środa, 24 stycznia 2018

Hunter III: Curse Rozdział II: Jęcząca Hannah -Szkolny duch- "Kurtyna" ~Anastasia Forbes

Dyrektor przeszedł do swojego biurka i otworzywszy szufladę wyciągnął z niej dość pokaźną teczkę.
-Ostatnie piętro szkoły otwarto w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku- oznajmił dyrektor, otwierając teczkę.- W pierwszych latach mieściły się tam dwie sale muzyczne; jedna plastyczna i druga sala chemiczna; a poza nimi trzy klasy językowe. Było też jedno zamknięte pomieszczenie; a dostęp do tej sali miała tylko jedna osoba, ale nie brakowało licealistów, którzy usiłowali się tam dostać..- Green wyciągnął z teki jakąś kartkę i podał ją mnie.
Spojrzałem na makabryczne zdjęcie. Zmasakrowana nastolatka leżała w kałuży krwi. Szybko oddałem fotografię.
-Nie wiadomo, do jakich celów ten budynek był wykorzystywany wcześniej. Na dzień dzisiejszy wiemy tyle, że w roku siedemdziesiątym drugim w tym pomieszczeniu znaleziono uczennicę. Do dziś tego incydentu nie wyjaśniono; a ówczesny dyrektor, nazwiskiem König, zamknął do odwołania piąte piętro szkoły- zakończył opowieść dyrektor.- W latach późniejszych wśród licealistów krążyła legenda  "jęczącej Hannah". Co ciekawsze: nikt z uczniów nie wiedział, że ta dziewczyna istotnie miała tak na imię.
-Kolejna historyjka o czymś niestworzonym?? Niech pan da spokój..- jęknął komisarz zniecierpliwiony.
-Nie nazwałbym tego "niestworzonym"- zauważył dyrektor niechętnie.- Cokolwiek zabiło tę dziewczynę, zniknęło zaraz po tym wydarzeniu. Nie ma na ten temat żadnej wzmianki; nawet słówka. Przypomniało mi się jedno ze starych zleceń Stowarzyszenia, w którym napisano:
      Hannah S. Mitchell. Wiek: 16 lat. Zamordowana przez likantropa.

      Owego w trybie natychmiastowym należy zlikwidować.

    Podpisano: G. V. König
-A "Jęcząca Hannah"?- Zapytał bez entuzjazmu komisarz.
-Kilkudziesięciu licealistów utrzymywało, że widziało tę zjawę. Opowieść mówi, że pojawiała się podczas szkolnych potańcówek. Jeden z nauczycieli, uczący trygonometrii, podobno widział ją podczas swoich zajęć, a z kolei sprzątaczkom znikały środki czystości.
-Wśród licealistów krążyła pogłoska; że przy spotkaniu z tym duchem należy zadać "Hannah" jedno pytanie- oznajmił męski głos od drzwi. Zerwałem się na nogi, rzucając: 
-Dzień dobry; mistrzu. 
-Cześć, Młody- odparł pieszczotliwie Morgenstern, po czym powitał również pozostałych zgromadzonych. 
-Jakie to było pytanie?- Policjanci nie zauważyli naszego niezwykłego powitania; tak ich zaciekawiło "szkolne widmo". 
-Za moich czasów pytało się ją, co wydarzyło się na piątym piętrze szkoły, w pokoju dwieście dwadzieścia dwa. 
-Co ma ten numer do całej historii?- Spytał partner komisarza. 
-W tej klasie zginęła "Jęcząca Hannah"- wtrącił dyrektor. 
-Ile ma pan lat; jeśli mogę wiedzieć?- Spytał komisarz "Celownika". 
-W grudniu skończę pięćdziesiąt jeden- odparł Morgenstern spokojnie. 
-Wygląda pan na czterdzieści sześć- zauważył drugi z psów. 
-Dziękuję, to miłe- Mistrz uśmiechnął się delikatnie. 
-Z jakiego powodu jest pan jednooki...? Przepraszam; jeśli uważa pan to za chamskie- poprawił szybko potknięcie partner komisarza. 
-Nie uważam tego za zniewagę- zaprzeczył Mistrz.- Straciłem oko ratując komuś życie- powiedział Morgenstern spokojnie.- To niewielkie poświęcenie. 
-Niewielkie??!- Zdumiał się komisarz blady, jak prześcieradło. 
Morgenstern powoli zdjął szeroką opaskę, zakrywającą niemal połowę jego twarzy i spojrzał zimno na policjantów. Lewa część twarzy, którą zwykle zakrywała opaska; pokryta była śladami pazurów wampira poziomu D. Pusty oczodół wyglądał dość przerażająco, choć we mnie  coś takiego już dawno przestało budzić strach; czy cokolwiek innego- jak to mówią- do wszystkiego człowiek się przyzwyczai. 
-To...- Komisarz pobladł jeszcze bardziej. 
-Straszne?- Mistrz zasłonił blizny przepaską i uśmiechnął się słabo.- Młody jakoś specjalnie nie zbladł- rzucił lekko, a komisarz spojrzał na mnie. 

-Jeśli to nie kłopot; chciałbym zwolnić Michaela z lekcji- zwrócił się uprzejmie Celownik do Green'a.- Poczekam, jeśli panowie mają jakieś sprawy- zwrócił się powoli do funkcjonariuszy policji. 
-Dokąd chce pan go zabrać?- Zapytał dyrektor. 
Zaczyna się maraton "kłopotliwych pytań"- pomyślałem z ironią. Spojrzenia między mną i Morgensternem trwały ledwie kilka sekund; a mistrz odparł: 
-Jak pan, zapewne, wie w naszym mieście istnieje Stowarzyszenie Miłośników Szermierki.- Zauważył swobodnie jednooki. Dyrektor zastanowił się przez chwilę. 
-No tak.. Organizujecie pokazy walki bronią białą. Kilka miesięcy temu byliście na Dniu Założycieli- Przypomniał sobie dyrektor.- Jedna z was żonguje nożami; jeśli dobrze pamiętam.. 
-Żonguje nożami?- Podchwycił nagle policjant. 
-Dokładniej ujmując są to sztylety- poprawił mistrz.- Nie zwalniałbym Michaela; dzisiaj, gdybym jutro nie musiał wyjechać. 
-Więc Tyler jest pańskim uczniem- zauważył komisarz przyglądając mi się. 
-Owszem, od roku uczę Michaela szermierki. Szkoda by było zmarnować taki potencjał; bo młody jest naprawdę zdolny- zauważył Morgenstern; a ja przewróciłem oczami. Policjanci obserwowali mój dziwny wyraz twarzy.- Jest po prostu bardzo skromny- zauważył Morgenstern pieszczotliwym tonem. 
-Mistrzu...- jęknąłem zawstydzony. 
-Wygląda pan na nadzwyczajnie spokojną osobę; panie... 
-Morgenstern.- Rzucił niedbale swoje nazwisko jednooki.- Jako nauczyciel pracujący z młodzieżą od ponad dwudziestu lat wyrobiłem w sobie pewne nawyki; choć czasem uczniowie potrafią mnie trochę zdenerwować- Przez twarz Morgensterna przemknął cień uśmiechu. 
-Hmm. Na razie to wszystko, panie Tyler.- Drgnąłem, gdy policjant zwrócił się do mnie.- Być może dostanie pan wezwanie na komisariat. Wstałem powoli. Wychodząc pożegnaliśmy się. 
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪ 
Kwatera główna Stowarzyszenia Łowców, dwadzieścia minut później. 
Pchnąłem drzwi i w ułamku sekundy osłoniłem się wyszarpniętym zza rękawa marynarki mieczem. 
-Stefan!- Warknął ostro głos. Wampir opuścił szpadę i odsunął się o dwa kroki w tył, kłaniając się Jean'owi Féu.- Przepraszam najmocniej za niego- Jean przeszedł obok wampira poziomu C; który sunął za nim pełnym przywiązania wzrokiem, jakby pilnując, by nic nie stało się Jean'owi. 
-Proszę, ale na przyszłość pilnuj; żeby nie wyskakiwał z bronią do każdego; kto wchodzi do "swojego domu"; Féu- odparłem zanim mistrz zdążył się odezwać. Wsunąłem ostrze w pochwę; kątem oka widząc nieco zdziwiony wyraz twarzy Morgensterna. Callisto wyszła z kuchni i w geście przywitania rzuciła mi się na szyję. Objąłem ją delikatnie i ruszyliśmy na górę. 

Wszedłem do pokoju zrzucając marynarkę szkolnego mundurka, rzuciłem ją niedbale na krzesło. 
-Coś wiadomo?- Zapytała Callisto. 
-Nadal niewiele, chociaż dowiedziałem się czegoś innego - odparłem tłumiąc ziewnięcie. 
Callisto Raven; postrach ogólniaka. 
-To znaczy czego?- Spytałam powoli. 
-Chodzi o ostatnie piętro naszego "renomowanego liceum". Właściwie nigdy nie mówiłaś, że ta buda należała do twojej rodziny- odpowiedział. 
-Nie pytałeś; zresztą dziadek sprzedał budynek zaraz po wojnie- odparłam wzruszając ramionami obojętnie. Przemyślałam coś i podnosząc dłoń do czoła westchnęłam.- No, tak... Ta dziewczyna; którą zabił wilkołak... 
-Czyli wiesz o "Jęczącej Hannah"?- Zapytał zaskoczony. 
-Pewnie; że wiem. Tę sprawę zna całe miasto- Stwierdziłam niechętnie.- Stowarzyszenie musiało się sporo nakombinować; żeby zatuszować to, że w szkole był ten potwór. König zrezygnował potem z funkcji przewodniczącego i sam zlikwidował tego likantropa- oznajmiłam.- Podobno po zamknięciu piątego piętra przez pewien czas było spokojnie. Wszyscy chcieli o tym zapomnieć... 
-Ale jakim cudem ten likantrop znalazł się w szkole?- Zapytał przebierając się 
-Uciekł z więzień Pretorii- oznajmił Damon przechodząc wraz z watahą. 
-Skąd wiesz?- Zapytałam zaskoczona. Damon oparł się o futrynę. Ubrany był w niebieską koszulę z krótkim rękawem i brązowe spodnie. Jego lewe przedramię zdobił tatuaż: piękny łeb wilka z rozwartym pyskiem, w którego oczach były płomienie; a na szyi widniała obroża z pochyłym napisem: Lupus Carceris.- Ten likantrop nazywał się Vince Graymark. Kilkadziesiąt  lat temu podniósł w Pretorii bunt. Nie podobało mu się; że wszystkie wilki zeszły do podziemia- Kawowooki wzruszył ramionami z ponurym wyrazem twarzy. 
-Te czasy chyba już zawsze będą się za nami wlec- Zauważyła Michelle. Podobnie; jak Damon miała wytatuowane lewe przedramię. 
Znajomość jeszcze z czasów Pretorii- Usłyszałam głos Damona ze wspomnień. Zresztą ostatnimi czasy zauważyłam; że Michelle niemal na krok nie odstępuje  przywódcy watahy; jakby relacja między nimi była nieco głębsza; niż z pozostałymi wilkami w stadzie. Jakby rozumiała Damona bardziej, niż reszta. 
*** 
-Dawaj; Michael!- Rzuciłam do zielonookiego. Staliśmy na boisku obserwując pojedynek Michaela z mistrzem. Mój ojciec patrzył na potyczkę bystrym wzrokiem. Michael odbił kolejną serię ciosów i robiąc szybki unik wskoczył na murek. Przez twarz mistrza przemknął lekki uśmiech. Znów zaczęli walczyć. Mistrz zepchnął Michaela w tył. Chłopak nagle zniknął i zaatakował. 
-Dobry jest- rzucił Shawn do jednego z chłopaków. 
-To patrz teraz- odparł tamten. 
Klingi zwarły się ze zgrzytem- Morgenstern odskoczył i wytrącił miecz z dłoni Michaela- ciemnowłosy o intensywnie zielonych oczach podbił miecz butem i łapiąc go poprawił chwyt. Zaatakował w mgnieniu oka. Starsi łowcy rozmawiali szybko z zainteresowaniem. 

-Szkoła Rodu Płomień przeważa- zaprzeczył Kostenlos. 
-Sam przyznasz, że wykorzystuje elementy Ravenów i zdolności Chainów- Zauważył swobodnie König. 
-Gdzie ty tu widzisz szkołę Kruka...? O żesz ty...!- Jęknął w zdumieniu stary Romanow; gdy Michael przeskakując mistrza wytrącił mu z ręki  szpadę. 

-Coraz lepiej; młody- powiedział z podziwem Morgenstern, klepiąc Michaela po plecach. Obaj zeskoczyli z murku. Michael wyciągnął z ziemi szpadę i podał Morgensternowi. 

Wieczór. 
Zgromadzeniu Rady towarzyszyło wiele emocji. Angello szedł akurat schodami niosąc teczki z dokumentami. Féu nagle podniósł oczy; podążyłam za jego wzrokiem. Anastasia wbiegła do budynku Stowarzyszenia i zatrzymała się raptownie. Spojrzenia Féu i Stacii skrzyżowały się na długą chwilę. Blondynka powoli ukłoniła się wampirowi; który odwzajemnił ukłon. 
-Kurtyna- powiedział tajemniczo Féu. 
-Tamten wampir też mnie tak nazwał...- powiedziała wolno. 
-Tamten?- Spytał Féu. 
-Caius Woroszyłow- odparłam podchodząc. 
-No, tak...- odezwał się zamyślony Czystokrwisty. Rzucił coś po francusku do Stefana; który skłonił się lekko i sekundę potem zniknął za drzwiami. 
|***| 
-Otwieram zebranie Rady. Mamy dziś trochę spraw do omówienia- oznajmił Angello. Wszyscy; włącznie z Damonem i resztą watahy obserwowali Jean'a Féu. Shawn i James patrzyli na wampira podejrzliwie. Stojący obok Czystokrwistego Stefan nerwowo przebierał palcami po głowni szpady rozglądając się nieufnie. 

-Chciałbym odnieść się także do wydarzeń ostatniej nocy święta Anioła..- Anastasia nagle drgnęła i rozejrzała się całkiem przytomnie.- Zapewne większość z was widziała reakcję Rządu na Anastasię- zauważył, a spojrzenia automatycznie skierowały się w stronę blondynki.- Znacie Jean'a Féu; słynie z wybitnej znajomości zdolności wampirów; dlatego oddaję mu teraz głos. 
-Dziękuję; Angello- rzucił uprzejmie wampir.- Nie będę was zanudzać przytaczaniem historii wampirów i od razu przejdę do rzeczy.- Oznajmił swym usypiającym głosem. 
Skinął dłonią na Stacię, która z dziwnym spokojem podeszła i stanęła obok.
-Zwykle nowoprzemienione wampiry przez pierwsze miesiące ukrywają swoją moc, natomiast niezwykle rzadko zdarza się wśród wszystkich wampirów umiejętność, która podczas waszej bitwy z Rządowymi spowodowała, że Woroszyłow wycofał Klasztornych. 
Łowcy i wataha nie spuszczali wzroku z Wampira. Wszyscy zdawali się zaciekawieni, cóż  takiego mogło poruszyć samego Starszego. Rozmowy przycichły. 
-Takich wampirów Rząd poszukiwał od wieków. Niektóre "Kurtyny" rozmyślnie atakowały ludzi, gdy stawały się celem Rady Wampirów. Wolały zginąć z rąk łowczych; niż zostać wcielone do Klasztoru- ciągnął dalej Féu spokojnie.- W wielotysięcznej historii zarówno Rządu, jak i odrębnych Klanów; wampirów podobnych tej dziewczynie było tylko dwóch na całą społeczność. 
-Czym właściwie jest ta "Kurtyna"?- Zapytał zaciekawiony Middford. Féu zmierzył go chłodnym  wzrokiem; mówiąc: 
-Wampir zwany przez Czystokrwistego "Kurtyną" jest wyjątkowo utalentowany- oznajmił.- Szybkością  dorównuje Ochroniarzom, mocą Szlachetnym poziomu B; a co więcej: i to pewnie was zdziwi; bardzo trudno złamać wolę "Kurtyny". 
-Jak to??- Zdumiało się kilkunastu łowców, inni znów  zaczęli szeptać. 
-Ponieważ wampir nazywany w ten sposób musiał mieć w rodzinie likantropa, który był Alfą lub Pretorianinem- odezwał się Damon nagle; przez co wywiązała się burzliwa dyskusja. 
-Takie połączenie nie istnieje- zauważyła wolno jedna z kobiet. 
-Większość wilków przekazuje gen rodzinie- zawtórował Porter. 
-Oczywiście: wilczy gen może zostać przekazany potomkom; ale nie zawsze się uaktywnia- oznajmił Jean Féu spokojnie, a wszyscy spojrzeli na Damona. 
-To się zdarza- przyznał kawowooki z namysłem.- U niektórych z nas przemiana następuje wcześniej, innym pełnia przez długi czas nie przeszkadza. 
-Pan nazywa się...- zaczął uprzejmie Féu. 
-Damon Miller- Rzucił krótko kawowooki. 
-Pretorianin- Zauważył podejrzliwie Stefan. 
-Były Pretorianin- oznajmił Damon niechętnie.- Odszedłem ze "Straży" dwanaście lat temu. 
-Zatem, na czym polega cały fenomen Anastasii?- Zapytał po dłuższej chwili z zaciekawieniem Armand Tyler. 

Féu skinął w stronę Stefana; który w mgnieniu oka zaatakował Stacię. Oczy blondyny błysnęły czerwonym płomieniem; gdy ręka Stefana wystrzeliła w jej stronę. Klanowy zacisnął zęby; lecz w pewnej chwili jego palce- jakby wbrew woli wampira- rozluźniły się: kolczaste pnącza cofnęły się; a Krwawe Ostrze wylądowało na podłodze tuż przed Stacią.  Bezwolny Stefan z wściekłą miną ukląkł tuż przed Anastasią. 
-To jedna strona tej mocy- oznajmił Féu.- Kurtyna może zmusić wampira niższego statusu od B w dół do posłuszeństwa. Łowcy przyglądali się całemu zajściu ze zdumieniem. 
-A ta druga?- Zapytała z wahaniem Hunter. 
-Dziewczyna może chronić łowców podczas bitwy, pod warunkiem, że zechce rozwijać swoje umiejętności- odpowiedział Féu spokojnie.- Właśnie dlatego "Kurtyna" jest tak cenna dla Rządowych. 
-Czyli chce pan powiedzieć, że to; co potrafię można w pewien sposób eeee... Rozciągnąć?- Zdziwiła się Anastasia. 
-Owszem; ale to wymaga dużo pracy i jest też męczące- przytaknął Starszy spokojnie. 
-A...- Stacia wyraźnie niepewna rozejrzała się po twarzach łowców.- Jest ktoś, kto mógłby mnie tego nauczyć?- Zapytała z wahaniem. Angello skinął głową w stronę Wampira z uprzejmą miną. 
-To nie jest takie proste- stwierdził Jean Féu. 
-Bycie wampirem nie jest proste- odparła natychmiast Anastasia z lekkim uśmiechem. 
-Jesteś nie tylko utalentowana; ale i inteligentna- rzucił Czystokrwisty z podziwem. 
-Dziękuję- odparła dziewczyna z dobrymi manierami. 

Następnego dnia; budynek liceum. 
-Jezu, ale nam tego najebali..- westchnął ciężko Malcolm. 
-Nie klnij; próbuję się odzwyczaić- jęknęła Hannah ze złością.- A Stacia gdzie zniknęła?- Spytała nagle zaskoczona. 
-Poszła do stacji PALIWO- odparł wysoki chłopak ziewając. 
-No; faktycznie...- Hannah przeciągając się spojrzała nań przez ramię.- O, żesz ty w dupę zapierdolona mać!- Zaklęła odskakując.- Stacia, nie strasz... 
-Sory- rzuciła blondi podając przyjaciółce czerwoną puszkę.- Rany... Zapomniałam referatu na fizę... Black mnie ukatrupi- zanuciła z ironią. 
-Poprawka, zabije nas wszystkich- Jęknął Malcolm. 
-A to miało być na dzisiaj?- Spytała Hannah wolno. 
-Ej.. Zejdź na ziemię mały aniele- rzucił pieszczotliwie wysoki. 
- ..Tylko lądując nie zapierdol w cielę- dorzucił złośliwie Malcolm, a Stacia omal nie udławiła się napojem. 
-Bardzo śmieszne, naprawdę- burknęła niska spoglądając na chłopaka krzywo. 
Stacia szła w milczeniu popijając napój z zamyślonym wyrazem twarzy. 
-Wszystko w porządku?- Spytał ją z troską Malcolm. Stacia nie zareagowała. 
-Hmmm?- Spytała nagle, ukrywając błysk czerwieni w oczach. 
-Pytałem, czy wszystko gra- odpowiedział ostrożnie. 
-Pewnie- Anastasia uśmiechnęła się wesoło. 
-To czemu Raven i ten drugi za nami łażą?- Zdziwił się. 
-Och, nie przesadzaj.!- Stacia zachichotała lekko.- To tak, jakbyś mówił; że wszyscy za nami łażą. Nie jesteś pępkiem świata; Star- rzuciła szturchając go lekko. 

-Ej; dokąd wyjechał mistrz?- Spytał nagle Michael. 
-Do Berlina; Kwatera Główna w Niemczech ma kłopoty z Inkwizycją- odpowiedziałam powoli. 
-Kłopoty?- Spytał wolno. 
-Rządowi napadli ich tydzień temu, a Inkwizycja twierdzi, że nie ma zagrożenia. Niemiecka KGS sama już nie wie; komu ma wierzyć- wzruszyłam ramionami.- Całe Stowarzyszenie huczy od różnych plotek. Najbardziej plotkują o głównej władzy. 
-A reszta kwater?- Zapytał zamyślony. 
-Robią to, co my: użerają się z pijawami- wzruszyłam ramionami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz