Wbiegam na jakieś schody, nigdzie nie widzę Grace.
Czując zapach krwi, potykam się niezdarnie o ostatni stopień i upadam na drewnianą podłogę; na której plamy krwi znaczą kryjówkę Linka.
Z trudem się podniosłam i zataczając się ruszyłam w stronę ostatnich drzwi w korytarzu. Były uchylone. Wówczas ogarnął mnie strach: kto go dobił, jeśli trafiła go tylko jedna kula? Dlaczego prawie nie czuję obecności Linka?
Ból w żyłach spowodowany pragnieniem coraz bardziej się nasilał. Oparłam palce na ścianie i sunęłam tuż przy niej. Czułam się nie tyle obolała i spragniona; co zwyczajnie wykończona. Obraz przed oczami stracił trochę na ostrości; przystanęłam oddychając ciężko- przeszłam tylko kilka kroków… On tam jest i muszę..
Czując zapach krwi, potykam się niezdarnie o ostatni stopień i upadam na drewnianą podłogę; na której plamy krwi znaczą kryjówkę Linka.
Z trudem się podniosłam i zataczając się ruszyłam w stronę ostatnich drzwi w korytarzu. Były uchylone. Wówczas ogarnął mnie strach: kto go dobił, jeśli trafiła go tylko jedna kula? Dlaczego prawie nie czuję obecności Linka?
Ból w żyłach spowodowany pragnieniem coraz bardziej się nasilał. Oparłam palce na ścianie i sunęłam tuż przy niej. Czułam się nie tyle obolała i spragniona; co zwyczajnie wykończona. Obraz przed oczami stracił trochę na ostrości; przystanęłam oddychając ciężko- przeszłam tylko kilka kroków… On tam jest i muszę..
Pchnęłam lekko drzwi i widząc Grace Ann oblizującą usta zakręciło mi się w głowie. Klęczała przy nim zrozpaczona i trzymała jego dłoń przy swojej twarzy zalewając się łzami.
W drugiej dłoni trzymała jego wisiorek.
Jego truchło zmieniło się w piasek. Z dłoni Grace sypały się prochy Linka.
-Grace…- ciężko mi było wydobyć z siebie nawet szept.
Podniosła się na nogi.
-Nie do końca mi ufałeś, co..?- Spytała smutno wpatrzona w otwarte okno.
Jęknęłam osuwając się po framudze drzwi na podłogę; obejmując się ramionami prosiłam, żeby to się skończyło. Żeby przestało boleć.
-Spóźniłaś się; Callisto- powiedziała obojętnie nawet na mnie nie patrząc, wisiorek w jej dłoni zadzwonił delikatnie.- On odszedł…- powiedziała cicho.
Nagle podeszła i złapała mnie za bluzkę. Zaczęła mną trząść; mówiąc:
-On też… On…- trzasnęła mną o ścianę mocno.- Nie taką cię kochałam.. Nie taką podziwiałam i nienawidziłam! Nie o taką ciebie byłam zazdrosna.. Już dawno jesteś wrakiem… wampirem poziomu D..- Medalion w jej dłoni otworzył się, ale ona nawet nie spojrzała na przedmiot- …Dlaczego kochał tylko ciebie; jak wszyscy…?? Dlaczego byłaś zawsze ważniejsza, niż ja…?? Dlaczego tak jest?!
-Nieprawda… Wszystko, co.. mówisz to.. Nieprawda- powiedziałam ochrypłym, urywanym głosem.
-Zawsze wiesz wszystko najlepiej; Cally- zajrzała mi w oczy, a potem mnie puściła.- Właściwie nic o nas nie wiesz!! Nie wiesz; co nim kierowało… co myślał.. czuł..nic nie…!
Upadłam na podłogę i spojrzałam na nią z dołu.
-Wiem więcej, niż myślisz..- szepnęłam oddychając ciężko.- Ja też… mam kogoś; komu nigdy nie poz..wolę stać się tym czymś..
Grace Ann zesztywniała i zaczęła się zastanawiać nad czymś.
-Stałaś się tym potworem, którego nienawidziłaś..- Powiedziała pogardliwie przechodząc obok.
-Wiesz; czemu cię nie zmienił..?- Wydyszałam. Musiałam skończyć zanim stracę przytomność. Chciałam ją jakoś przy sobie zatrzymać.- On cię kochał; Grace Ann… Kochał cię jako człowieka; a nie wampira..
-Co ty możesz o tym wiedzieć..?- Chciała wyskoczyć oknem. Chwyciłam ją za kostkę; ale kopniakiem posłała mnie pod jakiś stolik.
Trzasnęło okno.
Grace Ann zniknęła.
Odeszła bezpowrotnie.
W drugiej dłoni trzymała jego wisiorek.
Jego truchło zmieniło się w piasek. Z dłoni Grace sypały się prochy Linka.
-Grace…- ciężko mi było wydobyć z siebie nawet szept.
Podniosła się na nogi.
-Nie do końca mi ufałeś, co..?- Spytała smutno wpatrzona w otwarte okno.
Jęknęłam osuwając się po framudze drzwi na podłogę; obejmując się ramionami prosiłam, żeby to się skończyło. Żeby przestało boleć.
-Spóźniłaś się; Callisto- powiedziała obojętnie nawet na mnie nie patrząc, wisiorek w jej dłoni zadzwonił delikatnie.- On odszedł…- powiedziała cicho.
Nagle podeszła i złapała mnie za bluzkę. Zaczęła mną trząść; mówiąc:
-On też… On…- trzasnęła mną o ścianę mocno.- Nie taką cię kochałam.. Nie taką podziwiałam i nienawidziłam! Nie o taką ciebie byłam zazdrosna.. Już dawno jesteś wrakiem… wampirem poziomu D..- Medalion w jej dłoni otworzył się, ale ona nawet nie spojrzała na przedmiot- …Dlaczego kochał tylko ciebie; jak wszyscy…?? Dlaczego byłaś zawsze ważniejsza, niż ja…?? Dlaczego tak jest?!
-Nieprawda… Wszystko, co.. mówisz to.. Nieprawda- powiedziałam ochrypłym, urywanym głosem.
-Zawsze wiesz wszystko najlepiej; Cally- zajrzała mi w oczy, a potem mnie puściła.- Właściwie nic o nas nie wiesz!! Nie wiesz; co nim kierowało… co myślał.. czuł..nic nie…!
Upadłam na podłogę i spojrzałam na nią z dołu.
-Wiem więcej, niż myślisz..- szepnęłam oddychając ciężko.- Ja też… mam kogoś; komu nigdy nie poz..wolę stać się tym czymś..
Grace Ann zesztywniała i zaczęła się zastanawiać nad czymś.
-Stałaś się tym potworem, którego nienawidziłaś..- Powiedziała pogardliwie przechodząc obok.
-Wiesz; czemu cię nie zmienił..?- Wydyszałam. Musiałam skończyć zanim stracę przytomność. Chciałam ją jakoś przy sobie zatrzymać.- On cię kochał; Grace Ann… Kochał cię jako człowieka; a nie wampira..
-Co ty możesz o tym wiedzieć..?- Chciała wyskoczyć oknem. Chwyciłam ją za kostkę; ale kopniakiem posłała mnie pod jakiś stolik.
Trzasnęło okno.
Grace Ann zniknęła.
Odeszła bezpowrotnie.
***
Słyszę kroki Mistrza i Tori. Trzask otwieranych co chwila drzwi. Cały świat kręci się przed moimi oczami jak karuzela. Zamykam oczy, chroniąc się przed mdłościami.
Kto zabił Linka…
Kto zabił..
Nie miałam sił się nad tym zastanawiać. Nie miałam sił zastanawiać się nad niczym.
-Callisto.. Proszę pana, znalazłam ją!…- Słyszę oddalający się głos Tori Miles i kroki mistrza…
Potem ciemność..
Słyszę kroki Mistrza i Tori. Trzask otwieranych co chwila drzwi. Cały świat kręci się przed moimi oczami jak karuzela. Zamykam oczy, chroniąc się przed mdłościami.
Kto zabił Linka…
Kto zabił..
Nie miałam sił się nad tym zastanawiać. Nie miałam sił zastanawiać się nad niczym.
-Callisto.. Proszę pana, znalazłam ją!…- Słyszę oddalający się głos Tori Miles i kroki mistrza…
Potem ciemność..
***
Budynek Stowarzyszenia, kilka dni później: dwudziesty czwarty listopad.
Budzę się w łóżku; słysząc głosy. W głowie wirują mi przeróżne obrazy: uwięziona Tori, Rafael, moja siostra; martwy Link…
Martwy Link!
Zrywam się z łóżka i wpatruję się w przestrzeń szeroko otwartymi oczami.
Zapach krwi w pobliżu sprawia; że zamieram w bezruchu.
Obiad nadchodzi…
Obiad…??!
Ukrywam twarz w dłoniach; zastanawiając się, co się ze mną dzieje. Gardło i żyły palą. Ból staje się nie do zniesienia.
Zapach krwi zbliża się coraz bardziej..
Tori uchyla drzwi rozglądając się po korytarzu. Powoli wchodzi do środka…
Krew…!
Nie mogę nad sobą zapanować- bez namysłu rzucam się w jej stronę. Czuję mocne szarpnięcie i patrzę w tył.
Bransoleta z łańcuchem wmurowanym w ścianę.
Czyjaś dłoń pociąga Tori w tył za siebie. W plamę światła padającego z lampy naftowej wchodzi łowca. Lufa strzelby jest skierowana prosto w moje serce.
-Zabierz ją stąd; Luca…- odzywa się cichy głos mistrza.
Piwnooki wziął dziewczynę i wyprowadził ją z pokoju. W jego oczach widziałam tylko cierpienie.
-Porter miał rację…- mówię z goryczą bez strachu patrząc na broń.- …lepiej było mnie zabić już wtedy; gdy się tym stałam..- w jego jedynym oku widzę swoją twarz. Po moim policzku spływa łza.- Jestem potworem; Mistrzu..
-Nieprawda…- jednooki opuszcza strzelbę i odwraca wzrok. Patrząc w podłogę mówi ciszej.- Nie jesteś taka sama; jak oni. Nie jesteś tą bestią.
-Ale upadam- odparłam z naciskiem.- Nadal nie będę dla ciebie tą bestią, jeśli kogoś zabiję?? Jak sądzisz?.- Pytam ostro.
-To nie tak; Callisto- mówi cicho; smutno.
-A niby jak? Jak to jest..?- Odpowiedziałam nie patrząc mu w oczy.
Jednooki zamilkł. Spod rozpiętej lekko koszuli wystawał opatrunek.
-Puść mnie, Vincent! Puszczaj; on chce zabić Cally- słyszę krzyk Tori w pobliżu.
-Boże… Przestań wrzeszczeć; Miles…- jęknęłam z irytacją, opierając się ciężko o ścianę. Słysze kroki kilku par nóg- wśród nich słuch wyodrębnia echo jednego kroku- kroku Michaela, który otwiera drzwi, ogarnia wzrokiem sytuację i staje jak wryty, widząc mistrza z bronią opuszczoną do boku..
-Callisto..- rzuca z ulgą podchodząc.
-Nie zbliżaj się..!- Rozkazuję chłodno.- Nie podchodź; Michael..- szepczę z żalem.
Zielonooki ignoruje moje słowa i podchodzi ostrożnie. Odtrąca dłoń mistrza.
Jest coraz bliżej; odsuwam się na przeciwległą krawędź łóżka.
-Czemu nie zamknęliście mnie w podziemiach? Najlepiej w jakiejś grubej klatce? Tak; jak groźne psy zamyka się w kojcach; tak groźne pijawy powinno się zamykać w klatkach- powiedziałam szczekliwym głosem; szarpnęłam łańcuch chcąc odsunąć się jeszcze dalej od Michaela.
Na jego twarzy wyrył się ból. Powoli cofnął rękę i wstał z łóżka. Powoli wyszedł z pokoju wypuszczając jakiś przedmiot z dłoni.
Vincent podniósł drobiazg i pokazał mi go.
Był to kawałek turkusowego materiału z kilkoma koralikami.
Z sukienki; którą podarłam na balu.
W moich oczach stanęły łzy..
Michael…
Grace…
-Jestem naprawdę beznadziejna i żałosna; co?- Uśmiechnęłam się blado przez łzy.
Tori z wahaniem podeszła do mnie. Wzięła moją rękę- przez chwilę chciałam ją wyszarpnąć; ale coś mnie powstrzymało- tym czymś okazała się dłoń Rodrigueza.
Patrzył na mnie w milczeniu.
-Znów razem; co?- Paul wrył się między mnie i Tori i ściskając nasze dłonie potrząsnął nimi.
-Nie… Nie zaczynajmy tego od nowa- moja lewa dłoń namierzyła pistolet i odbezpieczyła go.- Jestem potworem..- przymykam oczy przystawiając pistolet do łba.
-Magazynek jest pusty, Callisto- mówi krótko Morgenstern.
-To był pomysł Tylera- odezwał się Paul wyjmując mi z dłoni broń; odłożył ją na parapet okna.- On chyba naprawdę coś do ciebie..- odwrócił wzrok.
Mistrz szedł w stronę drzwi, stawiał ostrożne kroki, by nie zwrócić na siebie mojej uwagi.
-Nie zapominaj, że mam wyczulony słuch, Mistrzu..- mówiąc to nie potrafię powstrzymać ironicznego uśmiechu.
Jednooki zatrzymuje się z dłonią nad klamką drzwi.
-Chcesz mnie o coś zapytać- nie pyta. Stwierdza fakt.
Zastanawiam się. Trwa długie milczenie; podczas którego Tori i reszta przyglądają mi się z niepokojem.
-Czy Grace…- urywam nagle, w moje serce wstępuje niepewność. Nie chcę go zranić: nie chcę zadawać bólu człowiekowi, który zrzekł się własnego życia i miłości tylko dla młodych łowców; których uczył zawodu.
-Mów; Callisto Anabelle Raven- odparł cicho wpatrując się w drzwi.
Zawahałam się. Nie dlatego, że nie chciałam przezwyciężyć ciekawość- po prostu bałam się, że jego odpowiedź może coś zmienić w naszych wzajemnych stosunkach.
-Czy Grace Ann jest… Twoją córką?- Pytam niepewnie.
Budynek Stowarzyszenia, kilka dni później: dwudziesty czwarty listopad.
Budzę się w łóżku; słysząc głosy. W głowie wirują mi przeróżne obrazy: uwięziona Tori, Rafael, moja siostra; martwy Link…
Martwy Link!
Zrywam się z łóżka i wpatruję się w przestrzeń szeroko otwartymi oczami.
Zapach krwi w pobliżu sprawia; że zamieram w bezruchu.
Obiad nadchodzi…
Obiad…??!
Ukrywam twarz w dłoniach; zastanawiając się, co się ze mną dzieje. Gardło i żyły palą. Ból staje się nie do zniesienia.
Zapach krwi zbliża się coraz bardziej..
Tori uchyla drzwi rozglądając się po korytarzu. Powoli wchodzi do środka…
Krew…!
Nie mogę nad sobą zapanować- bez namysłu rzucam się w jej stronę. Czuję mocne szarpnięcie i patrzę w tył.
Bransoleta z łańcuchem wmurowanym w ścianę.
Czyjaś dłoń pociąga Tori w tył za siebie. W plamę światła padającego z lampy naftowej wchodzi łowca. Lufa strzelby jest skierowana prosto w moje serce.
-Zabierz ją stąd; Luca…- odzywa się cichy głos mistrza.
Piwnooki wziął dziewczynę i wyprowadził ją z pokoju. W jego oczach widziałam tylko cierpienie.
-Porter miał rację…- mówię z goryczą bez strachu patrząc na broń.- …lepiej było mnie zabić już wtedy; gdy się tym stałam..- w jego jedynym oku widzę swoją twarz. Po moim policzku spływa łza.- Jestem potworem; Mistrzu..
-Nieprawda…- jednooki opuszcza strzelbę i odwraca wzrok. Patrząc w podłogę mówi ciszej.- Nie jesteś taka sama; jak oni. Nie jesteś tą bestią.
-Ale upadam- odparłam z naciskiem.- Nadal nie będę dla ciebie tą bestią, jeśli kogoś zabiję?? Jak sądzisz?.- Pytam ostro.
-To nie tak; Callisto- mówi cicho; smutno.
-A niby jak? Jak to jest..?- Odpowiedziałam nie patrząc mu w oczy.
Jednooki zamilkł. Spod rozpiętej lekko koszuli wystawał opatrunek.
-Puść mnie, Vincent! Puszczaj; on chce zabić Cally- słyszę krzyk Tori w pobliżu.
-Boże… Przestań wrzeszczeć; Miles…- jęknęłam z irytacją, opierając się ciężko o ścianę. Słysze kroki kilku par nóg- wśród nich słuch wyodrębnia echo jednego kroku- kroku Michaela, który otwiera drzwi, ogarnia wzrokiem sytuację i staje jak wryty, widząc mistrza z bronią opuszczoną do boku..
-Callisto..- rzuca z ulgą podchodząc.
-Nie zbliżaj się..!- Rozkazuję chłodno.- Nie podchodź; Michael..- szepczę z żalem.
Zielonooki ignoruje moje słowa i podchodzi ostrożnie. Odtrąca dłoń mistrza.
Jest coraz bliżej; odsuwam się na przeciwległą krawędź łóżka.
-Czemu nie zamknęliście mnie w podziemiach? Najlepiej w jakiejś grubej klatce? Tak; jak groźne psy zamyka się w kojcach; tak groźne pijawy powinno się zamykać w klatkach- powiedziałam szczekliwym głosem; szarpnęłam łańcuch chcąc odsunąć się jeszcze dalej od Michaela.
Na jego twarzy wyrył się ból. Powoli cofnął rękę i wstał z łóżka. Powoli wyszedł z pokoju wypuszczając jakiś przedmiot z dłoni.
Vincent podniósł drobiazg i pokazał mi go.
Był to kawałek turkusowego materiału z kilkoma koralikami.
Z sukienki; którą podarłam na balu.
W moich oczach stanęły łzy..
Michael…
Grace…
-Jestem naprawdę beznadziejna i żałosna; co?- Uśmiechnęłam się blado przez łzy.
Tori z wahaniem podeszła do mnie. Wzięła moją rękę- przez chwilę chciałam ją wyszarpnąć; ale coś mnie powstrzymało- tym czymś okazała się dłoń Rodrigueza.
Patrzył na mnie w milczeniu.
-Znów razem; co?- Paul wrył się między mnie i Tori i ściskając nasze dłonie potrząsnął nimi.
-Nie… Nie zaczynajmy tego od nowa- moja lewa dłoń namierzyła pistolet i odbezpieczyła go.- Jestem potworem..- przymykam oczy przystawiając pistolet do łba.
-Magazynek jest pusty, Callisto- mówi krótko Morgenstern.
-To był pomysł Tylera- odezwał się Paul wyjmując mi z dłoni broń; odłożył ją na parapet okna.- On chyba naprawdę coś do ciebie..- odwrócił wzrok.
Mistrz szedł w stronę drzwi, stawiał ostrożne kroki, by nie zwrócić na siebie mojej uwagi.
-Nie zapominaj, że mam wyczulony słuch, Mistrzu..- mówiąc to nie potrafię powstrzymać ironicznego uśmiechu.
Jednooki zatrzymuje się z dłonią nad klamką drzwi.
-Chcesz mnie o coś zapytać- nie pyta. Stwierdza fakt.
Zastanawiam się. Trwa długie milczenie; podczas którego Tori i reszta przyglądają mi się z niepokojem.
-Czy Grace…- urywam nagle, w moje serce wstępuje niepewność. Nie chcę go zranić: nie chcę zadawać bólu człowiekowi, który zrzekł się własnego życia i miłości tylko dla młodych łowców; których uczył zawodu.
-Mów; Callisto Anabelle Raven- odparł cicho wpatrując się w drzwi.
Zawahałam się. Nie dlatego, że nie chciałam przezwyciężyć ciekawość- po prostu bałam się, że jego odpowiedź może coś zmienić w naszych wzajemnych stosunkach.
-Czy Grace Ann jest… Twoją córką?- Pytam niepewnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz