Tori i Vincent odjechali do domów zaraz po odstawieniu nas do Paula. Jego matka zaprosiła nas do salonu. Poszła nastawić wodę na herbatę, Marcus Tanner usiadł w fotelu ze szklaneczką whisky w dłoni. Nie wiedziałam; jak w ogóle zacząć tę rozmowę.
-Nie zauważył pan, żeby Paul ostatnio zachowywał się jakoś niecodziennie?- Zapytałam w końcu niepewnie.
-Nie, chyba; że dziwnym nazwiesz to; że mój syn coraz rzadziej wraca późno do domu, co przedtem zdarzało się nagminnie- Zauważył powoli.
-A jakieś zaniki pamięci, czy coś takiego?- Spytał Michael powoli.
-Skąd. Paul ma bardzo dobrą pamięć, często mi o czymś przypomina- Mężczyzna uśmiechnął się lekko.
Wymieniliśmy szybkie spojrzenia. Amy usiadła ojcu na kolanach i przytuliła się.- Jedyne, co mogę wam powiedzieć to, że jest ciągle niewyspany; ale nie chciał nic mi powiedzieć, kiedy próbowałem z nim pogadać. Ogólnie jest trochę za cichy, jak na niego. Może rzeczywiście coś jest na rzeczy..- stwierdził zaniepokojony.
W tej samej chwili za oknem rozległy się standardowe odgłosy watahy. Wesołe popiskiwania i szczeknięcia ucichły dopiero wtedy; gdy jeden z wilków zawarczał krótko.
-Powinniśmy już wracać- odezwał się Michael spoglądając na zegarek.
-Taa- rzuciłam wstając.- Dziękujemy, panie Tanner.
-Nie zauważył pan, żeby Paul ostatnio zachowywał się jakoś niecodziennie?- Zapytałam w końcu niepewnie.
-Nie, chyba; że dziwnym nazwiesz to; że mój syn coraz rzadziej wraca późno do domu, co przedtem zdarzało się nagminnie- Zauważył powoli.
-A jakieś zaniki pamięci, czy coś takiego?- Spytał Michael powoli.
-Skąd. Paul ma bardzo dobrą pamięć, często mi o czymś przypomina- Mężczyzna uśmiechnął się lekko.
Wymieniliśmy szybkie spojrzenia. Amy usiadła ojcu na kolanach i przytuliła się.- Jedyne, co mogę wam powiedzieć to, że jest ciągle niewyspany; ale nie chciał nic mi powiedzieć, kiedy próbowałem z nim pogadać. Ogólnie jest trochę za cichy, jak na niego. Może rzeczywiście coś jest na rzeczy..- stwierdził zaniepokojony.
W tej samej chwili za oknem rozległy się standardowe odgłosy watahy. Wesołe popiskiwania i szczeknięcia ucichły dopiero wtedy; gdy jeden z wilków zawarczał krótko.
-Powinniśmy już wracać- odezwał się Michael spoglądając na zegarek.
-Taa- rzuciłam wstając.- Dziękujemy, panie Tanner.
Dziesiąty września...
Poranek przywitał nas deszczową i wietrzną pogodą.
Vładimir Romanow szykując się do szkoły hałaśliwie przetrząsał swój pokój.
-Jak jest na dworze; Romanow?- Spytał Moon podnosząc się z łóżka.
-Piździ, jak za cara- odburknął Vładimir wyraźnie nie w humorze.- Jeszcze do tego leje, jak z cebra.. Widziałeś gdzieś mój projekt na fizykę?- Spytał wolno.
Wciągnęłam kolanówki i założyłam na stopy buty. Michael stał przed lustrem i ze szczoteczką w ustach zaciągał krawat.
-Siemano- rzucił Vincent.
-Cześć- Szukając czegoś w szafce podskoczyłam i walnęłam się w głowę. Syknęłam z bólu.
Chwilę potem od schodów rozległa się głośna wiązanka obcojęzycznych przekleństw i huk.
-Następny; proszę- rzucił z ironią Paul przeciągając się, ziewnął przeciągle.
-Jak tam?- Spytałam podnosząc się na nogi.
-Bywało lepiej. Znowu się nie wyspałeeem- Jęknął zmęczony.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Przerwa na lunch.
-Tanner, przysypiasz- rzucił Vincent szturchając Paula.
-Eee.. Coo?- Zapytał Paul mrugając.
-Zaraz wlecisz w tą tacę- odparł dosadnie Vincent.- Na serio dobrze się czujesz?
Paul spoglądał nań spod półprzymkniętych powiek.
-Nie wyspałem się i tyle- odparł wzruszając ramionami.
Tori od jakiegoś czasu była na zwolnieniu. Piąty miesiąc ciąży to już nie przelewki; a Vincent wariował na punkcie jej wygody i strasznie ją rozpieszczał.
-I co? Chłopak, czy dziewczynka?- Spytał nagle Michael.
-Chłopak; na szczęście- Vincent odetchnął z udawaną ulgą.
-Szczerze mówiąc też nie chciałbym drugiej mini jędzy. Jedna zupełnie wystarczy.- Zażartował Paul i kopnął Vincenta w kostkę.
-Wybieraliście już imiona?- Spytał Michael z zaciekawieniem.
Rodriguez uśmiechnął się ironicznie.
-Ostatnio; gdy o tym wspomniałem dostałem paczką deserowych ciastek w łeb. Na razie wolę nie ryzykować...- Odparł powoli.
-Księżna pani; co?- Spytałam ze śmiechem.
-Dobrze, że już nie rzuca we mnie czym popadnie..- Śniadolicy zaśmiał się cicho.
-Słoik dżemu- rzucili równocześnie Paul i Michael, spoglądając na chłopaka; który buchnął rechotem.
Poranek przywitał nas deszczową i wietrzną pogodą.
Vładimir Romanow szykując się do szkoły hałaśliwie przetrząsał swój pokój.
-Jak jest na dworze; Romanow?- Spytał Moon podnosząc się z łóżka.
-Piździ, jak za cara- odburknął Vładimir wyraźnie nie w humorze.- Jeszcze do tego leje, jak z cebra.. Widziałeś gdzieś mój projekt na fizykę?- Spytał wolno.
Wciągnęłam kolanówki i założyłam na stopy buty. Michael stał przed lustrem i ze szczoteczką w ustach zaciągał krawat.
-Siemano- rzucił Vincent.
-Cześć- Szukając czegoś w szafce podskoczyłam i walnęłam się w głowę. Syknęłam z bólu.
Chwilę potem od schodów rozległa się głośna wiązanka obcojęzycznych przekleństw i huk.
-Następny; proszę- rzucił z ironią Paul przeciągając się, ziewnął przeciągle.
-Jak tam?- Spytałam podnosząc się na nogi.
-Bywało lepiej. Znowu się nie wyspałeeem- Jęknął zmęczony.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Przerwa na lunch.
-Tanner, przysypiasz- rzucił Vincent szturchając Paula.
-Eee.. Coo?- Zapytał Paul mrugając.
-Zaraz wlecisz w tą tacę- odparł dosadnie Vincent.- Na serio dobrze się czujesz?
Paul spoglądał nań spod półprzymkniętych powiek.
-Nie wyspałem się i tyle- odparł wzruszając ramionami.
Tori od jakiegoś czasu była na zwolnieniu. Piąty miesiąc ciąży to już nie przelewki; a Vincent wariował na punkcie jej wygody i strasznie ją rozpieszczał.
-I co? Chłopak, czy dziewczynka?- Spytał nagle Michael.
-Chłopak; na szczęście- Vincent odetchnął z udawaną ulgą.
-Szczerze mówiąc też nie chciałbym drugiej mini jędzy. Jedna zupełnie wystarczy.- Zażartował Paul i kopnął Vincenta w kostkę.
-Wybieraliście już imiona?- Spytał Michael z zaciekawieniem.
Rodriguez uśmiechnął się ironicznie.
-Ostatnio; gdy o tym wspomniałem dostałem paczką deserowych ciastek w łeb. Na razie wolę nie ryzykować...- Odparł powoli.
-Księżna pani; co?- Spytałam ze śmiechem.
-Dobrze, że już nie rzuca we mnie czym popadnie..- Śniadolicy zaśmiał się cicho.
-Słoik dżemu- rzucili równocześnie Paul i Michael, spoglądając na chłopaka; który buchnął rechotem.
Matma... Shark omawiał kolejny temat z wyjątkowo znudzonym wyrazem twarzy. Co dziwniejsze nie wywoływał nikogo do tablicy.
-Czy dla wszystkich temat jest zrozumiały?- Zapytał obojętnie. Rozległy się ciche potakiwania.- Ćwiczenia; strony dwadzieścia i dwadzieścia jeden.- Rzucił siadając przy biurku.
-Coś z nim nie teges- szepnął Paul wertując zeszyt ćwiczeń w poszukiwaniu strony.
-Rzeczywiście dziwna sprawa..- odpowiedział Michael.
-Czyżby to sprawka Undertakera?- Spytałam pstrykając kolorowym długopisem.
-Może Sebastian naprawdę wie więcej niż my wszyscy..?- Spytał Rodriguez.- Tanner; nie śpij- szturchnął chłopaka.
-Co jest..? Przecież nie śpię..- Zaczął półprzytomnie Paul.
Istotnie Shark z dnia na dzień wyglądał coraz gorzej; jakby był poważnie chory. Ostatnio nawet przestał gnębić, co dziwiło wszystkich uczniów liceum.
Zaczęliśmy obliczać zadania.
Historia; ostatnia lekcja w tym dniu...
-Przewiduję "Egzekucję"- Stwierdził Paul gryząc zbożowy batonik.
-Lepiej nie kracz- powiedział z wyrzutem Vincent.
-Kra! Kra! Już za późno- Zauważył Michael; a ja omal nie potknęłam się o własne nogi tłumiąc śmiech.
-Eee.. Sory; Kruk- rzucił Vincent z ironicznym półuśmiechem.
-Kra?- Rzuciłam spoglądając ironicznie na Paula, który w odpowiedzi przewrócił oczami.
-Dzisiaj ostatni dzień "Sabatu", nie?- Zapytał powoli.
-Jeszcze do tego pełnia..- Odparłam niechętnie.
-Czyżby dzień pełen niespodzianek?- Zapytał z ciężkim westchnieniem.
-Oby nie. Ciekawe, co na to wszystko Angello- odpowiedziałam uspokajająco.
***
-No, i wykrakałeś; Tanner- powiedział z wyrzutem Vincent.
-Zawsze jest mały pozytyw tego wszystkiego- odparł Michael lekko.
-Niby jaki?- Zdziwił się Paul.
-Ano taki; że będziesz naszą Wyrocznią- Michael zrobił taki wyraz twarzy; jakby miał się zaraz zmienić w potwora spod łóżka.
-Znamy jakiegoś dobrego psychiatrę?- Spytał z ironią Paul Vincenta.
-Jemu już psychiatra nie pomoże. Idź do bagażnika po kaftan bezpieczeństwa- rzucił Rodriguez teatralnym szeptem; a Michael miał minę; jakby chciał go udusić. Natomiast sama myślałam tak samo; jak zielonooki. Od jakiegoś czasu to całe "prorokowanie" Paula nie tyle mnie niepokoiło; co również zaskakiwało.
Wychodząc ze szkoły zobaczyliśmy Sharka. Brunet siedział w swoim samochodzie i czytał kartkę w swojej dłoni. Nie wyglądał na specjalnie ucieszonego- bardziej, jakby był czymś przybity i wahał się nad jakąś ważną decyzją; od której zależałoby jego życie.
-Ten facet naprawdę dziwnie się zachowuje- zauważył Paul otwierając drzwi szarej Mazdy.- To dokąd jedziemy?- Spytał.
-Czy dla wszystkich temat jest zrozumiały?- Zapytał obojętnie. Rozległy się ciche potakiwania.- Ćwiczenia; strony dwadzieścia i dwadzieścia jeden.- Rzucił siadając przy biurku.
-Coś z nim nie teges- szepnął Paul wertując zeszyt ćwiczeń w poszukiwaniu strony.
-Rzeczywiście dziwna sprawa..- odpowiedział Michael.
-Czyżby to sprawka Undertakera?- Spytałam pstrykając kolorowym długopisem.
-Może Sebastian naprawdę wie więcej niż my wszyscy..?- Spytał Rodriguez.- Tanner; nie śpij- szturchnął chłopaka.
-Co jest..? Przecież nie śpię..- Zaczął półprzytomnie Paul.
Istotnie Shark z dnia na dzień wyglądał coraz gorzej; jakby był poważnie chory. Ostatnio nawet przestał gnębić, co dziwiło wszystkich uczniów liceum.
Zaczęliśmy obliczać zadania.
Historia; ostatnia lekcja w tym dniu...
-Przewiduję "Egzekucję"- Stwierdził Paul gryząc zbożowy batonik.
-Lepiej nie kracz- powiedział z wyrzutem Vincent.
-Kra! Kra! Już za późno- Zauważył Michael; a ja omal nie potknęłam się o własne nogi tłumiąc śmiech.
-Eee.. Sory; Kruk- rzucił Vincent z ironicznym półuśmiechem.
-Kra?- Rzuciłam spoglądając ironicznie na Paula, który w odpowiedzi przewrócił oczami.
-Dzisiaj ostatni dzień "Sabatu", nie?- Zapytał powoli.
-Jeszcze do tego pełnia..- Odparłam niechętnie.
-Czyżby dzień pełen niespodzianek?- Zapytał z ciężkim westchnieniem.
-Oby nie. Ciekawe, co na to wszystko Angello- odpowiedziałam uspokajająco.
***
-No, i wykrakałeś; Tanner- powiedział z wyrzutem Vincent.
-Zawsze jest mały pozytyw tego wszystkiego- odparł Michael lekko.
-Niby jaki?- Zdziwił się Paul.
-Ano taki; że będziesz naszą Wyrocznią- Michael zrobił taki wyraz twarzy; jakby miał się zaraz zmienić w potwora spod łóżka.
-Znamy jakiegoś dobrego psychiatrę?- Spytał z ironią Paul Vincenta.
-Jemu już psychiatra nie pomoże. Idź do bagażnika po kaftan bezpieczeństwa- rzucił Rodriguez teatralnym szeptem; a Michael miał minę; jakby chciał go udusić. Natomiast sama myślałam tak samo; jak zielonooki. Od jakiegoś czasu to całe "prorokowanie" Paula nie tyle mnie niepokoiło; co również zaskakiwało.
Wychodząc ze szkoły zobaczyliśmy Sharka. Brunet siedział w swoim samochodzie i czytał kartkę w swojej dłoni. Nie wyglądał na specjalnie ucieszonego- bardziej, jakby był czymś przybity i wahał się nad jakąś ważną decyzją; od której zależałoby jego życie.
-Ten facet naprawdę dziwnie się zachowuje- zauważył Paul otwierając drzwi szarej Mazdy.- To dokąd jedziemy?- Spytał.
Kawiarnia "Margherita"; kwadrans później.
-Coś tu śmierdzi..- Powiedział z niepokojem Michael; rozglądając się ukradkowo po stolikach.
-Wampiry- zauważył Paul cicho, kierując się do baru, by coś zamówić strzelił oczami na stolik opatrzony dziewiątką. Faceci z pozoru wyglądali normalnie; ale... Kto miał w żyłach choć odrobinę krwi łowców- może inaczej: kto wiedział, że istnienie wampirów to nie bujda na resorach; ten (nawet będąc zwykłym "przyziemnym człowiekiem") miał określoną wiedzę; jak je wyczuć.
Jak mówiła mi kiedyś Tori: "Wampiry... Zbyt dystyngowane, jak na ludzi. O chłodnym uroku i, po prostu, zabojczej wręcz urodzie"
-Zabójcza... To dobre słowo..- mruknęłam do swoich myśli.
-... i jedną "Krwawą Mary"- rzucił Paul wracając do nas.
Czekając na zamówienie rozmawialiśmy o ostatnich wydarzeniach, ukradkiem obserwując stolik z dziewiątką.
-Szczury cały czas obserwują "Piwnicę".- Zauważył Vincent.- Tamci od jakiegoś czasu zdali się na "Szaszłyk"; ale chyba nie do końca jej ufają. Seth i Miecio śledzili tego drugiego; ale ten... W szczerym polu nagle rozpłynął się w powietrzu. Po prostu zniknął- powiedział z zaskoczeniem Rodriguez.
Słowa "Piwnica" i "Szaszłyk" odnosiły się do podziemia pijawek i Silvii Edge. Ostatnio staliśmy się bardzo ostrożni i rozmawialiśmy szyfrem; używając słów-kluczy.
-W mieście za szybko się uspokoiło- zauważył z namysłem Michael.
-Policja obiera sobie na cel ludzi wyglądających najbardziej podejrzanie- Oznajmił Paul zajmując miejsce przy stoliku.- Kilku policjantów ostatnio zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach, więc niektórzy chodzą ubrani po cywilnemu.. Oni chyba nie do końca wiedzą, co jest grane i się boją.- Dodał zamyślony.
-Nic nowego. Nie wiedzą, z czym mają do czynienia; a gdyby dowiedzieli się prawdy od kogoś postronnego.. Prawdopodobnie wysłaliby tego kogoś do wariatkowa- odpowiedziałam wzruszając ramionami. Dziękując kelnerowi za drinka dostrzegłam, że ten przygląda mi się z wyraźnym zainteresowaniem. Odchodząc wręcz pożerał mnie wzrokiem. -Coś z nim nie tak czy, co?- Zapytał wolno Paul mierząc oddalającego się kelnera podejrzliwym wzrokiem.
-Nie wiem; ale zaczyna mi się to nie podobać...- odezwał się Michael.
Nagły dźwięk SMS-a sprawił, że oboje z Michaelem podskoczyliśmy.
Od: Angello.
Chłopaki szykują świąteczne ognisko tam, gdzie zawsze. Zamierzamy sprowokować Rządowych. Wchodzisz w to?
-Tam; gdzie zawsze?- Spytał Michael zdziwiony.
-Na drugim brzegu rzeki w pobliżu Nawiedzonej Farmy- wyjaśniłam odpisując jedno słowo:
Do: Angello.
Wchodzę.
-Ciekawe, co wymyślili...- Zauważyłam z drapieżnym uśmiechem.
-Na pewno będzie extra- odparł ku naszemu zdziwieniu Paul, popijając sok.
-Ty coś wiesz..- Stwierdził Michael przyglądając mu się.
-To tylko przeczucie, nic więcej- odpowiedział Paul spokojnie odwzajemniając wzrok zielonych tęczówek.
-Te twoje przeczucia zaczynają mnie trochę przerażać; brachu- powiedział z niepokojem Vincent.
-Coś mi się zdaje, że te "moje przeczucia" uratują ci kiedyś tyłek; Rodriguez- odparł Paul lekkim tonem. Widząc, że niezbyt nas to uspokoiło; dodał z kojącym uśmiechem- nie musicie się tym tak przejmować; poradzę sobie. Naprawdę- zapewnił.
-Mam taką nadzieję; Tanner..- Odezwałam się wolno.
Chłopak spojrzał na mnie zza szklanki i zrobił głupią minę, żeby nas rozbawić.
-Powrót "Klauna"?- Spytał Michael z kpiną.
-Przynajmniej próbowałem- odparł wzruszając ramionami z rezygnacją.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Pojechaliśmy z Vincentem odwiedzić Tori.
-Dzień dobry- rzuciliśmy; gdy otworzyła nam matka Tori.
-Dobry; Tori jest na górze- rzuciła ciepło, zapraszając nas do środka.
-Czym tym razem w ciebie rzuci?- Spytał z przekąsem Paul Vincenta.
-Oby czymś lekkim- westchnął Rodriguez wznosząc oczy ku sufitowi.
-Cześć; Miles- przygotowana na jakiś pocisk wystawiłam rękę i pochwyciłam paczkę krakersów o włos od swojej twarzy.
-Przepraszam; Raven- rzuciła, unosząc wzrok znad książki uśmiechnęła się niewinnie.
-Dobrze, że nie szedłeś pierwszy- zarechotał Michael szturchając Rodrigueza.- Siemka, Tori. Jak się czujesz?- Spytał.
-Mam dość tego leżenia i obżerania się- odparła Tori trochę naburmuszona siadając na łóżku.
-Wyglądasz kwitnąco- Rzucił Paul klepiąc ją po ramieniu.
-Jak na słonicę- Odparła szatynka; szturchając Paula, przewróciła oczami.- Jestem jędzą, bo okropnie się nudzę- powiedziała wolno.
-Mnie się wydaje, że jesteś milsza, niż zwykle- odparłam ze śmiechem.
-Milsza..? Brałaś coś..?- Zarechotała Tori i złapała się za brzuch.- O, w mordkę...- westchnęła ze zmęczeniem; dźwigając się z łóżka. Vincent podszedł, by ją w razie czego asekurować.- Jak miło wstać chociaż na chwilę..- westchnęła z uciechą; spoglądając niechętnie na łóżko.- Jak wrócę opowiecie mi, co w szkole piszczy. Z detalami- rzuciła uśmiechnięta od ucha do ucha wychodząc na chwilę z pokoju.
-Obudziła się w wyjątkowo dobrym humorze, nie?- Spytałam.
-Zdążyłem się przyzwyczaić do jej małych napadów złośliwości; więc to miła odmiana- odparł Vincent z błyskiem w oku.
Tori wróciła i jak zahipnotyzowana ruszyła w stronę kartonu z mlekiem waniliowym. Wyglądała przy tym; jak wygłodniałe zombie.
-Włączył się tryb odkurzacza- rzucił Michael do Vincenta.
-Teraz bardziej by mnie niepokoiło; gdyby nie jadła..- stwierdził śniadolicy z lekkim uśmiechem.
-Dzięki Vincent, że widzisz mnie jako olbrzymiego wieloryba- rzuciła nadąsana szatynka wyciągając kartonik mleka i jakieś owoce. Powoli wróciła do łóżka.
-Przecież wiesz; że nigdy nie nazwałbym cię wielorybem, Tori- westchnął Rodriguez.
-Taa; jasne- rzuciła z ironicznym grymasem.- Myślisz, że nie zauważyłam tego twojego wzroku...?
-Jakiego wzroku; o co ci chodzi?- Zapytał zaskoczony Vincent.
-"Idzie mój wielki wieloryb"- Tori wyszczerzyła zęby w wesołym uśmiechu; chichotając.- Ale mieliście mi powiedzieć, co się w szkole dzieje..- uśmiechnięta pocałowała Vincenta.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
-Zabieraj te brudne łapy od mojej córki; ścierwo!
Budzę się w aucie Paula. Stoimy na poboczu drogi na obrzeżach miasta. Widocznie musiałam się skimnąć. Michael przygląda mi się.
-Gadałam przez sen?- Spytałam powoli, nieco zdziwiona ich minami.
-To już było naprawdę mega dziwne...- Zauważył Vincent przypatrując mi się.
-Co to w ogóle za język, Raven?- Spytał Paul, puszczając nagranie z telefonu.
Przymknęłam na chwilę oczy wsłuchując się w warkot co jakiś czas przerywany słowami.
-Chyba tego nie powiedziałam..?- Zaczęłam, przez chwilę zszokowana. Powiodłam zaniepokojonymi oczami po chłopakach.- Naprawdę? Na serio to powiedziałam??
-Powiesz wreszcie o co w tym wszystkim chodzi; Raven?- Zapytał niecierpliwie Paul.
-Coś tu śmierdzi..- Powiedział z niepokojem Michael; rozglądając się ukradkowo po stolikach.
-Wampiry- zauważył Paul cicho, kierując się do baru, by coś zamówić strzelił oczami na stolik opatrzony dziewiątką. Faceci z pozoru wyglądali normalnie; ale... Kto miał w żyłach choć odrobinę krwi łowców- może inaczej: kto wiedział, że istnienie wampirów to nie bujda na resorach; ten (nawet będąc zwykłym "przyziemnym człowiekiem") miał określoną wiedzę; jak je wyczuć.
Jak mówiła mi kiedyś Tori: "Wampiry... Zbyt dystyngowane, jak na ludzi. O chłodnym uroku i, po prostu, zabojczej wręcz urodzie"
-Zabójcza... To dobre słowo..- mruknęłam do swoich myśli.
-... i jedną "Krwawą Mary"- rzucił Paul wracając do nas.
Czekając na zamówienie rozmawialiśmy o ostatnich wydarzeniach, ukradkiem obserwując stolik z dziewiątką.
-Szczury cały czas obserwują "Piwnicę".- Zauważył Vincent.- Tamci od jakiegoś czasu zdali się na "Szaszłyk"; ale chyba nie do końca jej ufają. Seth i Miecio śledzili tego drugiego; ale ten... W szczerym polu nagle rozpłynął się w powietrzu. Po prostu zniknął- powiedział z zaskoczeniem Rodriguez.
Słowa "Piwnica" i "Szaszłyk" odnosiły się do podziemia pijawek i Silvii Edge. Ostatnio staliśmy się bardzo ostrożni i rozmawialiśmy szyfrem; używając słów-kluczy.
-W mieście za szybko się uspokoiło- zauważył z namysłem Michael.
-Policja obiera sobie na cel ludzi wyglądających najbardziej podejrzanie- Oznajmił Paul zajmując miejsce przy stoliku.- Kilku policjantów ostatnio zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach, więc niektórzy chodzą ubrani po cywilnemu.. Oni chyba nie do końca wiedzą, co jest grane i się boją.- Dodał zamyślony.
-Nic nowego. Nie wiedzą, z czym mają do czynienia; a gdyby dowiedzieli się prawdy od kogoś postronnego.. Prawdopodobnie wysłaliby tego kogoś do wariatkowa- odpowiedziałam wzruszając ramionami. Dziękując kelnerowi za drinka dostrzegłam, że ten przygląda mi się z wyraźnym zainteresowaniem. Odchodząc wręcz pożerał mnie wzrokiem. -Coś z nim nie tak czy, co?- Zapytał wolno Paul mierząc oddalającego się kelnera podejrzliwym wzrokiem.
-Nie wiem; ale zaczyna mi się to nie podobać...- odezwał się Michael.
Nagły dźwięk SMS-a sprawił, że oboje z Michaelem podskoczyliśmy.
Od: Angello.
Chłopaki szykują świąteczne ognisko tam, gdzie zawsze. Zamierzamy sprowokować Rządowych. Wchodzisz w to?
-Tam; gdzie zawsze?- Spytał Michael zdziwiony.
-Na drugim brzegu rzeki w pobliżu Nawiedzonej Farmy- wyjaśniłam odpisując jedno słowo:
Do: Angello.
Wchodzę.
-Ciekawe, co wymyślili...- Zauważyłam z drapieżnym uśmiechem.
-Na pewno będzie extra- odparł ku naszemu zdziwieniu Paul, popijając sok.
-Ty coś wiesz..- Stwierdził Michael przyglądając mu się.
-To tylko przeczucie, nic więcej- odpowiedział Paul spokojnie odwzajemniając wzrok zielonych tęczówek.
-Te twoje przeczucia zaczynają mnie trochę przerażać; brachu- powiedział z niepokojem Vincent.
-Coś mi się zdaje, że te "moje przeczucia" uratują ci kiedyś tyłek; Rodriguez- odparł Paul lekkim tonem. Widząc, że niezbyt nas to uspokoiło; dodał z kojącym uśmiechem- nie musicie się tym tak przejmować; poradzę sobie. Naprawdę- zapewnił.
-Mam taką nadzieję; Tanner..- Odezwałam się wolno.
Chłopak spojrzał na mnie zza szklanki i zrobił głupią minę, żeby nas rozbawić.
-Powrót "Klauna"?- Spytał Michael z kpiną.
-Przynajmniej próbowałem- odparł wzruszając ramionami z rezygnacją.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
Pojechaliśmy z Vincentem odwiedzić Tori.
-Dzień dobry- rzuciliśmy; gdy otworzyła nam matka Tori.
-Dobry; Tori jest na górze- rzuciła ciepło, zapraszając nas do środka.
-Czym tym razem w ciebie rzuci?- Spytał z przekąsem Paul Vincenta.
-Oby czymś lekkim- westchnął Rodriguez wznosząc oczy ku sufitowi.
-Cześć; Miles- przygotowana na jakiś pocisk wystawiłam rękę i pochwyciłam paczkę krakersów o włos od swojej twarzy.
-Przepraszam; Raven- rzuciła, unosząc wzrok znad książki uśmiechnęła się niewinnie.
-Dobrze, że nie szedłeś pierwszy- zarechotał Michael szturchając Rodrigueza.- Siemka, Tori. Jak się czujesz?- Spytał.
-Mam dość tego leżenia i obżerania się- odparła Tori trochę naburmuszona siadając na łóżku.
-Wyglądasz kwitnąco- Rzucił Paul klepiąc ją po ramieniu.
-Jak na słonicę- Odparła szatynka; szturchając Paula, przewróciła oczami.- Jestem jędzą, bo okropnie się nudzę- powiedziała wolno.
-Mnie się wydaje, że jesteś milsza, niż zwykle- odparłam ze śmiechem.
-Milsza..? Brałaś coś..?- Zarechotała Tori i złapała się za brzuch.- O, w mordkę...- westchnęła ze zmęczeniem; dźwigając się z łóżka. Vincent podszedł, by ją w razie czego asekurować.- Jak miło wstać chociaż na chwilę..- westchnęła z uciechą; spoglądając niechętnie na łóżko.- Jak wrócę opowiecie mi, co w szkole piszczy. Z detalami- rzuciła uśmiechnięta od ucha do ucha wychodząc na chwilę z pokoju.
-Obudziła się w wyjątkowo dobrym humorze, nie?- Spytałam.
-Zdążyłem się przyzwyczaić do jej małych napadów złośliwości; więc to miła odmiana- odparł Vincent z błyskiem w oku.
Tori wróciła i jak zahipnotyzowana ruszyła w stronę kartonu z mlekiem waniliowym. Wyglądała przy tym; jak wygłodniałe zombie.
-Włączył się tryb odkurzacza- rzucił Michael do Vincenta.
-Teraz bardziej by mnie niepokoiło; gdyby nie jadła..- stwierdził śniadolicy z lekkim uśmiechem.
-Dzięki Vincent, że widzisz mnie jako olbrzymiego wieloryba- rzuciła nadąsana szatynka wyciągając kartonik mleka i jakieś owoce. Powoli wróciła do łóżka.
-Przecież wiesz; że nigdy nie nazwałbym cię wielorybem, Tori- westchnął Rodriguez.
-Taa; jasne- rzuciła z ironicznym grymasem.- Myślisz, że nie zauważyłam tego twojego wzroku...?
-Jakiego wzroku; o co ci chodzi?- Zapytał zaskoczony Vincent.
-"Idzie mój wielki wieloryb"- Tori wyszczerzyła zęby w wesołym uśmiechu; chichotając.- Ale mieliście mi powiedzieć, co się w szkole dzieje..- uśmiechnięta pocałowała Vincenta.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
-Zabieraj te brudne łapy od mojej córki; ścierwo!
Budzę się w aucie Paula. Stoimy na poboczu drogi na obrzeżach miasta. Widocznie musiałam się skimnąć. Michael przygląda mi się.
-Gadałam przez sen?- Spytałam powoli, nieco zdziwiona ich minami.
-To już było naprawdę mega dziwne...- Zauważył Vincent przypatrując mi się.
-Co to w ogóle za język, Raven?- Spytał Paul, puszczając nagranie z telefonu.
Przymknęłam na chwilę oczy wsłuchując się w warkot co jakiś czas przerywany słowami.
-Chyba tego nie powiedziałam..?- Zaczęłam, przez chwilę zszokowana. Powiodłam zaniepokojonymi oczami po chłopakach.- Naprawdę? Na serio to powiedziałam??
-Powiesz wreszcie o co w tym wszystkim chodzi; Raven?- Zapytał niecierpliwie Paul.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz