poniedziałek, 22 stycznia 2018

Hunter Shadow of Life Rozdział XV: Brudna robota


Kilka dni po opisanych wydarzeniach.
Michael siedzi na łóżku pogrążony w odrabianiu pracy domowej. Ja siedzę przy biurku z piórem zawieszonym nad kartą raportu dla Angello i zastanawiałam się, co pisać dalej w raporcie.
Michael rzucił zeszyt na łóżko wstając. Chwilę potem poczułam go za sobą.
-Wiedziałem, że nie odrabiasz lekcji- zauważył zaglądając mi przez ramię.
-Muszę wreszcie oddać ten cholerny raport- rzuciłam ziewając.
-Raport może poczekać..- Szepta obejmując mnie lekko.
Zawiesiłam pióro nad kartą dokumentów dla Angello i spojrzałam nań przez ramię.
-Nie mogę..- Odmawiam cicho, przymykając powieki.
-Chcę tego..- Szepta, wyciąga mi z dłoni pióro i odkłada na blat biurka.
-Ale ja nie chcę. Boję się tego..- podpieram czoło ręką i patrzę ponuro w blat biurka.
Podniósł mnie na nogi i odwracając ku sobie przytulił mocno.
-Przepraszam, nie chciałem cię urazić..- powiedział cicho.
-Nie o to chodzi..- zaprzeczam smutno.- Nie chcę stracić kontroli.. Boję się tego… Tego.. Czym jestem- mówię kryjąc twarz w jego ramieniu.
-Nie jesteś taka, jak wampiry poziomu D- odzywa się cicho.
Uniosłam głowę, by spojrzeć na Michaela. Otarł mi łzy z oczu i uśmiechnął się.
Zaschło mi w gardle, kiedy patrzyłam mu w oczy. Poczułam kłucie w piersi.
-Nie mogę..- zaczerpnęłam powietrza, próbując się cofnąć.
Walczyłam z tą pijawą we mnie, ona chciała go ugryźć, ja uparcie pragnęłam się cofnąć.
Nie walcz ze mną, Cally.. Pragniesz go.. Obie go pragniemy, Callisto Raven..
Ty pragniesz tylko jego krwi, wampirze..
Ja? Ja tylko nie odmawiam tego, co chce mi dać, Cally.. Nie robię nic złego.. Nic wbrew jego woli; pamiętasz..?
Dlaczego robisz mi na złość, wampirze..??
Pchnęłam Michaela w kierunku ściany. Czerwone oczy odbijały się w szkłach okularów Michaela. Oparł się o nią i spokojnie odchylil głowę, zbliżyłam się… Odsłoniłam kły by ugryźć i…
Delikatnie pocałowałam go w szyję, czułam przyspieszony rytm jego serca, ale i słyszałam spokojny oddech. Cofnęłam się, ale on chwycił szybko moje dłonie i patrząc mi w oczy szepnął:
-Zrób to.. Proszę..- Przysunął mnie bliżej do siebie…
Zbliżam się niepewnie.
Powoli zatapiam kły w jego tętnicy.
Usta zalewa fala czystej, życiodajnej krwii, której smak wprawia moje ciało w drżenie.
Nie chcę…
Muszę się
Powstrzymać…
Ale to takie
Przyjemne uczucie, Cally..
Próbuję się odsunąć, lecz Michael nagle obraca się ze mną i przyciska mnie do ściany.
-Nie pozwolę ci, dopóki się nie napijesz, Callisto- powiedział cicho.
-Puść..- Szeptam próbując go odepchnąć.- Nie chcę.. Przestań..
Michael uśmiecha się, i szepcze mi do ucha:
-Dla mnie nie jesteś tym potworem..- Całuje mnie lekko za uchem, uśmiecha się lekko.
-Jestem tym potworem, Michael…- przestaję pić.- Zaczynam brać coraz więcej. Pewnego dnia mogę cię skrzywdzić…- opuszczam ręce wzdłuż boków pochylając głowę.
Michael Tyler, uczeń pierwszej klasy ogólniaka..
To grzech kusić krwią wampira..
Nie obchodzi mnie to! Jeśli Callisto potrzebuje mojej krwii; dam jej tyle, ile będzie to konieczne. Choćbym nawet miał ją zmusić; nie pozwolę jej się poddać..
Trzymam ją przy ścianie. Chcę zapytać; dlaczego jest smutna; dlaczego cierpi w samotności- ale nie mam odwagi. Jej smutek boli mnie, jak cierń w oku.
Dlaczego tak rzadko widzę ten uśmiech, Callisto?
-Nie będę miał o to do ciebie pretensji..- mówię szeptem.
Z jakiego powodu wszyscy są przeciwko nam??
Jakim prawem chcą nas oboje rozdzielić??
-Nie rozumiem..- odpowiada smutno.- Czemu jesteś tutaj, skoro na tym zadupiu jest milion dziewczyn o wiele lepszych, niż ja? Czemu znosisz to, że stale cię ranię: nie tylko tym…- dotyka delikatnie śladów na mojej szyi.-…słowami także… Po co chcesz zostać jednym z nas? Żeby przez resztę życia być traktowanym przez rodowych, jak śmieć i intruz? Z jakiego powodu to wszystko?- W jej głosie słyszę tylko gorycz i ból; a nie złość, której się spodziewałem.
Powoli unosi czerwone od krwii oczy by na mnie spojrzeć. Chce prostej odpowiedzi- żadnego owijania w bawełnę- lecz zwyczajnej, prostej prawdy.
Patrzę prosto w jej- najładniejsze oczy- i widzę tylko okropne cierpienie; które chciałbym odpędzić.
-Z twojego powodu; Callisto Raven- odpowiadam spokojnie patrząc jej w oczy.- Żadna z tych głupich dziewczyn w mieście ci nie dorównuje. Rodowi mnie nie obchodzą. Nie rani mnie to, że robisz i mówisz, co uważasz za odpowiednie w danej sytuacji; bo…- Proszę w myślach, żeby nie odwracała ode mnie wzroku.-…bo, od kiedy tu przyjechałem i poznałem ciebie… Od tamtej pory nic, poza tobą nie ma znaczenia..- Musiałem to wreszcie z siebie wydusić; choćby nawet zabrzmiało to najgłupiej pod słońcem.
Na pewno zabrzmiało to, jak najgłupsza rzecz pod słońcem; ale nie martwiło mnie to teraz. Było mi lżej, że to powiedziałem- że się na to zdobyłem.
Jej oczy przechodzą w ludzką turkusową barwę; a źrenice rozszerza zaskoczenie.
-Mówisz tak; jakbym była zwykłą dziewczyną…- odzywa się z wahaniem.
-To, kim jesteś nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Łowca, czy wampir: chrzanić to.!- Odparłem obojętnie.- To po prostu nieistotne, bo ja…- urwałem nagle.
Nie chciałem…
Bałem się, że mnie wyśmieje.
Callisto Raven; postrach ogólniaka..
Michael urwał. Jego twarz wyrażała coś na kształt zakłopotania, zmieszanego ze wstydem.
Patrzyłam nań wyczekująco; ale on nadal milczał.
-Bo, co: ty?- Zapytałam w końcu z niecierpliwością.
-Bo ja..- Michael nie patrzy na mnie. Wbija oczy w podłogę.- Kocham cię, Callisto Raven- Mówi niepewnie, nadal wbijając wzrok w podłogę.
Zamrugałam szybko, myśląc że się przesłyszałam..
-To sen…- szepnęłam oszomiona; uszczypnęłam się w rękę.- To mi się tylko śni..- Próbowałam znów sprawdzić, czy śnię; ale Michael odwiódł mnie od tego zamiaru.
Złapał moje ręce i pocałował mnie w usta.
-Nie śnisz; to się dzieje w realu- powiedział z ustami przy moich.
Usłyszałam dziecięcy śmiech i tupot bosych stóp moich kuzynów- Clarissy i Jasona- oraz okrzyki:
-Tatusiu; Cally właśnie pocałował chłopak!!- Szczebiotała Clarissa.
-Obrzydliwe.. Fuj- mruczał Jason.
-Głupi jesteś- śmiała się moja młodsza kuzynka.
-Sama jesteś głupia- Odburknął chłopiec.
-Cholerne bachory..- mruknęliśmy równocześnie.- Załatwię to..- rzucił Michael wychodząc.
-Chyba powinniście już spać- zauważył Michael, a ja czułam; że będzie ciekawie.- Chodźcie, opowiem wam bajkę..
Taa, bajkę..
Będziecie się trząść pod kołdrami, wy wredne gargulce..
Wtedy usłyszałam głos mojego ojca chrzestnego:
-A wy jeszcze nie w łóżkach?- Zapytał surowo.- Dziękuję ci, Michael..
I całe napięcie poszło w diabły…
-Ale, ojcze..- jęknął Jason niecierpliwie.
-Cally całowała się z Michaelem. Zakochana para.- Szczebiotała Clarissa.
Michael słysząc „Długi Jęzor” (Clarissę) przystanął nagle. Zobaczyłam w jego oczach lekki niepokój.
-Dość, natychmiast do łóżek- Warknął wujek Luca.
Dzieciaki ze złością wykonały nakaz ojca. Michael westchnął i ruszył z miejsca.
-Możemy pogadać; Michael?- Spytał nagle wujek Luca.
Michael tuż przy drzwiach pokoju odwrócił się i rzucił z uprzejmym uśmiechem:
-Jasne, proszę pana.- I zawrócił w kierunku mojego wujka.
Ruszyli schodami… Luca spojrzał w drzwi mojego pokoju i uśmiechnął się ciepło.
†††
Dopisałam kilka ostatnich zdań w raporcie i podpięłam dokument zlecenia.
Tego się właśnie obawiałam: Michael potrafi kierować się tylko tym, co czuje. Czy to oznacza, że będzie karmił mnie krwią nawet jeśli się stoczę? Dlaczego powiedział, że nic poza mną…- dlaczego ja czuję to samo wobec niego??
Oparłam się plecami o krzesło i przymknęłam oczy. Już przedtem byłam trochę śpiąca, ale teraz nie potrafię walczyć z tą sennością.
Krew Michaela.. W jakiś, sobie tylko znany, sposób Michael potrafi nie tylko kontrolować moją wampirzą stronę, ale także sprawić, że coraz rzadziej walczę z Nią…
Przemieniona.
Niestabilna.
Wampir.
Przez osiem miesięcy mojego życia jako wampir te trzy słowa rozbrzmiewają w moich uszach, napędzając mnie do dalszej walki…
Czy to dzięki niemu chcę żyć?
Czy zemsta stała się rzeczą dla mnie drugorzędną?
Nie rozumiałam, dlaczego zaczynam się tak dziwnie zachowywać, nie tylko w obecności Michaela; ale i mojej rodziny. Przed końcem żałoby zaczynam cieszyć się życiem; które jeszcze kilka tygodni temu byłoby dla mnie męczarnią. Nauczyłam się ufać…
Ale nie wiem, jak długo to potrwa; skoro nadal pragnę zemsty, bo..
Czy miłość i nienawiść mogą iść ze sobą w parze..?
Wyciągnęłam z szuflady biurka kolejną szarą kopertę ze Stowarzyszenia.
Zlecenie nr. 1392/17 kod: 90-06.
Dotyczące:
Wampir: poziom B
Postawiony w stan likwidacji pod zarzutem (KPSŁ [Kodeks Praw Stowarzyszenia Łowców] Artykuł 293. paragraf 7.;punkt a; z późn. zm.
(I odręczny dopisek)- doprowadzić żywą
Widząc zdjęcie jęknęłam z wrażenia.
Była tak bardzo podobna do Niej; mojej przybranej siostry; że zaparło mi dech w piersiach z szoku.
-Oh, Mon Dieu…- jęknęłam w języku francuskim; którego wręcz nie znosiłam.- Il est impossible.!
Dlaczego w tych cholernych papierach nigdy nie ma nazwisk?- Pomyślałam ze złością, zaglądając do kieszonkowego wydania KPSŁ, w poszukiwaniu owego paragrafu.
-Nie…- Przewróciłam kilka kartek.- Też nie, do diabła… Dwieście dziewięćdziesiąty trzeci; paragraf siódmy, punkt a..- przewertowałam kolejne kilkanaście stron.- Ahm…
      Kodeks Praw Stowarzyszenia Łowców.

      Rozdział XXXV: Czyny przeciwko Radzie Wampirów w okresie zawieszenia broni.

      Artykuł 293: Każdy, mający na celu tworzenie nowych wampirów Czystokrwisty lub Wampir Szlachetnego Pochodzenia ze szkodą dla Rady Wampirów podlega karze śmierci na stosie.

      Paragraf 7: W przypadku tworzenia przez w/w armii wampirów; na szkodę nie tylko Rady Wampirów; ale i Rady Łowców; karze podlegają Wampir Czystej/Szlachetnej Krwii oraz wszyscy Nowonarodzeni.

    7a) Jeśli sprawca czynu określonego w §7 zeznaje nieprawdę lub uchyla się od składania wyjaśnień zostaje uznany za winnego zarzucanego mu czynu i ukarany.
-Świetnie; szykuje się kolejny nudny proces…- mruknęłam ziewając.- A do wszystkiego wciągają, jak zawsze, nas…- rzuciłam niedbale książeczkę na biurko.
Już miałam ruszyć do łóżka; gdy powieki same opadły..
Zasnęłam…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz