Omal nie spadłem z konaru na widok tego, co działo się tuż obok. Zdążyłem zacisnąć dłoń na jednej z wyższych gałęzi i podciągnąć się spowrotem.
-Jak śmiesz.. Nie wolno ci pokazać nikomu naszej prawdziwej formy..!.- Zasyczałem z gniewem.
Nie mieściło mi się w głowie; jak Jane mogła uczynić coś tak skrajnie głupiego i jednocześnie zakazanego..! Nawet ja nigdy nie ośmieliłbym się sprzeciwić Światłości.. Za coś takiego groziła surowa kara.
Mimo to...
Muszę zrobić wszystko, by Światłość o niczym się nie dowiedziała..
Jeśli się dowiedzą... Każą mi ją ukarać, a jeśliby upadła...
Co się ze mną, do cholery, dzieje?!! Od kiedy to ja: Pan Chóru Mocy; Archanioł Mika'il- główny rycerz zastępów Cherubów i Serafów- zacząłem się wahać??! Kiedyś nie miałem wątpliwości; ani oporów przed karaniem nieposłuszeństwa wśród aniołów wszystkich rang... więc dlaczego teraz nie robię nic; prócz obserwowania scen rozgrywających się tu i teraz.? Z jakiego powodu nie potrafię podjąć słusznej decyzji? Czemu ŻADNA decyzja nie jest słuszna.?
-Na wszystkie Chóry Niebios!- Warknąłem z ogromną wściekłością.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Michael Tyler, uczeń pierwszej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
Posiadłość Klanu Féu, dwadzieścia minut po północy.
-Zostawcie nas samych- rzucił Jean spokojnie.
-To łowca. Nie ufam temu ścierwu- warknął pogardliwie jeden z klanowych wampirów; a Jane spojrzała nań krzywo.
Czystokrwisty zwrócił na niego chłodne spojrzenie.
-Słyszałeś; co powiedziałem- oznajmił nieznoszącym sprzeciwu tonem.
-Mimo to...- Féu spojrzał jeszcze ostrzej.- Jak sobie życzysz- powiedział posłusznie wampir i zamknął za sobą drzwi.
-Chyba niewiele wampirów nas lubi- zauważyłem kulawo.
-W zasadzie żaden z nich nie rozumie potrzeby istnienia takich; jak ty- odpowiedział z namysłem. Zauważył moje zaskoczone spojrzenie, więc kontynuował.- Nie podważam tego, że łowcy być powinni; ponieważ większość z nas przemienia ludzi tylko dla zabawy, a to jest dość kłopotliwe. Wieczność z biegiem czasu staje się nudą.. Nudną i pustą egzystencją; której nijak nie można wypełnić..- stwierdził ze smutkiem.- Dawno; dawno temu.. Byłem zwykłym człowiekiem takim; jak wszyscy. Gdybym tylko wiedział, że nieśmiertelność jest taką katorgą: nigdy nie...- westchnął ciężko.- Sam rozumiesz.. To, co zakazane kusi najbardziej- zauważył w pewnej chwili.
To wspomnienie; gdy pierwszy raz mnie ugryzła, żeby się napić..
W porę odepchnąłem tę myśl.
-Jeśli chodzi o naszą umowę- zmieniłem szybko temat.
-Przepraszam na chwilę- Féu wstał z krzesła i ruszył ku zamkniętym drzwiom; które otworzył szybkim ruchem. Obserwowałem go ze zdziwieniem. W obcym mi języku- prawdopodobnie po francusku- ochrzanił wampira stojącego w korytarzu. Machnął dłonią w bliżej nieokreślonym kierunku. Klanowy skinął i odszedł.
-Lubią podsłuchiwać- wytłumaczył spokojnie; wracając na miejsce.- Co do umowy..- zaczął przechodząc do tematu.
***
Do pokoju weszła Antoinettè, niosąc na srebrnej tacy dwa kieliszki i kryształową karafkę wypełnioną ciemnoczerwonym płynem. Postawiła ją na stoliku i przeszła do nalewania trunku.
-Co wiesz o "Ostatnim Serafie"?- Zapytał jakby mimochodem.
-To broń założyciela miasta i pierwszego z rodu Kruka. Według legendy był to topór z podwójnym ostrzem. Po śmierci Jamesa Corvinusa "Seraf" zaginął. Mówiono też, że broń jest przeklęta. Mniej, wiecej tyle.- Odparłem powoli.
-Nie zaginęła. "Ostatni Seraf" został ukryty- odparł w zamyśleniu.
-Po ci "Seraf"? Nie lepiej, że został ukryty?- Zapytałem ostrożnie, udając; że mu wierzę.
Ochroniarz wyszła, czymś się zająć. Upiłem łyczek wina.
-Spokojnie, nie jest zatrute- wtrącił Féu, widząc nieufny wzrok Jane.- Ty znasz kogoś; kto prawdopodobnie zna miejsce ukrycia broni.
-Nie sądzę- zauważyłem niepewnie; choć domyślałem się, o kogo chodzi.
-Nie udawaj niewiniątka; łowczy Rodu Płomień- rzucił z ironicznym grymasem.
-A jeśli miejsce; w którym miał być schowany "Seraf" to pic na wodę; a broń rzeczywiście zaginęła?- Zasugerowałem z lekkim uśmiechem.
-Czy to oznacza odmowę?- Zapytał wolno.
-Nie do końca. Po prostu nie wierzę; że ta legenda jest prawdziwa- wzruszyłem ramionami obojętnie.- Istnieje też możliwość; że skrytka nie była tylko jedna, a ewentualnie jeśli takowa by istniała, mogła nie zostać naniesiona (dajmy na to) na plan jakiegoś budynku- zauważyłem.- Mam; w takim razie; szukać igły w stogu siana?- Spytałem uprzejmie.
-Niech cię diabli; Płomień- Mój tok rozumowania rozbawił wampira; który po chwili jednak pogrążył się w myślach. Zapadło długie milczenie; w którym słychać było nie tylko mój cichy oddech, ale i podzwanianie łańcuszków kołyszącego się lekko żyrandola.
-Może lepiej, byłoby zaproponować coś innego, prostszego?- Zastanowiłem się na głos.
Nie mogę złamać układu z Mikaelisem; bo jeśli on zacznie sypać, to ja będę pogrzebany.. Muszę zacząć kombinować...
-Z jednej strony masz słuszność- stwierdził Féu z niechęcią.- Jednakże moim zdaniem "Ostatni Seraf" może być schowany w kościele Świętej Trójcy- Wiedziałem, że wampir tak łatwo nie odpuści.
-To byłoby zbyt oczywiste. Wszyscy wiedzą, że to najstarszy budynek w mieście, zbudowany właśnie na prośbę Corvinusa- zauważyłem powoli.- To prawda, że najciemniej jest pod latarnią; ale, jeśli wierzyć legendzie; w której jest, że Seraf był naprawdę bardzo potężnym orężem; to raczej wątpię, by właściciel...
-Bądź zaufany sługa..- wpadł mi w słowo wampir.
-Bądź zaufany sługa...- powtórzyłem z namysłem- ...ukryli tak cenny fant w miejscu; które można łatwo skojarzyć.- Skończyłem zamyślony.- Nie piszę się na coś takiego. Wolę spłacać długi jak najszybciej i nie mieć z tego tytułu kłopotów; Féu- upiłem kolejny łyk wina i spojrzałem mu w oczy spokojnie.- Zresztą spodziewałem się czegoś takiego po tobie. Czasami mam wrażenie, że jesteście wyjątkowo przewidywalni.
-Widzę; że zamierzasz się ze mną targować- zauważył z nutą podejrzenia.
-Przepraszam; ale jestem ostrożny. Nie chcę się wpakować w coś, przez co ostatecznie mogę wylądować na cmentarzu- oznajmiłem chłodniej.- Chciałbym jeszcze trochę pożyć..
Musiałem grać na czas; zresztą nigdy w życiu nie zrobiłbym czegoś, co można by było uznać za bezpośrednią zdradę. Poza tym nie mogłem splamić honoru Rodu.
Wampir wybuchnął pełnym wesołości śmiechem. Chciałem uznać to za dobrą monetę; ale nadal nie mogłem być pewien niczego.
-Ta rozmowa zaczyna być intrygująca; Michaelu Jamesie. Nieodrodny syn Płomienia: nie tylko lojalny; ale również szlachetny; a przede wszystkim zdecydowany.- Powiedział tonem miłej pogawędki.- Wbrew pozorom mnie to nie zaskoczyło. Byłem przygotowany na taki obrót spraw.
-Co, zatem proponujesz?- Spytałem nie pokazując po sobie zaciekawienia.
W tej chwili od strony miasta dało się słyszeć melodię z wieży zegarowej ratusza oraz przytłumione bicie kościelnych dzwonów.
Jean Féu oparł podbródek na pięści zgiętej w łokciu ręki złożonej na podłokietniku fotela i spojrzał z zastanowieniem na nocny pejzaż za oknem.
-Po ciemnej nocy wstaje świt...- rzekł zamyślony. Pierścień z owalnym kamieniem lazurytu błysnął lekko w świetle żarówek.
-Właściwie jest coś; czym mógłbyś spłacić dług..- oznajmił po chwili.
W moje serce podstępnie wkradł się dziwny niepokój. Nie podobał mi się ten tajemniczy ton- w jego ustach brzmiał wyjątkowo groźnie. Coś jakby szept wprost z dna piekła.
Ogarnął mnie niczym nieuzasadniony strach.. Co; jeśli przez ten układ będę musiał przekroczyć jakąś moralną granicę? Jeżeli stanie się coś nieprzewidywalnego, lub fatalnego w skutkach?
Moje ponure rozważania nad tym; do czego byłbym zdolny się posunąć przerwało nagłe potrząsanie mną.
-Paniczu... Panie..- zaczęła zaniepokojona Jane.
Uniosłem powieki i zamrugałem szybko.
-Nic mi nie jest; Jane- odparłem uspokajająco.- Mów, czego chcesz; a może dobijemy targu; Féu- rzuciłem spoglądając na wampira.
-Co byłbyś gotów poświęcić za jej życie..?- Zaczynał się ze mną droczyć, co lekko mnie zirytowało. Nie dałem się jednak sprowokować i czekałem wbijając w wampira wyczekujący wzrok.
-Jestem zmęczony twoimi gierkami..- westchnąłem ciężko.
-Odpowiedz; a powiem ci czego chcę wzamian- oznajmił spokojnie.
-Dla Niej sprzedałbym nawet duszę Diabłu- odparłem z przekonaniem.
Jane pisnęła z przerażeniem, zakrywając usta dłońmi. Natomiast Czystokrwisty bardzo powoli odwrócił oczy od okna i wbił we mnie dziwny wzrok. Na jego twarzy malowały się różne uczucia: od szoku i zdziwienia zaczynając; a na oszołomieniu i niedowierzaniu kończąc.
Milczenie trochę zbyt długo się przeciągało; więc zaczynałem się bać, czy do umowy w ogóle dojdzie. Obawiałem się, że mówiąc to tak pewnie; odrobinę przesadziłem.
-Rozumiem...- Powiedział wreszcie Jean Féu cicho.- Moja ostateczna propozycja jest taka..- odezwał się tymi słowy.- Obaj wiemy; kto zagraża waszemu Stowarzyszeniu..
-Jeśli dobrze pamiętam; mówiłeś, że nie jesteś po żadnej ze stron i nie będziesz się wtrącał w cały ten burdel- przerwałem mu uprzejmie.
-Owszem- przytaknął powoli Féu.- Nie wtrącałbym się, gdybym nie miał ważnego powodu- obojętnie wzruszył ramionami.- Przechodząc do rzeczy: chciałbym; aby łowcy pominęli pewnego wampira..- przesunął po blacie fotografię.
Wziąłem ją w dłoń i rzuciłem okiem. Zdjęcie przedstawiało Grigorija Woroszyłow; wampira Rady.
-Jaką będę miał gwarancję; że się go pozbędziesz?- Zapytałem nieco nieufnie.
Oczy wampira nagle błysnęły demonicznym płomieniem.
-Od ponad trzech wieków uganiam się za tym obrzydliwym szczurem; Michaelu Jamesie. Nie musisz znać moich powodów, ale tu i teraz, w obecności twojego Anioła- skłonił krótko głowę w stronę Jane- przysięgam; że nim wasi wyjdą z gmachu Rządu; ten śmieć będzie popiołem. Zresztą sam przyznasz; że istnienie Klasztoru Rady jest bezużyteczne.
-Sam masz wampiry na usługach- zauważyłem ostrożnie.
Féu spojrzał na mnie znad kieliszka wina.
-Nie robię nic wbrew prawom zarówno łowców; jak i wampirów.- Odparł spokojnie, niemal obojętnie.- Mówiąc szczerze: w Rządzie są sami hipokryci. Mówią głośno; jak to pilnują przestrzegania przez wampiry określonych zasad; a gdy nikt nie patrzy sami się owych nie trzymają. Jedyne; czego pilnują to władzy i swoich interesów.
-Mimo to; nie żal ci Czystokrwistych?- Zapytałem odrobinę zaciekawiony; upijając kolejny łyk alkoholu.
Féu uśmiechnął się drwiąco.
-To tak; jakbym miał żałować zdechłego szczura; któremu sam podłożyłem trutkę- stwierdził z kpiną.
***
-Ona pewnie nie wie; co planujesz- zauważył Féu spokojnie.
-Cóż; nikt nie wie- Wzruszyłem ramionami.
Kolejny raz naszą rozmowę coś przerwało. Tym razem było to pukanie do drzwi. Féu rzucił krótkie zaproszenie.
Do pokoju wszedł chłopak trzymając na rękach nieprzytomną dziewczynę.
Niską; długowłosą szatynkę.
Obaj równocześnie zerwaliśmy się z miejsc.
Féu zaczął po swojemu wypytywać wampira.
-Widocznie szukała ciebie- zawyrokował Féu po chwili, zwracając się do mnie.
-Skąd mogłaby wiedzieć; gdzie jestem?- Zacząłem zdziwiony.
-Dobre pytanie; paniczu- zauważyła Jane podejrzliwie.
-Musimy poczekać aż się obudzi- westchnąłem ciężko.- Cholerne komplikacje, niech to...- prychając z rozdrażnieniem zacząłem chodzić po pokoju.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Tori Miles; Królowa Ogólniaka.
Otwieram oczy i rozglądam się po nieznajomym mi pomieszczeniu. Widzę kobietę ubraną w czerń. Po lewej stronie paska na talii miała przytroczoną pochwę z mieczem. Była wysoka; blada o czerwonych oczach i długich do połowy pleców miodowych lokach upiętych w cudną fryzurę.
Kobieta doszła do drzwi i wyglądając przez nie odezwała się po francusku.
-Wezwij Płomienia- oznajmiła krótko.- Jeśli łowcy dowiedzą się, że ona tu jest będziemy mieli kłopoty.
Wampir skinął głową i ruszył korytarzem.
Powoli usiadłam na łóżku i rozejrzałam się. Pokój miał piękny wystrój- nie nasz, ale bardzo wyjątkowy. I oni..
Na pewno były to wampiry- zbyt piękne i dystyngowane jak na ludzi; o chłodnym; choć mrocznym i urzekającym uroku.
-Jestem- oznajmił od drzwi głos Michaela.
-Gdzie twój Anioł?- Zapytała nieufnie.
-Z twoim panem- Odparł równie chłodno; podchodząc ku mnie. Nie zdążyłam otworzyć ust, by go ostrzec- a Michael trzymał już broń przy gardle wampira.- Lepiej; żebyś uważał; śmieciu- syknął pogardliwie. Dłoń trzymająca miecz nawet nie drgnęła.
Drzwi ponownie się otworzyły. Stał w nich ten wampir. Uprzejmie przepuścił Jane w przejściu i sam wszedł do środka. Chwilę potem wampir; który zaatakował Michaela dostał w twarz.
-Przepraszam za niego; Michaelu Jamesie- powiedział Jean Féu cicho.- Wynoś się; zastanowię się później, co z tobą zrobić; Damén- warknął pogardliwie.
Damén skłonił się krótko i zniknął za drzwiami. Féu wyglądał na nieco zdenerwowanego. Michael powoli umieścił ostrze w lekko wysuniętej zza rękawa bluzy pochwie. Jane stanęła za nim i rzuciła mu do ucha kilka słów. Zielone tęczówki lekko pociemniały, choć twarz była spokojna.
-Rozumiem, Jane- rzucił tylko.
Ruda odsunęła się kłaniając się lekko.
Po chwili zostaliśmy sami, z Michaelem. Zielonooki przysiadł na łóżku.
-Powinnaś być bardziej ostrożna- odezwał się cicho.- Nie chcę odpowiadać przed Vincentem; jeśli tobie, albo dziecku coś się stanie- powiedział cicho trzymając mnie za rękę.
-Robisz to dla Callisto?- Zapytałam cicho; przyglądając mu się.
Michael Tyler; uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
-Skąd wiedziałaś; gdzie jestem?- Odparłem pytaniem.
Tori zamilkła; zastanawiając się, ile może mi powiedzieć.
-Nieważne od kogo i co wiem; Michael. Po prostu widzę, jak bardzo o nią walczysz..- odparła cicho.
-To nie znaczy, że musisz się pakować w jakieś kłopoty; chodząc za mną- odparłem patrząc jej w oczy.
-Co mu obiecałeś?- Zapytała zmartwiona.
-Odpuść; Tori. To; co robię jest moją sprawą- odparłem chłodno.- Jane odprowadzi cię do domu.- Wstałem i poszedłem ku drzwiom.
-Uważaj na siebie; Michael- jej dziwaczne ostrzeżenie sprawiło, że przystanąłem z drżącą dłonią nad klamką drzwi. Powoli opuściłem rękę i odwróciłem się ku Tori.
-Jesteśmy tacy sami; Tori. Oboje chronimy to; co dla nas najważniejsze; więc pozwól mi chronić Ją moimi sposobami- powiedziałem powoli.
Wyskoczyła z tego łóżka i podeszła. Oparła mnie o drzwi i patrząc mi w oczy stwierdziła:
-Popełniasz błąd; myśląc,że Callisto jest aż tak naiwna, żeby dać się wrobić w coś tak obrzydliwego. Poza tym; jeśli przez twoją grę któryś z ekipy Vincenta oberwie; będziesz miał ze mną do czynienia- powiedziała groźnie.
Tori Miles; Królowa Ogólniaka.
Obrócił się i tym razem to ja stałam oparta o drzwi.
-Mnie też ten układ nie jest na rękę; ale takie są "obrzydliwe" prawa wampirów.! Jeśli Callisto nie wypije tej krwi, upadnie i umrze. Nie robię tego dla siebie..- z trudem patrzył mi w oczy.- Nie mogę przestać się zamartwiać; ile czasu jej zostało.. Nie chcę liczyć dni, które dzielą ją od upadku na samo dno.! Nie zniosę, kiedy kolejny raz poprosi mnie; żebym w odpowiedniej chwili musiał ją...- Zacisnął dłoń w pięść i uderzył z wściekłością w drzwi. Powoli się cofnął i opuścił ręce wbijając wzrok w parkiet podłogi.- Nawet nie wiesz; jak bardzo staram się o tym wszystkim nie myśleć... Nie masz pojęcia, jak bardzo się boję; kiedy każdy dzień z Nią może być ostatni...- powiedział rozpaczliwie.
-Kazała ci obiecać; żebyś ją zabił..- Zaczęłam z szeroko otwartymi oczami. Wstrząsnęło mną to. Przyjaźniłam się z Cally od przedszkola i widywałam wielu chłopaków wśród których się obracała; ale nigdy nie zauważyłam, żeby była aż tak zdeterminowana; by poprosić ukochaną osobę o taką rzecz. Postrzegałam Cally jako wyjątkowo ironiczną; chłodną; zabawną i utalentowaną; choć nie cierpiącą nauki i trochę zamkniętą w sobie dziewczynę. Pocieszałam ją jeden jedyny raz- po śmierci Wolfa- tylko wtedy naprawdę się rozkleiła. Po stracie rodziców i tamtej kłótni stała się zimna; nieufna i pełna obojętności. Jej, granicząca z brawurą, odwaga i zdecydowanie, czasem mnie przerażały- dosyć często wydawało mi się, że gra zbyt ostro, niekiedy za dużo tym ryzykując.
-Tamtej nocy; gdy ten wampir.. Link.. Kiedy zmusił ją, żeby mnie unieruchomiła...- zaczęłam cicho.- Zrozumiałam coś...
Michael bardzo powoli podniósł głowę i spojrzał na mnie ostrożnie.
-Co takiego zrozumiałaś; Miles?- Zapytał w końcu.
-Wiele osób źle ją osądza: mają Callisto za wyniosłą; wredną laskę; która ma wszystko gdzieś. Wcale tak nie jest: to naprawdę mądra i bardzo wrażliwa; ale i twarda babka. Mimo tego, że byłyśmy pokłócone i nie traktowałam jej dobrze; rzuciła wszystko i uratowała mi życie. Jeśli dobrze kojarzę: jedno z "praw wampirów" mówi; że wampir taki, jak ona powinien być posłuszny wobec..
-Kodeks Praw Wampirów: paragraf dwudziesty; punkt trzeci mówi: Każdy przemieniony przez Czystokrwistego, bądź Szlachetnego wampira winny jest owemu posłuszeństwo- odezwał się z lewej usypiający głos. Féu szukał czegoś w szufladzie szafki.
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
Zwróciliśmy nań zdziwione spojrzenia, zastanawiając się równocześnie, od kiedy, zupełnie niezauważony, podsłuchuje naszą rozmowę.
-Skąd znasz Prawa Wampirów?- Zapytałem ostrożnie.
-Sam większość z nich odkryłem- wampir wzruszył ramionami.- Co do paragrafu: w przypadku; gdy przemieniony wampir był czystej krwi łowczym: prawo można, tak jakby nagiąć.- wyjaśnił powoli.
-Nagiąć?- Zdziwiliśmy się; podchodząc doń.
Féu pojawił się przy małej biblioteczce i wyciągnął z półki oprawioną w czarną skórę dużą księgę z wytłoczonym na okładce francuskim napisem. Położył ją na biurku i otworzył w trzech czwartych grubości.
-Jest- rzucił wskazując punkt.
-Nie znam francuskiego..- Zauważyłem.
Tori zaczęła czytać.
-Paragraf dwudziesty... Punkt trzeci, podpunkt b: Jeśli przemieniony pochodzi w linii prostej z najstarszych rodów łowczych w/w prawo nie istnieje całkowicie. Jeśli jednak zostałby przemieniony (co zdarza się rzadko, ponieważ łowca takiego statusu z reguły odrzuca krew wampira) jego posłuszeństwo wobec Stwórcy jest niezwykle kruche i niestałe.- Przetłumaczyła wyjątkowo precyzyjnie Tori.- Co znaczy, że "...łowca odrzuca krew wampira"?- Zapytała powoli.
-Podczas przemiany występuje coś takiego; jak wymiana krwi.- Wytłumaczył Féu.- To coś w rodzaju związania ze sobą wampira niższej rangi. W przypadku łowców jest to działanie bezcelowe, ponieważ...- zastanowił się przez chwilę.- Hmm: może przykładowo... Callisto Anabelle Raven pochodzi z dwóch najstarszych rodów łowczych: początki Ravenów to okolice pierwszej połowy XIV-go stulecia; natomiast linia rodu Holy jest jeszcze starsza: datuje się ją na przełom IX- tego i X- tego wieku. W tamtych latach działalność wampirów sprowadzała się głównie do wojen o terytoria klanów. Ogólnie rzecz ujmując: łowcy tacy jak ty i twoja dziewczyna są wyżej w ewolucji: pomiędzy ludźmi, a wampirami.
-Co chcesz przez to powiedzieć?- Zapytałem wolno.
Féu uśmiechnął się ledwie zauważalnie wskazując nam fotele.
-To; że rodowi posiadają większe możliwości; niż zwykli ludzie. Widziałem twoją walkę z Antoinetté i zapewniam cię, że zwykły człowiek byłby martwy, zanim dobyłby jakiejkolwiek broni; nie mówiąc już o walce. Zastanawiające, czyż nie?- Spytał lekko.
-Właściwie nigdy nie myślałem nad tym, jakim cudem odróżniam pijawy od ludzi- zauważyłem zamyślony.- Sądziłem, że tak po prostu jest i tyle. Taki...
-Twardy dysk łowcy wampirów- rzuciła z ironią Tori.
-Dobre porównanie- przytaknął Féu.- Każdy Rodowy uważa to za zwyczajny odruch; ale jest to swego rodzaju moc przypisana tylko łowcom.
-Moc.? To zalatuje wampirami- zauważyłem ostrożnie.
-I może ta chudzinka to jakiś Superman, czy coś..- zakpiła Tori i szturchnęła mnie przyjaźnie. Kopnąłem ją w kostkę sycząc ze złością.
-Może nie Superman; ale coś podobnego.. Moc takich, jak Callisto Anabelle, czy (jak mówisz) "tej chudzinki" sprowadza się głównie do umiejętności walki; odporności na ból i nasze zdolności; oraz szybkości. Wyszkolenie to już osobna kwestia. Pewnie tego nie zauważyłeś, ale jesteś odrobinę szybszy, niż inni ludzie. Wracając do naszej umowy..- przesunął po blacie ku mnie ozdobną zakorkowaną buteleczkę.
-Tylko tyle?- Spytałem, przyglądając mu się podejrzliwie.
-To wystarczy- odparł spokojnie.- Ja pozbędę się kłopotów i ty pozbędziesz się swoich.
-Jeśli spróbujesz mnie wystawić...- zacząłem groźnie.
-Nie jestem głupi; Płomień. Przysługa za przysługę to odpowiednia cena. Zostawię waszym otwarte drzwi..- rzucił nieurażony.
-Mam nadzieję; że nie będę żałował tego interesu- odparłem wstając. Podaliśmy sobie ręce.
-Ona pewnie nie wie; co planujesz- zauważył Féu spokojnie.
-Cóż; nikt nie wie- Wzruszyłem ramionami.
Kolejny raz naszą rozmowę coś przerwało. Tym razem było to pukanie do drzwi. Féu rzucił krótkie zaproszenie.
Do pokoju wszedł chłopak trzymając na rękach nieprzytomną dziewczynę.
Niską; długowłosą szatynkę.
Obaj równocześnie zerwaliśmy się z miejsc.
Féu zaczął po swojemu wypytywać wampira.
-Widocznie szukała ciebie- zawyrokował Féu po chwili, zwracając się do mnie.
-Skąd mogłaby wiedzieć; gdzie jestem?- Zacząłem zdziwiony.
-Dobre pytanie; paniczu- zauważyła Jane podejrzliwie.
-Musimy poczekać aż się obudzi- westchnąłem ciężko.- Cholerne komplikacje, niech to...- prychając z rozdrażnieniem zacząłem chodzić po pokoju.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Tori Miles; Królowa Ogólniaka.
Otwieram oczy i rozglądam się po nieznajomym mi pomieszczeniu. Widzę kobietę ubraną w czerń. Po lewej stronie paska na talii miała przytroczoną pochwę z mieczem. Była wysoka; blada o czerwonych oczach i długich do połowy pleców miodowych lokach upiętych w cudną fryzurę.
Kobieta doszła do drzwi i wyglądając przez nie odezwała się po francusku.
-Wezwij Płomienia- oznajmiła krótko.- Jeśli łowcy dowiedzą się, że ona tu jest będziemy mieli kłopoty.
Wampir skinął głową i ruszył korytarzem.
Powoli usiadłam na łóżku i rozejrzałam się. Pokój miał piękny wystrój- nie nasz, ale bardzo wyjątkowy. I oni..
Na pewno były to wampiry- zbyt piękne i dystyngowane jak na ludzi; o chłodnym; choć mrocznym i urzekającym uroku.
-Jestem- oznajmił od drzwi głos Michaela.
-Gdzie twój Anioł?- Zapytała nieufnie.
-Z twoim panem- Odparł równie chłodno; podchodząc ku mnie. Nie zdążyłam otworzyć ust, by go ostrzec- a Michael trzymał już broń przy gardle wampira.- Lepiej; żebyś uważał; śmieciu- syknął pogardliwie. Dłoń trzymająca miecz nawet nie drgnęła.
Drzwi ponownie się otworzyły. Stał w nich ten wampir. Uprzejmie przepuścił Jane w przejściu i sam wszedł do środka. Chwilę potem wampir; który zaatakował Michaela dostał w twarz.
-Przepraszam za niego; Michaelu Jamesie- powiedział Jean Féu cicho.- Wynoś się; zastanowię się później, co z tobą zrobić; Damén- warknął pogardliwie.
Damén skłonił się krótko i zniknął za drzwiami. Féu wyglądał na nieco zdenerwowanego. Michael powoli umieścił ostrze w lekko wysuniętej zza rękawa bluzy pochwie. Jane stanęła za nim i rzuciła mu do ucha kilka słów. Zielone tęczówki lekko pociemniały, choć twarz była spokojna.
-Rozumiem, Jane- rzucił tylko.
Ruda odsunęła się kłaniając się lekko.
Po chwili zostaliśmy sami, z Michaelem. Zielonooki przysiadł na łóżku.
-Powinnaś być bardziej ostrożna- odezwał się cicho.- Nie chcę odpowiadać przed Vincentem; jeśli tobie, albo dziecku coś się stanie- powiedział cicho trzymając mnie za rękę.
-Robisz to dla Callisto?- Zapytałam cicho; przyglądając mu się.
Michael Tyler; uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
-Skąd wiedziałaś; gdzie jestem?- Odparłem pytaniem.
Tori zamilkła; zastanawiając się, ile może mi powiedzieć.
-Nieważne od kogo i co wiem; Michael. Po prostu widzę, jak bardzo o nią walczysz..- odparła cicho.
-To nie znaczy, że musisz się pakować w jakieś kłopoty; chodząc za mną- odparłem patrząc jej w oczy.
-Co mu obiecałeś?- Zapytała zmartwiona.
-Odpuść; Tori. To; co robię jest moją sprawą- odparłem chłodno.- Jane odprowadzi cię do domu.- Wstałem i poszedłem ku drzwiom.
-Uważaj na siebie; Michael- jej dziwaczne ostrzeżenie sprawiło, że przystanąłem z drżącą dłonią nad klamką drzwi. Powoli opuściłem rękę i odwróciłem się ku Tori.
-Jesteśmy tacy sami; Tori. Oboje chronimy to; co dla nas najważniejsze; więc pozwól mi chronić Ją moimi sposobami- powiedziałem powoli.
Wyskoczyła z tego łóżka i podeszła. Oparła mnie o drzwi i patrząc mi w oczy stwierdziła:
-Popełniasz błąd; myśląc,że Callisto jest aż tak naiwna, żeby dać się wrobić w coś tak obrzydliwego. Poza tym; jeśli przez twoją grę któryś z ekipy Vincenta oberwie; będziesz miał ze mną do czynienia- powiedziała groźnie.
Tori Miles; Królowa Ogólniaka.
Obrócił się i tym razem to ja stałam oparta o drzwi.
-Mnie też ten układ nie jest na rękę; ale takie są "obrzydliwe" prawa wampirów.! Jeśli Callisto nie wypije tej krwi, upadnie i umrze. Nie robię tego dla siebie..- z trudem patrzył mi w oczy.- Nie mogę przestać się zamartwiać; ile czasu jej zostało.. Nie chcę liczyć dni, które dzielą ją od upadku na samo dno.! Nie zniosę, kiedy kolejny raz poprosi mnie; żebym w odpowiedniej chwili musiał ją...- Zacisnął dłoń w pięść i uderzył z wściekłością w drzwi. Powoli się cofnął i opuścił ręce wbijając wzrok w parkiet podłogi.- Nawet nie wiesz; jak bardzo staram się o tym wszystkim nie myśleć... Nie masz pojęcia, jak bardzo się boję; kiedy każdy dzień z Nią może być ostatni...- powiedział rozpaczliwie.
-Kazała ci obiecać; żebyś ją zabił..- Zaczęłam z szeroko otwartymi oczami. Wstrząsnęło mną to. Przyjaźniłam się z Cally od przedszkola i widywałam wielu chłopaków wśród których się obracała; ale nigdy nie zauważyłam, żeby była aż tak zdeterminowana; by poprosić ukochaną osobę o taką rzecz. Postrzegałam Cally jako wyjątkowo ironiczną; chłodną; zabawną i utalentowaną; choć nie cierpiącą nauki i trochę zamkniętą w sobie dziewczynę. Pocieszałam ją jeden jedyny raz- po śmierci Wolfa- tylko wtedy naprawdę się rozkleiła. Po stracie rodziców i tamtej kłótni stała się zimna; nieufna i pełna obojętności. Jej, granicząca z brawurą, odwaga i zdecydowanie, czasem mnie przerażały- dosyć często wydawało mi się, że gra zbyt ostro, niekiedy za dużo tym ryzykując.
-Tamtej nocy; gdy ten wampir.. Link.. Kiedy zmusił ją, żeby mnie unieruchomiła...- zaczęłam cicho.- Zrozumiałam coś...
Michael bardzo powoli podniósł głowę i spojrzał na mnie ostrożnie.
-Co takiego zrozumiałaś; Miles?- Zapytał w końcu.
-Wiele osób źle ją osądza: mają Callisto za wyniosłą; wredną laskę; która ma wszystko gdzieś. Wcale tak nie jest: to naprawdę mądra i bardzo wrażliwa; ale i twarda babka. Mimo tego, że byłyśmy pokłócone i nie traktowałam jej dobrze; rzuciła wszystko i uratowała mi życie. Jeśli dobrze kojarzę: jedno z "praw wampirów" mówi; że wampir taki, jak ona powinien być posłuszny wobec..
-Kodeks Praw Wampirów: paragraf dwudziesty; punkt trzeci mówi: Każdy przemieniony przez Czystokrwistego, bądź Szlachetnego wampira winny jest owemu posłuszeństwo- odezwał się z lewej usypiający głos. Féu szukał czegoś w szufladzie szafki.
Michael Tyler, uczeń drugiej klasy ogólniaka- łowca wampirów...
Zwróciliśmy nań zdziwione spojrzenia, zastanawiając się równocześnie, od kiedy, zupełnie niezauważony, podsłuchuje naszą rozmowę.
-Skąd znasz Prawa Wampirów?- Zapytałem ostrożnie.
-Sam większość z nich odkryłem- wampir wzruszył ramionami.- Co do paragrafu: w przypadku; gdy przemieniony wampir był czystej krwi łowczym: prawo można, tak jakby nagiąć.- wyjaśnił powoli.
-Nagiąć?- Zdziwiliśmy się; podchodząc doń.
Féu pojawił się przy małej biblioteczce i wyciągnął z półki oprawioną w czarną skórę dużą księgę z wytłoczonym na okładce francuskim napisem. Położył ją na biurku i otworzył w trzech czwartych grubości.
-Jest- rzucił wskazując punkt.
-Nie znam francuskiego..- Zauważyłem.
Tori zaczęła czytać.
-Paragraf dwudziesty... Punkt trzeci, podpunkt b: Jeśli przemieniony pochodzi w linii prostej z najstarszych rodów łowczych w/w prawo nie istnieje całkowicie. Jeśli jednak zostałby przemieniony (co zdarza się rzadko, ponieważ łowca takiego statusu z reguły odrzuca krew wampira) jego posłuszeństwo wobec Stwórcy jest niezwykle kruche i niestałe.- Przetłumaczyła wyjątkowo precyzyjnie Tori.- Co znaczy, że "...łowca odrzuca krew wampira"?- Zapytała powoli.
-Podczas przemiany występuje coś takiego; jak wymiana krwi.- Wytłumaczył Féu.- To coś w rodzaju związania ze sobą wampira niższej rangi. W przypadku łowców jest to działanie bezcelowe, ponieważ...- zastanowił się przez chwilę.- Hmm: może przykładowo... Callisto Anabelle Raven pochodzi z dwóch najstarszych rodów łowczych: początki Ravenów to okolice pierwszej połowy XIV-go stulecia; natomiast linia rodu Holy jest jeszcze starsza: datuje się ją na przełom IX- tego i X- tego wieku. W tamtych latach działalność wampirów sprowadzała się głównie do wojen o terytoria klanów. Ogólnie rzecz ujmując: łowcy tacy jak ty i twoja dziewczyna są wyżej w ewolucji: pomiędzy ludźmi, a wampirami.
-Co chcesz przez to powiedzieć?- Zapytałem wolno.
Féu uśmiechnął się ledwie zauważalnie wskazując nam fotele.
-To; że rodowi posiadają większe możliwości; niż zwykli ludzie. Widziałem twoją walkę z Antoinetté i zapewniam cię, że zwykły człowiek byłby martwy, zanim dobyłby jakiejkolwiek broni; nie mówiąc już o walce. Zastanawiające, czyż nie?- Spytał lekko.
-Właściwie nigdy nie myślałem nad tym, jakim cudem odróżniam pijawy od ludzi- zauważyłem zamyślony.- Sądziłem, że tak po prostu jest i tyle. Taki...
-Twardy dysk łowcy wampirów- rzuciła z ironią Tori.
-Dobre porównanie- przytaknął Féu.- Każdy Rodowy uważa to za zwyczajny odruch; ale jest to swego rodzaju moc przypisana tylko łowcom.
-Moc.? To zalatuje wampirami- zauważyłem ostrożnie.
-I może ta chudzinka to jakiś Superman, czy coś..- zakpiła Tori i szturchnęła mnie przyjaźnie. Kopnąłem ją w kostkę sycząc ze złością.
-Może nie Superman; ale coś podobnego.. Moc takich, jak Callisto Anabelle, czy (jak mówisz) "tej chudzinki" sprowadza się głównie do umiejętności walki; odporności na ból i nasze zdolności; oraz szybkości. Wyszkolenie to już osobna kwestia. Pewnie tego nie zauważyłeś, ale jesteś odrobinę szybszy, niż inni ludzie. Wracając do naszej umowy..- przesunął po blacie ku mnie ozdobną zakorkowaną buteleczkę.
-Tylko tyle?- Spytałem, przyglądając mu się podejrzliwie.
-To wystarczy- odparł spokojnie.- Ja pozbędę się kłopotów i ty pozbędziesz się swoich.
-Jeśli spróbujesz mnie wystawić...- zacząłem groźnie.
-Nie jestem głupi; Płomień. Przysługa za przysługę to odpowiednia cena. Zostawię waszym otwarte drzwi..- rzucił nieurażony.
-Mam nadzieję; że nie będę żałował tego interesu- odparłem wstając. Podaliśmy sobie ręce.
Jane dołączyła do nas w korytarzu.
Wampir odprowadził nas do wyjścia z posiadłości.
-Jeśli naprawdę poświęciłbyś dla niej tyle, ile mówiłeś szkoda byłoby to zniszczyć. Obyście byli szczęśliwym małżeństwem- powiedział na pożegnanie.- A tobie; młoda damo...- zwrócił się uprzejmie do Tori i szepnął jej coś na ucho.
Wampir odprowadził nas do wyjścia z posiadłości.
-Jeśli naprawdę poświęciłbyś dla niej tyle, ile mówiłeś szkoda byłoby to zniszczyć. Obyście byli szczęśliwym małżeństwem- powiedział na pożegnanie.- A tobie; młoda damo...- zwrócił się uprzejmie do Tori i szepnął jej coś na ucho.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz