-Co robisz poza szkołą; Raven?- Zapytał glos Greya. Stał oparty o bramę i palił papierosa.
W porę ukryłam pistolet w kaburze pod żakietem i spojrzałam na chemika niechętnie. Zauważył draśniętą przez kulę dłoń i zatrzymał mnie opierając mi dłoń na ramieniu.
-Uważaj na siebie; Zrzeszona- rzucił poważnie.
Drgnęłam wbijając wzrok w budynek szkoły. Skąd on wie, że jestem łowcą?? Zdjęłam jego dłoń z ramienia i bez słowa ruszyłam do budynku.
Najpierw to dziwne zachowanie Rafaela. Teraz to..
-Coś mi tu nie gra..- mruknęłam do siebie w zastanowieniu. Spojrzałam ukradkiem przez ramię na Greya: stał z papierosem w ustach i dłońmi w kieszeniach czarnego płaszcza, patrząc w przestrzeń.
-Psy gończe..- mruknął pogardliwie do swoich myśli odsuwając falowane włosy z twarzy. Zobaczyłam ponury uśmiech na jego twarzy, wchodząc do budynku szkoły.
Szłam obowiązując rozwaloną dłoń bandażem. Moje oczy odbijające sie w szybach przybrały czerwony kolor. Zamrugałam zaciskając węzeł opatrunku z sykiem bólu.
-To nic, w porównaniu z tym, co ty czujesz..- wymruczałam z pochyloną głową ukrywając dłonie w kieszeniach płaszcza.
-Raven, zaczekaj- usłyszałam głos nauczycielki. Odwróciłam się, ku mnie szła szybkim krokiem Amanda Collins, wychowawca naszej grupy.
-O co chodzi?- Zapytałam krótko.
-Możemy porozmawiać?
-Spóźnię się na matmę; a nie chciałabym sobie nagrabić.
Chciałam się wykręcić. Czymkolwiek, byle tylko od niej zwiać.
-Załatwię to z Jamesem- ucięła, uspokajając mnie.
Cholera.. Chyba mi nie odpuści…
-Nie wiem; o czym miałybyśmy rozmawiać, pani profesor..- zauważyłam wchodząc za nią do gabinetu. Ruchem ręki wskazała mi miejsce, powoli usiadłam.
-Co to za rana?- Zapytała powoli zauważając plamę krwii na bandażu zza ktorego połyskiwał w świetle lazurytowy sygnet z herbem rodu.
-Tylko draśnięcie, rozcięłam dłoń o bramę- wytłumaczyłam.
-Słabe kłamstwo; Raven. Powinnaś powiedzieć prawdę- oznajmiła wpatrując się we mnie natarczywie.
-Ha!- mruknęłam tryumfalnie.
Kobieta spojrzała na mnie zdziwiona. Uśmiechnęłam się chłodno.
-Nawet gdybym chciała, nie mogę pani powiedzieć całej prawdy- oznajmiłam z powagą.- Zresztą niewiele osób wie o wszystkim, prawda Michael?- Zapytałam nie odwracając się.
-Taa- przytaknął z normalnym wyrazem twarzy.
Zdziwiona nauczycielka spojrzała na drzwi, pytając:
-Co ty tu robisz; Tyler?
-Szukałem Callisto- odparł krótko.- Zresztą profesor Shark jest chyba nie w humorze, że Cally się spóźnia- odrzucił grzywkę ciemnych włosów na bok.
-Przekaż Jamesowi, że ją zatrzymałam i zostaw nas same; Tyler- odparła.
-Rozumiem.- Michael skinął głową i wyszedł.
Collins odczekała aż kroki Michaela ucichły.
-Nie wszyscy są tacy; jacy się zdają; Raven, a ty… Wydaję mi się, że możesz mi pomóc w pewnej sprawie- zauważyła ostrożnym tonem, wyjmując z szuflady biurka czarną teczkę.
-Obawiam się; że nie bardzo- powiedziałam niepewnie.
Collins uniosła wzrok i przeszyła mnie spojrzeniem ciemnych oczu.
-Widziałam, co kilka miesiecy temu stało się z tym chłopakiem, który zaatakował jedną z uczennic; Raven.. Dyrektor pokazał mi nagranie ze szkolnego monitoringu- odezwała się nagle ostrzejszym tonem.
Wstałam, biorąc torbę.
-To nie czas; ani miejsce na tego typu rozmowy; pani profesor- oznajmiłam ruszając do wyjścia z gabinetu.- Poza tym nie mam nastroju na taką rozmowę- spojrzałam na filiżankę na blacie biurka. Ta sekundę potem pękła rozpadając sie na kilka odłamków.
-Więc pozwolisz, żeby to nadal się działo?- Zapytała zdumiona, patrząc na pozostałości filiżanki.
-Niech mnie pani nie poucza na temat, o ktorym nie ma pani bladego pojęcia- oznajmiłam chłodno, lecz uprzejmie.- Zresztą ich likwidacja leży w obowiązku Stowarzyszenia; a pani niech się lepiej nie wtrąca w nieswoje sprawy.
-Kim są „oni”?- Zapytała powoli otwierając teczkę.- Mogłabyś choć rzucić okiem na to…
Trzymałam klamkę otwartych do połowy drzwi. Nagle zawróciłam i usiadłam spowrotem.
-Skąd to pani ma?- Zapytałam widząc policyjne dokumenty.
-Mąż jest policjantem; skopiowałam je- odparła obojętnie.
-Pakuje się pani w kłopoty. To nielegalne- przerwałam czytanie jednego z raportów i spojrzałam jej w oczy.- Powinna pani się tego pozbyć i to jak najszybciej.. Wtedy zza teczki wypadło jakieś zdjęcie.
Podniosłam je i spojrzałam uważnie.
Zobaczyłam uchwyconą na fotografii scenę zabójstwa.
-Makabryczne..- Wtedy zauważyłam na fotografii coś, co zwróciło moją uwagę. Pod dłonią trupa zobaczyłam wisiorek, który posiadają tylko łowcy.
Ale widniał na nim znak zupełnie inny, niż Stowarzyszenia.
-Niezrzeszony, żółtodziób zaraz po treningu- mruknęłam wpatrując się w zdjęcie.- Wysyłać mięso armatnie do takich zadań… Cóż za hańba dla tej profesji- syknęłam pogardliwie.
-Profesji?- Zapytała zdziwiona Collins.
Podniosłam wzrok znad fotografii.
-Ma pani więcej takich zdjęć?- Zapytałam wolno.
-Ty wiesz, kim byli ci ludzie..- zaczęła wyjmując z tej samej szuflady pudełko zamykane na kłódkę. Otworzyła je i podała mi plik fotografii.
Przeglądając je odparłam:
-Tak, znałam większość z tych osób; a przynajmniej myślałam, że ich znam..- schowałam fotografie z westchnieniem.
Zapadła długa chwila milczenia.
-Zauważyłam; że oni wszyscy mieli ten sam wisiorek. Jakaś organizacja? Może sekta?- Zagadnęła nagle.
-Sekta?- Spojrzałam na nią z kpiącym uśmiechem.
-Drwisz sobie; Raven?- Zapytała chłodno.
-Możemy zakończyć tę szopkę. Mnie na tym nie zależy- odparłam obojętnie, rozluźniając krawat; rozpięłam lekko koszulę.
-Od tej strony cię nie znałam; Raven- oznajmiła nauczycielka podejrzliwie.
-Po prostu nie zdzierzę obelg- odparłam lodowato.
Otworzyła usta w zdumieniu, patrząc na mnie.
-Możesz wyjaśnić mi, o co ci chodzi; Raven?- Zdumiała się.
Nagły dźwięk mojego telefonu wyrywa mnie z odrętwienia. Wyjmuję go z kieszeni i spoglądam na wyświetlacz.
-Angello?- Przeprosiłam i odebrałam.- Co jest grane?- rzuciłam wstając.
-Jeśli stoisz: lepiej siadaj.. Mam złe wiadomości- uslyszałam głos w słuchawce.
Oparłam obandażowaną dłoń na blacie biurka; rzucając:
-Zamieniam się w słuch; Angello- oznajmiłam krótko.
-Zaatakowali Morgensterna i kilku innych łowców.
Palce zsunęły się z blatu. Osunęłam się na krzesło i zapytałam ostrym tonem:
-Co z Mistrzem?
-Cudem uszedł z życiem; jest w szpitalu. Ranny; ale przytomny.
-Bardzo jesteś zajęty?- Zapytałam rzeczowo.
-Odrobinę; a co?
-Mam małą sprawę; możemy się spotkać w jakimś cichym miejscu?- Zapytałam z naciskiem.
-Teraz??- Wyjąkał.
-Teraz, najlepiej z dala od Rady i Stowarzyszenia…
-Stawiasz za duże warunki; Raven- przerwał mi z oburzeniem.
-To delikatna sprawa. „Kundle Archanioła”: mówi ci to coś?- Tym razem to ja mu przerwałam.
-Dom rodu Angello; za dziesięć minut- odparł i zakończył rozmowę.
Opuściłam dłoń z telefonem.
-Chyba znalazłam kogoś, kto zgodzi się pani pomóc- Uśmiechnęłam się chłodno.- Jedźmy, pani Collins..
Kobieta nie pytając o nic ruszyła za mną.
Nawet nie czułam się winna; że kolejny raz zamierzam wykorzystać Angello do swoich własnych celów.
Liczyło się to; że na chwilę obecną był bardzo przydatny.
-Gdyby nie moja rodzina byłbyś nikim..- mruknęłam z pogardą pod adresem Angello.
W porę ukryłam pistolet w kaburze pod żakietem i spojrzałam na chemika niechętnie. Zauważył draśniętą przez kulę dłoń i zatrzymał mnie opierając mi dłoń na ramieniu.
-Uważaj na siebie; Zrzeszona- rzucił poważnie.
Drgnęłam wbijając wzrok w budynek szkoły. Skąd on wie, że jestem łowcą?? Zdjęłam jego dłoń z ramienia i bez słowa ruszyłam do budynku.
Najpierw to dziwne zachowanie Rafaela. Teraz to..
-Coś mi tu nie gra..- mruknęłam do siebie w zastanowieniu. Spojrzałam ukradkiem przez ramię na Greya: stał z papierosem w ustach i dłońmi w kieszeniach czarnego płaszcza, patrząc w przestrzeń.
-Psy gończe..- mruknął pogardliwie do swoich myśli odsuwając falowane włosy z twarzy. Zobaczyłam ponury uśmiech na jego twarzy, wchodząc do budynku szkoły.
Szłam obowiązując rozwaloną dłoń bandażem. Moje oczy odbijające sie w szybach przybrały czerwony kolor. Zamrugałam zaciskając węzeł opatrunku z sykiem bólu.
-To nic, w porównaniu z tym, co ty czujesz..- wymruczałam z pochyloną głową ukrywając dłonie w kieszeniach płaszcza.
-Raven, zaczekaj- usłyszałam głos nauczycielki. Odwróciłam się, ku mnie szła szybkim krokiem Amanda Collins, wychowawca naszej grupy.
-O co chodzi?- Zapytałam krótko.
-Możemy porozmawiać?
-Spóźnię się na matmę; a nie chciałabym sobie nagrabić.
Chciałam się wykręcić. Czymkolwiek, byle tylko od niej zwiać.
-Załatwię to z Jamesem- ucięła, uspokajając mnie.
Cholera.. Chyba mi nie odpuści…
-Nie wiem; o czym miałybyśmy rozmawiać, pani profesor..- zauważyłam wchodząc za nią do gabinetu. Ruchem ręki wskazała mi miejsce, powoli usiadłam.
-Co to za rana?- Zapytała powoli zauważając plamę krwii na bandażu zza ktorego połyskiwał w świetle lazurytowy sygnet z herbem rodu.
-Tylko draśnięcie, rozcięłam dłoń o bramę- wytłumaczyłam.
-Słabe kłamstwo; Raven. Powinnaś powiedzieć prawdę- oznajmiła wpatrując się we mnie natarczywie.
-Ha!- mruknęłam tryumfalnie.
Kobieta spojrzała na mnie zdziwiona. Uśmiechnęłam się chłodno.
-Nawet gdybym chciała, nie mogę pani powiedzieć całej prawdy- oznajmiłam z powagą.- Zresztą niewiele osób wie o wszystkim, prawda Michael?- Zapytałam nie odwracając się.
-Taa- przytaknął z normalnym wyrazem twarzy.
Zdziwiona nauczycielka spojrzała na drzwi, pytając:
-Co ty tu robisz; Tyler?
-Szukałem Callisto- odparł krótko.- Zresztą profesor Shark jest chyba nie w humorze, że Cally się spóźnia- odrzucił grzywkę ciemnych włosów na bok.
-Przekaż Jamesowi, że ją zatrzymałam i zostaw nas same; Tyler- odparła.
-Rozumiem.- Michael skinął głową i wyszedł.
Collins odczekała aż kroki Michaela ucichły.
-Nie wszyscy są tacy; jacy się zdają; Raven, a ty… Wydaję mi się, że możesz mi pomóc w pewnej sprawie- zauważyła ostrożnym tonem, wyjmując z szuflady biurka czarną teczkę.
-Obawiam się; że nie bardzo- powiedziałam niepewnie.
Collins uniosła wzrok i przeszyła mnie spojrzeniem ciemnych oczu.
-Widziałam, co kilka miesiecy temu stało się z tym chłopakiem, który zaatakował jedną z uczennic; Raven.. Dyrektor pokazał mi nagranie ze szkolnego monitoringu- odezwała się nagle ostrzejszym tonem.
Wstałam, biorąc torbę.
-To nie czas; ani miejsce na tego typu rozmowy; pani profesor- oznajmiłam ruszając do wyjścia z gabinetu.- Poza tym nie mam nastroju na taką rozmowę- spojrzałam na filiżankę na blacie biurka. Ta sekundę potem pękła rozpadając sie na kilka odłamków.
-Więc pozwolisz, żeby to nadal się działo?- Zapytała zdumiona, patrząc na pozostałości filiżanki.
-Niech mnie pani nie poucza na temat, o ktorym nie ma pani bladego pojęcia- oznajmiłam chłodno, lecz uprzejmie.- Zresztą ich likwidacja leży w obowiązku Stowarzyszenia; a pani niech się lepiej nie wtrąca w nieswoje sprawy.
-Kim są „oni”?- Zapytała powoli otwierając teczkę.- Mogłabyś choć rzucić okiem na to…
Trzymałam klamkę otwartych do połowy drzwi. Nagle zawróciłam i usiadłam spowrotem.
-Skąd to pani ma?- Zapytałam widząc policyjne dokumenty.
-Mąż jest policjantem; skopiowałam je- odparła obojętnie.
-Pakuje się pani w kłopoty. To nielegalne- przerwałam czytanie jednego z raportów i spojrzałam jej w oczy.- Powinna pani się tego pozbyć i to jak najszybciej.. Wtedy zza teczki wypadło jakieś zdjęcie.
Podniosłam je i spojrzałam uważnie.
Zobaczyłam uchwyconą na fotografii scenę zabójstwa.
-Makabryczne..- Wtedy zauważyłam na fotografii coś, co zwróciło moją uwagę. Pod dłonią trupa zobaczyłam wisiorek, który posiadają tylko łowcy.
Ale widniał na nim znak zupełnie inny, niż Stowarzyszenia.
-Niezrzeszony, żółtodziób zaraz po treningu- mruknęłam wpatrując się w zdjęcie.- Wysyłać mięso armatnie do takich zadań… Cóż za hańba dla tej profesji- syknęłam pogardliwie.
-Profesji?- Zapytała zdziwiona Collins.
Podniosłam wzrok znad fotografii.
-Ma pani więcej takich zdjęć?- Zapytałam wolno.
-Ty wiesz, kim byli ci ludzie..- zaczęła wyjmując z tej samej szuflady pudełko zamykane na kłódkę. Otworzyła je i podała mi plik fotografii.
Przeglądając je odparłam:
-Tak, znałam większość z tych osób; a przynajmniej myślałam, że ich znam..- schowałam fotografie z westchnieniem.
Zapadła długa chwila milczenia.
-Zauważyłam; że oni wszyscy mieli ten sam wisiorek. Jakaś organizacja? Może sekta?- Zagadnęła nagle.
-Sekta?- Spojrzałam na nią z kpiącym uśmiechem.
-Drwisz sobie; Raven?- Zapytała chłodno.
-Możemy zakończyć tę szopkę. Mnie na tym nie zależy- odparłam obojętnie, rozluźniając krawat; rozpięłam lekko koszulę.
-Od tej strony cię nie znałam; Raven- oznajmiła nauczycielka podejrzliwie.
-Po prostu nie zdzierzę obelg- odparłam lodowato.
Otworzyła usta w zdumieniu, patrząc na mnie.
-Możesz wyjaśnić mi, o co ci chodzi; Raven?- Zdumiała się.
Nagły dźwięk mojego telefonu wyrywa mnie z odrętwienia. Wyjmuję go z kieszeni i spoglądam na wyświetlacz.
-Angello?- Przeprosiłam i odebrałam.- Co jest grane?- rzuciłam wstając.
-Jeśli stoisz: lepiej siadaj.. Mam złe wiadomości- uslyszałam głos w słuchawce.
Oparłam obandażowaną dłoń na blacie biurka; rzucając:
-Zamieniam się w słuch; Angello- oznajmiłam krótko.
-Zaatakowali Morgensterna i kilku innych łowców.
Palce zsunęły się z blatu. Osunęłam się na krzesło i zapytałam ostrym tonem:
-Co z Mistrzem?
-Cudem uszedł z życiem; jest w szpitalu. Ranny; ale przytomny.
-Bardzo jesteś zajęty?- Zapytałam rzeczowo.
-Odrobinę; a co?
-Mam małą sprawę; możemy się spotkać w jakimś cichym miejscu?- Zapytałam z naciskiem.
-Teraz??- Wyjąkał.
-Teraz, najlepiej z dala od Rady i Stowarzyszenia…
-Stawiasz za duże warunki; Raven- przerwał mi z oburzeniem.
-To delikatna sprawa. „Kundle Archanioła”: mówi ci to coś?- Tym razem to ja mu przerwałam.
-Dom rodu Angello; za dziesięć minut- odparł i zakończył rozmowę.
Opuściłam dłoń z telefonem.
-Chyba znalazłam kogoś, kto zgodzi się pani pomóc- Uśmiechnęłam się chłodno.- Jedźmy, pani Collins..
Kobieta nie pytając o nic ruszyła za mną.
Nawet nie czułam się winna; że kolejny raz zamierzam wykorzystać Angello do swoich własnych celów.
Liczyło się to; że na chwilę obecną był bardzo przydatny.
-Gdyby nie moja rodzina byłbyś nikim..- mruknęłam z pogardą pod adresem Angello.
Dziesięć minut później; rodowa rezydencja Angello.
-Ale chata..- rzuciła z podziwem moja nauczycielka.
Owszem; biała rezydencja w stylu wiktoriańskim z rzucającymi się w oczy fasadami i ciemnobrązową dachówką. Pośrodku ściany frontowej, w okręgu nad drzwiami widniał herb rodu- anioł zemsty: Archanioł Gabriel z berłem w prawej dłoni.
Za nami wjechał czarny samochód z przyciemnianymi szybami. Nawet nie myśląc wyciągnęłam pistolet i odbezpieczyłam go mierząc w wysiadajacą z auta postać.
-Callisto Anabelle Raven- rzucił pogardliwie wampir.
-Co tu robisz; Corvin?- Warknęłam wrogo.
-Opuść broń; Callisto..- odezwał się wychodzący z domu Angello.
-Ty ich tu zaprosiłeś, Angello?- Zapytałam przyglądając się nieufnie przewodniczącemu Rady Wampirów.
-Nie powiedziałaś, że nie będziesz sama; Raven- odparł niechętnie przewodnicząca.
Odwróciłam wzrok od Corvina i spojrzałam na nauczycielkę.
-Czyli nie wiesz; że ktoś zabija łowców zwących siebie Kundlami Archanioła?- Zapytałam niewinnie.
Wampir spojrzał na mnie zdziwiony.
-Ta hańba nie zasługuje na miano naszego zawodu; Raven- Dopiekłam przewodniczącemu, który źle wspominał rozłam w Stowarzyszeniu.
-Skąd o tym wiesz; nędzna imitacjo wampira?- Zapytał pogardliwie Vincenzo Corvin.
-Nie obrażaj mnie; nie jesteś u siebie; pijawo- odcięłam się.
-Wie o tym ode mnie- oznajmiła Collins zwracając na siebie uwagę wampira.- Może lepiej nie rozmawiajmy o tej sprawie na zewnątrz; hm?- Zapytała z namysłem, poprawiając torebkę na ramieniu.
Została ostrzelana podejrzliwymi spojrzeniami. Wampir bardziej obserwował kobietę z pogardliwym uśmieszkiem na ustach.
-Ciekawi mnie; co może nam pani zaoferować- powiedział ostrożnie.
-Wiedzę- odparła z tajemniczym uśmiechem, wymownym gestem zaciskając dłoń na czarnej torebce.
Wampir nagle pojawił się tuż przed nią- nawet nie drgnęła; ani nie zmieniła wyrazu twarzy.
-Spodziewałem się podobnej odpowiedzi od nauczyciela- przez chwilę oboje piorunowali się wzrokiem.
-Nie mówiłam o wiedzy w sensie nauki- Collins uśmiechnęła się szerzej.- Bardziej miałam na myśli sprawę „Kundli Archanioła”.
Angello zbladł.
-Jesteś z policji..? Kto cię nasłał?- Zapytał nieufnie.
-To wychowawca mojej klasy; Angello. Jednakże..- celowo urwałam by zapytał; o co mi chodzi.
-Jednakże..?- Podjął natychmiast.
-Jest w posiadaniu czegoś; co być może nam przyda się bardziej- odparłam uprzejmie.
-Czyli..?- Zapytała Diane; ochroniarz wampira, nieufnie.
Collins rozejrzała się niespokojnie.
-Mam kopię akt dotyczących policyjnego dochodzenia- powiedziała ściszając głos.- Mój mąż prowadzi tę sprawę i..
-I to nielegalna kopia- zakończył wampir.
-Właśnie- przytaknęła niechętnie.
Angello ruszył w stronę domu bez słowa.
Skinęłam zachęcająco w stronę wychowawczyni.
-Raven- rzucił krótko Angello.
Zrównałam się z przewodniczącym.
-Co oni tu robią?- Zapytałam wrogo mając na myśli wampiry.
-Przyszli się tłumaczyć, że to nie oni za tym stoją- wzruszył ramionami.- Co ci się stało w dłoń?
-Nic. Drasnęłam się- odparłam krótko; ucinając ten wątek.
-Co na ten temat myślisz?- Spojrzał na mnie z boku.
-Od kiedy to pytasz mnie o zdanie?- Rzuciłam z ironią.
-Cóż..- Angello pchnął drzwi puszczając nas, kobiety przodem. Dołączył do mnie.- Po prostu pomyślałem; że warto zakopać topór wojenny między nami, a poza tym niewielu osobom w Stowarzyszeniu można ufać.
-Jeśli zamierzasz iść ze mną na układy; to mówię krótko: nie zamierzam- oznajmiłam chłodno.
-Chciałbym tylko; żebyś mi ufała- odparł cicho.
-To tak; jakbym miała ufać każdemu; kto się nawinie- stwierdziłam niechętnie.
-Właściwie chciałbym, żebyś stała się moim zastępcą w Stowarzyszeniu- przyznał wolno.
-Oszalałeś? Reszta rodowych napewno się na to nie zgodzi- oznajmiłam zdziwiona.
-Mam gdzieś rodowych- odwarknął chłodno.- Zresztą wrócimy później do tej rozmowy..- powiedział spokojniej.
-A propos tego, co o tym myślę- wróciłam do aktualnej sprawy; którą omawialiśmy.- Nie do końca wierzę; że wampiry za tym nie stoją.
-Tak prawdę mówiąc: ja też- ze zdziwieniem zarejestrowałam, że Angello przyznał mi rację.
***
-Ale chata..- rzuciła z podziwem moja nauczycielka.
Owszem; biała rezydencja w stylu wiktoriańskim z rzucającymi się w oczy fasadami i ciemnobrązową dachówką. Pośrodku ściany frontowej, w okręgu nad drzwiami widniał herb rodu- anioł zemsty: Archanioł Gabriel z berłem w prawej dłoni.
Za nami wjechał czarny samochód z przyciemnianymi szybami. Nawet nie myśląc wyciągnęłam pistolet i odbezpieczyłam go mierząc w wysiadajacą z auta postać.
-Callisto Anabelle Raven- rzucił pogardliwie wampir.
-Co tu robisz; Corvin?- Warknęłam wrogo.
-Opuść broń; Callisto..- odezwał się wychodzący z domu Angello.
-Ty ich tu zaprosiłeś, Angello?- Zapytałam przyglądając się nieufnie przewodniczącemu Rady Wampirów.
-Nie powiedziałaś, że nie będziesz sama; Raven- odparł niechętnie przewodnicząca.
Odwróciłam wzrok od Corvina i spojrzałam na nauczycielkę.
-Czyli nie wiesz; że ktoś zabija łowców zwących siebie Kundlami Archanioła?- Zapytałam niewinnie.
Wampir spojrzał na mnie zdziwiony.
-Ta hańba nie zasługuje na miano naszego zawodu; Raven- Dopiekłam przewodniczącemu, który źle wspominał rozłam w Stowarzyszeniu.
-Skąd o tym wiesz; nędzna imitacjo wampira?- Zapytał pogardliwie Vincenzo Corvin.
-Nie obrażaj mnie; nie jesteś u siebie; pijawo- odcięłam się.
-Wie o tym ode mnie- oznajmiła Collins zwracając na siebie uwagę wampira.- Może lepiej nie rozmawiajmy o tej sprawie na zewnątrz; hm?- Zapytała z namysłem, poprawiając torebkę na ramieniu.
Została ostrzelana podejrzliwymi spojrzeniami. Wampir bardziej obserwował kobietę z pogardliwym uśmieszkiem na ustach.
-Ciekawi mnie; co może nam pani zaoferować- powiedział ostrożnie.
-Wiedzę- odparła z tajemniczym uśmiechem, wymownym gestem zaciskając dłoń na czarnej torebce.
Wampir nagle pojawił się tuż przed nią- nawet nie drgnęła; ani nie zmieniła wyrazu twarzy.
-Spodziewałem się podobnej odpowiedzi od nauczyciela- przez chwilę oboje piorunowali się wzrokiem.
-Nie mówiłam o wiedzy w sensie nauki- Collins uśmiechnęła się szerzej.- Bardziej miałam na myśli sprawę „Kundli Archanioła”.
Angello zbladł.
-Jesteś z policji..? Kto cię nasłał?- Zapytał nieufnie.
-To wychowawca mojej klasy; Angello. Jednakże..- celowo urwałam by zapytał; o co mi chodzi.
-Jednakże..?- Podjął natychmiast.
-Jest w posiadaniu czegoś; co być może nam przyda się bardziej- odparłam uprzejmie.
-Czyli..?- Zapytała Diane; ochroniarz wampira, nieufnie.
Collins rozejrzała się niespokojnie.
-Mam kopię akt dotyczących policyjnego dochodzenia- powiedziała ściszając głos.- Mój mąż prowadzi tę sprawę i..
-I to nielegalna kopia- zakończył wampir.
-Właśnie- przytaknęła niechętnie.
Angello ruszył w stronę domu bez słowa.
Skinęłam zachęcająco w stronę wychowawczyni.
-Raven- rzucił krótko Angello.
Zrównałam się z przewodniczącym.
-Co oni tu robią?- Zapytałam wrogo mając na myśli wampiry.
-Przyszli się tłumaczyć, że to nie oni za tym stoją- wzruszył ramionami.- Co ci się stało w dłoń?
-Nic. Drasnęłam się- odparłam krótko; ucinając ten wątek.
-Co na ten temat myślisz?- Spojrzał na mnie z boku.
-Od kiedy to pytasz mnie o zdanie?- Rzuciłam z ironią.
-Cóż..- Angello pchnął drzwi puszczając nas, kobiety przodem. Dołączył do mnie.- Po prostu pomyślałem; że warto zakopać topór wojenny między nami, a poza tym niewielu osobom w Stowarzyszeniu można ufać.
-Jeśli zamierzasz iść ze mną na układy; to mówię krótko: nie zamierzam- oznajmiłam chłodno.
-Chciałbym tylko; żebyś mi ufała- odparł cicho.
-To tak; jakbym miała ufać każdemu; kto się nawinie- stwierdziłam niechętnie.
-Właściwie chciałbym, żebyś stała się moim zastępcą w Stowarzyszeniu- przyznał wolno.
-Oszalałeś? Reszta rodowych napewno się na to nie zgodzi- oznajmiłam zdziwiona.
-Mam gdzieś rodowych- odwarknął chłodno.- Zresztą wrócimy później do tej rozmowy..- powiedział spokojniej.
-A propos tego, co o tym myślę- wróciłam do aktualnej sprawy; którą omawialiśmy.- Nie do końca wierzę; że wampiry za tym nie stoją.
-Tak prawdę mówiąc: ja też- ze zdziwieniem zarejestrowałam, że Angello przyznał mi rację.
***
Angello przeglądał dokumenty dotyczące dochodzenia.
-Policja również to zauważyła. W każdym raporcie z miejsca zdarzenia jest wspomniany Talizman- odezwał się z namysłem.
-Co w tym talizmanie takiego interesującego?- Zapytała Collins wolno. Wtedy dostrzegła kulę zwisającą z łańcuszka na szyi Angello i zbladła.- Wy też to nosicie??
Do drzwi nagle ktoś zapukał:
-Wejdź; Matthew- rzucił krótko zaproszenie Angello.
Otworzyły się drzwi i do środka wszedł syn przewodniczącego.
-Dzień dobry. Wzywałeś mnie; ojcze..- Podszedłszy do ojca stanął przy nim. Zamienili cicho kilka słów, z których wynikła taka oto rozmowa:
-Jeden z nich przyszedł wczoraj późną nocą do kwatery głównej i chciał rozmowy z tobą. Natknął się na Holy i Portera; którzy uprzejmie go spławili; każąc mu przyjść jutro. Holy przekazał mi list od nich.
-Nie było między nimi bójki?- Zapytał syna.
-Holy z trudem powstrzymał Portera; gdyby nie to mogłoby by się źle skończyć- odparł Matt.
-Ten chłopak powiedział cokolwiek sensownego?
-Nic; poza kilkoma obelgami. Moon go śledził; ale tamten nie dotarł do swoich.. Wszystko jest w teczce; ojcze- złożył teczkę na blacie i ruszył do drzwi.
-Matthew- rzucił za nim Angello.
-Tak, ojcze..- odparł uprzejmie młodzieniec.
-Powiadom Radę, że jutro się zbieramy- nakazał.
-Rozumiem; ojcze. Do widzenia- rzucił Matt wychodząc.
-Wszystko coraz bardziej się komplikuje… Raven- rzucił przesuwając po blacie w moją stronę szarą kopertę.
Ukryłam ją w wewnętrznej kieszeni żakietu.
-A odpowiadając na pani pytanie: tak obie nasze organizacje noszą Talizman; z tym tylko wyjątkiem, iż Kundle posiadają własny znak; a my dwa: znak Zrzeszenia i herby rodowe, albo: w przypadku rodzin nieszlacheckich…
-Różę…- odsłoniłam lekko kołnierzyk ukazując tatuaż-pieczęć na szyi; wtrącając się Angello w zdanie.
-Skoro jesteś rodową; dlaczego nie możesz nosić Talizmanu?- Zdziwiona Collins przyglądała mi się.
-To skompli…
-Bo jest wampirem gorszej kategorii- przerwał mi Corvin.
-Stul pysk; czystokrwista gnido. Inaczej pogryzę- odwarknęłam odsłaniając kły. Bransoleta poraziła mnie prądem.
Uśmiechnął się, mówiąc pogardliwie:
-Nie śmiałabyś, wampirze poziomu D.
-Spokój, inaczej będę zmuszony was wyprosić- Angello spojrzał prosto w oczy Corvina.- A wtedy się pogniewamy..
-Ty; łowczy psie…- zaczęła z oburzeniem Diane zrywając się z miejsca. Corvin posadził ją siłą na miejscu i spojrzał ostro w jej stronę.
-Wybacz mi, mój panie- odrzekła usłużnie.
-Jesteś wampirem; Raven…??
-Tylko niech pani nie mówi: „O, Boże”. To mi działa na nerwy; nawet bardziej niż jego tu obecność- ruchem głowy wskazałam Corvina.
-Upomnij swoje psisko, by szczekało nieco ciszej; Angello- nakazał znudzony Corvin.
-Jeśli tak chcesz rozmawiać, radzę ci opuścić mój dom. Póki jeszcze mam na tyle opanowania by nie pozwolić „temu psisku” cię zastrzelić- odparł lodowatym tonem Angello, a jego jasnoniebieskie oczy błysnęły wściekłością.
-Wychodzimy; Diane- rzucił wampir.- Obyśmy się już więcej nie widzieli; Angello- rzucił z wymuszonym opanowaniem Corvin.
Chwilę potem trzasnęły frontowe drzwi posiadłości.
Angello westchnął ciężko.
-Będzie nam lepiej bez obecności tego… Elementu- zamaskował znużenie promiennym uśmiechem i ironią.
-Właśnie dlatego nie mogę nosić Talizmanu. Dlatego; że jestem tym…czymś- wyjaśniłam ponuro.- Ahm.. Mamy coś jeszcze do omówienia, Angello; ale o tym chciałabym porozmawiać, gdy będziemy sami.
-Rozumiem, to bedzie chyba długa rozmowa..
Collins zastanawiała się nad czymś intensywnie.
-Callisto powiedziała; że większość z tych ofiar znała..- zaczęła w zamyśleniu.
-Ja sam także ich znałem. Kilkoro było kiedyś moimi dobrymi przyjaciółmi- jego stwierdzenie wprawiło kobietę w osłupienie.
-J-Jak to?- Wydukała z trudem; gapiąc się nań oszołomionym wzrokiem.
-Byli członkami naszego Stowarzyszenia; ale to było bardzo dawno temu- Angello sprawiał wrażenie; jakby sam czuł się winny temu; co się wówczas stało.
-Czyli wasze organizacje były…
Angello spojrzał w dokumenty niechętnie.
-Kilkanaście lat temu Stowarzyszenie się podzieliło. Niekoniecznie rozstaliśmy się w zgodzie. Wtedy powstały „Kundle Archanioła”. Zarówno zrzeszeni, jak i „Kundle” unikali się wzajemnie. Nikt nikogo nie prosił o pomoc- Powoli rozdarł brzeg koperty i rozłożył kartę listu. Zaczął czytać w skupieniu.- Aż do dzisiaj..- dodał z ciemną nutą w głosie.
-Wspominałeś o Radzie- zauważyłam nagle.
-Ciebie ona dziś nie dotyczy; Callisto.. Wszystko jest w kopercie.- Przerwało mu pukanie do drzwi, rzucił krótkie zaproszenie.
Do gabinetu wszedł mój chrzestny i ojciec Michaela; Armand. Zaraz za nimi Michael.
Chłopak natychmiast stanął za mną i zacisnął palce na oparciu mojego krzesła. Pochylił się i pocałował mnie delikatnie. Luca stanął za przewodniczącym i zamienili kilka słów.
-Zrozumiałem- rzucił krótko, przechodząc obok złożył dłoń na ramieniu Michaela i rzucił mu długie spojrzenie, po czym wyszedł.
Angello powoli zapalił papierosa.
-Przecież rzuciłeś..- odezwał się Armand.
Przewodniczący otworzył oczy i spojrzał nań krzywo.
-Milczenie czasem jest złotem; Armand..
-Kiedy rada?- Przerwał mu ojciec Michaela.
-Dlaczego o to pytasz?- Angello spojrzał na niego zaskoczony.
-Ponieważ postanowiłem wrócić do Stowarzyszenia- oznajmił z chłodną powagą Armand Tyler.
-Policja również to zauważyła. W każdym raporcie z miejsca zdarzenia jest wspomniany Talizman- odezwał się z namysłem.
-Co w tym talizmanie takiego interesującego?- Zapytała Collins wolno. Wtedy dostrzegła kulę zwisającą z łańcuszka na szyi Angello i zbladła.- Wy też to nosicie??
Do drzwi nagle ktoś zapukał:
-Wejdź; Matthew- rzucił krótko zaproszenie Angello.
Otworzyły się drzwi i do środka wszedł syn przewodniczącego.
-Dzień dobry. Wzywałeś mnie; ojcze..- Podszedłszy do ojca stanął przy nim. Zamienili cicho kilka słów, z których wynikła taka oto rozmowa:
-Jeden z nich przyszedł wczoraj późną nocą do kwatery głównej i chciał rozmowy z tobą. Natknął się na Holy i Portera; którzy uprzejmie go spławili; każąc mu przyjść jutro. Holy przekazał mi list od nich.
-Nie było między nimi bójki?- Zapytał syna.
-Holy z trudem powstrzymał Portera; gdyby nie to mogłoby by się źle skończyć- odparł Matt.
-Ten chłopak powiedział cokolwiek sensownego?
-Nic; poza kilkoma obelgami. Moon go śledził; ale tamten nie dotarł do swoich.. Wszystko jest w teczce; ojcze- złożył teczkę na blacie i ruszył do drzwi.
-Matthew- rzucił za nim Angello.
-Tak, ojcze..- odparł uprzejmie młodzieniec.
-Powiadom Radę, że jutro się zbieramy- nakazał.
-Rozumiem; ojcze. Do widzenia- rzucił Matt wychodząc.
-Wszystko coraz bardziej się komplikuje… Raven- rzucił przesuwając po blacie w moją stronę szarą kopertę.
Ukryłam ją w wewnętrznej kieszeni żakietu.
-A odpowiadając na pani pytanie: tak obie nasze organizacje noszą Talizman; z tym tylko wyjątkiem, iż Kundle posiadają własny znak; a my dwa: znak Zrzeszenia i herby rodowe, albo: w przypadku rodzin nieszlacheckich…
-Różę…- odsłoniłam lekko kołnierzyk ukazując tatuaż-pieczęć na szyi; wtrącając się Angello w zdanie.
-Skoro jesteś rodową; dlaczego nie możesz nosić Talizmanu?- Zdziwiona Collins przyglądała mi się.
-To skompli…
-Bo jest wampirem gorszej kategorii- przerwał mi Corvin.
-Stul pysk; czystokrwista gnido. Inaczej pogryzę- odwarknęłam odsłaniając kły. Bransoleta poraziła mnie prądem.
Uśmiechnął się, mówiąc pogardliwie:
-Nie śmiałabyś, wampirze poziomu D.
-Spokój, inaczej będę zmuszony was wyprosić- Angello spojrzał prosto w oczy Corvina.- A wtedy się pogniewamy..
-Ty; łowczy psie…- zaczęła z oburzeniem Diane zrywając się z miejsca. Corvin posadził ją siłą na miejscu i spojrzał ostro w jej stronę.
-Wybacz mi, mój panie- odrzekła usłużnie.
-Jesteś wampirem; Raven…??
-Tylko niech pani nie mówi: „O, Boże”. To mi działa na nerwy; nawet bardziej niż jego tu obecność- ruchem głowy wskazałam Corvina.
-Upomnij swoje psisko, by szczekało nieco ciszej; Angello- nakazał znudzony Corvin.
-Jeśli tak chcesz rozmawiać, radzę ci opuścić mój dom. Póki jeszcze mam na tyle opanowania by nie pozwolić „temu psisku” cię zastrzelić- odparł lodowatym tonem Angello, a jego jasnoniebieskie oczy błysnęły wściekłością.
-Wychodzimy; Diane- rzucił wampir.- Obyśmy się już więcej nie widzieli; Angello- rzucił z wymuszonym opanowaniem Corvin.
Chwilę potem trzasnęły frontowe drzwi posiadłości.
Angello westchnął ciężko.
-Będzie nam lepiej bez obecności tego… Elementu- zamaskował znużenie promiennym uśmiechem i ironią.
-Właśnie dlatego nie mogę nosić Talizmanu. Dlatego; że jestem tym…czymś- wyjaśniłam ponuro.- Ahm.. Mamy coś jeszcze do omówienia, Angello; ale o tym chciałabym porozmawiać, gdy będziemy sami.
-Rozumiem, to bedzie chyba długa rozmowa..
Collins zastanawiała się nad czymś intensywnie.
-Callisto powiedziała; że większość z tych ofiar znała..- zaczęła w zamyśleniu.
-Ja sam także ich znałem. Kilkoro było kiedyś moimi dobrymi przyjaciółmi- jego stwierdzenie wprawiło kobietę w osłupienie.
-J-Jak to?- Wydukała z trudem; gapiąc się nań oszołomionym wzrokiem.
-Byli członkami naszego Stowarzyszenia; ale to było bardzo dawno temu- Angello sprawiał wrażenie; jakby sam czuł się winny temu; co się wówczas stało.
-Czyli wasze organizacje były…
Angello spojrzał w dokumenty niechętnie.
-Kilkanaście lat temu Stowarzyszenie się podzieliło. Niekoniecznie rozstaliśmy się w zgodzie. Wtedy powstały „Kundle Archanioła”. Zarówno zrzeszeni, jak i „Kundle” unikali się wzajemnie. Nikt nikogo nie prosił o pomoc- Powoli rozdarł brzeg koperty i rozłożył kartę listu. Zaczął czytać w skupieniu.- Aż do dzisiaj..- dodał z ciemną nutą w głosie.
-Wspominałeś o Radzie- zauważyłam nagle.
-Ciebie ona dziś nie dotyczy; Callisto.. Wszystko jest w kopercie.- Przerwało mu pukanie do drzwi, rzucił krótkie zaproszenie.
Do gabinetu wszedł mój chrzestny i ojciec Michaela; Armand. Zaraz za nimi Michael.
Chłopak natychmiast stanął za mną i zacisnął palce na oparciu mojego krzesła. Pochylił się i pocałował mnie delikatnie. Luca stanął za przewodniczącym i zamienili kilka słów.
-Zrozumiałem- rzucił krótko, przechodząc obok złożył dłoń na ramieniu Michaela i rzucił mu długie spojrzenie, po czym wyszedł.
Angello powoli zapalił papierosa.
-Przecież rzuciłeś..- odezwał się Armand.
Przewodniczący otworzył oczy i spojrzał nań krzywo.
-Milczenie czasem jest złotem; Armand..
-Kiedy rada?- Przerwał mu ojciec Michaela.
-Dlaczego o to pytasz?- Angello spojrzał na niego zaskoczony.
-Ponieważ postanowiłem wrócić do Stowarzyszenia- oznajmił z chłodną powagą Armand Tyler.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz