poniedziałek, 22 stycznia 2018

Hunter Shadow of Life Rozdział XII: Najgorszy tydzień w życiu -Rozłąka-

Budzę się w ciemności. Czekam na znajomy odgłos serca Michaela, ale nic z tego. W uszach słychać tylko ciszę.
Oparta o ścianę wpatrując się w ciemność.
Podziemia budynku Stowarzyszenia nie były może zbyt wygodne; ale po co stoczonemu wampirowi wygoda; skoro albo go zabiją; albo z biegiem czasu sam zdechnie?.
Nadal jestem zmęczona. Wszystko mnie boli. Na ścianie o którą się opieram czuję świecący rysunek- pieczęć: ta sama; którą noszę na szyi. Cóż, przynajmniej ten jeden z łowczych rytuałów utrzymuje moją wampirzą stronę w ryzach.. A jednak, kiedy poznałam Michaela wszystko wróciło. Moja wampirza strona znów zaczęła wariować na punkcie krwi.
A może jednak się staczam..? Może nie istnieje między mną i Michaelem żadna więź? Może to wszystko jest tylko jakimś, cholernym zbiegiem okoliczności..?
Wtedy słyszę głos mojego ojca:
Wśród tych bestii nie ma miejsca na przypadki; Cally. Musisz to sobie zapamiętać, jeśli chcesz być dobrym łowcą wampirów
Zaraz potem widzę ojca leżącego w kałuży krwi, a obok niego miecz; który starałam się chwycić..
Walka z tym potworem… Moja przybrana siostra i jej ciemne oczy.
Jej uśmiech i głos:
-Zaraz tu będą ci ze Stowarzyszenia… Lepiej spadajmy..
-Znajdę cię… Odpowiesz za wszystko; przysięgam…- mówię szeptem, pogrążona w krwawych wspomnieniach, które rozrywają mi serce na milion kawałków.
Nie serce…
Duszę…
Czy te bestie mają dusze..??
Michael Tyler, uczeń pierwszej klasy ogólniaka.
Czy do końca wiem, w co się pakuję..?
Pierwszą myślą po przebudzeniu jest ona: Callisto.
Gdzie jest? Czy jest blisko? Jaki mają powód, bym tu został…?
Nie, inaczej… Jaki mają powód, żeby nas rozdzielić?? Naprawdę chodzi o tę więź, czy…?
Rozważałem różne dziwne scenariusze; ale… Skoro Callisto im ufa; to ja chyba też powinienem; hm?
Dziwne sformułowanie: im ufa (?) może raczej powinienem określić; że jednym tak, a drugim niekoniecznie… Na przykład ten cały Angello. Wkurza mnie ten facet. Albo Corvin: pieprzona zarozumiała pijawa…
Chyba zaczynam przejmować nawyki Callisto; bo w jej słowniku nie istnieje słowo: „wampir”- jest tylko: „pijawa”. Nie ma: „najładniejsza laska w całym ogólniaku”; tylko: „przeklęta pijawa, postrach ogólniaka”.
Ale, mimo wszystko lubię Callisto. Mimo tej całej jej (może nie dziwności), ale niezwykłości; wiem, że ze wszystkim dałaby sobie radę sama, ale…
Choćby nawet ta „więź” była tylko jakimś tam wymysłem; to nie zmieni moich uczuć do niej. Właściwie nie zmieni między nami zupełnie nic…
Obracam głowę, by rozejrzeć się po pomieszczeniu.
Na ścianie, o którą opieram się plecami widzę świecący w ciemności rysunek- pieczęć…
Taki sam, jak ten na szyi…
Callisto.
Callisto Raven; postrach ogólniaka..
Ciągle ta cholerna cisza…
Mam ochotę w coś kopnąć, lub rozwalić komuś łeb, a przewiduję do tej roli dwóch kandydatów: Angello (ponieważ szczerze nie lubię tego bydlaka) i Corvin (bo nienawidzę go nawet bardziej).
I nadal zastanawia mnie; z jakiego powodu Michael zgodził się na to wszystko. Nie dość już ma swoich kłopotów, żeby jeszcze pakować się w problemy innych? Co chce przez to osiągnąć? Przecież na tym zadupiu jest dużo dziewczyn milion razy lepszych ode mnie, więc czemu wybrał akurat tę najgorszą ze wszystkich? Czemu wybrał właśnie mnie? Skłamałabym, upierając się, że go nie lubię, bo spoko z niego chłopak (w przeciwieństwie do bandy pawianów, z którą muszę się użerać na codzień).
Czy teraz; gdziekolwiek jest.. myśli o mnie? Jest blisko..? Wie, albo domyśla się, w co się wpakował? Przemyślał to chociaż..?
Dlaczego to robi..? Jaki ma powód..?
Przykładam dłoń do tatuażu na szyi. Odruchowo- zawsze tak robię, gdy jestem nad czymś zamyślona.
Czemu ciągle przed oczami mam te zielone oczy za szkłami okularów? Jego twarz..? Postać..?
Michael.
***
Minęły trzy dni… Od trzech cholernych dni śnię ten sam sen, który nawiedzał mnie, zanim poznałam Michaela.
Gardło pali, jakby ktoś powbijał mi szpilki jedną przy drugiej. Pragnienie powoli staje się nie do zniesienia..
-Pić…- mówię ochrypłym półgłosem, licząc, że jednak ktoś mnie usłyszy.
Mówię za słabo… Zbyt cicho, by szept mógł się wydostać.
Boli…
Im dłużej nie ma go przy mnie…
Tym częściej myślę o jego krwi..
Nie wybaczę sobie, jeśli go znów skrzywdzę.
***
Wtedy słyszę kroki w podziemnych korytarzach. Zamieram wsłuchując się w echo zbliżającego się… kogoś.
Przymykam oczy.. Nadal jestem bardzo zmęczona- męczy mnie każdy, nawet najdrobniejszy ruch. Opieram policzek o zimną ścianę.
Drzwi mojego „aresztu” otwierają się ze skrzypieniem, czuje zapach papierosów: czerwonych Malboro- czyżby mistrz znów zaczął palić??
Zatrzymał się w odległości niecałych dwóch metrów i przyklęknął kładąc coś na podłodze, zaciągnął się dymem. Uniosłam delikatnie powieki i drgnęłam widząc twarz jednookiego- nie malowało się na niej współczucie, wręcz przeciwnie: był na niej tylko żal i cierpienie.
-Nadal wierzysz, że nie będziesz musiał jej zabić..?- Słyszę głos, spoglądam na podłogę i widzę przedmiot odłożony przez Mistrza: mój pistolet.
-Nie twoja sprawa; Angello- pada chłodna odpowiedź z ust mistrza; który wstaje z przyklęku.- Nie masz nic ciekawszego do roboty, poza zawracaniem mi głowy.?
Zwracam oczy spod uchylonych powiek na przewodniczącego Stowarzyszenia; który spogląda na mistrza z wyzywającym uśmieszkiem na twarzy.
-Właściwie jest pewna sprawa; chodzi o tego chłopaka..- zauważył.
Jednooki szybkim ruchem odpalił ponownie papierosa i zwrócił pytający wzrok na nieco mlodszego mężczyznę.
-Jaśniej; Angello- burknął zniecierpliwiony.
Uśmiech znika z twarzy Angello.
-Ten chłopak.. Chce zostać łowcą..- oznajmia z powagą.
Mistrz stoi prosto wpatrując się w ścianę. Otwieram oczy, a z moich ust wyrywa się szept:
-No, chyba sobie żartujesz; Angello..
Przewodniczący Stowarzyszenia wbija we mnie uważne spojrzenie.
-Chciałbym, żeby to był żart; Raven- odpowiada z namysłem.
Oparłam lewą dłoń na kółku wmurowanym w ścianę i ostrożnie podniosłam się na nogi. Dłoń ześlizgnęła się- mistrz przyskoczył i podtrzymał mnie zanim upadłam na podłogę.
-Czujesz się na siłach..?- Zapytał.
-Mówisz tak; jakbym już się stoczyła, mistrzu- odpowiadam słabym głosem; lecz uśmiecham się doń.- Jeśli naprawdę coś mi odbije… Zabijcie mnie od razu- spoglądam wyczekująco na Angello; na którego twarzy odbija się zaskoczenie; ale zaraz przybiera poważny wyraz twarzy i kiwa głową.
Wtedy do pomieszczenia wpada zdyszany Michael, próbuje się wyrwać z rąk dwóch łowców:
-Nie pozwolę cię zabić; Callisto.! Nie ma mowy!- Wyrwał się i przyłożył niczego nie spodziewającemu się łowcy z pięści- prosto w twarz.
Zaskoczony Paul cofnął się przykładając dłoń do rozkwaszonego nosa; zaklął soczyście. Drugi z łowców spróbował w pojedynkę unieruchomić Michaela.
Chłopak przyłożył mu łokciem w żebra i odpychając go; wyciągnął mu z kabury broń i wymierzył w łowcę.
Angello i Mistrz gapili się na Michaela z otwartymi ustami.
-Nie zastrzelisz mnie..- odezwał się Glass wyzywająco.
-Tą bronią może nie; ale tknij Callisto; a rozwalę ci łeb, nawet gołymi rękami- Odwarknął Michael; odrzucił broń do łowcy.
Angello wybałuszył oczy ze zdumienia.
-Spokojnie chłopaki- Mistrz stanął między Michaelem; a Jasonem.- Nie chcielibyśmy, żebyście się pozabijali..- uśmiechnął się drwiąco w stronę Jasona.
-Oczywiście, panie Morgenstern- rzucił potulnie Jason, chowając broń do kabury, ruszył przed siebie, zaczepnie przepychając Michaela ramieniem.
-Spokojnie, młody.- rzuca mistrz opierając dłoń na ramieniu Michaela.
-Nie musiałeś walnąć mnie tak mocno, koleś- burknął oparty o ścianę Paul; przyłożył chusteczkę do krwawiącego nosa.
-Nie chciałem- rzucił lekko Michael.- Zgoda?- Spytał wyciągając rękę.
-Zgoda- Paul podał mu ramię i objęli się po bratersku.- Jeśli będziesz tak walił po pysku, jak teraz będziesz dobrym łowcą..- rzucił z uznaniem.
-Nie ma mowy…- Burknęłam ze złością.
-Chcę tego; Callisto i nawet nie staraj się mnie zniechęcać- Zobaczyłam w tych zielonych oczach determinację.
Pojawiłam się tuż przy nim i złapałam go za ramiona.
-Zastanów się dobrze.. Jeśli zaczniesz trening, nie będzie już odwrotu; Michael..- syknęłam potrząsając nim mocno.
-I dobrze..- rzuca obejmując mnie mocno.- Wiesz, że ja nigdy nie odpuszczam; Callisto..- patrzy mi prosto w oczy. Jego oczy błyszczały.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz