poniedziałek, 22 stycznia 2018

Hunter Shadow of Life Rozdział IV: Zlecenie ~Łowczyni

-Chyba zdajesz sobie sprawę, że to może być trudne dla obu stron..- Mistrz zwracając się do Michaela wwiercał się wzrokiem we mnie.
Uciekłam oczami gdzieś na bok. To wspomnienie…
Była nauczycielką w podstawówce i opiekowała się dziećmi; które często czekały na zapracowanych rodziców. Było nas takich może z pięciu…
Często się zdarzało, że mistrz odbierał mnie ze szkoły.
Nauczycielka była miłą, młodą kobietą. Zaraz po studiach; ale…
Do czasu. Ugryzł ją czystej krwi wampir. Przy nas wpadła w szał…
Na to wpadł mistrz. Odepchnął mnie; która chciała bronić niewinną kobietę; lecz ona…
Zaatakowała.
Pozbawiła go oka. Bez wahania przeładował strzelbę i ją zastrzelił…
-Przyszedłem tutaj w innym celu. Pewnie się domyślasz, młoda?- Jego ton był chłodny i opanowany. Wyciągnął z kieszeni szarą kopertę i przesunął po blacie ławy ku mnie.
Spojrzałam na list ze Stowarzyszenia. Potem na niego.
Michael przyglądał mi się niepewnie.
-Że też nie dadzą ci w spokoju przeżyć żałoby..- westchnął z jawną niechęcią.
-Nie szkodzi…- wolnym ruchem sięgnęłam po kopertę i otworzyłam ją.- Taka praca. Chcą sprawdzić, czy nie wylamałam się z rodu…- Wyciągnęłam kartkę.
Zlecenie nr. 1369/17 kod nr. 90-06
Dotyczące:
Wampir: poziom D
Postawiony w stan likwidacji pod zarzutem wielokrotnego mordu.
(Zdjęcie poszukiwanego przedstawiało: blondyna z brązowymi oczami, na oko w wieku od dwudziestu do, najwyżej, trzydziestukilku lat.)
-Mam go sprzątnąć.. Przynajmniej raz Zrzeszenie na coś się przydaje..- zauważyłam powoli.
Michael poruszył się. Nim zdążyłam uciec objął mnie ramionami, żebym nie mogła mu się wyrwać, mówiąc:
-Nie.
Jego protest wprawił w zdumienie nie tylko mnie i mistrza; ale stojącego niedaleko mojego ojca chrzestnego, który odwrócił się od okna i wbił w chłopaka piwne oczy.
- Puść mnie. To moja praca, Michael. Muszę to zrobić.- Powiedziałam.
-Nie pozwolę ci…- zaczął protestująco.
Znieruchomiałam w jego ramionach i spojrzałam na niego zdziwiona.
Przytłumione bicie jego serca…
Odbijające się echem pod moimi żebrami…
Znacie to uczucie? Wyobraźcie sobie, że jesteście na koncercie i stoicie pod kolumnami nagłaśniającymi podczas; gdy zespół daje czadu…
Czuję teraz to samo. Tylko bardziej zwielokrotnione. I nawet bolesne… 

-Michael… To boli… Puść…- zaczęłam z trudem.
Pole widzenia zamgliło się, jakbym patrzyła przez przydymioną szybę. Żyły zaczęły palić…
Jest tak blisko…
Zamknij się…!
Tuż obok mnie…
Zamknij się, wampirze…!
Bicie tego serca…
Ucisz sie, cholerna pijawo!
…jest tylko Moje..
Stul ten cholerny pysk…!
Nienawidzę cię…!
Odzyskuję kontrolę…
Jestem tak bardzo zmęczona…
Czas przestać uciekać. Czas zaufać komuś, kto pomoże wszystko wyprostować…- czasem mój wewnętrzny głos łowcy wampirów potrafi mówić z sensem…
W jego ramionach zapadam w sen…
Godzinę później.
Zeszłam po schodach na dół. Dzień jeszcze nie minął; a ja czułam się ogromnie zmęczona.
Michael siedział w salonie, rozmawiając z moim wujkiem.
To prawda. Odczuwałam tę więź; o której mówił mój mistrz. Jednak wydawało mi się to tak dziwaczne i niepojęte, że podchodziłam do tego bardzo ostrożnie.
Ostrożnie…
spoglądam na Michaela.
Wychodząc, powoli…
czuję straszną tęsknotę, jakbym miała…
Nigdy.
Więcej.
Go.
Nie.
Zobaczyć.
A jednocześnie nie chciałam go przy sobie. Nie potrzebowałam kolejnej osoby plączącej mi się pod nogami i próbującej odwieść mnie od mojego celu.
Nikomu nie ufać.
Do nikogo się nie przywiązywać.
To przynosi tylko niepotrzebne cierpienie.
Lecz, kiedy tylko przypomnę sobie jego głos… Ten wampir we mnie, krzyczy ze szczęścia jego imię.
Michael…
-Zamknij się; głupia pijawo…- mruknęłam zamykając cicho drzwi
Usiadłam na schodach wejściowych i patrzyłam na zachód słońca.- Tylko czekasz, żeby wyleźć; co?- mruknęłam do swoich myśli.
-Callisto, zejdź tutaj do nas!- Rzucił wujek Luca.
Weszłam spowrotem do domu i stojąc za nim rzuciłam:
-Jestem…
-Cally!- wujek Luca aż podskoczył słysząc mój głos za sobą.
-Och, przepraszam…- przewróciłam oczami.
Weszłam przed nim do salonu i zamiast skierować się na fotel w rogu pokoju (moje ulubione miejsce w tym domu), nogi same doprowadziły mnie do kanapy, gdzie siedział Michael. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się smutno, gdy zdezorientowana usiadłam obok.
-Jeśli te ataki zdarzają się przeze mnie… Nie będę się zbliżał- odpowiedział na pytanie jednookiego.
Zaczęłam oddychać, żeby się uspokoić.
Poczułam jego dłoń na mojej. Michael patrzył na mnie, gdy splotłam nasze palce.
-Callisto…- zaczął niepewnie Michael.
-Jestem…- odpowiedziałam uspokajająco.
Jego dotyk mnie wyciszał. Głosu mogłabym słuchać godzinami- mógł mówić o byle czym; byle mówił. Nie chciałam stracić go z oczu.
Równocześnie jednak walczyłam z moją wampirzą stroną, nie chcąc pozwolić jej dojść do głosu; ale im bardziej próbowałam; tym głośniej ona manifestowała, że tak łatwo się jej nie pozbędę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz