Nadal zbieram się na odwagę…
Uparcie odmówiłam jego krwi. Nim wyszedł z łazienki, zdążyłam wlać w siebie dwie paczki transfuzyjnej. Schodzę na chwilę na dół i wpadam na Ginevrę, która wciska mi w dłoń kanapki.
-On bardzo cię lubi; Callisto..- mówi cicho.
Stoję chwilę, niepewna.
-Uśmiechnij się. Świat się jeszcze nie kończy- mówi ciemnowłosa, próbując dodać mi otuchy.
Rzucam się jej na szyję. Wpadamy na ścianę.
-Walnęłam się w głowę przez ciebie…- powiedziała z zaskoczeniem.
Podnoszę głowę z jej ramienia.
-Przepraszam- mówię cicho i spokojnie; odsuwając się lekko.
Odchodzę w stronę pokoju z kanapkami w palcach.
-Powiedz, że te kanapki to od ciebie..- Ginevra uśmiecha się rzucając we mnie zeszytem, który łapię w locie.
-Dzięki..- wchodzę do środka.
-On bardzo cię lubi; Callisto..- mówi cicho.
Stoję chwilę, niepewna.
-Uśmiechnij się. Świat się jeszcze nie kończy- mówi ciemnowłosa, próbując dodać mi otuchy.
Rzucam się jej na szyję. Wpadamy na ścianę.
-Walnęłam się w głowę przez ciebie…- powiedziała z zaskoczeniem.
Podnoszę głowę z jej ramienia.
-Przepraszam- mówię cicho i spokojnie; odsuwając się lekko.
Odchodzę w stronę pokoju z kanapkami w palcach.
-Powiedz, że te kanapki to od ciebie..- Ginevra uśmiecha się rzucając we mnie zeszytem, który łapię w locie.
-Dzięki..- wchodzę do środka.
-Już myślałem, że wyszłaś beze mnie…- powiedział cicho.
Podsuwam mu kanapki pod nos. Uśmiecha się szczerze. Tak po prostu.
Czuję, że nie muszę nic mówić; że on wie o mnie prawie wszystko…
W milczeniu wychodzimy do szkoły…
***
-Właściwie; dlaczego uważasz; że twoje życie nie ma sensu..?- Pyta w pewnej chwili Michael.
Patrzę na niego z boku, idąc obok.
-Moją rodzinę… Zamordował wampir..- mówię z wahaniem.
Michael obejmuje mnie ramieniem. Milczy, chcąc słuchać tego, co dalej..
Nie mówi bzdurnych formułek, typu: „przykro mi”; „to straszne”; czy: „bardzo ci współczuję”; tylko cierpliwie czeka; aż się przed nim otworzę.
-Zresztą musiałeś zauważyć, że nasza rodzina jest… Hm…inna, niż inne…- kontynuowałam przyglądając mu się.
-Zauważyłem…- odpowiada mi spokojnie.
-Zwykli ludzie.. Tacy, jak ty, uznają wampiry za średniowieczną legendę… Bajkę dla niegrzecznych bachorów… Coś w tym stylu- wzruszyłam ramionami.- Nikt z tych zwykłych ludzi nawet nie ma pojęcia, że ktoś z jego otoczenia z dnia na dzień stał się..- kopnęłam porzuconą puszkę po coli.-…tym czymś. Nie wiedzą o tym, że ten człowiek… Nie, wampir; dawniej człowiek.. że w każdej chwili może stracić nad sobą kontrolę i zabić.- Mówię dalej beznamiętnym tonem.- I wtedy wkraczamy my. Łowcy wampirów.
-To już kompletnie przypomina bajkę- powiedział uśmiechając się ironicznie.- Callisto..??- Zniknęłam mu z oczu.- Hej, gdzie jesteś?? Nie chciałem…!- Woła idąc tyłem do kierunku, którym zmierza.
Wtedy obejmuję go lekko; szepcząc:
-Tu jestem…
Nerwowy śmiech z jego ust. Jego palce dotykają tatuażu-pieczęci na mojej szyi.
-Spóźnimy się…- mówi z ironią.
-Wiesz; że nie bardzo mnie to obchodzi…- mówię niechętnie.
Chciałabym z nim tu zostać, ale istniały przeszkody takie, jak na przykład; szkoła.
-Musimy iść…- mówi jego głos, uśmiechając się do mnie.
-Wiem..- szepczę z dłonią, przy jego dłoni; którą trzymał na mojej szyi.
-No, no.. Gruchają sobie nasze gołąbeczki, patrzcie na to!- Głos Rodrigueza, jednego z chłopaków z naszej klasy przebił się w tłumie innych nastolatków.
-Raven usidliła nowego; jakie to romantyczne..- Już od miesiąca zniosiłam te docinki Tori Miles i jej bandy.
-Odpuść, nie warto…- Michael przesunął palcami po mojej szyi, szepcząc uspokajająco.
-Dwa dziwadła..- skomentował pogardliwie ktoś inny.
Gniew rósł we mnie z każdą sekundą. Zaczęłam głęboko oddychać próbując się uspokoić. Wyciszyć…
Nic z tego. Zanim Michael zdążył mnie powstrzymać, znalazłam się tuż przy Tori…
Moja dłoń zacisnęła się na jej gardle i podniosła ją w powietrze.
-Chcesz coś jeszcze powiedzieć; wywłoko?- Zapytałam chłodno, zaciskając coraz bardziej palce.
Dziewczyna kopała nogami w powietrzu, próbując się bronić.
Jej kumple cofali się powoli. Przerażeni moją nagłą zmianą.
Michael złapał mnie za rękę.
-Puść ją.. Callisto..- mówił z prośbą.- Zrobisz jej krzywdę… Puść ją, nie warto…
Podsuwam mu kanapki pod nos. Uśmiecha się szczerze. Tak po prostu.
Czuję, że nie muszę nic mówić; że on wie o mnie prawie wszystko…
W milczeniu wychodzimy do szkoły…
***
-Właściwie; dlaczego uważasz; że twoje życie nie ma sensu..?- Pyta w pewnej chwili Michael.
Patrzę na niego z boku, idąc obok.
-Moją rodzinę… Zamordował wampir..- mówię z wahaniem.
Michael obejmuje mnie ramieniem. Milczy, chcąc słuchać tego, co dalej..
Nie mówi bzdurnych formułek, typu: „przykro mi”; „to straszne”; czy: „bardzo ci współczuję”; tylko cierpliwie czeka; aż się przed nim otworzę.
-Zresztą musiałeś zauważyć, że nasza rodzina jest… Hm…inna, niż inne…- kontynuowałam przyglądając mu się.
-Zauważyłem…- odpowiada mi spokojnie.
-Zwykli ludzie.. Tacy, jak ty, uznają wampiry za średniowieczną legendę… Bajkę dla niegrzecznych bachorów… Coś w tym stylu- wzruszyłam ramionami.- Nikt z tych zwykłych ludzi nawet nie ma pojęcia, że ktoś z jego otoczenia z dnia na dzień stał się..- kopnęłam porzuconą puszkę po coli.-…tym czymś. Nie wiedzą o tym, że ten człowiek… Nie, wampir; dawniej człowiek.. że w każdej chwili może stracić nad sobą kontrolę i zabić.- Mówię dalej beznamiętnym tonem.- I wtedy wkraczamy my. Łowcy wampirów.
-To już kompletnie przypomina bajkę- powiedział uśmiechając się ironicznie.- Callisto..??- Zniknęłam mu z oczu.- Hej, gdzie jesteś?? Nie chciałem…!- Woła idąc tyłem do kierunku, którym zmierza.
Wtedy obejmuję go lekko; szepcząc:
-Tu jestem…
Nerwowy śmiech z jego ust. Jego palce dotykają tatuażu-pieczęci na mojej szyi.
-Spóźnimy się…- mówi z ironią.
-Wiesz; że nie bardzo mnie to obchodzi…- mówię niechętnie.
Chciałabym z nim tu zostać, ale istniały przeszkody takie, jak na przykład; szkoła.
-Musimy iść…- mówi jego głos, uśmiechając się do mnie.
-Wiem..- szepczę z dłonią, przy jego dłoni; którą trzymał na mojej szyi.
-No, no.. Gruchają sobie nasze gołąbeczki, patrzcie na to!- Głos Rodrigueza, jednego z chłopaków z naszej klasy przebił się w tłumie innych nastolatków.
-Raven usidliła nowego; jakie to romantyczne..- Już od miesiąca zniosiłam te docinki Tori Miles i jej bandy.
-Odpuść, nie warto…- Michael przesunął palcami po mojej szyi, szepcząc uspokajająco.
-Dwa dziwadła..- skomentował pogardliwie ktoś inny.
Gniew rósł we mnie z każdą sekundą. Zaczęłam głęboko oddychać próbując się uspokoić. Wyciszyć…
Nic z tego. Zanim Michael zdążył mnie powstrzymać, znalazłam się tuż przy Tori…
Moja dłoń zacisnęła się na jej gardle i podniosła ją w powietrze.
-Chcesz coś jeszcze powiedzieć; wywłoko?- Zapytałam chłodno, zaciskając coraz bardziej palce.
Dziewczyna kopała nogami w powietrzu, próbując się bronić.
Jej kumple cofali się powoli. Przerażeni moją nagłą zmianą.
Michael złapał mnie za rękę.
-Puść ją.. Callisto..- mówił z prośbą.- Zrobisz jej krzywdę… Puść ją, nie warto…
Będziesz
Miała
Niezłe
Kłopoty
Cally…
Miała
Niezłe
Kłopoty
Cally…
Rozprostowałam zdrętwiałe palce, puszczając niską szatynkę. Jego dotyk i głos potrafiły zmusić moją wampirzą stronę do bezwzględnego posłuszeństwa.
Moje oczy na powrót przybierają turkusową barwę. Cofam się powoli, tłumiąc wściekłość.
W jego ramionach rozluźniam się. Przy nim czuję się naprawdę bezpieczna..
Moje oczy na powrót przybierają turkusową barwę. Cofam się powoli, tłumiąc wściekłość.
W jego ramionach rozluźniam się. Przy nim czuję się naprawdę bezpieczna..
Podchodzi do nas dyżurujący nauczyciel. Drżę w ramionach Michaela. Pyta; co się dzieje.
-Zaatakowała! Chciała mnie udusić!- Tori rzucała mi kłody pod nogi, przy każdej nadarzającej się okazji. Zdążyłam się już przyzwyczaić.
-Nie zrobiłaby tego; gdybyście nie zaczęli jej prowokować! Ty i Rodriguez!- Krzyknął Michael.
Zacisnęłam dłoń na jego dłoni, słysząc głos nauczyciela:
-Spokojnie; panie Tyler. To nie zmienia faktu, że panna Raven niekiedy nie panuje nad sobą- oznajmił profesor.
-Ja… To już się więcej nie powtórzy..- oznajmiłam niechętnie. Wyswobodziłam się z rąk zielonookiego i ruszyłam do budynku.
Michael dogonił mnie i chwycił za ramię. Wyrwałam mu się.
-Mówiłam, że się nie uda… Mówiłam..- powiedziałam z goryczą, nie patrząc nań.- Zrezygnuj, póki jeszcze możesz… Póki nie jest za późno..
Odchodzę w tłum ludzi.
Wtedy on chwyta mocno moją lewą dłoń; tę z sygnetem i przyciąga mnie ku sobie.
-Zrezygnować? Z ciebie?- Patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami.
-Wiesz, że nie przywiązuję się do nikogo.. Nie chciałam przywiązywać się do ciebie…- czułam narastający ból w moim ciele.
Nie puścił mojej dłoni; a ja bałam się zadać mu ostateczny cios..
-Zaatakowała! Chciała mnie udusić!- Tori rzucała mi kłody pod nogi, przy każdej nadarzającej się okazji. Zdążyłam się już przyzwyczaić.
-Nie zrobiłaby tego; gdybyście nie zaczęli jej prowokować! Ty i Rodriguez!- Krzyknął Michael.
Zacisnęłam dłoń na jego dłoni, słysząc głos nauczyciela:
-Spokojnie; panie Tyler. To nie zmienia faktu, że panna Raven niekiedy nie panuje nad sobą- oznajmił profesor.
-Ja… To już się więcej nie powtórzy..- oznajmiłam niechętnie. Wyswobodziłam się z rąk zielonookiego i ruszyłam do budynku.
Michael dogonił mnie i chwycił za ramię. Wyrwałam mu się.
-Mówiłam, że się nie uda… Mówiłam..- powiedziałam z goryczą, nie patrząc nań.- Zrezygnuj, póki jeszcze możesz… Póki nie jest za późno..
Odchodzę w tłum ludzi.
Wtedy on chwyta mocno moją lewą dłoń; tę z sygnetem i przyciąga mnie ku sobie.
-Zrezygnować? Z ciebie?- Patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami.
-Wiesz, że nie przywiązuję się do nikogo.. Nie chciałam przywiązywać się do ciebie…- czułam narastający ból w moim ciele.
Nie puścił mojej dłoni; a ja bałam się zadać mu ostateczny cios..
Wciągnął mnie do magazynu na miotły i środki czystości. Zaczął mocować się z krawatem.
-Nie…- wyrwał mi się z gardła zduszony jęk.
Oparł mnie mocno o drzwi, żeby nikt nie mógł nam przeszkodzić.
Poluźnił krawat i rozpiął guziki koszuli.
-Przestań…- Gardło płonęło pragnieniem, zaczynało mi szumieć w głowie.- Nie chcę…
Przyciskał mnie sobą do tych drzwi. Pochyliłam głowę biorąc ustami powietrze.
Z każdym oddechem żyły paliły coraz bardziej…
-Puść… Przestań…- wyszeptałam z bólem.
-Jeśli chcesz, żebym odszedł… Powiedz, że nic do mnie nie czujesz..- szepnął pochylając się tuż przy mnie.
-Nic do ciebie…- urywam nagle, bo kolejna fala bólu rozrywa mi żyły.
-Nie…- wyrwał mi się z gardła zduszony jęk.
Oparł mnie mocno o drzwi, żeby nikt nie mógł nam przeszkodzić.
Poluźnił krawat i rozpiął guziki koszuli.
-Przestań…- Gardło płonęło pragnieniem, zaczynało mi szumieć w głowie.- Nie chcę…
Przyciskał mnie sobą do tych drzwi. Pochyliłam głowę biorąc ustami powietrze.
Z każdym oddechem żyły paliły coraz bardziej…
-Puść… Przestań…- wyszeptałam z bólem.
-Jeśli chcesz, żebym odszedł… Powiedz, że nic do mnie nie czujesz..- szepnął pochylając się tuż przy mnie.
-Nic do ciebie…- urywam nagle, bo kolejna fala bólu rozrywa mi żyły.
Nie mogę mu tego powiedzieć. Nie wyduszę z siebie tych słów.
I Michael o tym wie…
Przecież wie o mnie wszystko..
I Michael o tym wie…
Przecież wie o mnie wszystko..
-Powiedz to. Powiedz, że nic do mnie nie czujesz.
Boli..
Nie mogę..
Oddychać..
-Pić…- szepnęłam z trudem.- Boli…
-No dalej, powiedz to..- zaczął cicho.
Boli..
Nie mogę..
Oddychać..
-Pić…- szepnęłam z trudem.- Boli…
-No dalej, powiedz to..- zaczął cicho.
Kły.
Wydłużają się.
Moja wola.
Powoli zanika.
Powoli.
Ona.
Przejmuje.
Kontrolę.
Wydłużają się.
Moja wola.
Powoli zanika.
Powoli.
Ona.
Przejmuje.
Kontrolę.
-Cofnij się… Nie chcę…- zaczynam z trudem mówić.
Pochylam się mocniej.
Jego zapach…
Pochylam się mocniej.
Jego zapach…
Oddychając ciężko próbuję się powstrzymać… Ból jest coraz silniejszy…
Wtedy.
Popełniam.
Mój.
Pierwszy.
Grzech.
Popełniam.
Mój.
Pierwszy.
Grzech.
-Spokojnie..- szepta jego głos.- Powoli..- obejmuje mnie rękoma.
Nigdy nie zostawię cię samej; Callisto.. Nigdy cię nie zdradzę…
Podnoszę głowę i patrzę na jego poplamioną skórę. Czuję się winna.
To nawet bardziej bolesne niż te ataki.
Puszczam go. Michael powoli doprowadza się do porządku.
To nawet bardziej bolesne niż te ataki.
Puszczam go. Michael powoli doprowadza się do porządku.
Jego krew krąży w moim ciele przyjemnie je rozgrzewając.
Zamknij się, głupia pijawo!
Jest taki… Słodki i bezbronny jak dziecko. Pyszny..! Inny niż Jason.. Nawet Haruka…ten chłopak z wymiany…ten no… Skośnooki. Nawet jest smaczniejszy, niż Jackson, z którym zerwałaś dwa miesiące temu…
Żadnego z nich nawet nie tknęłaś!
To nie znaczy, że nie byłam głodna na ich widok; Cally..
***
Chemia…
-Zakochana para się spóźnia. Czyżby i jego w końcu Raven udusiła?- Słysząc głos Tori mam nieodparte pragnienie, by guma; którą żuje wpadła jej w tchawicę…
-Jak widać jestem jak najbardziej żywy; Tori..- Michael odzywa się wyjątkowo sarkastycznie. Uśmiecha się pogardliwie, mierząc ją wzrokiem.
Patrzę na jego szyję i na niego. Zauważam, że jest nieco bledszy.
***
Chemia…
-Zakochana para się spóźnia. Czyżby i jego w końcu Raven udusiła?- Słysząc głos Tori mam nieodparte pragnienie, by guma; którą żuje wpadła jej w tchawicę…
-Jak widać jestem jak najbardziej żywy; Tori..- Michael odzywa się wyjątkowo sarkastycznie. Uśmiecha się pogardliwie, mierząc ją wzrokiem.
Patrzę na jego szyję i na niego. Zauważam, że jest nieco bledszy.
Nic mi nie jest- zapewnia mnie spojrzeniem.
Jednak nadal się o niego niepokoję.
Jednak nadal się o niego niepokoję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz