Hałas bitwy, Krzyki rannych, skowyt Wilków; a pośród tego wszystkiego ją rozglądający się za Forest'em.
-Uważaj!- Moje serce załomotało jeszcze szybciej, gdy mój przeciwnik stał się piachem.- Przestań myśleć o niebieskich migdałach; tylko walcz!- Kopniakiem odrzucił od siebie pijawę.
-Po prostu trzymajmy się razem- mruknąłem nie licząc na to, że mnie usłyszy.
Świt powitał nas zgliszczami, trupami naszych przyjaciół i rozwiewającymi się prochami wrogów oraz rannymi.
Straty Pretorii były o wiele większe, niż nasze.
Wilkołaki powarkiwały jeżąc sierść, gdy przechodziłem między nimi w stronę Jace'a, który stał w zgliszczach wejścia i wpatrywał się w nie ponuro.
-Jace- zacząłem cicho.
-Nie mamy gdzie mieszkać- powiedział, jakby mnie nie słyszał.- Swoim głupim uporem straciłem kilkadziesiąt wilków- kontynuował martwym głosem- bo nie chciałem się stąd wycofać..
-To nie twoja wina, Schwarz- odparłem kładąc mu rękę na ramieniu.
-Właśnie, że moja. Gdyby nie ja..- Wilki jednocześnie zaczęły wyć, lecz Jace nawet nie drgnął. W ciszy wpatrywał się w spalone ruiny Lupus Carceris oświetlone promieniami wschodzącego słońca.
-Chronić ludzi, strzec tajemnicy, słuchać Alfy- zacytował cicho, jakby te słowa miały go uspokoić, podnieść na duchu.- Boże... Może to nie ma sensu; skoro w ogóle nie istniejemy?- Zapytał w końcu obojętnie.
Dostał ode mnie strzała. Mój prawy prosty zachwiał chłopakiem, który oparł się barkiem o osmaloną ścianę. Jeden z podległych mu wilków, ruszył na mnie.
-Jonathanie Cristopherze Schwarz!- Zabrzmiało męski głos za mną.
Wszystkie Wilki rozstąpiły się i skłoniły wielkie, różnorodnej maści łby prped przechodzącym między nimi mężczyzną.
Ów był dobrze zbudowany i o głowę wyższy od Jace'a, ale ich twarze, choć był dużo starszy, były niemal identyczne.
-Co tu robisz, ojcze, skoro nie chcesz mnie znać?- Zapytał z goryczą Schwarz. Stał ze wzrokiem utkwionym w spalonej ziemi i dłońmi zaciśniętymi w pięści. Jego szczęka puchła po moim ciosie.
Łowcy siedzieli lub stali pod drzewami. Niektórzy opłakiwali zmarłych, drudzy opatrywali rannych.. Jeszcze inni rozmyślali o czymś.
-I co z tego, Schwarz? Poddasz się?- Zapytałem ignorując jego ojca.
-Może oni tego właśnie chcą? Być z wampirami?- Wzruszył ramionami, a wilki zaczęły jeżyć sierść i wściekle ujadać.
Nawet nie wiem, kiedy drugi raz dostał ode mnie w mordę. Zachwiał się i znów oparł o ścianę.
-Napierdolę ci po tym głupim ryju, jeśli zaraz nie przestaniesz chrzanić, Centurionie Schwarz!- Warknąłem ostro.
-Chrzanić? Kto tu chrzani, Donovann?- Zapytał tym samym apatycznym tonem.
Kolejny cios, po którym Schwarz osunął się na potrzaskane schody.
-Domyśl się- Warknąłem jadowicie, przez zęby. Wsunąłem laurys za pas, a miecz w pochwę i podniosłem go na nogi za koszulkę.- Nie wiem, który z tych kretynów zrobił cię Centurionem; ale mam nadzieję, że kurewsko się teraz wstydzi przez to, co wygadujesz!- Warknąłem potrząsając nim mocno.- Wampiry to bestie: WBIJ TO SOBIE DO ŁBA!- Puściłem go i odwracając się na pięcie poszedłem do swoich.
W połowie odległości między watahą olbrzymich Wilków, a grupą łowczych usłyszałem jego głos:
-To jest wojna, Donovann.. I my ją wygramy- oznajmił cicho.
***
W nieczynnym XIX- stowiecznym skrzydle Stowarzyszenia postanowiłem utworzyć tymczasową bazę Pretorii.
Natychmiast po powrocie zawołałem Radę, podczas której zastanawialiśmy się wspólnie, jak przygotować się do wojny i nie dopuścić w przyszłości do podobnego ataku, jak dziś.
Jace w milczeniu siedział przy drugim z węższych bokbokbw stołu i z głową podpartą na ręku przysłuchiwał się zebraniu.
-Ludzie nie są bezpieczni. Po nas odbiją się na nich- powiedział wreszcie.- Tereny sfor i Zrzeszenia krzyżują się wzajemnie, a większość Rodów nie jest nam przychylna- zauważył ponuro- zwłaszcza po tym, co nakombinował Maksym- dodał z niechęcią.
-Powinniśmy zacząć od najważniejszej sprawy, Przewodniczący: od Paktu. Bez niego nic nie możemy zrobić- odezwał się jeden z towarzyszących Schwarz'owi likantropów.
-Sam zauważyłem, że Wilki też są do nas wrogo nastawione- odezwał się Forest.- Ktokolwiek z nas przeszedł obok, widział w wilkach postawę bojową, jakbyście mieli zaraz rzucić się nam do gardeł..
-To młodsi rekruci Pretorii, jeszcze nie do końca się kontrolują- odpowiedział przepraszająco Jace.- Pochodzą z różnych środowisk i nie tworzą Sfory w pełnym tego słowa znaczeniu. To my jesteśmy za nich odpowiedzialni- wyjaśnił- trzeba wziąć pod uwagę również to, że stracili to, co znali i nie chodzi tu tylko o dom.
W tym momencie zebranie przerwało zajadłe ujadanie jednego, a także skowyt i popiskiwanie innego wilka.
-Przepraszam na chwilę- Jace wstał z miejsca i ruszył w stronę odgłosów.
Wyszedłem za nim.
Plac przed budynkiem.
-Malcolm! Cole! Dosyć tego!- Zawołał Schwarz ostrym tonem.
Dwa potężne wilkołaki rudy i biały natychmiast od siebie odeszły. Pochyliły łby przed Alfą.
-O co wam znowu poszło, chłopaki...?- Jace pokręcił głową z niedowierzaniem wzdychając ciężko.
Mrugnąłem, a chwilę później patrzyłem już na dwóch napakowanych piętnastolatków.
-To on zaczął- burknął czarnowłosy.
-Wcale nie; to ty się na mnie rzuciłeś- odwarknął blondyn, którego włosy były niemal białe.
-Silencio!.- Nakazał chłodno Jace, a przez jego oczy przeszedł mglisty, księżycowy blask.- O co poszło?
-Bo wszyscy gadają, że..- brunet spuścił wzrok i wodził nim po piaszczystej ścieżce- że to, że nie mamy domu to wina Centuriona..
-I o to się pobiliście? O to, że jestem hujowym Centurionem?- Jace odwrócił się i powlókł się spowrotem do budynku.
-Jace- dogoniłem go i złapałem za ramię.
-Zostaw mnie!- Wyrwał się, ale przyciągnąłem go za rękaw i oparłem o środkowy z posągów.
-Daj spokój. Nie przejmuj się tym..
-Senat chciał z nami układu, Donovann. Przysłali dokument Paktu.. Wszystko spłonęło w cholerę i.. Kyle prawdopodobnie nie żyje- zaczął gadać jakieś głupoty. Ukrył twarz w dłoniach.- Mój przyrodni brat nie żyje, rozumiesz..??
Osłupiałem ze zdumienia.
-Stevens był twoim bratem??- Wypaliłem.
-Nie zdążyłem mu powiedzieć.. Pogadać z nim.. Cholera- przysiadł na cokole i gapił się bezmyślnie w granitowe płyty.
Po kilku minutach opanował się i wstał. Ruszając do kwatery powiedział:
-Jeśli Łowcy będą przeciwko zawarciu Paktu, zrozumiem- odezwał się cicho, wracając na Radę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz