Kwatera główna Stowarzyszenia Łowców, trzy miesiące później.
Siódmy dzień lutego jest tak samo śnieżny, jak rok temu. Obserwuję przez szybę wirujące na wietrze płatki śniegu; powstrzymując łzy cisnące się do oczu. Kajdanki zamieniono mi na bransoletę z GPS-em: zatem jestem pod stałą kontrolą Stowarzyszenia i nigdzie nie mogę wyjść sama.
-Cały czas o niej myślisz?- Pyta Michael obejmując mnie delikatnie.
-Chciałabym pojechać na cmentarz..- mówię smutno.- Dzisiaj rocznica..
Michael obejmuje mnie mocniej; całuje lekko.
-Zobaczę, co da się załatwić..- mówi ostrożnie.
-Wiesz; że ta kontrola jest mi potrzebna- odzywam się spokojnie.
Przytulił mnie mocniej. Poczułam jego przyspieszony rytm serca, zrobiło mi się zimno. Poczułam pragnienie.
-To nie kontrola; tylko jakieś więzienie- powiedział z niezadowoleniem.- Nie rozumiem; czemu właściwie im na to pozwalasz; Callisto.
-Mogę w każdej chwili stracić nad sobą panowanie i zabić.
Oboje wiemy; że to nie jedyny powód. Michael wie, że to, co działo się ze mną wcześniej było tylko początkiem. Upadam na dno i on to wie.
Zapada milczenie; przeplatane tylko jego cichym oddechem i trzaskiem ognia w kominku.
-Możesz wziąć trochę ode mnie- mówi w końcu.
-Nie- szeptam nadal patrząc przez okno na sypiący śnieg. Moje oczy dostrzegają w oddali przesuwającą się szybko szarą plamę.
Chwilę potem rozpoznaję Mazdę; należącą do Paula Tannera. Zaczynam się trząść w ramionach Michaela.
-Ty ich tu zaprosiłeś?- Pytam oddychając głebiej; żeby się uspokoić. Moje ciało zaczyna płonąć.
-Kogo?- Zapytał zdziwiony. Wtedy zauważył wjeżdżający w bramę samochód. Otworzył usta i wycedził ciche przekleństwo; wychodząc z pokoju. Usłyszałam jak zbiega po schodach…
Siódmy dzień lutego jest tak samo śnieżny, jak rok temu. Obserwuję przez szybę wirujące na wietrze płatki śniegu; powstrzymując łzy cisnące się do oczu. Kajdanki zamieniono mi na bransoletę z GPS-em: zatem jestem pod stałą kontrolą Stowarzyszenia i nigdzie nie mogę wyjść sama.
-Cały czas o niej myślisz?- Pyta Michael obejmując mnie delikatnie.
-Chciałabym pojechać na cmentarz..- mówię smutno.- Dzisiaj rocznica..
Michael obejmuje mnie mocniej; całuje lekko.
-Zobaczę, co da się załatwić..- mówi ostrożnie.
-Wiesz; że ta kontrola jest mi potrzebna- odzywam się spokojnie.
Przytulił mnie mocniej. Poczułam jego przyspieszony rytm serca, zrobiło mi się zimno. Poczułam pragnienie.
-To nie kontrola; tylko jakieś więzienie- powiedział z niezadowoleniem.- Nie rozumiem; czemu właściwie im na to pozwalasz; Callisto.
-Mogę w każdej chwili stracić nad sobą panowanie i zabić.
Oboje wiemy; że to nie jedyny powód. Michael wie, że to, co działo się ze mną wcześniej było tylko początkiem. Upadam na dno i on to wie.
Zapada milczenie; przeplatane tylko jego cichym oddechem i trzaskiem ognia w kominku.
-Możesz wziąć trochę ode mnie- mówi w końcu.
-Nie- szeptam nadal patrząc przez okno na sypiący śnieg. Moje oczy dostrzegają w oddali przesuwającą się szybko szarą plamę.
Chwilę potem rozpoznaję Mazdę; należącą do Paula Tannera. Zaczynam się trząść w ramionach Michaela.
-Ty ich tu zaprosiłeś?- Pytam oddychając głebiej; żeby się uspokoić. Moje ciało zaczyna płonąć.
-Kogo?- Zapytał zdziwiony. Wtedy zauważył wjeżdżający w bramę samochód. Otworzył usta i wycedził ciche przekleństwo; wychodząc z pokoju. Usłyszałam jak zbiega po schodach…
Michael Tyler; uczeń pierwszej klasy ogólniaka…
Nie powiedziałem Callisto, że nadal wybijamy wampiry stworzone przez Linka. Poza tym; do teraz wszyscy zastanawiają się, kto jeszcze był tamtego wieczora w starej posiadłości rodziny Cross i czy to on (albo ona) zabił Linka. Zresztą Rada Wampirów przestała odpowiadać po odmowie Stowarzyszenia w sprawie przekazania im Callisto; która- z braku dowodów na swoją niewinność- została oskarżona o zabicie czystokrwistego wampira.
-Sam bym go załatwił, gdybym go dopadł pierwszy..- mruknąłem do swoich myśli; odrzucając zbyt długą grzywkę.
Zszedłem do szerokiego holu, zastępującego przedpokój w budynku Stowarzyszenia i zobaczyłem trójkę znajomych ze szkoły kłócących się o coś z Angello. Przewodniczący Stowarzyszenia spojrzał na zaróżowioną od mrozu twarz Tori.
-Callisto nie może na chwilę obecną wrócić do szkoły. Zresztą chyba słyszeliście to samo od Michaela- powiedział krótko.
-Co z nią?- Tori spojrzała mu prosto w oczy; zrobiła krok do przodu, ale Vincent przyciągnął ją spowrotem.- Nadal trzyma ją pan na łańcuchu; jak zwierzę??! Nadal wszyscy uważacie ją za potwora?!! Za taką samą bestię, jak.. jak..
-Tori; uspokój się..- Vincent przytrzymuje ciemnowłosą przy sobie; ale ona wyrywając się kończy zdanie:
-Jak ten skurwiel..??!! Ona taka nie jest!! Nie jest takim czymś; rozumiesz??!!- Tori niemal płakała z wściekłości; wyrwała się Vincentowi i wbiegła na schody.
Wpadła na mnie. Zatrzymałem ją i przytuliłem jak siostrę. Zaczęła krzyczeć i bić mnie pięściami. W końcu oparła mi głowę na ramieniu i rozpłakała się.
Nasze spojrzenia- moje i Vincenta- skrzyżowały się. Angello obserwował chłopaka, który skinął głową w moją stronę. Odwzajemniłem gest.
Między nami zawiązało się niepisane porozumienie: on nie zdradzi tajemnicy Callisto; a ja nie powiem o jego ciemnych sprawkach Tori.
•••
Callisto Raven; postrach ogólniaka…
-Dzięki, Matt- rzucam z wdzięcznością.
Młodzieniec przerzucając bieg odpowiada:
-W końcu dzięki tobie jeszcze żyję- mówi ze śmiechem.
Michael odwraca wzrok od zimowego krajobrazu za oknem i patrzy na nas zaskoczony. Matt zauważa to we wstecznym lusterku; jednak nadal panuje między nimi cisza.
Kilka metrów przed nami majaczy brama cmentarza w sąsiednim miasteczku. To na tym cmentarzu pochowani są moi rodzice.
To wspomnienie…
Porządkujemy dom przed zimą. Matka układa koce w jednym z kufrów w salonie. Ojciec naprawia żyrandol w skupieniu.
-Gdzie Grace?- Pyta mnie nagle cichym głosem.
Zamieram z kocem wyciągniętym w stronę matki; która pogrążona w pracy nic nie zauważa.
-Odsłania kły…- odzywam się zmrożona, nie słysząc; że coś powiedział.
Ojciec podnosi wzrok. Nagle matka zrywa się na nogi i wyciąga skądś broń. Biegnę do drzwi i otwieram je na całą szerokość…
-Grace…- wydusiłam przerażona.
Moja siostra. W objęciach tego wampira.
-Wyczułaś mnie szybciej; niż twoi rodzice, co?- Link uśmiechał się chłodno.
Czyjaś ręka zagarnia mnie za siebie. Widzę błysk stali.
Ojciec z mieczem w dłoni wpatrzony w oczy wampira.
-Zabieraj te brudne łapy od mojej córki!- Mówi z gniewem w twarzy.
Moja matka odciąga mnie od ojca; który rzuca się z bronią w stronę wampira. Link znika z Grace w ramionach. Ojciec rozgląda się uważnie; próbując dostrzec coś w ciemności…
…nadal nie mogę zrozumieć; dlaczego…
Dlaczego; Grace Ann..??
Do teraz nie wiem; co nią wtedy kierowało. Byłam pewna; że nie zrobiła tego tylko z powodu nienawiści i zazdrości; jaką żywiła wobec mnie.
Michael trzyma moją dłoń lekko. Poprawia chustę na mojej szyi i przytula mnie do siebie. W milczeniu przechodzimy przez cmentarną bramę…
Minął już rok..
Rok, odkąd nie ma was przy mnie..
Rok; odkąd jestem tym potworem.
Rok walki o normalne życie.
-Na pewno tego chcesz?- Pyta zielonooki z troską.
Kiwam głową przebiegając wzrokiem po nagrobkach.
-Nadal myślę; dlaczego Grace to zrobiła..- mówię cicho.
-Nie zadręczaj się tym teraz..- odparł całując mnie lekko.
Przystanęłam przy prostym granitowym nagrobku z krzyżem wmurowanym po prawej stronie płyty, na której napisano:
Nie powiedziałem Callisto, że nadal wybijamy wampiry stworzone przez Linka. Poza tym; do teraz wszyscy zastanawiają się, kto jeszcze był tamtego wieczora w starej posiadłości rodziny Cross i czy to on (albo ona) zabił Linka. Zresztą Rada Wampirów przestała odpowiadać po odmowie Stowarzyszenia w sprawie przekazania im Callisto; która- z braku dowodów na swoją niewinność- została oskarżona o zabicie czystokrwistego wampira.
-Sam bym go załatwił, gdybym go dopadł pierwszy..- mruknąłem do swoich myśli; odrzucając zbyt długą grzywkę.
Zszedłem do szerokiego holu, zastępującego przedpokój w budynku Stowarzyszenia i zobaczyłem trójkę znajomych ze szkoły kłócących się o coś z Angello. Przewodniczący Stowarzyszenia spojrzał na zaróżowioną od mrozu twarz Tori.
-Callisto nie może na chwilę obecną wrócić do szkoły. Zresztą chyba słyszeliście to samo od Michaela- powiedział krótko.
-Co z nią?- Tori spojrzała mu prosto w oczy; zrobiła krok do przodu, ale Vincent przyciągnął ją spowrotem.- Nadal trzyma ją pan na łańcuchu; jak zwierzę??! Nadal wszyscy uważacie ją za potwora?!! Za taką samą bestię, jak.. jak..
-Tori; uspokój się..- Vincent przytrzymuje ciemnowłosą przy sobie; ale ona wyrywając się kończy zdanie:
-Jak ten skurwiel..??!! Ona taka nie jest!! Nie jest takim czymś; rozumiesz??!!- Tori niemal płakała z wściekłości; wyrwała się Vincentowi i wbiegła na schody.
Wpadła na mnie. Zatrzymałem ją i przytuliłem jak siostrę. Zaczęła krzyczeć i bić mnie pięściami. W końcu oparła mi głowę na ramieniu i rozpłakała się.
Nasze spojrzenia- moje i Vincenta- skrzyżowały się. Angello obserwował chłopaka, który skinął głową w moją stronę. Odwzajemniłem gest.
Między nami zawiązało się niepisane porozumienie: on nie zdradzi tajemnicy Callisto; a ja nie powiem o jego ciemnych sprawkach Tori.
•••
Callisto Raven; postrach ogólniaka…
-Dzięki, Matt- rzucam z wdzięcznością.
Młodzieniec przerzucając bieg odpowiada:
-W końcu dzięki tobie jeszcze żyję- mówi ze śmiechem.
Michael odwraca wzrok od zimowego krajobrazu za oknem i patrzy na nas zaskoczony. Matt zauważa to we wstecznym lusterku; jednak nadal panuje między nimi cisza.
Kilka metrów przed nami majaczy brama cmentarza w sąsiednim miasteczku. To na tym cmentarzu pochowani są moi rodzice.
To wspomnienie…
Porządkujemy dom przed zimą. Matka układa koce w jednym z kufrów w salonie. Ojciec naprawia żyrandol w skupieniu.
-Gdzie Grace?- Pyta mnie nagle cichym głosem.
Zamieram z kocem wyciągniętym w stronę matki; która pogrążona w pracy nic nie zauważa.
-Odsłania kły…- odzywam się zmrożona, nie słysząc; że coś powiedział.
Ojciec podnosi wzrok. Nagle matka zrywa się na nogi i wyciąga skądś broń. Biegnę do drzwi i otwieram je na całą szerokość…
-Grace…- wydusiłam przerażona.
Moja siostra. W objęciach tego wampira.
-Wyczułaś mnie szybciej; niż twoi rodzice, co?- Link uśmiechał się chłodno.
Czyjaś ręka zagarnia mnie za siebie. Widzę błysk stali.
Ojciec z mieczem w dłoni wpatrzony w oczy wampira.
-Zabieraj te brudne łapy od mojej córki!- Mówi z gniewem w twarzy.
Moja matka odciąga mnie od ojca; który rzuca się z bronią w stronę wampira. Link znika z Grace w ramionach. Ojciec rozgląda się uważnie; próbując dostrzec coś w ciemności…
…nadal nie mogę zrozumieć; dlaczego…
Dlaczego; Grace Ann..??
Do teraz nie wiem; co nią wtedy kierowało. Byłam pewna; że nie zrobiła tego tylko z powodu nienawiści i zazdrości; jaką żywiła wobec mnie.
Michael trzyma moją dłoń lekko. Poprawia chustę na mojej szyi i przytula mnie do siebie. W milczeniu przechodzimy przez cmentarną bramę…
Minął już rok..
Rok, odkąd nie ma was przy mnie..
Rok; odkąd jestem tym potworem.
Rok walki o normalne życie.
-Na pewno tego chcesz?- Pyta zielonooki z troską.
Kiwam głową przebiegając wzrokiem po nagrobkach.
-Nadal myślę; dlaczego Grace to zrobiła..- mówię cicho.
-Nie zadręczaj się tym teraz..- odparł całując mnie lekko.
Przystanęłam przy prostym granitowym nagrobku z krzyżem wmurowanym po prawej stronie płyty, na której napisano:
Nagle ktoś zatrzymuje się blisko. Słyszę cichy oddech; zapalając znicz patrzę ukradkiem w tamtą stronę.
Zaskoczenie sprawia; że nagle nieruchomieję,widząc ciotkę Sussan.
-Co ona tu robi?- Pyta nieprzychylnie Michael.
Nie odpowiadam, nie wiem; co powinnam w ogóle powiedzieć.
Z moich ust wychodzi syk bólu- zupełnie nieświadomie trzymałam płonącą zapałkę. Michael patrzy jak dmucham na palce, podchodzi ġładąc na grobie kwiaty i zamyka poparzoną dłoń w swojej.
-Ona naprawdę nie jest aż taka zła…- mówię przytulając się do niego.
-Tak samo jak Miles. Ona też jest okej..- odpowiada mi z irytacją.- Dziwnie się zachowujesz; Callisto..- zagląda mi w oczy; ale odwracam szybko wzrok.
Oczy ciotki stykają się z moimi. Ze zdziwieniem dostrzegam coś innego, niż codzienną wrogość z jej strony.
Widzę zrozumienie. I łzy.
-Powinieneś przestać się o mnie martwić…- Mówię z wahaniem.
Odsuwa się lekko i obraca mnie bardziej ku sobie. Zagląda mi w oczy trzymając moją twarz w swojej dłoni.
-Nie mów mi; co powinienem; lub nie- odpowiada. Jest zły, ledwo wyczuwalnie drży mu głos.
Zanurzam dłonie w połach jego granatowego płaszcza i przytulam się mocno. Chciałabym powiedzieć, że go nie potrzebuję.. Chciałabym nie czuć potrzeby widywania Michaela- byłam.. czułam przy nim fałszywe poczucie bezpieczeństwa i bałam się, że jeśli kogoś…
Jeśli kogoś..
Jeśli??!!
Czuję pod palcami jego ciepło. Bransoleta na mojej lewej dłoni zaczyna lekko parzyć; ale nie chcę cofać rąk. Potrzebuję jego obecności..
Ciotka Sussan całkowicie zapominając o zniczu w swojej dłoni odchodzi… Dawniej roześmiałabym się z jej dziwacznego roztargnienia; a teraz..
Teraz chyba, nawet trochę ją rozumiem.
Zaskoczenie sprawia; że nagle nieruchomieję,widząc ciotkę Sussan.
-Co ona tu robi?- Pyta nieprzychylnie Michael.
Nie odpowiadam, nie wiem; co powinnam w ogóle powiedzieć.
Z moich ust wychodzi syk bólu- zupełnie nieświadomie trzymałam płonącą zapałkę. Michael patrzy jak dmucham na palce, podchodzi ġładąc na grobie kwiaty i zamyka poparzoną dłoń w swojej.
-Ona naprawdę nie jest aż taka zła…- mówię przytulając się do niego.
-Tak samo jak Miles. Ona też jest okej..- odpowiada mi z irytacją.- Dziwnie się zachowujesz; Callisto..- zagląda mi w oczy; ale odwracam szybko wzrok.
Oczy ciotki stykają się z moimi. Ze zdziwieniem dostrzegam coś innego, niż codzienną wrogość z jej strony.
Widzę zrozumienie. I łzy.
-Powinieneś przestać się o mnie martwić…- Mówię z wahaniem.
Odsuwa się lekko i obraca mnie bardziej ku sobie. Zagląda mi w oczy trzymając moją twarz w swojej dłoni.
-Nie mów mi; co powinienem; lub nie- odpowiada. Jest zły, ledwo wyczuwalnie drży mu głos.
Zanurzam dłonie w połach jego granatowego płaszcza i przytulam się mocno. Chciałabym powiedzieć, że go nie potrzebuję.. Chciałabym nie czuć potrzeby widywania Michaela- byłam.. czułam przy nim fałszywe poczucie bezpieczeństwa i bałam się, że jeśli kogoś…
Jeśli kogoś..
Jeśli??!!
Czuję pod palcami jego ciepło. Bransoleta na mojej lewej dłoni zaczyna lekko parzyć; ale nie chcę cofać rąk. Potrzebuję jego obecności..
Ciotka Sussan całkowicie zapominając o zniczu w swojej dłoni odchodzi… Dawniej roześmiałabym się z jej dziwacznego roztargnienia; a teraz..
Teraz chyba, nawet trochę ją rozumiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz