wtorek, 23 stycznia 2018

Hunter II Bloodlust ~Sin Rozdział XXV: Zjednoczenie Stowarzyszenia ~Rada

Lucian wpatrywał się w nas w milczeniu. Zdumienie na jego twarzy powoli ustąpiło miejsca zrozumieniu. Zanim jednak zdążył pozbierać myśli i udzielić nam sensownych wyjaśnień przemyślał coś i  wybuchnął śmiechem, mówiąc:
-Jakim ja jestem idiotą! Kompletnym idiotą- oznajmił wybiegając z pokoju.
-Co mu się stało?- Zapytał zaskoczony Michael.
-Podejrzewam, że odpowiedź może być tylko jedna...- Powiedziałam z zastanowieniem.
***
W społeczności Stowarzyszenia trwały  ożywione dyskusje- wszyscy różnie komentowali ostatnie wydarzenia; a w salonach panowało poruszenie i rozmowy. Jednak nieliczni zrzeszeni łowcy, którzy znali prawdę nadal zastanawiali się, czy mogą ją ujawnić.
-Sądzę, że powinniśmy pogadać najpierw z Angello- oznajmił Jasper powoli; gdy mój ojciec skończył mówić.
-On ma rację; Christopher..- powiedział Felix Moon kładąc dłoń na ramieniu starego przyjaciela.- Jeśli Rada znów  się podzieli Stowarzyszenie może przestać istnieć...
-Wiem o tym...- westchnął ciężko Cristopher Raven.- W najlepszym przypadku ród Raven będzie największymi skandalistami w historii, a w najgorszym, Rada się podzieli i Stowarzyszenie przestanie istnieć, a cały nasz plan: mój i przewodniczącego trafi szlag.
-Jaki wasz plan; Christopher?- Zapytał ostrożnie ojciec Michaela.
-Podjęliśmy próby by połączyć Stowarzyszenie na nowo...- oznajmił mój ojciec krótko.
-Obaj jesteście szaleńcami!- Powiedział wujek Alec z przekonaniem.
-To nie ma szans się udać, paniczu- dodał zdziwiony Lucian.
-Próbowaliście dokonać niemożliwego...- zawtórował mu Felix Moon.- Kundle Archanioła, w przeciwieństwie do nas, nigdy nie przyznają się do błędu.
-Muszę cię zaskoczyć; Felix. Nie tylko oni popełnili wtedy błąd: popełniliśmy go razem.
-A to niby jakim cudem.?- Zapytali wstrząśnięci Moon, troje Ravenów i Porter.
Armand Tyler milczał. Pogrążony w rozmyślaniach wodził wzrokiem po wnętrzu pokoju. Cristopher Raven spoglądał po zdumionych twarzach rodzeństwa i przyjaciół z politowaniem.
-Chyba tylko Armand i Mika są na tyle inteligentni, by to rozgryźć...- zauważył, a ja zaczęłam się zastanawiać; kim jest ten cały "Mika".
Godzinę później Angello wezwał mnie i Michaela oraz całą towarzyszącą nam dzisiejszego wieczora grupę łowców, by porozmawiać na temat tej dziwnej sytuacji.
Michael przeczuwając coś zdążył napisać pełen raport na temat ostatniego zlecenia.
-Dziękuję; że przyszliście- oznajmił Angello na wstępie. Był blady, nieogolony i wymięty- zapewne miał równie ciężką noc, jak my.
-Jeśli mogę, chciałbym usłyszeć wszystko; poza tym co ująłeś w raporcie; Michaelu- powiedział uprzejmie, odbierając od chłopaka spięty plik kartek i  zagłębił się w dokumencie równocześnie słuchając naszej opowieści.
-Czyli miałem do czynienia z Christianem..- domyślił się Angello.- To będzie kolejny skandal w twojej rodzinie, Cristopher...
-Dokładnie pięćdziesiąty trzeci w wielowiekowej historii Rodu Kruka- przyznał niechętnie mój ojciec, a Michael posłał mi zdziwione spojrzenie. W odpowiedzi przewróciłam oczami i pokazałam na migi, że długoby opowiadać..
-Jak myślisz: to dobry moment; by zwołać Radę; Mika?- Zapytał mój ojciec ostrożnie.
Angello oderwał wzrok od raportu i zmierzył starego przyjaciela długim, pełnym zastanowienia spojrzeniem.
-Po całym Stowarzyszeniu latają różne plotki; Cristopher- oznajmił Angello z namysłem.- Kilku osobom z Rady nie można zaufać.
-Kogo masz na myśli?- Zapytałam ostrożnie; przyglądając się przewodniczącemu.
-Najbardziej nie podobają mi się Law i Edge- powiedział Angello przyciszonym głosem.
-Pan mówi o jaśnie pani sekretarz?- Spytał zdziwiony Michael.
-O tej samej; Michaelu- przytaknął ku ogólnemu zdziwieniu wszystkich.- Nie konsultując się z Radą, za co zwyczajnie przepraszam, wydałem kilku osobom polecenie jej obserwacji.- Przesunął brazową teczkę ku nam.- Oto; co zebrał jeden ze szczurów.
Pierwsza strona raportu przedstawiała dane śledzonej wraz z aktualnym zdjęciem.
Wszyscy uczestnicy tej małej narady zaczęli czytać; ale najbardziej zaskakującym faktem był dla mnie pochyły i czytelny podpis:
"Pełen raport zdał:
Wyszkolony Szczur pierwszego stopnia, sekcji czarnej;
Vincent Octavio Rodriguez"

-Vincent miał sobie przecież odpuścić...- zauważył Michael gapiąc się na podpis.
-Powiedział, że pojawiły się pewne okoliczności; które nie pozwalają mu zrezygnować..- oznajmił powoli Felix Moon.
Wlepiłam w mężczyznę zdumiony wzrok, pytając z przejęciem:
-A pan skąd to wie?
Felix Moon oparty w wyluzowanej pozie o małą biblioteczkę w gabinecie zmierzył mnie i Michaela tajemniczym spojrzeniem.
-Wiem głównie dlatego, że Szczury to był mój pomysł- powiedział uśmiechając się ledwie zauważalnie.
Do drzwi gabinetu rozległo się głośne pukanie, które przerwało naszą rozmowę.
-Spodziewałeś się kogoś, Mika?- Zapytał powoli Cristopher Raven.
Angello pokręcił głową odmownie z zamyślonym wyrazem twarzy i rzucił krótkie zaproszenie.
Do gabinetu wkroczył wysoki, barczysty i siwowłosy mężczyzna o miodowych oczach; z grubym, siwym wąsem. Na oko miał ponad sześćdziesiątkę na karku.
-Miło znowu widzieć starą paczkę wychowanków; Angello- oznajmił przybyły krótko.
-Dzień dobry, profesorze König- rzucili mężczyźni uprzejmie.
Michael ustąpił miejsca starszemu jegomościowi i stanął za moim krzesłem; rzucając z szacunkiem:
-Proszę, niech pan siada.
-Dziękuję, panie Tyler- odparł z równą uprzejmością König zajmując miejsce.- Jest zdumiewająco do ciebie podobny; Armandzie- zwrócił się do ojca Michaela.- Mam szczerą nadzieję; że nie odziedziczył zbyt wielu twoich cech.
-Raczej porzuciłabym te ulotne nadzieje- mruknęłam cicho; lecz z ironią.
-Niestety twoja latorośl, poza urodą, odziedziczyła po tobie również twój przesłynny sarkazm; Raven- König przyglądał mi się z ukosa z lekkim uśmiechem zwracając się do mojego ojca.
-Uprzejmie dziękuję za komplement- uśmiechnęłam się przymilnie do staruszka, a ojciec szturchnął mnie lekko.
***
-Grey nie mógł przyjechać, dlatego przysłał mnie w zastępstwie- oznajmił König przechodząc do rzeczy.
Zarejestrowałam, że Moon niepostrzeżenie kopnął Armanda Tylera w kostkę; wujek Alec syknął, a mój ojciec przewrócił oczami w stronę Portera, który miał taki wyraz twarzy; jakby kazano mu pogłaskać zdechłego szczura.
-Ciekawe kogo Nicholas tak się przestraszył- zauważył z ironią mój ojciec.
-Nie przestraszył się. Po prostu pojechał na zdjęcie szwów- König wzruszył ramionami.- Powiedział, że do nas dołączy; gdy wróci ze szpitala.
-Co mu się takiego stało; że potrzebował chirurga?- Zapytał Angello powoli.
-Nazwał to "wybrykami klasy pierwszej E", cokolwiek to znaczy..
Wymieniliśmy szybkie spojrzenia z Michaelem. Już wiedzieliśmy, że nasze poprzednie podejrzenia co do tego, że chemik jest powiazany w jakiś sposób z "KA" się sprawdziły. 
W połowie rozmowy ktoś znów zapukał do drzwi gabinetu.
-Proszę- rzucił Angello. Do środka wszedł spokojnym krokiem Vincent Rodriguez.
-Dzień dobry wszystkim- przywitał się cicho Vincent.
Barczysty dryblas ubrany był na czarno. Zza połów skórzanej kurtki widać było kolbę antywampirzej broni. Pod ostrzałem naszych spojrzeń wysypał z zaciśniętej dłoni na biurko kilka rzeczy: dwie lazurytowe przypinki ze znakiem Rady Wampirów i trzy sygnety ze znakami rodowymi: Podkowa; Rapier i Temida. Oznaczały one trzy sławne rody łowców: Horse; Edge i Law. Dwóch z nich musiało mieć wysokie pozycje w Rządzie Wampirów.
-Nie tylko my szpiegowaliśmy Radę. Oni też mieli wtyki u nas- oznajmił poważnie.- Co teraz zamierzasz; Angello?-Zapytał.
Angello rozejrzał się po naszych twarzach; ale nie on przerwał ciszę. Zrobił to König mówiąc:
-Jedyne; co nam pozostaje to połączenie sił i zwołanie Rady- oznajmił powoli.
-Zatem Kundle Archanioła wchodzą do gry?- Zapytał Felix Moon.
-Nie moglibyśmy zmarnować takiej okazji- odpowiedział staruszek z uśmiechem.
₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪₪
W jadalni Stowarzyszenia panował chaos. Cała społeczność tworząca organizację zabrała się do ustawiania stołów i krzeseł. Miały one utworzyć krąg, aby było jasne, że naprawdę chcemy się pogodzić. W międzyczasie opracowaliśmy plan; by na Radzie pokazać wszystkim zdrajców łowczej krwi.
-Hańba szujom- burknął cicho, z pogardą Felix Moon dźwigając z Porterem jeden ze stołów. Młodzieniec również zaklął siarczyście pod nosem.
Kobiety krzątały się, kładąc na obrusach ozdobne wieńce z białymi różami, w których tkwiły ozdobne świece. Wszyscy nad czymś pracowali- każdy chciał by wszystko było idealne na przybycie gości.
Michael wpiął mi we włosy wsuwkę z utkniętym w metalu kwiatem róży. Widać było, że jest bardzo zmęczony; ale starał się to ukrywać za kurtyną dobrego humoru i uśmiechem, który emanował szczęściem.
Jacob Horse wszedł do jadalni rozglądając się zaskoczony. Miał taki wyraz twarzy; jakby coś mu nie pasowało. Idąc wpadł na Michaela i zdziwiony odskoczył.
-Co się tu dzieje?- Zapytał niepewnie patrząc na nas.
-Myślałem; że wiesz, co się dzieje; Podkowa- oznajmił chłodno Michael, świdrując bliznowatego chłopaka wzrokiem.
-Nie rozumiem- powiedział oszołomiony Horse rozglądając się po sali.
-Czyżby?- Zapytał jadowicie Michael.
-O co ci chodzi; Płomień?- Zapytał zbity z tropu chłopak wpatrując się w nas wielkimi ze zdziwienia oczami.- Ojciec godzinę temu mówił, że będzie tutaj na Radzie...
Wymieniliśmy zdziwione spojrzenia.
-On chyba naprawdę o niczym nie wie; Michael..- rzuciłam szeptem do zielonookiego.
-O czym miałbym wiedzieć?- Zapytał ostro Horse.
-Musimy pogadać, ale nie tutaj- oznajmiłam wypychając go za drzwi. Ruszyliśmy do wyjścia z budynku.
Horse usiadł na schodach opierając się o jeden z filarów i patrząc na nas zaczął:
-Możecie mi wyjaśnić; co się tu, kurwa mać, dzieje?- Zapytał mocno zdenerwowany.
-Wszystko się wydało, więc mógłbyś mieć na tyle honoru, by przestać udawać- oznajmił chłodno Michael.
-Niczego nie udaję! Nawet nie wiem, o co ci chodzi, człowieku.!- Ze zdziwienia głos Horse'a podniósł się o oktawę. Patrzył na nas tak; jakby cała sytuacja; której przed chwilą był świadkiem nie powinna mieć w ogóle miejsca.
***
-Wyście chyba zupełnie poszaleli- powiedział zdumiony; gdy skończyliśmy opowiadać mu o dowodach przeciwko jego ojcu.
-Nie mówilibyśmy ci tego, gdybyśmy nie wiedzieli na stówę- oznajmiłam z powagą.
Horse przymknął oczy i wystawił twarz w stronę księżyca.
-Prawda, że przez ostatni miesiąc często znikał z domu; ale nie wydawało mi się to specjalnie dziwne...- powiedział z nagłym spokojem.- Zresztą ojciec zawsze był nerwowy, ale nigdy nie podejrzewałbym go o coś takiego...- oznajmił cicho, w zamyśleniu.
Trzasnęły drzwi wejściowe; Porter podszedłszy do nas rzucił do mnie:
-Angello cię szuka..- Zauważył Horse'a.- Co tu robisz; gnido?- Zapytał ostro patrząc na bliznowatego nieprzychylnie, chwycił go za poły kurtki i podniósł do pionu.
-On o niczym nie wiedział, tak samo, jak i my; Jasper- odparł Michael, rozdzielając obu.
Porter odsunął się, nadal patrząc spode łba na Jacoba. Weszłam do budynku i skierowałam się do jadalni. Przewodniczący siedział na schodach w przedsionku prowadząc burzliwą rozmowę telefoniczną.
-Ależ oczywiście: możesz zrobić mi miejsce na wycieraczce, kochanie. Nie zapominaj jednak, że i tak znajdę sposób by wejść do naszej sypialni- powiedział wyzywająco.- ŻE CO, NA KULAWE ANIOŁKI?!- Zapytał jakby go piorun strzelił. Poderwał się ze schodów i zaczął krążyć po szerokiej sieni.- Oczywiście. To całkowicie zmienia postać rzeczy...- rzucił do słuchawki, kiwając na mnie ręką przewrócił oczami słuchając żony.- Rozumiem; do zobaczenia później- zakończył rozmowę.
-Wzywałeś mnie; Angello, o co chodzi?- Rzuciłam krótko.
-Chciałem zapytać; czy wszystko w porządku- zauważył przyglądając mi się z troską.
-Wszystko gra- odparłam wzruszając ramionami. Wiedziałam, że chce zapytać o coś zupełnie innego. W końcu SPP (Stowarzyszeniowa Poczta Pantoflowa) zawsze działa bez zarzutu i Angello zapewne już wie, co Michael przemilczał nie tylko w raporcie, ale i ogółem.
-To prawda, że Michael ci się  oświadczył?- Zapytał z nagłym zaciekawieniem.
Widzę, że wieści szybko się rozchodzą...
Taa. SPP jest naprawdę bardzo zorganizowaną komórką  plotkarską... Przy niej to nawet "Pudelek" może się chować..
-No, cóż... Wiesz; że większość Stowarzyszenia to.. Straszni plotkarze i...
-Przyznaj, że zżera cię ciekawość; Angello- szturchnęłam mężczyznę przyjaźnie.
-Okej; niech ci będzie- rzucił ze śmiechem.
-Teraz to cię poniosło- zauważył przyglądając mi się podejrzliwie.- Bujasz; Raven..- dodał z niedowierzaniem trawiąc historię, którą mu opowiedziałam.
-Jak nie wierzysz, sam zapytaj- wzruszyłam ramionami.
-Ród Płomienia zawsze był zdumiewający i nieobliczalny w swoich działaniach; Michaelu Angello- odezwał się głos od drzwi.
Zwróciłam spojrzenie w tamtą stronę i opadła mi szczęka.
Na czele delegacji "Kundli Archanioła" szedł mężczyzna z pofalowanymi brązowymi włosami i czekoladowymi oczami; mniej więcej w wieku Angello lub nieco starszy. W kręgach uczniów tutejszego liceum był nauczycielem znanym jako: "Nick Rozpuszczalnik" lub "Nieogarnięty"; a nazywał się Nicholas J. Grey.
Powoli zamknęłam rozdziawioną gębę.
-Przepraszam za spóźnienie- rzuciło kilka osób wchodząc do budynku.
Wymieniliśmy szybkie spojrzenia z Angello. Wysłałam do Michaela szybkiego sms-a:
Przypilnuj Horse'a, żeby nie spieprzył planów Radzie.
Dostałam szybką odpowiedź:
Masz to, jak w banku;)
Owieczki weszły w watahę wilków.
-Przedstawienie czas zacząć- rzuciłam szeptem do Angello, zapraszającego delegację do sali.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz