Grigorij sfrunął z dachu budynku i przeszedł przed szeregiem przybocznych wampirów Corvina obserwując mnie kątem oka.
-Zapłacisz za to; Płomień- oznajmił lodowato wampir.
-Taaa, jasne. Ty też prosisz o zapłatę długu z nawiązką?- Spytałem drwiąco.
Zza nas odezwał się czyjś głos.
-Júanita...- Vincent przystanął tuż obok mnie wpatrując się w stojącą między wampirami ciemnooką dziewczynę, szepnął imię siostry.
-Kim on jest?- Zapytał zimno Grigorij zwracając się do wpatrującej się w Vincenta dziewczyny.
Dziewczyna nie odezwała się ani słowem tylko minęła wampira poziomu B wolnym krokiem idąc w naszą stronę. Powoli wypuściła z dłoni miecz, który upadł z brzękiem na asfalt, a kiedy znalazła się dostatecznie blisko podniosłem rękę z mieczem.
-Jesteś zbyt...- zacząłem chłodno.
-Chcę ostatni raz; Michael..- przerwał mi cicho Vincent kierując w dół moją broń. Oboje stali naprzeciw siebie i długo patrzyli sobie w oczy.
Czekoladowowłosa nastolatka wyciągnęła dłoń w stronę jego twarzy i otarła zbłąkaną łzę.
-Nie płacz; Vincent... Tak jest w porządku..- powiedziała smutna, zrywając z czarnego stroju przypinkę Rady, która wylądowała na asfalcie. Wiedziała.. Była świadoma tego, że zginie; a mimo wszystko taka pełna spokoju, jakby pogodziła się z losem i starała się pocieszyć starszego brata...
-Nic nie jest w porządku...- powiedział z bezsilną złością barczysty Hiszpan.- Nic... Ja.. Nie chcę..- Zamknął dziewczynę w mocnym uścisku.
-Wiesz, że tak musi być, Vincent- powiedziała z powagą Júanita tuląc się mocno do starszego brata. Po chwili jednak odsunęła się i biorąc jego twarz w palce zapytała go o coś w ich ojczystym języku.
-Obiecałbym ci nawet gwiazdkę z nieba- Vincent mimo wszystko z jakiegoś powodu nie odpowiedział po hiszpańsku.
Jego siostra nadal jednak mówiła w ojczystym języku.
-Nie mogę... Nie zrobię tego..- Vincent pobladł, zaszokowany patrzył w ciemnobrązowe oczy młodszej siostry.
Júanita wcisnęła mu w rękę drugą pochwę z mieczem, nadal mówiąc coś szybko w tym jezyku. Przez chwilę przytrzymała jego zaciśnięte palce na osłonie ostrza.
-Ostatni raz; braciszku..- Powiedziała cicho i smutno patrząc mu w twarz. Blady uśmiech przemknął przez jej twarzyczkę.- Weź go, proszę..
Ciemnooki patrzył niechętnie na miecz, na którym palce siostry zaciskały jego dłoń. Wahał się; wiedząc, że jeśli wyciągnie broń z pochwy będzie musiał ją zabić. Wiedział, że musi; a z drugiej strony za nic nie chciał tego zrobić.
-Powiedz mu...- Zwróciła się do mnie z prośbą.
-Prosisz go o zbyt wiele; Jùanita- oznajmiłem cicho kładąc miecz w pochwę.
-Nawet ty wiesz, że to konieczne...- oznajmiła cicho.
-Zapłacisz za to; Płomień- oznajmił lodowato wampir.
-Taaa, jasne. Ty też prosisz o zapłatę długu z nawiązką?- Spytałem drwiąco.
Zza nas odezwał się czyjś głos.
-Júanita...- Vincent przystanął tuż obok mnie wpatrując się w stojącą między wampirami ciemnooką dziewczynę, szepnął imię siostry.
-Kim on jest?- Zapytał zimno Grigorij zwracając się do wpatrującej się w Vincenta dziewczyny.
Dziewczyna nie odezwała się ani słowem tylko minęła wampira poziomu B wolnym krokiem idąc w naszą stronę. Powoli wypuściła z dłoni miecz, który upadł z brzękiem na asfalt, a kiedy znalazła się dostatecznie blisko podniosłem rękę z mieczem.
-Jesteś zbyt...- zacząłem chłodno.
-Chcę ostatni raz; Michael..- przerwał mi cicho Vincent kierując w dół moją broń. Oboje stali naprzeciw siebie i długo patrzyli sobie w oczy.
Czekoladowowłosa nastolatka wyciągnęła dłoń w stronę jego twarzy i otarła zbłąkaną łzę.
-Nie płacz; Vincent... Tak jest w porządku..- powiedziała smutna, zrywając z czarnego stroju przypinkę Rady, która wylądowała na asfalcie. Wiedziała.. Była świadoma tego, że zginie; a mimo wszystko taka pełna spokoju, jakby pogodziła się z losem i starała się pocieszyć starszego brata...
-Nic nie jest w porządku...- powiedział z bezsilną złością barczysty Hiszpan.- Nic... Ja.. Nie chcę..- Zamknął dziewczynę w mocnym uścisku.
-Wiesz, że tak musi być, Vincent- powiedziała z powagą Júanita tuląc się mocno do starszego brata. Po chwili jednak odsunęła się i biorąc jego twarz w palce zapytała go o coś w ich ojczystym języku.
-Obiecałbym ci nawet gwiazdkę z nieba- Vincent mimo wszystko z jakiegoś powodu nie odpowiedział po hiszpańsku.
Jego siostra nadal jednak mówiła w ojczystym języku.
-Nie mogę... Nie zrobię tego..- Vincent pobladł, zaszokowany patrzył w ciemnobrązowe oczy młodszej siostry.
Júanita wcisnęła mu w rękę drugą pochwę z mieczem, nadal mówiąc coś szybko w tym jezyku. Przez chwilę przytrzymała jego zaciśnięte palce na osłonie ostrza.
-Ostatni raz; braciszku..- Powiedziała cicho i smutno patrząc mu w twarz. Blady uśmiech przemknął przez jej twarzyczkę.- Weź go, proszę..
Ciemnooki patrzył niechętnie na miecz, na którym palce siostry zaciskały jego dłoń. Wahał się; wiedząc, że jeśli wyciągnie broń z pochwy będzie musiał ją zabić. Wiedział, że musi; a z drugiej strony za nic nie chciał tego zrobić.
-Powiedz mu...- Zwróciła się do mnie z prośbą.
-Prosisz go o zbyt wiele; Jùanita- oznajmiłem cicho kładąc miecz w pochwę.
-Nawet ty wiesz, że to konieczne...- oznajmiła cicho.
Vincent Rodriguez, kapitan szkolnej drużyny koszykówki- licealista pierwszego roku.
-Prosisz go o zbyt wiele...- byłem Michaelowi bardzo wdzięczny za te słowa, jednak nadal pozostawało we mnie poczucie winy. Júanita stała się wampirem tylko przeze mnie: gdybym nie spuszczał jej z oka.. Gdybym bardziej ją pilnował, słuchał jej, troszczył się o nią...
Nie mogłem zrobić tego, o co mnie prosiła. Nie wyobrażałem sobie; że mógłbym ją skrzywdzić- to moja kochana, najmłodsza przyrodnia siostrzyczka. Nadal ściskałem w dłoni ten cholerny miecz. Było mi ciężko podjąć ostateczną decyzję. Tyler ostrzegał mnie przed tym.
-Zabierz to ode mnie- wepchnąłem miecz w dłonie siostry.- Zabierz..- powtórzyłem ze łzami w oczach.- Zrobiłbym dla ciebie wszystko; ale nie coś takiego... Po prostu nie potrafię- przytuliłem ją ostatni raz.- Żegnaj, siostrzyczko...- próbowałem się pożegnać tak; jak zawsze; ale ledwie widziałem jej twarz przez łzy... Przez ściśnięte gardło z trudem mogłem mówić... Serce ściskał ból..
Odwróciłem się i ruszyłem wąską ulicą ocierając łzy.
-Prosisz go o zbyt wiele...- byłem Michaelowi bardzo wdzięczny za te słowa, jednak nadal pozostawało we mnie poczucie winy. Júanita stała się wampirem tylko przeze mnie: gdybym nie spuszczał jej z oka.. Gdybym bardziej ją pilnował, słuchał jej, troszczył się o nią...
Nie mogłem zrobić tego, o co mnie prosiła. Nie wyobrażałem sobie; że mógłbym ją skrzywdzić- to moja kochana, najmłodsza przyrodnia siostrzyczka. Nadal ściskałem w dłoni ten cholerny miecz. Było mi ciężko podjąć ostateczną decyzję. Tyler ostrzegał mnie przed tym.
-Zabierz to ode mnie- wepchnąłem miecz w dłonie siostry.- Zabierz..- powtórzyłem ze łzami w oczach.- Zrobiłbym dla ciebie wszystko; ale nie coś takiego... Po prostu nie potrafię- przytuliłem ją ostatni raz.- Żegnaj, siostrzyczko...- próbowałem się pożegnać tak; jak zawsze; ale ledwie widziałem jej twarz przez łzy... Przez ściśnięte gardło z trudem mogłem mówić... Serce ściskał ból..
Odwróciłem się i ruszyłem wąską ulicą ocierając łzy.
Wsiadłem do czarnego Nissana i oparłem czoło na rękach zaciśniętych kurczowo na kierownicy przymykając oczy. Dźwięk telefonu na desce rozdzielczej sprawia, że powoli podnoszę głowę.
Dziewczyna za szybą powoli opuszcza dłoń, w której trzyma czerwoną Nokię. Telefon milknie. Oboje długą chwilę patrzymy sobie w oczy. Dziewczyna szybko podchodzi do samochodu i wsiada na siedzenie pasażera.
Nic nie mówi. Nie zadaje zbędnych pytań. Lekko bierze moją rękę w swoje.
Po prostu jest przy mnie, kiedy bardzo jej potrzebuję.
Dziewczyna za szybą powoli opuszcza dłoń, w której trzyma czerwoną Nokię. Telefon milknie. Oboje długą chwilę patrzymy sobie w oczy. Dziewczyna szybko podchodzi do samochodu i wsiada na siedzenie pasażera.
Nic nie mówi. Nie zadaje zbędnych pytań. Lekko bierze moją rękę w swoje.
Po prostu jest przy mnie, kiedy bardzo jej potrzebuję.
Michael Tyler, uczeń pierwszej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
-On na to nie zasłużył..- zacząłem cicho i smutno.
-Teraz już wiesz; za co tak bardzo nienawidzę wampirów...- przytaknęła ponuro Callisto, wsuwając miecz w pochwę.
Szliśmy nieco z tyłu, za grupą łowców rozmawiając cicho. Większość z nas; choć właściwie powinna się cieszyć dzisiejszą nocą, to wyraz twarzy każdego z nas był bardzo odległy od ucieszonego. Poza tym...
Choć od pewnego czasu potrafiłem zabić wampira bez żadnego poczucia winy, to gdy patrzyłem w twarz Júanity..
-Nie mogłem jej... Przepraszam- odezwałem się po długiej chwili.
-Nie myśl o tym...- odparła cicho obejmując mnie ramieniem.
-Co, jeśli nie będę z tego powodu dobrym łowcą?- Zapytałem z obawą.
Spojrzała na mnie ciepło.
-Nie zależy mi na dobrym łowcy; tylko na moim Michaelu- oznajmiła cichym szeptem.- Łowcy idealnym w każdym calu.
Przystanąłem nagle, jak wrośnięty w asfalt, wpatrzony w jej plecy nic nie mówiąc.
Powoli odwróciła się w moją stronę. Jej turkusowe oczy błysnęły z trudem ukrywanym uczuciem radości odbijając ten uśmiech; za którym tak bardzo tęskniłem, a który był mój i tylko mój.
-Właśnie dlatego chcę powiedzieć...- zupełnie nie wiedziała w jaki sposób ująć to; co chciała powiedzieć, bo dla niej wszystko, co zwykle mówiła musiało brzmieć idealnie.
-A propos twoich oświadczyn...- zaczęła powoli dobierając słowa.
-Były za mało romantyczne?- Spytałem ostrożnie.
Parsknęła niekontrolowanym śmiechem.
-Wiesz; że tu nie chodzi o głupi romantyzm- zaprzeczyła lekko, z uśmiechem.
-Wiesz, co? Dzięki, że jestem słabo romantyczny- burknąłem trochę zły.
Callisto westchnęła ciężko.
-Ja tego nie powiedziałam... Po prostu... No..- zacinała się najwyraźniej nie wiedząc, jak wybrnąć z tej dziwacznej sytuacji.- Miałam na myśli, że... Ja po prostu zakochałam się w zwykłym i nieromantycznym, niemniej jednak zajebistym chłopaku; który niedawno mi się oświadczył i...
Callisto Raven; postrach ogólniaka.
Michaelowi wypadł z dłoni miecz. Stał z rękoma opuszczonymi do boku i otwartymi szeroko oczami i ustami. Wpatrywał się we mnie zdumiony.
-Co masz na myśli, Callisto Raven?- Zapytał drżącym ze zdumienia głosem.
Powiedziałam to kompletnie nie tak; jak chciałam, by zabrzmiało...
-Zupełnie nie wiem, jak ci to powiedzieć...- powiedziałam zakłopotana, unikając jego wzroku. Patrzyłam na czekających na nas w wylocie ulicy łowców.
-Walnij tak prosto z mostu..- rzucił spokojnie.
Podbiegłam do niego i rzucając mu się na szyję pocałowałam go mocno. Podniósł mnie na rękach, z lekkim zaskoczeniem odwzajemniając najdłuższego całusa na ziemi.
-To ja będę zaszczycona, mogąc zostać twoją żoną, panie Tyler- oznajmiłam cicho. Chciałam powiedzieć coś jeszcze; ale mój od dwóch minut narzeczony zaczął się obracać w kółko ze mną na rękach i wrzeszczeć z radości. W oknach jednego z budynków zapaliło się światło. Trzasnęły drzwi balkonu w górze:
-Jest cisza nocna, cicho tam! Niektórzy wstają na rano do roboty!- Warknął męski głos.
-Najmocniej przepraszam!- Rzucił Michael w odpowiedzi, a reszta łowców buchnęła śmiechem.
-Zakochana młodzież.- Prychnął facet ze złością trzaskając drzwiami balkonu.
***
Michael wniósł mnie na rękach do pokoju i omal nie zderzył się z Lucianem.
-Co się tu dzieje, panienko?.- zdumiony czarnooki patrzył na mnie w ramionach Michaela.
-Chyba pierścionek musi trochę poczekać- mruknął Michael z lekkim uśmiechem.
-Ja-Jaki pierścionek?- Zająknął się Lucian blady jak płótno.
Wymieniliśmy z Michaelem zaskoczone spojrzenia. Lucian zachowywał się dość dziwnie; jakby bardziej spodziewał się; że przybiegnę z płaczem.
Michael postawił mnie na podłodze; a sam zapytał wprost:
-Co jest grane; Mikaelis?
-On na to nie zasłużył..- zacząłem cicho i smutno.
-Teraz już wiesz; za co tak bardzo nienawidzę wampirów...- przytaknęła ponuro Callisto, wsuwając miecz w pochwę.
Szliśmy nieco z tyłu, za grupą łowców rozmawiając cicho. Większość z nas; choć właściwie powinna się cieszyć dzisiejszą nocą, to wyraz twarzy każdego z nas był bardzo odległy od ucieszonego. Poza tym...
Choć od pewnego czasu potrafiłem zabić wampira bez żadnego poczucia winy, to gdy patrzyłem w twarz Júanity..
-Nie mogłem jej... Przepraszam- odezwałem się po długiej chwili.
-Nie myśl o tym...- odparła cicho obejmując mnie ramieniem.
-Co, jeśli nie będę z tego powodu dobrym łowcą?- Zapytałem z obawą.
Spojrzała na mnie ciepło.
-Nie zależy mi na dobrym łowcy; tylko na moim Michaelu- oznajmiła cichym szeptem.- Łowcy idealnym w każdym calu.
Przystanąłem nagle, jak wrośnięty w asfalt, wpatrzony w jej plecy nic nie mówiąc.
Powoli odwróciła się w moją stronę. Jej turkusowe oczy błysnęły z trudem ukrywanym uczuciem radości odbijając ten uśmiech; za którym tak bardzo tęskniłem, a który był mój i tylko mój.
-Właśnie dlatego chcę powiedzieć...- zupełnie nie wiedziała w jaki sposób ująć to; co chciała powiedzieć, bo dla niej wszystko, co zwykle mówiła musiało brzmieć idealnie.
-A propos twoich oświadczyn...- zaczęła powoli dobierając słowa.
-Były za mało romantyczne?- Spytałem ostrożnie.
Parsknęła niekontrolowanym śmiechem.
-Wiesz; że tu nie chodzi o głupi romantyzm- zaprzeczyła lekko, z uśmiechem.
-Wiesz, co? Dzięki, że jestem słabo romantyczny- burknąłem trochę zły.
Callisto westchnęła ciężko.
-Ja tego nie powiedziałam... Po prostu... No..- zacinała się najwyraźniej nie wiedząc, jak wybrnąć z tej dziwacznej sytuacji.- Miałam na myśli, że... Ja po prostu zakochałam się w zwykłym i nieromantycznym, niemniej jednak zajebistym chłopaku; który niedawno mi się oświadczył i...
Callisto Raven; postrach ogólniaka.
Michaelowi wypadł z dłoni miecz. Stał z rękoma opuszczonymi do boku i otwartymi szeroko oczami i ustami. Wpatrywał się we mnie zdumiony.
-Co masz na myśli, Callisto Raven?- Zapytał drżącym ze zdumienia głosem.
Powiedziałam to kompletnie nie tak; jak chciałam, by zabrzmiało...
-Zupełnie nie wiem, jak ci to powiedzieć...- powiedziałam zakłopotana, unikając jego wzroku. Patrzyłam na czekających na nas w wylocie ulicy łowców.
-Walnij tak prosto z mostu..- rzucił spokojnie.
Podbiegłam do niego i rzucając mu się na szyję pocałowałam go mocno. Podniósł mnie na rękach, z lekkim zaskoczeniem odwzajemniając najdłuższego całusa na ziemi.
-To ja będę zaszczycona, mogąc zostać twoją żoną, panie Tyler- oznajmiłam cicho. Chciałam powiedzieć coś jeszcze; ale mój od dwóch minut narzeczony zaczął się obracać w kółko ze mną na rękach i wrzeszczeć z radości. W oknach jednego z budynków zapaliło się światło. Trzasnęły drzwi balkonu w górze:
-Jest cisza nocna, cicho tam! Niektórzy wstają na rano do roboty!- Warknął męski głos.
-Najmocniej przepraszam!- Rzucił Michael w odpowiedzi, a reszta łowców buchnęła śmiechem.
-Zakochana młodzież.- Prychnął facet ze złością trzaskając drzwiami balkonu.
***
Michael wniósł mnie na rękach do pokoju i omal nie zderzył się z Lucianem.
-Co się tu dzieje, panienko?.- zdumiony czarnooki patrzył na mnie w ramionach Michaela.
-Chyba pierścionek musi trochę poczekać- mruknął Michael z lekkim uśmiechem.
-Ja-Jaki pierścionek?- Zająknął się Lucian blady jak płótno.
Wymieniliśmy z Michaelem zaskoczone spojrzenia. Lucian zachowywał się dość dziwnie; jakby bardziej spodziewał się; że przybiegnę z płaczem.
Michael postawił mnie na podłodze; a sam zapytał wprost:
-Co jest grane; Mikaelis?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz