poniedziałek, 22 stycznia 2018

Hunter Shadow of Life Rozdział VI: Zacząć wszystko od nowa ~Trudne początki

Nadal zbieram się na odwagę…
Uparcie odmówiłam jego krwi. Nim wyszedł z łazienki, zdążyłam wlać w siebie dwie paczki transfuzyjnej. Schodzę na chwilę na dół i wpadam na Ginevrę, która wciska mi w dłoń kanapki.
-On bardzo cię lubi; Callisto..- mówi cicho.
Stoję chwilę, niepewna.
-Uśmiechnij się. Świat się jeszcze nie kończy- mówi ciemnowłosa, próbując dodać mi otuchy.
Rzucam się jej na szyję. Wpadamy na ścianę.
-Walnęłam się w głowę przez ciebie…- powiedziała z zaskoczeniem.
Podnoszę głowę z jej ramienia.
-Przepraszam- mówię cicho i spokojnie; odsuwając się lekko.
Odchodzę w stronę pokoju z kanapkami w palcach.
-Powiedz, że te kanapki to od ciebie..- Ginevra uśmiecha się rzucając we mnie zeszytem, który łapię w locie.
-Dzięki..- wchodzę do środka.
-Już myślałem, że wyszłaś beze mnie…- powiedział cicho.
Podsuwam mu kanapki pod nos. Uśmiecha się szczerze. Tak po prostu.
Czuję, że nie muszę nic mówić; że on wie o mnie prawie wszystko…
W milczeniu wychodzimy do szkoły…
***
-Właściwie; dlaczego uważasz; że twoje życie nie ma sensu..?- Pyta w pewnej chwili Michael.
Patrzę na niego z boku, idąc obok.
-Moją rodzinę… Zamordował wampir..- mówię z wahaniem.
Michael obejmuje mnie ramieniem. Milczy, chcąc słuchać tego, co dalej..
Nie mówi bzdurnych formułek, typu: „przykro mi”; „to straszne”; czy: „bardzo ci współczuję”; tylko cierpliwie czeka; aż się przed nim otworzę.
-Zresztą musiałeś zauważyć, że nasza rodzina jest… Hm…inna, niż inne…- kontynuowałam przyglądając mu się.
-Zauważyłem…- odpowiada mi spokojnie.
-Zwykli ludzie.. Tacy, jak ty, uznają wampiry za średniowieczną legendę… Bajkę dla niegrzecznych bachorów… Coś w tym stylu- wzruszyłam ramionami.- Nikt z tych zwykłych ludzi nawet nie ma pojęcia, że ktoś z jego otoczenia z dnia na dzień stał się..- kopnęłam porzuconą puszkę po coli.-…tym czymś. Nie wiedzą o tym, że ten człowiek… Nie, wampir; dawniej człowiek.. że w każdej chwili może stracić nad sobą kontrolę i zabić.- Mówię dalej beznamiętnym tonem.- I wtedy wkraczamy my. Łowcy wampirów.
-To już kompletnie przypomina bajkę- powiedział uśmiechając się ironicznie.- Callisto..??- Zniknęłam mu z oczu.- Hej, gdzie jesteś?? Nie chciałem…!- Woła idąc tyłem do kierunku, którym zmierza.
Wtedy obejmuję go lekko; szepcząc:
-Tu jestem…
Nerwowy śmiech z jego ust. Jego palce dotykają tatuażu-pieczęci na mojej szyi.
-Spóźnimy się…- mówi z ironią.
-Wiesz; że nie bardzo mnie to obchodzi…- mówię niechętnie.
Chciałabym z nim tu zostać, ale istniały przeszkody takie, jak na przykład; szkoła.
-Musimy iść…- mówi jego głos, uśmiechając się do mnie.
-Wiem..- szepczę z dłonią, przy jego dłoni; którą trzymał na mojej szyi.
-No, no.. Gruchają sobie nasze gołąbeczki, patrzcie na to!- Głos Rodrigueza, jednego z chłopaków z naszej klasy przebił się w tłumie innych nastolatków.
-Raven usidliła nowego; jakie to romantyczne..- Już od miesiąca zniosiłam te docinki Tori Miles i jej bandy.
-Odpuść, nie warto…- Michael przesunął palcami po mojej szyi, szepcząc uspokajająco.
-Dwa dziwadła..- skomentował pogardliwie ktoś inny.
Gniew rósł we mnie z każdą sekundą. Zaczęłam głęboko oddychać próbując się uspokoić. Wyciszyć…
Nic z tego. Zanim Michael zdążył mnie powstrzymać, znalazłam się tuż przy Tori…
Moja dłoń zacisnęła się na jej gardle i podniosła ją w powietrze.
-Chcesz coś jeszcze powiedzieć; wywłoko?- Zapytałam chłodno, zaciskając coraz bardziej palce.
Dziewczyna kopała nogami w powietrzu, próbując się bronić.
Jej kumple cofali się powoli. Przerażeni moją nagłą zmianą.
Michael złapał mnie za rękę.
-Puść ją.. Callisto..- mówił z prośbą.- Zrobisz jej krzywdę… Puść ją, nie warto…
Będziesz
Miała
Niezłe
Kłopoty
Cally…
Rozprostowałam zdrętwiałe palce, puszczając niską szatynkę. Jego dotyk i głos potrafiły zmusić moją wampirzą stronę do bezwzględnego posłuszeństwa.
Moje oczy na powrót przybierają turkusową barwę. Cofam się powoli, tłumiąc wściekłość.
W jego ramionach rozluźniam się. Przy nim czuję się naprawdę bezpieczna..
Podchodzi do nas dyżurujący nauczyciel. Drżę w ramionach Michaela. Pyta; co się dzieje.
-Zaatakowała! Chciała mnie udusić!- Tori rzucała mi kłody pod nogi, przy każdej nadarzającej się okazji. Zdążyłam się już przyzwyczaić.
-Nie zrobiłaby tego; gdybyście nie zaczęli jej prowokować! Ty i Rodriguez!- Krzyknął Michael.
Zacisnęłam dłoń na jego dłoni, słysząc głos nauczyciela:
-Spokojnie; panie Tyler. To nie zmienia faktu, że panna Raven niekiedy nie panuje nad sobą- oznajmił profesor.
-Ja… To już się więcej nie powtórzy..- oznajmiłam niechętnie. Wyswobodziłam się z rąk zielonookiego i ruszyłam do budynku.
Michael dogonił mnie i chwycił za ramię. Wyrwałam mu się.
-Mówiłam, że się nie uda… Mówiłam..- powiedziałam z goryczą, nie patrząc nań.- Zrezygnuj, póki jeszcze możesz… Póki nie jest za późno..
Odchodzę w tłum ludzi.
Wtedy on chwyta mocno moją lewą dłoń; tę z sygnetem i przyciąga mnie ku sobie.
-Zrezygnować? Z ciebie?- Patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami.
-Wiesz, że nie przywiązuję się do nikogo.. Nie chciałam przywiązywać się do ciebie…- czułam narastający ból w moim ciele.
Nie puścił mojej dłoni; a ja bałam się zadać mu ostateczny cios..
Wciągnął mnie do magazynu na miotły i środki czystości. Zaczął mocować się z krawatem.
-Nie…- wyrwał mi się z gardła zduszony jęk.
Oparł mnie mocno o drzwi, żeby nikt nie mógł nam przeszkodzić.
Poluźnił krawat i rozpiął guziki koszuli.
-Przestań…- Gardło płonęło pragnieniem, zaczynało mi szumieć w głowie.- Nie chcę…
Przyciskał mnie sobą do tych drzwi. Pochyliłam głowę biorąc ustami powietrze.
Z każdym oddechem żyły paliły coraz bardziej…
-Puść… Przestań…- wyszeptałam z bólem.
-Jeśli chcesz, żebym odszedł… Powiedz, że nic do mnie nie czujesz..- szepnął pochylając się tuż przy mnie.
-Nic do ciebie…- urywam nagle, bo kolejna fala bólu rozrywa mi żyły.
Nie mogę mu tego powiedzieć. Nie wyduszę z siebie tych słów.
I Michael o tym wie…
Przecież wie o mnie wszystko..
-Powiedz to. Powiedz, że nic do mnie nie czujesz.
Boli..
Nie mogę..
Oddychać..

-Pić…- szepnęłam z trudem.- Boli…
-No dalej, powiedz to..- zaczął cicho.
Kły.
Wydłużają się.
Moja wola.
Powoli zanika.
Powoli.
Ona.
Przejmuje.
Kontrolę.
-Cofnij się… Nie chcę…- zaczynam z trudem mówić.
Pochylam się mocniej.
Jego zapach…
Oddychając ciężko próbuję się powstrzymać… Ból jest coraz silniejszy…
Wtedy.
Popełniam.
Mój.
Pierwszy.
Grzech.
-Spokojnie..- szepta jego głos.- Powoli..- obejmuje mnie rękoma.
Nigdy nie zostawię cię samej; Callisto.. Nigdy cię nie zdradzę…
Podnoszę głowę i patrzę na jego poplamioną skórę. Czuję się winna.
To nawet bardziej bolesne niż te ataki.
Puszczam go. Michael powoli doprowadza się do porządku.
Jego krew krąży w moim ciele przyjemnie je rozgrzewając.
Zamknij się, głupia pijawo!
Jest taki… Słodki i bezbronny jak dziecko. Pyszny..! Inny niż Jason.. Nawet Haruka…ten chłopak z wymiany…ten no… Skośnooki. Nawet jest smaczniejszy, niż Jackson, z którym zerwałaś dwa miesiące temu…
Żadnego z nich nawet nie tknęłaś!
To nie znaczy, że nie byłam głodna na ich widok; Cally..
***
Chemia…
-Zakochana para się spóźnia. Czyżby i jego w końcu Raven udusiła?- Słysząc głos Tori mam nieodparte pragnienie, by guma; którą żuje wpadła jej w tchawicę…
-Jak widać jestem jak najbardziej żywy; Tori..- Michael odzywa się wyjątkowo sarkastycznie. Uśmiecha się pogardliwie, mierząc ją wzrokiem.
Patrzę na jego szyję i na niego. Zauważam, że jest nieco bledszy.
Nic mi nie jest- zapewnia mnie spojrzeniem.
Jednak nadal się o niego niepokoję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz