec, ruchem dłoni dał znak towarzyszce.
-Twoja pani może stać się człowiekiem. Chciałbyś tego, prawda?
Anioł drugi raz wykonał dłonią ten sam ruch; lisica zawyła. Zetsubō cofnął się jeszcze o krok- uświadomił sobie, że nie ma żartów ze swoimi przeciwnikami.
Wymruczał coś po swojemu. Drzewo puściło, a ja wylądowałam na ziemi z jękiem bólu.
-Jeszcze tu wrócimy!- Warknął Zetsubō cofając się ze strachem. Oba kitsune uciekły w las.
Wtedy straciłam przytomność...
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
Damon...
Damon Raven!
Zerwałem się i odepchnąłem zaskoczonego Sebastiana, podniosłem swój miecz wstając. Zachwiałem się.
-Kim wy obaj jesteście?- Warknąłem atakując.
Bergmann cofając się zaczął odbijać moje ataki. Bronił się tylko.
-Dlaczego chroniłeś Callisto? Czemu ją śledziłeś?? Po co?- Pytałem atakując zawzięcie.
Bergmann zamknął mój miecz między swoimi i wytrącił mi go z rąk.
-Z tego samego powodu, dla którego ty odesłałeś swoją Strażniczkę- odparł i obracając miecz szybkim rzutem posłał go w Christiana, przygważdżając go do jednych z dwojga drzwi po drugiej stronie komnaty.- Wiem też, że prowadziliście śledztwo po tym incydencie pod biblioteką miasta.
Otworzyłem usta zaskoczony; Undertaker dobiegł i podtrzymał mnie w pionie.
-Chyba znasz moją prawdziwą tożsamość; łowco herbu Płomień- oznajmił Bergmann patrząc mi w twarz. Podszedł do bliźniaczego brata ojca Callisto i odebrał mu laurys.
-Jeśli miałem rację, co do tego; jak się nazywasz... To jakim cudem żyjesz?- Zapytałem po chwili.
Z chwilą, gdy czarnooki zacisnął dłoń na trzonku laurysa jego oczy przybrały granatową barwę, a on sam zaczął mówić coś po łacinie.
Lucian Mikaelis; Anioł Rodu Kruka.
-[...] ognia tchnienie,
grzmotu brzmienie
wiatru wycie.
W tym zaszczycie,
zaprzysięgam Cię, Aniele
byś był domu przyjacielem..
Byś nam służył, strzegł nas,
chronił, kiedy dobywamy broni: co ty na to mi odpowiesz?- usłyszałem wezwanie.
-Zabierz ją w bezpieczne miejsce..- Zacząłem znikać.
Znalazłem się w oświetlonym miejscu. W korytach płonęła oliwa. Po prawej stał posąg gryfa a do jednych z dwojga drzwi na końcu był przybity brat Cristophera.
Lecz znałem głos tego, który mnie wzywał...
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
Lucian powoli ukląkł z dłonią przy sercu, mówiąc:
-Mój Paniczu, na wezwanie; co rozkażesz; niech się stanie- oznajmił czarnowłosy.- Witaj, Damonie Williamie Raven.
W tym momencie moja szczęka chyba dotknęła podłogi..
-Mnie też miło cię widzieć; Lucianie Mikaelis- oznajmił Bergmann, a właściwie Damon Raven.
-Co z Callisto??!- Dopadłem do Mikaelisa i potrząsnąłem nim mocno.
-Jane się nią zajmie- oznajmił nie zaszczycając mnie spojrzeniem.- Po co mnie wezwałeś, paniczu?- Zapytał z czcią.
-Pieczęć nad Cieniami- oznajmił spokojnie Damon Raven przechodząc między nami. Zamach ręki trzymającej topór, jakiś błysk i paszcza skrzydlatego lwa rozwarła się.
-Kości zostały rzucone; Lucian- oznajmił powoli odwracając się ku nam.
-Rozumiem; Panie- odparł młodzieniec z tym lekkim uśmiechem, który widziałem tylko wtedy, kiedy patrzył na śpiącą Callisto.
-Płomień, Undertaker- rzucił, kiwając ręką, żebyśmy szli za nim.
Przeszliśmy próg i ujrzałem salon letniej posiadłości rodu Kruka.
-Callisto!.- zaraz upadłem przy niej na kolana.
Jane zajmowała się jej obrażeniami. Wziąłem lewą dłoń i ucałowałem ją.
-Czemu jej nie chroniliście?!- Mimo gniewu złożyłem dłoń na jej nieruchomym ciele i wstając zwróciłem się w stronę obojga Strażników.
Oboje wbili oczy w podłogę. Lucian zacisnął zęby z wściekłą miną.
-Myślisz, że mnie to nie drażni?- Warknął z poczuciem winy.
-Teraz chcę tylko wiedzieć, kim on jest..- starałem się uspokoić, więc oddychałem głęboko.
-Damon i Sebastian byli braćmi przyrodnimi. Z jednego ojca. Damon był młodszy oraz był synem Upadłej i człowieka. Jest nieśmiertelnym, ale nie wampirem. To dlatego czasem zostawiał ślady w rodowej kronice.
-Czyli on...
-Jest spokrewniony z Callisto, ale to nie wszystko. Jest także Strażnikiem miasta i tylko on może zapieczętować Ich spowrotem.
-Ich, czyli kogo?- Wychrypieliśmy ja i Undertaker. Moim zdaniem to wszystko robiło się coraz bardziej porąbane.
-Cienie Dusz- odparł Mikaelis.
-Dziewięć ogonów, dziewięć monet i...
-Dziewieć dusz. W miejscu, gdzie stoi katedra przecina się dziewięć Linii Mocy- wyjaśnił czarnooki.- Będzie coraz gorzej i pewnie jeszcze nie raz się o tym przekonamy.
-Przeklęte kitsune..- Zakląłem z irytacją.- Po co im Callisto??- Zadałem najważniejsze dla siebie pytanie.
-Nawet ja nie znam wszystkich odpowiedzi..- Przyznał Lucian Mikaelis.
•••
Odezwała się moja komórka, gdy odebrałem nadszedł rodzicielski armageddon.
-Na Litość Anioła, gdzie jesteś?? Dlaczego od dwóch dni nie ma cię w domu?!- Zapytał po drugiej stronie głos mojego ojca.
No, kurwa. Zaczyna się..
-To nic takiego, wypadliśmy na tydzień na mały biwak i...- miałem szczerą nadzieję, że Paul i reszta nie wydają tego małego kłamstewka.
-I nic mi o tym nie powiedziałeś??- W naszej rodzinie każdy syn ma szczególny talent do wkurzania ojca.
-Nie złożyło się..- udałem zakłopotanie.- Uspokój się, tato..
-Ty coś kręcisz; James- Od kiedy pamiętam zwracał się do mnie moim drugim imieniem.
-Nie martw się o mnie. Nic mi nie jest- oznajmiłem i szybko się rozłączyłem.
-Twój ojciec?- Zapytał Mikaelis.
Kiwnąłem głową. Callisto ocknęła się kaszląc. Przechyliła się na kanapie, a z jej ust wypłynął potok krwi.
Dostrzegłem wśród krwi kilkanaście dużych drzazg.
-Cally..- cały czas trzymałem jej dłoń w swoich.
-Pić..- szepnęła samymi wargami. Undertaker wyszedł, po chwili trzasnęły drzwi wejściowe.
Jane zabrała Luciana ze sobą. Jeszcze przez kilka sekund stawiał opór, ale poszedł za nią.
Zdjąłem kurtkę i rzuciłem ją na podłogę. Sięgnąłem do zamka bluzy..
-Nie...- szepnęła ledwie słyszalnie.
-Będę cię karmić, przecież wiesz..- odparłem odsuwając jej grzywkę na bok. Turkusowe oczy były tak czarne, że nie mogłem odróżnić tęczówek od źrenic.
Rozpiąłem bluzę i pochyliłem się przy niej.
Odwróciła głowę w odmownym geście. Westchnąłem ciężko, biorąc delikatnie jej twarz.
-Nadal tego chcę- zapewniłem całując ją w zakrwawione usta.
-Jestem... Przebił mnie jesion..- oddychała ciężko.
Zbladłem. Wtedy zobaczyłem nieco z boku pod piersiami dziurę z której płynęła krew.
-Nie pozwolę ci... Nie odejdziesz ode mnie!.- Warknąłem z bezsilną złością.- Moje kochanie...
Callisto Raven; postrach ogólniaka.
Zapach zaczynał mnie dusić. Moja krew cuchnąca jesionowym drewnem i słodka woń jego krwi nie były dobrym połączeniem. Nie odpowiedziałam nic, tylko patrzyłam na te zielone oczy.. Wtedy poczułam serię mocnych uderzeń, a z moich ust wyszedł jedynie wrzask bólu.
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
-Callisto!- Lucian w sekundzie znalazł się przy niej.
-To nic.. Mały potworek się niecierpliwi- słaby uśmiech zagościł na jej twarzy.
-Och, nie nazywaj jej tak..- Szepnąłem nieco zły, musnęła ustami moją szyję i poczułem dwie maleńkie igiełki.
Piła, dopóki nie wyczuła, że opadam z sił.
-Michael..?- Wyszeptała.
Otworzyłem oczy jeszcze na chwilę.
-To nic..- uspokoiłem głaszcząc jej porcelanową twarz. Próbowałem wstać, ale straciłem równowagę. Mikaelis złapał mnie i oparł o kanapę.
-Dość mocno oberwałeś..- stwierdził oglądając ranę na skroni.
-Drobiazg, mam twardy łeb- spróbowałem zażartować, ale widząc wyraz twarzy Callisto zamknąłem dziób. Po chwili spojrzała na Mikaelisa, który skłonił lekko głowę i poszedł do kuchni. Chwilę potem wrócił z apteczką.
-Jak ja tego nienawidzę..- syknąłem widząc wodę utlenioną.- Sss! Auu..- syczałem, gdy przemywał rozcięcie.- Kurwa.. Delikatniej nie możesz.?- Burknąłem doń.
-Jestem Aniołem, nie twoją matką- odparł niechętnie.
Nawet nie wiem, kiedy mu przywaliłem.
-Odezwij się jeszcze słowem na temat mojej matki..- warknąłem z groźbą.
Wtedy to mgliste wspomnienie...
-Myślisz, że mnie to nie drażni?- Warknął z poczuciem winy.
-Teraz chcę tylko wiedzieć, kim on jest..- starałem się uspokoić, więc oddychałem głęboko.
-Damon i Sebastian byli braćmi przyrodnimi. Z jednego ojca. Damon był młodszy oraz był synem Upadłej i człowieka. Jest nieśmiertelnym, ale nie wampirem. To dlatego czasem zostawiał ślady w rodowej kronice.
-Czyli on...
-Jest spokrewniony z Callisto, ale to nie wszystko. Jest także Strażnikiem miasta i tylko on może zapieczętować Ich spowrotem.
-Ich, czyli kogo?- Wychrypieliśmy ja i Undertaker. Moim zdaniem to wszystko robiło się coraz bardziej porąbane.
-Cienie Dusz- odparł Mikaelis.
-Dziewięć ogonów, dziewięć monet i...
-Dziewieć dusz. W miejscu, gdzie stoi katedra przecina się dziewięć Linii Mocy- wyjaśnił czarnooki.- Będzie coraz gorzej i pewnie jeszcze nie raz się o tym przekonamy.
-Przeklęte kitsune..- Zakląłem z irytacją.- Po co im Callisto??- Zadałem najważniejsze dla siebie pytanie.
-Nawet ja nie znam wszystkich odpowiedzi..- Przyznał Lucian Mikaelis.
•••
Odezwała się moja komórka, gdy odebrałem nadszedł rodzicielski armageddon.
-Na Litość Anioła, gdzie jesteś?? Dlaczego od dwóch dni nie ma cię w domu?!- Zapytał po drugiej stronie głos mojego ojca.
No, kurwa. Zaczyna się..
-To nic takiego, wypadliśmy na tydzień na mały biwak i...- miałem szczerą nadzieję, że Paul i reszta nie wydają tego małego kłamstewka.
-I nic mi o tym nie powiedziałeś??- W naszej rodzinie każdy syn ma szczególny talent do wkurzania ojca.
-Nie złożyło się..- udałem zakłopotanie.- Uspokój się, tato..
-Ty coś kręcisz; James- Od kiedy pamiętam zwracał się do mnie moim drugim imieniem.
-Nie martw się o mnie. Nic mi nie jest- oznajmiłem i szybko się rozłączyłem.
-Twój ojciec?- Zapytał Mikaelis.
Kiwnąłem głową. Callisto ocknęła się kaszląc. Przechyliła się na kanapie, a z jej ust wypłynął potok krwi.
Dostrzegłem wśród krwi kilkanaście dużych drzazg.
-Cally..- cały czas trzymałem jej dłoń w swoich.
-Pić..- szepnęła samymi wargami. Undertaker wyszedł, po chwili trzasnęły drzwi wejściowe.
Jane zabrała Luciana ze sobą. Jeszcze przez kilka sekund stawiał opór, ale poszedł za nią.
Zdjąłem kurtkę i rzuciłem ją na podłogę. Sięgnąłem do zamka bluzy..
-Nie...- szepnęła ledwie słyszalnie.
-Będę cię karmić, przecież wiesz..- odparłem odsuwając jej grzywkę na bok. Turkusowe oczy były tak czarne, że nie mogłem odróżnić tęczówek od źrenic.
Rozpiąłem bluzę i pochyliłem się przy niej.
Odwróciła głowę w odmownym geście. Westchnąłem ciężko, biorąc delikatnie jej twarz.
-Nadal tego chcę- zapewniłem całując ją w zakrwawione usta.
-Jestem... Przebił mnie jesion..- oddychała ciężko.
Zbladłem. Wtedy zobaczyłem nieco z boku pod piersiami dziurę z której płynęła krew.
-Nie pozwolę ci... Nie odejdziesz ode mnie!.- Warknąłem z bezsilną złością.- Moje kochanie...
Callisto Raven; postrach ogólniaka.
Zapach zaczynał mnie dusić. Moja krew cuchnąca jesionowym drewnem i słodka woń jego krwi nie były dobrym połączeniem. Nie odpowiedziałam nic, tylko patrzyłam na te zielone oczy.. Wtedy poczułam serię mocnych uderzeń, a z moich ust wyszedł jedynie wrzask bólu.
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
-Callisto!- Lucian w sekundzie znalazł się przy niej.
-To nic.. Mały potworek się niecierpliwi- słaby uśmiech zagościł na jej twarzy.
-Och, nie nazywaj jej tak..- Szepnąłem nieco zły, musnęła ustami moją szyję i poczułem dwie maleńkie igiełki.
Piła, dopóki nie wyczuła, że opadam z sił.
-Michael..?- Wyszeptała.
Otworzyłem oczy jeszcze na chwilę.
-To nic..- uspokoiłem głaszcząc jej porcelanową twarz. Próbowałem wstać, ale straciłem równowagę. Mikaelis złapał mnie i oparł o kanapę.
-Dość mocno oberwałeś..- stwierdził oglądając ranę na skroni.
-Drobiazg, mam twardy łeb- spróbowałem zażartować, ale widząc wyraz twarzy Callisto zamknąłem dziób. Po chwili spojrzała na Mikaelisa, który skłonił lekko głowę i poszedł do kuchni. Chwilę potem wrócił z apteczką.
-Jak ja tego nienawidzę..- syknąłem widząc wodę utlenioną.- Sss! Auu..- syczałem, gdy przemywał rozcięcie.- Kurwa.. Delikatniej nie możesz.?- Burknąłem doń.
-Jestem Aniołem, nie twoją matką- odparł niechętnie.
Nawet nie wiem, kiedy mu przywaliłem.
-Odezwij się jeszcze słowem na temat mojej matki..- warknąłem z groźbą.
Wtedy to mgliste wspomnienie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz