Zasiedliśmy w gabinecie dyrektora; który przyglądał się mistrzowi z uwagą.
-Pan jest z rodziny Callisto?- Pyta dyrektor z wahaniem.
Mistrz uśmiecha się lekko.
-Nie jesteśmy spokrewnieni, ale traktujemy się wzajemnie, jak rodzinę.- Oznajmia spokojnie.
-Aha… A to, co się stało…?
-Młoda..?- Rzucił mężczyzna pieszczotliwie.
-Tak, mistrzu..?- rzucam krótko i pokazuję zęby w uśmiechu.
Kły wydłużają się, tęczówki oczu zachodzą czerwienią.
-Kim ty; u diabła; jesteś, Raven…?- Pyta zdumiony.
-Jestem przyzwyczajona do tego typu reakcji; dyrektorze..- rzucam ukrywając swoją wampirzą stronę, splatam złożone na kolanach dłonie.- Jestem wampirem, ale…
-A ten chłopak; którego…?- Machnął ręką kwitując całe zajście.
-On też był wampirem, z tym; że…- zaczynam mówić; ale przerywa mi wpół słowa:
-Zdajesz sobie sprawę, że jesteś niebezpieczna dla uczniów, prawda?- Pyta ostrożnie.
-Moja uczennica, w przeciwieństwie do tamtego wampira, w pełni się kontroluje; co patrząc na nią jest dużym osiągnięciem, więc nie ma powodu do obaw.- odzywa się mistrz.
-Nie sądzę.. Zresztą, skąd pan może wiedzieć, że Raven nie…- zaczął zdenerwowany dyrektor.- W ogóle, kim pan jest; żeby mnie pouczać?- Zapytał wolno.
-Nazywam się Morgenstern i jestem nauczycielem Callisto. Od najmłodszych lat uczyłem ją na łowcę wampirów, co wymaga nie tylko stalowych nerwów; ale i samodyscypliny, którą Callisto posiada. Poza tym młoda, jest jedną z najlepiej wyszkolonych łowców; spośród moich dotychczasowych uczniów; a zapewniam; że miałem ich wielu- Mistrz nadal mówił spokojnie, nie zdawał się poirytowany. Miał w ogóle kamienną twarz. Prawe oko obserwowało uważnie rozmówcę; czekając aż dyrektor popełni jakiś błąd, pogubi się w słowach lub w czymkolwiek.
Dyrektora na moment zatkało.
-Ale… Jak… Dlaczego ten chłopak ..rozsypał się..? Jak to się właściwie nazywa…?- Zapytał niepewnie.
Wyciągnęłam zza kurtki pistolet i położyłam go na blacie.
-To specjalny model pistoletu przystosowany do zabijania wampirów. Nie można nim postrzelić, ani zabić człowieka.- Wyjaśniłam pokrótce.
-Każdą bronią można zabić człowieka…
-On już nie był człowiekiem. Tacy, jak on tracą człowieczeństwo z chwilą; gdy.. gdy pierwszy raz zabiją- oznajmiam chłodno, drżącymi wargami.- Wtedy nie są już dla mnie ludźmi; tylko… Zwyczajnym, podłym ścierwem..- powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
-Pan jest z rodziny Callisto?- Pyta dyrektor z wahaniem.
Mistrz uśmiecha się lekko.
-Nie jesteśmy spokrewnieni, ale traktujemy się wzajemnie, jak rodzinę.- Oznajmia spokojnie.
-Aha… A to, co się stało…?
-Młoda..?- Rzucił mężczyzna pieszczotliwie.
-Tak, mistrzu..?- rzucam krótko i pokazuję zęby w uśmiechu.
Kły wydłużają się, tęczówki oczu zachodzą czerwienią.
-Kim ty; u diabła; jesteś, Raven…?- Pyta zdumiony.
-Jestem przyzwyczajona do tego typu reakcji; dyrektorze..- rzucam ukrywając swoją wampirzą stronę, splatam złożone na kolanach dłonie.- Jestem wampirem, ale…
-A ten chłopak; którego…?- Machnął ręką kwitując całe zajście.
-On też był wampirem, z tym; że…- zaczynam mówić; ale przerywa mi wpół słowa:
-Zdajesz sobie sprawę, że jesteś niebezpieczna dla uczniów, prawda?- Pyta ostrożnie.
-Moja uczennica, w przeciwieństwie do tamtego wampira, w pełni się kontroluje; co patrząc na nią jest dużym osiągnięciem, więc nie ma powodu do obaw.- odzywa się mistrz.
-Nie sądzę.. Zresztą, skąd pan może wiedzieć, że Raven nie…- zaczął zdenerwowany dyrektor.- W ogóle, kim pan jest; żeby mnie pouczać?- Zapytał wolno.
-Nazywam się Morgenstern i jestem nauczycielem Callisto. Od najmłodszych lat uczyłem ją na łowcę wampirów, co wymaga nie tylko stalowych nerwów; ale i samodyscypliny, którą Callisto posiada. Poza tym młoda, jest jedną z najlepiej wyszkolonych łowców; spośród moich dotychczasowych uczniów; a zapewniam; że miałem ich wielu- Mistrz nadal mówił spokojnie, nie zdawał się poirytowany. Miał w ogóle kamienną twarz. Prawe oko obserwowało uważnie rozmówcę; czekając aż dyrektor popełni jakiś błąd, pogubi się w słowach lub w czymkolwiek.
Dyrektora na moment zatkało.
-Ale… Jak… Dlaczego ten chłopak ..rozsypał się..? Jak to się właściwie nazywa…?- Zapytał niepewnie.
Wyciągnęłam zza kurtki pistolet i położyłam go na blacie.
-To specjalny model pistoletu przystosowany do zabijania wampirów. Nie można nim postrzelić, ani zabić człowieka.- Wyjaśniłam pokrótce.
-Każdą bronią można zabić człowieka…
-On już nie był człowiekiem. Tacy, jak on tracą człowieczeństwo z chwilą; gdy.. gdy pierwszy raz zabiją- oznajmiam chłodno, drżącymi wargami.- Wtedy nie są już dla mnie ludźmi; tylko… Zwyczajnym, podłym ścierwem..- powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
Wychodzimy z gabinetu dyrektora wyraźnie uspokojeni. Nic nie wyjdzie poza naszą trójkę, a przynajmniej staram się w to wierzyć.
Zajrzałam na chwilę do tej dziewczyny. Rzuciła mi się na szyję i przytulała mocno.
-Nie ma sprawy… Naprawdę..- zaczęłam oszołomiona.- Już w porządku…
Dziewczyna uśmiecha się do mnie nieśmiało; gdy czuję za sobą kogoś.
Powoli obejmuje mnie w żebrach i opiera podbródek o moje ramię.
Trzyma mnie za rękę; a ja czuję się przy nim bezpiecznie.
Zostawiliśmy dziewczynę z mistrzem i ruszyliśmy spowrotem na lekcje.
***
-Nie powinnam była tego robić..- zaczynam cicho i z poczuciem winy; dotykając śladów na jego szyi.
-To nie twoja wina, Callisto- zaprzecza mi, w tej samej chwili kładąc dłoń na mojej, patrzy mi w oczy i uśmiecha się smutno.- Nadal czekam, kiedy będziesz potrafiła mi naprawdę zaufać…- odzywa się w pewnej chwili, obejmując mnie.
Milczę wpatrzona w niego, czując wolne uderzenia jego serca.
-Jesteśmy jak ogień i woda; Michael…- mówię w końcu smutna; opuszczając wzrok na podłogę.- Nie pasujemy do siebie, nawet jeśli chcemy, żeby tak było…
Przyciąga mnie do siebie jeszcze bliżej. Stoję tuż przy nim, mogę go dotknąć; czuć jego zapach.
-Naprawdę chcesz, żebym odszedł…?- Pyta zraniony, ale nie odsuwa się ani na krok ode mnie.
-Nie chcę cię wplątać w to wszystko…- zaczynam cicho.
-Mówisz o tych snach. Boisz się ich- odzywa się nagląco Michael, popychając mnie w stronę ściany. Pochyla się i patrzy mi prosto w oczy.- Kim on dla ciebie jest? Kim ja nigdy nie będę? To jego kochasz bardziej?- Pyta z goryczą.
Odwracam głowę w bok, żeby nie widział, że cierpię.
-Wręcz przeciwnie, nienawidzę go z całego serca…- szeptam ponuro, bojąc się spojrzeć mu w oczy.- To on uczynił mnie tym potworem..
-Nie udawaj takiej pokrzywdzonej; łowczyni rodu Raven- odzywa się chłodny głos.
Michael odwraca się i patrzy na pogrążoną w ciemności postać.
-Kim jesteś?
Odsuwam go za siebie, mówiąc:
-Dawnośmy się nie widzieli, łowczy rodu Romanow- odzywam się równie chłodno, ale i uprzejmie.
-Znasz go; Callisto..?- Zapytał Michael nieufnie obserwując chłopaka.
Zajrzałam na chwilę do tej dziewczyny. Rzuciła mi się na szyję i przytulała mocno.
-Nie ma sprawy… Naprawdę..- zaczęłam oszołomiona.- Już w porządku…
Dziewczyna uśmiecha się do mnie nieśmiało; gdy czuję za sobą kogoś.
Powoli obejmuje mnie w żebrach i opiera podbródek o moje ramię.
Trzyma mnie za rękę; a ja czuję się przy nim bezpiecznie.
Zostawiliśmy dziewczynę z mistrzem i ruszyliśmy spowrotem na lekcje.
***
-Nie powinnam była tego robić..- zaczynam cicho i z poczuciem winy; dotykając śladów na jego szyi.
-To nie twoja wina, Callisto- zaprzecza mi, w tej samej chwili kładąc dłoń na mojej, patrzy mi w oczy i uśmiecha się smutno.- Nadal czekam, kiedy będziesz potrafiła mi naprawdę zaufać…- odzywa się w pewnej chwili, obejmując mnie.
Milczę wpatrzona w niego, czując wolne uderzenia jego serca.
-Jesteśmy jak ogień i woda; Michael…- mówię w końcu smutna; opuszczając wzrok na podłogę.- Nie pasujemy do siebie, nawet jeśli chcemy, żeby tak było…
Przyciąga mnie do siebie jeszcze bliżej. Stoję tuż przy nim, mogę go dotknąć; czuć jego zapach.
-Naprawdę chcesz, żebym odszedł…?- Pyta zraniony, ale nie odsuwa się ani na krok ode mnie.
-Nie chcę cię wplątać w to wszystko…- zaczynam cicho.
-Mówisz o tych snach. Boisz się ich- odzywa się nagląco Michael, popychając mnie w stronę ściany. Pochyla się i patrzy mi prosto w oczy.- Kim on dla ciebie jest? Kim ja nigdy nie będę? To jego kochasz bardziej?- Pyta z goryczą.
Odwracam głowę w bok, żeby nie widział, że cierpię.
-Wręcz przeciwnie, nienawidzę go z całego serca…- szeptam ponuro, bojąc się spojrzeć mu w oczy.- To on uczynił mnie tym potworem..
-Nie udawaj takiej pokrzywdzonej; łowczyni rodu Raven- odzywa się chłodny głos.
Michael odwraca się i patrzy na pogrążoną w ciemności postać.
-Kim jesteś?
Odsuwam go za siebie, mówiąc:
-Dawnośmy się nie widzieli, łowczy rodu Romanow- odzywam się równie chłodno, ale i uprzejmie.
-Znasz go; Callisto..?- Zapytał Michael nieufnie obserwując chłopaka.
-Oczywiście, że się znamy- Vladimir uprzedza moją odpowiedź.- Nie zaprzeczaj; Callisto. Byliśmy całkiem blisko; zanim twoja przybrana siostra..
-Skończyłeś?- Zapytałam chłodno; chcąc go spławić.
-Przepraszam, twój chłopak pewnie nie wie, że to ona zdradziła was tamtej nocy- Vladimir śmiał wspomnieć tę sukę.
-Callisto, o czym on mówi?- Michael trzyma mnie za ramię.
-Lepiej mnie nie prowokować, Vladimir…- zaczynam ostrożnie.
-Złamiesz mi nos i rękę; jak zrobiłaś to Porterowi?- Pyta z ironicznym uśmieszkiem.
-Jeśli się nie zamkniesz, za kilka sekund możesz być martwy…- oznajmiłam lodowato.
-To utwierdziłoby tylko Stowarzyszenie w słusznym przekonaniu; że już pół roku temu powinnaś być martwa; Callisto. Poza tym nie próbuj mi grozić..
-Ja cię tylko ostrzegam, Romanow. Ale tobie najwyraźniej zwisa to, że będąc tym czymś, jestem nie tylko od ciebie silniejsza; ale też mądrzejsza. Pamiętasz, jak prosiłam cię żebyś odpuścił sobie moją przybraną siostrę?- Na jego twarzy wyrył się ból, usłyszałam jak mocno wali jego serce. Żałuj, że mnie wtedy nie posłuchałeś…
-Jak śmiesz…!- Vladimir rzuca się do ataku.
-Załatwię to, Michael. Stań trochę z boku, nie chcę cię uszkodzić…- uśmiecham się doń; ale widzę jak przygląda mi się pełen troski.
Słyszę trzask bata i elektryczne wyładowania- powoli cofam się i blokuję cios mieczem ojca chrzestnego.
-Nadal jesteś w formie, Vladimir..- unoszę nogę i zapodaję mu mocnego kopniaka w żebra.-..ale to ja zawsze będę lepsza od ciebie.
Bat rozluźnia się ześlizgując się z klingi wakizashi. Vladimir próbował jeszcze zrobić unik, ale oparłam ostrze mniejszego z mieczy od kompletu na drzewie pod kątem do jego gardła.
-Nie utrudniaj mi życia, Władia. Rozejdźmy się w spokoju. Nie wchodźmy sobie w drogę- odzywam się spokojnie, chociaż trochę smutno.
-Nawet, jeśli nie zechcesz i tak będziemy wchodzić sobie w drogę…- Odpowiada w tej samej chwili zmęczony.- Czegokolwiek byś nie zrobiła; Callisto, zawsze będą chcieli nas skłócić… Przepraszam, nie powinienem był tutaj przychodzić…- bat w dłoni Vladimira iskrzy elektrycznością. Zaciskając dłoń mocniej chłopak uśmiecha się smutno- odsuwa klingę od swojego gardła i kieruje miecz w dół.
-Nadal wierzysz w miłość po tym, co nam zrobiła..?- Przez chwilę patrzy mi w oczy, a potem odchodzi w swoją stronę.
Nie tylko mnie skrzywdziła swoją zdradą…nie tylko ja przez nią cierpiałam..
Nie byłam w tym wszystkim sama i nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy..
Nie przypuszczałam nawet, że był w niej zakochany.
-Skończyłeś?- Zapytałam chłodno; chcąc go spławić.
-Przepraszam, twój chłopak pewnie nie wie, że to ona zdradziła was tamtej nocy- Vladimir śmiał wspomnieć tę sukę.
-Callisto, o czym on mówi?- Michael trzyma mnie za ramię.
-Lepiej mnie nie prowokować, Vladimir…- zaczynam ostrożnie.
-Złamiesz mi nos i rękę; jak zrobiłaś to Porterowi?- Pyta z ironicznym uśmieszkiem.
-Jeśli się nie zamkniesz, za kilka sekund możesz być martwy…- oznajmiłam lodowato.
-To utwierdziłoby tylko Stowarzyszenie w słusznym przekonaniu; że już pół roku temu powinnaś być martwa; Callisto. Poza tym nie próbuj mi grozić..
-Ja cię tylko ostrzegam, Romanow. Ale tobie najwyraźniej zwisa to, że będąc tym czymś, jestem nie tylko od ciebie silniejsza; ale też mądrzejsza. Pamiętasz, jak prosiłam cię żebyś odpuścił sobie moją przybraną siostrę?- Na jego twarzy wyrył się ból, usłyszałam jak mocno wali jego serce. Żałuj, że mnie wtedy nie posłuchałeś…
-Jak śmiesz…!- Vladimir rzuca się do ataku.
-Załatwię to, Michael. Stań trochę z boku, nie chcę cię uszkodzić…- uśmiecham się doń; ale widzę jak przygląda mi się pełen troski.
Słyszę trzask bata i elektryczne wyładowania- powoli cofam się i blokuję cios mieczem ojca chrzestnego.
-Nadal jesteś w formie, Vladimir..- unoszę nogę i zapodaję mu mocnego kopniaka w żebra.-..ale to ja zawsze będę lepsza od ciebie.
Bat rozluźnia się ześlizgując się z klingi wakizashi. Vladimir próbował jeszcze zrobić unik, ale oparłam ostrze mniejszego z mieczy od kompletu na drzewie pod kątem do jego gardła.
-Nie utrudniaj mi życia, Władia. Rozejdźmy się w spokoju. Nie wchodźmy sobie w drogę- odzywam się spokojnie, chociaż trochę smutno.
-Nawet, jeśli nie zechcesz i tak będziemy wchodzić sobie w drogę…- Odpowiada w tej samej chwili zmęczony.- Czegokolwiek byś nie zrobiła; Callisto, zawsze będą chcieli nas skłócić… Przepraszam, nie powinienem był tutaj przychodzić…- bat w dłoni Vladimira iskrzy elektrycznością. Zaciskając dłoń mocniej chłopak uśmiecha się smutno- odsuwa klingę od swojego gardła i kieruje miecz w dół.
-Nadal wierzysz w miłość po tym, co nam zrobiła..?- Przez chwilę patrzy mi w oczy, a potem odchodzi w swoją stronę.
Nie tylko mnie skrzywdziła swoją zdradą…nie tylko ja przez nią cierpiałam..
Nie byłam w tym wszystkim sama i nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy..
Nie przypuszczałam nawet, że był w niej zakochany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz