środa, 24 stycznia 2018

Hunter II: Bloodlust ~Sin Rozdział XL: Wampir tuż za rogiem... ~Trzy listy Jasona Moon~

Długo wpatrywałam się w szyby stojącego niedaleko przystanku. Nagranie; które Paul puścił ze swojej Motoroli, wyryło mi się w pamięci. W tej samej chwili drgnęłam widząc płonący ognistym blaskiem miecz. Młodzieniec oparł but na ramieniu ofiary i spojrzał na mnie przez ramię. Lucian obrócił w palcach broń- przedmiot błysnął błękitem i zmienił się w stary klucz. 
-Któremu z was tym razem na Niej zależy..?- Zapytał powoli patrząc z politowaniem na popiół pozostały z wampira. 
-Raven... Możesz w końcu wyjaśnić; co się tu..?- Zaczął ostro Paul. 
-Daj mi chwilę...- odezwałam się cicho. Wysiadłam z Mazdy i podbiegłam do Luciana; któremu rzuciłam się na szyję. Czarnooki objął i przytulił mnie zaskoczony; szepcząc pytająco: 
-Co się stało; panienko? -Zostań ze mną..- powiedziałam cicho; obejmując go mocno. 
Michael Tyler; uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów... 
Na widok Callisto wpadającej w jego ramiona poczułem ogromną wściekłość. 
Co w tobie takiego jest; że skradłeś jej zaufanie, Mikaelis? Dlaczego ci wierzy; skoro już raz ją zdradziłeś...? 
-Tyler..- Paul pomachał mi ręką przed oczami; które wbijałem w Mikaelisa. Powoli opuściłem dłoń wyciągniętą w stronę drzwi auta. 
-Nie zamierzam nigdzie odejść; moja panienko- w głosie Luciana słyszę zaskoczenie. 
-Naprawdę wszystko gra?- Zapytał Vincent przyglądając mi się. 
-Tak; okej..- odparłem.- Wszystko jest okej..- Powtórzyłem, choć w tamtej chwili miałem ochotę rozerwać Luciana na strzępy. Oboje zaczęli rozmawiać cicho. 
-Uważaj; Mikaelis.. To jeszcze nie wszyscy!- Tuż za nimi wylądował nieco starszy od Luciana facet, który odchylając lekko rękę złapał w palce wirujące ostrze. 
-Spokojnie; to tylko Raphael- odparł cicho Lucian. 
-Cześć; chłopaki- wampir tuż przed Callisto zwalił się na asfalt. 
-Nie zbliżaj się do mnie z tym gadem..- bliźniak Undertakera bardzo wolno odsunął się od trzeciego chłopaka, na którego ramieniu owinął się wąż. 
-Lady nie jest jadowita, daj spokój- westchnął zniecierpliwiony... 
Rozpoznałem kolesia. Należał do ekipy ze slumsów i uwielbiał węże, a wszyscy nazywali go nie inaczej, jak Snake. 
Callisto Raven; postrach ogólniaka. 
-Coś się stało; panienko..- zauważył Lucian przyglądając mi się. Jego czarne oczy znów pozbawione były blasku, jakby nadal między nami była jakaś przepaść. Tuż za mną czyjaś ręka chwyciła za czarną koszulę i przyciągnęła do siebie Luciana. 
-To się stało; że pozwoliła ci do siebie wrócić; Mikaelis!- Warknął wrogo. 
-Nie odzywaj się do niego w ten sposób!- Warknął Snake z groźbą. 
-Michael. Puść go- Powiedziałam wbijając wzrok w asfalt. Zielonooki rozluźnił palce i powoli się odsunął. Czułam, że zrobił to tylko z mojego powodu; a nie z własnej woli. 
-Jeśli mogę cię prosić; zabierz ode mnie tego węża; Snake- powiedział chłodno Michael obserwując nieufnie syczącego gada; który zamachał językiem i zsunął się delikatnie tuż za wyciągnięte palce. Chłopak przyklęknął ostrożnie kładąc czubki palców na asfalcie; jego pupil popełzł w kierunku asfaltu i zniknął w cieniu. 
-Wiesz, że nie o to mi chodzi..- zaczął cicho Lucian. 
-Jakby nie było to "TO" stoi tuż obok ciebie i ma imię- odparł Michael lodowato; a oczy Raphaela i Snake'a skakały ze zdziwieniem po twarzach Luciana i Michaela. 
-Chyba o czymś zapomniałeś; łowco herbu Płomień- zauważył Lucian powoli, ich oczy na długie minuty się zetknęły. 
-Nie zapomniałem..- Michael wytrzymał stalowy wzrok czarnych tęczówek.- To ty zapomniałeś; że nie pozwolę ci na zbyt wiele.. 
-O czym wy..?- Zaczął zdumiony Raphael. 
-Co to ma znaczyć? Macie mi obaj coś do powiedzenia?- Biegałam wyczekującym wzrokiem po Lucianie i Michaelu; czekając na jakąś odpowiedź. 
-To nic takiego; panienko..- powiedział cicho Lucian. 
Michael milczał. Nadal miał ten zimny wyraz twarzy, ale wyglądał też, jakby zastanawiał się, czy przypadkiem nie powiedział za dużo. Lucian skinął głową na Michaela i obaj odeszli, by porozmawiać o czymś na spokojnie. 
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów... 
-Czasem lepiej się zastanów nad tym; co mówisz- oznajmił cicho Lucian wyciągając z kieszeni papierosa i zapalniczkę. 
-Rzeczywiście sytuacja zrobiła się trochę kłopotliwa- zauważyłem z niechęcią opierając się o mur. 
-Teraz trzeba jakoś z tego wybrnąć- Czarnooki zaciągnął się dymem i spojrzał w górę na rozbite okno. 
-Masz jakiś pomysł? Nie możemy powiedzieć jej prawdy..- powiedziałem z namysłem. 
-Układ to układ- zgodził się powoli.- Nie zmieniajmy; improwizujmy. 
-Może mam dać ci w pysk..?- Zapytałem powoli; lecz z lekkim zdziwieniem. 
-Jeśli to ma odwrócić podejrzenia panienki..- rzucił z zastanowieniem czarnooki nadal paląc papierosa. 
-Ty chyba całkowicie oczadziałeś; Mikaelis...!- Zacząłem głośno zaskoczony. 
-Mówię całkiem serio. Chcesz, żebym sypnął, nie ma sprawy..- Lucian obojętnie odwrócił się i ruszył ku wyjściu z wąskiej uliczki, wyrzucając niedopałek. 
Ten chłopak wiedział; jak wprowadzić improwizację w taki sposób; żebym całkiem szczerze chciał nie tylko dać mu w mordę; ale nawet mieć ochotę go ukatrupić... Wyszedłem za nim i obróciłem go ku sobie. Zanim się spostrzegłem naprawdę mu przywaliłem. Wiedziałem jednak; że nie robi tego dla samego układu. Wcale nie robił tego ani dla umowy; ani dla mnie; tylko dla Callisto. Powoli otrząsnąłem się z chwilowego szoku. Mikaelis splunął krwią z rozciętej wargi. Callisto gapiła się na nas nic z tego nie rozumiejąc. 
-Lepiej, żebyśmy nie wchodzili sobie w drogę.. Miałem rację, żeby ci nie ufać; Mikaelis- powiedziałem zważając by brzmiało to przekonująco. Snake i Raphael z wrażenia rozdziawili usta. 
-Michael...- zaczęła równie zaskoczona Callisto. 
-Muszę zostać teraz sam- odparłem patrząc jej w oczy przez chwilę, po czym przeskoczyłem ogrodzenie i zniknąłem kilkanaście metrów dalej za budynkiem. 
*** 
Pół godziny później. 
-Możesz mi to (kurwa) wyjaśnić; Lucianie Mikaelis??- Zapytał na równi zdumiony i wściekły Snake. 
-Naprawdę nie załapałeś?- Zakpił Death, idąc zwijał się z tłumionego śmiechu.- Co za ciemniak... Kuźwa...- dodał rechocząc. 
-O co mu chodzi, bo ja nic; a nic z tego nie rozumiem..- stwierdził wolno Snake. 
-Naprawdę nic nie zauważyłeś; Daniel?- Dostrzegłem na twarzy Mikaelisa zagadkowy uśmieszek.- Plan chyba wypalił; Płomień- rzucił powoli. 
-Jesteś pewien, że twój kumpel mi nie przyłoży?- Spytałem; a Raphael potknął się i wylądował z łoskotem w kupie puszek nadal rechotając. 
-Z czego ten gamoń się cieszy?- Spytał ze zdziwieniem Snake patrząc na mnie nieprzychylnie. 
-Bo oni udawali; a gamoniem jesteś ty- odparł wesoło Raphael podnosząc się z ziemi, wyplątał ze stopy sznurek od worka na śmieci. 
-Istotnie. Sory, ale Death ma rację- przytaknął powoli Mikaelis. 
Callisto Raven; postrach ogólniaka. 
-Co jest grane?- Zapytał Vincent zdziwiony. 
-To wszystko coraz bardziej przestaje mi się podobać..- odparłam zamyślona.- Jedźmy stąd; Paul...- przymknęłam oczy. 
Opierając się o fotel, zastanawiałam się; jak wiele rzeczy Michael przede mną ukrywa i w ile z tych sprawek wciągnął Luciana. Czy Michael jest do końca ze mną szczery? Czego dotyczyła ich umowa? Bo, że istnieje jestem prawie pewna.. Jeśli jest coś, przed czym chcą mnie chronić... 
-Głupiutka Callisto..- prychnęłam powoli otwierając oczy. Samochodem zarzuciło. Paul zaklął i z trudem wyprowadził Mazdę z poślizgu. Powoli stanął przed policjantem i otworzył szybę. 
-O co chodzi; panie mundurowy?- Zapytał uprzejmie. 
-Rutynowa kontrola; sierżant Ash.. Poproszę dokumenty. Stuknęłam Vincenta pięć razy po ramieniu. 
-Aha- przytaknął śniadolicy; wyciągając legitymację szkolną, podałam swoją Paulowi, który wyciągając lewą rękę; na której nosił bransoletkę od Wayland rzucił krótkie "proszę" z niewinnym uśmiechem. 
-Panowie: Tanner i Rodriguez oraz panna Raven.- Rzucił nasze nazwiska z dokumentów. Przy moim jego oczy zwęziły się i przeszedł przez nie ledwie dostrzegalny dziwny błysk. Paul odsłonił lekko trzymaną w zaciśniętej prawej dłoni fiolkę z białym proszkiem posyłając mi kątem oka pytające spojrzenie. Pokazałam mu znakiem, żeby chwilę poczekał. 
-Nie pamiętam żadnego sierżanta o tym nazwisku- zauważyłam uprzejmie. 
-Niedawno mnie tu przeniesiono- skwitował policjant krótko; oddając nam dokumenty. 
-Coś mi tu śmierdzi...- zauważył Vincent rozglądając się.- Te; nie wiedziałem, że to ma taki bajer- Stwierdził widząc, że bransoletka Paula zaczyna świecić coraz mocniej. 
Ta dziwna obecność.. Szybko wylazłam z auta przez otwartą szybę i pojawiając się tuż za zdumionym policjantem odbiłam Krwawe Ostrze. Zaskoczony policjant gapił się na moją walkę z bladym czerwonookim facetem. 
-Czułam twój smród na kilometr; Szlachetne ścierwo- uśmiechnęłam się drwiąco. 
-Skąd ona wytrzasnęła broń..?- Wydukał oszołomiony funkcjonariusz. 
-Mała suka z czarciego rodu!- Warknął. 
-I to mówi sam czarci pomiot...- odparłam z odrazą; odcinając pnącza przykuwające ostrze do jego ręki. 
Miecz odfrunął na bok i z trzaskiem wylądował na przeciwnym pasie i obracając się w próżni zawisł jelcem na kratkach studzienki kanalizacyjnej. Oboje w tej samej chwili ruszyliśmy. Dostał ode mnie kopa. Pociągnął mnie na glebę. 
-Może ci pomóc?- Spytał Vincent. 
-Będę wdzięczna...- Wyswobodziłam się z łapsk pijawy i szybko zniknęłam, nim czubek sztyletu przebiłby mnie na wylot. Kolejnym kopniakiem posłałam pijawę w ścianę, widząc; jak Vincent butem spuścił Krwawe Ostrze do kanału. Wyciągając broń z asfaltu spojrzałam na kwadrat wkomponowany w rękojeść, tuż pod jelcem. Przedstawiał znak heraldyczny: nocny krajobraz z wychylającym się zza gołego drzewa księżycem w pełni. 
Te trzy litery i znak rodowy.. Jason Raphael Moon.. 
-J. R. M.- Odczytałam inicjały.- błysnęły
-Ty Szlachetnokrwista Szmato.. Pieprzony Rządowy Sługusie..- Podniosłam go za łachy i trzasnęłam nim o mur z wściekłością.- Gadaj; skąd go masz; Rządowa Dziwko? 
-Kruk się wściekła... Czuję ostrą jazdę...- zauważył Paul. 
-Gdy mówisz "czuję"; zaczynam ci wierzyć- odparł Vincent.- Lepiej niech się pan nie wtrąca.. To dla pańskiego bezpieczeństwa- zwrócił się do policjanta wyciągając mu pistolet z rąk. 
-Czyżbym przypadkiem załatwił twojego kumpla? Ten blondynek był nawet pyszny; jak na ścierwne łowcze szczenię..- Oczy wampira błysnęły czerwienią. Kopnęłam go mocno w twarz. 
-Głupia. Nędzna. Rządowa. Dziwko. Lepiej zacznij gadać!- Po każdym słowie następował cios.- Skąd masz ten sztylet? 
-Mówiłem... Wiesz; jak skomlił błagając o życie, gdy zdychał...?- Zamarłam. Chciałam wierzyć, że ten wampir kłamie, a z Jasonem wszystko w porządku.- Był, jak bezdomny kundelek.. Och; wybacz..- wampir uśmiechnął się odsłaniając kły- ...ten kundelek był "rasowy"... 
Sztylet z brzękiem upadł na chodnik. Widziałam tylko wiecznie uśmiechniętą twarz Jasona, a w uszach słyszałam jego niewybredne, a niekiedy nawet chamskie żarty. 
-To kłamstwo.. Kłamiesz; pijawo..- zasyczałam. Kompletnie zapomniałam o mieczu w swojej dłoni. Tłukąc go gołymi rękami odsłoniłam kły ukazując swoją gorszą stronę. Mój wzrok wyrażał chyba wszystko, co było we mnie demonicznego, z żądzą mordu włącznie... 
-O, Jezu...- Policjant zachwiał się przewracając oczami. Paul z Vincentem złapali go zanim upadł i zaczęli go cucić. Powoli podniosłam sztylet. Wszystko wirowało mi przed oczami, zataczając się ruszyłam w stronę szarego samochodu.. Było mi słabo; duszno i bolało.. 
-Raven..- Vincent oparł mnie szybko o samochód zanim wylądowałabym na asfalcie. Podtrzymując mnie w pionie zatrząsł mną mocno, pytając co mi jest. Zagrzmiało niemal tuż obok nas. Pierwsze krople deszczu zabębniły o dach Mazdy. 
-Widzisz; Jason..? Niebo płacze..- powiedziałam martwym głosem patrząc w ołowiane... 
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz