poniedziałek, 22 stycznia 2018

Hunter II Bloodlust ~Sin Rozdział V: Kolejne spotkanie -siostra-

Kilka godzin później, centrum miasteczka.
Przysiadłam na chwilę na schodach przed farą i wyciągnęłam zza pazuchy szarą kopertę.
Wyciągnęłam kartę
Zlecenie nr. 1544/21 kod nr. 74-02
Dotyczące:
Wampir: poziom B
Postawiony w stan likwidacji w związku ze sprawą (kod 056-00)
(Zdjęcie przedstawiało wysokiego i niezwykle pięknego dzieciaka, na oko w wieku od dziesięciu do [góra] czternastu lat)
-Każą zabić szlachetnego?- Zapytał Michael widząc moją minę.
-Skąd wiesz?- Spytałam.
Rozwinął przede mną identyczne zlecenie.
-Chyba sadzą, że przy tobie więcej się nauczę- zauważył powoli.
-Angello chce, bym została jego zastępcą..- zaczęłam nagle zamyślona.
-COOOO?!- Zapytał odrobinę za głośno; kilka osób idących na mszę przystanęło, patrząc na nas. Rzuciłam w ich stronę przepraszający uśmiech.
-To; co słyszałeś. Chyba przejął się moim nędznym losem. Lub chce spłacić dług wobec Ravenów- patrząc w przestrzeń uśmiechnęłam się krzywo.
Michael wsunął swoje zlecenie w wewnętrzną kieszeń kurtki.
-O jakim długu mówisz?- Usiadł obok mnie i spojrzał na mnie z boku pytająco, kładąc dłoń w miejscu pieczęci na mojej szyi.

Nagle wyczulony słuch wychwycił metaliczny szczęk benzynowej zapalniczki...
Nie oglądając się na pytający okrzyk Michaela wbiegłam do kościoła.
-Uciekajcie stąd; szybko!- Mój ostrzegawczy krzyk poniósł się echem po wnętrzu świątyni.
Mówiąc te słowa spojrzałam na księdza. Widok monstrancji w jego rękach sprawił; że runęłam na podłogę z dłonią przy piersi. Fala bólu sprawiła, że straciłam wszystkie zmysły- został mi tylko zamglony wzrok. I krzyk..
-Wynoście. Się. Stąd...!- wydyszałam, z trudem próbując podnieść się na nogi.- Ktoś chce... Was spalić..!- Krzyknęłam czując niewyobrażalne cierpienie i słysząc głos:
-Witaj; siostrzyczko...- ten głos..
Głos Grace Ann.
Wierni zaczęli tłumnie opuszczać kościół. Ksiadz podszedł do mnie.
Ujrzałam rozprzestrzeniający się  ogień..
-Michael..- wydobyłam z siebie jęk.
-Callisto..!
Moje imię z jego ust było ostatnią rzeczą, jaką usłyszałam...

Nieco później; plebania...
Zbudziłam się słysząc nawoływania strażaków gaszacych pożar.
-Jeszcze nic nie wiadomo, proszę księdza- mówił policjant z niepokojem.- Sądzimy jednak; że może to być podpalacz...
-Na jakiej podstawie pan tak twierdzi?- Zapytał ksiądz poważnie.
-Ponieważ spłonęło już kilka kościołów- oznajmił męski, nieznajomy mi głos.- Gdy strażacy skończą; rozejrzymy się w terenie, może coś znajdziemy..
Przekręciłam się na bok, szepcząc:
-To na pewno podpalenie..- z trudem otworzyłam oczy; Michael zatrzymał mnie nim spadłam z łóżka; na którym leżałam.
-Skąd ta pewność?- obaj mężczyźni wbili we mnie wzrok.
Milczałam. Nie mogłam im powiedzieć.
Przecież Grace nie żyje. Oficjalnie jest martwa od roku.. Od tamtej nocy...
-Po prostu to wiem!- Jęknęłam z bólu, widząc krzyż naprzeciwko łóżka.
-A może to twoja sprawka?- Zapytał podejrzliwym tonem policjant. Michael syknął wrogo.
-Czy pan, na Boga, oszalał??! Ta dziewczyna uratowała nam życie!- Ksiądz stanął w mojej obronie.
-Zobaczymy, co powiedzą dowody; które (daj Boże) znajdziemy. Z Bogiem- rzucił policjant wychodząc.
Ksiądz westchnał ciężko, biorąc moją ranną dłoń.
-Dziękuję ci, moja droga.. Ocaliłaś nam życie- powiedział uśmiechając się dobrodusznie.- Jesteś dobrym człowiekiem..
-Nie jestem już człowiekiem..- Odparłam gorzko, wyciągnęłam dłoń z dłoni księdza nie patrząc mu w oczy.- Jestem kimś nawet gorszym niż diabeł..
-Nie wymawiaj jego imienia pod krzyżem- pouczył mnie kapłan z niezadowoleniem i pogardą dla samego imienia demona.
Usiadłam na łóżku, widząc zatroskany wzrok Michaela.
-Gdyby ksiądz wiedział; kim... Czym jestem... Nie byłby mi tak wdzięczny- odezwałam się cicho.
-Callisto...- Michael przytulił mnie mocno; chcąc w ten sposób jakoś przejąć moje cierpienia.- Proszę księdza, moglibyśmy porozmawiać na osobności?- Zapytał nagle, wypuszczając mnie z objęć.
-Oczywiście; chłopcze..- przytaknął kapłan idąc do przyległego pokoju. Michael skierował się za nim.
***
-Dziękuję; proszę ksiedza- powiedział Michael z uśmiechem; podchodząc do mnie; wziął moją lewą dłoń w swoje opierając mnie o siebie.
Ksiądz stanął w otwartych drzwiach. Odebrał tacę ze szklankami i cukierniczką od dziewczyny.
Na widok jej twarzy i pełnego chłodu uśmiechu zrobiło mi się niedobrze. Zapach jej krwi przyprawił mnie o zawroty głowy..
-Dziękuję; Isobel- rzucił ksiadz uprzejmie.
Grace Ann wróciła..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz