Tydzień później..
Budzik dzwoni jak oszalały; sięgam dłonią do szafki nocnej i spotykam ciepłą dłoń Michaela.
Wszystko wróciło do w miarę normalnego porządku, poza jednym szczegółem…
Michael nie zamierzał zrezygnować z zamiaru zostania łowcą wampirów; co więcej- złożył już stosowne dokumenty w Stowarzyszeniu i liczył na ich pozytywne rozpatrzenie.
Niespecjalnie się z tego powodu ucieszyłam; bardziej uważałam jego pomysł za głupi.
-Dobrze spałaś?- Zapytał nieśmiało, starając się nie wyprowadzić mnie z równowagi. Po naszej wczorajszej kłótni relacje między nami były trochę napięte.
-W miarę..- odparłam niechętnie, wygrzebując się z pościeli.
-Nadal jesteś zła, że chcę zostać łowcą- zauważył ostrożnie.
Zapinając guziki koszulowej bluzki, odpowiadam:
-Po prostu jestem temu przeciwna- wzruszyłam ramionami.
-Właściwie nie bardzo wiem, dlaczego..- zaczął.
-Och, doprawdy?- Zapytałam jadowicie, zakładając czarne podkolanówki.- A jeśli się stoczę i będziesz miał rozkaz mnie zabić? Będziesz musiał go wykonać, co wtedy zrobisz?
Michael siada obok mnie, milczy zaciskając zęby.
-Wtedy Stowarzyszenie przestanie się dla mnie liczyć- odzywa się poirytowany.- Zrobię tylko to, co ty zechcesz; Callisto- Zza szkieł okularów zielone oczy patrzą w okno.
Wstał i zaczął zaciągać krawat trzymając w ustach spinkę ze szkolnym godłem.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć; więc milczałam. Ruszyłam do łazienki.
Wszystko wróciło do w miarę normalnego porządku, poza jednym szczegółem…
Michael nie zamierzał zrezygnować z zamiaru zostania łowcą wampirów; co więcej- złożył już stosowne dokumenty w Stowarzyszeniu i liczył na ich pozytywne rozpatrzenie.
Niespecjalnie się z tego powodu ucieszyłam; bardziej uważałam jego pomysł za głupi.
-Dobrze spałaś?- Zapytał nieśmiało, starając się nie wyprowadzić mnie z równowagi. Po naszej wczorajszej kłótni relacje między nami były trochę napięte.
-W miarę..- odparłam niechętnie, wygrzebując się z pościeli.
-Nadal jesteś zła, że chcę zostać łowcą- zauważył ostrożnie.
Zapinając guziki koszulowej bluzki, odpowiadam:
-Po prostu jestem temu przeciwna- wzruszyłam ramionami.
-Właściwie nie bardzo wiem, dlaczego..- zaczął.
-Och, doprawdy?- Zapytałam jadowicie, zakładając czarne podkolanówki.- A jeśli się stoczę i będziesz miał rozkaz mnie zabić? Będziesz musiał go wykonać, co wtedy zrobisz?
Michael siada obok mnie, milczy zaciskając zęby.
-Wtedy Stowarzyszenie przestanie się dla mnie liczyć- odzywa się poirytowany.- Zrobię tylko to, co ty zechcesz; Callisto- Zza szkieł okularów zielone oczy patrzą w okno.
Wstał i zaczął zaciągać krawat trzymając w ustach spinkę ze szkolnym godłem.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć; więc milczałam. Ruszyłam do łazienki.
Wpatrywałam się ponuro w swoje odbicie w lustrze nad umywalką. To było nie fair z jego strony. Nie chciałam, żeby musiał cierpieć; jeśli naprawdę będzie zmuszony mnie załatwić.
Nie powinien odpowiadać mi w ten sposób. Ta szczerość może go kiedyś zniszczyć; jeśli będzie musiał postąpić wbrew sobie.
Uderzyłam otwartą dłonią w umywalkę patrząc w taflę lustra. Niech to wszystko szlag.! Niech cię diabli; siostro.! Niech was oboje piekło pochłonie: ciebie i tego sukinsyna..!
Spinam włosy czarną klamrą, przemywając twarz w lodowatej wodzie zmywam z siebie resztki snu i z całych sił staram się nie myśleć o mojej niepewnej przyszłości.
***
-Cśś! Idzie zakochana para.!- Słyszę teatralny szept z ust Tori Miles.
Mijam ją; odpowiadając Michaelowi, który uśmiecha się krzywo do niskiej szatynki.
-Właściwie nie wiem, po co ci aż trzy języki..- rzuca nagle ze śmiechem Michael.
-Raczej nie po to; by dogadać się z głupią krową- Rzucam rechocząc, strzelam wymownie oczami w stronę Tori, która gotuje się ze złości patrząc za nami.
-Co do krowy; całkowicie się z tym zgodzę- odpowiada starając się brzmieć wyniośle.
-Jak nazwałeś moją dziewczynę?!- Warknął Rodriguez zbliżając się w naszą stronę. Szarpnął Michaela za ramię. Zielonooki odwrócił się i uniknął ciosu.
-Uuu, zaraz będzie dym…- rzuca jakiś pierwszoklasista.
-Odpuść idiocie, Michael.. Pokaż, że masz o połowę więcej mózgu, niż on- rzuciłam szeptem.
Rodriguez rzucił się w moją stronę. Michael złapał go za przedramię i rzucił nim w murek.
-Nigdy więcej nie wyskakuj do niej z łapami, szmaciarzu- warknął, odchodzimy w kierunku podwójnych drzwi budynku szkoły.
-Tyler, uważaj!- Rzuca ten sam chłopak z grupy pierwszoklasistów.
Michael nagle znika, siła rozpędu rzuca Rodriguezem, który przefroterował kostkę brukową.
-Za chudy w uszach jesteś, palancie- rzucił Michael, żeby jeszcze bardziej pokazać swoją wyższość..- Chodźmy; Callisto..
Faceci są czasem naprawdę dziwni...
Nie powinien odpowiadać mi w ten sposób. Ta szczerość może go kiedyś zniszczyć; jeśli będzie musiał postąpić wbrew sobie.
Uderzyłam otwartą dłonią w umywalkę patrząc w taflę lustra. Niech to wszystko szlag.! Niech cię diabli; siostro.! Niech was oboje piekło pochłonie: ciebie i tego sukinsyna..!
Spinam włosy czarną klamrą, przemywając twarz w lodowatej wodzie zmywam z siebie resztki snu i z całych sił staram się nie myśleć o mojej niepewnej przyszłości.
***
-Cśś! Idzie zakochana para.!- Słyszę teatralny szept z ust Tori Miles.
Mijam ją; odpowiadając Michaelowi, który uśmiecha się krzywo do niskiej szatynki.
-Właściwie nie wiem, po co ci aż trzy języki..- rzuca nagle ze śmiechem Michael.
-Raczej nie po to; by dogadać się z głupią krową- Rzucam rechocząc, strzelam wymownie oczami w stronę Tori, która gotuje się ze złości patrząc za nami.
-Co do krowy; całkowicie się z tym zgodzę- odpowiada starając się brzmieć wyniośle.
-Jak nazwałeś moją dziewczynę?!- Warknął Rodriguez zbliżając się w naszą stronę. Szarpnął Michaela za ramię. Zielonooki odwrócił się i uniknął ciosu.
-Uuu, zaraz będzie dym…- rzuca jakiś pierwszoklasista.
-Odpuść idiocie, Michael.. Pokaż, że masz o połowę więcej mózgu, niż on- rzuciłam szeptem.
Rodriguez rzucił się w moją stronę. Michael złapał go za przedramię i rzucił nim w murek.
-Nigdy więcej nie wyskakuj do niej z łapami, szmaciarzu- warknął, odchodzimy w kierunku podwójnych drzwi budynku szkoły.
-Tyler, uważaj!- Rzuca ten sam chłopak z grupy pierwszoklasistów.
Michael nagle znika, siła rozpędu rzuca Rodriguezem, który przefroterował kostkę brukową.
-Za chudy w uszach jesteś, palancie- rzucił Michael, żeby jeszcze bardziej pokazać swoją wyższość..- Chodźmy; Callisto..
Faceci są czasem naprawdę dziwni...
Lekcja trzecia koszmar każdego licealisty- historia.
Siadamy celowo w tylnej ławce, żeby uniknąć odpytywania- zresztą Delacroix szczególnie nienawidzi leni, którzy nie starają się zaliczyć semestru na ocenę wyższą niż dwójka. Byłam szczęściarą; bo Michael podciągnął mnie na czwórkę i Delacroix dał mi wreszcie święty spokój..
-Raven, zapraszam panią- rzuca w tej samej chwili nauczyciel.
…albo szczerze liczyłam; że da mi wreszcie święty spokój; cholera jasna..
-Pamiętaj; zachować spokój… Wierzę w ciebie; Callisto- rzuca Michael, ściskając z otuchą moją dłoń.
-Ale pociecha; nie ma co..- mruczę kwaśno, idąc w stronę biurka; gdzie siedzi siwowłosy Francuz. Kładę zeszyt na blacie..
Nim nauczyciel nastaje na moją nędzną średnią, rozlega się delikatne pukanie do drzwi sali.
-Proszę- rzuca uprzejmie, lecz nieco niecierpliwie Delacroix.
Otwierają się drzwi, do sali wchodzi Angello. Podchodzi do biurka, przekazując mi niepostrzeżenie szarą kopertę- chowam ją do wewnętrznej kieszeni żakietu mundurka. Zamienia z nauczycielem kilka słów, reszta klasy patrzy w niego, jak sroka w gnat. Delacroix skinął głową i rzucił:
-Tyler, proszę na słówko…- rzuca krótko nauczyciel.
Chwila rozmowy.
-Nie będę przeszkadzał w edukacji młodzieży- rzucił Angello uprzejmie.- Michael, musimy coś omówić- rzuca prowadząc zielonookiego do drzwi klasy.
Cicho zamykają się drzwi, a na moją średnią ocen zbliża się coś w rodzaju „sądu ostatecznego”.
***
-Czego chciał od ciebie Angello?- Rzucam, gdy wychodzimy z sali historii.
Michael wbija wzrok w zeszyt od chemii idąc.
-Chciał, żebyśmy stawili się w Stowarzyszeniu, zaraz po szkole. Podobno to jakaś ważna sprawa- odpowiedział powoli.
-Który dzisiaj mamy?- Pytam mimowolnie.
-Czternasty, a co?- Rzucił widząc moją minę.
-Nie, nic takiego- odparłam przeciągając się.- Pewnie chodzi o trening.
-Szczerze mówiąc byłoby super, gdyby Morgenstern zgodził się mnie uczyć.. Co jest?- Spytał widząc moją dziwaczną minę.
-Prędzej byś go znienawidził. Mistrz jest… Dość wymagającą osobą- skwitowałam z ironią.
-Jak wymagającą?- Zapytał z zaciekawieniem.
-Wolałabym nie uprzedzać faktów- rzuciłam uśmiechając się drapieżnie.
Siadamy celowo w tylnej ławce, żeby uniknąć odpytywania- zresztą Delacroix szczególnie nienawidzi leni, którzy nie starają się zaliczyć semestru na ocenę wyższą niż dwójka. Byłam szczęściarą; bo Michael podciągnął mnie na czwórkę i Delacroix dał mi wreszcie święty spokój..
-Raven, zapraszam panią- rzuca w tej samej chwili nauczyciel.
…albo szczerze liczyłam; że da mi wreszcie święty spokój; cholera jasna..
-Pamiętaj; zachować spokój… Wierzę w ciebie; Callisto- rzuca Michael, ściskając z otuchą moją dłoń.
-Ale pociecha; nie ma co..- mruczę kwaśno, idąc w stronę biurka; gdzie siedzi siwowłosy Francuz. Kładę zeszyt na blacie..
Nim nauczyciel nastaje na moją nędzną średnią, rozlega się delikatne pukanie do drzwi sali.
-Proszę- rzuca uprzejmie, lecz nieco niecierpliwie Delacroix.
Otwierają się drzwi, do sali wchodzi Angello. Podchodzi do biurka, przekazując mi niepostrzeżenie szarą kopertę- chowam ją do wewnętrznej kieszeni żakietu mundurka. Zamienia z nauczycielem kilka słów, reszta klasy patrzy w niego, jak sroka w gnat. Delacroix skinął głową i rzucił:
-Tyler, proszę na słówko…- rzuca krótko nauczyciel.
Chwila rozmowy.
-Nie będę przeszkadzał w edukacji młodzieży- rzucił Angello uprzejmie.- Michael, musimy coś omówić- rzuca prowadząc zielonookiego do drzwi klasy.
Cicho zamykają się drzwi, a na moją średnią ocen zbliża się coś w rodzaju „sądu ostatecznego”.
***
-Czego chciał od ciebie Angello?- Rzucam, gdy wychodzimy z sali historii.
Michael wbija wzrok w zeszyt od chemii idąc.
-Chciał, żebyśmy stawili się w Stowarzyszeniu, zaraz po szkole. Podobno to jakaś ważna sprawa- odpowiedział powoli.
-Który dzisiaj mamy?- Pytam mimowolnie.
-Czternasty, a co?- Rzucił widząc moją minę.
-Nie, nic takiego- odparłam przeciągając się.- Pewnie chodzi o trening.
-Szczerze mówiąc byłoby super, gdyby Morgenstern zgodził się mnie uczyć.. Co jest?- Spytał widząc moją dziwaczną minę.
-Prędzej byś go znienawidził. Mistrz jest… Dość wymagającą osobą- skwitowałam z ironią.
-Jak wymagającą?- Zapytał z zaciekawieniem.
-Wolałabym nie uprzedzać faktów- rzuciłam uśmiechając się drapieżnie.
Jeszcze przeklniesz te treningi- pomyślałam z satysfakcją.- Rzucisz to wszystko w cholerę, zobaczysz..
Wtedy nie byłam, jeszcze świadoma, jak bardzo się mylę…
***
Wychodzimy ze szkoły wprost w wietrzne popołudnie. Po chmurach widać, ze zaraz będzie padać…
-Jak ja kocham taką pogodę..- burczy Michael, grzebiąc w plecaku. Po chwili wyciąga parasol i otwiera go nad naszymi głowami. W samą porę, bo zaczyna padać.
-Co jeszcze znajdziesz w swoim magicznym czarnym plecaczku?- Zapytałam ze śmiechem.
-Hm..- Michael grzebiąc w plecaku wylicza- Paczka zapałek; jakieś krakersy; dwa kastety, pałka teleskopowa… O, znalazł się stary gameboy.- rzucił ze śmiechem.
-Doprawdy plecak-zagadka- rzuciłam szturchając go lekko, oboje wybuchamy śmiechem.
Wtedy zauważam podjeżdżający pod bramę szkoły ciemny samochód. Szyba uchyla się, kierowca szuka nas wzrokiem.
-Przyjechała Wielka Inkwizycja- rzucam ruszając z miejsca.
Kierowcą był Matthew Angello, syn przewodniczącego Stowarzyszenia.
Idąc słyszę wokół szepty uczniów. W milczeniu wsiadamy do samochodu. Podnosi się szyba kierowcy; Matthew spokojnie rusza spod szkoły.
Wtedy nie byłam, jeszcze świadoma, jak bardzo się mylę…
***
Wychodzimy ze szkoły wprost w wietrzne popołudnie. Po chmurach widać, ze zaraz będzie padać…
-Jak ja kocham taką pogodę..- burczy Michael, grzebiąc w plecaku. Po chwili wyciąga parasol i otwiera go nad naszymi głowami. W samą porę, bo zaczyna padać.
-Co jeszcze znajdziesz w swoim magicznym czarnym plecaczku?- Zapytałam ze śmiechem.
-Hm..- Michael grzebiąc w plecaku wylicza- Paczka zapałek; jakieś krakersy; dwa kastety, pałka teleskopowa… O, znalazł się stary gameboy.- rzucił ze śmiechem.
-Doprawdy plecak-zagadka- rzuciłam szturchając go lekko, oboje wybuchamy śmiechem.
Wtedy zauważam podjeżdżający pod bramę szkoły ciemny samochód. Szyba uchyla się, kierowca szuka nas wzrokiem.
-Przyjechała Wielka Inkwizycja- rzucam ruszając z miejsca.
Kierowcą był Matthew Angello, syn przewodniczącego Stowarzyszenia.
Idąc słyszę wokół szepty uczniów. W milczeniu wsiadamy do samochodu. Podnosi się szyba kierowcy; Matthew spokojnie rusza spod szkoły.
-Dawno cię nie widziałem; Raven- zagaduje Matt powoli.
-Tak samo ja ciebie, jak akcja w Moskwie?- Zapytałam udając zaciekawienie.
-Nieciekawie. Zwyczajna jatka- wzruszył ramionami, spoglądając we wsteczne lusterko.- Ty jesteś tym nowym nabytkiem?- Rzuca do Michaela.
-Taa.- Michael patrzy za okno pogrążony w myślach.
-Nie przedstawiłem się; Matt jestem- rzuca kierowca.
-Michael, miło mi- zielonooki odpowiada uprzejmie, ale z rezerwą.
Reszta drogi przebiega w milczeniu, przerywanym przez pracę wycieraczek. Deszcz stuka w szyby i dach samochodu niemal mnie usypiając; ale walczę z sennością.
Matt rozgląda się po leśnej drodze. Obserwuje, opuszcza okno, mówiąc:
-Chyba coś widziałem..- odzywa się powoli, wystawiając za szybę lufę broni, z przykręconym do lufy tłumikiem. Pada pojedyńczy strzał- widzę lot kuli; która trafia wampira w ramię. Słyszę syk.
Michael budzi się z rozmyślań.
-Czemu go nie zabiłeś?- Zapytał powoli.
-Nie wiem, kim jest; a nie bardzo chciałbym kłopotów dla Stowarzyszenia; jeśli zabiję niewinnego wampira..- Matt chowa broń za pazuchą.
Zanim zdążyłam otworzyć usta, Michael odparł:
-Żaden wampir nie jest niewinny- odrzekł chłodno Michael nadal patrząc za szybę.- Każdy z nich ma coś za uszami.
Obejrzałam się zdziwiona do tyłu. Zielonooki nadal patrzył w dal. W jego oczach odbijały się krople deszczu spływające po szybie.
-Tak samo ja ciebie, jak akcja w Moskwie?- Zapytałam udając zaciekawienie.
-Nieciekawie. Zwyczajna jatka- wzruszył ramionami, spoglądając we wsteczne lusterko.- Ty jesteś tym nowym nabytkiem?- Rzuca do Michaela.
-Taa.- Michael patrzy za okno pogrążony w myślach.
-Nie przedstawiłem się; Matt jestem- rzuca kierowca.
-Michael, miło mi- zielonooki odpowiada uprzejmie, ale z rezerwą.
Reszta drogi przebiega w milczeniu, przerywanym przez pracę wycieraczek. Deszcz stuka w szyby i dach samochodu niemal mnie usypiając; ale walczę z sennością.
Matt rozgląda się po leśnej drodze. Obserwuje, opuszcza okno, mówiąc:
-Chyba coś widziałem..- odzywa się powoli, wystawiając za szybę lufę broni, z przykręconym do lufy tłumikiem. Pada pojedyńczy strzał- widzę lot kuli; która trafia wampira w ramię. Słyszę syk.
Michael budzi się z rozmyślań.
-Czemu go nie zabiłeś?- Zapytał powoli.
-Nie wiem, kim jest; a nie bardzo chciałbym kłopotów dla Stowarzyszenia; jeśli zabiję niewinnego wampira..- Matt chowa broń za pazuchą.
Zanim zdążyłam otworzyć usta, Michael odparł:
-Żaden wampir nie jest niewinny- odrzekł chłodno Michael nadal patrząc za szybę.- Każdy z nich ma coś za uszami.
Obejrzałam się zdziwiona do tyłu. Zielonooki nadal patrzył w dal. W jego oczach odbijały się krople deszczu spływające po szybie.
-Co miałeś na myśli?- Zapytałam go szeptem, gdy szliśmy w stronę budynku Stowarzyszenia.
-Kiedy?- Rzucił zamyślonym tonem.
-W samochodzie- patrzyłam nań wyczekująco.
-Ahm, o to chodzi..- westchnął cicho.- Pogadamy o tym później; okej..?- Pyta nieśmiało.
-Dziwnie się zachowujesz- zaczęłam z troską (?)
-Normalnie- wzruszył ramionami obojętnie.- Może jestem tylko trochę zdenerwowany, ale to nic takiego.
Wtedy poczułam, że Michael coś przede mną ukrywa…
-Kiedy?- Rzucił zamyślonym tonem.
-W samochodzie- patrzyłam nań wyczekująco.
-Ahm, o to chodzi..- westchnął cicho.- Pogadamy o tym później; okej..?- Pyta nieśmiało.
-Dziwnie się zachowujesz- zaczęłam z troską (?)
-Normalnie- wzruszył ramionami obojętnie.- Może jestem tylko trochę zdenerwowany, ale to nic takiego.
Wtedy poczułam, że Michael coś przede mną ukrywa…
Grupa łowców w sali rozmawia i żartuje sobie. Jest ciemno w sali.
Czuję za sobą mistrza, wpycha mi w dłoń czarny worek, rzucając krótkie:
-Czyń honory; młoda..
Bez namysłu wpycham na głowę Michaela wór, słysząc zdezorientowane:
-Co, u cholery..?
Zapada cisza. Zaciskam palce Michaela na zapalonej świecy i popycham go do przodu, trzymam go za ramię i kieruję w stronę Angello.
Czuję, że nie bardzo mu się to podoba; że się boi.
-To wcale..- zaczyna z niezadowoleniem zielonooki.
-Ćśśś…!- uciszam go szeptem, prowadząc ku przewodniczącemu Stowarzyszenia.
Przechodziłam i czułam to samo; gdy nastąpiło moje zaprzysiężenie.
Sztandar „Stowarzyszenia Łowców” został pochylony, wtedy Angello odezwał się chłodnym uroczystym tonem:
-Świadek.
-Na wezwanie – odparłam spokojnie.
-Zebraliśmy się tutaj dzisiejszego dnia; aby przyjąć w swoje szeregi nowego łowcę.- Rzucił Angello rozglądając się po sali. Spojrzałam na mojego ojca chrzestnego; patrzył na nas z poważnym wyrazem twarzy.
Inni łowcy- zarówno młodzi, jak ci starsi byli zamyśleni.
Złożyłam lewą dłoń na ramieniu Michaela, Angello kontynuował przemówienie; a zakończył tymi słowy:
-Signo victoriam Tenebris!- wraz z jego głosem przetoczył się w sali chór głosów pozostałych łowców.
Było to nasze motto, a znaczyło: „Pod tym znakiem zwycięstwo nad Ciemnością”.
-Michaelu Tyler; czy wstępując w nasze szeregi, przysięgasz…- rozpoczął odczytywanie przysięgi Angello-…Oraz nie tylko chronić honor organizacji; ale i honor naszego zawodu, a także wykonywać swoje obowiązki zgodnie nie tylko z prawami łowców; ale i własnym sumieniem..?- Zakończył.
Michael wśród ciszy zachowując zimną krew; odparł:
-Przysięgam- i tym samym przypieczętował swój los; a raczej (przynajmniej w jego mniemaniu) osiągnął swój cel.
-Czy obecny tu świadek przysięga prowadzić nowego łowcę i wspomagać jego starania?
-Przysięgam- oznajmiłam.
Wtedy dzwony wybiły godzinę czwartą.
Wiatr zdmuchnął płomień świecy; Angello zdjął worek z głowy Michaela; który odetchnął z ulgą.
-Powitajmy naszego nowego łowcę! Oby pomyślnie przeszedł przez piekło, które zgotuje mu Morgenstern!- Rzucił żart, a wszyscy łowczy, włącznie z Mistrzem, roześmiali się zgodnie.
***
Czuję za sobą mistrza, wpycha mi w dłoń czarny worek, rzucając krótkie:
-Czyń honory; młoda..
Bez namysłu wpycham na głowę Michaela wór, słysząc zdezorientowane:
-Co, u cholery..?
Zapada cisza. Zaciskam palce Michaela na zapalonej świecy i popycham go do przodu, trzymam go za ramię i kieruję w stronę Angello.
Czuję, że nie bardzo mu się to podoba; że się boi.
-To wcale..- zaczyna z niezadowoleniem zielonooki.
-Ćśśś…!- uciszam go szeptem, prowadząc ku przewodniczącemu Stowarzyszenia.
Przechodziłam i czułam to samo; gdy nastąpiło moje zaprzysiężenie.
Sztandar „Stowarzyszenia Łowców” został pochylony, wtedy Angello odezwał się chłodnym uroczystym tonem:
-Świadek.
-Na wezwanie – odparłam spokojnie.
-Zebraliśmy się tutaj dzisiejszego dnia; aby przyjąć w swoje szeregi nowego łowcę.- Rzucił Angello rozglądając się po sali. Spojrzałam na mojego ojca chrzestnego; patrzył na nas z poważnym wyrazem twarzy.
Inni łowcy- zarówno młodzi, jak ci starsi byli zamyśleni.
Złożyłam lewą dłoń na ramieniu Michaela, Angello kontynuował przemówienie; a zakończył tymi słowy:
-Signo victoriam Tenebris!- wraz z jego głosem przetoczył się w sali chór głosów pozostałych łowców.
Było to nasze motto, a znaczyło: „Pod tym znakiem zwycięstwo nad Ciemnością”.
-Michaelu Tyler; czy wstępując w nasze szeregi, przysięgasz…- rozpoczął odczytywanie przysięgi Angello-…Oraz nie tylko chronić honor organizacji; ale i honor naszego zawodu, a także wykonywać swoje obowiązki zgodnie nie tylko z prawami łowców; ale i własnym sumieniem..?- Zakończył.
Michael wśród ciszy zachowując zimną krew; odparł:
-Przysięgam- i tym samym przypieczętował swój los; a raczej (przynajmniej w jego mniemaniu) osiągnął swój cel.
-Czy obecny tu świadek przysięga prowadzić nowego łowcę i wspomagać jego starania?
-Przysięgam- oznajmiłam.
Wtedy dzwony wybiły godzinę czwartą.
Wiatr zdmuchnął płomień świecy; Angello zdjął worek z głowy Michaela; który odetchnął z ulgą.
-Powitajmy naszego nowego łowcę! Oby pomyślnie przeszedł przez piekło, które zgotuje mu Morgenstern!- Rzucił żart, a wszyscy łowczy, włącznie z Mistrzem, roześmiali się zgodnie.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz