-Na pewno nie ona…- zaczęłam opierając się słabo o przeciwległą niezakratowaną ścianę. Patrzyłam na Mephisto rozszerzonymi ze zdumienia oczami.
-Kim jest ta „ona”; Callisto?- Zapytała Tori z naciskiem.
Jej twarz.. Starałam się jakoś sobie przypomnieć, jak w ogóle wyglądała ta kobieta. Nic z tego- widziałam już tyle tych bestii, że najzwyczajniej nie zapamiętałam pierwszego wampira; którego spotkałam..
-Nawet nie pamiętam; jak ona wyglądała..- Chwiejąc się jak pijana rozluźniłam krawat; który jakiś idiota zbyt mocno zaciągnął na mojej szyi.
Tori urwała wpół słowa patrząc ze strachem i troską na to; co się ze mną działo.
-Nadal się powstrzymujesz; co Raven?- Zapytał obserwując mnie obojętnie.
Kolejna fala bólu; po której zrobiło mi się naprzemian gorąco i zimno. Osunęłam się z jękiem na kolana obejmując się ramionami. Gdyby ta cholerna bransoleta była użyteczna w odpowiednim momencie…
-Callisto… Co jej zrobiłeś??!- Krzyknęła Tori zdenerwowana.
-Ja..? Nic- wzruszył lekko ramionami.- Jest po prostu tak samo słaba i żałosna; jak większość Wampirów Poziomu D. Najpierw zacznie pić ludzką krew..
-Zamknij się…!- Wydyszałam z trudem.
-Potem upadnie na samo dno i zacznie zabijać..- ciągnął bezlitośnie Mephisto.
-Przestań..- W uszach jednak brzmiało mi już tylko jedno słowo: krew.- Zawrzyj pysk…
-Aż w końcu: albo zginie zabita przez któregoś ze swoich; albo zabije ją ktoś z Rady Wampirów. Zresztą samej Radzie podoba się ten swoisty wyścig- Chłopak zignorował, że coś powiedziałam. Zarobiłam ciężkim butem i uderzyłam z impetem w ścianę.- Ty pomożesz mi; a ja tobie. Lepiej dobrze się nad tym zastanów; bo masz już niewiele czasu; Raven…- Przycisnął mnie mocno butem do ściany.- Zresztą nie zrobi mi to większej różnicy; skoro większość zaświadczy, że trzymałem się zasad i trafiłem na swojej drodze na małą idiotkę, na której grobie napiszą: Zabita przez własnych kumpli (przez jeden drobny błąd, ale dostała za swoje, zarozumiała suka). Twój Lucian… Ach fakt: zapomniałem, że zmienił imię na: Gabriel- poprawił się nagle; jakby przypomniał to sobie w ostatniej chwili.- Twój Gabriel z powodu złamania ślubu już nie jest..
Uniosłam powieki i spojrzałam mu w oczy niechętnie.
-Do diabła z Lucianem.. Niech go szlag jasny trafi: nie dbam o to- odparłam z ponurym uśmiechem.- Dla mnie on jest martwy.. Od tamtej nocy.
Mephisto zdjął stopę z mojego ramienia wpatrzony we mnie z niemałym zaskoczeniem. Cofnął się nie spuszczając ze mnie podejrzliwego wzroku.
-Poza tym co ty byś miał z tego, żebym przeżyła? Jaki miałbyś w tym interes..?- Zapytałam udając obojętność.
-Interes..- Mephisto pogładził dłonią podbródek w zamyśleniu.- Hm, nawet kilka interesujących interesów, i może niedługo się o nich dowiesz.. Jak nie skrewisz- rzucił z groźbą odchodząc.
W drzwiach minął się z Marcusem, który niósł jedzenie i wodę dla Tori; oraz krew transfuzyjną dla mnie.
W milczeniu wręczył Tori jakąś tacę z żarciem. Ta odstawiła ją na podłogę; jakby nie była głodna.
-Nie obrażaj się; maleńka..- rzucił z ironią Marcus.- Ona jakoś się nie wścieka; choć ma zdecydowanie gorzej, niż ty..
-Możesz się zamknąć, pijawo..?- Zapytałam znudzona.- Że takim, jak ty nigdy te paskudne mordy się nie zamykają..
-Nadal pyskujesz, piękna.. Silna i pyskata: lubię takie- rzucił we mnie torebką; którą z nawyku złapałam w palce.
-A ja nie lubię takich rozgadanych śmieci; jak ty. Lubię spokój, nędzny Poziomie D- odburknęłam pogardliwie.
-Szkoda..- rzucił jeszcze kilka torebek z krwią.- Ciekawe na ile ci to wystarczy- stwierdził wychodząc.
Chwilę potem trzasnęły drzwi na górze.
Zaczęłam czytać etykietę na torebce, którą trzymałam w palcach.
Tori zbliżyła się do dzielących nas krat i wyciągnęła przez nie rękę.
-Weź trochę ode mnie; Cally..- zaczęła niepewnie.
Z trudem odwróciłam wzrok od pulsującej żyłki na jej nadgarstku; mówiąc ostro:
-Nie mogę.
-Jesteśmy przyjaciółkami, a przyjaciółki sobie pomagają- odparła równie ostro.
Podniosłam głowę i spojrzałam na nią zaskoczona z otwartymi ustami. Niska ciemnowłosa patrzyła mi prosto w oczy. Była poważna, jak nigdy wcześniej. Nie rozumiałam; dlaczego była tak zdeterminowana, żeby mi pomóc..
***
-On mówił o tym Gabrielu; co ja myślę?- Zapytała nagle.
-Hmmmm?- Kompletnie zignorowałam kilka torebek z krwią transfuzyjną i spojrzałam na nią zaskoczona.
Tori zamyśliła się nagle.
-Jeśli dobrze kojarzę to on się nazywa Mikaelis i…
-I nie Gabriel; a Lucian..- mruknęłam do swoich myśli.
Tori nagle chwyciła mnie za rękę.
-To Gabriel; czy Lucian?- Zapytała zdezorientowana.
Westchnęłam ciężko.
-Dawno temu Lucian; a teraz Gabriel- odpowiedziałam wymijająco.
-Ty coś o nim wiesz; Callisto Raven..- Zauważyła powoli.
Kolejny raz zignorowałam pragnienie.
To pytanie po prostu mnie otrzeźwiło. Na tyle, bym zaczęła myśleć jak łowca, a nie, jak marny wampir poziomu D…
-Tori..- zaczęłam cicho.
-Chce ci się pić- Przerwała mi z naciskiem, podsuwając nadgarstek.
Spojrzałam na nią ze strachem.
-Vincent sam mnie zatłucze, jeśli cię tknę- nawet w tak okropnym położeniu starałam się żartować.
-Michael nadal myśli, że nie wiem o ciemnych sprawkach Vincenta- zmieniła nagle temat. Posmutniała.
-Naprawdę martwię się o niego… Zresztą sama wiesz, jak to jest kogoś…- Powiedziała po dłuższej chwili; wpatrzyła się w ścianę zamglonym wzrokiem.
Jej twarz.. Starałam się jakoś sobie przypomnieć, jak w ogóle wyglądała ta kobieta. Nic z tego- widziałam już tyle tych bestii, że najzwyczajniej nie zapamiętałam pierwszego wampira; którego spotkałam..
-Nawet nie pamiętam; jak ona wyglądała..- Chwiejąc się jak pijana rozluźniłam krawat; który jakiś idiota zbyt mocno zaciągnął na mojej szyi.
Tori urwała wpół słowa patrząc ze strachem i troską na to; co się ze mną działo.
-Nadal się powstrzymujesz; co Raven?- Zapytał obserwując mnie obojętnie.
Kolejna fala bólu; po której zrobiło mi się naprzemian gorąco i zimno. Osunęłam się z jękiem na kolana obejmując się ramionami. Gdyby ta cholerna bransoleta była użyteczna w odpowiednim momencie…
-Callisto… Co jej zrobiłeś??!- Krzyknęła Tori zdenerwowana.
-Ja..? Nic- wzruszył lekko ramionami.- Jest po prostu tak samo słaba i żałosna; jak większość Wampirów Poziomu D. Najpierw zacznie pić ludzką krew..
-Zamknij się…!- Wydyszałam z trudem.
-Potem upadnie na samo dno i zacznie zabijać..- ciągnął bezlitośnie Mephisto.
-Przestań..- W uszach jednak brzmiało mi już tylko jedno słowo: krew.- Zawrzyj pysk…
-Aż w końcu: albo zginie zabita przez któregoś ze swoich; albo zabije ją ktoś z Rady Wampirów. Zresztą samej Radzie podoba się ten swoisty wyścig- Chłopak zignorował, że coś powiedziałam. Zarobiłam ciężkim butem i uderzyłam z impetem w ścianę.- Ty pomożesz mi; a ja tobie. Lepiej dobrze się nad tym zastanów; bo masz już niewiele czasu; Raven…- Przycisnął mnie mocno butem do ściany.- Zresztą nie zrobi mi to większej różnicy; skoro większość zaświadczy, że trzymałem się zasad i trafiłem na swojej drodze na małą idiotkę, na której grobie napiszą: Zabita przez własnych kumpli (przez jeden drobny błąd, ale dostała za swoje, zarozumiała suka). Twój Lucian… Ach fakt: zapomniałem, że zmienił imię na: Gabriel- poprawił się nagle; jakby przypomniał to sobie w ostatniej chwili.- Twój Gabriel z powodu złamania ślubu już nie jest..
Uniosłam powieki i spojrzałam mu w oczy niechętnie.
-Do diabła z Lucianem.. Niech go szlag jasny trafi: nie dbam o to- odparłam z ponurym uśmiechem.- Dla mnie on jest martwy.. Od tamtej nocy.
Mephisto zdjął stopę z mojego ramienia wpatrzony we mnie z niemałym zaskoczeniem. Cofnął się nie spuszczając ze mnie podejrzliwego wzroku.
-Poza tym co ty byś miał z tego, żebym przeżyła? Jaki miałbyś w tym interes..?- Zapytałam udając obojętność.
-Interes..- Mephisto pogładził dłonią podbródek w zamyśleniu.- Hm, nawet kilka interesujących interesów, i może niedługo się o nich dowiesz.. Jak nie skrewisz- rzucił z groźbą odchodząc.
W drzwiach minął się z Marcusem, który niósł jedzenie i wodę dla Tori; oraz krew transfuzyjną dla mnie.
W milczeniu wręczył Tori jakąś tacę z żarciem. Ta odstawiła ją na podłogę; jakby nie była głodna.
-Nie obrażaj się; maleńka..- rzucił z ironią Marcus.- Ona jakoś się nie wścieka; choć ma zdecydowanie gorzej, niż ty..
-Możesz się zamknąć, pijawo..?- Zapytałam znudzona.- Że takim, jak ty nigdy te paskudne mordy się nie zamykają..
-Nadal pyskujesz, piękna.. Silna i pyskata: lubię takie- rzucił we mnie torebką; którą z nawyku złapałam w palce.
-A ja nie lubię takich rozgadanych śmieci; jak ty. Lubię spokój, nędzny Poziomie D- odburknęłam pogardliwie.
-Szkoda..- rzucił jeszcze kilka torebek z krwią.- Ciekawe na ile ci to wystarczy- stwierdził wychodząc.
Chwilę potem trzasnęły drzwi na górze.
Zaczęłam czytać etykietę na torebce, którą trzymałam w palcach.
Tori zbliżyła się do dzielących nas krat i wyciągnęła przez nie rękę.
-Weź trochę ode mnie; Cally..- zaczęła niepewnie.
Z trudem odwróciłam wzrok od pulsującej żyłki na jej nadgarstku; mówiąc ostro:
-Nie mogę.
-Jesteśmy przyjaciółkami, a przyjaciółki sobie pomagają- odparła równie ostro.
Podniosłam głowę i spojrzałam na nią zaskoczona z otwartymi ustami. Niska ciemnowłosa patrzyła mi prosto w oczy. Była poważna, jak nigdy wcześniej. Nie rozumiałam; dlaczego była tak zdeterminowana, żeby mi pomóc..
***
-On mówił o tym Gabrielu; co ja myślę?- Zapytała nagle.
-Hmmmm?- Kompletnie zignorowałam kilka torebek z krwią transfuzyjną i spojrzałam na nią zaskoczona.
Tori zamyśliła się nagle.
-Jeśli dobrze kojarzę to on się nazywa Mikaelis i…
-I nie Gabriel; a Lucian..- mruknęłam do swoich myśli.
Tori nagle chwyciła mnie za rękę.
-To Gabriel; czy Lucian?- Zapytała zdezorientowana.
Westchnęłam ciężko.
-Dawno temu Lucian; a teraz Gabriel- odpowiedziałam wymijająco.
-Ty coś o nim wiesz; Callisto Raven..- Zauważyła powoli.
Kolejny raz zignorowałam pragnienie.
To pytanie po prostu mnie otrzeźwiło. Na tyle, bym zaczęła myśleć jak łowca, a nie, jak marny wampir poziomu D…
-Tori..- zaczęłam cicho.
-Chce ci się pić- Przerwała mi z naciskiem, podsuwając nadgarstek.
Spojrzałam na nią ze strachem.
-Vincent sam mnie zatłucze, jeśli cię tknę- nawet w tak okropnym położeniu starałam się żartować.
-Michael nadal myśli, że nie wiem o ciemnych sprawkach Vincenta- zmieniła nagle temat. Posmutniała.
-Naprawdę martwię się o niego… Zresztą sama wiesz, jak to jest kogoś…- Powiedziała po dłuższej chwili; wpatrzyła się w ścianę zamglonym wzrokiem.
Zresztą sama wiesz…
Jak to jest..
Kogoś kochać.
Jak to jest..
Kogoś kochać.
-Czasem potrafisz gadać z sensem; Miles- rzuciłam z ironicznym uśmieszkiem.
-Czasem potrafisz wymyślić jakiś plan co; Raven?- Odparła ze śmiechem.
-Czasem potrafisz wymyślić jakiś plan co; Raven?- Odparła ze śmiechem.
Michael Tyler, uczeń pierwszej klasy ogólniaka…
Tego samego dnia, późne popołudnie.
Pukam do domu Ravenów. Chwilę potem otwiera mi Luca, jej ojciec chrzestny.
-Nie było tu Callisto..?- Pytam z wahaniem.
-Myślałem, że jest z tobą- odparł zdziwiony.
-W tym problem, że…- Nagle zaczyna dzwonić mi telefon. Wyjmuję go z kieszeni. Widzę na wyświetlaczu opis kontaktu. Mistrz.
-Coś musiało się stać..- w tej samej chwili słychać jego komórkę. Luca odbierając telefon gestem zaprasza mnie do środka.
-Dzień dobry; Mistrzu- rzucam uprzejmie do słuchawki.
-Cześć; młody. Znalazłem broń Callisto i kilka łusek po kulach, był też jakiś szal.
-Callisto nigdy nie zostawiłaby broni… A ten szal…- nagle zastanowiłem się.
-Czerwony; damski..- wtrącił głos Morgensterna z drugiej strony.
Przed oczami stanęła mi postać Tori Miles. Zacząłem opowiadać ze szczegółami, co wydarzyło się na komisariacie policji.
-Po co tam byliście..?- Zapytał ostrożnie.
-Wyjaśnię później. Jeśli broń i szal były w jednym miejscu to by oznaczało, że..
-Obie mają kłopoty…
-Młody.. Michael.?- Telefon wypadł mi z dłoni i upadając rozpadł się. Panel odpadł, a bateria wypadła.
Powoli przykucnąłem i zbierając części zacząłem składać go do kupy. Włączyłem Motorolę, wbiłem kod pin i podskoczyłem, gdy nadeszło kolejne połączenie. Natychmiast odebrałem
-Widziałeś po drodze Tori..?- Zapytał z niepokojem.
-A nie ma jej w domu?- Odpowiedziałem ostrożnie.
-W tym problem, że nie i nie mogę się do niej dodzwonić..- warknął, nagle zawiesił głos.- Chyba, że pobiegła zaraz za Raven..
-Callisto też zniknęła bez śladu- wpadłem mu w zdanie.
Vincent zaklał..
-A „Elektroniczna Niania”?- Zapytał nagle; jakby z nadzieją.
- Celownik twierdzi, że sygnał ostatnim razem był w pobliżu slumsów…- odparłem powoli.- Teraz zniknął. Nawet Angello nic nie wie- powiedziałem do telefonu obserwując, jak zdenerwowany Luca Raven chodzi po salonie rozmawiając przez telefon z Angello.
-Hmmm. Mam nadzieję, że jest bezpieczna.. Muszę kończyć; mamy patrol na karku..- połączenie zostało przerwane.
Wsunąłem telefon do kieszeni. Piwnooki wsunął swój w bluzę, rzucając:
-Jedziemy.
-Dokąd…?- Zapytałem idąc za nim.
-Do Stowarzyszenia; Angello mówił że to pilne.
-Nie może być nic pilniejszego, niż znalezienie Callisto.
-To ma bezpośredni związek z Callisto- przerwał mi z naciskiem.
Skinąłem krótko głową wsiadając do czarnego Volkswagena.
***
Callisto Raven; postrach ogólniaka…
-Boli cię kark?- Spytała Tori patrząc na mnie.
-W miejscu gdzie mnie ugryzł- odparłam niechętnie, rozmasowując miejsce tuż przy tatuażu.
-O czym myślisz?- Zapytała po chwili milczenia.
-Zastanawiam się, czego ona ode mnie chce; ale nadal nic nie przychodzi mi do głowy..- westchnęłam ciężko.
Tori zamilkła. Wpatrywała się przez kraty w ścianę korytarza; rozmyślając nad czymś.
-Kiedyś nie nosiłaś tego wszystkiego..- powiedziała cicho, obracając w palcach kulę z zanurzoną w świeżej wodzie gałązką werbeny.- Szczególnie nie podoba mi się ten tatuaż.. Jest taki.. Strasznie poważny..
-Chciałaś powiedzieć, że jest po prostu brzydki- wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się ironicznie.
-Skąd wiesz..?- Tori puściła kulę która zawisła kołysząc się na jej szyi i spojrzała na mnie zdziwiona.- Właściwie ten tatuaż.. Czemu go nosisz..?
Spojrzałam na nią z zastanowieniem.
-Dlaczego o to pytasz?- Spytałam w końcu.
-Po prostu chciałam wiedzieć- Tori wzruszyła ramionami.- ale wydaję mi się, że nie bez powodu go masz.
-Zgadza się: nie bez powodu.
-A jaki to powód..?- Tori wyciągnęła rękę przez kraty i wzięła moją dłoń w swoją. Ścisnęła ją lekko.
-Od kiedy Link zabił moich rodziców, a mnie zmienił w tego potwora; Stowarzyszenie było… nadal jest… wobec mnie nieufne i..- urwałam wpatrzona w sufit próbując dobrać odpowiednie słowa.- Noszę „Różę”; tylko dlatego, że jestem tym potworem.. Że jako ten potwór zabijam inne potwory..
-Nie jesteś potworem i nawet nie powinnaś tak mówić- przerwała mi cicho.- Wcale nie jesteś taka; jak tamci…- ruchem głowy wskazała na schody w górę.
-Jestem. Jestem wampirem; chyba jesteś już na tyle mądrzejsza, żeby to ogarniać- odparłam z sarkazmem.
Tori pociągnęła mnie za rękę. Uderzyłam lekko o dzielące nas kraty. W jej oczach zobaczyłam wściekłość.
-Ciesz się, że dzielą nas te cholerne kraty; bo dałabym ci takiego liścia…- warknęła patrząc mi groźnie w oczy.- Tobie już całkiem na mózg padło przez słuchanie tego Angello, zamroczona kretynko..! Skoro już uważasz się za łowcę wampirów; to przestań się kurwa użalać i wymyśl jakiś plan. Bierzmy się do roboty, bo jak dostanę od matki kolejny szlaban; to osobiście; ale to o-so-biś-cie cię ukatrupię; Raven.
Powiedziała to dwa razy; więc lepiej wziąć się do roboty…
Tego samego dnia, późne popołudnie.
Pukam do domu Ravenów. Chwilę potem otwiera mi Luca, jej ojciec chrzestny.
-Nie było tu Callisto..?- Pytam z wahaniem.
-Myślałem, że jest z tobą- odparł zdziwiony.
-W tym problem, że…- Nagle zaczyna dzwonić mi telefon. Wyjmuję go z kieszeni. Widzę na wyświetlaczu opis kontaktu. Mistrz.
-Coś musiało się stać..- w tej samej chwili słychać jego komórkę. Luca odbierając telefon gestem zaprasza mnie do środka.
-Dzień dobry; Mistrzu- rzucam uprzejmie do słuchawki.
-Cześć; młody. Znalazłem broń Callisto i kilka łusek po kulach, był też jakiś szal.
-Callisto nigdy nie zostawiłaby broni… A ten szal…- nagle zastanowiłem się.
-Czerwony; damski..- wtrącił głos Morgensterna z drugiej strony.
Przed oczami stanęła mi postać Tori Miles. Zacząłem opowiadać ze szczegółami, co wydarzyło się na komisariacie policji.
-Po co tam byliście..?- Zapytał ostrożnie.
-Wyjaśnię później. Jeśli broń i szal były w jednym miejscu to by oznaczało, że..
-Obie mają kłopoty…
-Młody.. Michael.?- Telefon wypadł mi z dłoni i upadając rozpadł się. Panel odpadł, a bateria wypadła.
Powoli przykucnąłem i zbierając części zacząłem składać go do kupy. Włączyłem Motorolę, wbiłem kod pin i podskoczyłem, gdy nadeszło kolejne połączenie. Natychmiast odebrałem
-Widziałeś po drodze Tori..?- Zapytał z niepokojem.
-A nie ma jej w domu?- Odpowiedziałem ostrożnie.
-W tym problem, że nie i nie mogę się do niej dodzwonić..- warknął, nagle zawiesił głos.- Chyba, że pobiegła zaraz za Raven..
-Callisto też zniknęła bez śladu- wpadłem mu w zdanie.
Vincent zaklał..
-A „Elektroniczna Niania”?- Zapytał nagle; jakby z nadzieją.
- Celownik twierdzi, że sygnał ostatnim razem był w pobliżu slumsów…- odparłem powoli.- Teraz zniknął. Nawet Angello nic nie wie- powiedziałem do telefonu obserwując, jak zdenerwowany Luca Raven chodzi po salonie rozmawiając przez telefon z Angello.
-Hmmm. Mam nadzieję, że jest bezpieczna.. Muszę kończyć; mamy patrol na karku..- połączenie zostało przerwane.
Wsunąłem telefon do kieszeni. Piwnooki wsunął swój w bluzę, rzucając:
-Jedziemy.
-Dokąd…?- Zapytałem idąc za nim.
-Do Stowarzyszenia; Angello mówił że to pilne.
-Nie może być nic pilniejszego, niż znalezienie Callisto.
-To ma bezpośredni związek z Callisto- przerwał mi z naciskiem.
Skinąłem krótko głową wsiadając do czarnego Volkswagena.
***
Callisto Raven; postrach ogólniaka…
-Boli cię kark?- Spytała Tori patrząc na mnie.
-W miejscu gdzie mnie ugryzł- odparłam niechętnie, rozmasowując miejsce tuż przy tatuażu.
-O czym myślisz?- Zapytała po chwili milczenia.
-Zastanawiam się, czego ona ode mnie chce; ale nadal nic nie przychodzi mi do głowy..- westchnęłam ciężko.
Tori zamilkła. Wpatrywała się przez kraty w ścianę korytarza; rozmyślając nad czymś.
-Kiedyś nie nosiłaś tego wszystkiego..- powiedziała cicho, obracając w palcach kulę z zanurzoną w świeżej wodzie gałązką werbeny.- Szczególnie nie podoba mi się ten tatuaż.. Jest taki.. Strasznie poważny..
-Chciałaś powiedzieć, że jest po prostu brzydki- wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się ironicznie.
-Skąd wiesz..?- Tori puściła kulę która zawisła kołysząc się na jej szyi i spojrzała na mnie zdziwiona.- Właściwie ten tatuaż.. Czemu go nosisz..?
Spojrzałam na nią z zastanowieniem.
-Dlaczego o to pytasz?- Spytałam w końcu.
-Po prostu chciałam wiedzieć- Tori wzruszyła ramionami.- ale wydaję mi się, że nie bez powodu go masz.
-Zgadza się: nie bez powodu.
-A jaki to powód..?- Tori wyciągnęła rękę przez kraty i wzięła moją dłoń w swoją. Ścisnęła ją lekko.
-Od kiedy Link zabił moich rodziców, a mnie zmienił w tego potwora; Stowarzyszenie było… nadal jest… wobec mnie nieufne i..- urwałam wpatrzona w sufit próbując dobrać odpowiednie słowa.- Noszę „Różę”; tylko dlatego, że jestem tym potworem.. Że jako ten potwór zabijam inne potwory..
-Nie jesteś potworem i nawet nie powinnaś tak mówić- przerwała mi cicho.- Wcale nie jesteś taka; jak tamci…- ruchem głowy wskazała na schody w górę.
-Jestem. Jestem wampirem; chyba jesteś już na tyle mądrzejsza, żeby to ogarniać- odparłam z sarkazmem.
Tori pociągnęła mnie za rękę. Uderzyłam lekko o dzielące nas kraty. W jej oczach zobaczyłam wściekłość.
-Ciesz się, że dzielą nas te cholerne kraty; bo dałabym ci takiego liścia…- warknęła patrząc mi groźnie w oczy.- Tobie już całkiem na mózg padło przez słuchanie tego Angello, zamroczona kretynko..! Skoro już uważasz się za łowcę wampirów; to przestań się kurwa użalać i wymyśl jakiś plan. Bierzmy się do roboty, bo jak dostanę od matki kolejny szlaban; to osobiście; ale to o-so-biś-cie cię ukatrupię; Raven.
Powiedziała to dwa razy; więc lepiej wziąć się do roboty…
Przemieniona.
Niestabilna..
Wampir…
Niestabilna..
Wampir…
Uderzam pięścią w mur, krusząc cegły.
-A żeby to szlag..!- Przeklinam ochrypłym półgłosem, rozmasowując krwawiące kostki dłoni.
Na pewno ktoś już próbował się z nami skontaktować..
-Kim ty jesteś; co..?- rzucam szeptem do swoich myśli.
-A żeby to szlag..!- Przeklinam ochrypłym półgłosem, rozmasowując krwawiące kostki dłoni.
Na pewno ktoś już próbował się z nami skontaktować..
-Kim ty jesteś; co..?- rzucam szeptem do swoich myśli.
Wszędzie krew…
Klęcze w kałuży krwi, niezdolna się poruszyć..
Zapobiec temu wszystkiemu…
Oplatające trumnę łańcuchy pękają wraz z kamiennym wiekiem.
Klęcze w kałuży krwi, niezdolna się poruszyć..
Zapobiec temu wszystkiemu…
Oplatające trumnę łańcuchy pękają wraz z kamiennym wiekiem.
Przestań...
Dlaczego to robisz...??
Kłódka tonie w krwawym błocie.
Kamienna trumna rozpada się na kawałki.
Kamienna trumna rozpada się na kawałki.
Budzi się
Wściekła
Spragniona krwi i zemsty..
Wściekła
Spragniona krwi i zemsty..
Ktoś mną potrząsa. Otwieram oczy..
Słyszę przerażony krzyk. Nie wiem, do kogo należy; póki nie uświadamiam sobie, że to ja wrzeszczę; jak potępiona.
-Zamknij jej pysk; albo ja to zrobię!!- Warczy z groźbą męski głos.
Przestaję krzyczeć. Z moich ust wychodzi tylko słaby jęk.
Marcus.
Podnosi mnie, owijając krawat wokół nadgarstka.
-Co cię z Nią takiego łączy; co?- warknął z zazdrością.
-Sama chciałabym wiedzieć..- odpowiadam szczerze, wgniata mnie w ścianę krusząc mur.- Sama chciałabym wiedzieć, kim jest twoja Pani…- nie opieram się. Jest mi już wszystko jedno.
Słyszę przerażony krzyk. Nie wiem, do kogo należy; póki nie uświadamiam sobie, że to ja wrzeszczę; jak potępiona.
-Zamknij jej pysk; albo ja to zrobię!!- Warczy z groźbą męski głos.
Przestaję krzyczeć. Z moich ust wychodzi tylko słaby jęk.
Marcus.
Podnosi mnie, owijając krawat wokół nadgarstka.
-Co cię z Nią takiego łączy; co?- warknął z zazdrością.
-Sama chciałabym wiedzieć..- odpowiadam szczerze, wgniata mnie w ścianę krusząc mur.- Sama chciałabym wiedzieć, kim jest twoja Pani…- nie opieram się. Jest mi już wszystko jedno.
Wszystko jedno, co ze mną zrobi- byle tylko Tori wyszła z tego cało…
Zbliża twarz do mojej. Długą chwilę patrzy mi prosto w oczy.
Znów widzę obrazy z wcześniejszego koszmaru…
Zbliża twarz do mojej. Długą chwilę patrzy mi prosto w oczy.
Znów widzę obrazy z wcześniejszego koszmaru…
Wszyscy martwi..
Lucian pragnący mnie ocalić.
Umierający Michael- na moich oczach… Wyrywa mu serce..
Lucian pragnący mnie ocalić.
Umierający Michael- na moich oczach… Wyrywa mu serce..
Próbuję choć na moment odwrócić oczy; by od tego uciec..
-Bo…li- z trudem wydobywam z siebie szept.- Puść ją.. Tylko na mnie ci zależy..- Coraz ciężej oddycham. Czuję, jakbym miała zaraz się udusić. Ból jest nie do zniesienia- czy naprawdę tak wygląda wampir poziomu D..? Czy naprawdę jestem aż tak żałosna; żeby ratować kogoś innego, zamiast siebie?
-Ścierwo..- rzucił pogardliwie, puszczając mnie. Osunęłam się po ścianie na podłogę.- Już nie jesteś taka silna i pyskata; jak przedtem- roześmiał się ironicznie.
-Samolubna wywłoka- burknęła Tori niechętnie. Skrzywiła się i szybkim ruchem rozcięła sobie dłoń jakimś szkłem..
Marcus zbladł. Nie byłam w tym cyrku jedyną umierającą z pragnienia. Bardzo powoli zwrócił twarz w jej stronę.
-Bo…li- z trudem wydobywam z siebie szept.- Puść ją.. Tylko na mnie ci zależy..- Coraz ciężej oddycham. Czuję, jakbym miała zaraz się udusić. Ból jest nie do zniesienia- czy naprawdę tak wygląda wampir poziomu D..? Czy naprawdę jestem aż tak żałosna; żeby ratować kogoś innego, zamiast siebie?
-Ścierwo..- rzucił pogardliwie, puszczając mnie. Osunęłam się po ścianie na podłogę.- Już nie jesteś taka silna i pyskata; jak przedtem- roześmiał się ironicznie.
-Samolubna wywłoka- burknęła Tori niechętnie. Skrzywiła się i szybkim ruchem rozcięła sobie dłoń jakimś szkłem..
Marcus zbladł. Nie byłam w tym cyrku jedyną umierającą z pragnienia. Bardzo powoli zwrócił twarz w jej stronę.
Dwa mocne uderzenia w dzielące nas kraty; będące sygnałem:
Teraz; Raven…
Teraz; Raven…
Marcus syknął, gdy wydłużające się kły przebiły jego dolną wargę.
Unoszący się w powietrzu zapach krwi zamroczył mnie na długą chwilę tak, że z pragnienia prawie zapomniałam, co mam robić.
Z trudem postąpiłam krok do przodu i łapiąc go za rękę wykręciłam ją w tył. Uderzyłam nim o ścianę.
-Nędzne poziomy D- prychnęłam pogardliwie zadając cios za ciosem.- Sam zapach sprawia, że dostajecie szału..- nagły cios Marcusa sprawia, że uderzam w kraty celi.
Zdążyłam przeturlać się na bok, zanim trafił mnie butem. Podjął kolejne próby. Szybko chwyciłam go za kostkę i przewracając na podłogę walnęłam go łokciem w twarz. Podnosząc go za łachy odsłoniłam kły…
-W imieniu Rady Łowców zdechniesz; wampirze..- powiedziałam obojętnie i błyskawicznie zatopiłam w nim kły.
Nawoływał telepatycznie resztę tych żałosnych wraków. Kończąc z Marcusem rzuciłam do Tori paczkę z opatrunkiem.
Puszczone przeze mnie ścierwo upadło bezwładnie na podłogę. Sekundę potem z ubrań wysypał się popiół. Zaczęłam obszukiwać kieszenie. Znalazłam jakieś prawo jazdy, zwinęłam klucze i w pośpiechu otworzyłam cele. Uwolniłam Tori, która owinęła nadgarstek bandażem.
Rozejrzałam się w poszukiwaniu drugiego wyjścia.
-Czemu nie idziemy schodami..?
Spojrzałam na nią, jak na szaloną. Nie pytała o nic więcej.
-Zdejmij buty- szepnęłam biorąc swoje w rękę.
-Zwariowałaś? Po jaką cholerę..?- Syknęła z oburzeniem.
-Musimy być cicho; a twoje obcasy walą, jak diabli- Zasyczałam ze złością.- Chcesz stąd prysnąć; to rób, co mówię; Tori- szepnęłam groźnie.- Chyba, że chcesz stać się jedną z nich..- Spojrzałam jej prosto w oczy.
Zdjęła buty i wzięła je w ręce.
Ruszyłam ostrożnie przed siebie.
Zauważyłam otwór zasłonięty jakąś deską. Kopnęłam; łamiąc przeszkodę.
-Włazimy..
***
Zatoczyłam się i oparłam się o ścianę; Tori podtrzymała mnie. Mój wzrok wbrew mnie padł na zakrwawiony bandaż na jej nadgarstku. Z trudem odwróciłam oczy.
-Ledwie idziesz..- z dłonią przy ścianie powoli posuwałam się naprzód.- Callisto.. Stój..- Złapała mnie za ramię i oparła o ścianę w korytarzu.
-Potrzebujesz krwi- powiedziała zbliżając się.
Odsunęłam ją na odległość wyciągniętej ręki oddychając ciężko.
-Nie chcę- warknęłam cicho z lewą dłonią przy gardle.
-Mam cię zmusić?- Zapytała zła.
-Ty głupia idiotko!. W każdej chwili mogę stracić nad sobą kontrolę i cię zabić- Zasyczałam wściekle.
-Nie jesteś taka; jak on..- odwarknęła odtrącając moją rękę, znowu się zbliżyła i złapała mnie zanim upadłam. Oparła mnie spowrotem o wilgotną ścianę.
-Mylisz się. Jestem nawet gorsza; niż Marcus. Tamten miał rację..- oddycham z trudem. Jej zapach… Boli..- Jestem dokładnie taka sama.! Ja tak samo wariuję od twojego zapachu..! Jestem jednym z nich; Miles: pieprzonym wampirem poziomu D- odparłam lodowato.
-Jedyne, czym jesteś to skończoną kretynką; Callisto Anabelle Raven!!.- Chwyciła mnie za klapy kurtki i trzasnęła mną mocno o mur.- Potrzebujemy twojego wampirzego łba, żeby się stąd wydostać.. W przeciwieństwie do ciebie; ja tu tylko zawadzam..- Zobaczyłam w jej oczach łzy.- Chcę ci pomóc..
Pozwoliłam, żeby mnie objęła. Nie wiem, w którym momencie moja wola pękła i zaczęłam pić.
Unoszący się w powietrzu zapach krwi zamroczył mnie na długą chwilę tak, że z pragnienia prawie zapomniałam, co mam robić.
Z trudem postąpiłam krok do przodu i łapiąc go za rękę wykręciłam ją w tył. Uderzyłam nim o ścianę.
-Nędzne poziomy D- prychnęłam pogardliwie zadając cios za ciosem.- Sam zapach sprawia, że dostajecie szału..- nagły cios Marcusa sprawia, że uderzam w kraty celi.
Zdążyłam przeturlać się na bok, zanim trafił mnie butem. Podjął kolejne próby. Szybko chwyciłam go za kostkę i przewracając na podłogę walnęłam go łokciem w twarz. Podnosząc go za łachy odsłoniłam kły…
-W imieniu Rady Łowców zdechniesz; wampirze..- powiedziałam obojętnie i błyskawicznie zatopiłam w nim kły.
Nawoływał telepatycznie resztę tych żałosnych wraków. Kończąc z Marcusem rzuciłam do Tori paczkę z opatrunkiem.
Puszczone przeze mnie ścierwo upadło bezwładnie na podłogę. Sekundę potem z ubrań wysypał się popiół. Zaczęłam obszukiwać kieszenie. Znalazłam jakieś prawo jazdy, zwinęłam klucze i w pośpiechu otworzyłam cele. Uwolniłam Tori, która owinęła nadgarstek bandażem.
Rozejrzałam się w poszukiwaniu drugiego wyjścia.
-Czemu nie idziemy schodami..?
Spojrzałam na nią, jak na szaloną. Nie pytała o nic więcej.
-Zdejmij buty- szepnęłam biorąc swoje w rękę.
-Zwariowałaś? Po jaką cholerę..?- Syknęła z oburzeniem.
-Musimy być cicho; a twoje obcasy walą, jak diabli- Zasyczałam ze złością.- Chcesz stąd prysnąć; to rób, co mówię; Tori- szepnęłam groźnie.- Chyba, że chcesz stać się jedną z nich..- Spojrzałam jej prosto w oczy.
Zdjęła buty i wzięła je w ręce.
Ruszyłam ostrożnie przed siebie.
Zauważyłam otwór zasłonięty jakąś deską. Kopnęłam; łamiąc przeszkodę.
-Włazimy..
***
Zatoczyłam się i oparłam się o ścianę; Tori podtrzymała mnie. Mój wzrok wbrew mnie padł na zakrwawiony bandaż na jej nadgarstku. Z trudem odwróciłam oczy.
-Ledwie idziesz..- z dłonią przy ścianie powoli posuwałam się naprzód.- Callisto.. Stój..- Złapała mnie za ramię i oparła o ścianę w korytarzu.
-Potrzebujesz krwi- powiedziała zbliżając się.
Odsunęłam ją na odległość wyciągniętej ręki oddychając ciężko.
-Nie chcę- warknęłam cicho z lewą dłonią przy gardle.
-Mam cię zmusić?- Zapytała zła.
-Ty głupia idiotko!. W każdej chwili mogę stracić nad sobą kontrolę i cię zabić- Zasyczałam wściekle.
-Nie jesteś taka; jak on..- odwarknęła odtrącając moją rękę, znowu się zbliżyła i złapała mnie zanim upadłam. Oparła mnie spowrotem o wilgotną ścianę.
-Mylisz się. Jestem nawet gorsza; niż Marcus. Tamten miał rację..- oddycham z trudem. Jej zapach… Boli..- Jestem dokładnie taka sama.! Ja tak samo wariuję od twojego zapachu..! Jestem jednym z nich; Miles: pieprzonym wampirem poziomu D- odparłam lodowato.
-Jedyne, czym jesteś to skończoną kretynką; Callisto Anabelle Raven!!.- Chwyciła mnie za klapy kurtki i trzasnęła mną mocno o mur.- Potrzebujemy twojego wampirzego łba, żeby się stąd wydostać.. W przeciwieństwie do ciebie; ja tu tylko zawadzam..- Zobaczyłam w jej oczach łzy.- Chcę ci pomóc..
Pozwoliłam, żeby mnie objęła. Nie wiem, w którym momencie moja wola pękła i zaczęłam pić.
-Callisto..- Szepnęła po kilku minutach.
Jej krew..
Aż tak bardzo ci zasmakowała, pieprzony poziomie D..?- Usłyszałam swój własny ociekający jadem głos.
-Cally; to boli.. Puść..
W ostatniej chwili zapanowałam nad pragnieniem. Odsunęłam ją od siebie ocierając krew z twarzy. Oblizałam palce.
-Sama widzisz.. Ledwo panuję nad tą bestią- odezwałam się z niechęcią; zataczając się jak pijana ruszyłam z miejsca.- W końcu przestanę się kontrolować i..
-Kochasz Michaela..?- Przerwała mi nagle.
-Cśś.!- Uciszyłam ją szybko, mrużąc oczy.- Coś słyszałam..
-Ta mała suka załatwiła Marcusa- Syknął ledwie słyszalnie. Ktoś się zbliżał.- Pani się wścieknie; jeśli jej nie znajdziemy; do roboty..
Bez słowa zaczęłam obmacywać ściany w poszukiwaniu jakiejś wnęki lub czegoś w tym rodzaju. Nagle dłoń straciła oparcie.
Cholernie wąska.. Obie się tu nie zmieścimy..- pomyślałam. Złapałam szatynkę i znaczącym gestem nakazując jej ciszę popchnęłam ją w tamtą stronę.
Jej krew..
Aż tak bardzo ci zasmakowała, pieprzony poziomie D..?- Usłyszałam swój własny ociekający jadem głos.
-Cally; to boli.. Puść..
W ostatniej chwili zapanowałam nad pragnieniem. Odsunęłam ją od siebie ocierając krew z twarzy. Oblizałam palce.
-Sama widzisz.. Ledwo panuję nad tą bestią- odezwałam się z niechęcią; zataczając się jak pijana ruszyłam z miejsca.- W końcu przestanę się kontrolować i..
-Kochasz Michaela..?- Przerwała mi nagle.
-Cśś.!- Uciszyłam ją szybko, mrużąc oczy.- Coś słyszałam..
-Ta mała suka załatwiła Marcusa- Syknął ledwie słyszalnie. Ktoś się zbliżał.- Pani się wścieknie; jeśli jej nie znajdziemy; do roboty..
Bez słowa zaczęłam obmacywać ściany w poszukiwaniu jakiejś wnęki lub czegoś w tym rodzaju. Nagle dłoń straciła oparcie.
Cholernie wąska.. Obie się tu nie zmieścimy..- pomyślałam. Złapałam szatynkę i znaczącym gestem nakazując jej ciszę popchnęłam ją w tamtą stronę.
Są coraz bliżej…
W ostatniej chwili wzięłam jej dłoń i obróciłam ją na wewnętrzną stronę. Zaczęłam przekazywać wiadomość:
Cokolwiek się stanie, nie wychodź stąd. Nawet jeśli mieliby mnie zabić- musisz być cicho. Choć jedna z nas musi stąd zwiać… Jeśli ci się uda sprobuj dotrzeć do Michaela.. On zrobi, co trzeba..
Puściłam jej dłoń i wciągnęłam na stopy buty.
Nie było sensu się dłużej ukrywać. Stopa natrafiła na kawałek metalu. Rurka.
Stuk podkutego buta poniósł się echem zwracając uwagę wampirów.
-Mnie szukacie; ścierwne pijawy?- Rzuciłam z ironią.
-Brać ją!- Warknął wampir.
Wywiązała się bójka. Walczyłam; choć wiedziałam; że nie mam w tym starciu żadnych szans.
Miałam nadzieję; że Tori zdąży stąd prysnąć i sprowadzi łowców. -Gdzie zgubiłaś swoją przyjaciółkę- Zapytał jeden z wampirów. Rozpoznałam głos Dean’a.
Odbiłam jego cios; mówiąc beznamiętnym tonem:
-Zabiłam ją. Chyba wcale nie jestem lepsza niż wy, pijawy.. Odrzuciłam jednego z nich, następny dostał rurką. Wampiry nie ustępowały; Dean nagle chwycił drugi koniec mojej prowizorycznej broni i szybkim ruchem obrócił mnie i zakładając mi rurkę na gardle unieruchomił mnie.
Pociągnął nosem.
-Pachniesz jej krwią; ale to nie oznacza, że ją zabiłaś.- Stwierdził. Zwrócił się do swoich- Zwiążcie ją mocno; żeby nie zwiała- rzucił rozkaz chłodno, pchnął mnie w kierunku kilku wampirów.- Ja zajmę się tą drugą- rzucił odchodząc.
-Mówiłam ci. Ona nie żyje..- powiedziałam spokojnie.
-I zamknijcie jej pysk- rzucił przez ramię.
Wywlekli mnie w drogę powrotną. Miałam wylądować w celi na kolejne długie i pełne niepewności godziny…
Cokolwiek się stanie, nie wychodź stąd. Nawet jeśli mieliby mnie zabić- musisz być cicho. Choć jedna z nas musi stąd zwiać… Jeśli ci się uda sprobuj dotrzeć do Michaela.. On zrobi, co trzeba..
Puściłam jej dłoń i wciągnęłam na stopy buty.
Nie było sensu się dłużej ukrywać. Stopa natrafiła na kawałek metalu. Rurka.
Stuk podkutego buta poniósł się echem zwracając uwagę wampirów.
-Mnie szukacie; ścierwne pijawy?- Rzuciłam z ironią.
-Brać ją!- Warknął wampir.
Wywiązała się bójka. Walczyłam; choć wiedziałam; że nie mam w tym starciu żadnych szans.
Miałam nadzieję; że Tori zdąży stąd prysnąć i sprowadzi łowców. -Gdzie zgubiłaś swoją przyjaciółkę- Zapytał jeden z wampirów. Rozpoznałam głos Dean’a.
Odbiłam jego cios; mówiąc beznamiętnym tonem:
-Zabiłam ją. Chyba wcale nie jestem lepsza niż wy, pijawy.. Odrzuciłam jednego z nich, następny dostał rurką. Wampiry nie ustępowały; Dean nagle chwycił drugi koniec mojej prowizorycznej broni i szybkim ruchem obrócił mnie i zakładając mi rurkę na gardle unieruchomił mnie.
Pociągnął nosem.
-Pachniesz jej krwią; ale to nie oznacza, że ją zabiłaś.- Stwierdził. Zwrócił się do swoich- Zwiążcie ją mocno; żeby nie zwiała- rzucił rozkaz chłodno, pchnął mnie w kierunku kilku wampirów.- Ja zajmę się tą drugą- rzucił odchodząc.
-Mówiłam ci. Ona nie żyje..- powiedziałam spokojnie.
-I zamknijcie jej pysk- rzucił przez ramię.
Wywlekli mnie w drogę powrotną. Miałam wylądować w celi na kolejne długie i pełne niepewności godziny…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz