środa, 14 lutego 2018

Hunter III Curse Rozdział XVII: Zagadka, Katedra i inne miejskie historie

Jack odpalił silnik motocykla i opuścił szybę kasku.
-Trzymaj się mocno; Płomień- dosłyszałem jego przytłumiony głos. Dłoń odkręciła lekko manetkę gazu, a pojazd ruszył.
Rozmokła leśna droga nastręczała sporo problemów.
-Cholerne koleiny- zaklął z irytacją, co jakiś czas zapierając się lewą nogą i kontrując kierownicę.- Na Świętego Anioła, najgorsze chyba za nami..- mruknął z ulgą przyspieszając lekko.
***
Motor zwolnił i kilka sekund później przystanął.
Zsiadając zwróciłem kask i rzucając krótkie podziękowanie, klepnałem go po kumpelsku w ramię.
Zauważyłem przewodniczącego Związku; nazwiskiem Salvator i natychmiast dostrzegłem Lucasa Lockwood, za którym wszyscy oglądali się z wyraźnym zaciekawieniem. Szedł wmieszany w tłum w pewnej odległości za Salvator'em. Zachowywał się normalnie, ale także tak, jak gdyby działał według określonego schematu.
Przeciąłem dłonią powietrze łapiąc kamyk; który podrzucałem w zamyśleniu. Zawsze tak robiłem gdy o czymś myślałem lub nie miałem planu- podrzucałem cokolwiek co wpadło mi w ręce, co czasem budziło zaciekawienie i zdziwienie przechodniów.
-Chyba zbyt wiele się nie różnimy; Sebastian- Rzuciłem do swoich myśli, gdy Undertaker stanął z boku nieco za mną.
-Ktoś niechybnie dzisiaj umrze- odezwał się ten szepczący półgłos.- Po co chciałeś się spotkać?- Zapytał krótko, wyciągnął z kieszeni słoiczek i wysypując tabletkę wsunął w usta i popił sokiem.
-Podobno znasz się na demonach..
Roberts spojrzał na mnie z boku podejrzliwie.
-Jakie demony dokładnie masz na myśli?- Zapytał powoli
Opisałem najdokładniej jak mogłem tego małego skubańca. Roberts gestem kazał mi iść za sobą.
-Wsiadaj; nie powinniśmy rozmawiać o tym na ulicy- rzucił rozglądając się uważnie po okolicy.
Wsiadłem. Undertaker zajął miejsce kierowcy i zamknął drzwi od środka.
-Od pojawienia się tego dzieciaka w telewizji ludzie zaczynają się dziwnie zachowywać.. Wszystkim zwyczajnie odpierdoliło- wytłumaczył z niepokojem w szafirowych oczach; które nadal biegały po zatłoczonej ulicy.- Ten dzieciak, skąd w ogóle wiesz, że to demon?
-Od pewnego wampira..- odparłem wymijająco.
-Znamy tylko jedną "Księżycową" w mieście. Jeśli rzeczywiście o nią chodzi...- Undertaker przymknął na chwilę oczy.- No tak...- powiedział, jakby go olśniło i unosząc powieki spojrzał na mnie.- Ten bachor to na pewno kitsune..
-Co takiego? Czym są kitsune?- Od razu wyrwało mi się z ust kilka pytań.
-Twoja azjatycka przyjaciółka ci o tym nie wspomniała?- Spytał, gdy pokręciłem odmownie głową; kontynuował- Kitsune to po prostu lisy. W wierzeniach są związane z Inari; bogiem rolnictwa; ale... Ten dzieciak jest inny..
-To znaczy?- Zapytałem przyglądając mu się.
-Inaczej mówiąc dzieciak jest dzikim lisem; to coś jak nasz "błędny ognik"- wyjaśnił z namysłem.- Demon przybierający zarówno postać człowieka, jak i lisa.
-Przecież lisów jest tu do cholery i trochę..- Wpadłem mu w zdanie.
-Ten nie jest taki zwyczajny- zwrócił twarz w moją stronę i spojrzał mi prosto w oczy.- Bo widzisz: kitsune mogą posiadać nawet dziewięć ogonów.
-Przestań mi wciskać jakieś poronione bajki, człowieku- burknąłem ze złością sięgając dłonią do klamki by wysiąść, spojrzałem na drogę.
W odległości około dziesięciu metrów zobaczyłem to, o czym mówił Undertaker.
Postać lisa z wachlarzem złożonym z czterech ogonów.
Przetarłem oczy ze zdumienia, szepcząc w głębokim zdumieniu:
-To niemożliwe...
-Też tak myślałem, dopóki nie zobaczyłem tego na własne oczy- oznajmił szafirowooki. Lis zwrócił łeb w naszą stronę, szybko odwróciłem wzrok.
-Ale czemu tutaj...?- Zacząłem nadal szeptem.
-Nie wiem, ale mam pewne przypuszczenia- oznajmił z namysłem Sebastian.
-Nie podoba mi się to...- odezwałem się zamyślony.
Undertaker nagle drgnął i włączył radio.
-Wiadomość z ostatniej chwili. W Fallen i okolicach doszło do serii niepokojących ataków. Zostało zaatakowanych dwanaście osób. Odniosły one niegroźne obrażenia, ich życiu nic nie zagraża. Według jednego z poszkodowanych pogryzła go krzyżówka ryby i ślimaka. Miejscowa policja odmawia komentarza w sprawie- mówił spiker radiowy- Zdjęcia można obejrzeć na naszej stronie. O tej sprawie będziemy informować na bieżąco..
-Cholerne sępy...- mruknął Undertaker.
-Skąd w ogóle masz takie informacje?- Zapytałem po długiej chwili.
-Natknąłem się na tego lisa całkiem przypadkowo. Zaskoczyło mnie to, więc zacząłem szukać informacji. Poza tym Snake'owi nie podobał się ten dziwny dom na naszej dzielni- odparł powoli- Dodatkowo...- urwał nagle kręcąc głową.
-Dodatkowo; co?- Podjąłem z naciskiem.
Undertaker zawahał się, lecz zaczął opowiadać...

-Dzień gniewu nadchodzi- powtórzył cicho.- Zastanawiam się, czy to wszystko może się jakoś łączyć- zauważył.
-Być może Mikaelis wie więcej, niż my wszyscy- odparłem.
-Co ty się tak zawziąłeś na Luciana?- Zapytał niechętnie.
-Nie zawziąłem się, po prostu wydaje mi się, że ma wiedzę na każdy temat.
-A może jesteś zazdrosny o to, co łączy go z Raven?- Zapytał zaciekawiony.
-Tu nie chodzi o zazdrość; Undertaker. Nawet nie o to, że niezbyt mu ufam- wzruszyłem ramionami.- Jeśli naprawdę istnieje tylko po to, by chronić Callisto; będę go tolerować- oznajmiłem cicho.- Właściwie odkąd przeprowadziliśmy się tu z ojcem; ciągle mam wrażenie, że z miastem jest coś nie w porządku.
-Co chcesz przez to powiedzieć?- Zaciekawił się jeszcze bardziej.
Spojrzałem nań z zastanowieniem. Nie do końca wiedziałem, czy powinienem mu ufać, więc rozważałem wszystkie za i przeciw.
-Raven pewnie mówiła ci o dziwnych wydarzeniach w historii miasta, typu biegnące stado koni, albo inne rzeczy nazywane przez policję "przywidzeniami". Najgłośniejsza jednak, była sprawa farmy Wolf'a..- przerwał niezręczną ciszę, jaka zapadła między nami.
-Nawiedzonej farmy? Z jakiego powodu?- Zapytałem ostrożnie.
Sebastian uśmiechnął się smutno.
-Wszyscy uważali starego Wolf'a za dziwaka. Był prostym człowiekiem, rolnikiem. Mówił, co myślał i nie przejmował się opinią innych; przynajmniej tak opisał go mój dziadek- odezwał się wolno.- Dwadzieścia lat temu; we wrześniu miastem wstrząsnęła informacja, że Wolf w ataku szału zamordował żonę i czwórkę dzieci, a sam powiesił się w stajni- powiedział cicho.
-Właściwie co to ma do rzeczy..?
-Tydzień przed tym wydarzeniem dał mojemu dziadkowi; który był historykiem; coś co wyorał na polu.. Chciał wiedzieć, co to takiego i mówił coś o czarnych cieniach..
-Co to było?- Zapytałem.
-Dziadek nigdy nie chciał powiedzieć. Nawet teraz omija temat, ale zaprzecza, że Wolf oszalał. Obaj służyli podczas ostatniej wojny w jednym oddziale.
-Czarne cienie... Gdzieś już o tym słyszałem- mruknąłem do siebie w zamyśleniu.- Twój dziadek żyje?- Spytałem nagle.
-Tak, żyje.. Czemu pytasz?- Odpowiedział pytaniem.
-Może mógłbym z nim porozmawiać?- Zapytałem.
-Myślisz, że powie ci więcej niż mnie?- Zapytał wyjątkowo niechętnie.- Szczerze wątpię, ale... Jesteś dobrym pretekstem, żebym mógł go odwiedzić- uśmiechnął się lekko.
-Pretekstem, dobre sobie- prychnąłem.
-Chcesz z nim pogadać, czy nie?- Spytał zniecierpliwiony.
-Pewnie, że chcę- przytaknąłem.
Undertaker odpalił silnik, wrzucił bieg i po chwili czarny karawan ruszył z miejsca.
***
Sebastian przez całą drogę niewiele mówił. Jego szafirowe oczy w skupieniu obserwowały drogę. Wyjechaliśmy za miasto, a dwudziestotrzylatek skręcił w stronę Horsetown.
|•••|
Undertaker zwolnił i skręcił w prawo, wjeżdżając przez bramę na parking.
"Dom pomocy społecznej przy Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo"
Zauważyłem zakonnicę w szarym habicie, z białym kornetem na głowie; która na widok karawanu przeżegnała się szybko mamrocząc coś pod nosem.
-Co z tą zakonnicą jest nie tak?- Zdumiałem się.
-Och, to siostra Agata- odparł Sebastian tłumiąc śmiech.- Nie może się przyzwyczaić, że pracuję w zakładzie pogrzebowym.
Obaj wysiedliśmy z auta.
-Niech będzie pochwalony, siostro przełożona- rzuciłem wraz z nim.
-Na wieki wieków amen; chłopcy. Sebastian, przyjechałeś odwiedzić dziadka- starsza zakonnica uśmiechnęła się ciepło.
-Tak.. Staruszek jest grzeczny?- Spytał lekko.
-Oczywiście, że tak.. Kim jest twój przyjaciel?- Zapytała uprzejmie.
-To Michael. Pomagam mu w pracy z historii- spojrzał na mnie wymownie; puszczając tanie kłamstewko.
-No, tak. Do kogo się zwrócić, jak nie do historyka, proszę wejdźcie- zaprosiła.
-Lepszego kłamstwa nie mogłeś wymyślić?- Szepnąłem z wyrzutem, gdy szliśmy korytarzem za zakonnicą.
-Postaraj się dobrze udawać- odmruknął przewracając oczami.

W przytulnym pokoju siedział w fotelu siwowłosy starszy jegomość z równie siwym wąsem. Paląc fajkę czytał jakąś książkę. Na oko miał jakieś siedemdziesiąt lub osiemdziesiąt lat.
Undertaker zastukał lekko we framugę drzwi.
-Wejdźcie chłopcy- rzucił cichym głosem, unosząc wzrok znad lektury.
-Dzień dobry, dziadku.
-Dzień dobry.
-Sebastian- staruszek wyraźnie ucieszył się na widok wnuka.- Przyjechałeś z kolegą?
-To mój znajomy...- zaczął Sebastian.
-Wyglądasz, jak James w dawnych czasach; Michaelu..- powiedział z uśmiechem staruszek.
-Skąd..- zacząłem zaskoczony.
-Jesteś synem Armanda Tylera, prawda?- Zapytał. Undertaker również był zaskoczony.
-Zna pan mojego ojca?- Zrobiło się nie tyle niezręcznie, co trochę dziwnie.
-Znam ojca, znałem też jego ojca- uśmiechnął się dobrodusznie.
-Jakim cudem..?- Zaczął zaskoczony Sebastian.
Mężczyzna wskazując nam krzesła odparł:
-Uczyłem historii, a "klikę Ravena"; do której Tyler również należał zapamiętali chyba wszyscy nauczyciele, którzy ich poznali- wyjaśnił starszy człowiek.- König, który był ich wychowawcą miał z tymi ananasami Krzyż Pański..
-O ile pamiętam ojciec mówił, że jego historyk nazywał się Black.. A Sebastian na nazwisko ma...- zacząłem.
-Owszem, nazywam się Black.. Sebastian to syn mojej córki, a mój wnuk- Wyjaśnił staruszek.
-No, tak...- wreszcie zrozumiałem, o co biega.
-Chyba nie chodzi o żadną pracę domową- zauważył dziadek Undertakera.
-Jeśli to nie kłopot chciałbym zapytać o kilka rzeczy związanych z panem Wolf'em..- zacząłem uprzejmie.
Staruszek zmierzył mnie uważnym spojrzeniem.
-Dlaczego pytasz o Lucasa..?- Zapytał po długim milczeniu.
-Po prostu wydaje mi się, że Wolf wcale nie był żadnym dziwakiem- odparłem z namysłem.
-Istotnie- potwierdził dziadek Undertakera.- Pewnie Sebastian wspominał ci o tym, że Wolf znalazł coś podczas pracy w polu.
-Tak, rozmawialiśmy o tej sprawie- odparłem spokojnie.- Poza tym podobno po znalezieniu tego przedmiotu Wolf widywał czarne cienie..- Sebastian szturchnął mnie mocno, ale mówiłem dalej.- Mój dobry przyjaciel ma podobne sny i...
Staruszek spojrzał na mnie uważnie.
-Cienie z czerwonymi oczami..- nagle obaj powiedzieliśmy to równocześnie.
Black drgnął szybko.
-Skąd o tym wiesz?- Zapytał podejrzliwie.
-Paul... To znaczy ten przyjaciel, miał identyczny sen...- powiedziałem zgodnie z prawdą.
Siwowłosy przygryzł wargę, zaciągnął się dymem z fajki i westchnął ciężko wypuszczając lekki obłoczek.
-Kłamstwo licealisty wyczuwam na kilometr, ale po twoich oczach widać, że mówisz prawdę- stwierdził cicho wstając. Podszedł do jednej z szafek i otwierając szufladę wyciągnął stamtąd gruby brulion w twardej oprawie i drobny okrągły przedmiot; wyglądający jak moneta, na którym wytłoczone były jakieś symbole.
Wrócił i położył to na stole.
-Lucas chciał wiedzieć, co to jest i skąd się wzięło na jego ziemi.. Znaliśmy się od czasów wojska, często graliśmy w karty, szachy... Kilka tygodni po znalezieniu tego, Lucas zaczął dziwnie się zachowywać..- mówił dalej, gdy otworzyłem zeszyt.
-Właściwie co to takiego?- Zapytałem ostrożnie.
-Prawdopodobnie pochodzi z czasów Cesarstwa Rzymskiego, a więc wygląda na to, że miasto jest znacznie starsze, niż mówią znalezione dokumenty. To rzymska sestercja, jeden ze środków płatniczych Cesarstwa- wyjaśnił powoli.
-Tylko, co ma moneta do tych cieni?- Zapytałem zamyślony.
-To trafne pytanie, chłopcze- westchnął starzec.- Niestety nie udało mi się tego dociec i po śmierci Lucasa odpuściłem, ale mimo wszystko nie daje mi to spokoju...- powiedział cicho.
-Chyba, że.. Dziadku, byłeś kiedyś w ruinach katedry?- Zapytał Undertaker po chwili.
-Nigdy tam nie zaglądałem, bo niby po co?- Obruszył się szafirowooki staruszek.
-Masz jakiś plan Sebastian?- Zacząłem zaskoczony.
-Mam pewne przypuszczenia..- Undertaker wyszedł na chwilę na korytarz.
Black spojrzał mi w oczy smutno.
-Może nie powinienem zawracać ci tym głowy, ale..- zaczął.
-Zajmę się tym; niech pan będzie spokojny- zapewniłem.
Byłem Sebastianowi coś winien, bo mimo; że wie, kogo szuka Zetsubō, nie pisnął nikomu słowa o Callisto.
-Dziękuję- odparł z wdzięcznością.- Zabierz to. Może ci się przydać.
Skinąłem głową w niemym podziękowaniu.
Sebastian do nas wrócił, zostawiłem ich samych i pożegnałem staruszka.
Nie przypuszczałem jeszcze, że Undertaker będzie dla mnie w tej sprawie nieocenioną pomocą.
Jane stanęła tuż za mną, gdy tylko o niej pomyślałem.
-Wzywałeś mnie, paniczu?- Zapytała spokojnie.
-Opiekuj się Callisto pod każdą moją nieobecność- powiedziałem cicho.
-Oczywiście, paniczu- ukłoniła się lekko i zniknęła.
-Młodzieńcze- rzucił miły głos starszej pani.
-Tak, proszę pani?- Zapytałem uprzejmie.
-To miasto jest przeklęte...- szepnęła dziwnie poważnym tonem.
-Co ma pani na myśli?- Zapytałem trochę ostrożnie, ale na horyzoncie pojawiła się jedna z zakonnic. Pomarszczona kobieta uśmiechnęła się smutno, mówiąc świszczącym szeptem:
-Siódmy Anioł się uśmiecha..- zabrzmiało to dziwnie niepokojąco.
-Przepraszam pana bardzo- powiedziała uprzejmie siostra widząc mój zaskoczony wyraz twarzy, wzięła kobietę pod rękę i poprowadziła korytarzem.
-Czyżby kolejna zagadka..?- Mruknąłem do siebie, patrząc za zakonnicą podejrzliwie. Ten dom starców kompletnie mi się nie podobał od kiedy tu wszedłem.
I słowa tej staruszki...
-Michael, wszystko gra?- Zapytał z boku szepczący półgłos Undertakera.
-Jedźmy stąd..- zarzuciłem plecak na ramię i ruszyłem szybkim krokiem do wyjścia.
Sebastian dogonił mnie i złapał za ramię obracając ku sobie.
-Co się z tobą dzieje?- Zapytał patrząc mi w oczy.
-Nie podoba mi się to miejsce..- oznajmiłem pchnąwszy drzwi.
-Co? Czemu?- Zaczął zdumiony.
-Mam przeczucie, po prostu mi zaufaj i nie pytaj o nic póki się stąd nie zwiniemy...- odparłem ostro, wsiadając do czarnego Chryslera.
••**••
-Możesz mi powiedzieć; o co tu, do jasnej kurwy, chodzi??- Wybuchnął Roberts.
Znajdowaliśmy się w połowie drogi do Fallen, a Sebastian od kiedy stamtąd odjechaliśmy wyglądał na bardzo zaniepokojonego.
-Nie podoba mi się ten klasztor i w ogóle..- powiedziałem i opisałem mu tamtą kobietę.
-Ty mówisz o starej Mitchell...- uświadomił sobie nagle.- Każdemu, kogo spotka mówi; że Fallen jest przeklęte: dla mnie to żadna nowość.. Zdziwaczała babcia- Odpowiedział wyjątkowo obojętnie.
-Może teraz tylko tym "dziwakom" można wierzyć?- Zapytałem powoli, lecz Sebastian nie odpowiedział, tylko westchnął ciężko.
-Sam nie wiem, ale może coś w tym jest- stwierdził w końcu.
-Może i to dziwaczka, ale powiedziała coś jeszcze..- zauważyłem.
-Co takiego?- Zaniepokoił się.
-"Siódmy Anioł się uśmiecha"- zacytowałem.
Sebastian zahamował ostro tuż przed wjazdem do miasteczka. Samochód obrócił się w drugą stronę, a szafirowooki przerzucając bieg wcisnął pedał gazu do oporu.
-Undertaker, dokąd jedziemy..?- Zapytałem zaskoczony.
-Dowiesz się na miejscu- oznajmił.
-Chyba tam nie wracamy, co??- zacząłem z przestrachem.
-Dowiesz się na miejscu- powtórzył ucinając moje dalsze pytania.

Undertaker skręcił w lewo i dłuższy czas jechał polną drogą, po czym znów wjechał na asfaltową nawierzchnię i ponownie wybrał drogę w lewo, nucąc coś pod nosem. Dalej jechaliśmy cały czas prosto, aż dotarliśmy do wielkiej posiadłości.
Na zacienionym ganku siedzący przy stoliku czterej  mężczyźni grali w karty, rozmawiając o czymś. Kiedy podszedłem bliżej zauważyłem, że to księża. Najstarszy z nich dostrzegł nas i rzucił z uciechą:
-Sebastian, dawno się nie widzieliśmy.
-Pochwalony, wujku- odparł z przekornym uśmieszkiem Undertaker.
-To przecież ksiądz..- szepnąłem zaskoczony.
-Brat matki- wyjaśnił półgębkiem dwudziestotrzylatek.- Mam małą sprawę, wujku- powiedział po chwili nieco ciszej.
-Chodźmy do kancelarii- rzucił ksiądz.

-Co to za sprawa; Sebastian?- Spytał wskazując nam kanapę.
-Chodzi o "Siódmego Anioła"- odparł uprzejmie Undertaker.
Jego wujek zamarł na chwilę w bezruchu, a uśmiech natychmiast zniknął z jego twarzy. Usiadł szybko w fotelu, jakby zrobiło mu się słabo.
-To trochę dziwna sprawa..- zdecydowałem się odezwać, bo Sebastian widocznie nie miał na to najmniejszego zamiaru.- Byłem z Undertaker'em... Sebastianem..- poprawiłem się zaraz- na odwiedzinach u sióstr Szarytek i... Jedna z pensjonariuszek tamtejszego domu starców powiedziała mi to zdanie- tu zacytowałem słowa tej Mitchell.
Ksiądz pobladł i spojrzał na mnie. Jego ciemnobłękitne oczy pełne były przerażenia.
-Powiedziała tylko to zdanie?- Zapytał trochę ochrypłym głosem.
-Dodała też, że Fallen jest przeklęte, ale nic poza tym- odparłem.
Duchowny chciał zadać kolejne pytanie, ale weszła jedna z zakonnic ubrana w czarny habit z białym kołnierzem, przepasany fioletowym sznurem. Na głowie biały czepek i czarny welon, a na piersi krzyż. Przy boku miała zawieszony różaniec. Franciszkanka niosła tacę, na której stały trzy szklanki- dwie kawy i herbata. Postawiła ją na ławie i w milczeniu odeszła. Po chwili zamknęły się drzwi.
-Naprawdę nie powiedziała nic poza tym jednym zdaniem?- Zapytał.
-Zdawało mi się, jakby chciała coś dodać; ale pojawiła się jedna z zakonnic i... Ona dziwnie się na mnie patrzyła- dopiero teraz uświadomiłem sobie wzrok siostrzyczki.
-To znaczy jak na ciebie spojrzała?- Zdziwił się Undertaker słodząc herbatę.
-Tak, jakby ostrzegała mnie, żebym za bardzo nie węszył, bo źle się to dla mnie skończy.. Choć może myślała, że jestem niewierzący, czy coś...- odezwałem się z lekkim wahaniem.- Nie pijesz kawy?- Zdziwiłem się.
-Mam słabe serce- odparł krótko.
-No, tak... Zapomniałem, że już raz byś mi odjechał- zażartowałem, a Sebastian wywrócił oczami.
-Ciekawe...- mruknął z namysłem wujek Undertakera.
Zamyślił się na dłuższy moment, więc zapadła cisza.
-Siódmy Anioł. Dziwne wydarzenia w okolicy. Ten chłopiec z telewizji. "Księżycowa Róża". To wszystko robi się coraz bardziej podejrzane- powiedział w końcu ksiądz.
-Kim lub czym jest ten Siódmy Anioł?- Zapytał ostrożnie Undertaker.
-Nazywają tak Archanioła Mika'ela- odparł tamten powoli.
Ciche pukanie przerwało naszą rozmowę.
-Proszę- rzucił uprzejmie kapłan.
Drzwi się otworzyły i postać weszła do środka.
-Chwała Aniołowi- przywitała się...
-Callisto..- Zdumiałem się.
-A Jego dzieciom oręż- odparł ksiądz.
-Co ty tu robisz; Michael?- Turkusowooka zamarła zaskoczona.
-Mógłbym cię zapytać o to samo- odparłem podchodząc do niej. Objąłem ją mocno na przywitanie.
-Dawno się nie widzieliśmy Callisto Raven..- zagadnął spokojnie.
-Kopę lat, Nicholasie Black- odparła Cally.
Oboje usiedliśmy. Rozmowa toczyła się dalej.
-Nie wiedziałem, że ksiądz jest łowcą..- zacząłem zdziwiony.
-Jak pewnie wiesz Stowarzyszenie jest rozrzucone po świecie- odparł powoli, gdy skinąłem głową ciągnął- Jako duchowny jestem pod bezpośrednim zwierzchnictwem Watykanu- wyjaśnił.
-To Watykan też ma łowców?- Zdziwiłem się.
-Owszem. Całe to seminarium, jest kwaterą główną Stowarzyszenia- odparł.
-A ta zakonnica?- Zacząłem.
-Siostra Teresa, również łowczyni- odparł.
-Czyli jest coś, o czym nie mówiłeś, Undertaker- spojrzałem z wyrzutem na Sebastiana.
-Nie mogłem powiedzieć. Złożyłem Śluby- odparł cicho Undertaker.
-Ci, którzy nie są łowcami, a wiedzą o ich istnieniu składają "Pakt Milczenia"- Wyjaśniła Callisto.- Czyli wy też obserwujecie tę sprawę- zwróciła się do Nicholasa.
-Tak i coraz mniej mi się to podoba- westchnął ciężko kapłan.- Najpierw znikali ludzie, potem wampiry. Wszystkie te sprawy dziwnie się łączą.. Tylko dlatego w Fallen i tutaj pojawiły się Wilki- wywnioskował.
-Pretoria nie współpracuje z...- zaczęła Cally.
-W Pretorii również doszło do podziału. Z informacji wynika, że istnieją pewne różnice poglądów- oznajmił.
Callisto Raven; postrach ogólniaka. 
-Najgorsze jest to, że nie wiemy nic o tym bachorze- powiedziałam z zastanowieniem.
-Wiemy- zaprzeczył Sebastian.- To kitsune..
-Lisie demony? Tutaj? Nie żartuj- prychnęłam z ironią.
-On też nie uwierzył na słowo- odparł Undertaker ruchem głowy wskazując zielonookiego.
-Taa. Lis z czterema ogonami chodzący sobie, jakby nigdy nic po mieście- przytaknął zamyślony.
-Hanayakana musi coś o tym wiedzieć- stwierdziłam podejrzliwie.- Świecące miasto.. Już wszystko rozumiem...
-Co takiego..?- Zapytaliśmy wszyscy trzej.
-"[...] zanim zrównamy je z ziemią"- Zacytowałam spokojnie.- Zetsubō nie potrafi trzymać języka za zębami.
-To znaczy?- Zapytał Michael.
-Poza tym, że wiemy już, kim jest; dodał, że nie jest  jedynym kitsune w mieście. Pamiętasz, co Hanayakana powiedziała o tym domu w dzielnicy slumsów?
-Nazwała go "Siódmą Bramą"; ale co to ma do rzeczy?- Zapytał zaskoczony.
-Brama, zza której nikt nie wraca- zauważył Nicholas.
Michael spojrzał na mnie, ja na niego.
-Chyba znamy kogoś, kto stamtąd wrócił- odpowiedział powoli Michael. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz