Przebudzenie i kolejna trudna walka z samą sobą nie były dla mnie czymś nowym.
Przemieniona.
Niestabilna.
Wampir.
Te trzy słowa zaraz po przebudzeniu; pół roku temu napełniły moje serce pragnieniem zemsty i chęcią do walki o w miarę normalne życie.
O które walczę nadal podnosząc się po każdym upadku…
-To wszystko przez ciebie…- Nienawiść płonęła we mnie z każdą myślą o niej.
-W porządku?- Spytał mnie ojciec chrzestny, mistrza nigdzie nie było.
-On nadal tu jest?- Zapytałam cicho.
-Ten chłopak?- Spytał; gdy skinęłam głową dodał.- Tak… Siedzi w salonie. Tyler sądzi, że to na niego tak reagujesz..- zaczął z troską.
Spojrzałam uważnie na brata mojego ojca; zanim skłamałam, mówiąc:
-Ostatnio częściej mam te ataki…- powiedziałam, z trudem siadając na łóżku.- Nie wiem; dlaczego nie odrzuciłam swojej krwi… Nie wiem, dlaczego nie umarłam..- powiedziałam gorzko.
-Nie mów tak… Wiem; że dźwigasz na swoich barkach ogromny ciężar…- zaczął ze smutkiem Luca.
-Nie wiesz… Nic nie wiesz… Nawet nie wiesz, o czym mówisz…!- Powiedziałam z wściekłością, nie patrząc mu w oczy.
-Ja też kochałem mojego brata i twoją matkę!- Odparł zły. Nagle zamilkł wbijając piwne oczy w zdjęcie moich rodziców.- Kochałem go i nienawidziłem równocześnie.. Ale to był wybór Valerie…- Wymówił imię mojej matki z uczuciem. Nagle wstał i ruszył szybkim krokiem do drzwi.
-O czym ty mówisz…?- Zaczęłam oszołomiona patrząc za nim.
Ale on zniknął za drzwiami nie odpowiadając mi. Wstałam, chcąc za nim biec; ale zrezygnowałam. Co miałam mu powiedzieć? Że żałuję? Że przepraszam? To nie oddałoby tego, co tak naprawdę czułam wobec niego..
Oparłam dłoń na ciemnym drewnie drzwi i spojrzałam na nie; jakbym chciała przebić je wzrokiem.
Zraniłam kolejną osobę; która poświęcała własne życie, by mi pomóc. Szarpnęłam za klamkę i zbiegłam po schodach.
-Gdzie wujek Luca?- Zapytałam Sussan.
-Poszedł się przejść. Chyba nie chce cię widzieć, smarkulo- burknęła.
Zatrzymałam się, walcząc ze sobą, by jej nie uderzyć- Luca nigdy by mi tego nie wybaczył.
-Jak ją pani nazwała…??- Zapytał za nią Michael ze złością.
-Nie wtrącaj się…- zaczęłam; ale zagłuszył mnie głos mistrza, mówiący:
-Powinnaś uważać na to; co mówisz; Sussan..- odezwał się z groźbą.
-Zgodziłam się, żeby tu zamieszkała tylko ze względu na Lukę; Tyler…- Zaczęła rozzłoszczona.
Mistrz oparł się o ścianę i zmierzył ją ponurym spojrzeniem.
-W tym momencie nie masz do niego żadnego szacunku, obrażając Callisto. Ciesz się, że on tego nie słyszy- odrzekł chłodno.
-Słyszałem..- odezwał się cichy głos mojego ojca chrzestnego. Właśnie wszedł do domu.- Za mną; Sussan. Porozmawiamy na osobności…- I nie oglądając się na kobietę wszedł na schody.
Wyczułam od niego gniew i smutek. Sussan posłusznie ruszyła za nim.
-Zaraz zaczną się krzyki… Świetnie.- Mruknęłam niechętnie.
-Dom wariatów pozostanie domem wariatów; Cally…- Ginevra objęła mnie ramieniem. Była jedyną z kuzynostwa, która mnie tolerowała; bo nie jestem pewna, czy mnie lubiła.
-Callisto. Wiesz, że nie lubię tego głupiego zdrobnienia- prychnęłam szturchając kuzynkę.
Cally- tak zawsze nazywał mnie ojciec- dlatego chciałam zapomnieć to przezwisko. Gdy ktoś powiedział na mnie Cally; słyszałam tylko głos mojego ukochanego ojca, a serce ściskał ból…
Michael patrzył na mnie z uwagą przez szkła okularów.
-Czy… Moglibyśmy się przejść…?- Zapytał zwracając się do mojego mistrza.
-Czujesz się na siłach; młoda?- rzucił pieszczotliwie, mierzwiąc mi włosy.
-Chyba mi ufasz, mistrzu?- Zapytałam z nikłym uśmiechem.
Tylko do niego uśmiechałam się szczerze.
Niestabilna.
Wampir.
Te trzy słowa zaraz po przebudzeniu; pół roku temu napełniły moje serce pragnieniem zemsty i chęcią do walki o w miarę normalne życie.
O które walczę nadal podnosząc się po każdym upadku…
-To wszystko przez ciebie…- Nienawiść płonęła we mnie z każdą myślą o niej.
-W porządku?- Spytał mnie ojciec chrzestny, mistrza nigdzie nie było.
-On nadal tu jest?- Zapytałam cicho.
-Ten chłopak?- Spytał; gdy skinęłam głową dodał.- Tak… Siedzi w salonie. Tyler sądzi, że to na niego tak reagujesz..- zaczął z troską.
Spojrzałam uważnie na brata mojego ojca; zanim skłamałam, mówiąc:
-Ostatnio częściej mam te ataki…- powiedziałam, z trudem siadając na łóżku.- Nie wiem; dlaczego nie odrzuciłam swojej krwi… Nie wiem, dlaczego nie umarłam..- powiedziałam gorzko.
-Nie mów tak… Wiem; że dźwigasz na swoich barkach ogromny ciężar…- zaczął ze smutkiem Luca.
-Nie wiesz… Nic nie wiesz… Nawet nie wiesz, o czym mówisz…!- Powiedziałam z wściekłością, nie patrząc mu w oczy.
-Ja też kochałem mojego brata i twoją matkę!- Odparł zły. Nagle zamilkł wbijając piwne oczy w zdjęcie moich rodziców.- Kochałem go i nienawidziłem równocześnie.. Ale to był wybór Valerie…- Wymówił imię mojej matki z uczuciem. Nagle wstał i ruszył szybkim krokiem do drzwi.
-O czym ty mówisz…?- Zaczęłam oszołomiona patrząc za nim.
Ale on zniknął za drzwiami nie odpowiadając mi. Wstałam, chcąc za nim biec; ale zrezygnowałam. Co miałam mu powiedzieć? Że żałuję? Że przepraszam? To nie oddałoby tego, co tak naprawdę czułam wobec niego..
Oparłam dłoń na ciemnym drewnie drzwi i spojrzałam na nie; jakbym chciała przebić je wzrokiem.
Zraniłam kolejną osobę; która poświęcała własne życie, by mi pomóc. Szarpnęłam za klamkę i zbiegłam po schodach.
-Gdzie wujek Luca?- Zapytałam Sussan.
-Poszedł się przejść. Chyba nie chce cię widzieć, smarkulo- burknęła.
Zatrzymałam się, walcząc ze sobą, by jej nie uderzyć- Luca nigdy by mi tego nie wybaczył.
-Jak ją pani nazwała…??- Zapytał za nią Michael ze złością.
-Nie wtrącaj się…- zaczęłam; ale zagłuszył mnie głos mistrza, mówiący:
-Powinnaś uważać na to; co mówisz; Sussan..- odezwał się z groźbą.
-Zgodziłam się, żeby tu zamieszkała tylko ze względu na Lukę; Tyler…- Zaczęła rozzłoszczona.
Mistrz oparł się o ścianę i zmierzył ją ponurym spojrzeniem.
-W tym momencie nie masz do niego żadnego szacunku, obrażając Callisto. Ciesz się, że on tego nie słyszy- odrzekł chłodno.
-Słyszałem..- odezwał się cichy głos mojego ojca chrzestnego. Właśnie wszedł do domu.- Za mną; Sussan. Porozmawiamy na osobności…- I nie oglądając się na kobietę wszedł na schody.
Wyczułam od niego gniew i smutek. Sussan posłusznie ruszyła za nim.
-Zaraz zaczną się krzyki… Świetnie.- Mruknęłam niechętnie.
-Dom wariatów pozostanie domem wariatów; Cally…- Ginevra objęła mnie ramieniem. Była jedyną z kuzynostwa, która mnie tolerowała; bo nie jestem pewna, czy mnie lubiła.
-Callisto. Wiesz, że nie lubię tego głupiego zdrobnienia- prychnęłam szturchając kuzynkę.
Cally- tak zawsze nazywał mnie ojciec- dlatego chciałam zapomnieć to przezwisko. Gdy ktoś powiedział na mnie Cally; słyszałam tylko głos mojego ukochanego ojca, a serce ściskał ból…
Michael patrzył na mnie z uwagą przez szkła okularów.
-Czy… Moglibyśmy się przejść…?- Zapytał zwracając się do mojego mistrza.
-Czujesz się na siłach; młoda?- rzucił pieszczotliwie, mierzwiąc mi włosy.
-Chyba mi ufasz, mistrzu?- Zapytałam z nikłym uśmiechem.
Tylko do niego uśmiechałam się szczerze.
Jednooki spojrzał na mnie z dumą.
-Jasne, że ci ufam; moja głupiutka uczennico- rzucił pieszczotliwym tonem, uśmiechając się kątem ust.
***
-Kim on dla ciebie jest?- Zapytał Michael; gdy szliśmy polną drogą w stronę polany.
-Jest dla mnie, jak ojciec…- zaczęłam z nagłym smutkiem.
-Co się z tobą dzieje? Dlaczego nikt nie chciał mi nic wyjaśnić?- Wybuchnął nagle.
-Jasne, że ci ufam; moja głupiutka uczennico- rzucił pieszczotliwym tonem, uśmiechając się kątem ust.
***
-Kim on dla ciebie jest?- Zapytał Michael; gdy szliśmy polną drogą w stronę polany.
-Jest dla mnie, jak ojciec…- zaczęłam z nagłym smutkiem.
-Co się z tobą dzieje? Dlaczego nikt nie chciał mi nic wyjaśnić?- Wybuchnął nagle.
Co za ironia losu! Nie dość, że byłam trenowana na łowcę wampirów, to jeszcze stałam się tym czymś i nikomu nie mogę o tym powiedzieć.
Nikomu.
Nikomu.
-Dziwnie się zachowałaś po szkole.. Chciałem sprawdzić, czy naprawdę wszystko z tobą okej; ale… Chyba nie całkiem okej, skoro…
Dlaczego.
Jego.
Krew.
Tak.
Mnie.
Kusi.?
Jego.
Krew.
Tak.
Mnie.
Kusi.?
-Chyba słyszałeś, jak o mnie gadają w szkole…- zauważyłam, wchodząc na polanę.
-Nie słucham tych idiotów- skwitował machając ręką niedbale.
Ta rozmowa nie szła tak; jakbym sobie tego życzyła. Michael mnie zaskoczył- powinien uciekać, a trzymał się coraz bliżej mnie.
-Zresztą, nie mów, że się tym przejmujesz..- podjął, gdy nie odpowiedziałam.- Wolę być szkolnym wyrzutkiem; niż trzymać się z bandą debili. Po prostu cię lubię i tyle.
Poruszyłam się trochę zbyt szybko. Spojrzałam na okularnika ze zdumieniem.
-Nie powinieneś nawet tego zaczynać. To się nie uda, wierz mi…- zaczęłam z niechęcią.
Michael zacisnął dłoń na mojej dłoni i patrząc na szumiące drzewa odezwał się tymi słowy:
-Ostatnio przestał śnić mi się ten sen… Spadałem w ciemność, jakby w jakiś wir. Wszędzie huczał wiatr i… Wtedy dziewczyna z podobnym sygnetem; jak twój złapała mnie, ale.. Zanim spadłem, obudziłem się.
Zamrugałam z przejęcia.
Opowiadał mój sen…!
-Nie słucham tych idiotów- skwitował machając ręką niedbale.
Ta rozmowa nie szła tak; jakbym sobie tego życzyła. Michael mnie zaskoczył- powinien uciekać, a trzymał się coraz bliżej mnie.
-Zresztą, nie mów, że się tym przejmujesz..- podjął, gdy nie odpowiedziałam.- Wolę być szkolnym wyrzutkiem; niż trzymać się z bandą debili. Po prostu cię lubię i tyle.
Poruszyłam się trochę zbyt szybko. Spojrzałam na okularnika ze zdumieniem.
-Nie powinieneś nawet tego zaczynać. To się nie uda, wierz mi…- zaczęłam z niechęcią.
Michael zacisnął dłoń na mojej dłoni i patrząc na szumiące drzewa odezwał się tymi słowy:
-Ostatnio przestał śnić mi się ten sen… Spadałem w ciemność, jakby w jakiś wir. Wszędzie huczał wiatr i… Wtedy dziewczyna z podobnym sygnetem; jak twój złapała mnie, ale.. Zanim spadłem, obudziłem się.
Zamrugałam z przejęcia.
Opowiadał mój sen…!
Czy to…?
Nie… Niemożliwe..
Nie… Niemożliwe..
-Callisto…- spojrzał na mnie z niepokojem.- Callisto..?- zacisnął lekko dłoń na mojej.
-To nic…- Odezwałam się cicho.
Położyłam się wygodnie na trawie i zmrużyłam oczy.
-To słońce… Irytuje mnie…- wymruczałam.
-Dlaczego tak dziwnie się zachowujesz..?- Zapytał powoli.
Wtedy jęknęłam…
Kolejny atak…
Boże…nie! Tylko nie teraz.. Proszę, nie teraz…
-Co ci jest? Zle się czujesz??- Zapytał z niepokojem.- Callisto…? Callisto…??!
Z moich ust wyszło tylko jedno słowo:
-Boli…
-Gdzie cię boli.. Jak mogę ci pomóc..?- Pytał z przerażeniem.
Patrzyłam na niego półprzytomnie
-To nic…- Odezwałam się cicho.
Położyłam się wygodnie na trawie i zmrużyłam oczy.
-To słońce… Irytuje mnie…- wymruczałam.
-Dlaczego tak dziwnie się zachowujesz..?- Zapytał powoli.
Wtedy jęknęłam…
Kolejny atak…
Boże…nie! Tylko nie teraz.. Proszę, nie teraz…
-Co ci jest? Zle się czujesz??- Zapytał z niepokojem.- Callisto…? Callisto…??!
Z moich ust wyszło tylko jedno słowo:
-Boli…
-Gdzie cię boli.. Jak mogę ci pomóc..?- Pytał z przerażeniem.
Patrzyłam na niego półprzytomnie
Mój wzrok…
Wbrew mnie…
Padł na pulsującą tętnicę…
Wbrew mnie…
Padł na pulsującą tętnicę…
Płomień w moich żyłach sprawiał, że zapragnęłam umrzeć. Chciałam nie czuć już nic. Niepewności i zakłopotania wobec Michaela… Tej pokusy związanej z jego krwią… Ból z każdą sekundą wzrastał, tak samo, jak dreszcze i mrowienie w kłach…
-Mistrz… Biegnij…- wydyszałam z trudem, przekręcając się na bok.
-Nie ruszaj się stąd…
-Mistrz… Biegnij…- wydyszałam z trudem, przekręcając się na bok.
-Nie ruszaj się stąd…
Michael rzucił się do biegu.
Wiedziałam już teraz, że to prawda; co mówił Luca.
Instynkt tej bestii reaguje na Michaela bardzo wyraźnie.
Jego krew…
Jej zapach…
Kusi mnie bardziej, niż zapach innych ludzi..
Wiedziałam już teraz, że to prawda; co mówił Luca.
Instynkt tej bestii reaguje na Michaela bardzo wyraźnie.
Jego krew…
Jej zapach…
Kusi mnie bardziej, niż zapach innych ludzi..
***
-Callisto…?- głos mojego chrzestnego przebił się ponad kolejną falę bólu.
-Callisto…?- głos mojego chrzestnego przebił się ponad kolejną falę bólu.
-Trzymaj się, młoda…- Mistrz przyklęknął przy mnie, obejrzał moją twarz i tatuaż-pieczęć na mojej szyi.
-Czemu ona wariuje…?- Pytał tymczasem rzeczowo mój chrzestny.
Jednooki zastanowił się przez chwilę.
-Jeszcze nie wiem; ale dowiem się tego…- oznajmił biorąc mnie na ręce.
Nie mogłam się poruszyć, bo kiedy to zrobiłam ból stawał się nie do wytrzymania.
-Co jej jest?! Czy ktoś mi wyjaśni, co się tu dzieje; do cholery?!- Michael stracił cierpliwość.
-Nie twoja sprawa; młody- odparł mistrz wstając ze mną na rękach.
-Zajmij się swoimi sprawami..- zawtórował Luca chłodno.
Michael chwycił go za ramię.
-Właśnie, że moja. To moja przyjaciółka.
-Czemu ona wariuje…?- Pytał tymczasem rzeczowo mój chrzestny.
Jednooki zastanowił się przez chwilę.
-Jeszcze nie wiem; ale dowiem się tego…- oznajmił biorąc mnie na ręce.
Nie mogłam się poruszyć, bo kiedy to zrobiłam ból stawał się nie do wytrzymania.
-Co jej jest?! Czy ktoś mi wyjaśni, co się tu dzieje; do cholery?!- Michael stracił cierpliwość.
-Nie twoja sprawa; młody- odparł mistrz wstając ze mną na rękach.
-Zajmij się swoimi sprawami..- zawtórował Luca chłodno.
Michael chwycił go za ramię.
-Właśnie, że moja. To moja przyjaciółka.
Chwila..
Jak Michael mnie przed chwilą nazwał??
W takim położeniu miałam największe problemy z koncentracją, więc pomyślałam; że albo on się przejęzyczył; albo ja się przesłyszałam.
Jak Michael mnie przed chwilą nazwał??
W takim położeniu miałam największe problemy z koncentracją, więc pomyślałam; że albo on się przejęzyczył; albo ja się przesłyszałam.
-Cally się z tobą zaprzyjaźniła..?- Wujek Luca był szczerze zaskoczony.
-Co w tym dziwnego?- Spytał z naciskiem chłopak, gdy obaj mężczyźni wymieniali spojrzenia.
-Może jednak porzuciła myśl o zemście…- zaczął niepewnie głos Mistrza.
-Co w tym dziwnego?- Spytał z naciskiem chłopak, gdy obaj mężczyźni wymieniali spojrzenia.
-Może jednak porzuciła myśl o zemście…- zaczął niepewnie głos Mistrza.
Porzucić myśl o zemście??
Zapomnij!
Nie po tym, co zrobiła…
Nie po zdradzie, jakiej się dopuściła…
***
-Kolejny atak..?- Zapytał mistrz; gdy wydobrzałam.
-Nie wiesz, co mi jest…- stwierdziłam niechętnie.
-Nie wiem…- odpowiedział w zamyśleniu.- To prawda, że się przyjaźnicie? Ty i ten chłopak?- Zapytał nagle.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Znałam Michaela tylko jeden dzień i zamieniłam z nim ledwie parę słów. Sama nie wiedziałam, co do niego czuję, lecz bez chwili wahania potaknęłam.
-Czyli wracasz do żywych. Zostawiasz złe chwile za sobą i…
-Nie do końca.. Nadal chcę się na nim zemścić.- Przerwałam z naciskiem.
Na nich…
Nigdy nie wspominałam przy nich mojej przybranej siostry.
Lepiej dla wszystkich, żeby była martwa… bo ona sama jeszcze o tym nie wie.
-Zauważyłem, że to drugi atak po pojawieniu się tego chłopaka. Zupełnie jakby twoja wampirza świadomość wyczuwała go o wiele szybciej..- zaczął nagle z namysłem.
Zapomnij!
Nie po tym, co zrobiła…
Nie po zdradzie, jakiej się dopuściła…
***
-Kolejny atak..?- Zapytał mistrz; gdy wydobrzałam.
-Nie wiesz, co mi jest…- stwierdziłam niechętnie.
-Nie wiem…- odpowiedział w zamyśleniu.- To prawda, że się przyjaźnicie? Ty i ten chłopak?- Zapytał nagle.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Znałam Michaela tylko jeden dzień i zamieniłam z nim ledwie parę słów. Sama nie wiedziałam, co do niego czuję, lecz bez chwili wahania potaknęłam.
-Czyli wracasz do żywych. Zostawiasz złe chwile za sobą i…
-Nie do końca.. Nadal chcę się na nim zemścić.- Przerwałam z naciskiem.
Na nich…
Nigdy nie wspominałam przy nich mojej przybranej siostry.
Lepiej dla wszystkich, żeby była martwa… bo ona sama jeszcze o tym nie wie.
-Zauważyłem, że to drugi atak po pojawieniu się tego chłopaka. Zupełnie jakby twoja wampirza świadomość wyczuwała go o wiele szybciej..- zaczął nagle z namysłem.
Przesłuchanie.
To jest to; co lubię najbardziej..
Może wyjdą na jaw pikantniejsze szczegóły naszej jednodniowej znajomości z Michaelem?
To jest to; co lubię najbardziej..
Może wyjdą na jaw pikantniejsze szczegóły naszej jednodniowej znajomości z Michaelem?
-Myślisz, że wiem; czemu to się dzieje?- Zapytałam przyglądając mu się z niechetną miną. Z wahaniem skinął twierdząco.- Właśnie, że nie mam zielonego pojęcia. Myślałam, że ty mi to wyjaśnisz.- odparłam rozkładając ręce.
-On nie wie?- Zapytał po dłuższej chwili.
-Nie…- odparłam cicho, westchnieniem.
Jednooki zamyślił się. W niepewności czekałam, co powie. Był niezwykle inteligentnym człowiekiem i znał wiele zagadnień ze świata wampirów, o których większość łowców nigdy nie słyszała.
Czasem w myślach posądzałam go o romans z jakąś wampirzycą… zanim nie zrozumiałam, że to podłe i godne pożałowania bestie, kierujące się instynktem.
-Mam wrażenie, że te ataki… Że związek między nim a kolejnymi twoimi atakami nie jest przypadkowy…
-Do czego zmierzasz, mistrzu?- Zapytałam ostrożnie.
-Skłamałaś, Callisto. Nie zaprzyjaźniasz się z osobą, którą ledwie znasz. Druga sprawa… Od zawsze miałaś sarkastyczne usposobienie wobec obcych takich, jak on. I wreszcie, po trzecie:
ufasz tylko mnie i nikomu innemu; a jednak nadal nie mówisz całej prawdy w związku z tamtą nocą.
Skrzywiłam się. Znał mnie na wylot i zawsze potrafił przejrzeć moje kłamstwa, nawet te najdrobniejsze. Tylko przed nim nie potrafię udawać, że jednak chcę żyć.
Nie chcę- i tylko on o tym wie.
***
-On nie wie?- Zapytał po dłuższej chwili.
-Nie…- odparłam cicho, westchnieniem.
Jednooki zamyślił się. W niepewności czekałam, co powie. Był niezwykle inteligentnym człowiekiem i znał wiele zagadnień ze świata wampirów, o których większość łowców nigdy nie słyszała.
Czasem w myślach posądzałam go o romans z jakąś wampirzycą… zanim nie zrozumiałam, że to podłe i godne pożałowania bestie, kierujące się instynktem.
-Mam wrażenie, że te ataki… Że związek między nim a kolejnymi twoimi atakami nie jest przypadkowy…
-Do czego zmierzasz, mistrzu?- Zapytałam ostrożnie.
-Skłamałaś, Callisto. Nie zaprzyjaźniasz się z osobą, którą ledwie znasz. Druga sprawa… Od zawsze miałaś sarkastyczne usposobienie wobec obcych takich, jak on. I wreszcie, po trzecie:
ufasz tylko mnie i nikomu innemu; a jednak nadal nie mówisz całej prawdy w związku z tamtą nocą.
Skrzywiłam się. Znał mnie na wylot i zawsze potrafił przejrzeć moje kłamstwa, nawet te najdrobniejsze. Tylko przed nim nie potrafię udawać, że jednak chcę żyć.
Nie chcę- i tylko on o tym wie.
***
-Więc twierdzisz, że ta druga „wampirza ja”…- zaczęłam powoli.
-Sądzę, że powinnaś odpocząć…- zaczął z nagłą troską.
-Chcę wiedzieć!- Obruszyłam się, łapiąc jego dłoń w swoje. Wzdrygnął się pod dotykiem moich lodowatych dłoni.
-Sądzę, że powinnaś odpocząć…- zaczął z nagłą troską.
-Chcę wiedzieć!- Obruszyłam się, łapiąc jego dłoń w swoje. Wzdrygnął się pod dotykiem moich lodowatych dłoni.
Dłoń Michaela była przyjemnie ciepła i delikatna.
Przed oczami stanął mi kadr z mojego snu, w którym pragnę drugi raz go złapać, zanim spadnie.
Zanim stracę go bezpowrotnie..
Przed oczami stanął mi kadr z mojego snu, w którym pragnę drugi raz go złapać, zanim spadnie.
Zanim stracę go bezpowrotnie..
-Wydaje mi się, że między wami coś jest…- zaczął powoli.
-Znamy się dopiero jeden dzień..- zaczęłam zakłopotana.
-Pozwól mi skończyć; Callisto…- rzadko odzywał się do mnie tym nie cierpiącym sprzeciwu tonem.- Między wami jest coś, czego sami nie jesteście w stanie zrozumieć. Ta wieź zdarza się niezwykle rzadko. Podejrzewam, że to właśnie dlatego on jest przyczyną tych napadów…
-Wybacz, mistrzu; ale niewiele z tego rozumiem…- zauważyłam zdezorientowana
-Znamy się dopiero jeden dzień..- zaczęłam zakłopotana.
-Pozwól mi skończyć; Callisto…- rzadko odzywał się do mnie tym nie cierpiącym sprzeciwu tonem.- Między wami jest coś, czego sami nie jesteście w stanie zrozumieć. Ta wieź zdarza się niezwykle rzadko. Podejrzewam, że to właśnie dlatego on jest przyczyną tych napadów…
-Wybacz, mistrzu; ale niewiele z tego rozumiem…- zauważyłam zdezorientowana
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz