Michael wygląda przez okno
-Niezła fura- rzuca z podziwem.
Idę za jego wzrokiem. Czarny samochód z przyciemnianymi szybami, na oko opancerzony.
-Pieprzone pijawy…- mruczę pod nosem idąc na dół.
Michael wybiega za mną.
-Pieprzone pijawy…- mruczę pod nosem idąc na dół.
Michael wybiega za mną.
-Zostań w domu. To niebezpieczne- mówię, z dłonią wyciągniętą do klamki frontowych drzwi.
-Więc idę z tobą- rzuca ostro.- Skoro to niebezpieczne, to dla nas obojga.
-Michael, posłuchaj…- próbuję przemówić mu do rozsądku.
-Nie, to ty posłuchaj.. Chcę być przy tobie na wypadek..
Wzdycham przeciągle:
-A, rób; co chcesz..
Wychodzimy z domu wprost w ciepłe popołudnie.
-Dzień dobry; panno Raven..- rzuca głos wampira.
Stojąca za nim jego ochroniarz spogląda na mnie pogardliwie.
-Co tu sprowadza wielką władzę, żeby nie powiedzieć Inkwizycję?- Odzywam się z najwyższym sarkazmem, na jaki mnie stać.- O co chodzi, nie jestem w nastroju..
-Jak zawsze uprzejmie nas traktujesz..- rzuca wampirzyca złośliwie.
-Jak na pijawy przystało- odcinam się uprzejmym tonem.- Słucham, wobec tego…
-Jak śmiesz odzywać się w ten sposób do…- zaczęła z oburzeniem wampirzyca.
Michael stał za mną trzymając mnie w objęciu; rzucił:
-Przymknij się, laluniu. Nie jesteś u siebie- rzucił chłodno.
-Silencio; Diane- rzucił starszy wampir nie patrząc na nią.- Otóż, mam małą prośbę do ciebie; Callisto Raven…
-Jako wampir i tak nie mogę ci odmówić- rzucam obojętnie wzruszając ramionami.
-Nie przychodzę tu do nędznej imitacji wampira; którą jesteś- rzuca zniewagę spokojnie.- Bardziej potrzebuję cię jako łowcy; Raven.
-Nie obchodzą mnie wasze wampirze intrygi; Vincenzo Corvin- odzywam się niechętnie.
-Nawet wiedząc, że ten mężczyzna nadal żyje i tworzy innych?
Zesztywniałam w ramionach Michaela i wpatrując się w wampira; jak sroka w kość.
-On… Żyje…?- Pytam nagle ochrypłym głosem patrząc w niebieskie oczy wampira.
-Nie wiedziałaś? Przecież tylko twoją krew łączy z nim więź, Callisto- Vincenzo uśmiecha się lekko.
Michael przytula mnie mocniej, pytając o coś szeptem. Ściskam lekko jego palce nadal stojąc sztywno wyprostowana.
-Jaki jest w tym haczyk?- Pytam nagle z chłodem.- Dobrze wiesz, że jest Czystej Krwi, że ja…- jestem niepewna i nieufna wobec wampira.
-Ty również nie wspomniałaś słowem, że on cię karmi- ruchem głowy wskazał Michaela.
-Coś w tym złego?- pyta uprzejmie Michael.
-Nie, skądże…- zaprzecza Vincenzo, uśmiechając się zimno.- Nasze prawo nie zabrania dawcy, ale prawa łowczych…- uśmiech się poszerzył.
-Niech Cię…- mruczę ze złością.
Michael nagle mu przerwał:
-Robię to z własnej woli…
-Łowczych to nie obchodzi, mimo wszystko jesteś śmiertelnym… Człowiekiem. Chyba, że…
-Więc idę z tobą- rzuca ostro.- Skoro to niebezpieczne, to dla nas obojga.
-Michael, posłuchaj…- próbuję przemówić mu do rozsądku.
-Nie, to ty posłuchaj.. Chcę być przy tobie na wypadek..
Wzdycham przeciągle:
-A, rób; co chcesz..
Wychodzimy z domu wprost w ciepłe popołudnie.
-Dzień dobry; panno Raven..- rzuca głos wampira.
Stojąca za nim jego ochroniarz spogląda na mnie pogardliwie.
-Co tu sprowadza wielką władzę, żeby nie powiedzieć Inkwizycję?- Odzywam się z najwyższym sarkazmem, na jaki mnie stać.- O co chodzi, nie jestem w nastroju..
-Jak zawsze uprzejmie nas traktujesz..- rzuca wampirzyca złośliwie.
-Jak na pijawy przystało- odcinam się uprzejmym tonem.- Słucham, wobec tego…
-Jak śmiesz odzywać się w ten sposób do…- zaczęła z oburzeniem wampirzyca.
Michael stał za mną trzymając mnie w objęciu; rzucił:
-Przymknij się, laluniu. Nie jesteś u siebie- rzucił chłodno.
-Silencio; Diane- rzucił starszy wampir nie patrząc na nią.- Otóż, mam małą prośbę do ciebie; Callisto Raven…
-Jako wampir i tak nie mogę ci odmówić- rzucam obojętnie wzruszając ramionami.
-Nie przychodzę tu do nędznej imitacji wampira; którą jesteś- rzuca zniewagę spokojnie.- Bardziej potrzebuję cię jako łowcy; Raven.
-Nie obchodzą mnie wasze wampirze intrygi; Vincenzo Corvin- odzywam się niechętnie.
-Nawet wiedząc, że ten mężczyzna nadal żyje i tworzy innych?
Zesztywniałam w ramionach Michaela i wpatrując się w wampira; jak sroka w kość.
-On… Żyje…?- Pytam nagle ochrypłym głosem patrząc w niebieskie oczy wampira.
-Nie wiedziałaś? Przecież tylko twoją krew łączy z nim więź, Callisto- Vincenzo uśmiecha się lekko.
Michael przytula mnie mocniej, pytając o coś szeptem. Ściskam lekko jego palce nadal stojąc sztywno wyprostowana.
-Jaki jest w tym haczyk?- Pytam nagle z chłodem.- Dobrze wiesz, że jest Czystej Krwi, że ja…- jestem niepewna i nieufna wobec wampira.
-Ty również nie wspomniałaś słowem, że on cię karmi- ruchem głowy wskazał Michaela.
-Coś w tym złego?- pyta uprzejmie Michael.
-Nie, skądże…- zaprzecza Vincenzo, uśmiechając się zimno.- Nasze prawo nie zabrania dawcy, ale prawa łowczych…- uśmiech się poszerzył.
-Niech Cię…- mruczę ze złością.
Michael nagle mu przerwał:
-Robię to z własnej woli…
-Łowczych to nie obchodzi, mimo wszystko jesteś śmiertelnym… Człowiekiem. Chyba, że…
-Chyba, że „co”?- Pyta Michael ostrożnie.
-Chyba, że… Hm… Istnieje pewna wieź, ale jest ona niezwykle rzadko spotykana…
W tym samym momencie usłyszałam słowa z ust Mistrza:
-Mam wrażenie, że te ataki… Że związek między nim, a kolejnymi twoimi atakami nie jest przypadkowy…
-To znaczy, jak rzadko…?- Pyta Michael powoli.
-Ostatnim razem w tysiąc dwieście ósmym roku, o ile dobrze sobie przypominam… Przez tysiąclecia były może dwa takie przypadki- wampir wzruszył ramionami. Miewasz te ataki, Callisto?- pyta z nagłym zainteresowaniem.
-Teraz już nie. Co z tego?- pytam widząc jego minę.
-Jak to zrobiłaś…?- Dosłyszałam zdumiony jęk jego ochroniarz.
-Nie rozumiem…- zauważyłam uprzejmie, ale i ostrożnie.
Michael objął mnie mocniej i oparł brodę na moim ramieniu; jak zawsze.
-Chyba nie myślicie; że my…- zaczął zamyślony nad czymś. Spojrzał na mnie, dotykając delikatnie tatuażu-pieczęci na mojej szyi- Callisto, czy to…
-Tylko oni wiedzą; Michael- odczuwam coraz mocniej szybsze uderzenia jego serca; ale nie sprawia mi to bólu.
Czuję coś zupełnie innego…
Przyjemnego…
Przymrużyłam oczy i odprężyłam się zupełnie przy nim.
-Nadal nie powiedziałeś, czego chcesz; Vincenzo- rzuciłam leniwie. Już nie starałam się być wroga i groźna.
Teraz mi to zwisało.
Zdążyłam wychwycić zdziwienie obojga wampirów.
-Zmieniłaś ton; Raven..- Diane była wobec mnie nieufna.
-Gdybym chciała cię zabić, już byłabyś martwa, Diane.- Przymknęłam na chwilę oczy.
Wampirzyca chciała mnie zaatakować. Michael nawet nie próbował się cofnąć.
Wampir obserwował, warknął coś do niej. Diane jęknęła odbijając się od jakiejś bariery…
-Chyba, że… Hm… Istnieje pewna wieź, ale jest ona niezwykle rzadko spotykana…
W tym samym momencie usłyszałam słowa z ust Mistrza:
-Mam wrażenie, że te ataki… Że związek między nim, a kolejnymi twoimi atakami nie jest przypadkowy…
-To znaczy, jak rzadko…?- Pyta Michael powoli.
-Ostatnim razem w tysiąc dwieście ósmym roku, o ile dobrze sobie przypominam… Przez tysiąclecia były może dwa takie przypadki- wampir wzruszył ramionami. Miewasz te ataki, Callisto?- pyta z nagłym zainteresowaniem.
-Teraz już nie. Co z tego?- pytam widząc jego minę.
-Jak to zrobiłaś…?- Dosłyszałam zdumiony jęk jego ochroniarz.
-Nie rozumiem…- zauważyłam uprzejmie, ale i ostrożnie.
Michael objął mnie mocniej i oparł brodę na moim ramieniu; jak zawsze.
-Chyba nie myślicie; że my…- zaczął zamyślony nad czymś. Spojrzał na mnie, dotykając delikatnie tatuażu-pieczęci na mojej szyi- Callisto, czy to…
-Tylko oni wiedzą; Michael- odczuwam coraz mocniej szybsze uderzenia jego serca; ale nie sprawia mi to bólu.
Czuję coś zupełnie innego…
Przyjemnego…
Przymrużyłam oczy i odprężyłam się zupełnie przy nim.
-Nadal nie powiedziałeś, czego chcesz; Vincenzo- rzuciłam leniwie. Już nie starałam się być wroga i groźna.
Teraz mi to zwisało.
Zdążyłam wychwycić zdziwienie obojga wampirów.
-Zmieniłaś ton; Raven..- Diane była wobec mnie nieufna.
-Gdybym chciała cię zabić, już byłabyś martwa, Diane.- Przymknęłam na chwilę oczy.
Wampirzyca chciała mnie zaatakować. Michael nawet nie próbował się cofnąć.
Wampir obserwował, warknął coś do niej. Diane jęknęła odbijając się od jakiejś bariery…
Skąd tu bariera…?!
Prawdą było, że dom był chroniony przy użyciu dodatkowych rytuałów łowców; ale to nie tłumaczyło tego; co działo się tu i teraz, na zewnątrz domu.
Co
Się
Tu
Dzieje
Do
Jasnej
Cholery?!
Się
Tu
Dzieje
Do
Jasnej
Cholery?!
-Jakim cudem..?- Zaczyna Michael.
Milczę, zastanawiając się gorączkowo nad tym, co się przed chwilą stało.
Corvin uspokaja swoją wściekłą ochroniarz i podchodzi ostrożnie do nas.
Wyciąga rękę na wysokość mojej twarzy i w mgnieniu oka cofa ją, zanim…
Iskra -jakby prądu- dosięgnie jego palców.
Otwiera usta.
Mówi coś..
Ale ja go nie słyszę…
-Co on mówi?- Pytanie z ust Michaela dziwnie brzmi.
-Ty też go nie słyszysz?- Pytam z zaskoczeniem.
-Co znaczy: „też”?- Odpowiada zdezorientowany.- Przecież jesteś wampirem. Masz lepszy słuch.!
-Nie panikuj.. Wszystko się wyjaśni.. Musi się wyjaśnić..- zaczynam niepewnie.
Corvin cofa się powoli. Odzywa się do swojej ochroniarz, rozkazująco.
Diane idzie w stronę bagażnika samochodu.
Wyciąga stamtąd broń.
Naciągniętą i uzbrojoną kusze.
Milczę, zastanawiając się gorączkowo nad tym, co się przed chwilą stało.
Corvin uspokaja swoją wściekłą ochroniarz i podchodzi ostrożnie do nas.
Wyciąga rękę na wysokość mojej twarzy i w mgnieniu oka cofa ją, zanim…
Iskra -jakby prądu- dosięgnie jego palców.
Otwiera usta.
Mówi coś..
Ale ja go nie słyszę…
-Co on mówi?- Pytanie z ust Michaela dziwnie brzmi.
-Ty też go nie słyszysz?- Pytam z zaskoczeniem.
-Co znaczy: „też”?- Odpowiada zdezorientowany.- Przecież jesteś wampirem. Masz lepszy słuch.!
-Nie panikuj.. Wszystko się wyjaśni.. Musi się wyjaśnić..- zaczynam niepewnie.
Corvin cofa się powoli. Odzywa się do swojej ochroniarz, rozkazująco.
Diane idzie w stronę bagażnika samochodu.
Wyciąga stamtąd broń.
Naciągniętą i uzbrojoną kusze.
Co
Chcesz
Zrobić??!!
Chyba
Nie
Strzelisz
Do
Niego??!!
Chcesz
Zrobić??!!
Chyba
Nie
Strzelisz
Do
Niego??!!
Diane stoi niepewna, co robić. Złota strzała w kuszy odbiła blask zachodzącego słońca.
Po chwili strzała, wyrzucona przez mechanizm kuszy leci w naszą stronę. Michael obejmuje mnie mocno…
Po chwili strzała, wyrzucona przez mechanizm kuszy leci w naszą stronę. Michael obejmuje mnie mocno…
Strzała odbija się od bariery i znika między drzewami. Opadła mi szczęka.
-Jak…? Jak to…?- Wydukałam.
Michael z zaskoczeniem obserwował sytuację. Nie rozumiał, tak samo jak ja, co jest grane.
Z domu wyszli mój ojciec chrzestny wraz z Mistrzem. Wyczuli tę moc; czy byli tylko zaniepokojeni; że długo nie wracamy.
-Co to, u…?- Odczytałam z ruchu warg. Wujek Luca przyglądał się otaczającej nas tarczy.- Tyler, rozumiesz coś z tego??- czytałam dalej z jego ust i twarzy, która wyrażała nie tylko niepokój, ale i nieufność; co do nowego zjawiska.
Zwróciłam wzrok na Mistrza, który poruszył ustami.
-To na pewno „Łańcuch”; wampirze?- Pyta wrogo. Jego jedyne oko zwęziło się w szparkę.
Michael otworzył oczy. Rozluźnił uścisk rąk, którymi mnie przytulał.
-Co teraz się z nami stanie? Przejmie nas „Wampirze Biuro Śledcze”?- próbował zażartować.
-Nie wiem, ale nie bardzo mi się to podoba…- zauważyłam wolno.
-To było głupie..- zaczął niepewnie.
-W porządku..- Uspokoiłam go, splatając dłoń z jego dłonią. Przejechał delikatnie palcem po lazurytowym sygnecie, patrząc na mnie z wahaniem.
-Co..?- Pytam go ostrożnie, ale i z zaciekawieniem.
-Czy oni… Będą chcieli nas rozdzielić..?- Zielone oczy za szkłami okularów patrzą na mnie ze strachem, który tylko ja rozumiem.
Nie chce mnie stracić; tak samo, jak ja nie chciałam stracić rodziców.
Jak teraz nie chcę stracić jego.
-Jak…? Jak to…?- Wydukałam.
Michael z zaskoczeniem obserwował sytuację. Nie rozumiał, tak samo jak ja, co jest grane.
Z domu wyszli mój ojciec chrzestny wraz z Mistrzem. Wyczuli tę moc; czy byli tylko zaniepokojeni; że długo nie wracamy.
-Co to, u…?- Odczytałam z ruchu warg. Wujek Luca przyglądał się otaczającej nas tarczy.- Tyler, rozumiesz coś z tego??- czytałam dalej z jego ust i twarzy, która wyrażała nie tylko niepokój, ale i nieufność; co do nowego zjawiska.
Zwróciłam wzrok na Mistrza, który poruszył ustami.
-To na pewno „Łańcuch”; wampirze?- Pyta wrogo. Jego jedyne oko zwęziło się w szparkę.
Michael otworzył oczy. Rozluźnił uścisk rąk, którymi mnie przytulał.
-Co teraz się z nami stanie? Przejmie nas „Wampirze Biuro Śledcze”?- próbował zażartować.
-Nie wiem, ale nie bardzo mi się to podoba…- zauważyłam wolno.
-To było głupie..- zaczął niepewnie.
-W porządku..- Uspokoiłam go, splatając dłoń z jego dłonią. Przejechał delikatnie palcem po lazurytowym sygnecie, patrząc na mnie z wahaniem.
-Co..?- Pytam go ostrożnie, ale i z zaciekawieniem.
-Czy oni… Będą chcieli nas rozdzielić..?- Zielone oczy za szkłami okularów patrzą na mnie ze strachem, który tylko ja rozumiem.
Nie chce mnie stracić; tak samo, jak ja nie chciałam stracić rodziców.
Jak teraz nie chcę stracić jego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz