-Coś tu śmierdzi…- usłyszałam z boku zamyślony ton głosu. Spojrzałam na Michaela uważnie. Szedł z dłońmi w kieszeniach i rozglądał się.- Co to za tłum?- Spytał zawieszając wzrok na ludziach stłoczonych pod tablicą ogłoszeń.
-Pewnie kolejna głupia impreza- stwierdziła za mną kwaśno Monica Ash.
-Dyrektor uwielbia potancówki, co nie?- Marco przywitał swoją dziewczynę delikatnym buziakiem.
-Nie podoba mi się to- rzucił szeptem Michael.
-A mnie wręcz przeciwnie- szturchnęłam go wymownie.- Może być ciekawie..
-Hmm- mruknął w zastanowieniu.- Królowa śniegu? Sorry, nie bawi mnie robienie z siebie debila.- jednocześnie ruszyliśmy z miejsca.
-Dla dobra sprawy oboje wyjdziemy na debili- uśmiechnęłam się drwiąco.
Dopchaliśmy się do ogłoszenia i uśmiech spełzł mi z twarzy. Poruszałam ustami jak ryba wyciągnięta z wody widząc swoje nazwisko, jako kandydatki do korony królowej śniegu.
-Co to, u…- zaczęłam z zaskoczeniem.
Michael czytał nazwiska chłopaków. Kiedy dotarł do ostatniej pozycji opadła mu szczęka.
-Ja też się nie wpisywałem- zauważył powoli.
Odeszliśmy spod ogłoszenia nieco skołowani, nie wiedząc, co o tym wszystkim myśleć.
-Ciekawi mnie; kto wyciął nam ten numer- zauważyłam rozglądając się spode łba.
Przechodząc obok grupy dziewczyn z drugiej klasy usłyszałam:
-Jak myślicie? Kto w tym roku zgarnie koronę?- rzuciła ciemnowłosa.
-Na pewno nie Miles. Powinna zejść na ziemię.
-Raven też się wpisała. Z chłopaków zauważyłam że Rodriguez i Tyler też rywalizują.
-Raven ma szansę.
-Pewnie kolejna głupia impreza- stwierdziła za mną kwaśno Monica Ash.
-Dyrektor uwielbia potancówki, co nie?- Marco przywitał swoją dziewczynę delikatnym buziakiem.
-Nie podoba mi się to- rzucił szeptem Michael.
-A mnie wręcz przeciwnie- szturchnęłam go wymownie.- Może być ciekawie..
-Hmm- mruknął w zastanowieniu.- Królowa śniegu? Sorry, nie bawi mnie robienie z siebie debila.- jednocześnie ruszyliśmy z miejsca.
-Dla dobra sprawy oboje wyjdziemy na debili- uśmiechnęłam się drwiąco.
Dopchaliśmy się do ogłoszenia i uśmiech spełzł mi z twarzy. Poruszałam ustami jak ryba wyciągnięta z wody widząc swoje nazwisko, jako kandydatki do korony królowej śniegu.
-Co to, u…- zaczęłam z zaskoczeniem.
Michael czytał nazwiska chłopaków. Kiedy dotarł do ostatniej pozycji opadła mu szczęka.
-Ja też się nie wpisywałem- zauważył powoli.
Odeszliśmy spod ogłoszenia nieco skołowani, nie wiedząc, co o tym wszystkim myśleć.
-Ciekawi mnie; kto wyciął nam ten numer- zauważyłam rozglądając się spode łba.
Przechodząc obok grupy dziewczyn z drugiej klasy usłyszałam:
-Jak myślicie? Kto w tym roku zgarnie koronę?- rzuciła ciemnowłosa.
-Na pewno nie Miles. Powinna zejść na ziemię.
-Raven też się wpisała. Z chłopaków zauważyłam że Rodriguez i Tyler też rywalizują.
-Raven ma szansę.
-Widzę, że ci to zwisa- zauważył Michael.
Obudziłam się z rozmyślań.
-Nawet więcej, niż zwisa- wzruszyłam ramionami. Usłyszałam jego rechot.- To nie jest śmieszne; Michael- powiedziałam z wyrzutem.
-Mamy okazję zrobić coś głupiego i niezgodnego z regulaminem szkoły- rzucił mrugając szelmowsko.- Sama mówiłaś, że będzie ciekawie..
-Masz jakiś plan przyszły łowco?- Szepnęłam szturchając go mocno.
Obudziłam się z rozmyślań.
-Nawet więcej, niż zwisa- wzruszyłam ramionami. Usłyszałam jego rechot.- To nie jest śmieszne; Michael- powiedziałam z wyrzutem.
-Mamy okazję zrobić coś głupiego i niezgodnego z regulaminem szkoły- rzucił mrugając szelmowsko.- Sama mówiłaś, że będzie ciekawie..
-Masz jakiś plan przyszły łowco?- Szepnęłam szturchając go mocno.
Ciekawie będzie na pewno.
Niech tylko dorwę tego, który mnie wpisał…
A jednak… Gdybym zgarnęła ten głupi tytuł utarłabym nosa Tori Miles; a to nawet kusząca opcja…
-Pożyjemy, zobaczymy- rzucił w tym samym momencie Michael, a ja znów przyłapałam się że myślę na głos…
Niech tylko dorwę tego, który mnie wpisał…
A jednak… Gdybym zgarnęła ten głupi tytuł utarłabym nosa Tori Miles; a to nawet kusząca opcja…
-Pożyjemy, zobaczymy- rzucił w tym samym momencie Michael, a ja znów przyłapałam się że myślę na głos…
Po wyjściu ze szkoły, gdy znalazłam się dostatecznie daleko od Rafaela, ból minął, jak ręką odjął.
-To, co? Idziemy na ten bal?- Zapytał jakby z nadzieją Michael.
-Zastanowię się- odparłam spokojnie, spoglądając nań.
-Czyli idziemy- szturchnął mnie lekko.
-Nie odpuściłabym okazji dokopania Tori- zaśmiałam się złośliwie.
Tak rozmawiając i żartując szliśmy do domu.
-To, co? Idziemy na ten bal?- Zapytał jakby z nadzieją Michael.
-Zastanowię się- odparłam spokojnie, spoglądając nań.
-Czyli idziemy- szturchnął mnie lekko.
-Nie odpuściłabym okazji dokopania Tori- zaśmiałam się złośliwie.
Tak rozmawiając i żartując szliśmy do domu.
Tydzień do balu…
Michael zniknął po ósmej. Dzisiejszą noc postanowił przespać w domu.
Było coś, co przede mną ukrywał. Martwiłam się o niego. Ciągle nie potrafiłam patrzeć na ślady kłów, które mu zrobiłam, bez uczuć innych, niż poczucie winy i obrzydzenie.
Głównie z tego powodu nie mogłam dziś zasnąć. Siedziałam pod kołdrą i wsłuchując się w noc zastanawiałam się…
Michael zniknął po ósmej. Dzisiejszą noc postanowił przespać w domu.
Było coś, co przede mną ukrywał. Martwiłam się o niego. Ciągle nie potrafiłam patrzeć na ślady kłów, które mu zrobiłam, bez uczuć innych, niż poczucie winy i obrzydzenie.
Głównie z tego powodu nie mogłam dziś zasnąć. Siedziałam pod kołdrą i wsłuchując się w noc zastanawiałam się…
Dlaczego nas zdradziła…
Jaki miała ku temu powód…
Jaki miała ku temu powód…
Cztery lata wcześniej..
-Kiedy on wróci…?- niecierpliwiłam się, z nosem przyklejonym do szyby. Drewno palące się w kominku strzelało i sypało iskry.
-Niedługo, Cally..- moją matka, Valerie spojrzała na mnie z czułością; haftując coś na dość sporym niebieskim kawałku materiału.
Znów przykleiłam nos do szyby wypatrując powrotu ojca. Za oknem, w świetle księżyca skrzył się śnieg. Matka spojrzała nagle w okno, jakby coś poczuła; a ja widząc ojca na drodze podskoczyłam nagle; jakby kopnął mnie prąd.
Wstała i ukryła materiał wysoko w szafie, żebym nie mogła go dosięgnąć- wtedy lubiłam psocić, chociaż starałam się być poważna i brać przykład z ojca; czasem jednak wychodziło inaczej niż chciałam…
Wówczas pojawiłaś się TY..
Pobiegłam otworzyć ojcu drzwi.
-Jeszcze nie śpisz; Cally?- Spytał z ciepłym uśmiechem, gdy rzuciłam mu się na szyję.
Obok niego zobaczyłam dziewczynkę w moim wieku. Zarumienione od mrozu policzki i zaschnięty rozbryzg krwii na jej twarzy. Milczała, unikając mojego wzroku. Drżały jej wargi.
Wbrew pozorom widok krwi mnie nie przerażał. Wielokrotnie widziałam rodziców wracających z polowań na wampiry, umazanych krwią, czasem też rannych i z ogniem w oczach.
Byli najlepiej wyszkolonymi i najsilniejszymi łowcami w mieście; a poza tym byli nie tylko partnerami; jako małżeństwo; ale i jako łowcy.
Trzymając lekko palce dziewczynki wciągnęłam ją do domu.
-Powinna trochę odpocząć, Valerie…- mówił tymczasem ojciec zwracając się do matki.
-Biedne dziecko..- powiedziała z troską moja matka.
Pomogłam dziewczynce zdjąć kurtkę i zabrałam ją do salonu na górze, by się nią zająć; aby rodzice mogli w spokoju porozmawiać.
Dziewczynka usiadła przy kominku, ocierając łzy. Usiadłam obok i przytuliłam ją mocno. Spojrzała na mnie przez łzy, niepewna i nieufna; uśmiechnęłam się do niej nieśmiało; ale nie odwzajemniła gestu. Nie zraziłam się tym- zapewne wiele przeszła dzisiejszej nocy…
-Kiedy on wróci…?- niecierpliwiłam się, z nosem przyklejonym do szyby. Drewno palące się w kominku strzelało i sypało iskry.
-Niedługo, Cally..- moją matka, Valerie spojrzała na mnie z czułością; haftując coś na dość sporym niebieskim kawałku materiału.
Znów przykleiłam nos do szyby wypatrując powrotu ojca. Za oknem, w świetle księżyca skrzył się śnieg. Matka spojrzała nagle w okno, jakby coś poczuła; a ja widząc ojca na drodze podskoczyłam nagle; jakby kopnął mnie prąd.
Wstała i ukryła materiał wysoko w szafie, żebym nie mogła go dosięgnąć- wtedy lubiłam psocić, chociaż starałam się być poważna i brać przykład z ojca; czasem jednak wychodziło inaczej niż chciałam…
Wówczas pojawiłaś się TY..
Pobiegłam otworzyć ojcu drzwi.
-Jeszcze nie śpisz; Cally?- Spytał z ciepłym uśmiechem, gdy rzuciłam mu się na szyję.
Obok niego zobaczyłam dziewczynkę w moim wieku. Zarumienione od mrozu policzki i zaschnięty rozbryzg krwii na jej twarzy. Milczała, unikając mojego wzroku. Drżały jej wargi.
Wbrew pozorom widok krwi mnie nie przerażał. Wielokrotnie widziałam rodziców wracających z polowań na wampiry, umazanych krwią, czasem też rannych i z ogniem w oczach.
Byli najlepiej wyszkolonymi i najsilniejszymi łowcami w mieście; a poza tym byli nie tylko partnerami; jako małżeństwo; ale i jako łowcy.
Trzymając lekko palce dziewczynki wciągnęłam ją do domu.
-Powinna trochę odpocząć, Valerie…- mówił tymczasem ojciec zwracając się do matki.
-Biedne dziecko..- powiedziała z troską moja matka.
Pomogłam dziewczynce zdjąć kurtkę i zabrałam ją do salonu na górze, by się nią zająć; aby rodzice mogli w spokoju porozmawiać.
Dziewczynka usiadła przy kominku, ocierając łzy. Usiadłam obok i przytuliłam ją mocno. Spojrzała na mnie przez łzy, niepewna i nieufna; uśmiechnęłam się do niej nieśmiało; ale nie odwzajemniła gestu. Nie zraziłam się tym- zapewne wiele przeszła dzisiejszej nocy…
Kiedyś łączyło nas wszystko..
Dziś dzieli nas nienawiść..
Dziś dzieli nas nienawiść..
Odwróciła wzrok i patrzyła na ogień. Smutek i rozpacz odbijały się na jej twarzy.
Zasnęła w moich objęciach; a ja słuchałam rozmowy rodziców,póki i mnie nie zmorzył sen…
Obie obudziłyśmy się w moim łóżku, nadal przytulone do siebie.
Patrzyłam na nią. Długie kasztanowe loki i brązowe oczy, blada okrągła twarz. Długie palce, ale nadal nie poznałam jej imienia…
Nazwałam ją wtedy w myślach królową śniegu…
Zasnęła w moich objęciach; a ja słuchałam rozmowy rodziców,póki i mnie nie zmorzył sen…
Obie obudziłyśmy się w moim łóżku, nadal przytulone do siebie.
Patrzyłam na nią. Długie kasztanowe loki i brązowe oczy, blada okrągła twarz. Długie palce, ale nadal nie poznałam jej imienia…
Nazwałam ją wtedy w myślach królową śniegu…
-Królowa Śniegu…- Parsknęłam ironicznie rzucając czymś w ścianę.- Czemu wszystko jest tak, jakbyś nigdy mnie nie zdradziła…?- Zapytałam gorzko.
Wielokrotnie przez te osiem miesięcy zastanawiałam się, dlaczego życie jest tak pokręcone; dlaczego- choć mam ochotę wyrwać jej serce za to, co zrobiła- nadal bardzo ją kocham..
Czemu nie mogę po prostu rozwalić jej głowy o ścianę; lecz mam tak… sprzeczne uczucia…
Chciałabym wyrwać jej serce; a jednocześnie pragnęłabym, żeby powiedziała mi; co kryje to serce…
Uniosłam nagle powieki i zwróciłam głowę w stronę okna. Patrząc na księżyc w pełni, poczułam nagły, przeszywający chłód. W żyły wdarł się kłujący ból, zdążyłam tylko dopaść drzwi łazienki. Zacisnęłam dłonie na umywalce i zwymiotowałam transfuzyjną…
-Jezu…- jęknęłam odgarniając włosy z twarzy. Z trudem uniosłam wzrok i spojrzałam w lustro nad umywalką.
-Zaczynasz odrzucać transfuzyjną. To znak, że się staczasz- usłyszałam mściwy ton z ust ciotki Sussan, którą ujrzałam w drzwiach…
-Chciałabyś, co.?- Mruknęłam niechętnie i znów zaczęłam zwracać kolację.
Sussan nigdy by tu nie weszła. Omijała mój pokój bardzo szerokim łukiem, jakby mieszkał tu sam diabeł.
Dlatego wiedziałam, że zaczynają się halucynacje…
Jęknęłam opierając czoło o zimną taflę lustra. Wiedziałam… Byłam świadoma tego, że jest ze mną coraz gorzej. Staczam się.
***
Ranek. Usłyszałam głos Michaela i jego kroki na schodach.
Po porcji krwi transfuzyjnej znów zaczęłam wymiotować..
Wtedy wszedł i zobaczył porzuconą torebkę krwi..
-Callisto… O, Boże; co ci jest..??- Zapytał z niepokojem, widząc mnie w łazience, pochyloną nad umywalką.
-Co się dzieje?- wujek Luca zaalarmowany jękiem Michaela.- Na litość… Cally…
-Jezu…- spłukałam umywalkę i oparłam się o ścianę pokrytą płytkami. Osunęłam się po niej na podłogę.
Wujek Luca przyklęknął przy mnie i obejrzał moją twarz i oczy.
-Co z Callisto…?- Zapytał poważnie Michael.
Przymknęłam oczy i jęknęłam.
-Od kiedy to się dzieje,Michaael?- Zapytał z naciskiem wujek Luca.
-Pierwszy raz widzę ją w takim stanie…- zaczął Michael.
-Powiedz prawdę, chłopcze…- zaczął mój ojciec chrzestny.
-On nie…- zachrypiałam z trudem.
-Od tego zależy jej życie; Michael..- powiedział napiętym głosem Luca.
-On nie ma..- podjęłam kolejną próbę, czując jak żyły rozsadza mi kłujący ból.
-Nie mów; Callisto- pouczył mnie wujek Luca.
Zacisnęłam palce na jego dłoni i z trudem wyszeptałam:
-Posłuchaj mnie wreszcie… On nie wie… To się dzieje…- z moich ust wyrwał się stłumiony jęk-..od tygodnia.
Skłamałam. Częściowo. Zaczęło się wczorajszej nocy, ale on nie musi znać całej prawdy..
-Co się z nią dzieje..?- Zapytał z napięciem Michael.
Luca wziął mnie na ręce. Idąc ze mną w kierunku łóżka spojrzał Michaelowi z chłodem, prosto w oczy; pytając:
-Twoją krew też odrzuca?- Spojrzał wymownie na szyję Michaela wychodząc ze mną na rękach.
Michael nie odwracając się odparł:
-Nawet nie chce mnie pić..- powiedział cicho.
Spod uchylonych powiek zobaczyłam, że mój ojciec chrzestny nieruchomieje, a jego oczy rozszerza przerażenie.
-Jak to nie chce?.- Zapytał z naciskiem.
Wielokrotnie przez te osiem miesięcy zastanawiałam się, dlaczego życie jest tak pokręcone; dlaczego- choć mam ochotę wyrwać jej serce za to, co zrobiła- nadal bardzo ją kocham..
Czemu nie mogę po prostu rozwalić jej głowy o ścianę; lecz mam tak… sprzeczne uczucia…
Chciałabym wyrwać jej serce; a jednocześnie pragnęłabym, żeby powiedziała mi; co kryje to serce…
Uniosłam nagle powieki i zwróciłam głowę w stronę okna. Patrząc na księżyc w pełni, poczułam nagły, przeszywający chłód. W żyły wdarł się kłujący ból, zdążyłam tylko dopaść drzwi łazienki. Zacisnęłam dłonie na umywalce i zwymiotowałam transfuzyjną…
-Jezu…- jęknęłam odgarniając włosy z twarzy. Z trudem uniosłam wzrok i spojrzałam w lustro nad umywalką.
-Zaczynasz odrzucać transfuzyjną. To znak, że się staczasz- usłyszałam mściwy ton z ust ciotki Sussan, którą ujrzałam w drzwiach…
-Chciałabyś, co.?- Mruknęłam niechętnie i znów zaczęłam zwracać kolację.
Sussan nigdy by tu nie weszła. Omijała mój pokój bardzo szerokim łukiem, jakby mieszkał tu sam diabeł.
Dlatego wiedziałam, że zaczynają się halucynacje…
Jęknęłam opierając czoło o zimną taflę lustra. Wiedziałam… Byłam świadoma tego, że jest ze mną coraz gorzej. Staczam się.
***
Ranek. Usłyszałam głos Michaela i jego kroki na schodach.
Po porcji krwi transfuzyjnej znów zaczęłam wymiotować..
Wtedy wszedł i zobaczył porzuconą torebkę krwi..
-Callisto… O, Boże; co ci jest..??- Zapytał z niepokojem, widząc mnie w łazience, pochyloną nad umywalką.
-Co się dzieje?- wujek Luca zaalarmowany jękiem Michaela.- Na litość… Cally…
-Jezu…- spłukałam umywalkę i oparłam się o ścianę pokrytą płytkami. Osunęłam się po niej na podłogę.
Wujek Luca przyklęknął przy mnie i obejrzał moją twarz i oczy.
-Co z Callisto…?- Zapytał poważnie Michael.
Przymknęłam oczy i jęknęłam.
-Od kiedy to się dzieje,Michaael?- Zapytał z naciskiem wujek Luca.
-Pierwszy raz widzę ją w takim stanie…- zaczął Michael.
-Powiedz prawdę, chłopcze…- zaczął mój ojciec chrzestny.
-On nie…- zachrypiałam z trudem.
-Od tego zależy jej życie; Michael..- powiedział napiętym głosem Luca.
-On nie ma..- podjęłam kolejną próbę, czując jak żyły rozsadza mi kłujący ból.
-Nie mów; Callisto- pouczył mnie wujek Luca.
Zacisnęłam palce na jego dłoni i z trudem wyszeptałam:
-Posłuchaj mnie wreszcie… On nie wie… To się dzieje…- z moich ust wyrwał się stłumiony jęk-..od tygodnia.
Skłamałam. Częściowo. Zaczęło się wczorajszej nocy, ale on nie musi znać całej prawdy..
-Co się z nią dzieje..?- Zapytał z napięciem Michael.
Luca wziął mnie na ręce. Idąc ze mną w kierunku łóżka spojrzał Michaelowi z chłodem, prosto w oczy; pytając:
-Twoją krew też odrzuca?- Spojrzał wymownie na szyję Michaela wychodząc ze mną na rękach.
Michael nie odwracając się odparł:
-Nawet nie chce mnie pić..- powiedział cicho.
Spod uchylonych powiek zobaczyłam, że mój ojciec chrzestny nieruchomieje, a jego oczy rozszerza przerażenie.
-Jak to nie chce?.- Zapytał z naciskiem.
Michael rzucił plecak i poluźnił krawat szkolnego mundurka. Powoli zdjął marynarkę i przysiadł na skraju łóżka.
Czułam jego zapach. Ból. Jego uczucia. Jego ciepło.
Sięgnął po scyzoryk. Zanim zrozumiałam, co chce zrobić- prostym ruchem ostrza zaciął się.
Czując zapach krwi jęknęłam z bólu.
-Nie… Jason…- zaczerpnęłam z trudem powietrza.- Haruka chyba już wie o wszystkim…
Michael zatrzymał się wpół ruchu. Powoli podsunął zraniony nadgarstek do moich ust..
Nie mogłam się dłużej powstrzymywać.
Umierałam z głodu…
Potrzebowałam…
Czułam jego zapach. Ból. Jego uczucia. Jego ciepło.
Sięgnął po scyzoryk. Zanim zrozumiałam, co chce zrobić- prostym ruchem ostrza zaciął się.
Czując zapach krwi jęknęłam z bólu.
-Nie… Jason…- zaczerpnęłam z trudem powietrza.- Haruka chyba już wie o wszystkim…
Michael zatrzymał się wpół ruchu. Powoli podsunął zraniony nadgarstek do moich ust..
Nie mogłam się dłużej powstrzymywać.
Umierałam z głodu…
Potrzebowałam…
Bez wahania rozcięłam mocniej jego nadgarstek i zaczęłam pić jego krew.
Nie miałam już sił się opierać…
Wygrałaś; pijawo…
Wygrałaś; pijawo…
-Właśnie tak; Callisto…- odetchnął głębiej, nie próbując cofnąć ręki.
Zaczęłam pić coraz łapczywiej… Nie mogłam się już powstrzymać; nie chciałam się powstrzymywać.
Powoli odtrąciłam jego rękę i rzuciłam się na niego szczerząc kły…
-Callisto; cofnij się od niego..- Usłyszałam głos; Luca w drżącej dłoni trzymał katanę.- Nie każ mi tego robić… Proszę…- Zaczął niemal błagalnie.
Warknęłam na niego; jak wtedy- tuż po mojej przemianie. Krew obudziła tą pijawę we mnie, a ona niechętnie patrzyła na łowcę wampirów.
-Pamiętasz; jak zabierałem cię do Stowarzyszenia, wbrew mojemu bratu..?- Zapytał podchodząc ostrożnie.- Brałaś przykład z Christophera… Chciałaś być taka sama; jak twój kochany ojciec…
-Którego ty nienawidziłeś, bo kochałeś moją matkę; a nie tę wywłokę Sussan..!- Wykrzyczałam mu w twarz.
Michael otworzył usta w zdumieniu.
Luca wypuścił z dłoni miecz. Był blady, jak prześcieradło.
Wtedy zrozumiałam, że znów go zraniłam. Byłam naprawdę podła…
W jego oczach zobaczyłam ból i poczucie strasznej krzywdy.
Zrobiłam krok w jego stronę, mówiąc z żalem:
-Nie chciałam… Nie to miałam na myśli… Nie nazwałabym jej nigdy wywłoką…- Pochyliłam głowę. Ze wzrokiem utkwionym w podłogę skończyłam- Przepraszam..
Piwnooki w milczeniu wyszedł z pokoju. Znów powiedziałam kilka słów za dużo..
-Boże; jaka ja jestem beznadziejna.!- Jęknęłam zła na siebie, biorąc ramkę ze zdjęciem moich rodziców.
-Dlaczego jestem dla niego taka okropna; ojcze..?- Zapytałam smutno, przesuwając palcami po fotografii.
Michael przyglądał mi się w milczeniu, z boku.
Luca miał słuszność. Wiedział, że nie panując nad swoją wampirzą stroną mogłabym nawet zabić Michaela. Chciał mnie chronić, bo uważał; że za dużo wycierpiałam- a ja tak mu się odpłacałam… Wiedział; że nie wybaczyłabym sobie; gdyby coś się Michaelowi stało..
Rzuciłam ramkę na łóżko i zbliżyłam się do Michaela. Chwyciłam go mocno za ramiona; mówiąc:
-Jeśli jeszcze raz stracę nad sobą kontrolę… Zabijesz mnie..
-Nie.- Odparł chłodno patrząc mi w oczy.
-Obiecaj mi, że mnie zabijesz- Zaczęłam z prośbą.- Jeśli cię skrzywdzę, to sobie tego nie wybaczę… Nie zniosę tego…- odparłam widząc, że kręci odmownie głową.- Obiecaj mi, proszę…
-Nie mogę- powiedział całując mnie delikatnie.- Nie mógłbym nawet; gdyby od tego zależało moje życie; Callisto..
-Zrozum…
-Nie; to ty zrozum.!- Położył się na łóżku ciągnąc mnie do siebie. Wpadłam na niego.- Zrozum; że nie chcę cię stracić..- powiedział patrząc mi w oczy.
Oparłam dłoń na pościeli i podniosłam się powoli. Wstałam.
-Powinniśmy być już w szkole… Może zdążymy na drugą lekcję- Zauważyłam biorąc torebkę.
Westchnął, wstając poprawił koszulę i zaciągnął krawat.
-Daj rękę..- rzuciłam rozrywając zębami opakowanie z opatrunkiem.
-Nic mi nie będzie..- odparł.
Chwyciłam mocno jego dłoń i…
Rana otworzyła się..
Zobaczyłam krew i…
-Co ma się zmarnować..- zauważył podsuwając mi zranioną rękę.
-Nie mogę. Już i tak wzięłam za dużo- odparłam cicho; ale zapach tak bardzo mnie kusił, że uległam. Podniósł rękę.
Ostrożnie zaczęłam pić..
***
-Raven… Tyler..- Shark zmierzył nas krzywym spojrzeniem.- Wreszcie raczyliście się pokazać na dzisiejszych zajęciach. Jaki jest powód waszego spóźnienia?
-Ja bym obstawiał na jakieś krzaki!- odezwał się Fox z tyłów klasy; A reszta jego kumpli zarechotała zgodnie.
-Ucisz się, chłopcze- burknął Shark poirytowany.- Może zaczniemy od pani; Raven.
-W istocie było tak; jak mówi Fox; z tym tylko wyjątkiem; że osobiście wolę łóżko; więc…- zauważyłam kpiącym tonem.
-Dosyć; Raven- uciął wkurzony nauczyciel.- Siadajcie, wreszcie- odesłał nas ruchem ręki.
Fox miał w tym momencie bardzo dziwną minę- coś na kształt niedowierzania; zmieszanego z podejrzliwością.
-Co Fox się tak gapi?- Zapytał zdenerwowanym szeptem Michael.
-Może dlatego, że masz ślady mojego błyszczyka na kołnierzu koszuli..- rzuciłam uśmiechając się do niego z ironią. Podałam mu lusterko.
-No; jesteś niezłą kotką…- rzucił ciągnąc nasz żart.- Co się tak gapisz; Rodriguez?- Warknął w jego stronę.
Rodriguez automatycznie odwrócił się w stronę tablicy z wściekłą miną.
***
Szliśmy na zajęcia informatyki.
-Ha.! Znowu tłumy do ogłoszenia o balu- stwierdziłam.
-Ciekawe, czemu nikt się nie wpisuje na listę- odparł.- Ile to zostało do imprezy?
-Niecały tydzień- skwitowałam.- Jak tam ostatni trening?- Zapytałam nagle.
Akurat w tym momencie minął nas Rafael.
-Chcesz mnie przeprosić, że nie mogłaś być razem ze mną..?- Spytał.
-Też..- przytaknęłam cicho.-..ale jestem ciekawa jak przechodzisz przez „piekło Morgensterna”- uśmiechnęłam się do niego ciepło.
Zaczęłam pić coraz łapczywiej… Nie mogłam się już powstrzymać; nie chciałam się powstrzymywać.
Powoli odtrąciłam jego rękę i rzuciłam się na niego szczerząc kły…
-Callisto; cofnij się od niego..- Usłyszałam głos; Luca w drżącej dłoni trzymał katanę.- Nie każ mi tego robić… Proszę…- Zaczął niemal błagalnie.
Warknęłam na niego; jak wtedy- tuż po mojej przemianie. Krew obudziła tą pijawę we mnie, a ona niechętnie patrzyła na łowcę wampirów.
-Pamiętasz; jak zabierałem cię do Stowarzyszenia, wbrew mojemu bratu..?- Zapytał podchodząc ostrożnie.- Brałaś przykład z Christophera… Chciałaś być taka sama; jak twój kochany ojciec…
-Którego ty nienawidziłeś, bo kochałeś moją matkę; a nie tę wywłokę Sussan..!- Wykrzyczałam mu w twarz.
Michael otworzył usta w zdumieniu.
Luca wypuścił z dłoni miecz. Był blady, jak prześcieradło.
Wtedy zrozumiałam, że znów go zraniłam. Byłam naprawdę podła…
W jego oczach zobaczyłam ból i poczucie strasznej krzywdy.
Zrobiłam krok w jego stronę, mówiąc z żalem:
-Nie chciałam… Nie to miałam na myśli… Nie nazwałabym jej nigdy wywłoką…- Pochyliłam głowę. Ze wzrokiem utkwionym w podłogę skończyłam- Przepraszam..
Piwnooki w milczeniu wyszedł z pokoju. Znów powiedziałam kilka słów za dużo..
-Boże; jaka ja jestem beznadziejna.!- Jęknęłam zła na siebie, biorąc ramkę ze zdjęciem moich rodziców.
-Dlaczego jestem dla niego taka okropna; ojcze..?- Zapytałam smutno, przesuwając palcami po fotografii.
Michael przyglądał mi się w milczeniu, z boku.
Luca miał słuszność. Wiedział, że nie panując nad swoją wampirzą stroną mogłabym nawet zabić Michaela. Chciał mnie chronić, bo uważał; że za dużo wycierpiałam- a ja tak mu się odpłacałam… Wiedział; że nie wybaczyłabym sobie; gdyby coś się Michaelowi stało..
Rzuciłam ramkę na łóżko i zbliżyłam się do Michaela. Chwyciłam go mocno za ramiona; mówiąc:
-Jeśli jeszcze raz stracę nad sobą kontrolę… Zabijesz mnie..
-Nie.- Odparł chłodno patrząc mi w oczy.
-Obiecaj mi, że mnie zabijesz- Zaczęłam z prośbą.- Jeśli cię skrzywdzę, to sobie tego nie wybaczę… Nie zniosę tego…- odparłam widząc, że kręci odmownie głową.- Obiecaj mi, proszę…
-Nie mogę- powiedział całując mnie delikatnie.- Nie mógłbym nawet; gdyby od tego zależało moje życie; Callisto..
-Zrozum…
-Nie; to ty zrozum.!- Położył się na łóżku ciągnąc mnie do siebie. Wpadłam na niego.- Zrozum; że nie chcę cię stracić..- powiedział patrząc mi w oczy.
Oparłam dłoń na pościeli i podniosłam się powoli. Wstałam.
-Powinniśmy być już w szkole… Może zdążymy na drugą lekcję- Zauważyłam biorąc torebkę.
Westchnął, wstając poprawił koszulę i zaciągnął krawat.
-Daj rękę..- rzuciłam rozrywając zębami opakowanie z opatrunkiem.
-Nic mi nie będzie..- odparł.
Chwyciłam mocno jego dłoń i…
Rana otworzyła się..
Zobaczyłam krew i…
-Co ma się zmarnować..- zauważył podsuwając mi zranioną rękę.
-Nie mogę. Już i tak wzięłam za dużo- odparłam cicho; ale zapach tak bardzo mnie kusił, że uległam. Podniósł rękę.
Ostrożnie zaczęłam pić..
***
-Raven… Tyler..- Shark zmierzył nas krzywym spojrzeniem.- Wreszcie raczyliście się pokazać na dzisiejszych zajęciach. Jaki jest powód waszego spóźnienia?
-Ja bym obstawiał na jakieś krzaki!- odezwał się Fox z tyłów klasy; A reszta jego kumpli zarechotała zgodnie.
-Ucisz się, chłopcze- burknął Shark poirytowany.- Może zaczniemy od pani; Raven.
-W istocie było tak; jak mówi Fox; z tym tylko wyjątkiem; że osobiście wolę łóżko; więc…- zauważyłam kpiącym tonem.
-Dosyć; Raven- uciął wkurzony nauczyciel.- Siadajcie, wreszcie- odesłał nas ruchem ręki.
Fox miał w tym momencie bardzo dziwną minę- coś na kształt niedowierzania; zmieszanego z podejrzliwością.
-Co Fox się tak gapi?- Zapytał zdenerwowanym szeptem Michael.
-Może dlatego, że masz ślady mojego błyszczyka na kołnierzu koszuli..- rzuciłam uśmiechając się do niego z ironią. Podałam mu lusterko.
-No; jesteś niezłą kotką…- rzucił ciągnąc nasz żart.- Co się tak gapisz; Rodriguez?- Warknął w jego stronę.
Rodriguez automatycznie odwrócił się w stronę tablicy z wściekłą miną.
***
Szliśmy na zajęcia informatyki.
-Ha.! Znowu tłumy do ogłoszenia o balu- stwierdziłam.
-Ciekawe, czemu nikt się nie wpisuje na listę- odparł.- Ile to zostało do imprezy?
-Niecały tydzień- skwitowałam.- Jak tam ostatni trening?- Zapytałam nagle.
Akurat w tym momencie minął nas Rafael.
-Chcesz mnie przeprosić, że nie mogłaś być razem ze mną..?- Spytał.
-Też..- przytaknęłam cicho.-..ale jestem ciekawa jak przechodzisz przez „piekło Morgensterna”- uśmiechnęłam się do niego ciepło.
Michael spojrzał na mnie z boku.
-Jest coraz trudniej; ale daję radę…- Odpowiedział z westchnieniem.- On chyba uwielbia baseballe… Wczoraj znowu zarobiłem parę razy; ale jakoś wytrzymuję; ale wiesz czego najbardziej nie cierpie..?
-No? Czego?- zapytałam zaciekawiona.
Skrzywił się.
-Morgenstern kazał mi chodzić po krawędzi dachu..- Powiedział z obrzydzeniem; otrząsnął się.- Dziesięć metrów nad ziemią brrr!
-Jutro będziesz szedł dwadzieścia metrów nad ziemią- odparłam szturchając go lekko.
-Czy ty nie masz serca..?- Jęknął żałośnie.
-To Morgenstern nie ma serca. Mówiłam; że nie będzie tak łatwo.- Odparłam z szerokim uśmiechem. Rozejrzałam się.- W sumie kiedyś mu za to podziękujesz- zarechotałam nagle.
Spojrzał na mnie, jak na wariatkę.
-Coś ty!. W życiu.!- Odparował z udawanym oburzeniem.
Zatrzasnęłam swoją szafkę i rzuciłam z ironia:
-Mhm; o wilku mowa- rzuciłam widząc rozstępujących się na boki uczniów. Dostrzegłam jasnobrązowy płaszcz ze skórzanymi wstawkami i opaskę na lewym oku. Mistrz szedł spokojnym krokiem w naszą stronę. Patrzył wprost na mnie.
W tej samej chwili naszła mnie myśl, że lepiej by było gdybym własnoręcznie zamknęła się w szafce na książki… W porę przybrałam neutralny wyraz twarzy; rzucając krótko, wraz z Michaelem:
-Dzień dobry; Mistrzu.
-Dzień dobry; młodzi- Nie był dobry i dobrze o tym wiedziałam.
Ile bym teraz dała, żeby być niewidzialna.. Mistrz miał opanowany wyraz twarzy; ale- kto znał go dłużej; wiedział; że w ten sposób ukrywał „ojcowskie” uczucia.
-Michael; trening dzisiaj o dziewiątej- rzucił do zielonookiego.
-Rozumiem- Michael skinął.
-Zostawisz nas na chwilę samych? Chciałbym zamienić parę słów z Callisto- Kontynuował.
-Oczywiście, Mistrzu- odparł i zwrócił się do mnie; odchodząc.- Spotkamy się na chemii.
-Jest coraz trudniej; ale daję radę…- Odpowiedział z westchnieniem.- On chyba uwielbia baseballe… Wczoraj znowu zarobiłem parę razy; ale jakoś wytrzymuję; ale wiesz czego najbardziej nie cierpie..?
-No? Czego?- zapytałam zaciekawiona.
Skrzywił się.
-Morgenstern kazał mi chodzić po krawędzi dachu..- Powiedział z obrzydzeniem; otrząsnął się.- Dziesięć metrów nad ziemią brrr!
-Jutro będziesz szedł dwadzieścia metrów nad ziemią- odparłam szturchając go lekko.
-Czy ty nie masz serca..?- Jęknął żałośnie.
-To Morgenstern nie ma serca. Mówiłam; że nie będzie tak łatwo.- Odparłam z szerokim uśmiechem. Rozejrzałam się.- W sumie kiedyś mu za to podziękujesz- zarechotałam nagle.
Spojrzał na mnie, jak na wariatkę.
-Coś ty!. W życiu.!- Odparował z udawanym oburzeniem.
Zatrzasnęłam swoją szafkę i rzuciłam z ironia:
-Mhm; o wilku mowa- rzuciłam widząc rozstępujących się na boki uczniów. Dostrzegłam jasnobrązowy płaszcz ze skórzanymi wstawkami i opaskę na lewym oku. Mistrz szedł spokojnym krokiem w naszą stronę. Patrzył wprost na mnie.
W tej samej chwili naszła mnie myśl, że lepiej by było gdybym własnoręcznie zamknęła się w szafce na książki… W porę przybrałam neutralny wyraz twarzy; rzucając krótko, wraz z Michaelem:
-Dzień dobry; Mistrzu.
-Dzień dobry; młodzi- Nie był dobry i dobrze o tym wiedziałam.
Ile bym teraz dała, żeby być niewidzialna.. Mistrz miał opanowany wyraz twarzy; ale- kto znał go dłużej; wiedział; że w ten sposób ukrywał „ojcowskie” uczucia.
-Michael; trening dzisiaj o dziewiątej- rzucił do zielonookiego.
-Rozumiem- Michael skinął.
-Zostawisz nas na chwilę samych? Chciałbym zamienić parę słów z Callisto- Kontynuował.
-Oczywiście, Mistrzu- odparł i zwrócił się do mnie; odchodząc.- Spotkamy się na chemii.
Usiedliśmy na jednej z ławek przed szkołą. Mistrz przyglądając mi się zapytał:
-I co masz mi do powiedzenia, młoda?- Jego jedyne oko wwiercało się we mnie, jakby sama siła jego spojrzenia miała wypalić we mnie dziurę.
-Luca ci powiedział- stwierdziłam niechętnie.
-Nieważne, kto i co mi powiedział; Callisto Anabelle Raven. Rada była wczoraj w Stowarzyszeniu i domagają się, żebyś do nich dołączyła..
Zerwałam się na równe nogi:
-Ciebie chyba już dokumentnie pogrzało! Nigdy w życiu nie poproszę nikogo o pomoc; a już tym bardziej nie jednego z nich!- Warknęłam wściekła.
-Nie podnoś głosu; Callisto- odparł chłodno.- Jeśli istnieje możliwość, że przestaniesz odrzucać krew…
-Nie ma mowy…- odwarknęłam zimno.- Nie zamierzam być workiem treningowym zarówno Rady i Stowarzyszenia! Jeśli nadarzy się okazja sama pociągnę za cyngiel i zakończę wszystko jedną kulą.- Ruszyłam szybkim krokiem w stronę szkoły.
-I świetnie! Tylko zapamiętaj o jednym: jak spojrzysz mu w oczy; jeśli jednak przeżyjesz?- Warknął za mną.
Za przeszklonymi drzwiami zobaczyłam postać Michaela. Po jego minie zrozumiałam, że słyszał całą naszą rozmowę. Na jego twarzy zobaczyłam grymas bólu.
Odwrócił się i ruszył korytarzem.
-I co masz mi do powiedzenia, młoda?- Jego jedyne oko wwiercało się we mnie, jakby sama siła jego spojrzenia miała wypalić we mnie dziurę.
-Luca ci powiedział- stwierdziłam niechętnie.
-Nieważne, kto i co mi powiedział; Callisto Anabelle Raven. Rada była wczoraj w Stowarzyszeniu i domagają się, żebyś do nich dołączyła..
Zerwałam się na równe nogi:
-Ciebie chyba już dokumentnie pogrzało! Nigdy w życiu nie poproszę nikogo o pomoc; a już tym bardziej nie jednego z nich!- Warknęłam wściekła.
-Nie podnoś głosu; Callisto- odparł chłodno.- Jeśli istnieje możliwość, że przestaniesz odrzucać krew…
-Nie ma mowy…- odwarknęłam zimno.- Nie zamierzam być workiem treningowym zarówno Rady i Stowarzyszenia! Jeśli nadarzy się okazja sama pociągnę za cyngiel i zakończę wszystko jedną kulą.- Ruszyłam szybkim krokiem w stronę szkoły.
-I świetnie! Tylko zapamiętaj o jednym: jak spojrzysz mu w oczy; jeśli jednak przeżyjesz?- Warknął za mną.
Za przeszklonymi drzwiami zobaczyłam postać Michaela. Po jego minie zrozumiałam, że słyszał całą naszą rozmowę. Na jego twarzy zobaczyłam grymas bólu.
Odwrócił się i ruszył korytarzem.
Michael Tyler, uczeń pierwszej klasy ogólniaka..
Jak mogła to powiedzieć…- rozmyślałem wchodząc do sali chemicznej.
-Tyler; spóźniłeś się. Gdzie byłeś, z łaski swojej?- odezwał się chemik.
-Przepraszam- rzuciłem nieprzytomnie idąc na swoje stanowisko.
Wszyscy śledzili mnie wzrokiem. Usłyszałem kroki Callisto i poczułem jej ból. Nadal była spragniona i ukrywała to przede mną. Nie chciała mnie pić; co tym bardziej mnie drażniło.
-Gdzie panna Raven..?- Zapytał roztargniony nauczyciel wbijając wzrok w puste miejsce obok mnie.
Byłem tak pogrążony w rozmyślaniach; że prawie nie docierały do mnie jego słowa- Tyler; dobrze się czujesz??- Zapytał nieco głośniej.
Potem ciemność.
Jak mogła to powiedzieć…- rozmyślałem wchodząc do sali chemicznej.
-Tyler; spóźniłeś się. Gdzie byłeś, z łaski swojej?- odezwał się chemik.
-Przepraszam- rzuciłem nieprzytomnie idąc na swoje stanowisko.
Wszyscy śledzili mnie wzrokiem. Usłyszałem kroki Callisto i poczułem jej ból. Nadal była spragniona i ukrywała to przede mną. Nie chciała mnie pić; co tym bardziej mnie drażniło.
-Gdzie panna Raven..?- Zapytał roztargniony nauczyciel wbijając wzrok w puste miejsce obok mnie.
Byłem tak pogrążony w rozmyślaniach; że prawie nie docierały do mnie jego słowa- Tyler; dobrze się czujesz??- Zapytał nieco głośniej.
Potem ciemność.
Otwieram oczy słysząc jej cichy oddech. Chcę jej dotknąć; ale ledwie mogę się poruszyć…
Rozglądam się po pomieszczeniu; zastanawiając się; czy to wszystko jest tylko koszmarnym snem; czy jednak bardziej koszmarną rzeczywistością.
Wówczas głos; który usłyszałem sprawił, że chciałem uciekać; jak najdalej stąd.
Przekręciłem się na bok i z hukiem spadłem na podłogę. Z moich ust wyrwało się ciche przekleństwo.
-Callisto…- szepnąłem półprzytomnie, obserwując spod półprzymkniętych powiek pielęgniarkę i nauczyciela.
-Michael..- Odpowiedział mi cichy jęk przez sen.
-Ich opiekunowie przyjadą?- Zwrócił się mężczyzna do pielęgniarki.
-Są już na pewno w drodze- odparła zmartwiona.
Rozglądam się po pomieszczeniu; zastanawiając się; czy to wszystko jest tylko koszmarnym snem; czy jednak bardziej koszmarną rzeczywistością.
Wówczas głos; który usłyszałem sprawił, że chciałem uciekać; jak najdalej stąd.
Przekręciłem się na bok i z hukiem spadłem na podłogę. Z moich ust wyrwało się ciche przekleństwo.
-Callisto…- szepnąłem półprzytomnie, obserwując spod półprzymkniętych powiek pielęgniarkę i nauczyciela.
-Michael..- Odpowiedział mi cichy jęk przez sen.
-Ich opiekunowie przyjadą?- Zwrócił się mężczyzna do pielęgniarki.
-Są już na pewno w drodze- odparła zmartwiona.
Wtedy zobaczyłem dziewczynkę; dwunastolatkę o kasztanowych lokach i brązowych oczach. Miała okrągłą bladą twarz i rozbryzg krwi na policzku.
-Dlaczego; Grace Ann..?- Szept Callisto wyrażał tylko ból. Z trudem wyciągnąłem rękę i odnalazłem jej dłoń. Wplotła palce między moje; wprawiając w niemałe zaskoczenie pracowników szkoły.
***
-Wie pan, kim jest Grace Ann?- Zapytał kilkanaście minut później chemik.
Usiadłem z jękiem; rozglądając się po pomieszczeniu.
Luca Raven przyglądając się swojej chrześniaczce; odparł:
-Grace Ann była adoptowaną siostrą Callisto. Zniknęła; w dniu śmierci rodziców Cally. Prawdopodobnie nie żyje- odezwał się cicho.
Grace Ann.
-Pamięta pan; jak nazywała się ta dziewczyna wcześniej?- Spytała uprzejmie wychowawczyni.
-Tylko mój zmarły brat znał prawdziwe nazwisko Grace; może znalazłbym coś w dokumentach; choć nie mam pewności- odparł piwnooki mężczyzna.- Zresztą ; właściwie po co to pani?- Zapytał z niechęcią.
-No…- Wychowawczyni zbladła.- Wydaje mi się, że…
Rozległo się pukanie do drzwi gabinetu.
-Dlaczego; Grace Ann..?- Szept Callisto wyrażał tylko ból. Z trudem wyciągnąłem rękę i odnalazłem jej dłoń. Wplotła palce między moje; wprawiając w niemałe zaskoczenie pracowników szkoły.
***
-Wie pan, kim jest Grace Ann?- Zapytał kilkanaście minut później chemik.
Usiadłem z jękiem; rozglądając się po pomieszczeniu.
Luca Raven przyglądając się swojej chrześniaczce; odparł:
-Grace Ann była adoptowaną siostrą Callisto. Zniknęła; w dniu śmierci rodziców Cally. Prawdopodobnie nie żyje- odezwał się cicho.
Grace Ann.
-Pamięta pan; jak nazywała się ta dziewczyna wcześniej?- Spytała uprzejmie wychowawczyni.
-Tylko mój zmarły brat znał prawdziwe nazwisko Grace; może znalazłbym coś w dokumentach; choć nie mam pewności- odparł piwnooki mężczyzna.- Zresztą ; właściwie po co to pani?- Zapytał z niechęcią.
-No…- Wychowawczyni zbladła.- Wydaje mi się, że…
Rozległo się pukanie do drzwi gabinetu.
Callisto Raven; postrach ogólniaka..
Usłyszałam pukanie do drzwi gabinetu.
Obudziłam się już; ale nie otworzyłam oczu.
Ktokolwiek był za drzwiami pukał w nie; w ten sam sposób; co Grace Ann. Pukanie nagle ucichło; ten ktoś ruszył w stronę; z której przyszedł.
Wsłuchałam się w przytłumiony; lecz szybkie uderzenia serca, tłukącego się w piersi właściciela.
-Zauważyłam; że jedna z dziewcząt z innej grupy; dziwnie obserwuje Callisto..- odparła w końcu nauczycielka.
Zdążyłam się już zorientować; że ta Nowa się gapi; ale bardzo pani dziękuję; pani Collins- pomyślałam z ironią.
-Porozmawiam o tym z Callisto..- zapewnił wujek Luca.
-Z kolei jeśli chodzi o pańskiego syna, panie Tyler. Też powinien pan porozmawiać z synem na kilka tematów.
Uchyliłam delikatnie powieki, by spojrzeć na właściciela głosu.
-Zapewniam; że tak się stanie, proszę pani- odezwał się powoli.
Obaj- ten mężczyzna i wujek Luca spojrzeli na siebie nie tyle niechętnie, co wrogo- na pierwszy rzut oka sprawiali wrażenie, że nie lubią się z wzajemnością.
Usłyszałam pukanie do drzwi gabinetu.
Obudziłam się już; ale nie otworzyłam oczu.
Ktokolwiek był za drzwiami pukał w nie; w ten sam sposób; co Grace Ann. Pukanie nagle ucichło; ten ktoś ruszył w stronę; z której przyszedł.
Wsłuchałam się w przytłumiony; lecz szybkie uderzenia serca, tłukącego się w piersi właściciela.
-Zauważyłam; że jedna z dziewcząt z innej grupy; dziwnie obserwuje Callisto..- odparła w końcu nauczycielka.
Zdążyłam się już zorientować; że ta Nowa się gapi; ale bardzo pani dziękuję; pani Collins- pomyślałam z ironią.
-Porozmawiam o tym z Callisto..- zapewnił wujek Luca.
-Z kolei jeśli chodzi o pańskiego syna, panie Tyler. Też powinien pan porozmawiać z synem na kilka tematów.
Uchyliłam delikatnie powieki, by spojrzeć na właściciela głosu.
-Zapewniam; że tak się stanie, proszę pani- odezwał się powoli.
Obaj- ten mężczyzna i wujek Luca spojrzeli na siebie nie tyle niechętnie, co wrogo- na pierwszy rzut oka sprawiali wrażenie, że nie lubią się z wzajemnością.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz