poniedziałek, 22 stycznia 2018

Hunter II Bloodlust ~Sin Rozdział X: Łowcy wampirów -zawód, czy przeznaczenie? |Michael|

Nazajutrz rano; jak zwykle szykujemy się do szkoły. Zza okna słychać klakson samochodu, Michael ze spinką krawatu w ustach spojrzał przez okno.

-Paul stoi przed domem- odezwał się.
Uderzyłam głową w szafkę i zaklęłam soczyście.
-A co on tutaj robi?- Zdziwiłam się, z sykiem przyłożyłam dłoń do bani; wychodząc z łazienki.
Na szafce dzwoni telefon.
-Chyba masz wyjaśnienie- Michael spojrzał na zdjęcie Tori na wyświetlaczu mojego Samsunga. Podał mi telefon; odebrałam; rzucając do słuchawki:
-Co jest; Tori?
-Czekamy na was przed domem. W mieście znowu są ataki na ludzi- usłyszałam zaniepokojony głos Tori.
-Umawialiśmy się; jak zwykle- zaczęłam zaskoczona.
-Zmiana planów; Raven- odezwał się w głośniku głos Vincenta Rodrigueza, przerywając mi.- Od dzisiaj przyjeżdżamy po was do domu.
-Możesz mi powiedzieć; co jest grane..?- Wybuchnęłam z naciskiem.
-Dowiecie się w drodze do szkoły; Callisto- Przerwał połączenie.
Opuściłam dłoń z telefonem i wbiłam wzrok w ścianę.
W mieście znów są ataki na ludzi..
-Callisto- Michael potrząsnął mną.
-Zbierajmy się…- Zaciągnęłam krawat i przypięłam go spinką. Założyłam żakiet i wzięłam kurtkę.
Michael skinął głową bez słowa i wyszliśmy z pokoju. Zbiegliśmy schodami i wyszliśmy z domu.
Chwilę potem siedzieliśmy już w samochodzie Paula.
Chłopak wycofał auto kątem oka obserwując przestrzeń w lusterkach i zagadnął:
-Słyszeliśmy najnowsze wieści; Callisto..- Zauważył; dłoń z wyczuciem przesunęła drążek skrzyni biegów na „2″.
-To znaczy?- Zapytał Michael opierając policzek o zimną szybę.
-Znowu na ulicach znikają ludzie. Mimo godziny policyjnej są kolejne zaginięcia i podpalenia.
-Pewnie słyszałaś o sprawie płonących kościołów- zauważyła Tori.
-Byliśmy nawet przesłuchiwani w tej sprawie- odparłam niechętnie.- Znaleźli zapalniczkę taty..
Michael nadal patrzył na krajobraz za szybą w milczeniu.
-Więc cię podejrzewają; Callisto?- Zapytał Vincent zdziwiony.
-A Grace Ann..?- wtrąciła Tori.
Westchnęłam ciężko.
-To wszystko nie jest takie proste. Grace rok temu zaginęła, a wreszcie uznano ją za zmarłą. Gdybym powiedziała, że moja siostra nadal żyje..
-Nikt by w to nie uwierzył- dokończył moją myśl Paul.- Nikt nie wraca zza grobu; jak to się mówi.
-Paul..!- Rzuciła z wyrzutem Tori.
-On ma rację; Miles..- Odezwał się milczący dotąd Michael.- Duch miałby podpalać kościoły? Jak myślisz kto by ci uwierzył?- Zapytał drwiąco.- Prędzej założyliby ci kaftan bezpieczeństwa i wywieźli do najbliższego wariatkowa.
Nagle ktoś wbiegł na drogę- Paul zahamował ostro. Samochód obrócił się wokół własnej osi i zatrzymał się tuż przed głębokim rowem. Chłopak opuścił szybę; do środka wdarło się mroźne powietrze.
-Odbiło ci, debilu?! Mogłeś nas zabić! Co ty sobie myślisz…?!- Nagle zbladł na widok ironicznego uśmiechu długowłosego i wysokiego chłopaka w czerni, z krukiem na ramieniu.
-Kim ty…?- Wydusił z siebie Paul; a Tori i Vincent gapili się nań z otwartymi ustami.
-Najmocniej przepraszam..- odezwał się uprzejmie.- Akumulator mi siadł; a bardzo spieszę się do kościoła- ruchem ręki wskazał czarny karawan.- Nie mógłby mi pan pomóc..?
Tori zaczęła szczękać zębami, słysząc dziwny szept z ust chłopaka.
-Dziś nie ma żadnego pogrzebu; Undertaker- zauważył Michael.
Nasi przyjaciele zwrócili zdumione twarze na Michaela. Undertaker nucił coś cicho.
-Zawsze coś się znajdzie; Michael..- powiedział nagle zamyślony.- Dzisiaj, na przykład, odwiedziła mnie panna Glass: lat szesnaście; samobójstwo.. Smutne; bo miała przed sobą całe życie..- Zachichotał dziwnie, a Tori wtuliła się przerażona w Vincenta.
-Znasz przyczyny śmierci wszystkich swoich gości; Undertaker..?- Zapytałam niechętnie.
Undertaker znów zaczął coś nucić.
-Może nie wszystkich, ale większości- odparł po dłuższej chwili.- To jak z tą pomocą..?- Zapytał uprzejmie.
Paul z trudem powstrzymał drżenie rąk złożonych na kole kierownicy.
-W p-porządku..- z trudem wydusił z siebie głos.
-Dziękuję- Undertaker ruszył do stojącego nieopodal karawanu i podniósł maskę.
-Podaj kable. Im szybciej się uwiniemy; tym szybciej będziemy mieli go z głowy- zwrócił się do Vincenta.- Ten koleś jest jakiś psychiczny..- dodał ściszając głos.
-Stanowczo popieram- Vincent podał mu kable rozruchowe. Paul podjechał do karawanu i otwierając maskę Mazdy; wysiadł z kablami w dłoni, podniósł klapę i rozpoczął podłączanie kabli do akumulatorów. Paul wsiadł do Mazdy i kilka razy przegazował silnik na jałowym biegu.
-Odpalaj!- Rzucił w stronę Undertaker’a. Usłyszeliśmy odgłos duszącego się silnika. Kierowca karawanu skrzywił się mrucząc coś pod nosem. Trwało to jakieś pięć minut; gdy wreszcie silnik zawarczał i zaczął pracować.
Paul wysiadł z Mazdy. Pozdejmowali złączki i obaj zamknęli maski samochodów. Undertaker podziękował i oddalił się. Jeszcze kilka metrów słychać było śpiewaną przezeń pieśń żałobną.
-Aż mi się wszystkiego odechciało..- Powiedziała Tori, z trudem opanowując drżenie.
-Co to jest za świr?- Zapytał Vincent.
Paul patrzył na drogę, w milczeniu prowadząc samochód. Był nieco bledszy.
-Nie lubię widywać takich ludzi z samego rana..- powiedział ponuro.
***
Michael trzasnął drzwiczkami szafki i westchnął ciężko pogrążony w rozmyślaniach.
-Coś cię martwi..- zaczęłam cicho; kładąc mu dłoń na ramieniu.
-Nic takiego.. Po prostu zastanawiam się, czy Undertaker jest naprawdę takim świrem; na jakiego wygląda.
Tori zamarła ukryta za drzwiczkami swojej szafki. Vincent z wahaniem spojrzał w oczy Michaela.
-Co masz na myśli?- Zapytał ze strachem.
-Może on tylko udaje świra; żeby jakoś sobie radzić z tym; co robi..?- Zasugerował; a ja wiedziałam, że wcale nie chodzi o Undertakera; lecz o zielonookiego.
Ostatnie wydarzenia zmieniły Michaela o sto osiemdziesiąt stopni. Stał się bardziej skupiony na treningach; zaczął myśleć poważnie o pracy łowcy wampirów… W ogóle spoważniał i zaczął przykładać się do ćwiczeń; oraz brał czynny udział w likwidacji wampirów poziomu D.
-Celownik wyszedł już ze szpitala?- Zapytał nagle Paul.
-Pojutrze mają go wypisać, czemu pytasz?- Michael nagle ocknął się z rozmyślań i ruszył przed siebie.
-Nie, nic…- odparł Paul cicho.
Moja dłoń opadła bezwładnie do boku, uszedł kilka kroków i odwrócił się pytając:
-Ej; nie idziecie..?- Zapytał nieco niecierpliwie.
-Taa..- rzuciłam dołączając do niego.
***
-Nareszcie koniec..- westchnęła Tori ze zmęczeniem.- O nie..- wyrwało się z jej ust; gdy przystanęła wpatrując się w bramę szkoły.
-Ja to załatwię- Michael ruszył w stronę Undertaker’a, przedzierając się przez tłum. Zobaczyliśmy policjantów; dyrektora, pogotowie i rodziców- mężczyzna obejmował szlochającą żonę. Na szpitalnym łóżku leżały zwłoki jednego z drugoklasistów: nazywał się Tom Fire. Undertaker ostrożnie zamknął powieki trupa i odetchnął ciężko opuszczając dłoń- nie towarzyszyło mu teraz czarne ptaszysko.
-Kolejne samobójstwo tego samego dnia.. To niemożliwe, pani podkomisarz- oznajmił tym swoim szepczącym półgłosem.- Ktoś musi być za to odpowiedzialny. Musi.- Podszedł do rodziców i zamienił z nimi kilka słów cicho; po czym pożegnał się; wsiadł do karawanu i chciał odjechać; ale Michael zatrzymał go. Undertaker opuścił wolno przyciemnioną szybę. Zaczęli rozmawiać. Trwało to jakieś dziesięć minut, po upływie których Michael wrócił do nas.
-Podobno samobójstwo. Już trzecie w ciągu dwóch tygodni- powiedział cicho.
-Tom nie miał powodu; żeby się zabić- wtrącił się Paul nagle. Nadal obserwując całe zajście dodał.- Zawsze był wesołym kolesiem i w ogóle był wieczne humorzasty…- Urwał nagle widząc ostre spojrzenie: moje i Michaela.
-Przecież nie mógłby od tak: wstać rano, iść do szkoły; a potem ze sobą skończyć..- odezwał się po chwili z niedowierzaniem, wytrzymując nasz wzrok.
-Istotnie dziwne…- Stwierdziłam wolno.
-Przecież widzieliśmy się z nim wczoraj na treningu i nie wyglądał, jakby chciał.. Co się w tym cholernym mieście dzieje..?- Zapytał zły.
-Sama chciałabym to wiedzieć..- powiedziałam z namysłem; ruszając z miejsca.
Zaraz po szkole wpadliśmy do „Margherity”. Zajęliśmy stolik na samym końcu; przy oknie. Paul zamówił przy barze to, co zwykle i po chwili dołączył do nas.
Tori rozejrzała się po ludziach w knajpie. Nagle drgnęła, widząc kogoś przy barze.
-On tu jest..- zaczęła szczękając zębami.- U-U-Undertaker..
-Nic ci nie zrobi- odezwał się Michael- Na twoim miejscu bardziej bałbym się tego za oknem.
Spojrzałam w tamtym kierunku i zobaczyłam opierającego się o budynek cukierni Shian’a.
-Idiota.!- Prychnęła Tori z wściekłą miną.- Kto to..?- Zapytała z zaciekawieniem obserwując „jednookiego”.
Shian nagle spojrzał wprost w jej oczy- Tori aż nabrała głośno powietrza w płuca na widok srebrnego oka patrzacego na nią z chłodem.
Kopnęła mnie mocno w kostkę; mówiąc: Jaki on jest słodziak, jejku.!
Przysłoniłam oko i spojrzałam na nią ironicznie, co znaczyło: Już wolałabym zostać przy Rodriguezie na twoim miejscu.
-Shian jest na mieście? Myślałem; że bez Gabriela nigdzie się nie rusza- zauważył Michael.
-Znasz go?- Zapytał powoli Rodriguez; obserwując nieufnie postać za szybą.
-Mieliśmy nieprzyjemność poznać- skwitowałam.
W tej chwili przy barze ktoś warknął coś i szarpnął Undertaker’a. Chłopak odtrącił rękę prowokatora i zeskoczył z barowego stołka.
-Nie chcę mieć kłopotów…- oznajmił uprzejmie swoim szepczącym półgłosem Undertaker odsuwając się.
-Już je masz- młodzieniec rzucił się nań. Undertaker zszedł mu z drogi.
-Wytrzeźwiej; a dopiero potem zaczynaj rozróbę- skomentował ubrany na czarno nastolatek.- Dureń.
Tamten cofnął się od belki i odwrócił się z wściekłym wyrazem twarzy.
-Odszczekaj to!- Warknął tamten.
Knajpa zamilkła. Przerażony nie na żarty właściciel odsunął się od kontuaru.
-Ani mi się śni- Undertaker uśmiechnął się drwiąco.
Tamten ruszył nań; gdy rozproszył go odgłos kroków. Wszystkie oczy zwróciły się na idącego w ich stronę łudząco podobnego do Undertaker’a chłopaka.
-Rety, rety.. Znowu pakujesz się w kłopoty; braciszku- westchnął ironicznie chłopak wpatrując się w odzianego w czerń niecierpliwie. Atakującego go młodzika chwycił za nadgarstek i trzasnął nim w kontuar baru.
-Taki już mój los, nie?- rzucił Undertaker odwzajemniając uśmiech.
-Setkę poproszę- rzucił Death do drżącego właściciela; splatając palce. Rozprostował splecione dłonie aż kości palców zatrzeszczały. Barman drżącą ręką zrealizował zamówienie. Raphael strzelił trunek duszkiem i odetchnął z ulgą.
-Opuśćcie bar; póki mam jeszcze cierpliwość..- zagadnął podnosząc za szal młodzieńca, którym jeszcze chwilę temu rzucił o bar.
-Bo co?- Zadrwił prowokujący Undertaker’a blondyn.
Raphael grał jakąś melodię na swej harmonijce. Muzyka zamarła; gdy blondyn zadał pytanie.
-Bo będziesz miał niewesoło- odparł Death wstając z przyklęku.
-Uważaj, butelka!- ostrzegł ktoś z najbliższego stolika, jednak Death musiał dostrzec ją już wcześniej; ponieważ umknął pod nogami tamtego i kopniakiem posłał go w bar i chwyciwszy blondyna za włosy zbliżył usta do jego ucha i szepnął:
-Właśnie popsułeś wszystkim popołudnie; koleś..- rzucił nieznajomemu do ucha. I rozpoczęło się mordobicie.
-Rzadko wybucha tu jakaś bójka…- Zauważył Paul wyciągnął nogę za ławkę. Blondyn wylądował na podłodze i dostał z pieści w pysk. Chłopak uniósł rękę i przywalił tamtemu drugi raz.
-Dziękuję uprzejmie..- rzucił w stronę Paula i kopniakiem posłał blondyna pod nogi wchodzącego do knajpy chłopaka z opaską na oku.- Cześć; Shian. Miło cię widzieć- rzucił ciepło.
-Czemu zawsze musi trafić na mnie?- Burknął Shian zapodając kopa leżącemu.- Och; zawrzyj pysk; ścierwo.. Bądź facetem!- prychnął do okładanego przezeń chłopaka.
Dwadzieścia minut później grupa zabijaków wypadła z Margherity rzucając się do ucieczki.
-I lepiej dla was, żebyście tu nie wracali- rzucił Shian patrząc za nimi.- Rachunek; proszę- rzucił do właściciela. Powiedział coś do Undertaker’a cicho.
Ten przechylił się przez ladę baru i przywoławszy gestem barmana rzucił mu coś do ucha. Barman skinął odbierając należność. Trzech nastolatków żegnając się ruszyło do wyjścia, odprowadzani zdziwionymi spojrzeniami klientów.
-Kolejka dla wszystkich; na koszt firmy- rzucił nagle barman.
Chwilę potem jeden z kelnerów postawił przed nami kieliszki z wódką. Wszystko wróciło do poprzedniego biegu zdarzeń.
-Wiecie… Coraz bardziej zaczynam się bać tego całego Undertaker’a…- zauważył Paul zupełnie ignorując kieliszek przed sobą.
-Zwłaszcza; że ma brata bliźniaka..- dodała Tori otrząsając się lekko.
-To nasz najmniejszy problem; hm? Callisto..?- Rzucił Michael.
-Taa. Bardziej martwię się; co z tego wszystkiego wyniknie..- zauważyłam w zamyśleniu.
-Za to; żeby wszystko wróciło do normalności- rzuciła Tori podnosząc kieliszek. Stuknęliśmy się szkłem. Paul upił łyk soku i znów nasza rozmowa wróciła na właściwy temat.
***
-Czyli Tom nie miał żadnych wyraźnych powodów do samobójstwa..- westchnęłam dziesięć minut później; gdy Paul skończył opowiadać o ostatnim spotkaniu z Tomem.
-Wygląda na to; że nie- odezwał się Vincent. Ktoś podszedł do baru i nie odsłaniając twarzy ukrytej za szalem zapytał o coś szeptem barmana.
-Stolik na końcu przy oknie; numer cztery- odparł krótko mężczyzna.
Spojrzałam w tamtą stronę. Nieznajomy szedł ku nam.
-Panna Raven..?- Zapytał zatrzymując się przy naszym stoliku.
Tori wskazała mnie. Nieznajomy wyciągnął zza pazuchy białą kopertę ze starodawną woskową pieczęcią i podał mi ją dyskretnie, po czym odwrócił się i odszedł.
Spojrzałam na znak w skupieniu. Zdecydowałam się otworzyć list.
    Łowczyni Rodu Raven,
    Nie znasz mnie; ale ja wiem, kim jesteś.. Jeśli zechcesz przesłać odpowiedź, nie kłopocz się- mój lokaj Cię odnajdzie..
    Przejdę zatem do rzeczy: chciałbym się z Tobą spotkać i porozmawiać. Nadal zastanawiasz się pewnie; kto zabił Twojego Stwórcę; Ethana Link? Chcesz poznać odpowiedź? Spotkajmy się czwartego kwietnia; późnym wieczorem. Adres podam później.
    P.S. Jeśli nie czujesz się bezpiecznie możesz przyjść ze swoim przyjacielem…
-Kto to?- Zapytał Michael powoli.
-Nie mam bladego pojęcia..- odparłam- …ale na pewno mnie obserwuje. Wie o wszystkim: pewnie wie też; gdzie jestem i co robię. Poza tym..- urwałam nagle i upiłam kolejny łyk herbaty z alkoholem. Bransoleta na moim lewym nadgarstku poraziła mnie prądem.- Chce się spotkać..
-Nie podał adresu zwrotnego- powiedział Vincent.
-Nie podoba mi się to..- zawtórowała Tori
-Po co?- Pytał tymczasem Michael.
Uniosłam wzrok znad karty.
-On wie; kto zabił Linka- powiedziałam cicho
 Zapadła między nami długa cisza.
-Nie cieszysz się; że on jest martwy?- Zapytała z wahaniem Tori.
-Mam przez to jeszcze więcej problemów. Rada Wampirów twierdzi; że to ja go zabiłam..
-Przecież nie mogłaś być w dwóch miejscach naraz- zauważyła zaskoczona.
-Nie o to chodzi..- Odezwałam się niechętnie.
-Więc, o co?- Zapytał Vincent z naciskiem; przyglądając mi się.
-Ale z ciebie ciul; skoro nie masz pojęcia, co jest grane..- skomentował złośliwie Paul.
-A może ty masz, hę?- Odciął się śniadolicy.
Paul oparł się o ławeczkę i spojrzał na lampiony uwieszone nad każdym stolikiem.
-Raven jest łowcą, ale jest też wampirem..- Powiedział w zastanowieniu.- Jak na mój gust taki obrót spraw nie podoba się zbytnio Radzie Wampirów; więc jaki z tego wniosek?- Spojrzał na Rodrigueza, który wzruszył ramionami.
-Ano taki, że będąc po jednej ze stron…
-Mylisz się..- powiedziałam przerywając Tannerowi.- Rada Wampirów… Nawet; gdybym do nich dołączyła i tak chcieliby nie tylko zmieszać mnie z błotem; ale też i zabić.
-Jak to…?- Zdumieli się.
Uśmiechnęłam się krzywo; gdy kelnerka postawiła przed nami koktajle. Pociągnęłam napój przez słomkę.
-Tak to. Mimo wszystko pochodzę z rodu; który właściwie od początku swego istnienia zajmował się zabijaniem wampirów. Sama, od kiedy stałam się wyszkolonym łowcą bezlitośnie tępiłam tę zarazę. Naraziłam się wielu osobom; co więcej: dwa razy próbowano mnie zabić. Bezskutecznie próbowano.
-Nigdy mi o tym nie mówiłaś- powiedział Michael.
-Nigdy nie pytałeś- wzruszyłam ramionami.- Ale z drugiej strony masz też rację..
-Nie rozumiem- Odparł Paul.
-Chciałeś przez to powiedzieć; że jestem (tak jakby) między młotem, a kowadłem; czyż nie?- Spytałam.
-Mniej, więcej..- przyznał cicho.- Właściwie trochę mnie dziwi; że nie odeszłaś ze Stowarzyszenia..- stwierdził powoli.
Zaśmiałam się chłodno.
-To brzmi tak; jakbyś mówił, że powinnam się poddać i bez skargi znosić upokorzenia i siedzieć cicho; gdy inni hańbią dobre imię rodu Raven..
-Tego nie powiedziałem- zaprzeczył szybko.
-Suche drewno szybko pali się… Pali się.. Pali się..
Kogo ogień dzisiaj pochłonie… Moja damo?
- Słuch wychwycił melodię katarynki.
Zerwałam się na równe nogi słysząc ten śpiew.
-Ty; podła…!- Warknęłam ostro; wybiegając z knajpy.
Znowu ta piosenka:
-Suche drewno szybko pali się…
Pali się… Pali się…
Kogo ogień dzisiaj pochłonie..
Moja damo..?
Michael Tyler; uczeń pierwszej klasy ogólniaka..
-Co w nią wstąpiło..?- Zdumiał się Vincent.
-Nie idziesz za nią..??- Zawtórowała Tori.
Uśmiechnąłem się.
-Pójdę; jeśli będzie mnie potrzebować- odparłem spokojnie.
-I niby gdzie ją wtedy znajdziesz??- Zapytali ostro.
Za sobą usłyszałem harmonijkę i piosenkę:
-Zwiędłe pąki..
Spadają… Spadają.. Spadają..
Jaką drogę ci wyznaczają..
Mój paniczu..?
- Zanucił głos za mną lekko.
Reszta spojrzała nerwowo na stojącego za mną Gabriela; któremu towarzyszył Death grający na harmonijce.
-Znowu się spóźniłeś…- zauważyłem chłodno.
Gabriel gestem nakazując Raphaelowi ciszę odparł:
-Callisto nie powinna wiedzieć o naszym układzie; prawda? Lepiej uważaj na to; co mówisz, bo kiedy chcę potrafię być zbyt gadatliwy.
-Odszczekaj to!- Warknął Vincent.
-Zawrzyj pysk; bo nie ręczę…- odparował Death ostro.
Parsknąłem ironicznym śmiechem.
-Próbujesz mi grozić.?- Spytałem leniwie.- Nie zapominaj, że od zawsze byłeś jej psem.. Psem; który uciekł z podkulonym ogonem i zdradził ją; gdy bardzo go potrzebowała- powiedziałem zimno, nawet nań nie patrząc.
Zobaczyłem jego wyraz twarzy w oczach siedzacej naprzeciwko mnie Tori. Czarne tęczówki pełne były żalu, a na twarzy odbijało się ogromne poczucie winy.
-Zacznijmy inaczej..- Gabriel ustąpił.- Co mogę dla ciebie zrobić?- Zapytał uprzejmie.
-Dla mnie?- Zakpiłem.- Nie zrobisz tego dla mnie; tylko dla siebie i obaj o tym wiemy.. Chcę tylko; żebyś ją chronił, nic ponadto- odparłem spokojnie.
Gabriel sięgnął do kieszeni. Wyciągnąwszy z niej papierosa wsunął go w usta i powoli zapalił. Zaciągnął się dymem.
-A ty..? Czy nie robisz tego wszystkiego z własnych pobudek?- Zapytał z nagłą nieufnością.
-Dlaczego skoro nosisz znak nigdy nie próbowałeś znaleźć Callisto i znowu do niej wrócić?- Odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Moje intencje nie powinny go obchodzić.
Gabriel milczał długą chwilę.
-Co raz utracone, nigdy już nie powróci..- Powiedział cicho.- Jak sam powiedziałeś: zdradziłem ją. Straciłem Callisto już dawno temu- Podkreślił ponuro.- Straciłem wszystko przez jeden rozkaz, który zawahałem się wykonać..
-Użalanie się nad własnym losem w niczym ci nie pomoże- odezwał się Vincent pogardliwie.
-Zawrzyj pysk, bo oberwiesz- zagroził Death.
-Stul dziób; Raphael- rozległ się stukot butów.- Zmienisz Doll; jest zmęczona- rzucił krótko.
-Mówiłeś, że znikasz z miasta- zauważył długowłosy.
-Policja nie wypuszcza nikogo. Wszyscy są podejrzani- oznajmił obojętnie.- Zresztą nie zadawaj głupich pytań i spadaj na miasto w podskokach- syknął świdrując go wzrokiem.
Death spojrzał pytająco na Gabriela; który nadal nad czymś myśląc odesłał go ruchem ręki. Death skinął i zawinął dupsko. Shian zajął miejsce po prawej Gabriela.
-Niewiele jeszcze wiesz o życiu; Vincencie Rodriguez- zauważył chłodno.
-Skąd mnie znasz?- Zapytał zaskoczony chłopak.
-Znam wszystkich przyjaciół Callisto- oznajmił spokojnie Gabriel.
Callisto Raven; postrach ogólniaka…
Ciągle ta monotonna piosenka, nucona przez dziewczęcy głos.
Nagle słuch wychwycił coś jescze..
Raz, dwa, trzy, obrót. Raz; dwa; trzy; podskok i obrót. I trzask kamienia odpalanej zapalniczki.
-Suche drewno szybko pali się…
Pali się… Pali się…
Kogo ogień dzisiaj pochłonie..
Moja damo..?
Prychnęłam gniewnie biegnąc za nią.
-Zwiędłe pąki..
Spadają… Spadają.. Spadają..
Jaką drogę ci wyznaczają..
Mój paniczu..?
- Nie wiem, skąd te słowa wzięły się w mojej głowie, ale zaśpiewałam je na tę samą melodię, co Grace przede mną. Nie wiedziałam, czy to jakoś pomoże; czy doda mi odwagi do tego, co powinnam zrobić już dawno,ale to zrobiłam.
Biegnąc próbowałam chwycić Grace za rękaw płaszcza, ale ta stale była o krok przede mna i mi umykała.
-Dzwony biją
Godzinę godzinę godzinę
Ja już przy tobie jestem
Moja damo..
- Michael śpiewał koszmarnie; ale pierwszy raz ucieszyłam się, słysząc jego okropne fałszowanie.
-Co to za skrzek..?- Grace obróciła się przez ramię…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz