poniedziałek, 27 maja 2019

Hunter III Curse Rozdział XXXIII: "Najwyższa Więź" i inne życiowe przeboje...

Dzisiejsze posiedzenie Rady było wyjątkowo głośne. Większość łowców dyskutowało między sobą w różnych językach, albo wymieniało uwagi przyciszonym szeptem.
-Jak to sobie wyobrażasz, Przewodniczący?- Zapytała nagle przewodnicząca KGS w Paryżu. 
Zapadła idealna cisza. Powoli podniosłem wzrok znad listy łowców wykluczonych z organizacji. Oczy wszystkich zgromadzonych utkwione były we mnie. 
-Nie możemy sobie tak siedzieć i czekać aż -Senat zaatakuje. Traktat już od jakiegoś czasu nie obowiązuje, a ludzie; których mamy chronić giną. Nawet media zaczynają coraz bardziej węszyć- odezwałem się z namysłem.- Brakuje tylko, żeby ktoś się o nas dowiedział i nie mówię tu wyłącznie o Zrzeszeniu- po chwili zastanowienia dodałem- -Senat właśnie na to liczy: aż przeciwnikowi powinie się noga  i popełnimy fatalny błąd.
-Więc, co proponujesz?- Zapytał Kamiński, wódz warszawskiej KGS. 
-Myślałem, że to od was usłyszę jakieś pomysły, skoro nie jestem jeszcze Zaprzysiężonym Przewodniczącym- odpowiedziałem spokojnie i uprzejmie. 
Tak, jak się spodziewałem w sali znów rozległy się przekrzykujące się głosy łowców. 
-Masz w ogóle jakiś plan?- Szepnął z boku bursztynowooki Deere. 
-Żeby mieć plan, najpierw trzeba zorientować się w sytuacji- zauważył z lewej Forest. 
-Jakiś ty mądry..- Syknął jadowicie łowca herbu Jelenia świdrując go wzrokiem. 
Forest podtrzymał jego spojrzenie i skrzywił usta w tajemniczym uśmieszku. 
-Po prostu musimy znaleźć sposób, by być zawsze o krok przed wampirami- podsunął. 
-I niby jak zamierzasz to zrobić?- Tyrone Angello wpatrywał się w Forest'a dosyć sceptycznie. 
Max zmrużył oczy patrząc przez okno. 
-Tower nie znosi przegrywać- powiedział w końcu- poza tym słaby z niej strateg- wziął biszkopta, herbatnika z czekoladą i orzechowego wafelka- Tower- wskazał biszkopt- jest obecnie osobą kierującą Senatem- przesunął czekoladowy herbatnik- ale nie jest całkowicie niezależna od ich decyzji..
-Wiemy, ale co to ma, w sumie, do rzeczy?- Zapytała Sekretarz Związku wtrącając się do rozmowy. 
Forest obrócił w palcach wafelek. 
-Otóż to, że dowodzący Klasztorem Rady.. jak mu tam?.. Może zechcieć własnoręcznie się jej pozbyć. Jak sam stwierdził Deere: pijawki są fałszywe. 
-To nijak nie rozwiązuje naszego problemu- zauważył z porażką młodszy z braci Angello. 
-Jeśli zwrócimy ich przeciwko sobie, na pewno coś osiągniemy- odezwałem się z zastanowieniem. 
-Tylko trzeba to zrobić umkumiejętnie- cały James: zawsze znalazł jakieś "ale". 
-Jesteś, jak zawsze, pesymistą; James- rzucił uszczypliwie starszy z braci rodu Cheruba, Michael Angello. 
-To nie pesymizm, a realizm; Mika. Sam wiesz, że Woroszyłow jest podobny do Tower..
-Podobny, ale o wiele głupszy- rzucił Angello pewnym siebie tonem. 
Jego zastępca widocznie nie miała zamiaru na razie się odzywać. Callisto siedziała niemal zupełnie nieruchomo, czytając jeden z dokumentów. 
-Angello ma rację- drgnąłem szybko, słysząc jej głos.- Caius jest tylko pionkiem Tower, a nawet gdyby ta kopnęła w kalendarz; on i tak nie dojdzie do władzy. Po pierwsze: z powodu pochodzenia; a po drugie: bo zupełnie się do tego nie nadaje. Tak po prawdzie to jej ulubione popychadło- wzruszyła ramionami.- Forest też ma słuszność: Woroszyłow nienawidził Tower od zawsze i, jeśli zwrócić kogoś przeciwko sobie to są odpowiedni kandydaci- rysy twarzy Callisto wyostrzył drapieżny wyraz. 
-Zostało wykombinować, jak doprowadzić do tego, żeby skoczyli sobie do gardeł- zauważył Forest. 
-I to jest ta trudniejsza część planu- odezwał się jeden z Pogromców. 
-Najprostszy plan jest zawsze najskuteczniejszy- odpowiedzieli Callisto i Max, po czym oboje spojrzeli po sobie zdziwieni. 
Dziewczynka na rękach Callisto z zaciekawieniem obserwowała byłego policjanta. Po chwili wyciągnęła doń rączki domagając się, aby wziął ją na ręce. 
-Och, Liluś..- wymruczała z ciężkim westchnieniem turkusowooka. Mała zaczęła się wiercić i krzywić buzię. Wyciągając łapki starała się dosięgnąć upatrzony obiekt. 
Z kuchni wyszła jedną z dziewczyn. Podeszła bliżej i stając obok szepnęła:
-Przewodniczący, kolacja gotowa- oznajmiła krótko. 
-Dziękuję, Ann- gdy zniknęła, rzuciłem- odradzam Radę; skończymy po kolacji. 
-Maa.. Buu- Lily na rękach matki nadal próbowała wyrwać się do Forest'a. W pewnej chwili musiała naprawdę się zniecierpliwić, bo przez jej oczka przemknął szkarłatny płomień. 
-Bądź grzeczna, cukiereczku- zwrócił się łagodnie Forest do małej.- Ta krzywa minka ci nie pasuje- posłał dziewczynce uśmiech. Lily rozchyliła buźkę i patrząc na Max'a zaczęła chichotać perliście, nadal uparcie wyciągając doń rączki. 
-Maa...!- Callisto wreszcie ustąpiła małej i przekazała ją Max'owi na chwilę. 
-No, co Księżniczko?- Spytał malachitowooki zabawiając dziecko. 
Callisto i siedzący tuż obok niej Michael jak przymurowani do krzeseł obserwowali rozweseloną zabawą z Forest'em córę. 
-To niemożliwe- szepnęła Callisto do męża wpatrując się w rozbawioną Lily. 

Podczas kolacji mała Lily z kolan Forest'a z ciekawością śledziła, co się wokół nich dzieje. Była wesoła, jak nigdy i raz po raz ciągnęła go za klapę kieszonki czarnej bluzy. 
-Dzieciaki, wszędzie dzieciaki- rzucił przewracając oczami. 
Dziewczynka spojrzała na niego obrażona i wygięła buzię w podkówkę. 
-Zaraz się zacznie- niedaleko Michael posłał żonie wymowne spojrzenie. 
-No, No.. Pani obrażalska- Max żartobliw ie pogroził jej palcem. Zapiszczała radośnie, a w tym momencie ktoś rzucił z humorem: 
-Brawa dla Pana Super Niani- i nie minęła nawet sekunda, a w pomieszczeniu rozległy się gromkie oklaski. 
Rodzice Lily znów mieli miny, jakby dopadł ich error mózgu. 
-Oni potrafią nabijać się że wszystkiego, hm?- Spytał z ironią. 
-Nooo. Pozytywne pojeby- odparłem i obaj rechocząc omal nie powpadaliśmy nosami w talerze.
-Słowem w sedno- rzucił dusząc się ze śmiechu. 
|•••|
Rada zakończyła się wraz z wybiciem północy. 
Celowo wmieszałem się w tłum leniwe opuszczający jadalnię, by trochę popodsłuciwać, jak mnie obgadują. 
Każdy z nas, łowców- bez wyjątku- obgadał innego łowcę. 
-Będą z niego ludzie- rzucił wśród szmeru rozmów Carlisle z uznaniem. 
-Zwykle rada kończyła się przed dzwonami- zauważyła z niepokojem jedną z kobiet. 
-Och, nie mów, że wierzysz w ten głupi przesąd; Kaśka!.- Żachnęła się idąca obok ładna (i cycata) blondynka. 
-No, niby nie, ale.. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz