poniedziałek, 22 stycznia 2018

Hunter Shadow of Life Rozdział IX: Jak narkotyk..

Wsuwam miecz w pochwę i patrzę chwilę za Vladimirem.
-Kim on był u…?- Pyta Michael.
-Zdradziła nas oboje…- mój szept wydaje mi się zbyt spokojny i obcy.
-Kto? O czym ty mówisz; Callisto?- Michael jest zdezorientowany.
-Byliśmy kiedyś dobrymi przyjaciółmi…- zaczynam z wahaniem.
Poczułam, że opuszcza ręce, którymi jeszcze przed chwilą chciał mnie objąć.
-Nie mów, że jesteś zazdrosny…- spoglądam na niego kątem oka.
-Wcale nie jestem- burczy pod nosem ze złością.
Odchodzi i siada na schodach do drzwi frontowych. Patrzy w ziemię, nic nie mówiąc. Rozmyśla nad czymś.
-Kochasz go?- Pyta nieoczekiwanie.
-Kiedyś go kochałam; ale on był zakochany w kimś innym- idę ku niemu by odłożyć broń na miejsce.
-W tej twojej przyszywanej siostrze? Jaki masz powód by jej nienawidzić..?
Siadam obok i patrzę w nocne niebo. Powracające wspomnienia rozrywają mi serce.
To takie dziwne; że w sekundzie cały świat jest w gruzach; a osoba, za którą kiedyś wskoczyłbyś w ogień, przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie i staje się najgorszym wrogiem.
Wczoraj ukochana siostra…
Dziś znienawidzony wróg…
Wciągam zapach jego krwii, chcąc przepędzić wspomnienia, przepełnione bólem.
-To ona jest winna śmierci mojej rodziny i tego, że jestem wampirem- wyznaję pełna smutku i goryczy.
-Jak to..?- Pyta ostrożnie.
Muszę to z siebie wyrzucić. Inaczej popadnę w szaleństwo. Zwariuję.
-To stało się pół roku temu… Tylko tobie powiem całą prawdę. Mój chrzestny i reszta myślą; że moja przybrana siostra nie żyje…- Mówię cicho nadal patrząc w gwiazdy.- To nieprawda. Zdradziła nas i wywiodła w pole. Bo, w sumie było to tak…
***
-Od pół roku nikomu nie ufam. Po tym, co zrobiła…
-Boli cię kark?- Pyta w pewnej chwili.
Otwieram oczy i wpatruję się w Michaela długą chwilę…
-W tym samym miejscu, gdzie mnie ugryzł..- potakuję cicho, gdy obejmuje mnie ramieniem.
-Ale mnie ufasz, hm?- Pyta ostrożnie zbliżając się jeszcze bardziej.
-Nie wiem, dlaczego tak szybko ci zaufałam… Z reguły sprawdzam, czy mogę danej osobie zaufać, więc mówię niewiele…- Patrzę na jego rozczochrane ciemne włosy i te zielone oczy za szkłami okularów.
Zapach jego krwii.
Ciągnie mnie coraz bliżej niego..
Nie mogę się bardziej zbliżyć..! Nie mogę stracić kontroli…
Ale Michael tak smacznie pachnie…
Nie zaczynaj, wampirze.
Ale.. Dłużej nie wytrzymam, a on jest taki… Słodki, Cally…
Nawet o tym nie myśl! W ogóle zapomnij, nie ma mowy.
Ale… On by się na pewno zgodził. Mnie nakarmić, prawda…?
Cally..? Cally..?? Nie ignoruj mnie…!
-Nie chce ci się pić..?- Pyta z troską przytulając mnie.
Zaczynam go lubić coraz bardziej, Cally..
-Już i tak biorę za dużo. Nie powinieneś mnie kusić…- powiedziałam szeptem.
-Jeśli w ten sposób mogę ci pomóc… Zresztą nie o to chodzi…- Michael odwraca wzrok. Jest zakłopotany?
Patrzę na niego wyczekująco.
-Nie powinniśmy; Michael..- Chcę się odsunąć, ale boję się sprawić mu przykrość.- Gdyby ktoś to zobaczył…
-Na przykład twój mistrz?- podsuwa mi w tej samej chwili ze złością.
Cisza. Przyglądam mu się uważnie.
Już od kilku dni Michael zachowuje się w ten sposób. Bywa wredny wobec mojego młodszego kuzynostwa i straszy opowiastkami na dobranoc. Za to przy moim ojcu chrzestnym jest święty. Zachowuje się uprzejmie i jest szczerze uśmiechnięty.
A ciotki Sussan wyjątkowo nie trawi… Zupełnie, jak ja.. Jakby chciał dostosować się do mojego stylu życia…
***
Milknę nie patrząc na niego. Zalewa mnie fala wspomnień, które chcę odepchnąć.
Czuję jego dłoń na mojej. Nic nie mówi. Jest.
Zasypiam…
***
Poranek…
Budzę się w łóżku i patrzę na bujany fotel przy oknie.
-Znów nie wróciłeś do domu..- odczuwam dziwne kłucie w gardle.
-Chciałem mieć pewność, że będziesz bezpieczna- Michael patrzy w okno.
Siadam na łóżku i wpatruję się w niego natarczywie.
-Co chcesz przez to powiedzieć..?- Pytam z wahaniem.
-Tylko tyle, że się o ciebie troszczę..- mówi cicho, nadal patrząc za szybę.
Wyciągam torebkę transfuzyjnej i wbijam w nią słomkę…
-Wampir na wakacjach?- Rzuca patrząc na mnie krzywo.
-Wiesz, że nie powinnam tego robić…- patrzę mu w oczy.
-Wiesz, że mi to nie przeszkadza..- mówi po chwili.
-Dla mnie to, jak grzech..- mówię niezadowolona.
-Dla mnie to, jak przywiązanie- odpowiedź Michaela, nie lubię; kiedy zaczyna zdanie w identyczny sposób.
-Kuszenie wampira krwią to grzech- nadal bronię swego.
-Myślałem, że kwestie wiary zostawiamy na boku..- zauważa powoli.
Czasem mam ochotę mu przywalić.
Wzdycham z rezygnacją.
-Tu nie chodzi o wiarę, Michael..- jęknęłam niecierpliwie.
-I znowu wracamy do punktu wyjścia.. Wampir na odwyku jest, jak ćpun na głodzie. Czuję się jak chodząca działka- prychnął z irytacją.
-A ja tak, jak powiedziałeś. Jak ćpun- warczę zła.- Chyba mam szczęście, skoro działka chodzi za mną i mówi: chcesz trochę? To irytujące, nie uważasz?
Wybucha szczerym śmiechem.
-Przepraszam, to nie miało tak zabrzmieć…- mówi ocierając łzy z oczu.- To było głupie.. Kontynuując..
Przerywa nam pukanie do drzwi i głos mojego chrzestnego:
-Callisto, ktoś przyszedł do ciebie- rzuca ziewając.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz