poniedziałek, 22 stycznia 2018

Hunter II Bloodlust ~Sin Rozdział IX: Sędzia i jego kaci

 

Tydzień później, czwarty marca.
Nadal rozmyślałam nad słowami Luciana (który zmienił imię na Gabriel). Poza tym Stowarzyszenie miało coraz więcej roboty z wampirzą hołotą. Nadal mieliśmy problemy z dogadaniem się z Kundlami, a stosunki z Radą Wampirów były naprawdę napięte. Pozostaje jeszcze ten cholerny mały wampirek..
-Niech to szlag..- sapnęłam cicho idąc wśród grupy młodych łowców.
Szliśmy ulicami miasta, ostrożnie omijając policyjne patrole.
-Cholerna godzina policyjna, nie pozwalają normalnym ludziom pracować..- warknął za mną cicho Porter.
-Amen- rzuciło kilku cicho, zgadzając się z Porterem.
-Prawda, że to irytujące..- westchnął Michael pełen niechęci obracając w palcach niebieski kapsel. W pewnej chwili odwrócił się i strzelił nim w jakąś rynnę za nami. Usłyszeliśmy głosy policjantów; którzy pobiegli w jakimś kierunku omijając nas z prawej.
-Skąd wiedziałeś, że oni tu czatują?- Spytał Jason za nami.
-Nie wiedziałem- odparł szczerze Michael. Wzruszył ramionami obojętnie.
Tym stwierdzeniem wprawił chłopaków w niemałe zdziwienie.
-Może poznaje po smrodzie- rzucił ktoś z tyłów, a reszta parsknęła śmiechem.
Wówczas zostaliśmy zaatakowani. Wszyscy, jak jeden organizm utworzyliśmy koło. Zablokowałam ręką cios kija i kopniakiem posłałam atakującego w ścianę.
-Au! Musiało zaboleć..- Skomentował Porter krzywiąc się boleśnie.
-Ta szmata.. Znowu nas wykiwała..- warknął czyjś głos ironicznie.
-Zawrzyj pysk.. To wszystko przez ciebie; prawie go miałem..- rzucił podobny do pierwszego chłopięcy głos.
-Zamknij się; Death! Nie chcę przez ciebie nadepnąć na jakiegoś węża- Odwarknął głos dziewczyny. Podniosła się spod kontenera na śmieci i chwiejąc się ruszyła z miejsca opierając się co jakiś czas na Bō.
-Zjeżdżamy!- rzucił ten pierwszy.- Sorry za kłopot, łowczy!- I zniknęli.
-???!!!
Wszystkich łowców z naszego składu ogarnęło zdumienie na widok znikającego za zakrętem czarnego karawanu pogrzebowego, marki Chrysler i siedzacych w nim osób, z ust których sypała się niesamowita ilość przekleństw.
-Banda ze slumsów- burknął Michael ze złością.
-Na pewno już go spłoszyli.. Kurwa mać!- zawtórował mu Porter wściekły. Znów zaklął.- Nie mogą szwendać się gdzie indziej; do jasnej cholery..?- Jęknął z irytacją.
-Spokojnie; Porter.. Jeszcze go znajdziemy…- odparłam z namysłem.
-Oby; bo Angello nas udusi- zauważył Jason z ciemną nutą w głosie.
-Bardziej bałabym się pewnego kolesia o przemiłej ksywce Undertaker..- mruknęłam do swoich myśli.
-Hmmmm?- Zdziwił się Porter.
-Nie.. Nic- oznajmiłam.- Idziemy dalej- rzuciłam krótko.

Niecały kilometr dalej napotkaliśmy grupę wampirów poziomu D.
-Zabić..- syknęłam wyciągając sztylety.
Michael wysunął z rękawa długie ostrze. Zacisnął palce na rękojeści miecza.
Chciał ruszyć do ataku; gdy chwyciłam go za ramię. Zwrócił twarz w moją stronę z pytajacym uśmiechem.
-Dasz radę to robić..?- Zapytałam z wahaniem.
-Tak, moja pani..
Jego słowa chyba zaskoczyły nas oboje. Z chwilą; gdy one padły Michael ruszył do walki.
Nie czekał.
Wiedział; że do niego dołączę.
Reszta grupy ochoczo rzuciła się na wampiry. Wreszcie coś zaczęło się dziać.
Michael oparł się o mnie plecami i przesunął miecz przed wampirami; które cofnęły się przezornie.
Byliśmy otoczeni.
Oczy wampira po mojej stronie zapłonęły czerwienią. Odsłonił kły.
-Wyglądasz paskudnie..- rzuciłam w stronę wampira.
Warknął rzucając się w moją stronę. Michael obrócił się ze mną i wyprowadził cios..
Jednak to nie jego ostrze dosięgło wampira. Zsunęło się po głowni innego miecza.
Gabriel oparł stopę na ramieniu ofiary i wyciągnął miecz z rany wampira; szybko osłaniając oczy przed rozwiewającymi się popiołami.
-Mógłbym cię zabić; idioto..!- Warknął Michael ostro. Gabriel spojrzał nań przez ramię kątem oka, opierając miecz na ramieniu.
-Mógłbyś- przytaknał.- Gdybym był człowiekiem…ale nim nie jestem.
Wampiry rzuciły się na nas.
-O czym on mowi, Callisto..?- Zapytał przebijając mieczem kolejnego.
-Później ci to wytłumaczę, teraz nie ma czasu, a długo by opowiadać..!- Odparłam pogrążona w walce.
***
-Wampiry…- sapnął Michael ze złością idąc szybkim krokiem. Zamachnął się mieczem pozbywając się kolejnego.
-Ścierwa..- prychnął głos przed nami. Usłyszeliśmy mrożący krew w żyłach pisk stoczonego wampira. Chłopak powoli wyprostował się i odsunął rękę z mieczem. Spojrzał wolno w górę; jakby tknęło go przeczucie, podążyłam za jego wzrokiem i zauważyłam znikającą w mroku postać. Przy jego pasku zaczęło trzaskać walkie-talkie. Po chwili z głośnika wydobył się znajomy chichot.
-Będę mieć kolejnych gości..- rzucił głos.- Mamy trzech truposzy.
-Znikamy- rzucił chłopak z mieczem do radia.- Policja chyba nas słyszała.
W tym momencie rozległy się syreny radiowozów. Grupa automatycznie rozbiegła się na cztery wiatry.
-Wracamy, Michael..- rzuciłam ciągnąc go za sobą.
-Uhm..- zgodził się biegnąc.
°°°
Nieco później..
-Kościoły nadal płoną- mruknął wuj Alec pogrążony w lekturze gazety.
Jonathan i Luca siedzieli w milczeniu pijąc herbatę. Mój chrzestny zwrócił wzrok na wchodzącego do domu Michaela. Zielonooki miał na twarzy i bluzie zaschnięte plamy krwi. W dłoni opuszczonej do boku nadal trzymał miecz. Oparł się o framugę drzwi i zacisnął na niej dłoń, żeby nie upaść.
-Gdzie byłeś..?- Zapytałam podchodząc do chłopaka. Zobaczyłam kawałek materiału zawiązany na jego ramieniu.
-Zatrzymało mnie pare wampirzych wraków..- odparł takim tonem, jakby był to niejedyny powód. Powoli odsunął dłoń od futryny i ruszył po schodach na górę, słaniając się na nogach. Zjawiłam się tuż obok i ignorując zapach krwi pomagałam mu iść. Chciał ze mną o czymś porozmawiać bez świadków..
 

Michael zamknął cicho drzwi i rzucił bluzę na szafkę.
-Trzymaj się z daleka od Gabriela i reszty- powiedział wpatrzony w moje oczy.
-Staram się; ale to oni ciągle włażą nam w drogę- odparłam urażonym tonem.
Oparł mnie mocno o drzwi, mówiąc:
-Coś cię łączy z tym Gabrielem- powiedział z niechęcią.
-Jesteś zazdrosny..?- Zapytałam ostrożnie.
-Tu nie chodzi o zazdrość, Callisto.!- Żachnął się.
-Więc o co?- Podjęłam temat.
-O to, że on stale za tobą łazi..- warknął zły.- Nie podoba mi się to..- powiedział już spokojniej, przytulił się do mnie.- Coś cię kiedyś z nim łączyło..- zaczął.
-Czyli jednak jesteś trochę zazdrosny..- uśmiechnęłam się słabo, obejmując go ramieniem. Nagle się odsunął i padł na łóżko.
-Miała być między nami szczerość…- powiedział z wyrzutem.- A ty nadal nie mówisz mi o wszystkim; Callisto..- odezwał się po krótkiej chwili poważnie.
-W porządku.. Powiem ci..- odparłam wzdychając ciężko.
-Czyli on był ochroniarzem twojej rodziny..?- Zapytał, żeby się upewnić.- A ten znak na jego dłoni.. Co on znaczy?
-Nie wiem. Lucian nie nosił go, gdy służył naszej rodzinie..- odparłam zgodnie z prawdą.
Michael pogrążył się w myślach.
-Ale.. Kim on jest, jeśli nie człowiekiem..?- Zapytał nagle zdziwiony.
Patrzyłam w sufit, zastanawiając się; czy mogę powierzyć mu kolejną tajemnicę. Czy zrozumie.. Jest łowcą dopiero kilka miesięcy i niewiele wie o naszej pracy; ani o tradycjach i zwyczajach naszej społeczności.
-Lucian… Gabriel jest Strażnikiem. Moja rodzina dawno temu złożyła pewną przysięgę…
Nie wiedziałam, w jaki sposób mogę mu to wyjaśnić. Wyciągnęłam spod łóżka książkę i otworzyłam ją równo w połowie.
-Może inaczej…- powiedziałam wolno.- Początek rodu Raven datuje się na pierwszą połowę XIV-stego wieku. W owym czasie toczyły się wojny; szerzyły zarazy i pojawiły się tu wampiry- zaczęłam opowieść.
Michael spojrzał na ilustrację w książce w skupieniu.
-Jaki to ma związek..?- Spytał powoli.
-Dojdziemy i do tego- odparłam powoli i kontynuowałam.
-Linia rodu rozpoczęła się podczas jednej z wojen; pierwszy Raven zjawił się tu wraz z wojskiem; a nazywał się James Corvinus. Pokonał armię wampirów w roku tysiąc trzysta trzydziestym trzecim..
-Nie rozumiem… Ty chyba nie chcesz powiedzieć..- zaczął z trwogą.
-Po tych wydarzeniach złożył pewną bardzo ważną przysięgę; a właściwie złożyłby; gdyby nie przekręcił przypadkiem jednego słowa.
-Co w tym takiego dziwnego.?- Spytał.
-Bo mój przodek zamiast przysiąc zażądał przysięgi od kogoś potężniejszego niż on sam. Legenda mówi; że zrozumiał to dopiero kilka lat później, gdy podczas trzecich urodzin syna do posiadłości zapukał pewien dziwny podróżny..
-I..?
Przewróciłam stronę w książce, a Michael nabrał głośno powietrza w głębokim zdumieniu.
-To anioł??- Zdumiał się.
-Tak mówi legenda. Przybysz przyklęknał przy dziecku i na groźby odparł tylko trzy słowa, które brzmiały: Sam mnie wezwałeś. Corvinus postanowił porozmawiać z przybyszem i wyjaśnić to dziwne zajście…- Odetchnęłam głęboko.- Ten przedstawił się jako Strażnik i przypomniał Corvinusowi przysięgę. Zawiązał się miedzy nimi pakt, w którym Strażnik był zobowiązany do trzech rzeczy: bezwzględnego posłuszeństwa; służby i ochrony rodu; który zmienił nazwisko na Raven. Ten symbol..- pokazałam sygnet.- Podobno posiadał go ten legendarny anioł.
-Więc Gabriel…- zaczął głęboko poruszony.
-Może; a może nie. To tylko stara legenda- wzruszyłam ramionami.- Osobiście w nią nie wierzę; ale może coś w tym jest..- Zaniepokoiło mnie milczenie Michaela.- Co jest..?- Zapytałam.
-Źle się z tym wszystkim czuję..- powiedział cicho i smutno, ściskając moją dłoń.- Może nie musielibyśmy ich wcale zabijać…? Może dałoby się tych biednych ludzi jakoś ocalić..?
Wyswobodziłam dłoń z jego uścisku i ukrywając książkę pod łóżkiem wstałam. Podeszłam do okna i patrzyłam na rozciągający się w pobliżu las długą chwilę.
-Też tak kiedyś myślałam..- przyznałam cicho.- Póki mistrz nie stracił oka. Zrozumiałam wtedy; że to już nie są ludzie; tylko godne pożałowania potwory; które były kiedyś ludźmi…
-Mimo to…- Michael nadal był niepewny, czy jednak postępuje dobrze.
-Zawsze możesz zrezygnować- odparłam.
-Nie o to chodzi, nie chcę zrezygnować… Ja po prostu czuję się; jak… Jak jakiś morderca- powiedział z żalem.
-Wiem, ale.. Nie zabijając ich, ściągniesz na innych ludzi to przekleństwo..- Powiedziałam cierpliwie.
-Więc tak to nazywasz.. Tak nazywasz siebie..?- Poczułam oplatające mnie jego ramiona.
-To nie tak..- zaczęłam ze smutkiem.
-A jak?- Odparł natychmiast.
-Tu nie chodzi tylko o to; że jestem wampirem..- westchnęłam ciężko.- Po prostu nie chcę; by ktoś jeszcze podzielił ten smutny los.. To dlatego ich zabijam..- Powiedziałam ponuro, kładąc lekko dłoń na jego splecionych palcach.- Co raz utracone, nigdy już nie powróci.
Michael drgnął i podniósł głowę z mojego ramienia.
-Zaczynasz powtarzać jego słowa; Callisto- powiedział zły.
-Ale nie powtórzę jego błędów..- obiecałam sobie na głos.

 

 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz