Dni mijały spokojnie…
Ósmy dzień treningu.
-Szybciej, Tyler. Wampir nie poczeka- Warknął mistrz, obserwując przekładającego ręce na szczeblach wiszącej drabinki zielonookiego.
Ósmy dzień treningu.
-Szybciej, Tyler. Wampir nie poczeka- Warknął mistrz, obserwując przekładającego ręce na szczeblach wiszącej drabinki zielonookiego.
Michael przeskoczył murek i znowu wskoczył na drabinkę.
-Potrzeba mu motywacji, młoda..- rzucił mistrz obserwując podciągającego się z trudem chłopaka.
-Mistrzu; ty chyba nie myślisz..- zaczęłam powoli.
-Tak właśnie myślę- rzuca mistrz z ironicznym grymasem, obracając w ręku plastikową pałkę.
-Odmawiam, Mistrzu…- zaczęłam z przerażeniem.
-Mam sam go zmotywować?- Rzucił mi chłodne spojrzenie.- Zapomniałaś o przysiędze?
Wolałabym nie.
Mistrz stosuje dość wyczerpującee metody nauki zawodu łowcy.
I ten szantaż..
Spojrzałam nań spode łba i wzięłam od niego pałkę, mrucząc pod nosem.
-Potrzeba mu motywacji, młoda..- rzucił mistrz obserwując podciągającego się z trudem chłopaka.
-Mistrzu; ty chyba nie myślisz..- zaczęłam powoli.
-Tak właśnie myślę- rzuca mistrz z ironicznym grymasem, obracając w ręku plastikową pałkę.
-Odmawiam, Mistrzu…- zaczęłam z przerażeniem.
-Mam sam go zmotywować?- Rzucił mi chłodne spojrzenie.- Zapomniałaś o przysiędze?
Wolałabym nie.
Mistrz stosuje dość wyczerpującee metody nauki zawodu łowcy.
I ten szantaż..
Spojrzałam nań spode łba i wzięłam od niego pałkę, mrucząc pod nosem.
Zamachnęłam się pałką.
-Szybciej, Michael- syknęłam.
Starałam się ukryć drżenie dłoni ściskającej pałkę.
-Szybciej, Michael- syknęłam.
Starałam się ukryć drżenie dłoni ściskającej pałkę.
Nie zrobisz mu krzywdy
Jesteś taka sama, jak ja, Cally..
Nie zaprzeczaj..
Zamknij się, wampirze. Nie robię tego dla satysfakcji…
Jesteś taka sama, jak ja, Cally..
Nie zaprzeczaj..
Zamknij się, wampirze. Nie robię tego dla satysfakcji…
Przyłożyłam mu pałką. Michael podciągnął się wyżej.
-Nie cackaj się; Callisto- warknął Mistrz.
-Wiem, że nie masz sił; ale zrób to.. Dla siebie…- odezwałam się cicho.
-Robię to… Tylko… Dla nas…- wysapał Michael podciągając się wyżej.
-Nadal chcesz zostać łowcą wampirów?- Zapytałam nie kryjąc niechęci. Przyłożyłam mu pałą.
-Nie cackaj się; Callisto- warknął Mistrz.
-Wiem, że nie masz sił; ale zrób to.. Dla siebie…- odezwałam się cicho.
-Robię to… Tylko… Dla nas…- wysapał Michael podciągając się wyżej.
-Nadal chcesz zostać łowcą wampirów?- Zapytałam nie kryjąc niechęci. Przyłożyłam mu pałą.
Chwila.. Co on przed chwilą powiedział..?!
-Nie odpuszczę sobie… Wal mocniej; jakoś to zniosę- odparł nadal wykonując ćwiczenie.
-Dziwnie się zachowujesz, Michael.- Znowu mu przyłożyłam.- Jakbyś coś przede mną ukrywał..
-Porozmawiamy o tym. Jeszcze dzisiaj- wydyszał z trudem.
-Koniec!- Rzucił Morgenstern.
Michael zwisł z drabinki i sekundę później spadł na piasek. Wstał powoli.
-On chyba chce się mnie pozbyć.. Żebym nie skończył tego cholernego treningu- mruknął wskazując ruchem głowy Mistrza.
-Mylisz się. Jak zostaniesz łowcą, to zobaczysz..- mruknęłam.
-Słyszałem to; Michaelu Tyler i zapewniam cię, że się mylisz- odparł Mistrz chłodno.
-Nie mówiłam?- Zapytałam z ironią.
-Ty nie dostawałaś pałą- zrzędził zielonooki.
-Też dostawała; tylko że rurą- Mistrz wzruszył ramionami; oświecając chłopaka.
-Że co, przepraszam??- Zdumiał się Michael.
-To, co słyszałeś. Mistrz połamał na mnie trzy takie kije- wzruszyłam ramionami.- Jako łowca byłam już twarda, ale jako pijawa jestem jak…
-Beton..- podsunął Mistrz i oboje buchnęliśmy rechotem, a Michael gapił się na nas dziwnie.
***
-Dziwnie się zachowujesz, Michael.- Znowu mu przyłożyłam.- Jakbyś coś przede mną ukrywał..
-Porozmawiamy o tym. Jeszcze dzisiaj- wydyszał z trudem.
-Koniec!- Rzucił Morgenstern.
Michael zwisł z drabinki i sekundę później spadł na piasek. Wstał powoli.
-On chyba chce się mnie pozbyć.. Żebym nie skończył tego cholernego treningu- mruknął wskazując ruchem głowy Mistrza.
-Mylisz się. Jak zostaniesz łowcą, to zobaczysz..- mruknęłam.
-Słyszałem to; Michaelu Tyler i zapewniam cię, że się mylisz- odparł Mistrz chłodno.
-Nie mówiłam?- Zapytałam z ironią.
-Ty nie dostawałaś pałą- zrzędził zielonooki.
-Też dostawała; tylko że rurą- Mistrz wzruszył ramionami; oświecając chłopaka.
-Że co, przepraszam??- Zdumiał się Michael.
-To, co słyszałeś. Mistrz połamał na mnie trzy takie kije- wzruszyłam ramionami.- Jako łowca byłam już twarda, ale jako pijawa jestem jak…
-Beton..- podsunął Mistrz i oboje buchnęliśmy rechotem, a Michael gapił się na nas dziwnie.
***
-Naprawdę dostawałaś rurą?- Zapytał Michael, gdy jechaliśmy rowerami do domu.
-Pewnie, że tak. Zobaczysz, że będzie coraz trudniej- odparłam jadąc bez trzymanki, grzebałam w kieszeniach szukając małego pudełeczka. Było na miejscu, na szczęście. Złapałam kierownicę roweru.- Spod jego treningu wychodzą tylko najlepsi łowcy, więc musisz się bardziej postarać- pokazałam mu język.
-Będę- szturchnął mnie lekko i uśmiechnął się.
-Po co to robisz?- Zapytałam nagle poważnie, obserwując go z boku.
Michael zamilkł na dłuższą chwilę. Rozglądał się po drodze.
-Może to zabrzmi głupio; ale…- zaczął powoli, ostrożnie dobierając słowa.
-Często mówisz najgłupsze rzeczy pod słońcem..- uśmiechnęłam się i kopnęłam go w kostkę.
-To poważna sprawa, Callisto..- przerwał mi nagle, spoglądając na zegarek.
-Czy to wiąże się z tym, co przede mną ukrywasz?- Pytam wprost.
Michael skinął głową z wahaniem. Znów zapanowało między nami milczenie. Michael puścił kierownicę i przeciągnął się.
-Jeszcze parę lat temu słysząc o wampirach zacząłbym się śmiać; ale przeżyłem coś podobnego, jak ty..- urwał nagle i popatrzył na mnie ostrożnie. Skinełam głową, by mówił dalej.- Z tym tylko wyjątkiem, że straciłem starszego brata…
Zrównałam się z nim i wzięłam go za rękę.
-Głównie dlatego chcę być łowcą wampirów. To było straszne… I…- Michael skrzywił się, patrząc przed siebie.
-I..?- Ścisnęłam mocniej jego palce.
-To był ten sam wampir- powiedział cicho.- To był On.
Spojrzałam nań ostro.
-Jak to ten sam..?- Zapytałam oszołomiona.
-Ten sam, który prześladuje cię w koszmarach- odpowiedział ponuro.
-Skąd wiesz o koszmarach?- Pytam zaskoczona.
-Śnimy to samo. Dziwne, co?- Pyta nieco zaniepokojony. Zamyśliłam się.- Callisto. Hej, Callisto..- rzucił z troską.
Mam kolejny powód by jeszcze bardziej nienawidzić tego wampira; a jednak odnoszę dziwne wrażenie; jakby ON chciał celowo spleść nasze losy- moje i Michaela- być może żeby zniszczyć nas oboje.
-Hej, wszystko gra..?- Zapytał naprawdę zmartwiony.
Wybudziłam się z rozmyślań.
-Taak, nic mi nie jest..- westchnęłam ze zmęczeniem.
Michael splótł nasze dłonie i spojrzał na mnie smutno.
-Nie chce ci się pić?- Pyta z troską.
-Nie chcę zrobić ci…
-Nie chrzań- Przerwał mi niechętnie.- Mówiłem ci, że będę cię karmić i, że możesz brać ile tylko potrzebujesz…
-Nie chcę zrobić czegoś, czego będę później żałować..- odezwałam się ponuro.
Przyciągnął mój rower do siebie i objął mnie ramieniem.
-Ja nie żałuję żadnego dnia z tobą- powiedział szczerze, A mnie ogarnęło zakłopotanie.
Resztę drogi przebyliśmy w milczeniu.
-Pewnie, że tak. Zobaczysz, że będzie coraz trudniej- odparłam jadąc bez trzymanki, grzebałam w kieszeniach szukając małego pudełeczka. Było na miejscu, na szczęście. Złapałam kierownicę roweru.- Spod jego treningu wychodzą tylko najlepsi łowcy, więc musisz się bardziej postarać- pokazałam mu język.
-Będę- szturchnął mnie lekko i uśmiechnął się.
-Po co to robisz?- Zapytałam nagle poważnie, obserwując go z boku.
Michael zamilkł na dłuższą chwilę. Rozglądał się po drodze.
-Może to zabrzmi głupio; ale…- zaczął powoli, ostrożnie dobierając słowa.
-Często mówisz najgłupsze rzeczy pod słońcem..- uśmiechnęłam się i kopnęłam go w kostkę.
-To poważna sprawa, Callisto..- przerwał mi nagle, spoglądając na zegarek.
-Czy to wiąże się z tym, co przede mną ukrywasz?- Pytam wprost.
Michael skinął głową z wahaniem. Znów zapanowało między nami milczenie. Michael puścił kierownicę i przeciągnął się.
-Jeszcze parę lat temu słysząc o wampirach zacząłbym się śmiać; ale przeżyłem coś podobnego, jak ty..- urwał nagle i popatrzył na mnie ostrożnie. Skinełam głową, by mówił dalej.- Z tym tylko wyjątkiem, że straciłem starszego brata…
Zrównałam się z nim i wzięłam go za rękę.
-Głównie dlatego chcę być łowcą wampirów. To było straszne… I…- Michael skrzywił się, patrząc przed siebie.
-I..?- Ścisnęłam mocniej jego palce.
-To był ten sam wampir- powiedział cicho.- To był On.
Spojrzałam nań ostro.
-Jak to ten sam..?- Zapytałam oszołomiona.
-Ten sam, który prześladuje cię w koszmarach- odpowiedział ponuro.
-Skąd wiesz o koszmarach?- Pytam zaskoczona.
-Śnimy to samo. Dziwne, co?- Pyta nieco zaniepokojony. Zamyśliłam się.- Callisto. Hej, Callisto..- rzucił z troską.
Mam kolejny powód by jeszcze bardziej nienawidzić tego wampira; a jednak odnoszę dziwne wrażenie; jakby ON chciał celowo spleść nasze losy- moje i Michaela- być może żeby zniszczyć nas oboje.
-Hej, wszystko gra..?- Zapytał naprawdę zmartwiony.
Wybudziłam się z rozmyślań.
-Taak, nic mi nie jest..- westchnęłam ze zmęczeniem.
Michael splótł nasze dłonie i spojrzał na mnie smutno.
-Nie chce ci się pić?- Pyta z troską.
-Nie chcę zrobić ci…
-Nie chrzań- Przerwał mi niechętnie.- Mówiłem ci, że będę cię karmić i, że możesz brać ile tylko potrzebujesz…
-Nie chcę zrobić czegoś, czego będę później żałować..- odezwałam się ponuro.
Przyciągnął mój rower do siebie i objął mnie ramieniem.
-Ja nie żałuję żadnego dnia z tobą- powiedział szczerze, A mnie ogarnęło zakłopotanie.
Resztę drogi przebyliśmy w milczeniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz