poniedziałek, 22 stycznia 2018

Hunter II Bloodlust ~Sin Rozdział XI: Noc Wampirów ~Lokaj

Grace rozejrzała się uważnie. Nie dostrzegając niczego zwróciła się spowrotem w kierunku; w którym zmierzała.

Wyjrzałam chyłkiem zza kontenera i widząc, że idzie spokojnie, ruszyłam jej śladem.
-Cholera..- mruknęła Grace cicho do swoich myśli, wpatrując się w coś w swojej dłoni. Szybko zamknęła medalion i przyspieszyła kroku.
Nagle z krzykiem odskoczyła przed kimś. Przed nią stał wysoki mężczyzna w czerni. Długie za ramiona włosy związane w kucyk, miodowe oczy. Dość przystojny. Szczupły. Koło trzydziestki. Zauważyłam, że szyte na miarę spodnie są idealnie dopasowane, a buty wyczyszczone na połysk. Zza rozpiętego płaszcza widać było frak i białą koszulę z grubą czarną wstążką zawiązana na kołnierzu w perfekcyjną kokardę.
-Dobry wieczór. Przepraszam, że cię przestraszyłem..- przywitał się z wyjątkowym wychowaniem- ..podpalaczko..
-Kim ty…- zaczęła odsuwając się.
Wpadła plecami na mnie. Chwyciłam ją mocno zanim zdążyłaby uciec.
-Cześć; Grace.. Nie za późno na spacer?- Rzuciłam szeptem.
-Puszczaj..!- Odwarknęła.
-To ty podpaliłaś te kościoły.. Dlaczego..?- Zapytał nieznajomy zwracając się do Grace. Skinął mi głową na powitanie. Odwzajemniłam ukłon w ciszy.
-Nie wiem; o czym mówisz..- obruszyła się Grace. Podszedł i wyciągnął z jej dłoni medalion, by mu się przyjrzeć. Na dłoniach miał białe rękawiczki.- Oddaj to…!- Rzuciła się w jego stronę; jakby odebrał jej bardzo znacząca rzecz. Przytrzymałam ją mocno.
-Ależ doskonale wiesz, o czym mówię..- oznajmił lekko elegancki nieznajomy. Otworzył medalion i spojrzał na jego wnętrze.
-Oddaj mi to.!- Wyciągnęła dłoń zdecydowanie.
-Oddam, jeśli powiesz mi; co tu robisz o tak późnej porze..- oznajmił.
-Nie twoja sprawa- sapnęła pogardliwie.
-Więc równie dobrze mogę się tego pozbyć- spojrzał wymownie na kratkę studzienki kanalizacyjnej i skierował w jej stronę dłoń, w której trzymał medalion. Grace wpatrywała się w medalion ze strachem.
-Oddaj…- jej ton uległ zmianie. Nie był już ostry i pogardliwy; a bardziej proszący.
-Mów- odparł, puścił łańcuszek lekko. Grace rzuciła się do przodu, gdy ten chwycił upadający przedmiot w połowie upadku.
-Ksiądz przysłał mnie tu po różańce komunijne, ale chyba się zgubiłam i…- odparła cicho.
-Suche drewno szybko
Pali się, pali się; pali sie…
Kogo ogień dzisiaj pochłonie
Moja damo..?
- Zwróciliśmy spojrzenia na ulicę słysząc śpiew.
Podskoczyłam, jak oparzona.
-Chyba nie mozna być w dwóch miejscach naraz; co?- Zapytała, nadal stojąc z ręką wyciągniętą po swoją własność.
Powoli odsunęłam się, puszczając ją wolno. Mężczyzna rzucił medalion w jej stronę. Złapała go i ukryła w wewnętrznej kieszeni jasnego płaszcza ruszając szybkim krokiem, szepnęła smutno:
-Ciesz się życiem; póki jeszcze możesz; Cally…
Mężczyzna patrzył za nią póki nie zniknęła za załomem budynku.
-Muszę zameldować paniczowi; że był to fałszywy trop..- mruknął, jakby do siebie. Ukłoniwszy się lekko, odbił się stopami od ziemi i zniknął w powietrzu. Zobaczyłam; jak przeskakuje jeden z dachów i biegnie dokądś.
Michael wylądował tuż za mną na betonie. Dalej patrzyłam w miejsce; gdzie zniknęła Grace Ann.
-Ciekawe, co nie..?- Zapytał szeptem.
Bardzo…- pomyślałam; ale nie powiedziałam tego na głos.
Jeśli to nie Grace, to kto jest odpowiedzialny za te podpalenia..?
°°°
Zamierzałam jednak śledzić Grace; żeby sprawdzić, czy mówiła prawdę.
***
 
 
***
Tupot stóp na dachu przybrał na sile. Jedna z dachówek ześlizgnęła się i spadła tuż obok mnie. Podniosłam głowę i dostrzegłam czarny płaszcz biegnący za wysokim mężczyzną. Chłopak nagle przystanął i rozejrzał się uważnie.
-Zniknął..?- Mruknął do siebie pytająco.
Nagły cios posłał go ku krawędzi dachu. Nastolatek w ostatniej chwili chwycił się palcami rynny. Zsunął z oka opaskę i spojrzał prosto w oczy wysokiego, który nadepnął na jego dłoń. Jego oczy błysnęły szkarłatnym płomieniem; gdy zobaczył drugie oko Shian’a.
-Och; przepraszam najmocniej, chłopcze- rzucił uprzejmie, patrząc zimno w oczy Shian’a.
Uderzył podkutym obcasem w kostki dłoni chłopaka, który wczepił się drugą dłonią w rynnę sycząc z bólu. Tamten nadepnał drugą dłoń Shian’a; rzucając tonem miłej konwersacji:
-Czyżby twój upadły anioł zapomniał o przysiędze..?- Spytał. Nadal depcząc Shian’a po palcach przyklęknął przy nim. Nieznajomy spojrzał prosto w oczy Shian’a.
-Gabriel ma ważniejsze sprawy na głowie, niż ratowanie mojego tyłka- Shian uśmiechnął się promiennie, na jego, zwykle niepokojąco poważnej twarzy ten uśmiech wyglądał przerażająco. Patrzył z zuchwałą miną w oczy nieznajomego.- Gabriel jeszcze nikogo nie zdradził.
Elegancki nieznajomy roześmiał się chłopakowi w twarz.
-Twój Gabriel nie jest taki święty..- zagadnął.- Anioł splamiony nieposłuszeństwem i zdradą: Gabriel Mikaelis już dawno upadł- powiedział drwiąco.
Odbił się stopami od dachu, zrzucając kilka dachówek i przelatując dystans dzielący dwa budynki i zniknął w oddali. Shian zasłonił oko i puścił się rynny. Kilka sekund potem wylądował na ziemi.
-Dlaczego go nie gonisz?- Zapytałam zła.
Mijając mnie odparł chłodno:
-To nie moja sprawa- oznajmił nie zatrzymując się.
-Grace.- Przez to wszystko, całkowicie zapomniałam o mojej przybranej siostrze. Ruszyłam biegiem.
-Co tu robisz tak późno, moja panno?- Michael wciągnął mnie w cień uliczki. Policjant trzymał Grace za rękaw.
-Zgubiłam się..- zaczęła; gdy w jej kieszeni odezwał się telefon. Wyciągnęła go z kieszeni.- Powinnam być już dawno na plebanii..
-Wyjaśnij mi, co tu robisz i daj mi dokumenty- oznajmił chłodno policjant.
Grace westchnęła ciężko podając mu swój dowód tożsamości. Telefon nagle zamilkł.
-Ksiądz kanonik wysłał mnie po różańce; ale chyba się zgubiłam- wytłumaczyła się cicho, podając policjantowi jakąś kartkę. Ten rzucił na nią okiem.
-Tak.. Zawędrowałaś za daleko, panno- rzucił oddając jej papiery. Zwrócił się w lewo i rzucił.- Mark, pomożesz tej małej- rzucił krótko.
-Dziękuję uprzejmie..- odpowiedziała ze zmęczeniem Grace.
-Callisto..?- Szepnął Michael. Widząc moje czerwone oczy zapytał o coś. Pokręciłam głową odmownie.
-Mdli mnie..- jęknęłam opierając się o niego.- Słabo mi..- obraz przed oczami zaczął się rozmazywać.
Pół godziny później; kawiarnia Margherita.
-Cally…- Tori podeszła szybko i przyłożyła mi dłoń do czoła.- Co z tobą..?
Jęknęłam słabo.
-Wracamy do domu..- powiedział Michael uspokajając mnie.
***
Zasnęłam w drodze powrotnej, z głową opartą na ramieniu Michaela. Samochód zatrzymał się nagle; uniosłam wolno powieki i rozejrzałam się nieprzytomnie.
-Co.. jest?- rzuciłam wolno.
-Jak się spało?- Zapytał Michael uśmiechając się lekko.
-Tanner; czemu stoimy?- Zapytała Tori zdziwiona.
-Chyba przebiłem koło..- Paul otworzył drzwi auta i wysiadł. Kopnął w felgę przeklinając pod nosem i przeszedł do bagażnika. Podniósł klapę i poświecił latarką. Zaczął grzebać z tyłu w skupieniu czegoś szukając.- Muszę zmienić koło, cholera jasna… Co jest, kurwa..?- Jęknął Paul przykładając dłoń do skroni, w wewnętrznym lusterku mignęły czerwone tęczówki. Wysiadłam z Mazdy i wymierzyłam pistolet w napastnika, którym okazał się ten elegancki facet…
-Opuśćcie broń, łowczy..- odezwał się chłodno.
-Co mu zrobiłeś?- Zapytała ostro Tori, zwracając się do wampira.
Właśnie. Ów nieznajomy był wampirem poziomu B: szlachetnie urodzonym przedstawicielem arystokracji.
-Stracił tylko przytomność. To chyba przeze mnie; przepraszam..- rzucił uprzejmie mężczyzna; podnosząc Paula. Oparł go o samochód i zaczął cucić.
Zamarł, gdy przycisnęłam mocniej lufę do jego pleców.
-Cofnij się; wampirze..- warknęłam chłodno i nienawistnie.
Wysoki natychmiast wykonał polecenie podnosząc ręce w geście poddania.
Michael złapał Paula i przysunął mu pod nos jakiś flakonik. Tanner zamrugał i wyprostował się nagle, całkowicie przytomnie patrząc na nas.
-Nienawidząca wampirów panna Raven; jak mniemam- odezwał się po krótkim namyśle.
-Kim jesteś i dlaczego za nami łazisz?- Zapytałam chłodno, odbezpieczając broń.
-Otrzymałem rozkaz od panicza- oznajmił krótko.
-Kim jest twój „panicz”?- Kontynuowałam przesłuchanie.
-Nie mogę powiedzieć- oznajmił wampir.
-Błąd, pijawo- nacisnęłam cyngiel; padł strzał. Wampir syknął, jego płaszcz zabarwił się krwią.- Ta rana jest pewnie niegroźna; ale cholernie boli, co?- Zapytałam z chłodnym uśmiechem.
Wampir przycisnął dłoń do rany wylotowej; sycząc z bólu.
-Jesteś naprawdę skomplikowana; Raven..- zaczął.
Za nami rozległ się stukot obcasów..
-Nie musiałaś od razu do niego strzelać- powiedział chłopięcy głos.
Ranny natychmiast zwrócił się w kierunku idącej postaci i ukląkł z dłonią przy piersi; rzucając krótko:
-Paniczu..- powiedział z czcią.
Była to ta sama twarz; co na ostatnim rozkazie Stowarzyszenia.
Dzieciak minął mężczyznę, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem; oczy błysnęły szkarłatem. Rana wysokiego zaleczyła się. Michael nagle zniknął. Z jego rękawa wysunęło się ostrze, które przysunął dzieciakowi do gardła. Poprawił chwyt na rękojeści miecza, mówiąc lodowato:
-Ani kroku dalej; wampirze.
Wysoki powstał, chcąc rzucić się na Michaela.
-Tylko drgnij; a go sprzątnę; przysięgam..- zielonooki przycisnął ostrze mocniej.
-Więc już postanowione; że macie mnie zabić- powiedział smutno chłopiec. Powoli podniósł dłoń i odsunął klingę od swojego gardła.- Szkoda; bo mógłbym okazać się pomocny..
-Paniczu…- Wysoki drgnął i rzucił się w stronę dzieciaka. Nacisnęłam cyngiel. Kula minęła wampira o milimetr; gdy nagle chłopiec spojrzał na swego sługę…
-Claude- rzucił zimno.
Wysoki natychmiast przystanął; wykonując nieme polecenie swojego pana.
-Chyba jestem dla niektórych bardzo kłopotliwy..- zaczął chłopiec w zastanowieniu.
-Co chcesz przez to powiedzieć..?- Zapytałam ostrożnie.
-Tylko to; że mimo tego; iż nie utrzymuję stosunków z Rada, dostaliście rozkaz; by mnie zlikwidować- oznajmił spokojnie. Uśmiechnął się czarująco.- Może to dlatego; że za dużo wiem… Prawda; Claude..?- Zwrócił się lekko do starszego wampira.
-Tak; paniczu..- potwierdził usłużnie wysoki wampir; imieniem Claude.
Powoli opuściłam dłoń z bronią do boku; pytając:
-Co taki dzieciak, jak ty może wiedzieć; czego my byśmy nie wiedzieli..?- Zastanowiłam się nagle na głos.
-Chyba go nie zabijesz; Callisto..?- Obruszyła się Tori łapiąc mnie za rękę.
-Zależy; od tego; co wie- zauważył Michael.
-To tylko dziecko, Cally..- zaczęła Tori, próbując odebrać mi pistolet. Odepchnęłam ją mocno w stronę Paula; mówiąc ostro:
-Przypilnuj; żeby nie przeszkadzała mi w pracy; Tanner- ruszyłam w stronę wampira; który powiedział:
-Wiem; na przykład; kto pozbył się Ethana Link- oznajmił dzieciak z nagłą powagą.
Zatoczyłam się; jak pijana, czując zapach. Z trudem utrzymując równowagę warknęłam:
-Nie możesz wiedzieć; kto to zrobił. Nawet wasza Rada twierdzi, że ja to zrobiłam..
-Oboje dobrze wiemy; że będąc własnością Linka nie byłabyś zdolna tego zrobić- powiedział okrutnie.- Nawet; gdybyś posunęła się do tego czynu; Link zabiłby cię, nim kiwnęłabyś palcem.
-Jak… Jak to…?- Zaczęła Tori zszokowana.
-Link mógłby odrodzić się w ciele jednego ze swoich potomków; tak jak mógł przejąć na jakiś czas ciało Rafaela..- oznajmiłam chłodno.- Jak to się fachowo zwało… niech pomyślę..
-Błękitny Kontrakt. Łowcy często mylą go z Purpurowym Łańcuchem- wpadł mi w słowo dzieciak.- Tak; wiem również o łączącej was rzadkiej więzi, łowczy partnerzy- dodał widząc między nami wymianę spojrzeń.
Zapadła długa niepokojąca cisza, przerywana tylko cichymi oddechami moich przyjaciół. Poczułam niepewność. Co, jeśli on wie więcej, niż my na temat ostatnich wydarzeń? A jeżeli chcą zlikwidować go tylko z powodu tej wiedzy? Jeśli on jest w stanie mi pomóc..(?)
-Dobra…- rzuciłam przeciągle, wsuwając pistolet w kaburę pod kurtką.- Powiedzmy, że ci wierzę..
Michael wysunął z rękawa pochwę i umieścił w niej miecz. Jednak nadal trzymał swój pistolet w gotowości. -Nie chciałbym mieszać śmiertelnych w nasze sprawy- zauważył chłopiec-wampir przyglądając się Vincentowi i reszcie.- Chociaż ona.. Tak pysznie pachnie..- Szepnął z nagłym rozmarzeniem.
-Zachowaj tego typu komentarze dla siebie, wampirze- odparłam z obrzydzeniem.
Chłopiec spojrzał w górę, na niebo.
-Jaka piękna noc..- westchnął.- Idziemy; Claude. Odezwę się, łowczy.- Rzucił odchodząc.
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz